Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down


Było mu okropnie niewygodnie i powoli coraz bardziej zimno. Mimo, że władał żywiołem lodu, nie potrafił powstrzymać się od lekkiego drżenia. Nie skarżył się jednak, zakładając, że jak będzie grzeczny, to szybciej go wypuszczą. Chciał, żeby tak było. Wmawiał sobie, że to jak wizyta u lekarza - dźgną go parę razy, sprawdzą, czy nie złapał jakiegoś syfu i puszczą. Nadzieja była matką głupich, a on, jak powszechnie było wiadomo, był głupi i do tego mega pechowy. Na szczęście szalona pani naukowiec nie zapomniała w szale badań o swojej zabawce i nawet zapewniła mu odrobinę ciepła. Spojrzał na nią z odrobiną zdziwienia, ale mruknął ciche "dzięki", nie chcąc być niemiłym. Nawet w niewoli, mimo licznych buntów, starał się mieć dobre serce i zachować resztki wychowania. Zawsze mu mówiono, że trzeba być miłym dla ludzi, bo coś tam. Nie zapamiętał tylko powodu, ale starał się nie być postrzeganym jak podły, pierzasty kurczak.
Nawet nie zauważył momentu, w którym zasnął. Regeneracja złamanego skrzydła była bardzo męcząca, a już wcześniej stracił sporo sił podczas nieudolnej próby bronienia się. W dodatku coś dźgało go dziwnie w serce tym nieznośnym uczuciem, które musiał znosić od wielu lat. Czyżby znudzili się oczekiwaniem na jego powrót i przydzielili mu nowego podopiecznego? Któż miał niby być tym pechowcem, który dostał anioła-idiotę jako nadzorcę i przewodnika duszy?
Miał sen, choć niezbyt odprężający i żwawy. Siedział w miejscu, nie mogąc się ruszyć. Widział tylko światło bijące z oddali, zza wzgórza. Bolały go wszystkie części ciała, poza oczami, które nigdy nie męczyły się z powodu jasnego oświetlenia. To chyba była jedyna zaleta jego posiadanych zdolności nadprzyrodzonych - mógłby gapić się prosto na słońce, a te nie oślepiałoby go nawet trochę. Tak zaginał płynące w jego stronę promienie, że nie trafiały we wrażliwe miejsca. Cały sen opierał się właśnie na promieniowaniu i jego bezsilności. I kiedy już Cassielowi wydawało się, że zrozumie sens tego całego przedstawienia, obudził się na zimnym stole laboratorium, otulony kitlem, z nikłym bólem w skrzydle, które jeszcze nie do końca się zregenerowało. Westchnął ciężko.
- Heeej, pani naukowiec - odezwał się zmęczonym głosem. Nie był pewien jak długo spał, czy w ogóle jeszcze żył. Może to tylko pośmiertne halucynacje w miejscu, do którego wracają anielskie "dusze"?
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry