Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down





Świetnie, dzieciaku.
 Moroi przez dłuższy moment nic nie mówił i starał się zachować minę, która nie zdradzała za wiele na temat jego jakichkolwiek myśli (serio, zdarzało mu się  je mieć). Zmrużył w pewnym momencie oczy i przekrzywił głowę,  w której to odnotował, że ma przed sobą faktycznie przydatnego przyszłego żołnierza. Nie był jakimś łowcą wojskowych talentów, ale potrafił wychwytywać pewne cechy.
 –  Faktycznie  – Odpowiedział krótko, gdy już skierowali się w kierunku tego sklepu –  Chodzi o to, że tam jest ciasno. Dodając do tego, co powiedziałeś, kwestię wszelkich rykoszetów, robi się mniej kolorowo. Moja broń chodzi na zwykłe pociski, przy laserowych walka na małej przestrzeni jest raczej bezpieczniejsza. Jest mniej powierzchni, od których się odbijają. Tylko też, wiadomo, potrzeba ostrożności. Sprawa też jest taka, że jesteśmy ludźmi i nie jesteśmy w grze.  Jeśli skoczysz z budynku, musisz się liczyć z obrażeniami, a może nie być innej drogi. Oni mają wytrzymalsze ciała, więc szok związany z bólem pewnie minie szybciej, gdyby skakali za nami. Gdyby przyskrzynili nas w mieszkaniu, moglibyśmy liczyć na to, że zmysły ich zawiodą, ale z drugiej strony — co jeśli nie? Niektórzy z nich latają. Możemy zostać zapędzeni w pułapkę – Tłumaczył po drodze, usiłując naraz streścić się i powiedzieć to, co najważniejsze. Dotarcie na póki co spokojne miejsce dało im jeszcze chwilę na namysł, może nawet na jakiś bardziej opanowany oddech.
 –  Oba  – Zgodnie skinął głową, starając się trochę przybrać bardziej bierną postawę, choć wszystko w nim krzyczało „rusz się, obroń go”. Musiał zachować rozsądek; igrali z systemem, nie z czymś żywym i myślącym impulsywnie. Pewne rzeczy były kwestią programu i instynkt musiał odsunąć na bok… Po prostu na rzecz wypchnięcia Dinusia przed szereg, na rzecz zmuszenia go do działania. Zmrużył oczy.
 –  To, że tu weszliśmy, też jest na plus. Jest się gdzie schować, jest tu dużo mebli czy innych rzeczy, które możemy wykorzystać na naszą korzyść. – Krótka przerwa. Wychylił łeb zza lady w celu szybkiego rozpoznania w terenie.
 –  Moim zdaniem – Odezwał się znowu. –  Trzeba wezwać pomoc. Podać pozycję, ilość żywych, martwych, pojmanych. Trochę czasu jednak minie zanim pomoc nadejdzie, a poza tym nasi są w potrzasku  – Wskazał raz jeszcze na punkt na mapie. –  Rozdzieliliśmy się i nie wiemy, w jakim stanie są tamci. Możemy się tam zakraść i przebadać sprawę. – Przez jego głos dalej przedzierały się te same dźwięki. Irytowało go to, podobnie zresztą jak fakt, że przez kucanie jego kostka zaczęła się odzywać.
 – Zostaje kwestia tego dźwięku – Znowu wyjrzał za krawędź lady. –  Widzę tu kilka opcji. Mimo niego ruszyć w drogę po nadaniu komunikatu i liczyć na to, że nie polezie za nami. Zostać tutaj i liczyć na to, że nas nie wyczai. Zastawić pułapkę choćby i w jednym z tych bloków, bo minusy można obrócić na plusy. Albo nawet tutaj, choć każda wersja zdaje się ryzykowna. Źródło dźwięku zdaje się iść za nami… Skrobie i szura coraz bliżej. Krótka piłka, co robimy? – Pewnie były jakieś inne opcje. I jakiejkolwiek młody by nie założył, Moroi pójdzie za nim. Jakakolwiek szkoła by nie była, czy wojskowa, zwykła, artystyczna, zawodowa, obejmowała wzloty i upadki, nabieranie wprawy i przede wszystkim nie mogła podcinać skrzydeł ani wiązać ich ostrożnością. Żadnego upupiania, tylko aktywne działanie.
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
449


Powrót do góry Go down





Był pewien, że Hachirō Moroi go testuje, dlatego w pewnym momencie nagle zabrał głos.
Regały sklepowe działają na naszą niekorzyść tak samo jak ciasne klatki schodowe. Z tym minusem, że nie są ścianami. Mocniejsze pchnięcie może je przewrócić, również na nas. Wymordowani ze swoją siłą mogliby być do tego zdolni. Jeżeli niektórzy z nich latają, tutaj są w stanie rozprostować skrzydła i ponad meblami zaatakować nas z góry. W klatkach schodowych ten wariant nie przejdzie. W większości przypadków. Od góry do dołu jest ta sama, niezbyt wielka szerokość, poza tym jest mniejsza przestrzeń i ciężej byłoby im manewrować.
Potem już go słuchał.
„Trzeba wezwać pomoc”.
Tak, ale nie mamy łącznościdlatego proponowałem wejść wyżej. Rūka przyglądał się mu uważnie, jakby liczył na to, że dostrzeże sygnały niezadowolenia na twarzy rudowłosego w momencie, w którym zacznie mówić coś głupiego. — Proponuję udać się na dach i spróbować połączyć się z centralą. To teraz nasz priorytet i jeśli uda nam się to zrobić, powinni dać nam zezwolenie na zbadanie terenu lub odwrotnie — zakaz opuszczania aktualnego schronienia.
Sam wyjrzał zza ich tymczasowej barykady, by przeskanować pomieszczenie; mimowolnie doszukiwał się źródła tych dziwnych, nienaturalnych dźwięków.
Nie byłbym zbyt pochopny w tej kwestii. Możemy założyć, że to wymordowany lub jakieś zwierzę, ale póki jest wystarczająco daleko, nie ma powodu, by marnować amunicję i szczególnie hałasować. Jeżeli uda nam się przedostać na dach, prawdopodobnie nie przejdzie za nami; możemy zamknąć za sobą drzwi lub czymś je zablokować. Z góry mamy też szerszą perspektywę, może dostrzeżemy to z dachu. Możemy ruszać?
avatar
Kyōryū

Rekrut






GODNOŚĆ :
きょうりゅう るうか (Kyōryū Rūka)

Liczba postów :
1542


Powrót do góry Go down





No, na parę rzeczy nie wpadł, taka już jego natura, że chce wszystko zrobić już, teraz, natychmiast. Włożyłby rękę do wrzątku tylko dlatego, że wykombinowanie sposobu na pozbycie się cieczy zajęłoby mu trochę dłużej. Zrobił minę jakby trochę wiedział, co robi, ale nie miał zamiaru przyznawać się do błędu, o nie! Zamiast tego uzna, że tak miało być i że to był egzamin. Jeżeli rekrut był takim geniuszem jak wielki i wspaniały bohater, to pewnie pomyśli tak samo, ot co.
 – Toooo całkiem niezły pomysł – Powiedział z pewnym ociąganiem, w dodatku tak, żeby Ruuka czasem nie pomyślał, że wychodzi na mądrzejszego. Przepychanie się w taki nieotwarty sposób w takiej sytuacji może było niezbyt roleplayowe, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, prawda? Cóż, to i owo mogła zdradzać jego mina, która przybrała wyraz zdeterminowany i uparty, jednak dalej zaznaczony nieco tym, co majestatyczne psiątko z mema miało wymalowane na ryjku.
 Pokiwał mimo wszystko łebkiem na znak zgody, po czym zdecydował się na krok trochę może zbyt zuchwały, biorąc pod uwagę powód tego dodatkowego szkolenia… Ale postanowił, że przekaże dowodzenie młodemu i zainterweniuje, jeżeli coś będzie szło bardzo nie tak. Kiedy skupił się na tym dźwięku, który gdzieś tam sobie był, Moroi Hachirō uznał, że faktycznie jest dość daleko i że może lepiej nie kusić losu. Ha, widzicie, oto punkty ujemne za nieroleplayowe podejście zostały zneutralizowane i równowagę przywrócono.
 Rudy odezwał się dopiero, gdy minęło może pół minuty, a może trochę więcej. Decyzja nie była wynikiem rozumowania, o jakie można by było go podejrzewać — „jak tak mędrkujesz to sam zrób” — a raczej wywołana została chęcią rozpalenia w Ruuce woli działania. Do starcia tak czy siak dojdzie i było to pewne, ale może jeśli przed nim dostatecznie wkręci tego rekruta w tę sytuację i nastawi go na odpowiednie myślenie, to wszystko pójdzie okej?
 – Leć. Kieruj, rządź, spraw, żebyśmy byli bezpieczni i potraktuj to na serio – Rozkazał twardo, choć jego wyraz twarzy trochę przybrał na konkretności, formując się w coś na wzór serdeczności, może zadowolenia. I oby tak dalej. Jeśli młody ruszy, Moroi pójdzie za nim bez wahania. Podejdzie nawet do ognia, ale nie skoczy za nim. W odpowiedniej chwili złapie rekruta za fraki i otrzeźwi.


żebyś czasem nie wyszedł na zero za szybko, ha. ha.
avatar
Hachirō

Hycel






GODNOŚĆ :
Hachirō Moroi

Liczba postów :
449


Powrót do góry Go down





| Wiedziałem, że o mnie zadbasz, senpai. |

Objąć dowodzenie?
  Spojrzał na niego tylko raz, ze wzrokiem pełnym zaprzeczenia i jakiegoś takiego bólu egzystencjalnego, jakby spodziewał się, że Hachirō lada moment wybuchnie śmiechem, poklepie go po klacie i przyzna się, że tylko żartował. Usta Kyōryū drgnęły, ale ostatecznie zwarły się ze sobą na powrót, bo choć nie lubił podejmowania decyzji — w zasadzie nie znał się na konstruowaniu strategii i był wręcz pewien, że gdyby przyszło co do czego, to wpędziłby cały oddział prosto w gardło potwora — to nie miał jednocześnie zamiaru się zapierać. Miał to w końcu wziąć na serio.
  Przekierował ich naprzód, między zakurzonymi regałami. Przemykając po zapomnianych alejkach sklepowych co chwila ocierał się ramieniem albo biodrem o lepkie nici pajęczyn, ale zdawał się w ogóle nie rejestrować tego faktu. Wzrokiem poszukiwał drzwi innych niż te oszklone, wejściowe.
  Znalazły się dopiero po przeciwległej stronie budynku, lekko uchylone i przekręcone o parę centymetrów w dół, jakby górny zawias ledwo już je przytrzymywał. Kyōryū oparł dłoń o pionową powierzchnię i pchnął ją do środka; ustąpiła z trudem. Potem wbiegł na schody, uprzednio dając Hachirō znać, by zamknąć przejście.
  Dach był płaski jak Ziemia w teorii Wilbura Glenna Voliva. Buty Rūki zostawiały na planszy ślady w centymetrowym brudzie. Zatrzymał się dopiero na skraju, wyciągając szyję, by zerkną w dół. Nie było tu żadnych barierek, ani nawet półmetrowego murka — o spadnięcie nietrudno.
  Chociaż symulacja nie była w stanie sprowadzić go do stanu konającego, chłopak najwidoczniej wczuł się na tyle w obecną akcję, aby nie przekraczać pewnych (fizycznych) norm. Niektóre z nich zakładały, że utrata równowagi może skutkować śmiercią. To jeden z argumentów potwierdzających tezę.
  — Jak sygnał? — zapytał, obrzucając plener analitycznym spojrzeniem. Chciał przede wszystkim spojrzeć na wszystko z góry; może stąd uda mu się wychwycić źródło wcześniejszych szmerów. A nawet jeżeli okaże się to jałową czynnością, istniało prawdopodobieństwo, że zobaczy cokolwiek innego, co przykułoby jego wzrok i wymusiło kolejne warianty.
avatar
Kyōryū

Rekrut






GODNOŚĆ :
きょうりゅう るうか (Kyōryū Rūka)

Liczba postów :
1542


Powrót do góry Go down






Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach