:: Eden :: (!) Góra Babel :: Katedra

Go down





Archiwa Edeńskie. Pisanie by Laviah on 6/10/2017, 09:04
    
Archiwa Edeńskie potocznie nazywane Księgozbiorem to nic innego jak ogromna biblioteka gromadząca w sobie najważniejsze dzieła i dokumenty.
Znajdują się tuż przy Katedrze. Prowadzi do nich tylko jedna, zamykana od zewnątrz brama.
Budynek posiada kilka poziomów, z czego niektóre prowadzą w głąb góry. W centralnym punkcie znajduje się kryształowy model układu słonecznego.
Wnętrze wydaje się być oślepiająco białe, czego winą są wszechobecny marmur i kość słoniowa. Liczne korytarze oświetlają lampiony. W każdym znajdują się regały zapełnione książkami i pergaminami.


Opis zaczerpnięty z poprzedniego tematu.



WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.
avatar
Laviah

Archanioł






GODNOŚĆ :
Laviah. Po prostu.

Liczba postów :
141


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Laviah on 6/10/2017, 09:17
    
Nie był w stanie nazwać towarzyszącego mu uczucia. Miał wrażenie, że wszystkie narządy w jego ciele wykręciły się, zmuszając go do utrzymania lekko przygarbionej sylwetki i najchętniej zwinąłby się w szczelny kłębek, gdzieś z dala od spojrzeń innych. Teraz, mimo rozszalałej burzy w jego głowie, miał na uwadze to, że za jego plecami wciąż znajdowały się inne anioły – najpewniej liczące na to, że wykaże się postawą godną archanioła, a nie przestraszonego dziecka, które przypomina sobie o możliwej karze dopiero po tym, gdy już zrobiło źle.
Szczęki białowłosego zacisnęły się na tyle mocno, że nie był w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa i zdawało się też, że stopniowo zaczynało brakować mu powietrza. Sądy nad duszami zmarłych miały miejsce od zarania dziejów, ale dopiero kiedy jemu samemu przyszło zadecydować, zrozumiał, że nie była to decyzja, którą chciało się podejmować. Była ona przerażającą koniecznością, a Laviah zastanawiał się, czy Bóg czuł się równie zagubiony, gdy przyszło mu ukarać pierwsze ze swoich dzieci, choć nie sądził, by targały nim podobne wątpliwości. Był pewniejszy i silniejszy. Wiedział co było słuszne.
Z początku nawet nie poczuł obecności Jahleela obok, jakby w większej mierze zamknął się na świat zewnętrzny, skupiając się na tym, co działo się w jego głowie i na tym, co miał przed sobą, nawet jeśli spojrzenie jasnych oczu stawało się coraz bardziej nieobecne. Ledwo spostrzegł się, gdy za sprawą czarnowłosego pokonał pierwszy krok, który pociągnął za sobą kilka kolejnych, z których ledwo zdawał sobie sprawę. Aktualnie przypominał raczej niezdolną do oporu pacynkę niż istotę z krwi i kości, która w każdej chwili mogła się wyszarpnąć i ruszyć przed siebie o własnych siłach.
Dopiero kiedy znaleźli się poza salą, zamrugał kilkakrotnie, krok po kroku wracając do siebie. Nie odezwał się jednak, pozwalając na to, by obecność anioła dodawała mu potrzebnej teraz otuchy, choć skrzydlaty wyraźnie mógł wyczuć, że drżenie ciała słabło, a wcześniej skulona sylwetka, wyprostowała się nieznacznie, choć wyraz jego twarzy wciąż wyrażał ten sam ból. A przecież zrobił tylko to, co do niego należało.
Przepraszam ― odezwał się, gdy ciężkie drzwi archiwów zamknęły się za ich plecami z niosącym się echem łupnięciem. Powoli wyswobodził się z objęć bruneta, mimo że nie mógł w pełni ufać swoim własnym nogom, które jak na przekór chciały się pod nim ugiąć.
Zupełnie odruchowo poprawił dłońmi marynarkę skrzydlatego, chcąc rozprostować ewentualne zagięcia, których dorobił się, gdy przygarnął go do siebie. W rzeczywistości potrzebował jakiejkolwiek wymówki, byleby nie unosić wzroku na twarz brata w obawie o to, co mógłby tam zobaczyć. Ale nawet kiedy odsunął się o jeden niepewny krok, wciąż wpatrywał się w jakiś punkt na jego klatce piersiowej, nawet jeśli nie tak powinno traktować się swojego rozmówcę. Nie można było mieć wątpliwości co do tego, że Laviah – jak zresztą za każdym razem – zamierzał uważnie go wysłuchać.
Już ― stwierdził krótko, jakby chciał zapewnić, że już wszystko było dobrze. Pokusił się nawet o krótkie kiwnięcie głową i głębszy oddech, jakby te dwie czynności miały zapewnić go o prawdziwości tych słów. ― Chciałeś mi o czymś powiedzieć, Jahleelu.



WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.
avatar
Laviah

Archanioł






GODNOŚĆ :
Laviah. Po prostu.

Liczba postów :
141


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Jahleel on 25/10/2017, 00:40
    
Huk zamykanych drzwi przetoczył się grzmotem po pomieszczeniu. Po nim zaś zapadła cisza.
Stukot kroków był niczym w porównaniu do uderzenia ciężkiego skrzydła o framugę. Rozchodził się w pustej bibliotece, szybko niknąc w miękkich okładkach wiekowych tomów. Zupełnie jakby opuszczone i osamotnione strony pragnęły odżyć nowymi opowieściami. Chłonęły zatem łapczywie dźwięki z otoczenia w nadziei na zapełnienie wersów podsłuchanymi historiami. Niewiele aniołów ma czas na czytanie. Niewielu odwiedza bibliotekę w celu innym niż odłożenie kolejnego zapisanego dziennika na półkę lub uporządkowanie raportów z ostatniego miesiąca. Nie należy zatem winić tych gromadzonych przez lata tomów, iż zbrzydło im stanie i kurzenie się. Celem istnienia książek jest, aby ktoś je czytał. Zostawione same sobie tracą pierwotną duszę, ale zyskują nową - skradzioną tożsamość utkaną z podsłuchanych zdarzeń. Im starsza książka, tym mniej liczy się jej treść, a coraz mocniej to, co przeżyła. Kto odcisnął na niej swe palce, jaki hultaj pozaginał rogi stron, który artysta kaligrafował wyrazy? Jakich zdrad była świadkiem, przez który z pożarów ma przypalony grzbiet?
Może ktoś kiedyś spyta "jakie z narad anielskich te zwoje oglądały?"
Grube strony, skórzane okładki oraz płócienne wyklejki wyciszały wszelkie głosy. Żaden dźwięk nie odbił się od marmuru, żadna głoska nie zahaczyła o kość słoniową. Okolona papierem klatka z ciszy, jaka stała się miejscem ucieczki przed przytłaczającym poczuciem winy. Tu jedynymi świadkami załamania archanioła były uratowane przed zmurszenie na Desperacji skarby introligatorskiej sztuki. Oraz jego anielski brat.
Ciemna plama garnituru i włosów stanowiła jedyną skazę w olśniewającej jasności pomieszczenia. Czerń materiału zdawała się wręcz pożerać padające nań światło, burząc iluzję trwania w nieskończonym blasku niebiańskim. To nie jest pałac Ojca, to nie jest życie bez ciężaru wyboru. To wciąż świat materialny, to nadal Babel. Jakkolwiek jasny, cudowny i eteryczny by się nie zdawał. Ciemna postać stanowiła ciężkie wypomnienie niedawnych zdarzeń, kotwicę ściągającą myśli ku ziemi.
Pozwolił archaniołowi odsunąć się, choć przedłużał kontakt, jak tylko to było możliwe. Dotknął pleców, podtrzymał za ramię. Pozwolił wygładzić swoje ubranie. A na koniec położył dłoń na głowie Laviaha. Wsunął łagodnie palce między jasne kosmyki, zakładając je następnie za ucho młodzieńca. Powtórzył ruch, wyłapując dwa niesforne pasemka, które uciekły wcześniej spod dłoni Jahleela.
Gest, którego żaden pracownik nie dopuściłby się względem swojego przełożonego. Był to bowiem akt braterskiej zażyłości. Subtelna poufałość, łagodząca ciężką atmosferę ostatnich zdarzeń.
- Nie popełniłeś żadnego czynu, za który wypadałoby przepraszać. - Mówił ciszej niż zwykle. Zabrał dłoń i założył obie za plecami.
Uniósł wzrok, spoglądając na stojące na wyższych półkach książki. Zdawał sobie sprawę, jak krępujące i stresujące potrafi być jego spojrzenie. Lata temu zrozumiał, że czasem lepiej udawać, iż się nie słucha, niż przejawiać nadmierne zainteresowanie. Osoby przestraszone, speszone albo onieśmielone odzyskują pewność siebie, gdy tylko pozwala im się mówić. Nie dopytuje, nie przerywa, nie wpatruje się w nich. Cierpliwie słucha, bez wywierania presji.
Teraz także spokojnie poczekał, aż Laviah w pełni odzyska równowagę psychiczną.
Zaparzyłby mu herbaty. Ale w bibliotece nie wypada nic pić. Nie wspominając o tym, że nie ma filiżanek. Ani ciasta.
- Lubisz wiśnie? - Spytał nagle. Zupełnie jakby zaprowadził archanioła do archiwów tylko po to, aby poznać jego ulubione owoce. - Niedawno obrodziły. Zechciałbyś mnie odwiedzić na chwili wolnego? Upiekłbym ciasto wiśniowe.
Chwilę milczał, nim w końcu wrócił tako uwagą jak i spojrzeniem ku Laviahowi.
- Zanim przejdę do właściwej kwestii, chciałbym spytać, czy masz dla mnie jakieś zadanie? Oczywiście pomijając przygotowanie ciasta. Trzeba coś rozplanować, przyszykować, odrestaurować? - Nie śmiałby nawet sugerować, aby pozwolono mu na opuszczenia Edenu bez dopilnowania, czy wszystkie obowiązki zostały wypełnione z należytą sumiennością. Wpierw to co nagli tutaj. Dopiero po tym jego własne, nadprogramowe aktywności.

Mam nadzieję, że zrekompensowałem poślizg jakością odpisu-


:::::::
463578
Far'across the sea
People are calling me
From every direction
Calls for their protection
Can't drop this sound
Oh, they cry so loud

:::::::
- Ja tu po duszę zmarłego.
- Ale dopiero zaczął pić :C Nie bądź taki sztywny.
- Trzeba go osądzić.
- Oj tam. Jeden wieczór nikogo nie zbawi, napij się z nami!

avatar
Jahleel

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Jahleel

Liczba postów :
154


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Laviah on 31/10/2017, 14:58
    
Spodziewał się dosadnej reprymendy, gdy dłoń skrzydlatego spoczęła na jego głowie. Zresztą kto w jego stanie nie zacząłby układać w swojej głowie najgorszych scenariuszy? Nie chciał wkładać do ust czarnowłosego słów, których ten zapewne nigdy by nie wypowiedział, ale teraz jego umysł robił to wręcz mimowolnie. Choć w bibliotece panowała absolutna cisza, jakby wszystko dookoła w napięciu czekało na moment, w którym któreś z nich wreszcie się odezwie, miał wrażenie, że jego uszy już wychwytują niechciane podszepty ubrane w tembr głosu brata.
POPEŁNIŁEŚ BŁĄD.
MOŻE ANIOŁY NIE MIAŁY RACJI?

Masz rację, Jahleelu.
Tylko do czasu jasne kosmyki, które zazwyczaj rzucały cień na błękitne oczy, stanowiły dla Laviaha swojego rodzaju ochronę, jednak nawet odebranie mu jej przez Jahleela, gdy ten odgarnął je za jego ucho, nie skłoniło archanioła do uniesienia wzroku. Nie zdawał sobie zatem sprawy z tego, że czarnowłosy postanowił odwrócić wzrok, choć mówiło się, że niekiedy po prostu czuło się cudzy wzrok na sobie, ale tym razem zmysły białowłosego były przytępione poprzez własne emocje, które kotłowały się w jego wnętrzu. Miał wrażenie, że jego serce to boleśnie kurczy się do maleńkich rozmiarów, by zaraz potem napęcznieć i z impetem trzasnąć o jego żebra od środka i tak ze skrajności w skrajność.
„Nie popełniłeś żadnego czynu, za który wypadałoby przepraszać.”
Poruszył się niespokojnie, gdy zupełnie inny przekaz padł z ust bruneta. Udało mu się jednak zatuszować ten fakt, gdy odruchowo pokręcił głową, co sprawiło, że wcześniejszy zabieg anioła poszedł na marne, a większa część włosów albinosa trafiła na swoje wcześniejsze miejsce.
Widzę to zupełnie inaczej ― odparł równie ściszonym tonem, jakby nie chciał przerywać spokoju, który panował w osamotnionych archiwach. Splótł przed sobą palce obu dłoni. Ta rozmowa wymagała od niego szczerości i wiedział, że jeśli kiedykolwiek miało mu przyjść się przed kimś otworzyć, to czarnowłosy był jedną z tych osób, którym mógł ufać bezgranicznie i bez obawy o to, że zostanie poddany szczegółowej ocenie. ― Odkąd pamiętam unikałem sądów. Nie jestem z tego dumny, Jahleelu i zdaję sobie sprawę, że teraz, gdy pokłada się we mnie tyle nadziei, powinienem być przygotowany na wszystko i jest mi niezmiernie przykro, że ty i Hersha byliście świadkami tego, że wcale tak nie jest. Jednocześnie wiem, że gdyby nie wasza obecność, podjąłbym inną decyzję – nie mnie oceniać, czy byłaby ona dobra czy zła, choć byłoby o wiele prościej, gdybyśmy mogli rozdzielić oba rozwiązania na czarne i białe. Tymczasem żadne z nich takie nie było. Nie jest łatwo mieć ostateczne zdanie, gdy chce się wierzyć, że każdy jest w stanie się zmienić, nawet jeśli wcześniejsze czyny wskazują na to, że może to być długa i męcząca droga. Nie będę miał za złe, jeśli uznasz to za lekkomyślne i niegodne tytułu archanioła.
Zależało mu na opinii skrzydlatego i możliwe, że miała mieć ona decydujące znaczenie dla jasnowłosego. Nie chciał, by jego naiwne idee zaszkodziły mieszkańcom Edenu ani komukolwiek innemu, ale jednocześnie nie chciał zbyt szybko zawieść oczekiwań swoich anielskich pobratymców. Zaledwie na krótki moment zdecydował się na uniesienie wzroku, by wreszcie wycelować nim w twarz anioła, zanim obrócił się przodem do pnących się ku sufitowi regałów zapełnionych książkami i skrupulatnie zaczął przyglądać się każdemu z nich.
Lubię ― przyznał, choć w jego ton wkradła się nieznaczna nuta zaskoczenia. Cóż, było to dość niespodziewane pytanie, które na moment pozwoliło zapomnieć o poważniejszym wydźwięku rozmowy, którą właśnie prowadzili. Nie do końca też chciał wierzyć, że to właśnie w tej sprawie chciał z nim porozmawiać na boku. Zerknął na niego z ukosa, przesuwając uważnym spojrzeniem po jego profilu. Wyraz twarzy Laviaha momentalnie złagodniał. ― Chętnie. Nie przegapiłbym ciasta w twoim wykonaniu.
Nie była to żadna tajemnica, jednak myśl, że to nie po to się tu spotkali, nie chciała dać mu spokoju. Być może dlatego cisza, która zapadła, stała się jeszcze bardziej nieznośna.
Zakładam, że chcesz powiedzieć mi o czymś dużo ważniejszym niż sprawy odrestaurowania miejsc w Edenie. Naprawdę nie musisz się tym martwić, Jahleelu. I tak pracujesz już ponad miarę, więc tym razem skupmy się na tym, a resztę pozostaw mnie ― stwierdził zgodnie z prawdą i własnymi odczuciami. Uważał też, że wystarczająco nadszarpnął dziś cierpliwość swojego brata, a teraz wypadało mu się jakoś odwdzięczyć. Za poświęcony czas, za wysłuchanie, za zawód, który – jak Lav sądził – zapewne odczuwał.

To ja dłużej zwlekałem. Poza tym nie sądzę, żeby twoje posty mogły być gorszej jakości. *kaszl* To mi tu mózg paruje, żeby napisać coś na równym poziomie.



WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.
avatar
Laviah

Archanioł






GODNOŚĆ :
Laviah. Po prostu.

Liczba postów :
141


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Jahleel on 19/11/2017, 12:34
    
Ludzie to zabawne istoty. Lubią mówić, kiedy myślą, że nikt nie słucha. Pragną krzyczeć, gdy nikt nie zwraca na nich uwagi. Ale będąc na świeczniku nie potrafią się otworzyć. Wzrok innych zabija ich pewność siebie, tłamsi silną wolę i potrzebę zwierzenia się. Obserwowani poddają się presji otoczenia i własnemu strachowi przed byciem ocenionym. Przed nadaniem łatki innego, gorszego, odstającego. Przed wykluczeniem ze środowiska.
Nie na darmo Pan nazwał ich swoimi owcami. Instynkty stadne są niesamowicie silne w ludziach. Pomagają im przetrwać najgorsze, to prawda. Ale zaburzają też ocenę świata.
Przyglądał się regałom, wodząc spojrzeniem po grzbietach książek. Jahleel nie musiał nawet pytać, co trawi spokój anielskiego brata. Wystarczyło, że był. Żadnej presji. Żadnego nacisku. Był i czekał. Mógłby trwać przy nim nawet do wieczora, jeśli tego właśnie jasnowłosy potrzebował, aby zebrać w sobie odwagę.
Spraw, że człowiek poczuje się komfortowo, a powie wszystko. Mówienie nie sprawia ludziom problemów. Problemy powstają, kiedy ktoś słucha. Gdy nieodpowiedni ktoś słucha.
Niewielki pęd powietrza przesunął się po regałach, zbierając z nich kurz. Wicher przyniósł pył na otwarte śródręcze anioła, formując z niego kulkę. Utwardzona ciśnieniem została już w tej formie, przerzucana między palcami bruneta, gdy poruszał delikatnie dłonią.
- Dobre osoby są niezwykle cenne. - Zaczął, kiedy uznał, że Laviah skończył wszystkie swoje myśli. - Prawdziwie dobre, naprawdę dobre. - Wszak już nawet o aniołach nie można mówić, że są nieskazitelnie biali. Słowo "anioł" przestało oznaczać łagodnego, dobrego i gotowego na poświęcenia posłańca Pana. Teraz to synonim rasy, takiej samej jak "człowiek". Anioły mogą powstawać, anioły mogą się rodzić, anioły przejęły wszelkie przywary ludzkości, stopniowo przesuwając się może nie ku czerni, ale szarościom na pewno. Anioły zaczęły grzeszyć, zrobiły się złośliwe, samolubne, agresywne. Nie wszystkie. Nie każdy. Nie całkowicie. Ale ziarenka negatywnych emocji plamią te niegdyś cudownie czyste istoty.
Czyż to nie wspaniałe, że wciąż są osoby takie, jak Laviah? Te dobre, te niewinne, te spokojne. Te, które należy chronić, aby na zawsze pozostały nieskalane grzeszną myślą czy pragnieniem podszytym pychą.
- Takie osoby to skarby tego świata. - Rozpadającego się, jałowego, zlanego krwią. Diamenty tkwiące w gnoju. Albo perły. Miękkie i delikatne perły, jakie pod naporem wszechobecnego skażenia pękają i kruszeją.
- Myślę, że byłbyś dobrym archaniołem. - Zmienił nagle temat, uderzając w meritum sprawy. - Ale jeśli chciałbyś być takim archaniołem, jak mi powiedziałeś - przygotowanym na wszystko i zawsze pewnym własnej decyzji - to oznacza potrzebę zmiany. Pracę nad sobą. Nabycie obiektywizmu kosztem nadziei. Czy czujesz się gotowy na taki krok? - Na obdarcie się z ufności względem ludzi, z optymizmu i łagodności? Nie chciał jednak przedstawiać tego tak dosłownie i brutalnie wręcz. Niemniej tego właśnie Laviah pragnął i takim przywódcą chciał być.
- Rozumiem twoje wątpliwości. Ten świat zmusza nas do kroków, jakich w żadnych innych okolicznościach byśmy nie podjęli. Subtelnego balansowania między dobrem i złem, na samą myśl o którym jeszcze millenium temu byśmy drżeli ze strachu. Konieczności podejmowania decyzji, jakich konsekwencje dotkną nie nas, ale naszych braci. - Na parę przerażająco długich chwil zapadło milczenie, nim brunet przerwał je w dość łagodny sposób.
- Jeśli mógłbym wyrazić swoje zdanie, powiedziałbym, abyś się nie zmieniał. - Przeniósł na niego spojrzenie, zaciskając palce na kuleczce brudu. - Ta ziemia potrzebuje osób, które wciąż potrafią wierzyć w innych i w ukryte w nich dobro. Które dalekie są od stygmatyzacji spotkanych na podstawie błahych powodów. - Rozluźnił palce i skupił teraz wzrok na kuleczce, która przyciśnięta zbyt mocno, nabrała kształtu fasolki. Zaczął analizować jej nową aparycję, obracając między palcami. Dopasowała się do dłoni i leżała na śródręczu dużo lepiej. Acz nie była już idealna. Skruszył ją powietrzem i odesłał za okno niedbałym ruchem dłoni, obmywając po tym śródręcze odrobiną wody. Tej również się pozbył w ślad za kurzem z regałów. Anioł pedantyzmu...
- Ale nie jesteś sam. Nie musisz brać na siebie całego ciężaru. Nie chciałbym, abyś go brał. - Sprostował, przechodząc na bardziej osobisty ton. - Ta odpowiedzialność potrafi zmiażdżyć najlepszych. Pozostań taki, jaki jesteś, Laviahu. - Znów łagodnym gestem poprawił jego włosy. - My, zwierzchności i zastęp, jesteśmy tu, aby nieść ci pomoc, służyć radą i dzielić się wiedzą nabytą wraz z doświadczeniem. Nie jesteś i nigdy nie będziesz sam.
Cofnął dłoń i podszedł do stolika. Odsunął jedno z krzeseł, zapraszając archanioła gestem, aby usiadł. Zupełnie jakby to, co Jahleel ma do powiedzenia, miało sprowadzić nagłą słabość na jasnowłosego, czy wręcz dosłownie zwalić go z nóg. Odczekał, aż w razie usiądzie lub odmówi, zanim kontynuował. Zależnie od decyzji archanioła, stojąc dalej bądź siadając obok. I tym razem nie poruszył sprawy ciasta.
- Powiedz, jakie masz zdanie na temat wyprawy do Miasta 3?


:::::::
463578
Far'across the sea
People are calling me
From every direction
Calls for their protection
Can't drop this sound
Oh, they cry so loud

:::::::
- Ja tu po duszę zmarłego.
- Ale dopiero zaczął pić :C Nie bądź taki sztywny.
- Trzeba go osądzić.
- Oj tam. Jeden wieczór nikogo nie zbawi, napij się z nami!

avatar
Jahleel

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Jahleel

Liczba postów :
154


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Laviah on 27/1/2018, 19:27
    
„Dobre osoby są niezwykle cenne.”
Białowłosy przytaknął powoli głową, jakby nie mógł się z nim nie zgodzić, jednak jednocześnie nie był pewien, dokąd dokładnie zmierzał brunet. Dlatego też w milczeniu czekał na dalszy rozwój jego wypowiedzi, zachowując przy tym charakterystyczną dla siebie cierpliwość, nawet jeśli chciał już poznać prawdę widzianą oczami Jahleela. Odkąd pamiętał, brał sobie do serca jego zdanie. Kiedy sam nie znał odpowiedzi lub po prostu napotykał na dylemat – wiedział, do kogo powinien się z tym zwrócić. Teraz kolejny raz zadręczał skrzydlatego błahostkami i problemami, z którymi w gruncie rzeczy powinien poradzić sobie sam. Nie czuł się dobrze, przekładając własne sprawy ponad rozmowę, o którą wcześniej prosił go przyjaciel.
Usta błękitnookiego poruszyły się nieznacznie, układając się w bezgłośne „Przepraszam”. Nie wypowiedział tego na głos tylko dlatego, że po raz kolejny nie chciał mu przerywać. Wyglądał jak ktoś, kto wsłuchuje się w kazanie starszego rodzeństwa albo własnego ojca. Mimo że przeżyli na tym świecie niemalże tyle samo lat, czasem czuł się, jakby wiedział o wiele mniej. Nie czuł się z tym źle, biorąc pod uwagę, że o wiele bardziej przerażała go myśl, że musiałby być tym, który zawsze wszystko wie. Tym, który za wszystko odpowiadał.
Ale czy nie na tym polegała rola Archanioła?
„Czy czujesz się gotowy na taki krok?”
Nie odpowiedział. Opuścił wzrok na posadzkę, przyglądając jej się w zastanowieniu. Było to pytanie, na które odpowiedzi można było udzielić dopiero po czasie, szczególnie że teraz wszystkie rany były zbyt świeże. Wiedział to białowłosy i z pewnością wiedział to Jahleel. Wszelkie urazy prowadziły do podejmowania pochopnych decyzji i gdyby tylko otworzył usta, możliwe, że już teraz zrzekłby się swojej posady, sprawiając zawód wszystkim aniołom, którym złożył obietnicę.
Nie mógł jej złamać po pierwszej próbie.
Mimowolnie objął się i potarł rękami ramiona, jakby w archiwum zrobiło się chłodniej. W rzeczywistości potrzebował czegokolwiek, by choć odrobinę się uspokoić. Ostatecznie wystarczył jeden gest, by ciężko wypuścił powietrze przez nos, wyrażając tym samym ulgę.
Dziękuję ― odpowiedział, kiwając głową i wreszcie unosząc wzrok na mężczyznę. ― Masz rację. Nie mogę jednak pozwolić na to, by ktokolwiek miał przy mnie więcej obowiązków niż za czasów poprzednich archaniołów. Postaram się zrobić co w mojej mocy, jednak jeśli któregoś dnia uznam, że niepewność trzyma się mnie zbyt długo albo sam zauważysz, że przynoszę aniołom więcej szkód, nie wahaj się nawet przez chwilę, Jahleelu. O to jedno cię proszę.
Laviah wyraźnie spoważniał i nie było w tym nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że jego dobro nie było na tyle priorytetową sprawą, co dobro Edenu. Wierzył, że co do tego zgadzali się oboje.
„Powiedz, jakie masz zdanie na temat wyprawy do Miasta 3?”
Na pewno wolałbym, aby nikt z naszych braci nie wybierał się tam sam ― odparł, zajmując miejsce na jednym z krzeseł. Starannie splótł ze sobą palce obu dłoni, by zaraz ułożyć je na blacie i obrzucić anioła uważnym spojrzeniem. Jasne oczy zdawały się próbować dociec, co chodziło czarnowłosemu po głowie. Nie wątpił, że jeśli tylko Jahleel zamierzał podjąć się podobnej wyprawy, na pewno zdążył już wszystko dokładnie przemyśleć, jednak Laviah wiedział też, że gdyby przyszło co do czego, na pewno nie wahałby się wkroczyć na cudzy teren bez jakiejkolwiek pomocy. ― Myślę, że już ustaliliśmy, że nie jesteśmy tam mile widziani, więc to mogłoby okazać się niebezpieczne. Jaki byłby cel tej wyprawy?
Mimo wszelkich wątpliwości, jakie żywił do podobnego pomysłu, nie miał zamiaru przekreślać go już na samym wstępie. W gruncie rzeczy nie czuł też, że jego zdanie było na tyle istotne, by miało moc ukracania wolnej woli innych. Nie mógł zakazać nikomu opuszczania Edenu, toteż niewątpliwie doceniał fakt, że skrzydlaty postanowił uprzedzić go o swoim ewentualnym zniknięciu. Gdyby tylko nieobecność brata trwała dłużej, zawsze wiedziałby, w którym miejscu powinien rozpocząć poszukiwania.



WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.
avatar
Laviah

Archanioł






GODNOŚĆ :
Laviah. Po prostu.

Liczba postów :
141


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Jahleel on 27/2/2018, 23:22
    
Nie doczekał się odpowiedzi na zadane pytanie. Rozsądnie, że Laviah nie pali się do podejmowania pochopnych decyzji. Ale prawdopodobnie wie też, że przeciąganie z wyborem nie zawsze jest dobre. Obowiązki będą się piętrzyć. Jedna niewłaściwa ocena sytuacji przyniesie lawinę konsekwencji. Nie zawsze złych i oby te pozytywne przyćmiewały negatywne.
Jahleel poczeka. Wrócą do tej rozmowy. Za parę dni, jak opadną emocje po sądzie. Laviach prawdopodobnie jest wciąż roztrzęsiony. Istotnie teraz lepiej poczekać i złagodzić nieco rozmowę.
- Prosisz mnie o to, abym nie wahał się obalić archanioła? Namawiasz mnie do złego? - To miał być żart. Wypowiedź niepoważna, rzucona na rozluźnienie sytuacji. Abstrakcyjny koncept, w którym Jahleel rzekomo zamierzał sprzeciwić się władzy i wystąpić przeciwko niej. Coś, co do tej pory się nie zdarzyło.
- Czy sprawdzasz, jak oddany ci jestem? - Kolejna wypowiedź niepodszyta żadnymi dowodami. A wręcz fałszywa. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Laviah nigdy nie posunąłby się do takiego kroku. Był zbyt czysty i niewinny. To tak samo cudowne jak i zgubne. Dobroć jest cechą pożądaną, lecz nadmierna łatwowierność może doprowadzić do tragedii.
Zamilkł na parę chwil, wpatrując się w blat stołu i rozmyślając. Ciężar ostatnich wydarzeń zaczynał dawać się we znaki. Ta subtelna, wyczuwalna dla spostrzegawczych nuta rozbawienia gdzieś się ulotniła. Choć mimika pozostała równie uboga, w dziwny sposób można było odnieść wrażenie, że brunet spoważniał.
- Odsuwając żarty na bok, wierzę, że oboje wynieśliśmy bolesną nauczkę z panowania poprzedniego archanioła. - Zaczął, trącając wyjątkowo niewygodne tematy. - Prawdopodobnie większość z naszych braci wolałaby nie pamiętać o tych... incydentach. Nie mogę ich winić, wręcz z całą radością pozwolę im zapomnieć. Aby ten fragment historii przykrył kurz i zostały tylko skromne zapiski w archiwach. Ale nam nie wolno zapomnieć, Laviahu. Tego straszliwego błędu. - Który popełniłem. Może to była buta. Może arogancja, że brał na siebie całą winę. Zupełnie jakby miał być cudownym wybawicielem, zdolnym zapobiec tragedii. Ale najbardziej to było poczucie odpowiedzialności. Obarcza się nim, pragnąć zdejmować jarzmo z barków innych. A on zamiast działać, biernie wypełniał polecenia albo umywał ręce, niezdolny przeciwstawić się władzy. Jego decyzje nie były jedynymi, inne anioły także postępowały wedle wytycznych Metatrona. Nie może ich winić za poddaństwo. Wybacza im bierność. Ale sobie nie wybaczy nigdy. Tego braku odwagi, obrzydliwego tchórzostwa przed wystąpieniem przeciwko popełniającemu grzechy archaniołowi.
- Możesz być pewnym, że nie dopuszczę drugi raz do takiej sytuacji. Jeśli cokolwiek mnie zmartwi, dowiesz się o tym. - Wpatrywał się wciąż w blat stołu, aby za moment płynnie przenieść spojrzenie na rozmówcę. - Oczywiście, nie zakładam, że zaraz każesz komuś obcinać kończyny czy zamykać innych w celach. - Wyciągnął dłoń i przyjacielskim gestem zmierzwił mu lekko włosy. Miał stanowczo za dużo złych nawyków. Ile to już razy złapał się na tym, że myśli o Laviahu jak o dziecku, które potrzebuje porady? Gdyby nie upominał siebie, już dawno by go wziął na kolana i przytulił, pragnąc uspokoić. Chyba zbyt wiele czasu spędza z własnymi uczniami czy wymordowanymi, którzy garną się do jego dotyku. Naprawdę zaczął mieć niezdrowe odruchy. Pozwalanie, aby inni siedzieli mu na kolanach, wtulali się w pierś, byli noszeni przez bruneta na rękach czy przytulali się do niego przez sen, stało się czymś normalnym.
To zazwyczaj działa. Tak zwane スキンシップ, nabieranie zaufania przez fizyczny kontakt. Tyle, że czy wypada zachowywać się tak względem archanioła? To nie jest pierwszy lepszy wymordowany albo odrodzony, który potrzebuje poczuć się bezpiecznie i schować w czyiś ramionach.
Chociaż?
Porzucił własne rozmyślania, zabierając rękę i przerzucając kilka kartek ze stosiku zapisanego wcześniej na sądzie.
- Pamiętaj, że jeśli kiedykolwiek poczujesz się przytłoczony, nie bój się o tym powiedzieć. Jeśli nie będziesz sobie radzić, nie chowaj tego. Bądź ze mną szczery. Nawet, jeśli zechcesz zrezygnować z pozycji. To żadna ujma. Wręcz przeciwnie, przejaw odwagi oraz mądrości, aby trzeźwo ocenić własne możliwości. Opinia innych o tobie nie powinna przysłonić tego, jak sam się czujesz w nowej roli. - A na razie widzę, że niezbyt dobrze.
Wydostawszy odpowiednią kartkę, powiódł po niej spojrzeniem.
- Nie byliśmy mile widziani za czasów Cronusa. Niemniej teraz władza się zmieniła. - Zaczął, odkładając papier. - Muszę przyznać też, że zaciekawiły mnie rośliny, mogące przeżyć na Desperacji. Obecnie borykamy się z problemami jałowości ziemi. Nawet, jeśli użyźni się fragment, zazwyczaj szybko wysusza się ponownie. Jeśli nie pod wpływem palącego Słońca, tak skażonych opadów, kwaśnych deszczy albo rozkopania przez wymordowanych. Jeśliby połączyć wytrzymalsze szczepy z naszymi mocami... - Zamyślił się, stukając cicho palcem w stół i patrząc na kartkę z wypowiedziami Cronusa. - To by dawało szansę na stworzenie ekosystemu, który przetrwałby bez ciągłego podtrzymywania mocami albo bronienia przed wymordowanymi. Nowego biotopu, w którym mutanci mogliby żyć dobrowolnie bez ryzyka, że zachwieją sytuacją między gatunkami. Czegoś, co raz stworzone, osiągnie potem stan równowagi i nie będzie wymagać kontroli anielskiej czy patrolowania przez Zastęp. Brzmi szalenie, prawda? Nie wiem czy i kiedy coś takiego byłoby możliwe. Możesz nazwać mnie naiwnym, ale wierzę, że to jest wykonalne. Co prawda nie wiemy, na jakim etapie stoją badania... I uzyskać do nich dostęp może być bardzo trudno. Ale interesy nasze i miasta się pokrywają. Chcemy tylko dobra ludzi. A przekonałem się osobiście, że wśród mieszkańców są osoby nastawione pozytywnie do aniołów. - Zamilkł na parę chwil, zastanawiając się, jak ubrać w słowa to, co chce powiedzieć. Ile powiedzieć, przede wszystkim. A potem wypuścił powietrze z płuc. Laviah ma prawo wiedzieć.
- Parokrotnie wszedłem w kontakt z członkami wojsk miejskich. Jak widzisz, nie skończyło się to dla mnie dekapitacją, amputacją ani innym okaleczeniem. Wręcz ludzie ci wywarli na mnie pozytywne wrażenie. Chciałbym spotkać się z nimi znowu. Porozmawiać o koncepcji współpracy. Z oczywistych przyczyn nie mogę skontaktować się z nimi listownie. Nie widzę innej możliwości nad poszukanie ich w mieście. Co prawda nie jest to sama władza, niemniej na tyle, na ile się rozeznałem, zajmują zadowalająco wysokie pozycje w wojsku. Powinni mieć przynajmniej na tyle pojęcie, aby wiedzieć, czy nowy dyktator chciałby współpracować z aniołami. - Skomplikowana sprawa. Zawiła kwestia oraz plan, w którym wiele może pójść nie tak. Porywa się z motyką na Słońce? Kto wie.
- Dodatkowo martwi mnie wspomniana kwestia kończących się zasobów i miejsca w mieście. Wierzę, że moglibyśmy pomóc i na ten problem. A przynajmniej załagodzić go choć trochę. - Rozgadał się. Zasypał Laviaha potokiem słów, planów, rozmyślań, informacji. Domyślał się, że powinien teraz dać mu czas na przetrawienie tej sprawy. Wstał zatem, odchodząc, aby zabrać się za szukanie jednego ze zwojów. Niech archanioł spokojnie analizuje sytuację. Jahleel zajmie się przy tym innymi obowiązkami.
- Zabrałbym ze sobą żołnierza zastępu, niemniej obawiam się, że miecz u boku zwróci zbyt wiele uwagi. - Jak sama aparycja większości aniołów. Niewielu potrafi wtopić się skutecznie w nowoczesne społeczeństwo. Nic to zaskakującego czy dziwnego, Eden rządzi się zupełnie innymi prawami. Bliższymi natury, co siłą rzeczy widać po mieszkających w nim aniołach.
- Skoro poruszyliśmy już temat samotnych eskapad, nie chciałbym, abyś poruszał się po Edenie bez towarzystwa. Zdaję sobie sprawę, że to może być męczące, może też paranoiczne. Ale jesteś archaniołem. - Nie wypowiedział do końca swoich obaw, nie uznając tego za konieczne. Wierzył, że Laviah zdaje sobie sprawę, jak istotne jest zapewnienie mu bezpieczeństwa. Dopiero co zyskali archanioła, nie mogą go stracić. Szczególnie, że rzadko jakikolwiek przywódca umiera ze starości w pokoju własnej sypialni. Tym rzadziej, kiedy się było długowieczną istotą.
Odnalazłszy odpowiedni zwój, wrócił do stołu, siadając i rozwijają go. Była to lista członków zastępu. Rozpiska ich patroli, miejsc i godzin, zakresów działań. Szukał, kogo i kiedy może od czasu do czasu przydzielić do rzucenia okiem na bezpieczeństwo Laviaha.


:::::::
463578
Far'across the sea
People are calling me
From every direction
Calls for their protection
Can't drop this sound
Oh, they cry so loud

:::::::
- Ja tu po duszę zmarłego.
- Ale dopiero zaczął pić :C Nie bądź taki sztywny.
- Trzeba go osądzić.
- Oj tam. Jeden wieczór nikogo nie zbawi, napij się z nami!

avatar
Jahleel

Zwierzchność






GODNOŚĆ :
Jahleel

Liczba postów :
154


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Laviah on 20/3/2018, 15:15
    
Namawiam cię do podejmowania słusznych decyzji. Nie śmiałbym wątpić w twoją lojalność. ― Nie po tylu latach. Nie po tym, gdy niejednokrotnie mógł liczyć na pomoc ze strony bruneta. Być może był naiwny, wysuwając tak zdecydowane stwierdzenia, jednak nie odważyłby się nawet pomyśleć o tym, że pewnego dnia Jahleel z jawną premedytacją postanowiłby wepchać kłodę pod jego nogi i z satysfakcją obserwować moment, w którym skrzydlaty upada. Nie śmiał nawet pomyśleć, że ów kredyt zaufania mógł dać Jahleelowi aż nadto dużą przewagę nad nim samym.
Nie był to zresztą czas na podobne przemyślenia.
Nigdy nie planowałem o tym zapominać. Muszę pamiętać, żeby nigdy więcej nie popełnić podobnego błędu. Myślę też, że nie tylko my o tym nie zapomnimy – ci, którzy doświadczyli krzywdy również będą pamiętać. Myślę, że czeka nas sporo czasu i wysiłku, by na nowo zyskać zaufanie nie tylko wśród aniołów, ale i innych istot ― odparł, ze znaną już sobie cierpliwością podchodząc do gestów Jahleela. Nic nie wskazywało na to, by cudzy dotyk jakkolwiek mu przeszkadzał. Nie wiadomo jednak, czy był na tyle uprzejmy, żeby nikogo nie odtrącać czy może faktycznie czerpał z tego przyjemność.
„Bądź ze mną szczery.”
Skrzydlaty bez zastanowienia kiwnął głową. Nie było to coś, o co anioł musiał go prosić. Gdy było się kimś, przy kim inni byli zobowiązani mówić prawdę, samemu nie można było pozostać nieszczerym wobec nich. Albinos doskonale wiedział, że gdyby tylko uznał, że nie jest w stanie udźwignąć na swoich barkach ciężaru pozycji, nie zawahałby się z niej zrezygnować. Obiecał to podczas wyborów, kiedy to jemu przypadł ten zaszczyt, obiecał to samemu sobie, a teraz także obiecywał to Jahleelowi. Milczenie świadczyło jednak o tym, że póki co planował odsunąć na bok swoje wątpliwości. Na świecie odgrywały się właśnie poważniejsze tragedie, zaś on z uwagą zaczął wysłuchiwać czarnowłosego.
Nie uważam, by był to szalony pomysł ― zapewnił go, mimowolnie kiwając głową z uznaniem. ― Tym bardziej, że wierzę, że w twoim interesie leży tylko i wyłącznie dobro przetrwania. Myślę, że fakt, że rośliny potrafią być równie piękne i przydatne, co zabójcze, nie jest obcy żadnemu z nas. Ale uważam też, że Matka Natura już od bardzo dawna oczekuje na podobne wsparcie, zatem każda próba w dążeniu do świetności będzie warta poświęcenia. Jeżeli wierzysz, że ludzie są skłonni do współpracy, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko zaufać twojemu osądowi. Wiem, że w razie czego będziesz wiedział, kiedy będzie należało się wycofać. Jednak z tego co mówisz, ostateczny werdykt będzie należał do przywódcy, z którym jeszcze nie miałeś okazji się spotkać, dlatego mam nadzieję, że pierwsze spotkania będą odbywały się na bardziej neutralnym gruncie, choć z tego, co mówisz, wychodzi na to, że to zgoła niemożliwe. ― Nie wydawało mu się, by musiał rozwijać temat i tłumaczyć, o co dokładnie mu chodziło. Żadna ze stron nie mogła ryzykować tym, że druga zyska przewagę. O ile ze strony aniołów nic nikomu nie groziło, tak osobiście nie miał większej styczności ze wspomnianymi ludźmi. ― Dlatego uważam, że zabranie ze sobą członka zastępu będzie najlepszym rozwiązaniem. Jeżeli ludzie poproszą o złożenie broni, zgoda na to będzie z naszej strony dodatkową deklaracją tego, że nie mamy wobec nich złych zamiarów. Jeśli zajdzie sytuacja, w której moja obecność okaże się niezbędna, pamiętaj, że zawsze służę pomocą, dlatego będę chciał, abyś zabrał ze sobą najszybszego z moich posłańców. Dzięki niemu będziemy mogli utrzymywać stały kontakt. To nadal szmat drogi do pokonania, ale z pewnością poradzi sobie z nim lepiej i nie będzie rzucał się w oczy. Na razie tylko tyle mogę zrobić. ― W końcu póki co miał jeszcze jedną, dość istotną sprawę do załatwienia. ― Jeśli chodzi o zasoby i miejsce, tę kwestię należałoby uzgodnić z samymi zainteresowanymi. Na tym etapie trudno powiedzieć, czy będą tym zainteresowani i na ile zaufają nam w kwestii ingerowania w ich tereny. Nie można uszczęśliwiać nikogo na siłę.
Uniósł wzrok, machinalnie wiodąc nim za skrzydlatym.
„(...) nie chciałbym, abyś poruszał się po Edenie bez towarzystwa.”
Obawiam się, że nie mogę spełnić tej prośby, Jahleelu ― odpowiedział spokojnie. Mimo że ton głosu Laviaha pozostawał niezmienny, w jasnych tęczówkach jaśniała chłodna powaga, deklarująca jasno i wyraźnie, że nie zamierzał zmienić zdania. Nie mógł go zmienić, złożywszy obietnicę, której treść była znana tylko jemu samemu. ― Wiem, że to właśnie ty, jak nikt inny, chcesz mojego dobra, ale obecnie to moją rolą jest dbanie o dobro aniołów. Musisz zrozumieć, że czułbym się niewłaściwie, gdybym powierzył innym swoje bezpieczeństwo i – trudno mi nawet o tym myśleć – zmusił ich do narażania swojego zdrowia lub życia w mojej obronie.
Opuścił spojrzenie na wyciągnięty na stole zwój. Wystarczył krótki rzut okiem, by zrozumieć, co było na nim zapisane, jak i powiązać fakty z wcześniejszymi intencjami czarnowłosego. Białowłosy odetchnął głębiej, bezgłośnie wypuszczając powietrze nosem, zanim niespodziewanie uniósł dłoń, dosięgając nią głowy skupionego na swoim celu skrzydlatego. Tym razem to on przesunął palcami po jego włosach, choć był to dużo bardziej niepewny gest, jakby robił coś, czego właśnie próbował się nauczyć i wraz z każdym przesunięciem opuszek usiłował upewnić się, czy robi to dobrze. Na początku gest ten mógł przypominać zaledwie łaskotanie, jakby jakiś niesforny owad właśnie zaplątał się w jego kosmyki i próbował znaleźć drogę ucieczki. Wreszcie jednak archanioł przedarł się przez tę niewidzialną barierę, zdobywając się  na wyczuwalny dotyk. Wyglądało na to, że ich role odwróciły się na te kilka milczących sekund, nawet jeśli ostrożne głaskanie nijak nie przypominało pewnego mierzwienia włosów.
Cofnął rękę, zwijając palce w luźną pięść, zanim oparł ją na stole, częściowo przysłaniając rozciągnięty arkusz papieru.
Swoje bezpieczeństwo pozostawiam sobie. Wam powierzam wiarę w to, że jestem w stanie ochronić siebie samego. Jeśli nie będę tego potrafił, co stanie się, gdy będę musiał stanąć w obronie Edenu?



WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.
avatar
Laviah

Archanioł






GODNOŚĆ :
Laviah. Po prostu.

Liczba postów :
141


Powrót do góry Go down





Re: Archiwa Edeńskie. Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: (!) Góra Babel :: Katedra

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach