:: M3 :: Ścieki :: Tunele

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Foku on 18/11/2017, 13:48
    
Nioch, nioch.

Chyba wcześniej nie do końca skojarzył fakty, ale chłopak, który wcześniej zachowywał się jak Tarzan żywcem wyjęty z książki, teraz był miedzianym kotem tarzającym się po jego podłodze. Chyba faktycznie przydałoby się zainwestować w kawę, bo herbata nie do końca spełniała swoje zadanie.
- Kiedy on...? - wskazał palcem na futrzaka. Nie dane mu było dokończyć, bo oto wskoczył mu właśnie na kolana. Foku poczuł jakieś dziwne uczucie, jakby mrowienie karku lub coś w ten deseń. Nie mógł konkretnie tego sprecyzować, ale chwilę potem, bez większego powodu naszła go niewypowiedziana potrzeba wyciągnięcia mapy. Czyżby jednak sobie coś przypomniał? Wstał niepewnie, odstawiając kota na swoje siedzisko, z którego własnie się podniósł. Zerknął w stronę zakurzonych regałów. Pomiędzy stertą książek wetknięty był jakiś wymięty rulon. Pochwycił go, a także dwie losowe książki w twardej okładce. Rozwinął mapę na prowizorycznym stole, po czym dwie skrajne krawędzie obciążył wziętymi wcześniej lekturami. Pergamin był nieco zakurzony. Spojrzał na kota usadowionego na kolanach dziewczyny, potem na mapę. I ponownie. Jego oczy zabłysły. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, ucapił czworonoga za kark i  przesunął nim po ubrudzonej powierzchni, niczym kuchenną ściereczka.
- No, od razu lepiej. Tylko... po co ja ją tu przyniosłem... - powiedział, rzucając kota gdzieś na bok. Podrapał się ponownie po swojej pięknej łysinie. Spojrzał nieco zamyślony na Laurę. Zmarszczył czoło. Nie mógł jednak wytłumaczyć sobie, co też autor miał na myśli. Nie było mu to obce. Ile razy to zdarza się, że idziesz do kuchni po coś, a w połowie drogi ktoś Cię zagaduje, po czym tracisz pierwotny motyw swojej wyprawy w odmętach rozkojarzonych półkulach swej głowy na zawsze.
- Co to było... - mruknął, patrząc kudłatego od brudu pupila.
avatar
Foku

Technik






GODNOŚĆ :
Foku

Liczba postów :
45


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Laura on 19/11/2017, 17:30
    
– Nigdy nie możesz być pewien, co robią, a czego nie – rzuciła z krzywym uśmiechem, unosząc brew. – Złotej, martwej rybki też jeszcze nie znalazłeś. Może DLATEGO, że to tunele, a nie ścieki – rozejrzała się dyskretnie dookoła – zazwyczaj.
Widząc jak przygotowuje herbatę, orzekła, że nie załatwią tej sprawy szybko. Znaczy, tak szybko i sprawnie jakby ona chciała. A Laurka nie była osobą słynącą z rozwlekania rzeczy do granic możliwości. Omiotła jednak spojrzeniem dostępne opcje i ostatecznie ostrożnie przysiadła na zgiętej nodze na zaproponowanej jej skrzynce. Dzięki temu kici mógł jej później wskoczyć na kolana.
– Zwiad ma pewno pilniejsze rzeczy do roboty. SPECe się sami nie powybijają. No, nie bez pomocy, mimo że z kooperacją to u nich słabo. – Dmuchnęła na opadającą na oczy grzywę, co spowodowało, iż dwa razy więcej perłowych pasm zasłoniło jej pole widzenia. Zaburczała głucho ze zniecierpliwienia i dmuchnęła jeszcze raz. – Jeśli już, to porozmawiam z Ueno, i tak mam do niego romans. – Nie była wprawdzie pewna, gdzie może spotkać zaopatrzeniowca, bo prawdopodobnie pomyka to tu, to tam, ale prędzej czy później powinien się pojawić w jakimś magazynie. Magazynie niebezpiecznie pustym w zakresie medykamentów i utensyliów ratujących potencjalnie wyciekające bokiem – dosłownie – życia.
W trakcie snucia przez nią planów na bliżej nieokreślone w czasie i przestrzeni wydarzenia, kici zdążył zemścić się na kłębku, nafuczeć na dwunogi (której części miau nie zrozumiałeś, i tak dalej) i przetransportować na kolana technika. Otworzyła szerzej oczy i obserwowała ciąg dalszy. Gdy kot znalazł się na jej podołku, wyciągnęła rękę i przesunęła po miodowym futerku od uszu aż po czubek miękkiego ogona. Gdy został z niego porwany (z podołka, nie z ogona), a później pofrunął w daaaaaaal, zmrużyła ślipia i wbiła w Foku spojrzenie.
Oh, równocześnie sztuczna gałka oczna poruszyła się niezależnie od zdrowego oka, oceniając obiektywem odległość i tor spadania kici i Laurka błyskawicznie podstawiła pod chłopca prawą rękę, pozwalając by na nią opadł. Rozsunięte paliczki dały jej kilka dodatkowych centymetrów, których potrzebowała. Wyprostowała się na siedzisku i zaczęła otrzepywać kici z największych, khmh, kotków.
– Zmieniłam zdanie. Jest mój. Zrób coś takiego jeszcze raz i wylądujesz w Edenie, u aniołków  – oświadczyła beznamiętnie, nie przerywając metodycznego oczyszczania kota.



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
62


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Konegi on 22/11/2017, 20:04
    
Pomiatano nim gdy był człowiekiem, pomiatano także, gdy był kotem. Może taki już jego los, bycia uroczą kukiełką, która przydatna jest dopiero wtedy, gdy trzeba kimś wytrzeć mapę, albo komuś ogrzać nogi w nocy. Tak, kiedyś spał z łowcami, grzejąc ich swoim ciałem i smyrając ogonkiem. Był kotem, lubił to robić, nawet jeżeli część z nich wpadała w panikę, gdy o poranku wracał do swojej ludzkiej formy i wychodził w celu wykonywania obowiązków.
Nie można było jednak powiedzieć, że był całkowicie bezużyteczny. I nie chodziło o to, że obtarta z kurzów mapa była dzięki niemu idealnie czyta, raczej o to, że swoim mrukiem mógł sprawić, że Foku pożałuje zardzierania z Konegim.
Narysuj sobie pisalkiem kocią łapkę na czubku tej łysiny.
Zamruczał niewinnie, bo słowa pojawiły się tylko w jego myślach. Moc jednak nadal działała, a technik mógł odczuć niesamowitą potrzebę przuozdobienia swojej glacy dowodem na to, że z jasnorudym stworzeniem lepiej nie zadzierać. Mógł kazać namalować mu coś gorszego, niech się cieszy, że Louma to niezwykle grzeczny chłopak. I kot.
Znacznie bardziej lubił piękne panie. Te potrafiły zadbać o boskie stworzenia, o ile da się tak nazwać wymordowanego. Kiedy zrzucił ciuchy i przetransformował się w czterołapa był ciepłym kłębkiem niezwykle miękkiego futerka. Ułożył się więc Laurze na kolanach, wcześniej smyrając ją malutkim nosem po przedramieniu w ramach podziękowania za uratowanie. Zaczał mruczeć, wibrując lekko całym ciałem, rzucając tylko jedno, triumfalne spojrzenie w stronę hydraulika.
Zanim jednak całkiem skupił się na emanowaniu pięknem i miękkością, myślami nakazał kolejną rzecz niewdzięcznemu mężczyźnie.
Powiedz: Niesamowicie mądry i piękny Pan Louma każe przekazać, że w miejscu za murami znajduje się wysypisko, gdzie mieszkańcy M-3 zostawiają swoje stare przedmioty, które częstą nie są za mocno zniszczone.
Owinął ogon wokół tylnych łap, mrugając leniwie.
Kto powiedział, że koty mają źle?


Sugestia kociego pomruku: 2/3



avatar
Konegi

Wtajemniczony






GODNOŚĆ :
Konegi Louma

Liczba postów :
67


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Foku on 24/11/2017, 15:34
    
- Serio? Nie wiedziałem, że lubisz zwierzaki. - odparł, poprawiając się na siedzisku. Nadal wpatrywał się w mapę. - Wydawało mi się, że nie lubisz sierściuchów, bo się łatwo elektryzują i jesteś potem cała w kłakach. - dodał, marszcząc czoło. Potem przeniósł spojrzenie na moment na kota. W sumie nad czym oni jeszcze debatowali? Bardzo miło mu się rozmawiało i w ogóle, ale szczerze mówiąc, chętnie wróciłby już do swoich zajęć, to jest leżenia na wersalce przez następne kilka godzin. No i... zaczynało mu burczeć w brzuchu.
- To skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy... - zaczął mówić, lecz przerwał w połowie. Znów ogarnęło go to dziwne uczucie. Coś, jakby echo w jego głowie. Odbijało się po umyśle i za każdym razem coraz bardziej utwierdzało go w przekonaniu, że powinien zrobić pewną czynność. Tym razem chodziło, o narysowanie czegoś na czole. Choć nie miał wciąż jasnego poglądu, co to ma być, musiał znaleźć coś, czym mógłby to zrobić. Pechowo, okazało się, że żadnego flamastra w pobliżu nie było. Znajdował się za to na stole cyrkiel. Foku chwycił narzędzie z mocnym przekonaniem, iż jest mu niezbędne. Chwilę potem, nie bez oporów, ale mimo wszystko, zaczął ostrą końcówką skaryfikować sobie głowę. Przy grymasie bólu i kroplach krwi ściekającej po jego czole udało mu się dokonać tego czynu. Pierwsze koty za płoty. Ocknął się nieco.
- Hmm... Co prawda myślałem o tatuażu, ale... to chyba nie jest normalne. - czuł piekący ból na głowie. Przetarł czoło dłonią, zobaczył krew. Zrobiło mu się nieco słabo. Spojrzenie lekko się zamgliło, a on niemrawo odstawił kubek na mapie, czując, że zaraz może wylądować na podłodze. Był skołowany. I znów. Znów to go uderzyło.
- Niesamowicie mądry i piękny Pan Louma każe przekazać, że w miejscu za murami znajduje się wysypisko, gdzie mieszkańcy M-3 zostawiają swoje stare przedmioty, które częstą nie są za mocno zniszczone. - wymamrotał, raczej nie do końca świadom tego, co wydobywa się właśnie z jego ust. Prawie, jakby obserwował świat zza weneckiego lustra. Po krótkiej chwili zmysły znów mu wróciły.
- To... to ten kot... - skierował ku niemu przestraszone spojrzenie. Zerwał się ze starej beczki, która zatrzeszczała z ulgą. Podskoczył do półki, gdzie leżały jego rękawice Strike. Nałożył jedną z nich na swoją prawą dłoń.
- Odsuń się od niego! - krzyknął do Laury. W oczach łysego malowała się wrogość i panika, jak u dzikiego zwierza przypartego do muru. Czy stwierdził wcześniej, że nie postrzega dziwnego chłopaka jako jednego z tych obleśnych bydlaków? Cofał to wszystko. Zdecydowanie i nieodwołalnie. Krople krwi sączyły się po jego skroniach i czole, lecz on trzęsąc się cały, nieszczególnie się tym przejmował. Zaraz będzie miał futerkową wycieraczkę do swojego włazu.

avatar
Foku

Technik






GODNOŚĆ :
Foku

Liczba postów :
45


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Laura on 4/12/2017, 22:06
    
– Nawet jeśli się elektryzują, to ja się nie elektryzuję. Nie jestem lodówką. – Znów zdmuchnęła jasne pasmo sprzed nosa. Jeszcze brakowało, żeby kot zaczął się nim bawić. Przeciągnęła prawą dłonią po grzbiecie kici, jakby chciała sprawdzić, czy technik faktycznie nie miał racji. (Bo oczywiście, że nie miał!)
Nie rozumiała też, po co nagle była mu mapa. Znaczy, owszem, to logiczne. Ale przed chwilą stwierdził, by poszła sobie do diabła.
Nie miała czasu się zdziwić, bo bez żadnego słowa i wyraźnego powodu mężczyzna zbliżył ostrze do czaszki. Uniosła z leciutkim uczuciem niedowierzania jedną, a później drugą brew, gdy wbił je (ostrze, nie brwi) w skórę głowy i zaczął żłobić pozakrzywiane rowki (po i tak już krzywych bruzdach). Przechyliła głowę, jakby z zainteresowaniem, gdy źrenice rozszerzyły mu się na widok swojej własnej krwi i jakby tylko czekała, aż runie na beton. Nie przerywała rytmicznego guaszczenia kota.
Później jednak jakby się kobita ogarnęła i spojrzała baczniej na technika. Na pomazanej glacy znów zaperliło się kilka krzepnących kropel, jak rosa na źdźbłach o poranku na powierzchni.
– Przysięgam, że jeśli zemdlejesz, zrobię ci zdjęcia i porozklejam po całych podziemiach, ty dzielny i mężny Łowco – oświadczyła troskliwie, jak na lekarza przystało. – Nie wspominając, że sam to na sobie popełniłeś.
Ledwo zdołała przetrawić to, co powiedziała, a Foku zaczął (tym razem) gadać od rzeczy i koniec końców nie mogła nie zgodzić się z jego opinią. Wystarczyło jednak tylko spojrzenie w jego przerażone ślipia, by oceniła, że zaraz poleje się więcej krwi. Złapała małego za skórę na karku, by nie zrobił jej krzywdy pazurami i jednym ruchem cofnęła się za skrzynkę, na której dotąd spoczywała. Żałowała, że nie przygotowała się do tej wizyty tak jak zawsze, tylko w ekscytacji wyszła z kwatery jak stała.
Gdyby powymachiwała mu przed nosem długim, fioletowym dildo, od razu by się odpowiednio zachowywał. Teraz podniosła zwierzaka na wysokość oczu i spojrzała na niego z wyrzutem.
– Nie radzę uspokajać go w ten sam sposób, w który go zezłościłeś. – Kontrolny ruch kamery ocznej w kierunku Foku, podczas gdy zdrowe oko wciąż wpatrywało się w kici, a różowe usta mówiły. – Gotowy jest zrobić z ciebie kotlet z kota – oznajmiła – a jeśli mnie choć zadrapiesz, pozwolę mu na to.
Cofnęła się jeszcze o krok, ale nie przyjęła żadnej postawy obronnej.
– Spokój – rzuciła, posyłając Foku stalowe spojrzenie. – Obaj. Nawet mnie nie irytujcie. – Przycisnęła kota do piersi, bo nikt by nie chciał wisieć cały Boży dzień w powietrzu. Naprawdę też żałowała, że zostawiła dildo w pokoju.
– Kici zaprowadzi nas na to złomowisko i będzie przewodnikiem. A wy wyjaśnicie między sobą to, co się stało. Cokolwiek się tu właśnie stało, dodała w myślach. – Albo i nie – stwierdziła, spoglądając znów na Foku i oceniając otoczenie dookoła siebie.



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
62


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Konegi on 13/12/2017, 15:24
    
Zjeżył sierść, kiedy łysy zaczął mu grozić.
No idiota! Kone nie kazał mu się ranić, tylko narysować kocią łapkę. Co, wielki inżynier, pan technik, mechanik, hydraulik a nie miał nawet pół ołówka? Długopisu? Mazaka? Nie, musiał wybrać najgorszą i najgłupszą metodę oznaczenia się znakiem kociego wymordowanego, a teraz zrzucał winę na niego. Starał się tylko pomóc, a wyszło jak zwykle. Nie da się jednak wrobić!
Zeskoczył z kolan kobiety, wyrwał się pomimo jej uścisku i wbiegł między półki, poruszając się pomiędzy wszystkimi gratami bez problemu. Skoro chciał go dorwać - powodzenia, bo Louma nie zamierza dać się łatwo zmienić czy przerobić na dywanik. Miał jeszcze na tyle rozumu w głowie i umiejętności, by zwiać przed glacogłowym.
Otwórz drzwi, pozwól mi swobodnie wyjść z tego miejsca i odłóż za progiem ułożone w kosteczkę moje ubrania. Jak nie chcesz mojej pomocy, to jej nie dostaniesz.
Konegi wpłynął po raz ostatni na umysł mężczyzny, pozwalając następnie mocy wyciszyć się do zera. Nie mógł robić tego w nieskończoność, ale te kilka minut zwykle pozwalało mu się zabezpieczyć. Nie chciał walczyć, nie był od tego. Ale jednocześnie, jeżeli Foku był na tyle głupi, by przepłoszyć jedynego przewodnika, który mógł ich zaprowadzić bezpiecznie na wysypisko, to jego sprawa. Będzie sam się martwił błądząc, jeżeli ostanie przy swoim zamiarze zamiany Konegi'ego w przepiękną, jasnorudą wycieraczkę. Prychnął jeszcze i wrócił do wydawania z siebie wściekłych, kocich odgłosów, drapiąc pazurami po podłodze.

Sugestia kociego pomruku: 3/3
Przerwa: 0/4



avatar
Konegi

Wtajemniczony






GODNOŚĆ :
Konegi Louma

Liczba postów :
67


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Foku on 31/1/2018, 19:55
    
Foku nie był psychoanalitykiem, ale w tym momencie mocno interesowało go to, jak wpływa świadomość bycia kontrolowanym, na przymus wykonania poleceń. Już nie mówiąc, o dość bezczelnej i bezpośredniej formie ich wydawania. Nie analizował nigdy złożoności psychiki, ale jeśli miałby przyrównywać umysł jako taki do drzwi z zamkiem, to wysunąłby wniosek, że by dostać się do wnętrza i pozostać zostać niezauważonym, nie wykorzystuje się taranu. W innym wypadku alarm może zniweczyć nasze działania. W tym konkretnym przypadku uśmiechnął się tylko złośliwie, gdy znów o ściany jego umysłu obiło się polecenie. Jedną dłonią chwycił ubrania Kotomanty, a drugim nożyce do cięcia drutu. Bynajmniej, nie zamierzał demolować swojego zakładu. Z pomocą rękawic, uderzeniem pełnym złości wywalił klapę na zewnątrz tunelu. Wyszedł przed lokum, a następnie nie przestając zerkać w miejsce, w którym zanurkował podstępny kocur, z pełną satysfakcją wykonał impertynenckie polecenie. Foku zaczął ciąć wielkimi nożycami, na równiutką kostkę, materiał ciuchów. Poczynając od bielizny, a na spodniach i koszuli kończąc. Wszedł z powrotem do warsztatu. Uśmiechnął się szeroko do Laury, dając do zrozumienia, że tak jakby sobie tego życzyła, nie uszkodził ich potencjalnie byłego przewodnika. Rzucił gniewnie nożyce w kąt. Upadły z głośnym hukiem, obijając się o posadzkę.
- Już. - skwitował, oddychając ciężko. Jednocześnie był to nie tylko znak, iż skończył wyładowywać swoją złość, ale również tego, że właśnie w tym momencie kotołak może "bezpiecznie" opuścić kwaterę Łowcy, by odebrać swoje "ułożone w kostkę" ubranie.
avatar
Foku

Technik






GODNOŚĆ :
Foku

Liczba postów :
45


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Laura on 4/3/2018, 00:51
    
– Um – zająknęła się, patrząc na poczynania technika. Powiodła za nim wzrokiem od chwycenia jakichś wielkich nożyc, przez wyłamanie jego osobistych drzwi do pokoju (sic!) aż po pociachanie w drobną kosteczkę ubrań kici. Potrząsnęła głową, chcąc przywrócić doń jakieś rzeczowe myśli. Jeszcze raz skoczyła zielonym spojrzeniem z postaci Foku na próg i materiały, niegdyś będące ubraniami, i znów ku twarzy mężczyzny.
– Wiesz, nie zdobędziesz chyba w tym roku żadnych łowczych punktów przyjaźni i sympatii – skwitowała. – Szczerze, nie jestem pewna, czy dostaniesz jakieś nawet ode mnie. Choć to było zabawne. Dlaczego to zrobiłeś? – Uniosła brew, wyraźnie zaciekawiona.

Po otrzymanym wyjaśnieniu – bądź nie, trochę jej to dyndało – wstała ze skrzyni, na której na powrót chwilowo przysiadła.
– Przypuszczam, że z naszej wycieczki nici. Nadal nie wiemy, gdzie jest wysypisko – westchnęła. – Konopie mi pozdychają z braku światła – zaburczała pod nosem.
W tej chwili dyszkancikiem zapiszczał jej nadgarstek. Uniosła przepustkę wyżej, by wyświetlić treść esemesa. Znów uniosła brew, bo numeru nie znała. Nie było to aż takie niezwykłe odkąd jej telefon był powszechnie dostępny, ale ta zbitka cyferek coś jej przypominała. Być może powinna zapisać numer... o, Nappera, mhm, wreszcie w kontaktach. Ciekawa jest, co tym razem zaćpał, że zamiast pokazać się w szpitalu wysyła jej prywatnie wiadomości. Stuknęła w projekcję i przeczytała zawartość, a później roześmiała się wesolutko, aż zawtórowało jej echo tuneli.
– Ale może to i dobrze, robota czeka. Chcesz się przejść? Napper ma problemy ze spodniami. Rozdarł je, czy inny czort i teraz woła „pomocy”~~
Wywołała klawiaturę, odpisała mu z diabelskim uśmieszkiem na wargach i znów zwróciła do Foku.
– Tylko muszę jeszcze zahaczyć po drodze o szpitalik, OK?



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
62


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Konegi on 7/3/2018, 09:54
    
Kocie rozkazy nie zawsze były konkretne, dlatego ich interpretacja przez cel była czasem ciekawym elementem tej mocy. Równocześnie, dla kotowatego używanie jej nie przynosiło żadnej przyjemności, zazwyczaj robił to w swojej obronie, jako ostateczność, gdy nie był w stanie uciec. Tym razem chciał po prostu pokazać im informacje na mapie, a skończył jako ofiara za zamkniętymi drzwiami, które z pomocą łowcy musiał w jakiś sposób otworzyć.
To, co stało się z jego ubraniami będzie musiał przeboleć. Przełożeni będą pewnie cholernie źli, za to, że zniszczył całkiem dobre ciuchy, ale to nie jego wina. Pewnie poleci kilka nieprzyjemnych słów, ale w końcu wydadzą mu zapasowe łaszki, zanim zdobędzie jakieś nowe. Skomentował to jedynie głośnym jękiem, rozwierając szeroko paszczę i drąc się tak głośno i denerwująco, jak tylko młody kot był w stanie. Jego jasne futerko śmignęło niczym błyskawica na tle ciemnych gratów nory Foku kiedy wyskoczył z jego czterech ścian szukając ratunku.
To nie moja wina. Ten głupek wszystko sobie utrudniał...
Chciał się jakoś wytłumaczyć w myślach, ale malutka satysfakcja czaiła się gdzieś w tyle umysłu. Przecież chciał dla niego źle, więc dostał po łapach... znaczy po głowie. Po łysinie mówiąc dokładniej. Koci znak pewnie jeszcze długo będzie widniał na czole technika, ale przez ten czas Louma raczej się do niego nie zbliży.
Chciałem wam pomóc, ale nie będę pracował z sadystą!
Machnął ogonkiem do kobiety w ramach pożegnania, a potem, zostawiając ubrania pocięte w kwadraciki, ulotnił się na dobre z tej części kanałów. W swoim pokoju znajdzie coś do ubrania, kiedy wreszcie odmieni swoją formę z kociej na ludzką. Bieganie po korytarzach nago raczej nie przysporzy mu dobrych opinii, a jeżeli pobiegnie tam jako kociak, może załapie się nawet na kilka przyjemnych drapnięć po grzbiecie.
Kocie życie jest całkiem klawe, o ile nie przeszkadza komuś potrzeba mycia się własnym językiem i zajadanie myszy, których notabene w kryjówce nie brakowało. Te myśli, całkiem przyjemne z reszta prowadziły go w dalsze części tuneli. Nieprzyjemną przygodę pozostawiał za sobą.


Sugestia kociego pomruku: 3/3
Przerwa: 1/4


z/t



avatar
Konegi

Wtajemniczony






GODNOŚĆ :
Konegi Louma

Liczba postów :
67


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Foku on 11/3/2018, 14:09
    
- Miałem ułożyć je w kostkę. - odpowiedział dziewczynie niedbale, bardziej skupiając się na śledzeniu wzrokiem kocura, który pierzchł w popłochu tunelem. Wydawał przy tym kakofoniczne dźwięki. Może następnym razem zda sobie sprawę z tego, że z wielką mocą idzie wielka odpowiedzialność. Ichigo wiedział. Ach. 2D 4ever. No nic, dzień się dopiero zaczął, a on już zdążył zrobić tyle dziwnych rzeczy, że spokojnie wystarczyłoby mu na nadchodzący tydzień. No i w sumie cały spokojny poranek przy kawusi i anime szlag trafił.
- Napper to facet? - zapytał beznamiętnie, szturchając nogą nożyce, które przeleciały dwa metry dalej. Przyłożył dłoń do czoła. Dalej krwawiło, choć już nieco mniej.
- Głupi futrzak. - wymamrotał pod nosem, biorąc jakąś mniej brudną szmatę. Przetarł nią skórę i podszedł do beczki, która w całym tym zamieszaniu wywróciła się na bok. Postawił ją do pionu i usiadł.
- Sorry za kwiatki. - zmarszczył czoło, patrząc z dezaprobatą na wyłamaną z zawiasów pokrywę. Dopiero teraz dotarło do niego, że mechanizm alarmowy nie zadziałał, a powinien. Spojrzał z zaciekawieniem na tajemniczą metalową puszkę. Ewidentnie będzie trzeba prowadzić kilka usprawnień, nie mówiąc o potrzebnych naprawach.
avatar
Foku

Technik






GODNOŚĆ :
Foku

Liczba postów :
45


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Laura on 15/3/2018, 17:53
    
Powiodła spojrzeniem za uciekającym kici, w sumie go żałując. Cóż, jeśli Foku zrobiłby coś takiego z jej ubraniami, mógł być pewny, że następnym razem w razie potrzeby udzielenia pomocy jego leczenie byłoby okropnie bolesne i upierdliwe, zaś medykamenty wręcz nieznośnie paskudne i śmierdzące. „Pamiętaj, że igły mają różne rozmiary i to pielęgniarki je wybierają.”
Wyjrzała za próg za wybiegającym kotołakiem, porzucając pomysł o zostawieniu mu swetra, by mógł się odziać. Raz, że już znikał za rogiem, a dwa, że bieganie w samym swetrze - nawet tak małego brzdąca jak kici - nie zostałoby odebrane zbyt dobrze nawet u Łowców. Znaczy, tak przypuszczała. Zawahała się. Przez głowę przemknął jej obraz schodzącego na zawał serca obecnego tu technika z powodu błyskających spod przykrótkiej tkaniny pośladków Konegiego i przez chwilę oddała by niemal wszystko, by to zobaczyć.

Uniosła wzrok znad przepustki, gdy nożyce przewędrowały kolejny kawałek, a mężczyzna nastroszył się jeszcze bardziej. Skrzywiła usta, gdy przetarł bruzdy na czole wątpliwej świeżości ścierą.
– Mówimy o jego siostrze – oświadczyła, a później nakazała tonem nieznoszącym sprzeciwu:
– Idziesz ze mną chociaż do szpitala zdezynfekować glacę. Porysowałeś się niewiadomego pochodzenia ostrzem, a leki na tężec nie rosną na drzewach. Ewentualnie – uśmiechnęła się lekko – możesz zagotować wodę i przelejemy ci czoło wrzątkiem. I moje, i twoje zadziała odkażająco.
Machnęła ręką ku wyjściu i czekając na technika układała sobie w głowie przepis na ścierwomaść.



Now I'm not looking for absolution
Forgiveness for the things I do
But before you come to any conclusions
Try walking in my shoes

avatar
Laura

Medyk     Biomech






GODNOŚĆ :
Laura, Wieczna lekarka

Liczba postów :
62


Powrót do góry Go down





Re: Zakład Łysego z Virusa Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 :: M3 :: Ścieki :: Tunele

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach