:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Alicja on Sro Lis 15, 2017 3:16 am
Obiad?
Słowo klucz. Alcia zjadła ciasto, ale na obiad zawsze się znajdzie miejsce w brzuszku.
Ucieszyła się, słysząc, że nie będzie mięsa. Nie była wegeterrorystką, ale jednak... Zawsze milej. Na Desperacji schudła niesamowicie, naprawdę próbując ograniczyć mięso, bo bez niego przeżyć się nie dało. Tutaj, w Eden, nie ma tego problemu. Sama przecież może sobie wyhodować pomidora w kilka minut. To naprawdę wygodne. Problem w tym, że trochę rozleniwia człowieka. Po co iść do sąsiada pięć kilometrów dalej, jeżeli możesz machnąć ręką, wysilić się i warzywko samo Ci się pojawia na grządce?
Zerknęła na kota, który próbował dobiec do Kuny. Nawet nie wstała z fotela, wiedząc, że zwierzaki nic sobie nie zrobią. Powstrzymała parsknięcie śmiechem, gdy kociak odbił się od nóg Jahleela. Wyglądało to naprawdę komicznie.
- Myślę, że mogą się razem pobawić -stwierdziła rozbawiona. - Twój kot chyba nie chce zrobić niczego złego Kunie, to tylko zabawa.
Kromstak tymczasem patrzył nieufnie w podłogę, którą przed chwilą pokrywała warstwa lodu. Liznął drewno, potuptał łapkami i burknął niezadowolony. Wyglądał jak Janusz z mema, który mówi "Co to za czary". Zerknął potem na kociaka, zadowolony podskoczył i wydał z siebie kromstakowy odgłos oznaczający radość. Wyglądało na to, że Kuna nie obawia się swojego nowego przyjaciela.
Alicja tymczasem stanęła w dość dużej odległości od Lilo. Tak, żeby jej nie przeszkadzać wiszeniem dziesięć centymetrów od niej, ale również tak, żeby coś widzieć. Była naprawdę zaciekawiona całym eksperymentem.

_________________
xXx
And if we should die tonight,
then we should all die together


     



Alicja
-----------
Odrodzona

avatar

Liczba postów : 163
GODNOŚĆ : Alicja Wieczorek.

Powrót do góry Go down

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Jahleel on Pią Lis 17, 2017 4:41 pm
Ten lekki, beztroski śmiech był bardzo przyjemny. Cieszył się, że Lise mogła choć chwilę odpocząć od trosk Desperacji. Zapomnieć o problemach tamtego świata i odpocząć psychicznie, regenerując także swoje siły. Każdemu potrzebna jest przerwa. Nawet, jeśli tak trywialna i krótka jak wizyta u znajomego w Edenie.
Podszedł do Alicji, ufając jej wiedzy dotyczącej zwierząt. Jeśli mówi, że to tylko zabawa... Widać tak musiało być. Pogłaskał kota pod brodą, kiedy ten zaczął mruczeć, zanim oddał zwierzę w ręce odrodzonej. Kocur spojrzał niebieskimi oczami na anielicę, przyglądając jej się. Można było odnieść wrażenie, że wręcz oceniająco. Dobrali się z właścicielem. Nie ma co. Oboje wyglądają jakby wiecznie kogoś milcząco oceniali, chociaż prawda jest zgoła inna. Tak jak i kot nie był zdolny do szufladkowania innych, tak brunet starał się nigdy nikomu nie przyklejać żadnych łatek, a własnych obserwacji używając do pomagania innych, nie stygmatyzacji.
Zwierzak chwilę poświęcił wąchaniu bluzki Alicji, zanim otarł się o jej pierś i zeskoczył, aby wrócić do zabawy z januszowym kromstakiem.
Anioł w tym czasie skupił uwagę na węglu.
Spokojnie poczekał, aż Lise się przygotuje. Nie mówił nic, nie rozpraszał. Nie zwrócił też uwagi na tę pozę, która mało była odpowiednia dla damy. W tym momencie nie miało to znaczenia tak długo, jak łowczyni czuła się komfortowo i mogła wykorzystać swą moc w pełni. Szczególnie, że wcale mało wysiłku cały proces nie zużywał. Na szczęście oboje byli stworzeni przez Pana; tchnięci do istnienia przez Jego ogień. Ich kontrola nad żywiołami stała na wyższym poziomie niż aniołów zrodzonych lub odrodzonych. Rozumieli własne moce niemalże podświadomie. Żywioły były częścią ich jestestw, wplecione misternie w strukturę duszy nici stwórcze.
Szybko zaczął działać powietrzem. Nie mogli doprowadzić do tego, aby węgiel zapłonął. Ciśnienie musi być tak duże, aby odłamek nie był w stanie zająć się ogniem, ale uległ parciu i zmienił swoje wnętrze. Zatem jak tylko robił się czerwony od rozgrzewającej go mocy, Jahleel zwiększał ciśnienie napierające na kamyczek. Musiał też uważać, aby go nie zmiażdżyć. Ciśnienie i gorąc powinny iść w parze, równomiernie się rozkładając się i współgrając, by osiągnąć idealne warunki do zmiany struktury wewnętrznej węgla. Do zmuszenia pojedynczych atomów, aby przemieściły się i z chaotycznej zbiorowości indywiduów przypominającej podartą sieć rybacką, stały się symetrycznym kryształem.

_________________
Spoiler:

463578



Jahleel
-----------
Zwierzchność

avatar

Liczba postów : 57
GODNOŚĆ : Jahleel

Powrót do góry Go down

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Yuu on Pią Lis 17, 2017 8:06 pm
[Ingerencja MG]
Wyniki rzutu na powodzenie: link


Wspólne działanie dwójki aniołów, ich moce oraz skupienie na działaniu zaskutkowały pozytywnym wytworzeniem diamentu. Był jednak taki moment w całym procesie, kiedy dłoń Jahleela zadrżała wyraźnie, przez krótki moment ciśnienie nie było dostatecznie duże. Chociaż wszystko skończyło się szczęśliwie, gdy oboje powoli wyciszali swoje moce, mogli dostrzec, że opalizująca powierzchnia diamentu ma kilka wyraźniejszych zarysowań. Chociaż niewątpliwie udało im się osiągnąć to, o co się starali, nie będą w stanie osiągnąć maksymalnej ceny za wytworzony przedmiot. Dla znawcy będzie on bardzo średniej jakości, dla jakiegoś głupca... cóż, diament to diament.

Lilo: osłabienie na 2 posty.
Jahleel: osłabienie na 2 posty.

Wytworzono: Diament średniej jakości, z kilkoma wyraźnymi rysami wewnątrz i na powierzchni.

_________________



Yuu
-----------
Przywódczyni

avatar

Liczba postów : 4815

Powrót do góry Go down

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Lilo on Pią Lis 17, 2017 11:58 pm
Była tak skoncentrowana na swoim zadaniu, że w pewnym momencie na kilka sekund zapomniała o oddychaniu. Czuła leciutkie mrowienie w czubkach palców, jak gdyby jakaś nieznana siła próbowała przyciągnąć je do rozgrzanego węgielka. Ostrożnie podniosła powieki i wzięła głęboki wdech; zdawało jej się, jakby pracowała nad tym maleńkim odłamkiem kilka godzin, choć minęły dopiero sekundy. Temperatura musiała być już jednak znaczna, takie przynajmniej miała przeczucie. Przez kilka może zbyt długich chwil nie działo się nic szczególnego. Zaczęła zastanawiać się, czy uda jej się dokończyć dzieła, nim użycie mocy całkowicie wypierze ją z wszelkich sił. Przychodząc do dworku, była wypoczęta i rześka, a teraz mogła wręcz poczuć, jak energia opuszcza ją z chwili na chwilę. Ale nie mogła sobie pozwolić na słabość czy rozproszenie, musiała dotrwać do końca.
Nagle coś się zmieniło. Powierzchnia bryłki wyglądała teraz inaczej, choć Liselotte nie była pewna, jaki efekt byli w stanie otrzymać. Przerwała jednak zwiększanie temperatury obiektu i lekko machnęła ręką, chcąc teraz nieco schłodzić węgielek. Kusiło, żeby wziąć go do ręki, ale najpewniej tylko by się oparzyła. Wciąż musiał być bardzo gorący i nie mogła go dotykać, ale przybliżyła nieco twarz i spojrzała na przedmiot uważnie. Potem przeniosła wzrok na Jahleela, przyglądając się mu pytająco.
- Jak myślisz... udało się? - spytała cicho, przekrzywiając głowę i obserwując teraz niby-diament z innej strony. Nie spodziewała się uzyskania idealnego efektu za pierwszym podejściem; po to mieli cały talerzyk bryłek, żeby nie opierać się na tylko jednej próbie. Przydałoby się jednak zbadać uzyskany obecnie efekt i sprawdzić, czy n pewno do wszystkiego zabrali się dobrze. Może gdyby coś poprawić, następny węgielek uda się już przekształcić lepiej.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3831
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Jahleel on Sob Lis 18, 2017 6:36 pm
Ciężko było się zgrać. Musiał uważać i na kamyczek, i na rękę Lise. Bał się przesadzić z mocą, bo jakikolwiek odłamek ugodziłby w pierwszej kolejności w palce anielicy. Jeśli nie przebijając, to parząc dotkliwie i wbijając się w skórę. Ta świadomość go stopowała. Fakt, iż za dobrze nie widział węgielka przez jej palce, również nie pomagał. Sprzyjało to tylko nieciekawym wyobrażeniom rozgrzanego do nieludzkich temperatur kamienia, topiącego mięso i wypalającego dziurę w śródręczu Lise.
W pewnym momencie w pomieszczeniu rozległ się cichy dźwięk, przypominający pisk ocierających się o siebie kamieni. Trzeba przyznać, że pomimo niezachwianego opanowania, nieco się przestraszył i na moment zwolnił nacisk powietrza na węgielek. Ten ruch był jednak zgoła zgubny. Zamiast dociągnąć przemianę do końca, spowolnił ją w najgorszym momencie, doprowadzając do powstania skaz w kamieniu. Nadrobił co prawda z czasem, niemniej defektów nie dało się już naprawić. Krystaliczny odgłos zwiastujący zeszklenie powierzchni, wyznaczał koniec ich pracy.
Anioł przymknął na chwilę nie dłuższą niż dwa oddechy oczy, czując, jak ogarnia go zmęczenie. Nie chciał jednak dać tego po sobie poznać.
- Muszę przyznać, że proces ten wymaga więcej energii niż się spodziewałem. - Odezwał się, zanim wspomógł ochładzanie diamentu swoją mocą. Niezbyt mocno, jako, iż wycieńczenie narzucało mu pewne ograniczenia w danym momencie.
Nie tylko wyczerpujący, ale też do końca niesatysfakcjonujący pod względem czasowym. Jednak... Jakby nie spojrzeć, im dłużej to zajmie, tym dłużej Lise odpocznie w Edenie. Czy to zatem takie złe, iż miast jednego wieczora, spędzą nad tym parę dni? Każdego po trochu. Z czasem na pewno dojdą do perfekcji w wykonywaniu diamentów. Lise psychicznie odpocznie, naje się. Jahleel przygotuje dla niej bagaż.
Oczywiście niezbyt długo. Pacjenci też nie mogą czekać. Ale w tym czasie anioł wyśle też list i skontaktuje się z pewnym bardzo starym znajomym. Oraz pośle po bardziej pospolite zioła do lasu, by anielica dotarła do szpitala nie tylko z diamentami, ale też porcją bandaży, opatrunków i suszonych roślin. Może nawet ktoś pójdzie z nią, jeśli torba okaże się zbyt ciężka.
- Proponuję odłożyć to już na dzisiaj. Lise, może zostaniesz na noc? Przygotuję ci sypialnię. - Rzucił, poprawiając sobie włosy. Parę kosmyków zdążyło lekko przykleić się do wilgotnego od potu czoła. Delikatnym gestem ściągnął wilgoć z twarzy, aby znów wyglądać nieskazitelnie. I przede wszystkim nie czuć się lepkim.

_________________
Spoiler:

463578



Jahleel
-----------
Zwierzchność

avatar

Liczba postów : 57
GODNOŚĆ : Jahleel

Powrót do góry Go down

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Lilo Yesterday at 9:22 pm
- Widzisz, to ja myślałam, że będzie gorzej. - Odchyliła się na fotelu, pozwalając plecom przylgnąć do oparcia i odciążyć nieco kręgosłup. Nie była to może najbardziej elegancka poza, ale Lise nigdy do końca nie przejmowała się takimi konwenansami. Wychodziła z założenia, że jeśli komuś coś będzie przeszkadzało, to będzie miał na tyle oleju w głowie, żeby powiedzieć o tym wprost. A jeśli nie, to najwyraźniej materia nie jest aż tak poważna, by brać ją pod uwagę. W tej chwili zaś tym, czym przejmowała się najbardziej, było utrzymanie się we względnie pionowej pozycji i pozostawienie oczu otwartych. Tak intensywne użycie mocy okazało się bardzo męczące, choć początkowo bała się, że może się skończyć gorzej. Była nastawiona na wiele różnych opcji; przemyślała nawet scenariusz, w którym z powodu wyczerpania traci przytomność, co byłoby już dość ekstremalnym efektem. Na szczęście obyło się bez tego - gdyby miała mdleć przy każdej próbie, wyprodukowanie zadowalającej ilości diamentów zajęłoby całe wieki.
- T-tak, tak chyba będzie najlepiej - przyznała, po czym westchnęła ciężko. - Myślałam, że przenocuję u siebie, ale pewnie jest tam kurzu na pięć centymetrów. A jeśli na coś już nie mam siły, to na pewno na sprzątanie.
Nie była w swoim domku od... no, na pewno minęło już wiele miesięcy, a nie miał się nim raczej kto zająć. Wprowadzenie się do niego z powrotem będzie wymagało sporo wysiłku, by pozbyć się zalegającego kurzu, pajęczyn i wszelkiego innego dobrodziejstwa. Wypadałoby sprawdzić, czy dach nie przecieka, czy zbiornik do podgrzewania wody nie ma uszkodzeń... tak dużo do zrobienia za każdym razem, kiedy wracała! Przez to wszystko często zastanawiała się, czy takie przemieszczanie się wciąż między podziemiami miasta a Edenem miało jakikolwiek sens. Tyle razy myślała, że przecież rozsądniej byłoby odpuścić sobie utrzymywanie mieszkania w Rajskim Mieście, w którym bywała raz na kilka miesięcy, a zamiast tego podczas sporadycznych wizyt nocować u znajomych. Ale jednak było coś, co nie pozwalało jej porzucić miejsca, w którym pierwszy raz poczuła, że naprawdę ma rodzinę. Przez setki lat powstrzymywała ją nadzieja na to, że zaginiony od dawna Jenevier któregoś pięknego dnia właśnie tam wróci. Teraz, kiedy wiedziała że na pewno żyje i jeszcze kiedyś się zobaczą, tym bardziej nie było mowy, żeby odpuściła. Zostało postanowione.

_________________
:



Lilo
-----------
Medyk     Anioł

avatar

Liczba postów : 3831
GODNOŚĆ : Liselotte Margaret Merricks

Powrót do góry Go down

Re: Dworek Jahleela    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Eden :: Rajskie miasto