Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Go down

Kryjówka pod gruzowiskiem  [Piwnica Shaya] - Page 7 BcBUAYU

Nie sądziła, że kiedykolwiek dobrowolnie i samowolnie powróci w to przeklęte, śmierdzące miejsce - nie przekroczyła jeszcze co prawda progu drzwi prowadzących do piwnicy, lecz już je z daleka dostrzegła; już znajdowały się w zasięgu jej wzroku; już czuła ten odór królujący w tym zasyfionym, brudnym pomieszczeniu, gdzie Córeczka była uwięziona. Z jednej strony przywędrowanie tu ani odrobinę jej się nie podobało i ziarenko toksycznego przerażenia zalęgło się uparcie w jej sercu, z drugiej jednakże wściekłość buzująca i trująca, i paląca zagłuszała wszystko inne; zmywała z powierzchni umysłu jakiekolwiek wątpliwości i strach, i panikę niby szaleńcza fala tsunami; popychała ją do przodu, ku celowi iście wybuchowemu. Parsknęła pod nosem niczym zwierzę dzikie i nieoswojone, zaraz kaszląc bez opamiętania i nieomalże przy tym nie wymiotując. Odetchnęła, prostując się ze swojej pochylonej do przodu pozycji i przetarła wierzchem drżącej dłoni popękane, blade usteczka. Przyodziana była w swój standardowy mundurek, na który zarzuconą miała swoją wierną, ciężką pelerynę podróżną o magicznych właściwościach - wcześniej, tuż przed przyjściem tutaj, zahaczyła o Czarną Melancholię i zostawiła w portierni bluzę należącą do młodzieńca jakiś czas temu poznanego oraz karteczkę w jednej z jej kieszonek z krótkim, nabazgranym Przepraszam. Użyła mocy cieni, ażeby przemknąć koło drzewa zamieszkałego obecnie przez jej gawraka - którego tam zostawiła i obiecała mu, że wróci - i nie zwrócić na siebie jego uwagi, a także również i ze wsparciem mroku stamtąd uciekła.

Serce jej pękało, kiedy ujrzała Arashi'ego - słodkiego, opiekuńczego, jej najlepszego przyjaciela i towarzysza - siedzącego smętnie na gałęzi i spoglądającego smutnymi, fioletowymi ślepkami w dal, w horyzont tak mu niedosięgły jak ona. Protesty wyły w jej myślach, zdrowy rozsądek przebudził się z tykiem i tęsknota niemożliwa zamurowała ją kompletnie na dobrą, ciągnącą się chwilę. Zdusiła jednak to wszystko w sobie i czmychnęła spod hotelu z podkulonym ogonem oraz zjadającą ją od środka złością - na Apokalipsę, na świat, na ludzi, na siebie. Lepiej mu będzie - przekonywała się niezłomnie i w kółko, i maniakalnie wręcz - i nie zarazi się od niej Plagą okropną, i nie będzie wciągany w niebezpieczne, prześladujące ją na każdym wydawać by się mogło kroku sytuacje. Nie podobało jej się to i rozpacz rozrywała ją od środka, i żar gryzł szpilkowatymi ząbkami w krtań, lecz nie obejrzała się przez ramię, nie zrezygnowała ze swego świeżego zamysłu, nie wróciła do ukochanego gawraka. Odetchnęła raz i drugi, zaciskając drżące palce na rękojeści rozłożonej, przygotowanej do potencjalnej akcji łopaty oraz przysiadając na którymś z większych, płaskich głazów. Z peleryną okalającą jej smukłą posturę i głębokim kapturem rzucającym cień na chorobliwie bladą, naznaczoną paroma krostami twarz oraz płonące oczy o szkarłatnej niby świeża krew oczach przywodziła na myśl niezwykle realistyczną, groteskową rzeźbę niepasującą kompletnie do otaczających ją ziem. I czekała cierpliwie i nerwowo jednocześnie, co jakiś czas zerkając na wyświetlacz swojej wiekowej, fałszywej przepustki.


Kryjówka pod gruzowiskiem  [Piwnica Shaya] - Page 7 Q7e14lB


MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
Kryjówka pod gruzowiskiem  [Piwnica Shaya] - Page 7 Sdwb9Gs
                                         
Karyuudo
Dezerter
Karyuudo
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down

Nie potrafił odmówić pomocy. Co prawda zwykle pod chęcią pomagania kryło się proste pytanie — co ja z tego będę miał? Tutaj wystarczające było pewne zabawne słowo, które po prostu mu się spodobało. Móżdżek wymordowanego nie potrzebował zbyt wiele, ale „ragnarok” zdawał się wszystkie te potrzeby zaspokajać.
  Dziwne australijskie kitku przyjęło więc autostopowicza w postaci menelskiej walkirii, nieszczególnie przejmując się jej wyglądem. Może akurat szkoliła się w dziedzinie kamuflażu? Mimo wszelkich robaczków, które rozbijały się na jego twarzy w czasie lotu na Lucy, przeczuwał, że to będzie fantastyczna zabawa. Miał tylko nadzieję, że jego gapowiczka nie spadnie... Bo nie wyglądała przecież najlepiej. Biedactwo było takie bardzo biedne, że aż mu serce pękało. Może dzięki temu wszystkiemu będzie mógł otworzyć wycieczki turystyczne śladami Apokalipsy?
   Oczy zabłysnęły z radością, której teraz nikt nie mógł przecież zobaczyć. Elliott leciał za Rei, chcąc ją w razie czego łapać i asekurować. Lucy była dobrym wierzchowcem, ale ktoś, kto nie miał prawa jazdy kategorii faros, mógł mieć problemy z utrzymaniem się na jej grzbiecie. Nie przejmował się jej chorobą. W Australii takie zdarzały się co drugi wtorek!
Lucy, Lucy!   – zacmokał do smoczydła – to tutaj, na dół!   – zgodnie z jego poleceniem, samiczka farosa zaczęła coraz bardziej się zbliżać do ziemi, aż w końcu stanęła na powierzchni. Elliott zszedł z jej grzbietu pierwszy i wyciągnął rękę do Rei, chcąc pomóc jej zejść. Jemu samemu złażenie z gada z początku się totalnie nie udawało, więc zrozumie, jeśli ta spadnie. Naprawdę, będzie się śmiał tylko chwilę.
Linijki lotne STRAYA AIRLINES rekomendują się na przeszłość   – oznajmił z wręcz przerysowanym zadowoleniem, rozejrzawszy się po okolicy. Rozprostował kości, po czym wyhaczył spojrzeniem... Kogoś. To sojusznik? To typ, któremu mieli zrobić bum w mordę? Ma... Kotki w piwnicy? – Znasz typa? Wygląda jak postać z erpega!
                                         
Elliott
Opętany
Elliott
Opętany
 
 
 


Powrót do góry Go down

Jej już było kompletnie wszystko jedno. Spadnie i się zabije od wysokości czy zdechnie od tego gówna, którym zaraziła się totalnie z dupy i nie wiadomo gdzie. Raczej nie był to wirus, bo zdechłaby już dawno temu, zamiast tego trwała w totalnym Schrödingerze ni to żyjąc ni to nie żyjąc. Z zewnątrz wyglądała jak pół dupy zza krzaka wygrzebany z ziemi nieboszczyk ożywiony przez jakiegoś szalonego Frankensteina. W środku miała ochotę umrzeć, żeby przestać się męczyć i być kulą u nogi wszystkich swoich towarzyszy. Żeby wyjść z gór należących do Smoków musiała naprawdę się namęczyć – pilnowali jej skubańce, pewnie żeby nie pozarażała jeszcze większej ilości ludzi podczas swoich pijackich halucynujących wypraw pod monopolowy w nieznane. Łaziła w gorączce i bredziła, ale bardzo często nawiązywała do Ragnaröku, o którym naczytała się za dzieciaka. Nic więc dziwnego, że wreszcie się ktoś nią zainteresował w sposób inny niż kazanie się odpieprzyć.
Było jej tak wszystko jedno, że wsiadła na wielkie jaszczurowate coś z wymordowanym.
A przecież nienawidziła wymordowanych.
Odkąd Grobokoparka napisała jej ze zleceniem, grzebała w swojej pracowni, nie niepokojona przez nikogo. Zebrała tyle amunicji ile wlazło, a potem wysypywała z niej proch. Łuski jednak też się przydawały, bo po oczyszczeniu przetopiła je na kolejne części do bomby. Robiła coś z niczego, choć dobrze wiedziała, że stać ją na więcej. Gdyby miała więcej zdrowia i czasu załatwiłaby coś potężniejszego, ale musiał wystarczać czarny i bezdymny proch, który wyskrobała ludziom z karabinów. Niestety nie doszukała się dynamitu, atomu też by nie rozszczepiła. Nie wiedziała co ma zostać wysadzone, ale skoro miało być najmocniejsze co ma, to miała. Beczka potrafiła zrobić ogromne bum, ale nieszczęściem nie zgromadziła aż beczki.
Trzymała się czego popadnie, ściskając okrągłe naczynie, tuląc je do piersi. Była już w najbardziej zaawansowanym stadium choroby, więc zasłanianie twarzy mijało się z celem. Potrafiła zarazić kogoś samą obecnością, co już zdarzyło się parę razy. Ale nie przejmowała się tym. Jeśli miała być siewcą plagi i jednym z elementów Ragnaröku, to nie będzie przecież sprzeciwiać się woli bogów. Jeśli wszyscy polegną w boju podczas tej choroby, to i tak spotkają się w Walhalli, gdzie miejsce wojowników.
Chciała nawet skorzystać z pomocy przy schodzeniu, ale zakręciło jej się w głowie, w dodatku zaplątała się we własne łachy, przez co jej wychudła dłoń minęła się z palcami Australijczyka o centymetry, a cała menelska walkiria poleciała w dół, lądując w piachu. Odruchem tylko uniosła bombę nad głowę, chroniąc ją przed podzieleniem swojego losu. Nie chcieli przecież przedwczesnego wybuchu na skutek wstrząsów. Była saperem, nie terrorystą.
Zieeeeeeemia na horyzoncie! – wykrzyknęła mordą w piachu i zarechotała wypluwając drobinki, kaszląc, plując krwią. Trochę potrwało nim wreszcie się pozbierała. Kopnęła w piach starając się odzyskać równowagę. Niedbałym ruchem otarła twarz z nadmiaru ziemi, rozmazała nieco kurz i pył, jeszcze bardziej pokryła twarz czernią węgla.
Questgiver – odpowiedziała krótko. Jej akcent niekoniecznie zezwalał na wypowiedzenie tego poprawnie, w dodatku nie umiała angielskiego. Nie na tyle, by móc się komunikować, co najwyżej na poziomie gier czy filmów, gdzie wyłapywała pojedyncze słowa. Unosząc bombę nad głowę zbliżyła się chwiejnym krokiem do Karyuudo, też mocno przetyranej przez życie. Obie zdecydowanie nie wyglądały na takie, co zaraz zatańczyłyby wesołego kankana. Sora na dodatek wyglądała jak trzy ćwierci do śmierci, jej postura zmalała nieco, wychudła, choć najbardziej było to widać po zapadniętych policzkach. Mięśnie jeszcze utrzymywały jakiś poziom, ale twarz i palce były w najgorszej kondycji. Była odwodniona, niewyspana, jadła niewiele z obawy przed wymiotami. Spękane wargi, szkliste oczy chorego z wysoką gorączką. Wszystko przed oczami falowało, a na dodatek było jej zimno, choć pogoda raczej dopisywała. Spomiędzy silnej woni ziół przebijał się też smród zgnilizny.
Nie powinnam pewnie pytać po co ci to – bardziej stwierdziła niż spytała, kierując swoje słowa do Karyuudo. Wyciągnęła dłonie z kulą w jej stronę, odwróciła głowę w bok, by odkaszleć parę razy. – Nie miałam zbyt wiele czasu, ale powinno wystarczyć do rozwalenia pomieszczenia czy mniej stabilnego budynku. W środku ma jeszcze gwoździe, jeśli celem jest grupa żywych.
                                         
Wiedźma Rei
Salamandra     Desperat
Wiedźma Rei
Salamandra     Desperat
 
 
 

GODNOŚĆ :
Sora Rei Hayashi


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 
Nie możesz odpowiadać w tematach