Strona 1 z 11 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

Go down





Dolina Pisanie by Hachirō on Wto Lis 21 2017, 23:46
    
Leniwa rzeka mająca ujście wiele metrów wyżej od lat rzeźbi teren w tej okolicy jakby od niechcenia. Nie wydaje się szczególnie rwąca, całym swoim jestestwem obwieszczając, że ona tu po prostu sprząta; podmywa wiecznie brzegi doliny, przez co jej wody są raczej brudne i piaszczyste. Nie przeszkadza to jednak pustynnym, mizernym roślinom w porastaniu ziemi wokół burej, przezroczystej wstęgi, tym bardziej większych problemów ze spożywaniem jej nie mają ani zwierzęta zamieszkujące okolicę ani wymordowani, którzy zapuszczają się tutaj od czasu do czasu. Kształt terenu jest tu łagodniejszy niż w przypadku leżących nieopodal wzgórz, gdzie zresztą ma swoje źródło tutejsza rzeka, jednak zdarzają się bardziej wyboiste odcinki. Tutaj drzew jest już trochę więcej, jednak dalej ciężko jest nazwać tę okolicę "zalesioną"; wciąż więcej tu skał i dość dosadnego, niezbyt malowniczego... niczego.

Na górze róże, nie myślcie o ciastku,
Nie umiem opisów, macie utwór o piasku
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
445


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Karyuudo on Czw Lis 23 2017, 02:24
    
Kek
Hersha, Veles, Lilo, Raven, Absinthium | Poziom Średni+
Cel: Przejęcie Doliny na rzecz utworzenia w niej Azylu
"Drzewa umierają stojąc."

Niemalże nieodczuwalne na skórze, nie dające prawie w ogóle ciepła promienie wiszącego jeszcze nisko nad horyzontem słońca muskały nieśmiało, leciutko tutejsze niezbyt bajeczne, w miarę równo położone tereny, nie będąc zdolnymi nawet do czegoś tak teoretycznie dla nich prostego i łatwego, jak roztopienie czającego się na trawie, liściach i gałązkach szronu. Chłód dominował i panował o tej wczesnej porze dnia, przemieszczając się sprawnie z tańczącym po tej okolicy wiatrem i całując czule, natrętnie odsłonięte kawałki ciał wędrowców zapuszczających się w te strony. Nie był on może boleśnie dokuczliwy czy wgryzający się brutalnie aż do kości, lecz nie sposób było też zignorować jego obecność w powietrzu, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę wydychane, białawe chmurki świadczące o tejże niskiej temperaturze. Podobnie było z rzeczką, która mimo że płynęła sobie łagodnie, acz widocznie na granicy doliny i miała definitywny wpływ na tutejsze środowisko, to najbardziej przykuwającym uwagę elementem z nią związanym był szum biegnącej jej korytem wody, który idealnie zgrywał się z szelestem wygrywanym przez nielicznie występujące tu rośliny. Generalnie zakątek ten wydawał się zarówno pięknie spokojny, jak i przygnębiająco, przytłaczająco pusty.

Jedyną tak naprawdę atrakcją tego miejsca było drzewo rosnące na prawie że samym środku - jeżeli komuś chciałoby się to w ogóle sprawdzać i odliczać metry - doliny i przez wielu uważane za nawiedzone, co było jednym z powodów, dla których tak mało osób odwiedzało tę niby przeklętą wieki odległe temu okolicę. Chyba tylko pojedynczy, zdesperowani i ścigani przez demoniczne pragnienie Wymordowani stawiali stopy na ziemiach tych, nie zagrzewając tu jednak miejsca i jak najprędzej, najszybciej się od niego oddalając. Wyłącznie zwierzęta były kompletnie nieczułe wobec dużego, wyraźnie wiekowego drzewa o gęstej, ozdobionej szmaragdowymi liśćmi koronie, gałęziach z jednej strony przywodzących na myśl ludzką, przerośniętą dłoń, a także jawiącej się na grubym pniu, sporej i jakby skradzionej jakiemuś dziadkowi twarzy. I gdy Anioły nasze zacne wkroczą na terytorium doliny, twarz wspomniana poruszy się delikatnie, kora chropowata służąca za powieki uniesie, ukazując czarne, paciorkowe ślepia, zaś z ukrytych pod witkową broda ust wydobędzie się ciche, zachrypnięte westchnięcie.
- Inni niż zwykle podróżni. O innych zamiar. I innej aurze - rozniósł się po okolicy głos już dawno nieużywany, głęboki i przesiąknięty duszącą samotnością. Oczy ciemne niby węgiel skierują się ku przybyłej grupce, mierząc ich tak intensywnym wzrokiem, iż miało się uczucie, jakby zaglądał im do myśli, do serca i do duszy. - Jaki powód? Jaki cel? - zapytał wtem po ciągnącej się chwili milczenia, mówiąc jakby bardziej do siebie, niźli do nich.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodno (około 2 stopnia Celsjusza), lekki wiaterek, słońce jest w położeniu mniej więcej siódmej/ósmej godziny.
  • Uprasza się o umieszczenie ekwipunku w pierwszym poście.
  • Ustalony został tygodniowy termin na odpis - jeżeli ktoś nie będzie w stanie wyrobić się na czas, proszę o PW.
  • Drzewo.





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.
avatar
Karyuudo

Dezerter






GODNOŚĆ :
Karyuudo

Liczba postów :
506


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Veles on Sob Lis 25 2017, 15:10
    
Podróże na Desperację nie były dla niego pierwszyzną, jednak absolutnie nowym doświadczeniem było podróżowanie w grupie większej niż dwie osoby. Vel przywykł do chodzenia tak, by nie rzucać się nadmiernie w oczy, mając w główce resztki instynktu. Przydzielony został do grupy aniołów dość ciekawej, niemniej jednak z pewnością skutecznej w swoich przyszłych działaniach. Jednych kojarzył w większym stopniu — wszak ciężko pominąć istnienie przywódcy zastępu czy zwierzchności — pozostałą dwójkę zaś  w mniejszym, jednak po cichu miał ich za osoby podzielające jego umiłowanie do istot ziemskich. Pamiętając, że lubił od razu zakładać najlepsze rozwiązanie spraw.
 Ogarniał go dość dziwny jak na jego nieskromną osobę spokój, choć od środka rozpierała go ekscytacja. W znacznej części było to zasługą celu wyprawy, jednak atmosfera tego miejsca jednie pogłębiała to wrażenie. Nie, żeby jakoś mocno jarały go pustkowia, ale tutejsza cisza i spokój nie przytłaczały go aż tak, jak można by się było spodziewać. Były na swój sposób kojące, a wieść o mówiącym drzewie jeszcze bardziej ożywiała jego serce, dzięki czemu pompowało kolejne pokłady niecierpliwego podekscytowania.
 Pewnie nawet by zapomniał o fakcie, że to drzewo istnieje, gdyby nie to, że usłyszał jego ruchy. W końcu twarde, chropowate powierzchnie ocierające się o siebie zazwyczaj wydawały z siebie dźwięki. Szedł raczej przodem, czego można się było spodziewać po nadpobudliwym aniele, jednak kiedy do jego uszu dotarło coś poza krokami towarzyszy, automatycznie obrócił głowę w kierunku źródła dźwięku. Wydał z siebie ciche „och!”, oddające zaledwie cząsteczkę zachwytu, jaki ogarnął go na ten widok.
 – Witaj! – Pomachał drzewu energicznie dłonią skrytą za rękawiczką, podskakując do niego niczym królik po pięciu kawach.
 – Przybywamy w pokoju – Jak przykładni kosmici. – Jesteśmy tu, by dać temu miejscu nowe życie! Twoje konary są zaiste imponujące. A te listeczki! Aż chciałoby się słuchać, jak szumią! Drogie drzewo, królu zieleni, zechcesz nam opowiedzieć coś o swoim domu?  – Starał się wyłapać spojrzenie drzewa tak, by patrzyło prosto w jego dwukolorowe tęczówki. Może jeżeli załapią nić porozumienia na takiej płaszczyźnie, to nie będzie tak źle! Od czegoś trzeba zacząć nowe przyjaźnie.
 – Pewnie nieczęsto widujesz tutaj osoby, które szukają stosunków przyjaznych i chcą oferować pomoc i opiekę, prawda? Och, biedny cudzie natury!
 Niech ktoś mu strzeli. Najlepiej to drzewo.

Spoiler:
Ubiór: biały, sięgający kolan płaszcz jesienny, cienka chustka w odcieniu delikatnego różu wokół szyi, wygodne, jasne spodnie, stare buty przypominające przetarte trapery. Pod płaszczem koszulka z długim rękawem. Na dłoniach jasne rękawiczki.
Ekwipunek: krótki nóż wzięty raczej z myślą o przecięciu jakiejś przeszkody aniżeli o walce, trzymany w kieszeni. W plecaku ma do połowy pełną butelkę wody (litr z hakiem), spakowane do plecaka jakieś wypieki, które miały być ciastkami, ale wyszły najwyżej zjadliwe. Trochę mięsa, by w razie czego obłaskawić dzikie zwierzęta. Bandaże.
avatar
Veles

Anioł Stróż






GODNOŚĆ :
Vel.

Liczba postów :
60


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Hersha on Pon Lis 27 2017, 01:25
    
Jego obecność tuta ograniczała się do roli ducha. Niczego więcej. Miał zadbać o bezpieczeństwo innych aniołów, dlatego też właśnie na tym się skupił. Trzymał się raczej z tyłu, w lekkiej odległości od innych z wiadomych dla siebie powodów, prawie w ogóle się nie odzywał, wybierając ciszę, niż rozmowy.
To był chłodny dzień, ale niska temperatura nigdy mu nie przeszkadzała. Lubił zimno. Na swój sposób sam emanował chłodną aurą.
Przystanął w stosownej odległości, przyglądając się z błyskiem zaciekawienia drzewu, które wydawało się naprawdę interesujące. I łagodne, chociaż z doświadczenia wiedział, że na Desperacji pozory mogą mylić i zawsze trzeba pozostać w gotowości.
Rozmowę oraz dyplomację również pozostawił młodszym braciom i siostrom. Jedynie delikatnie uśmiechnął się na sposób wypowiadania Velesa. Był niezwykle żywym dzieckiem, pełnym energii i optymizmu. Hersha miał jednak nadzieję, że to nie sprowadzi na nich żadnych szczególnych kłopotów. Niektórzy długowieczni równie reagowali na takie zachowanie, usilnie doszukując się szacunku w niemalże każdej istocie.
Odwrócił głowę, przesuwając spojrzeniem po okolicy, próbując wyłapać cokolwiek, co mogłoby wydawać się podejrzane oraz ewentualnie im zagrażać. Musiał chronić anielskie stworzenia, które tutaj przybyły. Za wszelką cenę.


W sumie Hersha ma tylko włócznię i 3 bandaże c:



"Only even when the pain feels, I held to the unfulfilled desire"

Theme
avatar
Hersha

Dowódca Zastępu






GODNOŚĆ :
Hersha. Ten, który przynosi śmierć.

Liczba postów :
228


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Liselotte on Pon Lis 27 2017, 22:52
    
Poranek był chłodny; mroźne powietrze zmuszało do przygarbienia pleców, by schować część twarzy w owiniętym wokół szyi grubym szaliku, obszernym jak koc. Dłonie miała schowane w kieszeniach kurtki, obracając raz po raz palcami po polarowej wyściółce. Błądziła wzrokiem po okolicznym obszarze; był dla niej zupełnie nowy, choć przecież przeszła już w ciągu życia taki kawał Desperacji. Wyglądało na to, że sporo było jeszcze takich miejsc, których nie miała do tej pory okazji zobaczyć. Ważne było dla niej zorientowanie się w położeniu owych terenów, na których mieli nadzieję zorganizować swego rodzaju azyl. Lokalizacja była całkiem niezła, a dodatkowym plusem było to, że wcale nie było bardzo trudno przedostać się do niej z Edenu. Lise nie była szczególnie wybitna w wędrówkach terenowych, a skoro dała radę i nie zgubiła drogi, już o czymś to świadczyło.
Przystanęła w pewnej odległości od drzewa, przypatrując się mu z zainteresowaniem. Miało w sobie coś fascynującego, kiedy kora rozchylała się, służąc roślinie jako twarz. Oczy, czarne i błyszczące, zdawały się lekko hipnotyzować, choć nie w negatywnym sensie. Było to zjawisko, na które aż chciało się patrzeć i go słuchać. Kiedy drzewo skończyło mówić, podeszła o kilka kroków i zatrzymała się obok Velesa, uśmiechając się nieznacznie na jego przemowę. Sama milczała, skinęła tylko głową na powitanie. Rudzielec był wystarczająco gadatliwy, by nadrobić za całą grupę.

Wyposażenie: Nieskończona apteczka w plecaku


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
4017


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Karyuudo on Nie Gru 03 2017, 20:17
    
Kek
Hersha, Veles, Lilo, Raven, Absinthium | Poziom Średni+
Cel: Przejęcie Doliny na rzecz utworzenia w niej Azylu
"Drzewa umierają stojąc."

Chłodne, leciutko dźgające niematerialnymi, drobniutkimi igiełkami odsłonięte kawałki skóry powietrze jednych zmuszało do poszukiwania ciepła w dostępnych im metodach oraz przedmiotach, podczas gdy na innych - albo przyzwyczajonych do niskich temperatur, albo też na nie odpornych - nie miało ono żadnego, najmniejszego nawet wpływu. Dla obu tych grup, jednakże, wspólnym był fakt, iż orzeźwiająca rześkość poranka była niezwykle przyjemna oraz podnosząca na duchu zarówno przy krótkich, jak i tych dłuższych podróżach - była, w każdym bądź razie, o wiele lepsza i przyjaźniejsza dla wędrowców niż te okropne, straszliwe i wycieńczające organizm upały dominujące na Desperacji podczas letniej pory roku. W takich właśnie lekko zimnawych, podkreślonych dodatkowo cienką warstwą szronu jawiącą się na tutejszych roślinach warunkach przyszło naszej - jak na razie trzyosobowej - grupce przybyć do tego zalanego pustką i spokojem zakątka, gdzie dane im było natrafić i natknąć się na bardzo magiczne, cudowne zjawisko: gadające, wiekowo wyglądające drzewo wyposażone w brodatą twarz staruszka. Pierwszym i jedynym - jako że pozostała dwójka, Hersha i Lilo, postanowiła nie wtrącać się jak na razie do tej osobliwej konwersacji - na tę chwilę, który odważył się nawiązać kontakt z niesamowicie żywą rośliną był energiczny, wypełniony optymizmem Veles. Czarne, paciorkowe ślepia Drzewa skupiły się na nim niemalże natychmiast po jego wykrzyczanym, sparowanym z gorliwym machaniem dłonią przywitaniu, mimo że istota ta generalnie sprawiała wrażenie apatycznej i nieskorej do gwałtownych ruchów.

- Anioły - stwierdził wtem tym swoim dawno nieużywanym głosem, wypowiadając wyraz ten wolno i z głębokim zastanowieniem, jakby próbując wydobyć coś ze swojej pamięci; przypomnieć sobie coś, co stało się dawno, dawno temu i wspomnienie tego dryfuje sobie obecnie swobodnie w umyśle niczym nieuchwytna, płynna mara. - Dom to mój nie jest, a więzienie okrutne - powiedział po momencie dumania nad tym, co cały czas mu umykało; co wyślizgiwało się pomiędzy palcami jego niby drobny, sypki piasek. - Przeklęty zostałem, przywiązany do miejsca tego na wieki wieków. Nadzieja moja dawno już zwiędła, lecz jeśli pomoc oferujecie... Uwolnijcie mnie od klątwy tej, a ziemie te Waszymi będą. Korzenie moje obciążone są pięcioma wiążącymi mnie z tymi terenami pieczęciami, więc zniszczenie ich wyzwoli mnie z tej męki. - Mrugnął leniwie, niespiesznie, poruszając mozolnie gałęziastą dłonią aż nie wskazywała ona na kamień leżący jakieś siedem metrów przed Drzewem. Na głazie tym - wysokim na dwa metry, nieregularnym i krzywym - widniały płytkie, na wpół wytarte i ledwo dostrzegalne znaki tworzące sobą jakby zarys drzwi, wejścia. - Przelanie na monument ten odrobiny anielskiej magii otworzy Wam przejście do podziemi, gdzie znajdziecie pieczęcie te okropne. - Przywodzące na myśl dwa obsydiany ślepia spojrzały uważnie, przenikliwie na każdego z nich, mierząc ich jakby, oceniając ich zdolności oraz umiejętności. Ich chęci. - Ostrzec Was tylko muszę, iż niewiadome się tam kryje i zerwanie pieczęci ciężkim może być.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodno (około 2 stopnia Celsjusza), lekki wiaterek, słońce jest w położeniu mniej więcej siódmej/ósmej godziny.
  • Pozostała dwójka ma ostatnią szansę na dołączenie do akcji, potem nie będzie już jak.
  • Termin odpisów: 10.12.17r. (Jak ktoś nie będzie w stanie się wyrobić, proszę o pw)





