Go down


Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Czw Paź 26, 2017 5:29 am

Niegdyś Budynek Mieszkalny


Placówka Wiekuistego Stowarzyszenia Ekstermicznych Feministek

... dziś dla wtajemniczonych lokum Malarii i jej podopiecznych lub potrzebujących kobiet. Stojąc na niewyraźnej granicy pomiędzy końcem Apogeum, a początkiem jednego wielkiego znaku zapytania jakim są wszelkie tereny ponad granicami jest nie tak często odwiedzanym miejscem dającym jego samozwańczej właścicielce swobodę w robieniu tego co robi najlepiej.
Wejście główne wprowadza odwiedzających w przestrzenny hol, w którym niegdyś mieściły się sklepy, a dziś uprzątnięte gruzowisko, prowizoryczne ściany z materiału i przytargane z Bóg wie skąd materace, czy zatęchłe sofy. Lepsze warunki panują na wyższych piętrach, gdzie jest znacznie czyściej i nawet przytulniej, ze względu na lokatorki utrzymujące porządek, gdy akurat bywają w tym tajnym przytułku. Najwięcej jednak znajdzie się tutaj różnorodnych trutek, medykamentów i jedzenia.
Prawe skrzydło jest w większej części zawalone, ale lewe jeszcze się trzyma przez co właścicielka szczególnie upodobała sobie najwyższe piętro i dach budynku, skąd rozciąga się ponury, ale jakże przepiękny widok na całą Desperację i okoliczne budyneczki.
Pod kompleksem oczywiście znajdują się też piwnice, które odziwo są zwykle zamknięte, a dostęp do nich ma jedna i ta sama osoba.


Ostatnio zmieniony przez Malaria dnia Pią Paź 27, 2017 2:04 am, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Czw Paź 26, 2017 2:01 pm
Jeżeli miał zamiar dłużej pozostać na Desperacji to musiał zebrać zapasy, a nie było łatwiejszego sposobu niż zwyczajne przetrzepanie pobliskich ruin w celu niewinnego pożyczenia na wieczne nieoddanie wszystkiego co będzie mu tylko potrzebne. Choć może w tym wypadku nie tych najbliższych ruin. Należało nieco odejść od Apogeum żeby nie narażać się ludziom i wymordowanym z którymi w przyszłości może mieć do czynienia.
Stał więc na pustkowiu, niczym wąsata złotówa, oparty plecami o wrak jakiegoś samochodu i wlepiał zmrużone ślepia w znajdujący się wcale nie tak daleko budynek. Wyglądał na pusty, choć był w zbyt dobrym stanie jak na desperackie klimaty. Takie miejsca zawsze zwabiają ludzi, którzy postanawiają zrobić z nich swoje kryjówki. Boris pożałował, że nie wziął ze sobą żadnej broni poza nożem. Przez celownik snajperki byłby w stanie dojrzeć nieco więcej niż teraz. Ale skoro w czasie dwóch wypalonych papierosów do budynku nikt nie wszedł, nikt z niego nie wyszedł ani tym bardziej żaden ruch nie zwrócił jego uwagi - mógł uznać, że póki co lokatorów nie ma w domu.
Albo doskonale go widzą, a skoro nikt nie pokusił się o przegonienie intruza to pozwolą mu spokojnie się okraść.
Wyrzucił niedopałek papierosa w bok, zarzucił na łeb kaptur od bluzy i ostatni raz rozglądając się na boki ruszył w kierunku wejścia. Nie można powiedzieć by wnętrze budynku, tuż po przekroczeniu jego progu, jakoś wybitnie mu się spodobało. Wolał jednak łazić po całkowicie dzikich i opuszczonych ruinach, a nie zamieszkałych.
Już w ściekach jest lepiej - przeszło mu przez myśl, gdy czubkiem wojskowego buta podniósł ostrożnie jeden z materacy by sprawdzić czy pod spodem nie czai się żaden ukryty skarb.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Czw Paź 26, 2017 10:12 pm
Szczęście w nieszczęściu. Los spłatał psikusa mężczyźnie zwanemu Boris Azarov dając mu żmudną nadzieję, że może odwiedzić kolejne puste miejsce z sowita darowizną i co prawda, to prawda - właścicielka rumowiska nie zauważyła jak wypalał tytoń, gdzieś w oddali czekając na jakiś znak z nieba. Niestety dobrze wiedziała, kiedy takowy gość wszedł na jej terytorium, dzięki skrzętnie ukrytym czytnikom ruchu porozmieszczanym na parterze budynku. Drobne prezenty, bardzo wygodne do przemycenia z M3, a jakże użyteczne na dzikim pustkowiu takim jak to.
Właścicielka kompleksu stanęła przed laptopem, na którym wyświetlił się komunikat automatycznie włączając komercyjne kamery, które z zewnątrz mogły wyglądać na martwe wieki temu, jednak zapewnić mogły nie jednego intruza, że soczewki nadal świetnie odbierały obraz po lekkim remoncie. Christiane uśmiechnęła się tajemniczo na widok mężczyzny w swoich włościach i powoli dopiła resztki wina z kieliszka.
Gościa należało powitać, czyż nie? Jednak nie chcąc go spłoszyć postarała się, aby jej zejście i obserwacja była niezauważona, aż do samego końca. Schodząc klatką schodową przełączyła widok kamer na swoim telefonie schodząc cicho po betonowych stopniach i patrząc co dalej będzie robił uroczy intruz. Wyjdzie na górę? Może nawet wyjdzie jej na przeciw, a może użyje drugiej klatki schodowej?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Czw Paź 26, 2017 11:06 pm
Przeczesywanie holu nie szło mu za dobrze, co można było szybko zauważyć bo jego niezbyt zadowolonej minie. Nie czuł się obserwowany, więc poza kapturem, który wcześniej narzucił na głowę nie miał żadnej osłony na pysku. Nawet wiecznie obecne okulary wisiały zahaczone o jeden ze sznurków jego bluzy, a czarna chusta wisiała krzywo na szyi. Desperacja miała ten jeden plus, że nie musiał się ukrywać jak w mieście. Poparzona twarz, w porównaniu z widokiem niektórych zdziczałych, i tak nie robiła spektakularnego wrażenia.
Mężczyzna minął kolejny materac, choć nawet go nie sprawdził. Same graty, nic przydatnego. Teoretycznie mógłby wynieść stąd na upartego choćby kawałek zdezelowanej kanapy byle nie wyjść z pustymi rękoma. Miałby na czym rozpalić ognisko.
Zamarł na chwilę nasłuchując jakichkolwiek dźwięków dobiegających z budynku. Nic jednak nie wydało mu się na tyle podejrzane by zechciał zawrócić i ewakuować się ucieczką. Ruszył w głąb holu, wyciągając zza paska od spodni stary wojskowy nóż i obracając go leniwie w dłoni. W myślach wyliczał jakie znaleziska powinny go usatysfakcjonować żeby odpuścił dalsze zwiedzanie. Z wyższych pięter trudno byłoby mu uciec w razie ewentualnego zagrożenia, więc obiecał sobie, że przejrzy tylko jedno z nich i z powrotem, jak szczur, czmychnie na dół.
Najbliższe schody musiały być najlepsze, przynajmniej nie zabłądzi. Ostrożnie zerknął w kierunku wyższego piętra, a następnie na tyle cicho, na ile pozwalało mu echo i ciężkie buciory, szorując plecami po ścianie wszedł kilka stopni wyżej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Pią Paź 27, 2017 1:59 am
Z siódmego piętra zeszła na trzecie zanim tajemniczy intruz pomyślał, aby wejść do jakiejkolwiek klatki schodowej. Na parterze rzeczywiście nic nie było. Wszystkie fanty były poukrywane na piętrach, a raczej wystawione, bo nikt się nie kłopotał, aby ich zanadto chować po kryjówkach. Przynajmniej nie te najcenniejsze.
Zatrzymała się dopiero na drugim piętrze widząc, że nieproszony gość kieruje się do drugiej klatki schodowej, co było niefortunną decyzją dla samej właścicielki. Teraz musiała się pokwapić, aby wyjść przez zardzewiałe drzwi na piętro i przejść się otwartym korytarzem w kształcie litery L do drugiego przejścia, które zionęło pustką od czasu wyważenia tamtejszych metalowych skrzydeł. Szła na bosaka, bo nie musiała się obawiać o groźne odłamki szkła, a to też świetnie wyciszało jej kroki, które w przeciwieństwie do Tajemniczego Jegomościa nie szurały, czy nawet stukały cicho o podłogę. Wszystko na wyższych piętrach było wyjątkowo pozamiatane i znacznie lepiej zadbane niż na samym parterze, który miał odgrywać formę dywersji dla takich ciekawskich wymordowanych, jak nasz zakapturzony bohater.
Kwadratowa klatka schodowa miała swojego rodzaju świetlik, wyznaczoną niewielką przestrzeń w środku wieży, wokół której obwijały się schody - przez to był możliwy widok na schody i barierki nawet dwa piętra wyżej, a właścicielka lokum miała zamiar z tego skorzystać. Będąc na trzecim piętrze oparła się nonszalancko o barierkę podstawiając sobie pod brodę dłoń i spoglądając w dół na swojego gościa szurającego po ścianie.
- Nie ma sensu się skradać. Jesteśmy tutaj tylko we dwoje. - Jej melodyjny głos odbił się lekkim echem od ścian klatki. - Zapewne przyszedłeś tutaj po jakieś fanty, ale... - Odbiła się od barierki i zaczęła bardzo powoli schodzić po stopniach nie spuszczając badawczego spojrzenia z mężczyzny. - Zważając, że trzymasz sprawnie w ręce całkiem zabójcze narzędzie śmiem twierdzić, że w przeciwieństwie do bandy dzikusów zamieszkujących te okolice jesteś w miarę rozumnym osobnikiem, dlatego równie dobrze możemy chwilę porozmawiać, Panie Nieznajomy. Choćby i przy winie.- Uśmiechnęła się do niego kokieteryjnie wzruszając przy tym ramionami. - Mieszkanie w tej okolicy może przyduszać samotnością czasami.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Sob Paź 28, 2017 12:52 am
- Naprawdę tu mieszkasz? - palnął pierwsze co mu ślina na język przyniosła, głównie by ukryć własne zażenowanie.
Kolejny raz dał się złapać. W myślach nawet nie potrafiłby zliczyć sytuacji, w których wcześniej spotkało go dokładnie to samo. Choćby nie wiadomo jak głośno zachowywała się reszta drużyny zawsze pierwszego zauważali właśnie jego. Nie ruszył się jednak z miejsca, z zadartą do góry głową i spojrzeniem niemal przeszukującym widoczną część sylwetki dziewczyny stał nieruchomo, zatrzymany w pół kroku, na schodach.
Zauważyła, że nie ma do czynienia z jedną z dzikich bestii biegających wesolutko po pustkowiach. Boris uznał, że to nawet miłe z jej strony. Jej głos i, może trochę zbyt elegancki jak dla Lazarusa, sposób wysławiania się też nie pozostawiał żadnych złudzeń - raczej żadne z nich nie powinno się drugiemu rzucić do gardła z nieludzkim jazgotem. Trudno jednak powiedzieć by to mężczyznę w jakikolwiek sposób uspokoiło.
- Nie przyszedłem tu rozmawiać. Chyba, że o dzieleniu się twoimi zapasami. Nie zabiorę ci wszystkiego, tylko żarcie - powiedział szybko, zajęty bardziej obmyślaniem ewentualnego planu niż cieszeniem się normalnym towarzystwem, na którego braki sam przecież cierpiał - ... i alkohol jeżeli masz, ale wino możesz sobie zostawić.
Powoli, ostrożnie postawił kolejny krok na stopień wyżej, a za nim następny. Nie opuścił łba, jak czujne zwierzę, ale jak złapany w pułapkę królik co chwilę rzucał spojrzenia to na schody to na nieznajomą, co umożliwiało mu niemrawe ale jednak skuteczne poruszanie się w górę. Zaraz dotrze do wolnego, dzielącego ich piętra i - gdy zniknie jej z oczu - zacznie się zabawa w chowanego. Przynajmniej tak sądził i taką miał nadzieję.
- W Apogeum nie wszyscy są jebnięci. Może powinnaś tam poszukać sobie kompana do rozmowy, co? Na przykład teraz. Wiesz, nie będziemy sobie przeszkadzać i każde z nas będzie zaaaachwycone.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Sob Lis 04, 2017 8:05 pm
Na dość banalne i uroczo retoryczne wręcz pytanie zszokowanego przybysza jedynie uśmiechnęła się półgębkiem nie dając mu satysfakcji z zobaczenia jej pełnego zębów uśmiechu czystego szyderstwa, jaki parł jej na usta. Nie mogła go spłoszyć tak szybko ze swojej siedziby, chociaż brała pod uwagę taką możliwość. Na Desperacji, aby przeżyć należy być nieufnym do szpiku kości, bo inaczej kończysz w glebie jak reszta słabiaków.
Powoli schodziła na platformę kolejnego piętra poruszając się w dokładnie tym samym tempie co nieznajomy mężczyzna. Robiła wszystko co w jej mocy, aby przypadkiem nie zmotywować go do ucieczki. Nerwowość głosu, lekki oczopląs, oczami wyobraźni widziała jak spływa mu zimny pot po karku. Niczym lwica czająca się na ofiarę bacznie go obserwowała powoli się zbliżając do punktu ewentualnego spotkania. Środka ich trasy, wejścia na pierwsze piętro, przy którym znaleźliby się gdyby obydwoje przeszli tą samą odległość schodów.
Zmrużyła oczy jak żmija i gdyby była zmutowana z tą poczciwą gadziną z pewnością z lekkim zirytowaniem wystawiła by teraz rozwidlony język parę razy. Tego jednak nie zrobiła. Miast sięgnęła dłonią do swojej klatki piersiowej udając rozczarowanie jego osobą.
- W Apogeum? Proszę cię. - Wzniosła oczy ku niebu i westchnęła. Prawdę mówiąc zdarzyło się coś więcej. Coś, czego jej gość zauważyć nie miał jak, ponieważ uaktywniający się pod golfem amulet nie rozświetlał się nagle niesamowitym blaskiem. Zwyczajnie zaczął działać nieco się ocieplając pod jej palcami. - Żyję tu już na tyle długo, aby znać większość tej szajki, która zwyczajnie mnie już nudzi. Ty z kolei... - Czy jej głos stał się uwodzicielski? Czy stał się przyjemniejszy dla ucha? Czy przypadkiem ten ton i barwa nie została wyciągnięta z najgłębszych fantazji Azarova, aby urzeczywistnić się przed jego oczami i wywołać w nim ścisk gardła poprzedzany irytującymi motylkami w brzuchu? - Jesteś kimś nowym, a ja wręcz uwielbiam spotykać nowych, ciekawych mężczyzn. - Mogłoby się wydawać, że słowo "mężczyzn" ledwo przeszło jej przez gardło. - Jestem pewna, że obydwoje skorzystamy na wspólnej konwersacji. W końcu ileż można grozić i mordować? Każdy potrzebuje czasem pewnej odmiany. - Dotarła do drzwi piętra uchylając je nieco i posyłając nieznajomemu powalający z nóg uśmiech. - Nie daj się bardziej prosić nieznajomy. Napijmy się, najedzmy i zabawmy. - Puściła mu oko znikając za drzwiami. Idealna kobieta wyszarpnięta z grzesznych marzeń sennych kierowała się właśnie do pokoju pełnego jedzenia i alkoholu. Jakich więcej argumentów potrzebowałby Boris, aby nie usłuchać się swojego rosnącego popędu zauroczenia i pobiec za nią? Przynajmniej w ten sposób wyobrażała to sobie Malaria znając, aż za dobrze działanie Pieśni Sukkuba. Jej cudownego prezentu. Nie było ucieczki przed jego mocą.


Pieśń Sukkuba
{○,•,•}





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Gość on Nie Lis 05, 2017 10:55 pm
Zawsze dziwili go wszyscy, którzy z beztroską nieodpowiedzialnością pakowali się w sam środek najbardziej oczywistych pułapek - ludzie w horrorach idący w stronę podejrzanych dźwięków, zwierzęta stawiające łapy na metalowych obco pachnących wnykach czy szczeniaki wierzące w darmowe cukierki w vanie. Choć tym ostatnim dziwić się nie powinien. Sam właśnie czuł się jakby stał przed rozsuniętymi drzwiami cudzego, nadgryzionego rdzą dostawczaka.
Dlaczego ta kobieta się go nie bała? Przecież powinna. Miał przewagę. Miał nóż.
- A brzmisz jakbyś mówiła o nowym zwierzątku.
Czysta złośliwość ze strony Borisa, choć chyba wypowiedziana z całkowitego przyzwyczajenia bo gdyby w minimalnym stopniu to przemyślał to szybko doszedłby do wniosku, że może mieć trochę racji. Pewnie to byłby nawet impuls by się cofnąć. Ale zamiast tego łowca postawił kolejny krok do przodu, pieczętując tym samym swój los.
Moc artefaktu boleśnie wżerała się w jego umysł, zagłuszając zdrowy rozsądek, który kazał mu czym prędzej stąd wiać. Nie zgadzało się zbyt wiele rzeczy, a z każdą sekundą zbyt dużo, nawet błahych, podejrzeń urastało do rangi najprawdziwszego zagrożenia, które oczywiście Lazarus chcąc nie chcąc lekceważył.
Teraz liczyło się tylko to dziwne, prawie zapomniane, nawet w pewien sposób miłe uczucie, które od razu przywiodło mu na myśl zupełnie różną od Malarii czarnowłosą dziewczynę.
Ale to nie jest Viera. Nagły przebłysk pełnej świadomości i rosnące obawy natychmiast zostały stłumione przez artefakt. Uwodzenie nie podziałało na mężczyznę zbyt dobrze. Najpewniej dlatego, że wszystko co z nim związane kojarzyło mu się tylko z najlepiej na wpół martwymi, podduszonymi samicami, którym mógłby zrobić jakąś niekoniecznie finezyjną krzywdę. Moc miała jednak wywołać posłuszeństwo, a nie rządzę mordu, więc skupiła się na jedynej w miarę pozytywnej potrzebie za jaką Boris mógłby innym zapłacić swoją wolną wolą - poczuciu bezpieczeństwa.
Jeszcze przed chwilą właścicielka tego budynku była nikim - zwykłym nieznajomym, którym nie należy zaprzątać sobie głowy dłużej niż wymagała tego sytuacja - teraz jednak była wszystkim. Wspomnienie nie tak dawnego strachu w połączeniu z przekonaniem, że jedynym czego teraz mu potrzeba do szczęścia jest bycie blisko tej dziewczyny sprawiły, że gdy tylko ta zniknęła za drzwiami, bez najmniejszego zawahania ruszył za nią.
- Dobra, możemy się napić, ale błagam, nie żadne pedalskie wino. Powiedz, że masz wódkę - odezwał się w końcu, a ton jego głosu stał się od razu mniej nieprzychylny.
Przechodząc przez próg pomieszczenia przytoczył trzymany do tej pory w dłoni nóż do paska od spodni przy którym radośnie dzwoniło kilka karabińczyków.
Właśnie, odłóż broń. Nie jest ci totalnie potrzebna.
Przecież pani z zardzewiałego vana obiecała cukierki. Nie mogłaby zrobić ci krzywdy.

Dokładnie w momencie, w którym przekroczył próg pomieszczenia dopadł go kolejny przebłysk świadomości, a ślepia utkwione w Malarii rozszerzyły się w pełnym przerażeniu. Coś było nie tak. Coś było bardzo nie tak. Cofnął się krok w tył, który niemal upewnił go w tym, że podjął dobrą decyzję. Łowczy refleks po raz kolejny zadziałał jak trzeba i w jednej sekundzie Lazarus wahał się co do zamiarów dziewczyny, a w drugiej już był z powrotem na klatce schodowej spieprzając z bloku jak ostatni tchórz. Dobrze, że się po drodze nie wywalił i nie rozwalił sobie głupiego ryja.

[ z tematu ]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Niegdyś Budynek Mieszkalny

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry