:: M3 :: (!) Ścieki :: Tunele




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 2 1, 2  Next   

Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Foku on Nie Paź 15, 2017 3:17 pm
Równoległe do głównego tunelu, położone jest dwukondygnacyjne pomieszczenie wydrążone w betonie. Prawdopodobnie w przeszłości służące za coś na kształt składzika wraz z agregatami prądotwórczymi, schowanymi w pomieszczeniu położonym jeden poziom niżej, do którego prowadzi metalowa drabinka, zazwyczaj przykryta stalowym włazem. To drugie pomieszczenie jest o wiele mniejsze w stosunku do tego powyżej, lecz wystarczające, by Foku mógł urządzić sobie z niej prowizoryczną sypialnię, do której zdołał upchnął materac, kilka książek i małą, średnio działającą lodówkę, zmajstrowaną z losowych części maszyn, z całą pewnością pierwotnie nie przeznaczonych do chłodzenia. Ściany wytapetowane są plakatami małych loli i biuściastych heroin zdobytych przy utracie niepoliczalnych ilości krwi i potu.



Pomieszczenie parterowe, będące też jednocześnie wejściem do jego skromnych włości służy mu jako warsztat, główny skład jego maszyn, części, książek technicznych, które układa na prowizorycznych półkach i stołach złożonych z pudeł i beczek. To własnie tutaj hydraulik przyjmuje swoje klientki i - już mniej chętnie - klientów. Obskurne pomieszczenie oświetla jedna lampka zawieszona gdzieś w połowie wysokości ściany. Drugie źródło światła zwisa na luźnym kablu z "sufitu" w piwnico-sypialni. Pomieszczenie wydrążone jest w betonie, toteż od strony głównego tunelu osłania je warstwa niezbyt grubej blachy, w której widnieje obszerny właz o szerokości mniej więcej jednego metra. Zamykany jest od zewnątrz masywną kłódką. Dodatkowo wejście wyposażone jest w prowizoryczny system alarmowy, który w razie próby otwarcia siłą powoduje tarcie paru elementów schowanych wewnątrz pomieszczenia, czemu towarzyszy przeraźliwy zgrzyt, wytworzony przez gwoździe, powoli przesuwające się po fragmencie metalu. Hałas niesie się donośnie w promieniu kilkudziesięciu metrów.



Foku
-----------
Technik

avatar

Liczba postów : 22
GODNOŚĆ : Foku

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Konegi on Sob Paź 21, 2017 10:24 pm
Gdy na horyzoncie nie było widać zadań wymagających jego obecności czuł się jak w niebie. Należał do grona tych wtajemniczonych, którzy tworzyli liczbę, a nie siłę. W jego wypadku ucieczka w podziemia była jedyną drogą do przeżycia. Desperacja? Nie, dziękuję, Ostatnio widział ją z jeszcze bliższa, niżeli chciał i miał dość tego okropnego świata biedy z nędzą, w którym na pewno sam by sobie nie poradził. Na całe szczęście jego kocia zwinność przydawała się niekiedy do zwiadów, póki był bezpieczny, mógł szpiegować.
Kot-szpieg! Kto o czymś takim słyszał?
Uśmiechnął się pod nosem na samą myśl. Koci ogon kiwał się za plecami chłopaka, gdy szedł tunelami szukając nowych przejść, których jeszcze nie znał. Najczęściej poruszał się głównymi, oznaczonymi przejściami, bo pod ziemią było łatwo się zgubić i wędrować godzinami bez spotkania żywej duszy. Polegał nieco na swoim zwierzęcym nosie, lecz nadal odchodził od pewnych ścieżek tylko na krótkie chwile, mając pewność, że w razie czego trafi do własnych czterech kątów.
Niekiedy mijał drzwi, czasami podpisane, inne otwarte na oścież, prowadzące do pustych pokoi. Ciekawe co działo się z ich właścicielami? Może zawsze stały tak opuszczone? A może ten, kto kiedyś je zajmował już nie żył?
Ciarki widoczne były szczególnie na jego zwierzęcych częściach. Uszy drgnęły mimowolnie, sierść na ogonie zjeżyła się na samą myśl. Prawie, jakby brakowało mu emocji w życiu. Co prawda ostatnią misję łowców spędził w dziurze w ścianie podsłuchując napastników, ale nawet to było już dla niego na tyle mocnym przeżyciem, że do dzisiaj pamiętał woń betonu z tamtego pomieszczenia i twarze członków kościoła.
- Musisz się z tym uporać kocie... - mruczał do siebie, mijając kolejne drzwi, których nie rozpoznał.
Nie były nigdzie podpisane, pachniały też podejrzanie, dlatego wycofał się o te kilka kroków i utkwił ze wzrokiem wbitym w ich powierzchnię. W środku chyba nikogo nie było, ponieważ nie mógł usłyszeć niczego dochodzącego ze środka, a jeżeli coś było w nim dobrego, to na pewno słuch. Przywarł więc bokiem twarzy do przejścia, zmuszając zwierzęce zmysły do jeszcze lepszego działania.
Ciekawe kto tam mieszkał?

_________________




Konegi
-----------
Wtajemniczony

avatar

Liczba postów : 39
GODNOŚĆ : Konegi Louma

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Laura on Pon Paź 23, 2017 11:11 pm
Obuwie o kauczukowej podeszwie nie wywołuje echa i przy odpowiednim stąpaniu nie powoduje ani jednego dźwięku, poprzez który można by stwierdzić, że ktoś się zbliża. Szczególnie jeśli ktoś stąpa powoli, a ruchy ma płynne i odpowiednio wyważone, bo mu na to pozwala konstrukcja.
Kici mógł więc zostać zastany pod drzwiami warsztatu w ciszy i znienacka, zaś długie ramiona Laury opadły na jego barki - prawe stanowiło zauważalnie większy ciężar. No chyba, że pomimo zaaferowania poczuł łowczym nochalem zapach smaru i dezodorantu. Niekoniecznie w takiej kolejności i natężeniu.
- Kici - powiedziała w każdym razie kobieta, z żartobliwym unieruchomieniem chłopca lub bez. O ile uszka miał przykryte, tak może ogon był na wierzchu (?), a jeśli postanowił się zamaskować od stóp do głów, znała przecież jego postawę i sylwetkę, taki jej zawód. Chyba. Zawsze mogła kogoś z nim pomylić, zdarza się.
- Co tu robisz? Masz sprawę do Foku? - przechyliła głowę, przeszywając go spojrzeniem. Rozpuszczone włosy rozsypały się jej po policzku, więc zaraz zgarnęła pasma za ucho. Strój miała zwyczajny, do pracy w ogródku, co do niedawna robiła: przybrudzone trapery, ciemne bojówki i biały sweter narzucony teraz na koszulkę, bo szybko robiło się jej chłodno. - Czas na odwiedziny! - rzuciła rozentuzjazmowanym i przepełnionym niepokojącą słodyczą głosem. Wtedy też pchnęła całą wejściową instalację, inicjując niemiłosierny, drążący uszy zgrzyt. Jeśli ich to bolało, co musiało się dziać wewnątrz małego warsztatu. Ojej, jak jej przykro.
Niech cię! pomyślała, składając się w pół, by móc w ogóle się zmieścić w otworze wyprodukowanym przez i przeznaczonym dla hobbitów.


Ostatnio zmieniony przez Laura dnia Sro Lis 08, 2017 11:08 am, w całości zmieniany 6 razy

_________________


Coming home from work like

I deserve a reward for not killing anyone



Laura
-----------
Medyk     Biomech

avatar

Liczba postów : 25
GODNOŚĆ : Laura, Wieczna lekarka

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Foku on Pon Paź 30, 2017 2:08 pm
Kłódka doskonale spełniła swoje zadanie, stawiając opór w odpowiedzi na pchnięcie drobnej dziewczyny - a co za tym idzie skutecznie uniemożliwiając dostanie się do wnętrza pomieszczenia. Co ciekawe, mechanizm nie uruchamiał się raczej przy zwykłym szturchnięciu drzwi, toteż siła z jaką naparła na metal musiała być o wiele większa, niż mogłaby sugerować jej sylwetka. Przeraźliwy pisk wypełnił betonowy tunel. Odbijając się od jego ścian przeszedł w echo i niczym potężna fala, zalał całą okolicę.

Tymczasem piętro niżej...

Foku ziewnął przeciągle, przewracając się na swoim zasłużonym materacu. Rozciągnął szeroko ramiona, brodząc w magazynach wypełnionych skąpo ubranymi dziewczynami. Zmrużył oczy - do tego stopnia, iż pojawiły się w nich łzy. Odruchowo sięgnął dłońmi do powiek, by je przetrzeć, lecz przypadkiem szturchnął nauszniki ochronne, ciasno przytwierdzone do jego uszu.
- Hmmm? - mrukną, wodząc oczyma w ciemności. Coś mu nie pasowało. O czymś zapomniał. Tylko o czym? Zostawił znowu włączoną lutownicę? Nie... to nie to. Odsunął na moment nausznik na lewym uchu. Dotarła do niego metaliczna symfonia pisków i zgrzytów. Guma z cichym plaskiem znów opadła mu na gładką skórę głowy.
- Kogo znowu niesie o tej porze... - westchnął, macając ścianę w poszukiwaniu przełącznika światła, który zapalał i gasił je zarówno na dole, jak i na górze. Gdy się z tym uporał, założył na siebie swoją ulubioną, białą koszulkę z wielkim napisem "Oppai" i podobizną biustu oraz jakieś krótkie spodenki. Leniwie wspiął się po metalowych schodkach drabinki do góry. Podważył dłonią klapę i wystawił ostrożnie głowę na zewnątrz, niczym żołnierz w okopie. Nieufnie rozejrzał się dookoła. Nic się nie poruszyło przez parę sekund. Chyba był sam. Ziewając po raz kolejny, złapał za metalową rurę opartą pobliski stolik zrobiony z beczki. Ciągnąć metalowy pręt przez kilka metrów dotarł wreszcie do metalowej puszki wiszącej na ścianie, nieopodal włazu. Zamachnął się i przypieprzył w nią prętem z całej siły. Nagle kakofonia ustała. Powinien być spokój na następne pięć minut.
- Ciekawe czy to znowu te wkurwiające dzieciaki i ich głupi pies, czy tym razem ktoś konkretny... - pomyślał, odwracając się w kierunku pomieszczenia, by znaleźć wzrokiem klucze. Po krótkiej chwili nieprzytomnego gapienia się w pustą przestrzeń, zlokalizował je na półce, tuż obok starego miksera, który swój żywot oddał już wieki temu, w zaciętej walce z produktami spożywczymi. Podreptał ponownie w kierunku włazu, by otworzyć blokujący go zamek. Stojąc lekko z boku, uchylił wejścia i zerknął nieco znudzonym spojrzeniem na zewnątrz, drapiąc się jednocześnie po swojej pięknej łysinie.
- Czego chcecie? - zapytał średnio sympatycznie patrząc na Kota  i... Laurę. Na jego twarz momentalnie wstąpił uśmiech na widok drobnej dziewczyny.
- Cześć Laura. Kto to? - dodał po chwili, patrząc na dziwnego cudaka kręcącego się obok. Przeoczył tylko jeden szczegół. Wciąż miał na głowie nauszniki.



Foku
-----------
Technik

avatar

Liczba postów : 22
GODNOŚĆ : Foku

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Konegi on Czw Lis 02, 2017 5:56 pm
Okej, był kotem.
To nie znaczy jednak, że reagował na takie zaczepki, jak pospolity dachowiec. Miał w sobie dumę człowieka, która nawet zmącona wirusem X tkwiła głęboko w jego serduszku.
Żartuję. Pierwszy odgłos, który wydobył się z ust kobiety natychmiast wywołał u niego falę ciepłych emocji. Sierść na uszach i ogonie uniosła się nieco, chciał pieszczot i zabawy kłębkiem wełny. Głaskania po głowie i tuńczyka z puszki. Nawet jeżeli jako człowiek, przed chorobą nie gustował w tych smakach. Zmieniły się, kubki smakowe i on sam.
- Nie, ja... próbuję zapamiętać gdzie kto mieszka, a te drzwi... chyba nie są podpisane. I wyglądają na takie ciężkie, pancerne, myślałam, że za nimi jest coś ważnego... ale tam ktoś mieszka? - Zapytał chaotycznie, zanim jeszcze właściciel nory wyłonił się, by ich powitać.
Kobietę widział chyba po raz pierwszy, ale to on był tutaj całkiem nowy, młody jako człowiek i członek łowców. Cały czas zapoznawał się z nieznanymi dotąd zapachami, jako wymordowany czasami lepiej identyfikował na postawie woni, niżeli twarzy, głosu czy charakteru. Zmierzył ją wzrokiem po zwierzęcemu, nie chciał jednak przyglądać się za mocno, był jednakowoż zainteresowany.
Podskoczył nagle, gdy odgłos skrzypienia ustał, a drzwi otworzyły się, tym razem w sposób poprawny. Więc jednak zastali właściciela... jak kobieta nazwała tego człowieka? Foką?
- Nie, nie! Ja tylko przechodziłem, przepraszam! - jęknął, machając rękami jakby od tego miało zależeć jego życie. Ogon opadł, chowając się za plecami, uszy opadły nisko na głowie. Gotowy był odejść z tego miejsca jak najszybciej. Chciał tylko przekonać się, czym jest to pomieszczenie za tak grubymi drzwiami, nic więcej.

_________________




Konegi
-----------
Wtajemniczony

avatar

Liczba postów : 39
GODNOŚĆ : Konegi Louma

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Laura on Wto Lis 07, 2017 1:16 pm
Oczywiście, że było zamknięte. Ten mały paranoik (kto jest mały, średniego wzrostu kurduplu?) kiedyś uwierzy, że i ona jest mężczyzną w niezłym przebraniu. Tymczasem czekała grzecznie, aż władca hobbitów otworzy.
Gdy po wieczność chyba trwających piekielnych zgrzytach Foku wyłonił się w słuchawkach ochronnych , nawet nie próbowała dociec logicznego sensu. Pewnie Ultra Instynkt, czy coś.
Kobita przyciągnęła do siebie Konegiego i potwierdziła jego tłumaczenia:
- Kici wyruszy z nami po przygodę. - Mrugnięcie do Foku. Sięgnęła do nosa, by poprawić okulary, gdy uświadomiła sobie, że ich na sobie nie ma. - Potrzebuję nowych lamp do ogrodu, lulki mi zdychają. Pomyślałam, że ty na pewno będziesz wiedział gdzie i czego szukać. Podobno też coś jest na rzeczy z generatorami prądu, ale nie wtykałam nosa w sprawy innych.
Generalnie, generatory (ha, ha) były jej sprawą: tak długo jak chciała mieć prąd w lampce nocnej, ładować telefon, suszyć włosy czy chodować chociażby naparstnicę i konwalie. Niemniej nie mogła zrobić z tym nic ponad pomagierowanie. To frustrujące, ale czas dorosnąć i nie zgrywać zmaterializowanej fuzji Lary Croft, Motoko Kusanagi i Florencji Nightingale ze sporą domieszką Amelii Earhart. Nie no, byłoby super. Ale się nie da. Na razie.
Także Laura porzuciła w tej chwili myśli out of character i skupiła na tulaniu kici.
- To jak, jesteście gotowi?
Jeśli to nie wypali, następnym kogo zaangażuje do ich małej grupy operacyjnej będzie zaopatrzeniowiec.
Naprawdę zdychały jej lulki.

_________________


Coming home from work like

I deserve a reward for not killing anyone



Laura
-----------
Medyk     Biomech

avatar

Liczba postów : 25
GODNOŚĆ : Laura, Wieczna lekarka

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Foku on Czw Lis 09, 2017 1:03 pm
Foku wciąż jeszcze rozespany, przyglądał się z nieukrywaną obojętnością dziwnemu stworkowi i drobnej dziewczynie, czekając na wyjaśnienia. Gdzieś w połowie jej wypowiedzi, zauważył, że coś jest nie tak. Usta się poruszały, ale nie wydobywały się z nich żadne słowa.
- Hmm...? Co? - mruknął, mrużąc oczy. Chwilę potem go olśniło. Pomacał swoją piękną, błyszczącą głowę. O! Więc to to było przyczyną braku audio. Zsunął nauszniki na szyję, nie przerywając biomechowi w jego początkowym monologu. Wysłuchał resztę wypowiedzi, gdzieś od fragmentu "zdychają".
- Gotowi na co? - zapytał, nie bardzo rozumiejąc kontekst wypowiedzi. Westchnął głośno, jakoś nie czując się w obecnej chwili na siłach, by wychodzić gdzieś dalej niż poza próg swojego apartamentowca. Jednakże, nie mógł przecież odprawić jej z kwitkiem. Nie wypadało.
- Dobra, wchodź... cie. - dodał po chwili wahania. Zaprosił ich gestem ręki, a samemu zniknął w odmętach pieczary. Włączył palnik gazowy i postawił na nim garnek z wodą. W pomieszczeniu wszędzie walały się jakieś brudne kubki i niedomyte talerze, a całość zwieńczała gama różnych bibelotów typu śrubki, narzędzia, fragmenty przewodów, rur, kolanek itp.
- Kawy, herbaty? - zagadnął, wiedząc doskonale, że posiada tylko herbatę. Przez moment kręcił się dookoła organizując jakieś kubki. Złapał dwie skrzynki i przysunął do prowizorycznego stolika z beczki. Ręką przesunął po "blacie", zrzucając masę rupieci na podłogę.
- Siądź... cie sobie. - znów się zawahał. Spojrzał podejrzliwie w stronę dziwnego zwierzaka. - On jest twój? - zwrócił się do Laury. Pogrzebał chwilę w szufladzie i rzucił w stronę stworka kłębek sznurka.
- Więc? O co dokładnie chodzi? - spojrzał na obie persony, przegryzając kiełbasę, którą moment wcześniej wyciągnął z lodówki turystycznej.



Foku
-----------
Technik

avatar

Liczba postów : 22
GODNOŚĆ : Foku

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Konegi on Sob Lis 11, 2017 8:23 pm
Kto zgubił kota w całym tym chaosie?
Nie ma mowy, by sam się tu przyplątał, skoro tak bardzo nie pasował do obrazka. Ktoś musiał upuścić go z wysokości i zapomnieć, że miał ze sobą kota. Czuł się w tej chwili dokładnie tak, niczym zwierzak rzucony w tornado niejasnych słów i wydarzeń. Bliskość Laury mocno go speszyła, ogon podskoczył ku górze, twarz przybrała wyraz zaskoczenia.
- Co? Jaka przygoda? Kici... to o mnie, prawda? Hej, nie jestem kotem, jestem... trochę kotem, ale bardziej człowiekiem! - zirytował się, ale czuł, że brak mu siły przebicia w całej tej rozmowie. Ta dwójka zdawała się ze sobą znać, a jego wciągnęli w coś przypadkiem.
Jakie znowuż lulki? Ogród? Przecież pod ziemią trudno jest coś hodować... kiedyś roślinami zajmował się Abaddon, głównie ziołami, ale miał dla nich specjalną oświetloną komorę i w ogóle... czy lulki są jadalne?
Nie, nie o tym miał teraz myśleć. Powinien raczej skupić się na traktowaniu jego osoby jak kociaka, którym oczywiście nie był.
Jakimś cudem znalazł się także w pomieszczeniu, zamknęły się za nim drzwi i jęknął mimowolnie zastanawiając się, jakim cudem wpakował się w to wszystko. Pokój wyglądał jak zagracony garaż, a oni mieli siedzieć na jakichś skrzynkach pośród tego wszystkiego, prawie jak na jakiejś naradzie wojennej.
Do tego nagle nieznajomy łysy facet cisnął w niego kłębkiem włóczki. O nie, tego było już za wiele... on po prostu musi...
MUSI ZABIĆ TEN KŁĘBEK.
W jednej chwili jego uszy podniosły się ku górze, ubrania opadły na ziemię, a spod nich wyłonił się piaskowy kot, który rzucił się z pazurami na włóczkę. Utkwił mordercze spojrzenie na slotach, drapiąc je uzbrojoną łapą, szarpiąc zębami i tocząc się po całym pomieszczeniu wraz z zabawką. Cholera, coś jednak miał w sobie z kota. Przynajmniej nie zastanawiał się dłużej, dlaczego siedzi z nimi pod jednym dachem, skoro nawet ich nie zna.

-> Biokineza w kota.

_________________




Konegi
-----------
Wtajemniczony

avatar

Liczba postów : 39
GODNOŚĆ : Konegi Louma

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Laura on Pon Lis 13, 2017 1:20 am
- Wiem, że nie jesteś kotem, tylko kotołakiem, bakayaro - sapnęła, wpychając go przed siebie, gdy wchodzili do klitki technika. Chciało kici zobaczyć kto tu mieszka i co tu jest, prawda? - Kotki nie chodzą na dwóch nogach, nie kłapią buzią i nie mierzą półtora metra wzrostu. Ja po prostu trochę kojarzę naszych wyrzutków. - Nie było to wprawdzie wytłumaczenie, dlaczego z uporem maniaka nazywa go "kici", ale.. Ale. Nice try, kici.
Ogarnęła spojrzeniem walające się po podłodze śmie-- części i narzędzia oraz kurz zalegający na większości powierzchni płaskich (w tym na zaproponowanym jej siedzisku) oraz stolik naprędce zorganizowany dla mile (i jak się wydawało - często) widzianych gości i uraczyła gospodarza przepięknym uśmiechem, stojąc twardo tam, gdzie stała:
- Dziękuję, rybko, ja chyba podziękuję. Wiesz, właśnie wyprasowałam spodnie i tak dalej - powiedziała, przeczesując włosy i przy okazji rozcierając po szczęce smugę ziemi z ogródka.
Gdy przyszło do powtórzenia wszystkiego od nowa, wywróciła wewnętrznie oczami, jednak potrzebowała mężczyzny, więc powtórzyła jeszcze raz, gdy zdjął z glacy ochraniacze.
Swoją drogą, gdyby ogarnęła przebieg mechanizmu i zabrała kolejnym razem ze sobą sekator... ciekawe czy dałoby radę wynieść go razem z łóżkiem. (Barłogiem, gdyby wiedziała, a nie wiedziała.) Zebrała się do powtórki z rozrywki, którą (oh, nje) przerwał im nagle rumor, gdy chłopiec jak długi runął na podłogę za sznurkiem. Ma się rozumieć, że nie powiedziała ani słowa. Argumenty winny czekać na odpowiednią okazję.
- Potrzebne mi są świetlówki typu LED. Działające, oczywiście, albo do naprawienia. Folie odblaskowe nadal spełniają swoje zadanie, więc można je zostawić w spokoju. Tylko LEDy, bardziej te podłużne niż pojedyncze, ale marudzić nie będę. Tak mi się wydaje, że ty na pewno będziesz wiedział, gdzie mogę coś takiego znaleźć.
Po chwili przypomniała sobie, o co jeszcze pytał technik.
- Jest żywy. Nie może być mój. A przydybałam go przed twoimi drzwiami, pewnie zastanowił go zapaszek - spojrzała z ukosa na mężczyznę, przymykając powieki, by ukryć błysk w zielonych ślipiach.

_________________


Coming home from work like

I deserve a reward for not killing anyone



Laura
-----------
Medyk     Biomech

avatar

Liczba postów : 25
GODNOŚĆ : Laura, Wieczna lekarka

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Foku on Wto Lis 14, 2017 8:04 pm
Music.

- Jak tam chcesz. - wzruszył ramionami. Włożył saszetkę jakiejś podrzędnej herbaty do kubka i zalał wodą, która już prawie się zagotowała. Nie chciało mu się czekać. Taki z niego był rebel. Przetarł powieki dłonią, wciąż jeszcze powoli się dobudzając. Zawsze uwielbiał poranne, niezapowiedziane wizyty. Najlepiej w godzinach popołudniowych.
- Ci z M3 nie zwykli jeszcze chyba spuszczać w kiblach żarówek, więc raczej tutaj ich nie uświadczysz. - odparł, drapiąc się po głowie. Przebiegał myślami po różnych lokacjach, jednak szczerze mówiąc, jakoś nigdy nie garnął się do wychylania poza obszary Kanałów, więc jego znajomość świata zewnętrznego była raczej nikła. Poza tym, to nie on zajmował się tutaj zaopatrzeniem. Był tylko wykonawcą. Rzemieślnikiem. Artystą.
- Chyba nie bardzo mogę Ci pomóc w tym konkretnym przypadku. - odparł, dmuchając na parujący wciąż kubek z cienkim naparem. - No chyba, że przecieka Ci zlew, to inna sprawa. - dodał po chwili, patrząc na nią z niemałą nadzieją. Chętnie pomajsterkowałby w jej mieszkaniu. Pomajstrował tu i tam. Może nawet sprawdził czy jej materac nie jest aby za twardy. Wspólnie. Pomachał dłonią, rozwiewając chmurkę z hydraulicznymi wizjami. Jeszcze chwila, a zacząłby się ślinić do tego nieszczęsnego kubka. Przeniósł spojrzenie na dziwnego zwierzaka, który turlał się teraz po podłodze jego warsztatu. Chyba nie postrzegał go w kategoriach płci. W sensie, od dłuższego czasu zastanawiał się, co też kryje się w jego obcisłych spodenkach, ale sądząc po jego klatce piersiowej, chyba znał już odpowiedź. Niemniej, przy jego mało samczym zachowaniu bardziej uważał go za jakiegoś śmiesznego stworka, aniżeli napalonego bydlaka, biegającego z fiutem na wierzchu
- Musiałabyś zapytać kogoś ze zwiadu, może oni wpadliby na jakiś pomysł najsłodsza Lauro. - uśmiechnął się przyjaźnie, przyglądając się z nieukrywanym zainteresowaniem jej mechanicznemu oku. Nie on je robił, ale chętnie dowiedziałby się, co może kryć się w środku. Sam chętnie podjąłby się skonstruowaniu takiego cudeńka, ba nawet ulepszyłby je o kilka dodatkowych bajerów swojego pomysłu.



Foku
-----------
Technik

avatar

Liczba postów : 22
GODNOŚĆ : Foku

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Konegi on Pią Lis 17, 2017 8:44 pm
Kotołakiem tez nie był... tyle, że teraz dużo trudniej byłoby im to wyjaśnić, skoro przybrał postać kociaka. Nie był bowiem osobnikiem dorosłym, jako szesnastolatek nadal przybierał formę kota o niepełnych rozmiarach. Miał bardzo miękkie piaskowe futerko, z ciemniejszymi paskami, wpadającymi w rudość, białe pazurki i wyraziste, miodowe oczy. Poza wyglądam, miał także charakter tego zwierzęcia, w tym momencie gotowy był zabić włóczkę, za to że w ogóle miała prawo istnieć. Czasami po prostu nie panował nad tym aż tak, jak powinien. W kanałach czuł luz, wśród swoich powinien nawet być sobą, a nie udawać. Prawda bowiem wyglądała tak, że Konegi nawet za życia był całkiem uroczym i wrażliwym chłopakiem. Kocia forma jedynie to uwydatniała.
Zamruczał głośno, zatrzymując się na moment.
Chciał coś powiedzieć, ale z pyszczka wydobyły się tylko miauknięcia, kilka pomruków, syknięcie. No tak, cały czas zapominał, że nie może używać ludzkiej mowy, nawet gdy rozumiał to, o czym dyskutowano dookoła. Chciał być częścią tej rozmowy, ale pech chciał, że teraz nie mógł. A wiedział, gdzie mogliby znaleźć trochę gratów, część nawet sprawną, lub wymagającą lekkich modyfikacji, by odzyskać swoją sprawność. Widywał takie miejsca poza murami, pachniały okropnie, ale miejscami składowano nie tylko popsute jedzenie i bezużyteczne śmieci.
- Mrrrau~ - usiadł z motkiem w zębach, trącając go łapą. Ogon skakał na boki zdradzając poirytowanie. Nie zamieni się przecież znowu w człowieka, skoro jego ubrania leżały na ziemi. Nie chciał pojawić się nagle nago, przed dwójką, którą dopiero co poznał. To był największy problem. Mapa... gdyby tylko posiadał mapę.
Puścił włóczkę i wskoczył na kolana Foku, ocierając się o niego bokiem. W jego myślach pojawił się rozkaz skierowany do technika, by ten odnalazł w swoim gruzowisku mapę i ułożył ją na stole. Zadowolony z tego, że użył mocy kociej sugestii, rozsiadł się na kolanach kobiety obok, trącając jej długie włosy nosem.

Użycie mocy: sugestia kociego pomruku [1/3], nakazująca Foku odnaleźć mapę.

_________________




Konegi
-----------
Wtajemniczony

avatar

Liczba postów : 39
GODNOŚĆ : Konegi Louma

Powrót do góry Go down

Re: Zakład Łysego z Virusa    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 2 1, 2  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: M3 :: (!) Ścieki :: Tunele