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.
avatar
Karyuudo

Dezerter






GODNOŚĆ :
Karyuudo

Liczba postów :
506


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Veles on Nie Gru 03 2017, 23:33
    
Biada zatem aniołom, którzy zezwolili Velesowi na zabranie głosu i nie zanosiło się na to, by zdanie ich było odmienne. Ale Veluś bardzo, ale to bardzo lubił sobie pogadać, więc jemu to ogromnie pasowało. No, przynajmniej do chwili, kiedy drzewo podjęło na nowo swoją wypowiedź. Nie wiedział, jak się zachować w tym momencie — w sumie nigdy podczas swojego długiego, anielskiego życia, nie spotkał kogoś o tak osobliwym problemie!
 – Ciężko mi pojąć twój problem, wysoki nieszczęśniku – Anioł skłonił się nisko po długiej chwili milczenia, która jak na niego była dość dziwnym zjawiskiem. Trochę spuścił z tonu, nabierając spokoju i melancholii barwiących głos.
 – Jednakże jako słudzy Boży najwierniejsi, obowiązek mamy nieść pomoc każdemu, kto jej potrzebuje! Wskaż nam więc to, co uczynić należy, lub z kim winniśmy porozmawiać, a zobowiązuję się do wsparcia cię w twej sprawie! Zarówno ja, jak i moi dzielni, acz małomówni kompani. Pewien jestem, że również chcą dla ciebie dobrze, a los twój ich serca poruszył nie mniej niż moje, kruszejące niczym grudka piasku po ściśnięciu jej między palcami. – Zapewnił, kierując zaraz swoje spojrzenie w kierunku, który wskazał osobliwy, uzbrojony w gałązki, łodyżki i żal, twór. Mówił teraz już energiczniej niż przed chwilą, wierząc głęboko w to, że dadzą radę wesprzeć drzewo i wyzwolić je.
 – Pojmujemy zagrożenie oraz ryzyko. – Skinął głową, nie patrząc jednak w kierunku samego poszkodowanego, a na głaz przez niego wskazywany. Można by było się spodziewać, że zrobi coś mądrego, ale…
 … nie czekając na cokolwiek, podreptał właśnie tam pospiesznie. Przyłożył dłonie do głazu i spróbował przelać nań swą anielską magię żywiołu ziemi, a potem czekał na efekty.


Użycie mocy 1/3.
avatar
Veles

Anioł Stróż






GODNOŚĆ :
Vel.

Liczba postów :
60


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Hersha on Sro Gru 06 2017, 21:01
    
Milczał, trzymając się z daleka. I chociaż wyglądał na kogoś, kogo w żadnym wypadku nie interesuje przebieg rozmowy, to wsłuchiwał się dokładnie w prowadzony dialog. Już w momencie wspominki o klątwie, w głowie anioła pojawiła się ostrzegawcza, czerwona lampka. Dlatego w tym momencie musiał wkroczyć, zwłaszcza po tym, jak jeden z aniołów wykazywał się nadzwyczajną beztroską.
Oczywiście rozumiał wewnętrzną chęć i potrzebę niesienia pomocy każdej żywej istocie. Bez znaczenia na jej rasę. Każdemu należało się wyciągnąć pomocną dłoń, kiedy tego potrzebował. A już na pewno w momencie, gdy dana istota sama prosiła o pomoc. Ale chęć bycia dobrym i pomocnym bardzo często była mylona z dziecinną naiwnością. A Hersha obawiał się, że nie zatrzymując się w swej dobroci, tylko parciu do przodu, mogą wypuścić o wiele większe i gorsze zło. Dlatego musiał interweniować.
- Moment. – odezwał się wreszcie, powoli podchodząc bliżej, chociaż nadal zachowując odpowiedni dystans. Nie mógł sobie pozwolić na jakikolwiek, nawet przypadkowy dotyk, zwłaszcza na tak nieprzyjaznych terenach jak Desperacja.
- Zanim Ci pomożemy, bardzo proszę, byś udzielił mi paru odpowiedzi. – uniósł spojrzenie, wbijając je w drzewo. Jaka szkoda, że nie posiadał mocy, która umożliwiłaby mu zajrzenie w umysł drzewa.
- Powiedz nam najpierw, kto rzucił na ciebie klątwę I dlaczego? – oczywistym było, że raczej nikt nie rzuca klątw na kogoś bez powodu. Powód musiał być. Pytanie, jaki i co takiego uczyniło drzewo w dawnych latach, że zostało aż tak pokarane.



"Only even when the pain feels, I held to the unfulfilled desire"

Theme
avatar
Hersha

Dowódca Zastępu






GODNOŚĆ :
Hersha. Ten, który przynosi śmierć.

Liczba postów :
228


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Liselotte on Sro Gru 06 2017, 21:57
    
Część mówioną na starcie oddała najbardziej wygadanemu członkowi ich oryginalnej drużyny - to fakt. Ale cały czas stała tuż obok, gotowa wtrącić się w rozmowę, gdyby zaszła taka potrzeba. Z uwagą obserwowała drzewo, skupiając się głównie na jego twarzy, ale zerkając też na boki ku koronie i wystającej ponad ziemię części korzeni. Sprawiało imponujące wrażenie, tego nie dało się nie przyznać, a także bardzo spójną całość. Przywodziło na myśl starego człowieka zamkniętego w postaci rośliny i jak się za chwilę okazało, początkowe odczucie okazało się słuszne.
Zmartwiła się, słysząc o klątwie. Od razu zapłonęła w niej iskierka współczucia dla biednej istoty, która musiała od długiego czasu tkwić przywiązana do jednego miejsca, nie mogąc samodzielnie sobie pomóc. Rzeczywiście była to bardzo przykra sprawa, ale z drugiej strony przydałoby im się lepsze rozeznanie, jeśli rzeczywiście mieli pomóc. Nie należała do gatunku podejrzliwych i raczej nie zastanawiała się nad tym, czy nieszczęśnik uwięziony w ciele drzewa może mieć jakieś złe zamiary. Jakie mógł mieć, skoro zamknięto go w tak ograniczającej postaci? Skoro jednak to trójka aniołów miałaby się podjąć zdjęcia klątwy, większa ilość danych była jak najbardziej podejrzana.
- Ej, ej - zaczęła cicho za Velesem, kiedy ten z marszu rzucił się otwierać przejście. Miała krótsze nogi, co utrudniało to zadanie, ale w końcu go dogoniła.
- Poczekaj momencik - dodała na wpół szeptem i spojrzała z powrotem w kierunku drzewa, z którym własnie rozmawiał dowódca zastępu. Nim rzuciliby się prosto w otchłań, należało zebrać informacje, a najprościej było zapytać. Każde dane mogły się okazać potencjalnie przydatne.


:
avatar
Liselotte

Anioł






GODNOŚĆ :
Liselotte Margaret Merricks

Liczba postów :
4017


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Gość on Sro Gru 13 2017, 19:04
    
/ Słowem wstępu. Jeśli są tu anioły starszej generacji, powinny Evana kojarzyć jako kogoś, kto był kiedyś ich archaniołem. Zanim jeszcze aniołowie wstąpili na ziemię. To tyle z mojej strony.

Był trochę spóźniony jak tu dotarł, ale ni byłby sobą, gdyby tego nie zrobił. Nigdy nie trzymał się zasad, które ktoś mu narzucał, bowiem miał on własne, których wolał się trzymać. Nic dziwnego więc, że Evan, pomimo tego, iż deklarował się przyjść o czasie, był o paręnaście minut spóźniony, o ile nie więcej. Nie wyglądało po nim, aby przejmował się tym faktem. Poza tym samemu było mu o wiele wygodniej tutaj dotrzeć, bowiem nigdy nie przepadał za większymi grupami czy współpracą.
Cisza i spokój przywitała anioła, który zagościł obecnością miejsce spotkania. Chłód, który tutaj panował w żadnym stopniu mu nie przeszkadzał, śmiało może powiedzieć, że przez tyle lat życia zdążył się do niego przyzwyczaić. Ubrany standardowo w swój czerwony płaszcz i kapelusz, stanął gdzieś nieopodal grupki jakby nigdy nic, słuchając to, co miały do powiedzenia poszczególne osoby, w tym i drzewo. Wiedział, jaka jego rola miała być w tym miejscu i póki co w zadnym stopniu się nie przyda. Ale jednak chciał mieć pod kontrolą to, co zasugerował do zrobienia. Desperacji od dawna przydałoby się właśnie takie miejsce jak to, o które będą walczyć. Długo musiał czekać na ten konkretny dzień. Miał tylko nadzieję, że było warto na niego czekać.
Klątwa.
Wiedział, jak paskudne potrafią być. Sam przez przypadek nałożył na siebie klątwę, która zabrania mu regenerować swoje ciało. Może nie wiedział, jak to jest mieć uwięzioną duszę w innym obiekcie, ale zdecydowanie mógł podzielać ból kogoś, kto siedział w pnie drzewa. Mimo to po usłyszeniu słów "pomoc" i "zdejmijcie", nie zamierzał nic w tym kierunku robić. Czekał cierpliwie na reakcję innych, a zauważając śmiałka, który bez większych danych chciał pomóc temu czemuś, tak samo jak inni miał ochotę go zatrzymać. I zrobił to, wyciągając ku niemu rękę i łapiąc go za nadgarstek, zanim zdążył pójść w stronę głazu i pociągnął go do siebie, chcąc powstrzymać go przed "przelaniem mocy".
Nie zachowuj się tak lekkomyślnie — odparł, puszczając go, a dalsze słowa nie miały sensu, w momencie kiedy Hersha, jako Dowódca Zastępu, odezwał się w ich imieniu, aby dopytać czegokolwiek na temat tej klątwy. Brawo.
I co będziesz miał w zamian, jeśli Ci pomożemy — chcąc nie chcąc, odezwała się w nim dusza Smoka, która wymagała od klienta swoistej zapłaty za wykonaną robotę. Życie na Desperacji również nauczyło go, że czasem trzeba było mieć pewną podkładkę — wtedy miał pewność, że ten ktoś nie kłamał, jeśli obiecuje Ci dać coś w zamian i nie jest to stary kapsel. W każdym razie tak jak inni czekał na dalszy bieg wydarzeń.


Ekwipunek:
Dwa pistolety z magazynkami + do tego jeszcze 2 dodatkowe magazynki, jakiś nóż myśliwski lub motylkowy,
coś do picia, papierosy, zapałki. Jest z nim Atro Wielki. Nie wspomniałem o tym w poście, bo zapomniałem, dlatego pisze tutaj,
aby o nim już nie zapomnieć.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Karyuudo on Sro Gru 13 2017, 19:36
    
Kek
Hersha, Veles, Lilo, Raven, Absinthium | Poziom Średni+
Cel: Przejęcie Doliny na rzecz utworzenia w niej Azylu
"Drzewa umierają stojąc."

Szczęśliwym był fakt, że w większości przypadków grup i drużyn wyruszających na heroiczne, bohaterskie wyprawy są one bajecznie zróżnicowane; składające się z person o przeróżnych, odmiennych od siebie charakterach i osobowościach; zawierające w gronach swych tak optymistyczne, wesołe jednostki, jak i te bardziej pesymistyczne, ostrożniejsze i kroczące naprzód z mogącą uratować czyjeś życie od niechybnej zguby czujnością. Tak było i teraz, gdzie przedstawicielem tego radośniejszego, spontanicznie działającego grona był Veles, podczas gdy Hersha wraz z Lilo i Evanem cechowali się większą roztropnością, rozwagą i podejrzliwością. Po tym, jak Anioł Stróż nasz szanowny rozpoczął rozmowę z Drzewcem i wyłuskał od niego kilka szczątkowych, płytkich informacji oplecionych prośbą o zdjęcie ciążącej na nim klątwy, rzucił się on bez znaczniejszego pomyślunku na pomoc zakutej w magiczne kajdany duszy i prędkim, dziarskim marszem skierował ku wskazanemu przez gałęziasty palec kamieniowi. Nim zdołał, jednakże, dobrnąć do ozdobionego wytartymi runami głazu i przelać na niego swoją magię żywiołu ziemi, złapany został za nadgarstek i dobitnie pociągnięty przez Żmija, jak również szeptem zatrzymany przed podjęciem tegoż pochopnego czynu przez Lilo - preferowali oni, podobnie niczym towarzyszący im Dowódca, pozyskać wpierw więcej danych i dopiero po zgromadzeniu ich przejść do konkretnego działania. Hersha, tymczasem, wtrącił się płynnie do konwersacji z Drzewcem, podchodząc do niego przy tym odrobinę bliżej, acz dalej z zachowaniem odpowiedniego, bezpiecznego dystansu. Nigdy przecież nie wiadomo, co czai się na terenach groźnej, zdziczałej Desperacji i jakież niespodzianki mogą na nich nieoczekiwanie, nagle wyskoczyć.

- Anioły - rzekł raz jeszcze stary Drzewiec, tym razem z odrobinkę większą pewnością i tak, jak gdyby pochwycił wreszcie myśli, które wcześniej zdawały się cały czas umykać przed jego pojmowaniem; tańczyć na granicach rozumu; śmiać mu się w twarz i skrywać w odmętach wiekowego umysłu. - Dawno, dawno temu - rozpoczął po paru wlokących się, tykających leniwie sekundach - lata po tym, jak Apokalipsa i Chaos, i Zagłada zostały ułagodzone, pojawił się na terenach tych Upadły o skrzydłach czarnych niby smoła, oczach szkarłatnych jak krew i duszy zepsutej przez zbyt wiele negatywnych wpływów oraz nieznane mu, mącące w głowie uczucia. Rozsiewać łaknął on więcej zniszczenia i śmierci oddechu, a także kolekcjonować pragnął ludzkie żywota w celach nieczystych i podłych. Wysłanym zostałem tu na własne życzenie, ażeby przemówić mu do rozsądku lub siłą zatrzymać. - Zamilkł na moment, przymykając oczy czarne w próbie przypomnienia sobie jak największej ilości szczegółów. - Głuchym był na słowa, szybkim zaś do wszczęcia potyczki. Próbowałem... - Westchnął ciężko, przeciągle i głęboko. - Bitwa to była długa i męcząca, lecz udało mi się ugodzić go krytycznie i ostatecznie. Nim Kostucha pochwyciła go, jednak, w ramiona swe słodkie, zdołał on rzucić na mnie klątwę i duszę moją przywiązać do tego drzewa oraz ziem. Zbyt słabym i rannym byłem, ażeby przeciwstawić się temu zaklęciu. Czarowi, w które tchnął w desperackim geście moc skolekcjonowanych żywotów. Nie przebudziłem się od razu po byciu uwięzionym w drzewie tym, miast tego śpiąc przez wieki długie i prędko mijające. Jakże świat się zmienił i istoty go zamieszkujące... Przez innych zapomniany trwałem na ziemiach tych złem i okropieństwem przesiąkniętych, odrzucających i odpychających od siebie każdego podróżnego. - Spojrzenie jego skoncentrowało się na Dowódcy, poważne i melancholijne, i tak bardzo zmęczone, ażeby zaraz przesunąć się, skupić na Evanie. - Anielska to klątwa, tylko przez Anioła możliwa do zdjęcia. A jeśli zostanie już ona złamana, to dusza moja zostanie uwolniona i będę mógł w końcu, po latach tych wszystkich, odejść i odpocząć.

(Dodatkowe) Informacje:
  • Warunki: chłodno (około 2 stopnia Celsjusza), lekki wiaterek, słońce jest w położeniu mniej więcej siódmej/ósmej godziny.
  • Termin odpisów: 20.12.17r. (Jak ktoś nie będzie w stanie się wyrobić, proszę o pw)





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.
avatar
Karyuudo

Dezerter






GODNOŚĆ :
Karyuudo

Liczba postów :
506


Powrót do góry Go down





Re: Dolina Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 1 z 11 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach