Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Dziura bez numeru    Pisanie by Kirin on Pią Paź 06, 2017 10:48 am
Miejsce, które upatrzył sobie Kirin trudno uznać za pokój, brak tu nawet porządnych drzwi, a jedyne dojście do tej ciasnej nory prowadzi przez wąskie przejście w skałach, nad którym w kilku miejscach brakuje 'sufitu'. Czarne dziury nad głową zieją chłodem, a czasami skapuje z nich kilka kropel wody, gdy na zewnątrz za bardzo pada.
Całość wnętrza jest porządnie zaśmiecona, za łóżko robi stary materac, w połowie pogryziony na którym najczęściej leży pozwijana, nieokreślona kupka kocy, ubrań i materiałów. Brak tu osobistych przedmiotów dobermana, gdyż w ogóle nie przywiązuje się do rzeczy, czasami znosi coś do środka, ale zaraz rzuca to w kąt, albo wywala po krótkim okresie zainteresowania. Na jeden ze ścian wbity jest gruby drut, na którym czasami spoczywa coś w rodzaju lampy naftowej, częściej jednak do do oświetlenia i ogrzania nory poziom E używa resztek drewna oraz ognia.

---

Nie zapomniał o swoich ranach, nie mógł zapomnieć, za dnia i w nocy pamiętał, a przede wszystkim czuł. Nieznośne obrażenia, które wcale nie chciały samoistnie się goić dokuczały mu od kiedy ktoś przytargał go, a potem pomógł się dostać do środka, powracając z kasyna. Nie minęło dużo - choć nie był w stanie stwierdzić. Spał jeszcze długo po tym, jak walnął się na materac. Nie zwracał uwagi na upływający czas, pory doby z tego miejsca nie były zauważalne. Leżał i wdychał wilgotne powietrze z jaskini, czasami nasłuchując odgłosów z innych części kryjówki.
Mógłby tu nawet zdechnąć. Niewiele się tym przejmował, leżał tylko na brzuchu, z twarzą wciśniętą w miękką gąbkę. Może gdyby Reb tutaj przyszła? Nie... nienawidziła tutaj przychodzić, bo twierdziła, że kąta Kirina nawet nie da nazwać się pokojem, był tak samo zaśmiecony i brudny jak umysł właściciela.
Po całej walce, poza szeregiem różnorakich obrażeń pozostał mu jeszcze ogon, który z jakiegoś powodu nie chciał zniknąć wraz z rogami. Machał nim na boki, ale i to było męczące. Jasne, mógł mu się trafić uroczy, puszysty ogonem króliczka, albo smukły ale miękki ogon psiaka. Lecz nie! Jego ogon musiał mieć oryginalne rozmiary żyrafiego ogona, był wielki i ciężki dla zwykłego człowieka. Rzadko kiego był nawet użyteczny, a tak jak teraz, po prostu wił się za plecami dobermana będąc bezużyteczną, ciężką kluchą.

_________________




Our brains are sick,
but that’s okay




Kirin
-----------
Doberman     Poziom E

avatar

Liczba postów : 481
GODNOŚĆ : Vincent de Lacroix aka. Kirin

Powrót do góry Go down

Re: Dziura bez numeru    Pisanie by Destrophy on Pią Paź 06, 2017 1:01 pm
Sama akcja z odbijaniem pewnego dobermana z kasyna, ominęła szerokim łukiem Destrophy. Słyszała nieco również o pewnym zdarzeniu z małym przemeblowaniem tamtego miejsca. Spokojnie można powiedzieć, że gang odwalił kawał dobrej roboty w swoim stylu. Mogli się przemianować na ekipę rozbiórkową, pierwszą swego rodzaju na Desperacji. Każdy z miłą chęcią skorzystałby ich usług w dziedzinie budowlanej. Wystarczyło im podać namiary i mgnieniu oka się znajdywali na wskazanym adresie. Gorzej jak właściciel posesji nie chciał współpracować. Wtedy się kończyło zazwyczaj z ognistym temperamentem psów. Nawet dosłownie. Nowiny o udanej akcji szybko się rozpowszechniły w siedzibie. Nie sposób było pominąć takie wiadomości. Została odbita porwana osoba, ale w paskudnym stanie, a przynajmniej z tego co inni mówili. Dała o sobie znać ciekawość blondynki do tego stopnia, że chciała się upewnić na własne oczy. Nie wierzyła usłyszanym słowom. W takim przypadku powinien być pod okiem bernardynów, a niżeli kisnąć we własnej melinie zwanej pokojem. Stąd też wolała wyruszyć do prywatnego kąta wymordowanego. Miała głęboką nadzieję, że to wszystko było nieprawdą i ma się bardzo dobrze. Wcześniej udało się jej wyciągnąć informacje na temat jego leża. Nie można powiedzieć, że na pierwszy widok tego miejsca była zadowolona. Ba. Niczym się nie różniła od dowolnej dziury w ziemi, którą część Desperacji nazywała domem. Jednak nie zamierzała oceniać książki po okładce i spróbowała przecisnąć się do środka. Kiedy tylko znalazła się wnętrzu musiała skwitować, nieco zawiedziona.
Jest tu ciemno jak w ... — Nie dokończyła. Wolała się ugryźć w język, a niżeli komentując wnętrze tego burdelu. Tutaj nie przyszła na herbatkę z właścicielem, a bardziej dla przeprowadzenia wywiadu. Nie zajęło długo na wypatrzenie swym wzrokiem wymordowanego, który leżał na materacu. Rozłożony kompletnie na łopatki. Widząc go w takim stanie była przekonana już do prawdomówności osób trzecich. Podeszła do niego wystarczająco blisko, a następnie przykucnęła.
Kirin, tak? Czemu Ty leżysz w tym burdelu, a nie gdzieś pod okiem bernardyna? — Zapytała zaniepokojona. Naprawdę się zastanawiała w tej kwestii. Sam się prosił o najgorsze chwile dla siebie, znajdując się w tym miejscu. Potrzebował pomocy medycznej i to było wiadome. Jedynie wolała się upewnić, czy jeszcze kontaktuje. Ciężko byłoby przekonać nieprzytomnego do przyjęcia pomocy od zwykłego ratlerka.



Destrophy
-----------
Ratlerek     Anioł stróż

avatar

Liczba postów : 273
GODNOŚĆ : Ayame Mizushima [jap. 菖蒲水島]

Powrót do góry Go down

Re: Dziura bez numeru    Pisanie by Kirin on Pią Paź 06, 2017 5:10 pm
- Jak w dupie. - dokończył za nią bez entuzjazmu.
Jeszcze nie widział, z jaką 'nią' konkretnie miał do czynienia, ale nie rozpoznawał głosu do końca. Trochę psich twarzy przewijało się w tych norach, a nie każda była mu tak dobrze znana jak chociażby Rebeka czy... na przykład Fenek. Dobra, bądźmy szczerzy, Kirin i kojarzenie większej ilości osób z czegoś więcej niż imienia wykluczało się. Nie zawracał sobie głowy takimi detalami, czasami szybciej załapywał z kim na do czynienia, jeżeli wcześniej się pobili, taka tam alternatywa dla podawania sobie rączek.
Złote, błyszczące oczy mrugnęły w mroku, kiedy z braku innego rozwiązania został zmuszony, by na przybyłą osobę zerknąć. Ogon nadal bujał się na boki za jego plecami, cały doberman nadal pozostawał w tej samej pozie, robią dokładnie to samo, co jeszcze minutę temu. Nie czuł zagrożenia ze strony innych psów, byli jak jedna, duża, wredna, okropna, brzydka rodzina.
- Bernardyni też mają burdel. - odparł, przekręcając głowę na bok, żeby nie musieć mówić w gąbkę. Z bliższa sylwetka kobiety stała się wyraźniejsza, ale nadal był pewien, przez głos i zapach, że z tą tutaj nie miał za wiele do czynienia. Po jej pytaniu natychmiast przypomniał sobie, jak raz Fenek przytargał go do pokoju medycznego. Nie widział wielkiej różnicy, no, w tym momencie w ogóle mało co widział.
Poza tym, może trudno byłoby go o to posądzić, ale czuł się przybity. Fenek gdzieś wsiąkł, Rebeka miała za dużo roboty, by w ogóle do niego zajrzeć, a jego nogi odmawiały posłuszeństwa. Lubił chodzić, bardzo lubił. Wcale nie śpieszyło mu się, żeby pójść do któregoś z tych znających się na leczeniu kundli, żeby usłyszeć od nich, że nie będzie mógł chodzić. Rany nie były aż tak poważne, ale sama świadomość, że jest jakaś mała szansa, żeby to usłyszeć dołowała go do tego stopnia, że od kiedy tylko się obudził, leżał bez ruchu kiwając nerwowo ogonem.
Pomieszczenie śmierdziało stęchlizną, potem i krwią. Woń drażniła mu czuły nos, ale zamiast myśleć o kolejnym spędzeniu nie wiadomo ile czasu u medyków, wolał w ogóle się nie ruszać z miejsca, marząc o tym, by zaraz pojawić się w jakieś desperackiej dziurze i narobić bałaganu.
Podrapał się po czubku nosa lewą ręką, obserwując ze znudzeniem kobietę. W gruncie rzeczy wstanie z miejsca także nie należało do najłatwiejszych, złamana prawa ręka leżała bezwładnie wzdłuż ciała, nogi nie chciały się słuchać. Nie, w tym stanie sam nie ruszyłby się nawet o dwa metry. Był tego boleśnie świadomy. Poza znudzeniem, w jego wzroku czaił się gniew, masa irytacji czekającej by ukształtować się w coś paskudnego.

_________________




Our brains are sick,
but that’s okay




Kirin
-----------
Doberman     Poziom E

avatar

Liczba postów : 481
GODNOŚĆ : Vincent de Lacroix aka. Kirin

Powrót do góry Go down

Re: Dziura bez numeru    Pisanie by Destrophy on Sob Paź 07, 2017 3:11 pm
Zapach w pomieszczeniu zbyt bardzo drażnił nozdrza ratlerki. Wiedziała, że nie będzie odwiedzała tego miejsca zbyt często ze względu właśnie na ten aspekt. Przekręciła lekko łepek, gdy usłyszała o burdelu bernardynów. Zdawała sprawę o warunkach, w których pracowali. Zazwyczaj chaotycznie podejmowali się swej roboty, ale przynajmniej byli w stanie uratować komuś życie. Tak więc można było im w stu procentach zaufać. Spoglądała na niego dość leniwie, zastanawiając jak tu poradzić na tą sytuację. Widać było dokładnie niczym na papierze, że nie był w najlepszej formie. Zaczęła myśleć nad użyciem swoich zdolności leczniczych. Nie miała pewności, czy w jego przypadku pomogą - jednak musiała spróbować.
Wiesz co? Mam pewne rozwiązanie Twojego problemu, ale musisz ze mną współpracować. — Powiedziała do niego. Nie spodziewała się wybuchu euforii ze strony wymordowanego, gdyż mógł potraktować jej słowa za kompletnie puste. Stąd też postanowiła go przekonać do swoich możliwości, żeby uporać się z jego obrażeniami. Jednego asa miała w swoim rękawie, którego nie za często korzystała. takie smaczki u siebie wolała dochowywać w tajemnicy. Zdarzało się jej korzystać ze swojej mocy w pewnych przypadkach, ale jak była pewna o jednym - nikt nie piśnie o tym słówka na głos. Akurat w przypadku właściciela chlewu zwanego pokojem, nie była przekonana. Jednak nie mogła sobie pozwolić na bezczynność. Nie godziło to się absolutnie z jej anielską naturą, stąd też postanowiła już zacząć działań. Wyciągnęła więc ze swojej kieszeni ostre narzędzie, a konkretnie scyzoryk. Przygotowała w nim ostrze i spojrzała na mężczyznę uważnie. Teraz mógł sobie pomyśleć, że chce go nim zadźgać. Właśnie z tego powodu wolała go upewnić do własnych działań.
Kiedy tylko sobie przetnę dłoń to zalecam Tobie skosztować mojej krwi. — Zaczęła mówić spokojnie, przykładając ostrze do wewnętrznej strony lewej dłoni. Zabrzmiało to pewnie idiotycznie dla samego dobermana. Jednak on nie wiedział o leczniczych właściwościach jej krwi. Dlatego musiała go przekonać do tego pomysłu.
Jestem w stanie sprawić, że będzie ona miała właściwości lecznicze. — Kiedy tylko dopowiedziała te słowa, przejechała scyzorykiem po skórze. Nie było to zbyt przyjemne uczucie ze względu na dawkę bólu. Od nacięcia zaczęła wypływać stróżka czerwonej posoki i Destrophy oczekiwała na odpowiedź Kirina. Jak się zgodzi w przypadku spróbowania jej własnej krwi to zdecydowała wystawił łapę w jego stronę, żeby krew odpowiedniej ilości mogła skapnąć dla członka. Podczas cięcia skóry to zacisnęła zębiska, żeby nie wydać z siebie głośnego stęknięcia. Zresztą było widać po jej grymasie twarzy, że bolało i to nie jakoś delikatnie.



Destrophy
-----------
Ratlerek     Anioł stróż

avatar

Liczba postów : 273
GODNOŚĆ : Ayame Mizushima [jap. 菖蒲水島]

Powrót do góry Go down

Re: Dziura bez numeru    Pisanie by Kirin on Sob Paź 07, 2017 6:29 pm
Niezależnie od tego, jak cudowne mogły być jej słowa, dobermana nie ruszały z miejsca. Był bardzo ograniczony jeżeli chodzi o znajomości, lubił kilka innych kundli, a do całej reszty podchodził z uprzejmym dystansem. Nigdy nie otrzymywał na tyle atencji, na ile by chciał, bo i owszem, podobało mu się bycie w centrum uwagi. Dotarł jednak do takiego stopnia zniechęcenia, że gdy ktoś sam o nim nie pomyślał, Kirin nie miał ochoty się upominać. Że nadal tu jest, że żyje, czy że zaraz umrze.
Odwiedziny od osoby, której się nie spodziewał odebrał jednocześnie niechętnie, jak i z iskrą ukrytego mocno zadowolenia. Szczególnie, że ta konkretna kobieta na pewno pachniała psami, do tego z jej słów wynikało, że w jakiś cudowny sposób, może mu pomóc. Tego chyba właśnie chciał, nie tygodni leżenia u dobermanów, a szybkiego powrotu do zdrowia. I nawet jeżeli wcale nie musiało być dokładnie tak, jak sobie wyobrażał, jego wzrok powędrował za ostrzem dzierżonym w dłoniach jasnowłosej.
Poza tym, może nieznajoma z imienia nie wiedziała, jaka relacje łączę Kirina i krew. Kirina i mięso. Kirina i innych ludzi. Nie ma się czym chwalić, ale posuwał się do kanibalizmu, nawet nie specjalnie przymuszony. Zwierzęca część niekiedy szalała sobie w najlepsze i pozwalała mu odczuwać rozkosz, gdy pożerał kawałki ludzkiego ciała, zlizywał ich krew, obgryzał kości.
Gdy tylko pierwsza kropelka wypłynęła na skórę Destrophy, doberman zmarszczył brwi w powadze, wystawiając dłoń przed siebie. Gdyby jakaś kropelka, nawet jedna, jedyna miała ulecieć na ziemię, złapałby ją szybciej w tej niemalże bezgranicznej ciemności. Węch i instynkty szalały we wnętrzu jego ciała i umysłu. W tym wypadku nawet gdyby skłamała co do swoich leczniczych mocy w krwii, w ogóle by się nie przejął, nawet kilka kropel mogło pobudzić go do działania, bo kochał jej smak, jej zapach. Mogłaby go nawet otruć, nie zwracał uwagi na ostrożność.
Sięgnął natychmiast po jej rękę i podciągnął bliżej siebie, sunąc szorstkim językiem po całym przedramieniu, zlizał lecznicą maź. Nie smakował jej, nie rozczulał się nad metaliczną gorzkością w ustach, chciał więcej, krwi, mięsa, cokolwiek, nawet ochłapy. Był głodny, dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę.
- Masz tego więcej? - Zapytał wyraźne pobudzony. Nadal trzymał ją za nadgarstek, gotowy samemu się poczęstować, gdyby nie była tak miła.
Jedną z oznak tego, że samopoczucie w jednej chwili mu się poprawiło było chociażby to, że żyrafi ogon nie wił się już jak dziki obok niego, leżał spokojnie w jednym miejscu, w pełni kontrolowany przez Kirina.

_________________




Our brains are sick,
but that’s okay




Kirin
-----------
Doberman     Poziom E

avatar

Liczba postów : 481
GODNOŚĆ : Vincent de Lacroix aka. Kirin

Powrót do góry Go down

Re: Dziura bez numeru    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry