Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 2 1, 2  Next   

Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Gustav on Sob Cze 10, 2017 12:52 pm
Niezbyt duże pomieszczenie, które mieści się na czwartym piętrze. Wystrój jest tutaj wyjątkowo prosty, bowiem oprócz biurka, które znajduje się na wprost otwieranych drzwi, znajduje się niewielka kanapa po prawej stronie pod ścianą, na której są wstanie pomieścić się dwie osoby, a przed nią stoi mały szklany stoliczek. Po prawej i lewej stronie nieopodal biurka Generała znajdują się dwie gabloty na różne ważne książki i dokumenty. Ogromne okno mieści się zza biurkiem mężczyzny, z równie ogromnymi zasłonami. Uzupełnieniem wnętrza jest miękki, ciemno czerwony dywan z kolorowymi wzorami na środku pomieszczenia oraz obrazy powieszone na ścianie. Jeden nad kanapą, zaś drugi obok lewej gabloty.

_________________
x x x


x x x



Gustav
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Gustav "Bronson" Fridtjof Connery.

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Gustav on Sob Cze 10, 2017 2:04 pm
Głośny huk rozległ się po gabinecie mężczyzny, kiedy to z impetem wszedł do środka. Usiadłszy przy biurku, otworzył jedną z małych szuflad, które zwykle zamyka na równie mały kluczyk i ze złością w ruchach zaczął czegoś szukać. Było to coś na tyle ważnego, że musiał mieć to wręcz zaraz natychmiast. Oczywiście chodziło tu o jeden z dokumentów. Pomimo zdenerwowania jakie emanowało z mężczyzny, w mgnieniu oka udało mu się znaleźć rzekomy dokument, po czym zaś wyszedł z gabinetu, ponownie trzaskając za sobą drzwiami. Łatwo można było się domyśleć, że dzisiejszy dzień nie należał do tych najlepszych. Było od cholery pracy, miliony raportów do zrobienia, zgłoszenia do przyjęcia i wszystko inne na co Fridtjof nie miał najmniejszej ochoty. Ale wiedział, że nikogo to nie obchodziło i musiał zająć się swoją jakże interesującą pracą.
Po wielu godzinach latania w tą i z powrotem, w końcu udało mu się na spokojnie dotrzeć do gabinetu. Tym razem drzwi zostały otwarte normalne, jak i również w ten sam sposób zamknięte. Spokojnym, trochę leniwym krokiem podszedł do swojego biurka, siadając na krześle, cicho wzdychając. Nie było czasu na lenistwo. Zaraz po odgarnięciu grzywki z twarzy, wyjął stertę papierów, które musiał podpisać i poukładać. Wyszedł jeszcze na moment z gabinetu, tylko po to, aby powiedzieć jednej z sekretarek, aby przyniesiono mu filiżankę czarnej kawy. W międzyczasie oficer zagadał do niego w jakieś super ważnej sprawie, prosząc również o poradę. Pomimo niezadowolenia, jakie z niego emanowało, udzielił mu odpowiedzi i porady, po czym udał się z powrotem do gabinetu, zajmując się swoją pracą.
Rozlegające się ciche pukanie do drzwi dało mu sygnał, że jego kawa w końcu została zrobiona. Za słowami "proszę wejść", pojawiła się rzekoma sekretarka, gdzie filiżankę z czarnym napojem postawiła na biurku mężczyzny. Podziękował jej skinięciem głowy i lekkim uśmiechem.
- Nie wiem czy pan wie, panie Generale, ale za jakiś czas powinien do pana przyjść pan Ryutarou Moriyama - oznajmiła uroczym głosem sekretarka, poprawiając nieznacznie swoją służbową spódniczkę.
Cholera, zapomniał.
Zmęczone westchnięcie wydobyło się z gardła Connery'ego, upijając łyk gorącej kawy. Tego właśnie trzeba mu było. Mimo to wiedział, że kiedy tylko wejdzie tutaj Warner, jego chwilowy relaks właśnie się zakończy.
- Tak, pamiętałem. Dziękuję niemniej za informację - i tym akcentem urocza sekretarka opuściła gabinet Gustava, a on z niecierpliwością wyczekiwał przybycia Moriyamay. W końcu sam Gustav zlecił mu, aby pojawił się w jego gabinecie.

_________________
x x x


x x x



Gustav
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Gustav "Bronson" Fridtjof Connery.

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Warner on Pią Cze 23, 2017 11:13 pm
Przeskrobał. Odrobinę. Minimalnie.
To nie jego wina, że zdemaskowany Wymordowany postanowił okazać swój brak poszanowania wobec czyjegoś mienia, używając go jako broni przeciwko S.SPECowi. Najpierw poleciała jedna drewniana ławka oderwana od podłoża, później jakaś lampa uliczna wygięła się niemal pod kątem prostym, ale wisieńką na torcie było zrujnowanie posągu zdobiącego środek fontanny, który posłużył jako amortyzator dla rzuconego weń, masywnego przeciwnika.
Nie dość, że zrobił się niezły burdel, to cała akcja wzbudziła zainteresowanie u kilka odważniejszych przechodniów, dlatego Warner musiał się zmierzyć dodatkowo z gapiami. Co prawda podeszli bliżej dopiero, gdy niebezpieczeństwo zostało zneutralizowane, ale sama ich obecność wprawiała eliminatora w irytację. Nie potrzebował dodatkowej roboty w postaci uspokajania czy upominania mieszkańców. Nie łatwiej było udawać, że niczego się nie widzi?
Do tego dochodziło wezwanie od samego przełożonego, na co okularnik zareagował ciężkim westchnieniem. Dzisiejsza praca trochę z niego wycisnęła i miał nadzieję na niezakłócanie reszty obowiązków przez zbędne – według niego – pogawędki, niestety zignorowanie tego mogło skończyć się gorzej.
W odpowiednim czasie zjawił się przed drzwiami prowadzącymi do biura Gustava, w które zapukał dwukrotnie. Otrzymując pozwolenie na wejście, wkroczył pewnie do środka i zatrzymał się przed biurkiem. Odruchowo wyprostował bardziej plecy, obdarzając mężczyznę dość obojętnym spojrzeniem zdradzającym niechęć konfrontacji z tą rozmową.
- Wzywał pan. – Stwierdził sucho, nie siląc się choćby na krztę pozytywizmu.

_________________

Used to be, I had light, I had fire in my chest,
Oh but now I'm all out and I've got nothing left.




Warner
-----------
Eliminator     Biomech

avatar

Liczba postów : 593
GODNOŚĆ : egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność – Ryutarou Moriyama

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Gustav on Wto Lip 11, 2017 10:41 am
Nie raz, nie dwa spotykał się z takimi jednostkami, którzy solidnie wykraczali zasady panujące w tutejszym mieście. I choć swoją robotę wykonywali dobrze, bo mimo wszystko owy wymordowany nie uciekł, to jednak zdemolowanie połowy miasta musiało nieść za sobą pewne konsekwencje. W końcu trzeba dbać o dobro mieszkańców, a przy kimś, kto je niszczy na pewno w żaden sposób nie czują się bezpieczni, nawet jeśli jest to dla dobra miasta. Dlatego chcąc nie chcąc musiał go tu wezwać, aby chwilę porozmawiać z nim na ten temat. Ciekawe, czy to chociaż trochę będzie przypominało rozmowę...
Ostatni łyk gorącej, a raczej już ciepłej kawy świadczył o krótkim spokoju Gustava. Wraz z tym łykiem rozległo się krótkie pukanie do drzwi, co już mentalnie przygotowało Generała do tego, że on tutaj będzie. Nie lubił naciągać się z gówniarzami, dlatego po cichym westchnięciu, powiedział, aby wszedł do środka. Przyglądając się jego sylwetce, dostrzegł, że został obdarzony obojętnym spojrzeniem. Nic dziwnego, że przez to Connery obdarzył go dość ostrym spojrzeniem. Nie podobał mu się fakt, że go lekceważy.
- Tak, wzywałem Pana, Panie... - tutaj złośliwie spojrzał w jego akta, które tylko przy okazji leżały u niego na biurku wśród sterty całej reszty papierów, aby upewnić się jego nazwiska - Moriyama. Jak dobrze się domyślasz, bo na głupiego mi nie wyglądasz, jesteś tutaj ze względu na ostatni incydent - złamałeś zasady panujące w mieście, dodatkowo wystraszył pan przechodniów, a co najgorsze narażałeś ich własne życie. Ja rozumiem, że może pan ufać swojemu celowi, że chciał pan wykonać dobrze te zadanie - lub po prostu poniosły Cię emocje - ale jeśli ktoś z miasta zostałby ranny i to w dodatku z pana winy, musiałbym pana zawiesić w pańskich obowiązkach. Rozumie pan? Już pomijam fakt, że zdewastowałeś mienie miasta i w sumie gdyby mi się chciało, mógłbym jeszcze parę nieodpowiednich rzeczy wymienić, które wyszłyby na Twoją niekorzyść, więc spytam jedno - co masz na swoją obronę? - tutaj uniósł sugestywnie brew ku górze, oczekując jego odpowiedzi. Gustav był stanowczy w tym co do mężczyzny mówił. Nie dało się po nim zauważyć krzty zawahania, ani tym bardziej wątpliwości. Był również ciekaw co powie. Dodatkowo zależnie od tego co powie, jego kara będzie mniej lub bardziej wredna.

_________________
x x x


x x x



Gustav
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Gustav "Bronson" Fridtjof Connery.

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Warner on Pon Lip 31, 2017 12:18 pm
Nikt nie był idealny, Warner z całą pewnością nie. Zaginanie zasad „w dobrej wierze” zaczęło się już kilka długich lat temu, kiedy zaczął swoje szkolenie z Yurym. On również nie trzymał się sztywno wytycznych, często zasięgając po środki niemal radykalne. Najwidoczniej młody rekrut poszedł w jego ślady i teraz od czasu do czasu sprawiał większe problemy niż zazwyczaj. Bo nie trzeba chyba podkreślać, że sam jego charakter bywał już dla innych uciążliwy, prawda? Zero chęci współpracy, uszczypliwa natura, trudność w obyciu. To wszystko zwiastowało także trudną rozmowę z przełożonym, bo chociaż Warner posiadał pewne pokłady „szacunku” do osób wyższych stanowiskiem, to czasami zapominał się ugryźć w język.
Obojętne spojrzenie nie kryło za sobą lekceważenia, a przynajmniej nie leżało ono w intencjach eliminatora, nie czuł on po prostu potrzeby silenia się na pokerową twarz, zdawał sobie sprawę, że czekają go małe kłopoty. Chciał jak najprędzej mieć to za sobą i wrócić do swoich spraw.
W istocie, trudno zaprzeczyć. – Przyznał mężczyźnie rację. – Na swoją obronę mam między innymi głupotę ludzką. – Wyraz twarzy okularnika nie sugerował żartu, właściwie wyglądał całkiem poważnie, kontynuując swoją myśl. – Istnieje typ ludzi, którzy na widok niebezpieczeństwa tracą zdolność logicznego myślenia i instynktu przetrwania, co się z tym wiąże, dominuje u nich ciekawość. Strach schodzi na dalszy plan. Gdybym chciał uświadomić ich w tym błędzie, musiałbym podzielić swoją uwagę, a wówczas wzrosłoby ryzyko udanego ataku ze strony wymordowanego. Póki trzymali się w bezpiecznej odległości, uznałem, że bierna obserwacja nie zaszkodzi, a może nawet uświadomi im powagę sytuacji. – Brzmiało logicznie, przynajmniej dla Moriyamy. I tak cudem powstrzymał się od złośliwych komentarzy, które początkowo cisnęły mu się na usta. Nie chciał za bardzo sobie nagrabić. – Tę sytuację można również odwrócić – ktoś mógł zginąć, ale dzięki moim działaniom i wyeliminowaniu wymordowanego ta szansa spadła teraz do zera.

_________________

Used to be, I had light, I had fire in my chest,
Oh but now I'm all out and I've got nothing left.




Warner
-----------
Eliminator     Biomech

avatar

Liczba postów : 593
GODNOŚĆ : egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność – Ryutarou Moriyama

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Gustav on Nie Sie 13, 2017 8:45 pm
Nie chciał wyjść na kogoś, kto za wszelką cenę musi mieć racje, dlatego z początku będzie starać się zrozumieć poczytalne (lub nie) zachowanie mężczyzny. Wiedział, że podczas niejednego zadania nerwy solidnie puszczały, inni potrafili mieć emocje ze stali, drudzy już nie. Ale kiedy tylko zaglądał w akta wojskowego, wie, że to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz kiedy coś takiego zrobi. Wystarczy wiedzieć, że miał szkolenia z samym Kido, a od razu będzie jasne, że ciężko będzie go wyciągnąć z tego zachowania. Ma to swoje dobre strony jak i złe. W końcu sam nie byłeś lepszy, Gustav i sam wiesz jak jest trudno odrzucić pewne nawyki. Okazałbyś szczeniakowi trochę zrozumienia. Ale po co? Niemniej szkoda będzie stracić taki nabytek. To prawie jak pamiątka po niejakim Kido Arata, kiedy tylko widzi się te same radykalne sposoby walki. Głupio byłoby teraz popaść w jakieś niedorzeczne sentymenty.
Jego wyraz twarzy bardzo szybko zmienił się z tego surowego na interesujący, gdy tylko usłyszał "głupotę ludzką". Równie szybko zamienił się w słuch, przybierając jeszcze bardziej na zainteresowaniu kiedy Eliminator zaczął mówić. Ciężko było się z nim nie zgodzić w tej kwestii, niemniej musiał go w jakiś sposób ukarać, nieważne jak wielką rację posiadał. A przede wszystkim podstawić mu kontrargumenty, które mogą zmienić jego spojrzenie na daną sytuację. Mogą, ale wcale nie muszą.
- Tak, to prawda. Ludzie bywają dość naiwni, kierując się garścią niepotrzebnych emocji. Nie są dostosowani do tego typu sytuacji, która ostatnio miała miejsce z pańskiej winy. Nigdy nie wiedzą jak powinni się zachować, myślą lekkomyślnie i sądzą, że skoro wykażą krzty zainteresowania lub ciekawości to będzie dobrze. Sam pan idealnie to zobrazował. Ale nie rozumiem jednego... - tutaj pozwolił sobie zrobić krótką przerwę, uważnie obserwując wojskowego - Skoro doskonale zdawałeś sobie z tego sprawę, to dlaczego panie Moriyama nie zachowałeś wszelakich środków ostrożności, które my jako wojsko Ci narzuca? Chcesz się wyróżniać na tle innych? Masz chore ambicje, które wjeżdżają Ci na ego czy po prostu lubisz zwracać na siebie uwagę? Ja mogę zrozumieć wszystko, sam ideałem nie jestem. Ale wiedz, że wypełniam tylko rozkazy - taki jest jeden z niewielu obowiązków, które zostały mi narzucone. Dlaczego więc pan, panie Moriyama nie jest wstanie wypełnić rozkazu, który Tobie został przypisany? Według właściwych procedur, oczywiście - jego ton głosu nie schodził ze stanowczości jaką w sobie miał, bowiem nie chciał, aby dzieciak pomyślał sobie coś za dużo. Nie mówił głupio, to trzeba było mu przyznać. 10 lat temu zapewne sam zrobiłby coś równie głupiego co on. Niemniej on wypełniał rozkazy Głównodowodzącego, a jednym z nich było ukaranie tego właśnie osobnika. Nie może mu mieć tego za złe, chociaż nie ukrywał, że nałożenie na niego odpowiedniej dyscypliny jest swego rodzaju przyjemnością - To nie jest wytłumaczenie. Równie dobrze ktoś mógł zginąć z Twojej ręki, ale szczęśliwie, jak nie fartownie nie ponieśliśmy żadnych strat - nie licząc tych materialnych - Więc za pozwolenie, ale nie odbiorę tego jako argument. Ma pan ostatnią szansę na wytłumaczenie się. Proszę się tym razem bardziej postarać - stwierdził, poprawiając się nieznacznie na krześle, tylko po to, aby w ten sposób podkreślić swoją dominację nad sytuacją. Bo w końcu nieważne co powie, to i tak może zostać bardzo srogo ukarany. Kwestia tego jak bardzo miłosierny będzie Gustav. O ile w ogóle będzie.

_________________
x x x


x x x



Gustav
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Gustav "Bronson" Fridtjof Connery.

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Warner on Czw Wrz 28, 2017 6:57 pm
Początkowa droga obrana przez mentora nie wpadła w gusta świeżego rekruta. Ryutarou przypominał glinianą masę bez kształtu, ograniczoną wpojonymi zasadami i moralnością. Wiadomo, jak wielki wpływ mieli rodzice na przyszłość potomstwa, to bowiem od nich zależała poniekąd osobowość i postawa do świata. Dla Moriyamy to Kido stał się oparciem po bolesnej utracie rodziców, a także kończyny i innych, ludzkich części. Chociaż przez kilka pierwszych tygodni spoglądał na mężczyznę z wyraźnymi wątpliwościami w oczach, po kilku miesiącach traktował go niemal jak własnego ojca. Nigdy nie okazywał tego w jawny sposób, nie dzielił się swoimi uczuciami, bo Yury był dupkiem i nie zasługiwał chwilami na jakiekolwiek miłe słowa ze strony podopiecznego. To nie zmieniało jednak faktu, że w ówczesnym okresie życia przejął stanowisko najbliższej jego sercu osoby. Wszystko to odbiło się na teraźniejszym postrzeganiu rzeczywistości i radykalnych metodach rozwiązywania spraw. Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Pozwolę sobie wtrącić, że to nie ja zainicjowałem tę sytuację, tylko hasający na wolności wymordowany. – Sprostował spokojnie na oskarżenie wplecione w cały monolog, które nie umknęło jego uwadze. Żeby nie wchodzić przełożonemu w słowo, wykorzystał krótką przerwę, zanim nie przeszedł do zadawania pytań. – Kontrolowałem położenie cywili, utrzymując przeciwnika w miarę bezpiecznej odległości. Skupiłem całą jego uwagę na sobie, czyli na jedynej, godnej jednostce, jaka mogłaby stawić mu czoła. Można to porównać do walki o pozycję alfy między zwierzętami. Nie musi mi pan wierzyć, ale miałem do czynienia z istotą wybredną, znudzoną armatnim mięsem. – Stwierdził cierpliwie, jedynie odrobinę przechylając głowę. – To oczywiście nie zmienia faktu zagrożenia dla przechodniów. – Pośpieszył z dalszymi wyjaśnieniami. – Dlatego, tak jak zapewniłem, moje działania miały przede wszystkim odciągnąć od nich niebezpieczeństwo. – Zamilkł na moment, zawieszając wzrok na ozdobnym obrazie. – Przypuszczałem, że przełożeni lepiej znają swoich żołnierzy. – W jego głosie zabrzmiała nuta dezaprobaty, zupełnie jakby oczekiwał takiego samego zrozumienia, jakie kiedyś otrzymał od Araty. Wrócił do mężczyzny beznamiętnym spojrzeniem. – Wypełniłem swój obowiązek. Nie mam nic więcej do dodania.

_________________

Used to be, I had light, I had fire in my chest,
Oh but now I'm all out and I've got nothing left.




Warner
-----------
Eliminator     Biomech

avatar

Liczba postów : 593
GODNOŚĆ : egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność – Ryutarou Moriyama

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Gustav on Nie Paź 01, 2017 1:32 pm
Miał świadomość, ile Kido mógł znaczyć dla Moriyama, niemniej nie zamierzał tego brać pod uwagę. Utrata rodziców i Kido to nic niewarta przeszłość, o której mężczyzna musiał zapomnieć albo przestać brać ją pod uwagę w teraźniejszości. Czasy się zmieniły, Araty już z nimi nie było, a Generał nie zamierzał popadać w głupie sentymenty. Warner nie mając zbyt wielkiego wyboru — musiał słuchać się swojego nowego przełożonego. Czy tego chciał czy nie. Gustav również nie zamierzał się z nim pieścić, jeśli nie będzie posłuszny jego rozkazom. On znał sposób na takich jak Ryutarou. Wiecznie rozbrykani, nie widzący nic poza czubkiem własnego nosa, ponieważ los skrzywdził ich dużo bardziej nić całą resztę.
Connery się zaśmiał, poprawiając się nieznacznie na krześle. Wręcz nerwowo. Widać było, że cierpliwość powoli z niego uchodziła. Nie wiedział, czy miał do czynienia z kimś, kto rzeczywiście nie myśli czy Warner musiał być na tyle uparty, iż nie potrafił przyznać się do własnego błędu.
Oj Kido, niezły problem mi stworzyłeś. I nawet nie zdążyłeś go porządnie wyszkolić.
Więc uważasz, że to wina tego wymordowanego? To jego wina, że przedostał się przez mury miasta, wszedł naszym wejściem lub uciekł z laboratorium albo naszych więzień, tak? To jest niedorzeczne — zaczął wymieniać, nie ukrywając zarazem swojego oburzenia. Wstał z krzesła, aby podejść do mężczyzny, stając z nim twarzą twarz. Uderzył go z otwartej ręki w twarz, chcąc go w ten sposób upokorzyć, jak i również pokazać, że czas na tłumaczenie się skończył. Widać było po nim, że nie będzie na tyle wyrozumiały, co Arata. Nawet jeśli łączyła ich wspólna przeszłość, to charakterem strasznie się różnili. I nie mógł uwierzyć, że po swojej śmierci zostawił tak mało doskonałą pracę jakim jest Warner.
Nie przerywaj mi, kiedy ja mówię. To po pierwsze. Po drugie, nie zwalaj własnej winy na kogoś, kto Ci podpadnie. Gdybyś miał trochę w sobie honoru, umiałbyś przyznać się do błędu, który zrobiłeś. Odwracasz kota ogonem, stawiasz mi argumenty, które są w połowie nieprawdziwe, a niektóre wręcz niedorzeczne. Próbujesz mi wmówić, że się mylę, a sam nie potrafisz spojrzeć obiektywnym okiem na swoją sytuację, upierając się przy tym, że to co robiłeś było dobre. Nie, nie było. Aż nie chce mi się wierzyć, że właśnie tego nauczył Cię Kido. A może to Twoja szczeniacka interpretacja? Bo wydaje mi się, że Arata miał trochę więcej klepki w głowie. I nie waż kwestionować się moich słów, bo co jak co, ale znałem go najlepiej. I wiem jaki on był. Ty nawet w połowie go nie przypominasz, śmiem nawet zauważyć, że brudzisz jego reputację swoim nędznym zachowaniem. Myślisz, że byłby dumny z kogoś takiego jak Ty? — rzucił w stanowczości w jego stronę, ostatnie zdanie dając mu dokończyć w myślach. Po tych słowach wrócił na swoje miejsce, siadając z powrotem przed biurkiem. Jasny szlag, kawa całkowicie zdążyła mu już wystygnąć.
I możliwe, że użył dość ostrych słów, ale gdyby tego nie zrobił, nigdy nie utemperowałby charakteru chłopaka. Słowa mężczyzny mogą dać mu do myślenia, kiedy uderzył w czuły punkt wojskowego. Miał nadzieję, że to był jego czuły punkt. Chętnie zobaczy jego przemieniające się spojrzenie z beznamiętnego na te wściekłe i pełen nienawiści. Był ciekawe, jak bardzo zmiesza Gustava z błotem i czy będzie miał na tyle odwagi, aby to w ogóle zrobić. Jeśli tak, będzie wart uwagi i ewentualnych doszkoleń. Jeśli nie, chłopak z przykrością pójdzie na straty. Na razie chciał go przetestować, nieważne jak bardzo brutalnych metod będzie musiał się dopuścić Gustav. Był nieobliczany i to powodowało, że był dobry w tym, co robił.
Wybacz, ale nie mogę wziąć Twoich słów jak argument. Nie przekonują mnie. Będzie czekała Ciebie kara, po której zrozumiesz swoje złe postępowanie — dodał na zakończenie, chcąc spokojnie wrócić do swoich papierów po tej całej aferze.

_________________
x x x


x x x



Gustav
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Gustav "Bronson" Fridtjof Connery.

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Warner on Nie Paź 01, 2017 3:57 pm
Śmiech uznał za zły znak, ale nie było w tym nic dziwnego, skoro zgrywał niewinnego. Nie dostrzegał winy w swoich poczynaniach, mimo świadomości niedokładnego przestrzegania procedur. Interpretował je po swojemu, dając sobie trochę więcej możliwości i czasami naprawdę miał ochotę śmiać się z tych wszystkich ograniczonych półgłówków, których trzymało się sumienie i poczucie moralności. Nie zdziwiłby się, gdyby większość w pierwszym odruchu wolała uratować dziecko od dorosłego, ale co z procentową szansą na przetrwanie? Rozsądniej ocalić tego nieobjętego ramionami pewnej śmierci. Emocje niepotrzebnie utrudniały robotę.  
Powinien być dumny, że w tak ekspresowym czasie wykończył pokłady cierpliwości przełożonego? W tej chwili mało co zasługiwało na jego uwagę, wyglądał wręcz na znudzonego, jak przestępca czekający na nieunikniony stryczek.    
Pozostawił pytania bez odpowiedzi, kwitując je jako sarkazm. Przypuszczał, że cokolwiek więcej by w tym temacie nie powiedział, i tak nie zmieni postawy Gustava, więc po co się wysilać. Niech wierzy, że ma rację, a Warnerowi brakuje kontrargumentów. Szybciej skończą, szybciej pozbędzie się widoku jego facjaty. Nie potrzebował zawsze triumfować, był ponad tym.  
Krótką ciszę przerwało ostre plaśnięcie. Skóra na policzku nieprzyjemnie go zamrowiła w towarzystwie piekącego bólu, jednak wyraz goszczący na twarzy nie uległ zmianie. Może jedynie rysy przybrały bardziej zmęczonych kształtów. I chociaż narodziła się w nim silna potrzeba oddania ciosu – jako mechanizm obronny – stał spokojnie wyprostowany, wracając spojrzeniem na generała.  
Przez większość monologu czekał jedynie na ostatnie słowo, by przejść do sedna sprawy, czyli kary, a później opuścić gabinet i chwycić za papierosa. Po tym nużącym go wykładzie musiał koniecznie poratować się nikotyną. Reprymenda nie robiła na nim żadnego wrażenia, niektóre oskarżenia, pewnie słuszne, przyjmował do wiadomości, ale nie ciągnęło to za sobą żadnej chęci poprawy czy udowodnienia swojej wartości. To nie pierwszy raz, kiedy sprawiał kłopoty.
Zainteresowanie zabłysło w oczach eliminatora z momentem wychwycenia słowa „Kido”.
Nie ruszała go próba upokorzenia przez skonfrontowanie ręki z twarzą.
Nie ruszały go ostre słowa odnoszące się do jego osoby.
Nie ruszała go wizja kary, której spodziewał się od przekroczenia progu tego pomieszczenia.
Ale podejmowanie tematu relacji z dawnym mentorem jako formy prowokacji uznał już za bezczelność.
Instynktownie wciągnął głębiej powietrze do płuc, a spojrzenie wyostrzało, przez moment wpatrując się w przełożonego z czystą chęcią mordu, czego jednak nie dopuściłby się ze względu na dysponowanie czymś takim jak rozsądek. Nie chciałby zostać wywalony na zbity pysk albo wpakowany do pudła za uszkodzenie własnego szefa.  

Jaka kara by go czekała, gdyby tylko trochę obił mu twarz?
Porównuje pan dwie, zupełnie różne osoby, niby w jakim celu? Kido od dawna przestał sprawować nade mną jakąkolwiek pieczę, i całe szczęście, skoro był zbyt słaby, by uniknąć śmierci — wymruczał z dezaprobatą, pochylając się i opierając dłonie o jego biurko. Wiedział swoje i nie pozwoli organizacji odsunąć go od osobistej zemsty na byłym mentorze, nawet jeśli wciąż wierzyli w jego przegraną. — Nie obchodzi mnie, czy byłby dumny czy nie. Nie zależy mi na czyimkolwiek uznaniu, zwłaszcza od takich jak wy, a skoro pan sobie ze mną nie radzi i musi zniżać się do tego rodzaju taktyk — usta eliminatora ozdobiło drwiące wygięcie — proszę przydzielić mi kogoś lepszego. — Wyprostował się.
Złość nie minęła, bulgotała gdzieś w środku, gotowa wybuchnąć w każdej sekundzie, lecz powstrzymywało ją opanowanie wojskowego. Obrócił potrzebę fizycznego wycisku w słowa, dając sobie tylko nieznaczny upust. Balansował na cienkiej krawędzi.
Nie mogę się doczekać. — Dodał a propos wspomnianej kary, traktując to jako kolejne wyzwanie.

_________________

Used to be, I had light, I had fire in my chest,
Oh but now I'm all out and I've got nothing left.




Warner
-----------
Eliminator     Biomech

avatar

Liczba postów : 593
GODNOŚĆ : egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność – Ryutarou Moriyama

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Gustav on Nie Paź 01, 2017 5:29 pm
Niestety, ale to nie on wymyślił te zasady, których muszą się kurczowo trzymać. Kiedyś również uważał, że nie miały one najmniejszego sensu. Często z Kido je łamał, zachowując się prawie tak samo jak mężczyzna — do momentu aż jego zabrakło, a Gustav stał się Generałem. Ale mimo wszystko potrafili przyznać się do błędu, kiedy rzeczywiście go popełnili. Starali nie narażać życia innych, tylko własne, aby wykonać dobrze powierzoną im misję. Tacy byli, dlatego frustrowało go zachowanie Ryutarou. Jakby na siłę chciał stać się taki, jak jego Mentor, ale nieważne jak bardzo stara się tego dokonać, to mu to nie wychodzi.
Dlatego w tak szybki sposób cierpliwość Connery'ego poszła się kochać, a tym samym Warner mógł dostać owacje na stojąca za tak rzadki wyczyn. W końcu kogo by nie irytował fakt, że ktoś próbuje upodobnić do osoby, która nie żyje? Przynajmniej w mniemaniu Gustava, gdyż Eliminator nie pokusił się złożyć raportu o żyjącym Aracie, którego trzeba schwytać i zabić za zdradę stanu. Bo w końcu zemsta jest ważniejsza od tego, nieważne, że w tej zemście bardzo łatwo może polegnąć przez wzgląd na doświadczenie mężczyzn.
Nie oczekiwał od niego odpowiedzi w czymś, co było za bardzo oczywiste. Uznałby go za jeszcze większego głąba, gdyby rzeczywiście śmiał na nie odpowiedzieć. A przecież wcale nim nie był. I wcale nie wierzył w to, że miał rację. On po prostu ją miał. Z miłą chęcią udowodniłby mu, dlaczego, ale wiedział, że ten szczeniak, nieważne jak dobre i silne argumenty mu przedstawi, nie zrozumie swojego postępowania, ani tym bardziej nie zmieni swojej postawy do całej tej sytuacji. Dlatego więc najlepszym wyborem była tutaj kara, niezależnie od tego, czy będzie ona podobać się mężczyźnie czy też nie.
W tej chwili mógł podziwiać go za wytrwałość. Niejednego już jasny szlag trafiał, przez co albo żegnali się ze swoją posadą, albo dostawali tak surową karę, że żałowali swojego zachowania. Tutaj natomiast miał do czynienia z kimś, kto miał stalowe nerwy. Zapewne gdyby od niego oberwał, skończyłby w szczęśliwym wypadku ze złamaniem, patrząc na to, że nie był w pełni człowiekiem, a biochemem. To jednak nie hamowało słów Gustava i testował go. Test uzna za udany, w momencie kiedy Eliminator będzie skłonny uderzyć Connery'ego. I tylko wtedy. Marne słowa czy pogróżki, a nawet zniewaga generała Gustava nic tutaj nie da.
Nie dało się zauważyć przebłysku zainteresowania, kiedy do uszu Warnera dotarło kluczowe imię bądź nazwisko mężczyzny. Jeden punkt dla Gustava. Co prawda nie wiedział o tym, że Arata tak naprawdę żył, a Boimech miał okazję się z nim już spotkać, ale czy to ważne? Najważniejszy był fakt, że wspomniana wcześniej osoba zareagowała gniewem i złością Eliminatora, której niezmiernie oczekiwał. Zupełnie jak gościa. Było to za bardzo przewidywalne, że aż nie mogło zabraknąć lekkiego uśmieszku na wargach Generała, który był jak najbardziej widoczny. W takiej formie bardziej mu się podobał, niżeli w formie półgłówka, który tylko liczył minuty do opuszczenia tego gabinetu.
Skoro to dawna przeszłość i całe szczęście, że nie sprawuje nad Tobą pieczęci, to czemu starasz się do niego upodobnić? Zero w Tobie oryginalności. Przyjmujesz cechy kogoś, kogo uważałeś za swój wzór do naśladowania. Myślisz, że Ty pierwszy? Co chcesz swoim nędznym zachowaniem udowodnić? — spytał już na spokojnie, obserwując zmianę pozycji mężczyzny. Musiał być naprawdę zły, skoro pozwalał sobie na taką swobodę w jego gabinecie. Ale on mu na to nie pozwoli — Nie przypominam sobie, abym mówił, abyś spoczął, panie Moriyama. Zabieraj więc te brudne ręce z mojego biurka i stań na baczność. Nie będę się powtarzać - rzucił stanowczo, ze słyszalną prowokacją w głosie, podnosząc minimalnie swój ton. W końcu byli w wojsku, nie w szkółce podoficerskiej i warto jednak było słuchać się narzucanych rozkazów chociażby dla własnego dobra.  z
Po raz kolejny z jego ust wydobył się śmiech. Tym razem był to śmiech rozbawienia słowami, które przyszło mu usłyszeć.
Jak panu nie zależy, to skąd te nerwy? I wydaje mi się, że bardzo dobrze sobie z Tobą radzę, skoro coś tak drobnego uraziło Twoją dumę, a ja nawet nie zdążyłem się porządnie rozkręcić. I powiem nawet Ci coś więcej, Panie Moriyama — nawet jeśli przydzielę Tobie, według Ciebie kogoś lepszego, to i tak będę siedział Ci na ogonie. Będziesz chciał napisać na mnie skargę? A śmiało. Kto Ci uwierzy z występkami i wykroczeniami, które ciągle popełniasz. Stanowisko Eliminatora w dzisiejszych czasach bardzo łatwo jest zdobyć. Wystarczy, że znasz podstawy, a przyjmują byle kogo na owe stanowisko — i wcale nie zajeżdżało tutaj aluzją od tego, że uważał Warnera za słabą jednostkę, no skąd znowu. Chciał go tylko jeszcze bardziej rozdrażnić, aby w końcu mógł mieć na niego jakiś konkretny haczyk. W końcu prędzej uwierzą Gustav'owi, który ładne parę lat siedzi na stanowisku Generała i zaraz po Głównodowodzącym sprawuje tutaj największą władzę, niżeli komuś, kto jest ciągle upominany za brak subordynacji.
Z pewnością pan nie pożałuje - uśmiechnął się nieznacznie na jego słowa, sięgając po filiżankę kawy, aby zwilżyć zeschnięte już gardło od tego całego pierdolenia bez sensu. Od razu mógł nałożyć mu karę i miałby z głowy. A tak? Teraz nawet nie wie, czy powinien spodziewać się ataku z jego strony. I to nie tak, że go oczekiwał, skąd znowu. Był po prostu ciekaw. Nic więcej go nie interesowało. Zwykła, czysta ciekawość.

_________________
x x x


x x x



Gustav
-----------
Generał

avatar

Liczba postów : 73
GODNOŚĆ : Gustav "Bronson" Fridtjof Connery.

Powrót do góry Go down

Re: Gabinet Generała Gustava Fridtjof Connery'ego.    Pisanie by Warner on Nie Paź 01, 2017 8:32 pm
Kiedy przed oczami wyrosła mu twarz przypisana oficjalnie do trupa, był skłonny zaalarmować cały S.SPEC o oszustwie, byle ręka sprawiedliwości dosięgła zdrajcy. Chęć ta uległa zmianie w trakcie starcia mistrza i ucznia, która zakończyła się bolesną porażką młodszego. Bynajmniej nie uznał się za niegodnego przeciwnika, wręcz przeciwnie, dostrzegł szansę na złamanie Yurego i to była jedna z najbardziej zatrważających chwil podczas wymiany ciosów. Kido nie odszedł, a to znaczyło, że nadal mogli „wyrównać porachunki”. Nie walczył ze Smokiem w ramach samoobrony, walczył przez osobiste pobudki. Ostatecznie podsumował to spotkanie jako częściowo wygrane, właśnie przez dostrzeżoną lukę w osobowości Yurego.
Nie istniała dla niego posada lepsza od eliminatora, trzymał się jej kurczowo i nie pozwoliłby sobie odebrać szansy na zagrzewanie miejsca w wojsku S.SPEC. Nie dołączył z czystej sympatii, podziwu, poczucia obowiązku wobec miasta czy w celu podążenia śladami ojca. Stało za tym coś znacznie więcej, coś na tyle ważnego, że gotów był wystawiać cierpliwość na najcięższe próby. Cel go motywował, zapewniał siłę, opanowanie… ale nawet ono się kończyło. Wiele razy ciemna brew drgała na widok zachowań u współtowarzyszy, zdarzały się sytuacje, kiedy naprawdę przeklinał siłę wyższą za taki obrót spraw. Ostatnie lata zaowocowały nerwami ze stali, więc chociaż w dalszym ciągu nie zawsze mógł uniknąć zirytowania, traktował je jak brzęczącą przy uchu muchę.
Uderzyłby go z przyjemnością już przy rozpoczęciu tego teatrzyku, równocześnie zapewniając sobie karę z kategorii bardziej nieznośnych. Nie mógł przewidzieć oczekiwań Gustava, odbierał to jako prowokację do odważniejszych czynów, a zatem czy faktycznie pragnął doświadczyć jego złości w postaci rękoczynów? Czy była to tylko pułapka, za którą stała nadzieja na pretekst do surowszego skarcenia? W takim przypadku powinien zacisnąć zęby i wykazać się kontrolą. Sęk w tym, że nie odpowiadała mu taka opcja.
Uniósł dłoń do twarzy, by ściągnąć z niej okulary, a później pochylił się jeszcze bardziej nad biurkiem i wsunął je na nos przełożonego w pobłażliwym geście.
To jedynie pańskie urojenie. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek starał się udawać kogoś, kim nie jestem. — Odpowiedział sucho. — Nie rozumiem, dlaczego właśnie w ten absurdalny sposób mnie pan postrzega. To dziwne, marzyć o staniu się osobą, do której czuje się przede wszystkim niesmak i urazę. — Wytknął, akcentując każde słowo w ostatnim zdaniu.
Powstrzymał się przed odsunięciem z własnej woli, by na przekór poleceniu przełożonego, opierać wciąż dłonie o blat mebla. Zabębnił nawet od niechcenia palcami po powierzchni. Da mu to, czego tak bardzo chce, niech bierze odpowiedzialność za swoje czyny.  
Skargę? — Uśmiechnął się nieznacznie, jakby usłyszał dobry, ale stary, dowcip. — Dlaczego miałbym powierzać swoje sprawy osobom trzecim? Zwłaszcza, że sam mogę się tym zająć… — Zignorował fakt, że trzymana w dłoni generała filiżanka może zaraz upaść na podłogę, rozlewając cenną kawę i brudząc spodnie czy dywan. Nie zawahał się, gdy jedną rękę zacisnął na jego kołnierzu, by przyciągnąć do siebie, a drugą uniósł i w mocnym zamachu skonsultował z nosem przełożonego.
Oby się, cholera, złamał.
Nie zamierzał wcale okładać go w jakiejś furii, skądże, wystarczy raz, a dobrze, więc jeśli nie zdążył zareagować w żaden sposób, a uszy elilminatora wyłapały charakterystyczny gruchot, puścił ubranie niemal od razu i odsunął się.

_________________

Used to be, I had light, I had fire in my chest,
Oh but now I'm all out and I've got nothing left.




Warner
-----------
Eliminator     Biomech

avatar

Liczba postów : 593
GODNOŚĆ : egzystuje pod pseudonimem Warner, cywilom przedstawia się skrótem imienia, zaś w siedzibie znają jego pełną godność – Ryutarou Moriyama

Powrót do góry Go down




Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 2 1, 2  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics