:: M3 :: (!) Ścieki :: Tunele




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Foku on Sob Lis 18, 2017 1:48 pm
Nioch, nioch.

Chyba wcześniej nie do końca skojarzył fakty, ale chłopak, który wcześniej zachowywał się jak Tarzan żywcem wyjęty z książki, teraz był miedzianym kotem tarzającym się po jego podłodze. Chyba faktycznie przydałoby się zainwestować w kawę, bo herbata nie do końca spełniała swoje zadanie.
- Kiedy on...? - wskazał palcem na futrzaka. Nie dane mu było dokończyć, bo oto wskoczył mu właśnie na kolana. Foku poczuł jakieś dziwne uczucie, jakby mrowienie karku lub coś w ten deseń. Nie mógł konkretnie tego sprecyzować, ale chwilę potem, bez większego powodu naszła go niewypowiedziana potrzeba wyciągnięcia mapy. Czyżby jednak sobie coś przypomniał? Wstał niepewnie, odstawiając kota na swoje siedzisko, z którego własnie się podniósł. Zerknął w stronę zakurzonych regałów. Pomiędzy stertą książek wetknięty był jakiś wymięty rulon. Pochwycił go, a także dwie losowe książki w twardej okładce. Rozwinął mapę na prowizorycznym stole, po czym dwie skrajne krawędzie obciążył wziętymi wcześniej lekturami. Pergamin był nieco zakurzony. Spojrzał na kota usadowionego na kolanach dziewczyny, potem na mapę. I ponownie. Jego oczy zabłysły. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, ucapił czworonoga za kark i  przesunął nim po ubrudzonej powierzchni, niczym kuchenną ściereczka.
- No, od razu lepiej. Tylko... po co ja ją tu przyniosłem... - powiedział, rzucając kota gdzieś na bok. Podrapał się ponownie po swojej pięknej łysinie. Spojrzał nieco zamyślony na Laurę. Zmarszczył czoło. Nie mógł jednak wytłumaczyć sobie, co też autor miał na myśli. Nie było mu to obce. Ile razy to zdarza się, że idziesz do kuchni po coś, a w połowie drogi ktoś Cię zagaduje, po czym tracisz pierwotny motyw swojej wyprawy w odmętach rozkojarzonych półkulach swej głowy na zawsze.
- Co to było... - mruknął, patrząc kudłatego od brudu pupila.



Foku
-----------
Technik

avatar

Liczba postów : 30
GODNOŚĆ : Foku

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Laura on Nie Lis 19, 2017 5:30 pm
– Nigdy nie możesz być pewien, co robią, a czego nie – rzuciła z krzywym uśmiechem, unosząc brew. – Złotej, martwej rybki też jeszcze nie znalazłeś. Może DLATEGO, że to tunele, a nie ścieki – rozejrzała się dyskretnie dookoła – zazwyczaj.
Widząc jak przygotowuje herbatę, orzekła, że nie załatwią tej sprawy szybko. Znaczy, tak szybko i sprawnie jakby ona chciała. A Laurka nie była osobą słynącą z rozwlekania rzeczy do granic możliwości. Omiotła jednak spojrzeniem dostępne opcje i ostatecznie ostrożnie przysiadła na zgiętej nodze na zaproponowanej jej skrzynce. Dzięki temu kici mógł jej później wskoczyć na kolana.
– Zwiad ma pewno pilniejsze rzeczy do roboty. SPECe się sami nie powybijają. No, nie bez pomocy, mimo że z kooperacją to u nich słabo. – Dmuchnęła na opadającą na oczy grzywę, co spowodowało, iż dwa razy więcej perłowych pasm zasłoniło jej pole widzenia. Zaburczała głucho ze zniecierpliwienia i dmuchnęła jeszcze raz. – Jeśli już, to porozmawiam z Ueno, i tak mam do niego romans. – Nie była wprawdzie pewna, gdzie może spotkać zaopatrzeniowca, bo prawdopodobnie pomyka to tu, to tam, ale prędzej czy później powinien się pojawić w jakimś magazynie. Magazynie niebezpiecznie pustym w zakresie medykamentów i utensyliów ratujących potencjalnie wyciekające bokiem – dosłownie – życia.
W trakcie snucia przez nią planów na bliżej nieokreślone w czasie i przestrzeni wydarzenia, kici zdążył zemścić się na kłębku, nafuczeć na dwunogi (której części miau nie zrozumiałeś, i tak dalej) i przetransportować na kolana technika. Otworzyła szerzej oczy i obserwowała ciąg dalszy. Gdy kot znalazł się na jej podołku, wyciągnęła rękę i przesunęła po miodowym futerku od uszu aż po czubek miękkiego ogona. Gdy został z niego porwany (z podołka, nie z ogona), a później pofrunął w daaaaaaal, zmrużyła ślipia i wbiła w Foku spojrzenie.
Oh, równocześnie sztuczna gałka oczna poruszyła się niezależnie od zdrowego oka, oceniając obiektywem odległość i tor spadania kici i Laurka błyskawicznie podstawiła pod chłopca prawą rękę, pozwalając by na nią opadł. Rozsunięte paliczki dały jej kilka dodatkowych centymetrów, których potrzebowała. Wyprostowała się na siedzisku i zaczęła otrzepywać kici z największych, khmh, kotków.
– Zmieniłam zdanie. Jest mój. Zrób coś takiego jeszcze raz i wylądujesz w Edenie, u aniołków  – oświadczyła beznamiętnie, nie przerywając metodycznego oczyszczania kota.

_________________


Coming home from work like

I deserve a reward for not killing anyone



Laura
-----------
Medyk     Biomech

avatar

Liczba postów : 32
GODNOŚĆ : Laura, Wieczna lekarka

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Konegi on Sro Lis 22, 2017 8:04 pm
Pomiatano nim gdy był człowiekiem, pomiatano także, gdy był kotem. Może taki już jego los, bycia uroczą kukiełką, która przydatna jest dopiero wtedy, gdy trzeba kimś wytrzeć mapę, albo komuś ogrzać nogi w nocy. Tak, kiedyś spał z łowcami, grzejąc ich swoim ciałem i smyrając ogonkiem. Był kotem, lubił to robić, nawet jeżeli część z nich wpadała w panikę, gdy o poranku wracał do swojej ludzkiej formy i wychodził w celu wykonywania obowiązków.
Nie można było jednak powiedzieć, że był całkowicie bezużyteczny. I nie chodziło o to, że obtarta z kurzów mapa była dzięki niemu idealnie czyta, raczej o to, że swoim mrukiem mógł sprawić, że Foku pożałuje zardzierania z Konegim.
Narysuj sobie pisalkiem kocią łapkę na czubku tej łysiny.
Zamruczał niewinnie, bo słowa pojawiły się tylko w jego myślach. Moc jednak nadal działała, a technik mógł odczuć niesamowitą potrzebę przuozdobienia swojej glacy dowodem na to, że z jasnorudym stworzeniem lepiej nie zadzierać. Mógł kazać namalować mu coś gorszego, niech się cieszy, że Louma to niezwykle grzeczny chłopak. I kot.
Znacznie bardziej lubił piękne panie. Te potrafiły zadbać o boskie stworzenia, o ile da się tak nazwać wymordowanego. Kiedy zrzucił ciuchy i przetransformował się w czterołapa był ciepłym kłębkiem niezwykle miękkiego futerka. Ułożył się więc Laurze na kolanach, wcześniej smyrając ją malutkim nosem po przedramieniu w ramach podziękowania za uratowanie. Zaczał mruczeć, wibrując lekko całym ciałem, rzucając tylko jedno, triumfalne spojrzenie w stronę hydraulika.
Zanim jednak całkiem skupił się na emanowaniu pięknem i miękkością, myślami nakazał kolejną rzecz niewdzięcznemu mężczyźnie.
Powiedz: Niesamowicie mądry i piękny Pan Louma każe przekazać, że w miejscu za murami znajduje się wysypisko, gdzie mieszkańcy M-3 zostawiają swoje stare przedmioty, które częstą nie są za mocno zniszczone.
Owinął ogon wokół tylnych łap, mrugając leniwie.
Kto powiedział, że koty mają źle?


Sugestia kociego pomruku: 2/3

_________________




Konegi
-----------
Wtajemniczony

avatar

Liczba postów : 42
GODNOŚĆ : Konegi Louma

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Foku on Pią Lis 24, 2017 3:34 pm
- Serio? Nie wiedziałem, że lubisz zwierzaki. - odparł, poprawiając się na siedzisku. Nadal wpatrywał się w mapę. - Wydawało mi się, że nie lubisz sierściuchów, bo się łatwo elektryzują i jesteś potem cała w kłakach. - dodał, marszcząc czoło. Potem przeniósł spojrzenie na moment na kota. W sumie nad czym oni jeszcze debatowali? Bardzo miło mu się rozmawiało i w ogóle, ale szczerze mówiąc, chętnie wróciłby już do swoich zajęć, to jest leżenia na wersalce przez następne kilka godzin. No i... zaczynało mu burczeć w brzuchu.
- To skoro już sobie wszystko wyjaśniliśmy... - zaczął mówić, lecz przerwał w połowie. Znów ogarnęło go to dziwne uczucie. Coś, jakby echo w jego głowie. Odbijało się po umyśle i za każdym razem coraz bardziej utwierdzało go w przekonaniu, że powinien zrobić pewną czynność. Tym razem chodziło, o narysowanie czegoś na czole. Choć nie miał wciąż jasnego poglądu, co to ma być, musiał znaleźć coś, czym mógłby to zrobić. Pechowo, okazało się, że żadnego flamastra w pobliżu nie było. Znajdował się za to na stole cyrkiel. Foku chwycił narzędzie z mocnym przekonaniem, iż jest mu niezbędne. Chwilę potem, nie bez oporów, ale mimo wszystko, zaczął ostrą końcówką skaryfikować sobie głowę. Przy grymasie bólu i kroplach krwi ściekającej po jego czole udało mu się dokonać tego czynu. Pierwsze koty za płoty. Ocknął się nieco.
- Hmm... Co prawda myślałem o tatuażu, ale... to chyba nie jest normalne. - czuł piekący ból na głowie. Przetarł czoło dłonią, zobaczył krew. Zrobiło mu się nieco słabo. Spojrzenie lekko się zamgliło, a on niemrawo odstawił kubek na mapie, czując, że zaraz może wylądować na podłodze. Był skołowany. I znów. Znów to go uderzyło.
- Niesamowicie mądry i piękny Pan Louma każe przekazać, że w miejscu za murami znajduje się wysypisko, gdzie mieszkańcy M-3 zostawiają swoje stare przedmioty, które częstą nie są za mocno zniszczone. - wymamrotał, raczej nie do końca świadom tego, co wydobywa się właśnie z jego ust. Prawie, jakby obserwował świat zza weneckiego lustra. Po krótkiej chwili zmysły znów mu wróciły.
- To... to ten kot... - skierował ku niemu przestraszone spojrzenie. Zerwał się ze starej beczki, która zatrzeszczała z ulgą. Podskoczył do półki, gdzie leżały jego rękawice Strike. Nałożył jedną z nich na swoją prawą dłoń.
- Odsuń się od niego! - krzyknął do Laury. W oczach łysego malowała się wrogość i panika, jak u dzikiego zwierza przypartego do muru. Czy stwierdził wcześniej, że nie postrzega dziwnego chłopaka jako jednego z tych obleśnych bydlaków? Cofał to wszystko. Zdecydowanie i nieodwołalnie. Krople krwi sączyły się po jego skroniach i czole, lecz on trzęsąc się cały, nieszczególnie się tym przejmował. Zaraz będzie miał futerkową wycieraczkę do swojego włazu.




Foku
-----------
Technik

avatar

Liczba postów : 30
GODNOŚĆ : Foku

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Laura on Pon Gru 04, 2017 10:06 pm
– Nawet jeśli się elektryzują, to ja się nie elektryzuję. Nie jestem lodówką. – Znów zdmuchnęła jasne pasmo sprzed nosa. Jeszcze brakowało, żeby kot zaczął się nim bawić. Przeciągnęła prawą dłonią po grzbiecie kici, jakby chciała sprawdzić, czy technik faktycznie nie miał racji. (Bo oczywiście, że nie miał!)
Nie rozumiała też, po co nagle była mu mapa. Znaczy, owszem, to logiczne. Ale przed chwilą stwierdził, by poszła sobie do diabła.
Nie miała czasu się zdziwić, bo bez żadnego słowa i wyraźnego powodu mężczyzna zbliżył ostrze do czaszki. Uniosła z leciutkim uczuciem niedowierzania jedną, a później drugą brew, gdy wbił je (ostrze, nie brwi) w skórę głowy i zaczął żłobić pozakrzywiane rowki (po i tak już krzywych bruzdach). Przechyliła głowę, jakby z zainteresowaniem, gdy źrenice rozszerzyły mu się na widok swojej własnej krwi i jakby tylko czekała, aż runie na beton. Nie przerywała rytmicznego guaszczenia kota.
Później jednak jakby się kobita ogarnęła i spojrzała baczniej na technika. Na pomazanej glacy znów zaperliło się kilka krzepnących kropel, jak rosa na źdźbłach o poranku na powierzchni.
– Przysięgam, że jeśli zemdlejesz, zrobię ci zdjęcia i porozklejam po całych podziemiach, ty dzielny i mężny Łowco – oświadczyła troskliwie, jak na lekarza przystało. – Nie wspominając, że sam to na sobie popełniłeś.
Ledwo zdołała przetrawić to, co powiedziała, a Foku zaczął (tym razem) gadać od rzeczy i koniec końców nie mogła nie zgodzić się z jego opinią. Wystarczyło jednak tylko spojrzenie w jego przerażone ślipia, by oceniła, że zaraz poleje się więcej krwi. Złapała małego za skórę na karku, by nie zrobił jej krzywdy pazurami i jednym ruchem cofnęła się za skrzynkę, na której dotąd spoczywała. Żałowała, że nie przygotowała się do tej wizyty tak jak zawsze, tylko w ekscytacji wyszła z kwatery jak stała.
Gdyby powymachiwała mu przed nosem długim, fioletowym dildo, od razu by się odpowiednio zachowywał. Teraz podniosła zwierzaka na wysokość oczu i spojrzała na niego z wyrzutem.
– Nie radzę uspokajać go w ten sam sposób, w który go zezłościłeś. – Kontrolny ruch kamery ocznej w kierunku Foku, podczas gdy zdrowe oko wciąż wpatrywało się w kici, a różowe usta mówiły. – Gotowy jest zrobić z ciebie kotlet z kota – oznajmiła – a jeśli mnie choć zadrapiesz, pozwolę mu na to.
Cofnęła się jeszcze o krok, ale nie przyjęła żadnej postawy obronnej.
– Spokój – rzuciła, posyłając Foku stalowe spojrzenie. – Obaj. Nawet mnie nie irytujcie. – Przycisnęła kota do piersi, bo nikt by nie chciał wisieć cały Boży dzień w powietrzu. Naprawdę też żałowała, że zostawiła dildo w pokoju.
– Kici zaprowadzi nas na to złomowisko i będzie przewodnikiem. A wy wyjaśnicie między sobą to, co się stało. Cokolwiek się tu właśnie stało, dodała w myślach. – Albo i nie – stwierdziła, spoglądając znów na Foku i oceniając otoczenie dookoła siebie.

_________________


Coming home from work like

I deserve a reward for not killing anyone



Laura
-----------
Medyk     Biomech

avatar

Liczba postów : 32
GODNOŚĆ : Laura, Wieczna lekarka

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: M3 :: (!) Ścieki :: Tunele