:: Postacie

Strona 4 z 13 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11, 12, 13  Next

Go down


Blight jest tak naprawdę produktem trzech PBF'ów, choć tylko na Virusie wyszedł poza KP
Blight na forum nr 1 miał być chłopakiem, który w poszukiwaniu tajemnej mocy natknął się na niszczycielskiego demona zarazy. Demon - jak to mają w zwyczaju - opętał go i przemierzał świat, używając biedaka jako naczynia. Pomysł mi się spodobał, ale KP napisać nie potrafiłem i jakoś mi się nie chciało, a potem stwierdziłem, że forum też mi nie pasuje. Więc tak jakby mnie na nim nie było.
Na forum nr 2 Blight przeszedł swoista transformację, stracił potrzebę posiadania naczynie. Był pełnoprawnym niszczycielem świata... i nagle przeszła mi ochota na posiadanie plagowych mocy. I cały pomysł na pierwotnego Blighta upadł. Ale postanowiłem, że tym razem muszę skończyć tę KP, nawet jeśli nick mi trochę nie pasuje (nie wiedziałem, że można zmienić). I skończyłem, naraziłem się na bezpodstawny ochrzan, poszedłem sobie.
I trafiłem na Virusa. Naturalnym dla mnie był fakt, że moja postać będzie naukowcem. Ale musiałem po raz kolejny go zmodyfikować. Odrzuciłem przy nim po raz pierwszy mój zamysł, że jego imię będzie oznaczało coś więcej niż to co widać (ale nie do końca). Na początku, Blight było nazwiskiem, a pierwsze litery czytane od tyłu dawały BST - skrót od bojowych środków trujących. To właśnie odrzuciłem. Aktualne nazwisko powstało przypadkiem, przy czytaniu encyklopedii anatomicznej - próbowałem bez znajomości łaciny odmienić anteriori (przedni) tak, żeby brzmiało bardziej jak nazwa, mniej jak termin medyczny. Powstała nawet teoria (co z tego, że przed chwilą) tłumacząca to nazwisko. Otóż Blight miał być osobą ambitną, która pnie się do góry, która planuje bardzo dalekie przedsięwzięcia. Stąd „będący do przodu” jak sobie przetłumaczyłem jego nazwisko. A dlaczego Ikar? Od początku planowałem dla niego przykry plot twist, w którym okazuje się, że S.SPEC nie jest takie kryształowo czyste. Brzmi znajomo? Ten zwrot akcji przypadł jednak Dedalowi, kiedy wymyśliłem inny los dla Blighta. Póki co, nie przewiduję dla niego upadku, chociaż możliwe, że jego charakter w końcu do tego doprowadzi.
Charakter dla niego miałem przygotowany od zawsze praktycznie. Już na forum 1 miał mieć rozdwojenie jaźni (tylko, że tamto było prawdziwe), bo uznałem, że takimi postaciami łatwiej będzie się grało. Łatwiej zrobić coś nieprzewidywalnego, mniej problemów będzie mi sprawiało odgrywanie miłego gościa, kiedy sytuacja będzie tego wymagać. Ale później zauważyłem, że nieokreśloną postacią jest mi trudniej, bo automatycznie spróbuję dopasować go do rozmówcy. Więc później, pomimo rozdziału osobowości, zacząłem formować dlań taką ogólną, która zapanuje w końcu nad pozostałymi. Chyba dążę do inteligentnego, zimnego stratega, który będzie udawał całą gamę emocji, ale wszystkie komentarze i oceny innych osób będą nacechowane chłodem. Bez żaru nienawiści, czy ciepła miłości. Podejrzewam, że mi się to nie uda, ale mogę próbować.
Chciałem też, żeby był manipulatorem. Tutaj się uśmiechnie, temu coś obieca, z tamtym się przywita, a potem okazuje się, że w siedzibie S.SPEC wybucha bomba atomowa, a ona jest w połowie drogi na Hawaje. Ale odgrywanie tego będę musiał jeszcze poćwiczyć, bo za mało nim grałem.
Przez długi czas miałem go serdecznie dość i chciałem się pozbyć, potem chciałem usunąć wszystkich poza nim, a teraz nie mogę się doczekać czy moje plany jednak się powiodą, czy może ktoś go zabije i cały misterny plot twist umrze śmiercią gwałtowną.
Podjąłem też niedawno próbę nadania mu jakiegoś zarysu historycznego i zacząłem tworzyć przeszłość Blighta. Jak skończę, to wrzucę ją do działu historii. (Ale i tak mało kto to przeczyta)





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Bo taka była wola nieba


Ostatnio zmieniony przez Tiago dnia 18.01.15 22:37, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Kiedyś tu było moje gadu-gadu o Fauście, lecz teraz zajrzyjmy do tego co w tej chwili mam i krótką historię tegoż.

Lentaros

Cóż, jako postać nie ma długiej historii, bo od niedawna(pomijając dobre pół roku z hakiem przerwy) miałem okazje stworzyć postać robotyczną, androida. To w sumie drugie forum na którym mam tą postać, na pierwszym wiele nią nie zdążyłem zwojować (było może 10 postów)... Lecz wtedy jeszcze nie byłem w stanie dobrze się wczuć w kupę zimnego żelastwa, przez co robot przypominał bardziej żywą istotę, niż faktyczną maszynę. Miał stwórcę, który wykreował go na swojego ukochanego, zaprogramował mu to uczucie przywiązania i miłości...
Ale stwórcę ktoś zatłukł, a robocik zaczął się wlec bez celu po świecie. Taki był zamysł pierwszego planu tej postaci, poszukiwanie celu swojej egzystencji.

Drugi raz gdy użyłem Lena to właśnie tutaj, Virus. Przeprowadziłem jego metamorfozę pod względem teraźniejszości - nie jest "customowym" androidem, lecz modelem z linii produkcyjnej androidów bojowych. A przynajmniej to sam mówi. Zaszyfrowana historia postaci łączy go z androidem z tamtego forum. Też miał Pana, też został mu odebrany, a po przerobieniu pod bycie modelem bojowym i przy próbie odebrania takowego Lena przez jego stwórcę, ten zginą... Tu właśnie padł moment gdzie szlag trafił jego oprogramowanie i rozpoczął dziki "rampage", mordując wszystko wokół, po czym uciekł, znów bez celu. Chwilowo takim celem stało się bycie mordercą na usługach łowców, dzięki czemu może mordować tych, którzy odebrali mu stwórcę. Ot, póki co tyle. W tym wypadku jednak wczuwanie się w "myślenie" maszyny idzie mi o niebo lepiej niż wtedy. Zimna ogłada, służalcza natura... Jest dobrze.

Hex

Hex jest wypadkową dwóch postaci, w tym poprzedniej wersji samego siebie z Virusa. Póki co nie skończyłem jeszcze jego zamysłu, więc o nim samym coś tam napomknę jak postać wpadnie na plan tutaj. Protoplastą Hexa był Dżin Alvaro, uwięziony w lampie przez nader dłuższy czas, co spowodowało że zupełnie nie rozumie zasad dzisiejszego świata, nie jest przystosowany, ba, w ogóle nie wie do czego służy 95% otoczenia wokół niego. Pierwszym moim postem tej postaci było to, jak panikował w windzie którą przypadkowo włączył, a potem, nie umiejąc otworzyć drzwi(nie, winda się sama otworzyła, innych) postanowił je wyważyć, bo nie rozumiał do czego służy klamka. To tylko przykład tego jak bardzo był zagubiony i nieświadomy wszystkiego wokół, oraz jak wielkim był naiwniakiem. Był zdecydowanie zbyt łatwy do wykorzystania, zbyt miły, zbyt niewinny... Lecz był w nim jeden problem. Nie posiadał kręgosłupa moralnego. Dosłownie. Dla niego nie było różnicy między potrząśnięciem głową, a odcięciem komuś takowej. Nie posiadał nawet drobnej cząstki moralności czy sumienia lub strachu. Ból był dla niego czymś względnym i niezrozumiałym. Był również istotą potwornie złośliwą gdy ktoś widział w nim studzienkę życzeń, potrafiąc tak przekręcić każde takowe, iż wywracał je czasem do góry nogami (co mogło się kończyć śmiercią życzącego, na co jednak sam Alv uwagi nie zwracał).

Hex wersji 1.0 był nieco... Bardziej dojrzałym Alvaro. Był dużo bardziej zaorientowany w tym co się dzieje, wykorzystując swoje możliwości do... Cóż, szeroko pojętej zabawy. Nie był już takim naiwniakiem, lecz począł się w nim objawiać obłęd(niekoniecznie przez siedzenie w lampie, bo w takowej w ogóle nie był), lekki, acz wyraźny. Pojawiał się znikąd, znikał w połowie rozmowy, zaskarżał Vodkę o kradzież wizerunku (byli identyczni ._. ), i różne takie. Nie zdążyłem wiele nim zwojować, bo dopadł mnie brak weny...

Lecz o to nadchodzi Hex ver. 2.0... Coming soon

Najwyżej zedytuje i dopisze o Hexie 2.0 co nieco.



O mamma mia~
I'm gonna tell you a million lies~
avatar





Hex
Wierny     Nawrócony
GODNOŚĆ :
Ranthir, Hex, Mitsuke, Jenevier - do wyboru do koloru.


Powrót do góry Go down


No to może ja dodam parę słów o powstaniu Nathaira Chociaż pewnie i tak tego nikt nie przeczyta, ale nie ma to jak zabicie nudy.

✔ Nathair z początku miał być postacią typowo komediową, nastawioną na śmieszne sceny i w ogóle nie miał być brany na poważnie. I miał być Wymordowanym. Zacznijmy od tego, że jego początkową rolą miało być stalkowanie postaci Fuckera, ale w trakcie tworzenia wpadł mi pomysł, że mógłby być jego aniołem stróżem. I szczerze powiedziawszy nie sądziłam, że Take wtedy się zgodzi, a jednak. I tak powstał anioł.

✔ Jako, że miał być postacią komediową, to jego charakter miał być inny. Robić z siebie idiotę na każdym kroku, a słowo "powaga" miała być mu obca. Coś nie pykło, choć wciąż są sytuację, kiedy człowiek ma ochotę złapać się za głowę i pokręcić z politowaniem spoglądając na niego.

✔ Miał być hetero, niebezpiecznie zahaczając o aseksualizm. I jak widać w tym przypadku wszystko poszło w zupełnie inną stronę. Szczerze powiedziawszy przed Virusem nie byłam zwolenniczką yaoi. Głównie przez nadmiar fanatycznych yaoistek, z którymi miałam do czynienia. Dopiero tutaj stwierdziłam "hej, to wcale nie jest takie złe", chociaż wciąż nie sądziłam, że tak przyjemnie będzie mi się opisywało homoseksualne sceny. Ba! Jako postać uległa, a nie dominująca. I tak naprawdę dopiero pisząc z Take zaczęło mi się to podobać. Właściwie to jego zasługa, że lubię yaoi. Niby najpierw coś tam próbowałam z Yunosuke, ale to nie było to. Było nudne i nie wciągało.

✔ Nigdy przedtem nie grałam tego typu postacią, więc w wielu kwestiach nie wiem co robić i ciężko mi jakoś wybrnąć z jakiejś sytuacji. Owszem, grywałam mężczyznami, ale były to zupełnie odmienne charaktery. Tutaj mam emocjonalnego, anielskiego nastolatka, który tak naprawdę nie wie czego chce. Pyskuje, by zaraz potem oberwać w gębę i albo się zamknąć, albo szczekać dalej. Nie jest ustabilizowany emocjonalnie i w sumie to jest fajne, bo mam pełen wachlarz możliwości podczas pisania nim.

✔ Kolejną rzeczą, którą podoba mi się w kreowaniu Nathaira, bo tak, cały czas jest kreowany, to jego ewolucja. Dzięki fabułom z Take, z Growlithem czy też Taihen (i mam nadzieję, że dzięki fabułom z innymi również), spojrzenie Nathaira rozszerza się na wiele aspektów, których wcześniej nie zauważał. A jego światopogląd ulega zmianie. Teraz, kiedy stał się moją główną postacią i najprzyjemniej mi się nim gra, mogę lawirować między przeróżnymi sytuacjami, powoli zmieniając go poprzez to, co mu się przydarzyło i przydarzy.

✔ Nie jest idealny. Nienawidzę takich postaci. Ma zalety, ale też wady. W sumie tych drugich chyba więcej. Nie potrafi pływać, ma cholernie łamliwe kości, więcej mówi jak pomyśli, szybko wpada w złość i nie panuje nad swoimi emocjami. Jest też wrażliwy i często źle interpretuje słowa czy też czyny innych. Nie jest typowym aniołem, gdyż tak naprawdę tych nauk został pozbawiony. Można powiedzieć, że w pewien sposób jest nieco zagubiony w świecie, w którym przyszło mu żyć. I z tym wszystkim musi radzić sobie sam na swój sposób. Nie lubi polegać na innych, z drugiej zaś strony chce, żeby można było polegać na nim, chociaż to akurat jest ukierunkowane na jedną osobę. O, i tutaj mogę powiedzieć, że jest bardzo lojalny, choć taki z początku miał nie być. Ryan może wycierać nim podłogę (co robi), gnoić ile się da (co robi), mówić na niego i do niego co chce (czego nie robi) a on i tak skoczy za nim w ogień i prędzej odgryzie swój język nim go zdradzi.

✔ Właściwie to ciężko się czasami gra taką postacią. Bo są sytuacje, kiedy ja wiem, że powinno się inaczej zachować, coś innego powiedzieć, ale wiem, że Nathair ze względu na jego charakter musi zrobić tak, a nie inaczej. Są sytuacje, w których moja własna postać mnie irytuje. Przykładem jest jego wstydliwość w stosunku do seksu. Ileż można jęczeć i się rumienić od samego dotyku? No właśnie. Ale nie mogę z fabuły na fabułę zrobić, że będzie pewnym siebie żigolakiem. Niektórzy uważają, że łatwo grać emocjonalnymi postaciami. Może, ale trzeba zrobić to tak, by nie wyszło zbyt sztucznie albo dramatycznie. I tego obawiam się, kiedy nim gram. Nie lubię przesadnych dram i nie chcę, by Nathair wyszedł na drama queen. Problem jest taki, że Nathair jest... słaby. I fizycznie i psychicznie. Łatwo go złamać (dosłownie). Mam sporo motywów na fabułę, które mogłyby mi pomóc w rozwinięciu go, ale Nathair tam jest tym, który ucierpiał. I boję się komukolwiek to zaproponować bo właśnie nie chcę, by wyszło zbyt dramatycznie.

✔ Dawno przy żadnej postaci tak bardzo nie rozwinęłam historii. Nawet przy Ev. I dawno żadnego OC nie chciałam tak bardzo rozwijać. Nowe moce, umiejętności, doświadczenia. Relacje, wątki - ja na wszystko jestem otwarta. Wiadomo, z dobrym smakiem.

I pewnie mogłabym coś jeszcze napisać, ale w sumie już śpiąca jestem, więc może kiedyś coś się nowego pojawi. Amen.
avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


To może ja rzucę słowotokiem?

Glen
My poor baby ;-; Nadal czuję sympatię, ale nie potrafiłam nim grać. Chyba nadawał się bardziej do opowiadania, niż nastawionego na walkę PBF-a.
W każdym razie on przywiódł mnie na Virusa. Stwierdziłam, że chcę pograć androidem i przegrzebałam stosy martwych forów, by wreszcie trafić tu <3

Luka
Próbowałam ją robić trochę pod kątem typowego, RPG-owego łotrzyka. Tu się prześlizgnie, tam poderżnie gardło, gdzie indziej cicho przemknie nad głowami straży.

Luka jest najbardziej płynną postacią, jaką kiedykolwiek stworzyłam. Większość jej cech charakteru tak naprawdę wychodzi mi dopiero podczas pisania z innymi i uważam, że to absolutnie świetne. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, do czego dojdzie po, np, roku pisania.

Weźmy opiekę nad Ren - wcześniej nawet o tym nie myślałam, ale właściwie dlaczego Luka nie miałaby mieć niespełnionego pragnienia macierzyństwa? Wie, że nie nadawałaby się na matkę, ale przecież może się siostrzanie zaopiekować nastolatką, zwłaszcza z tak podobną przeszłością do niej.

Fun fact - ostatnio uświadomiłam sobie, że jest przypadkowo podobna do jednej bohaterki z visual novel, którą lubię. W sensie, lubię visual novel, bohaterkę trochę mniej.

Swoją drogą, to jest też pierwsza postać, z którą mogę się identyfikować pod względem seksualności. Do tej pory raczej robiłam hetero.

Ayako
Zdradzę sekret. Jej wygląd jest spowodowany tylko i wyłącznie tym, że chcę się nauczyć poprawnego kitsuke, a konieczność wymyślania ubrań działa jako dodatkowa motywacja.
Na temat charakteru się na razie nie wypowiem, bo chciałabym się trochę bardziej wdrożyć w pisanie nią... Ale mam nadzieję, że uda mi się utrzymać jej skrytość i niechęć do upubliczniania życia prywatnego, tak samo jak niechęć do przemocy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Marcelina jest dopracowaniem mojej pierwszej postaci, Kamaly, z nieaktywnego już forum PBF kolebka upadłych aniołów. Pomysł na imię wpadł sam, ale głównie przez fakt, że jestem fanką Pory na przygodę, a królowa wampirów to moja ulubiona postać. Obie postacie nie różnią się jedynie wyglądem i mocami. Dlaczego akurat irbis? To zwierzęta, które inspirują mnie i zadziwiają od małego. Są piękne.
Jest postacią, do której bardzo się przywiązałam. Postanowiłam grać nią, nie udając przy okazji żadnego bohatera kultowego anime czy sławnego wszędzie filmu akcji - stąd wielki remont w karcie postaci, bo na początku miała być (i przez jakiś czas była) lekko przesłodzona. Z czasem zmieniała się, teraz jest właściwie nieprzewidywalna (ze znacznym przechyleniem na stronę dobrą, nie każda postać musi być koniecznie cholernie arogancka) ale dzięki temu wspaniale mi się nią piszę, litery na klawiaturze układają się nieprawdopodobnie łatwo i gładko, jak nigdy przedtem. Stworzyłam jej bardzo nietypowy wygląd, bo podobnie jak Grow, uwielbiam oryginalność, chciałam, by chociaż trochę wyróżniała się z tłumu - myślę, że udało mi się to zrobić. Hermiona była kolejną jej wersją, tylko że alternatywną, dlatego szybko przestałam nią grać - nie przyjęła się, co przecież zdarza się nie rzadko.
Co do Aragota, nie chciałam jeszcze tworzyć następnej postaci, a wręcz szalałam za Shinigami (japońskimi Bogami Śmierci, mru <3) a motywy czarnych wilków z czaszkami antylopy były dla mnie wręcz fenomenalne, dlatego stworzyłam Marcelinie ducha opiekuńczego. Imię to przypadkowy zlepek słów, choć chwilę później zorientowałam się, że podobne imię nosi pająk z drugiej części Harrego Pottera, Aragog.
Szakal to druga wersja Aragota, postać grywalna rzecz jasna. Podejrzewam, że nigdy nie przywiąże się do niej jak do Marceliny - ale nie powiem, postać lubię. Imiona zmieniałam kilka razy, Szakal, Szarańcza, Fokus, Kaji Mejit... lubię tą postać. Nie jest tak nietypowa jak Marcelina, ale jednak należy do tych oryginalniejszych. Tak myślę.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Łoł, wychodzi na to, że jest tu całkiem sporo ludzi z Kolebki o.o

No dobra, też się "pochwalę". Choć u mnie nie ma specjalnie skomplikowanych historii, które by się kryły za moimi postaciami.

Ethel jest jak na razie moim w miarę nowym pomysłem, nie stworzyłam jeszcze na tyle podobnej postaci, aby ją jakoś porównać. Po prostu wymyśliłam sobie, że chciałabym stworzyć osobę, która mogłaby coś prędzej czy później namieszać w fabule. A informator rzeczywiście się może przydać. Zdobędzie coś ciekawego na temat jednej postaci, wygada drugiej... Musi mieć tylko okazję.
Mimo iż wyobrażałam ją sobie jako bardziej poważną istotę, nie chciałam popełnić błędu, który po jakimś czasie zaczął mnie męczyć na false. Tamta Ethel (jeżeli ktoś coś kojarzy) była dosyć... Sztywna. Wyjątkowo ponura, brakowało jej kilku pozytywnych cech. Stała, bo musiała. A ja lubię rzucać sucharkami i robić więcej, niż stać i gadać o pogodzie. Dlatego musiałam dodać jej odrobinę nienormalności i tendencji do komentowania spraw albo w głowie, albo za pomocą głosu. Wiadomo jednak, że postać tego typu musi uważać, co robi, bo może źle skończyć. Dlatego na swój sposób cieszę z tego minimalnego powiewu nowości, chowającego się jednak w czymś, co uważam za wygodne dla mnie. Nie lubię na siłę tworzyć cholernie oryginalnych postaci. Mają coś ode mnie, coś mogło się przewinąć kilka razy, a jeszcze coś innego wydaje się być czymś "ciekawszym".
Abigail natomiast jest rozwiniętą myślą Herbacianej Panny, Ame, która balowała sobie wesoło na Kolebce Upadłych Aniołów. *Zerk na Hexa*
W skrócie, żeby nie nudzić - Ame była lekko pokręconą osóbką, uwielbiającą... Herbatę. Nawet posiadała moc tworzenia jej znikąd. Od tej postaci zaczęła się u mnie taka mała moda na osóbki, które uwielbiały herbatkę i/lub mogły ją wytworzyć, więc jeżeli słyszeliście o jakiejś postaci, która to robiła, możliwe, że to byłam ja. Miała swoje podejście, była uparta i nie dawała zmienić swojej opinii - i to w niej lubiłam. Była sobą. Jeżeli coś ją bawiło, śmiała się, nawet, jeżeli była jedyną. Jeżeli coś ją przerażało - brała nogi za pas lub starała się coś z tym zrobić. A jak dżiny wykopywały ją z jej własnego mieszkania, to wracała i starała się owym gościom nakopać dwa razy tyle. Na swój sposób jednak czułam, że troszkę się tam zmarnowała. Nie rozwinęłam jej tak, jak chciałam. Dlatego kiedy tylko sobie o niej przypomniałam, zdecydowałam, że gra samą Eth będzie dla mnie niewystarczająca, więc mogę sobie zrobić Abi. Anielica jednak różni się troszkę od powalonej czarownicy.
Raz, trzeba zauważyć, że w czasie walki Ame była dosyć mierna. W dodatku była, nie ukrywajmy, małą ciotą, która potrafiła się wywalić na prostym jak deska chodniku, przez co mogła się złamać. Abigail ma możliwość śmiania się ze swojego wroga w każdej chwili, a mimo słabych kości wie, że jest w stanie się obronić, zadać jakieś obrażenia i zwiać. Dwa - Herbacianą wyróżniała herbata, Abigail wyróżnia się swoją ciekawością. Mimo iż nie miałam jeszcze specjalnej okazji - ona naprawdę potrafi się wcisnąć nie tam, gdzie trzeba. I jeszcze namiesza. Trzy, Ame przy anielicy była całkiem normalna. Ta tutaj może miewać naprawdę głupie pomysły. To taki wesołek, który nie ma ochoty zmieniać swojego nastroju. Będzie się szczerzyć jak głupi do sera tylko dlatego, bo tak chce. I wkurzę się na samą siebie, jeżeli coś przy niej zwalę.

Naprawdę lubię poniekąd pozytywne, ale jednak na swój sposób nie do końca normalne postacie. Nigdy nie umiałam grać gwałcicielami/sadystami/wielkimi psychopatami. Może kiedyś spróbuję, jeżeli poczuję się na siłach. Zaliczam się do tych, którzy lubią mieszać bez rozlewania krwi po bokach, jeżeli nie ma takiej potrzeby. Z drugiej strony, nie miałam jeszcze też okazji zakosztować takich fabuł, gdzie coś działo się od początku do końca i zagrażało mojej postaci. Momenty, kiedy wychodziły z jakiejś sesji ranne można policzyć na palcach jednej ręki... Smutne, lecz prawdziwe. Trzeba to zmienić.
Ogólnie jeszcze muszę dodać, że każda z moich postaci mimo swoich opisów, potrafi się troszkę zmienić, zachowywać nagle inaczej, nie tak, jak powinna. Nie lubię się sztywno ich trzymać - to, że osoba x opisała osobę y tak, nie znaczy, że osoba y nie zachowa się czasem inaczej. Daje mi to takie uczucie, że jednak działam jako moja postać i wiem, że dobrze się bawię. O to w sumie chodzi, nie? Powinno się czerpać przyjemność z gry daną postacią. W moim przypadku kombinowanie nie zawsze mi wychodzi na dobre, więc jeżeli nie mam pomysłu lub wiem, że to nie wyjdzie - nie próbuję. No chyba, że naprawdę się zrobię uparta. No i w sumie to tyle.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Ethel z false kojarzę o tyle, że zostawiła zranionego w nogę X'a na pastwę losu. Akurat za to ją lubiłem.

Ethel napisał:Daje mi to takie uczucie, że jednak działam jako moja postać i wiem, że dobrze się bawię. O to w sumie chodzi, nie? Powinno się czerpać przyjemność z gry daną postacią.



Ja to bym chciał popisać z wami wszystkimi.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Poniższy opis może być chaotyczny, bo w pewnym momencie już zapomniałem, co pisałem. Tu obiad, tam serial, tu rozmowa z Gilbem, tam rozmowa z Ev. Tak.

To może teraz coś o ZERO. Prawdę mówiąc, nie pamiętam dokładnie, dlaczego zdecydowałem się go zrobić. Chyba zaczęło się od tego, że chciałem mieć jakąś bardzo wysoką postać, ale serio... kiedy próbuję sobie przypomnieć, co mnie nakłoniło do jego stworzenia, mam w głowie taką pustkę, że już nie chce mi się dalej próbować. Pewnie to było coś na zasadzie: jebnę sobie druga postać. Może Ev albo Gilb pamiętają powody. Miała być wysoka postać – jest. Chyba też od początku chciałem anioła, bo tutaj nim jeszcze nie grałem (jak i pozostałymi rasami, prócz człowieka, ale co tam), więc też jest. Potem zacząłem się nad nim bardziej zastanawiać, więc do wzrostu i całej reszty, dołączyły kolejne rzeczy, które wypiszę w punktach.

Kolor oczu. Generalnie od początku miały być dwukolorowe, ale pierwszą koncepcją był fiolet z czymś tam. Zacząłem przeglądać zdjęcia i to, które mam w profilu tak mnie urzekło, że uznałem, że Zero będzie miał jednak taką barwę tęczówek. Czysty przypadek.
Moce. Zacznę od błękitno-fioletowych płomieni. Chciałem, żeby władał ogniem, ale jakoś tak wpadło mi do głowy, że zrobię sobie to na innej zasadzie. Gilb powiedział mi, że nie może to robić za zwykły żywioł, więc wybrałem powietrze, a zmiennokształtność to dlatego, że nie miałem innego pomysłu. Za to teraz mogę sobie dowalić moc za pochwały i na pewno będzie to kontrolowanie emocji z jednoczesnym odczuwaniem ich przez innych. Z tego względu na początku będzie się nieco męczył, przebywając w dużych skupiskach ludzi i nieludzi.
✗  Miłość do Growa. Bo yolo. Prawda jest taka, że nigdy wcześniej nie grałem skrycie zakochaną postacią. Zwykle to wobec moich postaci trzeba było zrobić pierwszy krok albo wszystko po prostu jakoś tam się toczyło lub się nie toczyło. O czasach, w których to zakochania wystarczyło liźnięcie w polik na psim forum, a wszyscy byli młodzi i głupi nie będziemy wspominać, eheheh. Ogólnie aktualnie należę do tych osób, które nie rzucają się na relacje miłosne od razu, bo z początku nie wiadomo, czego się spodziewać, a prawda jest taka, że jeśli mam komuś oddać swoją postać, najpierw ta druga postać musi zachwycić mnie jako usera. Taka tam selekcja naturalna. W przypadku Gilba akurat miałem taki pewnik, że znam już Growa, a poza tym... no. To Grow. Poza tym mąż wielokrotnie mi mówił, że zwykle to jego postacie są zakochane, więc to było dla mnie takie orydżinal.
Dodatkowo chciałem, żeby ta postać kogoś ochraniała, więc to połączenie jak najbardziej mi odpowiadało. Nikt nie miał nic przeciwko i oto jest. Swoją drogą myślałem, że taki wątek będzie mi się prowadzić źle, ale ku mojemu zdziwieniu poszerzyło mi to możliwości postaci, bo mimo wszystko pojawił się bodziec, który może silnie na nią wpłynąć, ha. Czy to wkurwić, czy to zmiękczyć. W końcu Zero go przytulił. On nikogo nie przytula.
✗ Właśnie! Niechęć do dotyku. Ale to głównie obcych. Jakoś go odrzuca i czuje się przy tym nieswojo. Sam też nie jest zbyt wylewny, bo nie wychował się w ciepłej, rodzinnej atmosferze, gdzie wszyscy mówili sobie dobranoc (pozdrowienia dla Rhy).Nie jest wstydliwy, ale uznałem, że to zabawne, gdy ktoś do ciebie pozbiega, a tu zatrzymuje go ręka wycelowana w twarz. No touching. CO DZIWNE – w ten stan wprawiają go drobne i z pozoru niewinne gesty. Samo zbliżenie nie jest jakimś wielkim problemem. I spróbuj go ogarnąć.
Skrzydła rozdzierające plecy. Bo czemu nie? Miałem już kiedyś postać, u której zastosowałem ten motyw. Gdy sobie o tym przypomniałem, uznałem, że mogę połączyć to właśnie z Zero, bo tamta postać i tak została już zaszufladkowana i nie ma żadnych szans na to, że jeszcze kiedykolwiek będzie egzystować. Ponadto za sprawą tego uznałem, że defekt będzie spowodowany tym, że zostanie mieszanką człowieka z aniołem, a do tego doszedł brak anielskiej regeneracji, coby nie było mu za dobrze. Potem doszło do tego to, że anioły uważały go za gorszego, on się do nich zniechęcił i wyrósł z niego ktoś, kto...
... ma poważne problemy z przywiązaniem. I tu pojawia się kolejna sprawa, dla której łatwiej mi się go prowadzi, bo niby ciężko zdobyć jego zaufanie, ale nie jest to niemożliwe, jak w przypadku Ryana. W dodatku, choć trudno zdobyć jego zaufanie, łatwo je nadszarpnąć, o czym przekonał się Ourell. Nie ukrywam jednak, że Zero ma tendencje do hiperbolizowania, ale... no. Każdy ma jakieś wady.
✗ Praca w hotelu. Bo zachciało mi się desperackich luksusów. Byłoby dziwnie, gdyby miał to z niczego, więc wyszło na to, że będzie pracował w Czarnej Melancholii w zamian za stałe zakwaterowanie. Poza tym dzięki temu sam jakoś mogę zająć się hotelem i wkrótce zajmę się opisaniem kilku NPC.
✗ Spytałem Ev o to, co sama chciałaby wiedzieć, bo nie wiedziałem już co pisać.
Czemu pomysł na to, że nie jest w DOGS bliżej Growa.
Raz, że nie chciałem mimo wszystko kolejnego konta w organizacji, a Ryan tam w zupełności wystarcza. Ale tak z perspektywy fabularnej, to gdyby był w grupie, mimo wszystko podległaby hierarchii. Jest przyjacielem Growa, a bycie w grupie czasami mogłoby stawiać go w roli podwładnego. Jeśli się mylę, do Gilb może wyprowadzić mnie z błędu, ale ogólnie Leslie poniekąd tak to widzi. No i jest przywiązany do Growa, a nie do Psów, wobec których byłby jakoś tam zobowiązany, gdyby dołączył do grupy.

Co by tu jeszcze... skończyły mi się pomysły. Prawda jest taka, że na tę postać mam mnóstwo pomysłów. Zaskakuje mnie sam fakt, że bohater, którego zrobiłem pobocznie spodobał mi się do tego stopnia, że nie mam ochoty wyjebać go po tak długim – jak dla mnie – czasie. Leslie jest tak plastyczny, że potrafię wybiegać wyobraźnią w jego daleką przyszłość, nawet jeżeli nigdy nie będzie miała miejsca. Nawet nie muszę specjalnie głowić się nad wątkami – dosłownie same przychodzą mi do głowy. Poza tym to jednak taka postać, którą faktycznie mogę prowadzić metodą fabularnych wpływów. Tu się załamie, tam mu się polepszy, za chwilę się wkurwi i zasadzi komuś z pięści w twarz. Ogólnie jestem w stanie odnaleźć się nim niemalże w każdej sytuacji. I chyba to lubię w nim najbardziej. Mógłbym nim pisać dosłownie cały czas, ale obiecałem sobie, że póki co będę ciągnął tylko jeden wątek. Chyba to tyleee.




WAŻNE: w chwili, gdy Zero jest poirytowany lub odczuwa jakiekolwiek inne negatywne emocje, osoby w jego pobliżu zaczynają być skrajnie przybite, wściekłe albo wystraszone. Dzieje się tak, ponieważ nie do końca panuje nad manipulacją emocjami. Nie dotyczy osób z blokadą umysłu.

avatar





Zero
Anioł Stróż

Powrót do góry Go down


To może i ja opiszę swoje postacie?

Natalie - jest moją pierwszą postacią na tym forum. Czwartą, którą grałam. Prawda jest taka, że nie miałam wtedy pojęcia, kim dobrze mi się gra. Na poprzednich forach byłam bardzo krótko. Może po kilka tygodni.
Nie miałam też specjalnie dopracowanego pomysłu na Nat. Powstała trochę na szybko i z założenia miałam nią pisać tylko z Blight'em. Zraziłam się wtedy do pisania z "obcymi" graczami, więc nie szukałam sobie nią fabuł. Zgadzałam się, jeśli ktoś potrzebował, ale jakoś tak... no.
Niestety, dość szybko straciłam zapał do pisania nią. Zniknęłam z forum na dwa miesiące (?). Gdy wróciłam, chciałam kontynuować jej historię, ale pojawił się "mały" problem. Nie była tym, kim chciałabym grać. Dlatego zaczęłam ją fabularnie zmieniać.
Cóż, jak na razie wychodzi mi to okropnie chaotycznie. Pewnie mało kto orientuje się, "czym" ona obecnie jest, a mój brak talentu do tłumaczenia swoich myśli zdecydowanie nie ułatwia wyjaśnienia tej sprawy.
Obecnie dziewczyna jest czymś jakby syntezą dwóch osób. Starej Nat i nie pojawiającej się jeszcze na fabule anielicy. Co z tego wyniknie? Zobaczy się. Na razie widzę trzy główne ścieżki prowadzenia jej i sama nie wiem, którą wybrać.
Jedna z nich, to archanielica. (Heh. Tym pomysłem chyba zdążyłam się już dać we znaki.) Wiem, że aby dotrzeć na to stanowisko, musiałabym zrobić baaardzo dużo, ale właściwie, dlaczego nie? Gdyby założyć, że choć część aniołów uzna ją za jakieś "nowe wcielenie" starej, znanej im anielicy, to chyba miałoby nawet sens. (Trzeba też oczywiście doliczyć tu jakieś zasługi dla aniołów i inne czynniki, które jeszcze wynikną.)
Drugą drogą byłoby pozostanie wśród Łowców i udzielanie się w organizacji. Nie wiem jednak, czy będę w stanie ryzykować ta postacią w walkach i ryzykownych akcjach. Prawda jest taka, że Natalie jest najbardziej wzorowaną na mnie postacią i można by nawet powiedzieć, że mam swego rodzaju "świra" na jej punkcie.
Trzecią drogą byłoby zrobienie z niej osoby neutralnej, siedzącej ciągle w kanałach i pomagającej organizacji w jej siedzibie. To chyba jedna z "najnudniejszych" opcji, ale jednocześnie najbezpieczniejsza.
Właściwie, Natalia Violetta Dark jest obecnie jednym wielkim znakiem zapytania, nad którym czeka mnie jeszcze wiele pracy. Niemniej jednak, chcę ją rozwijać i doskonalić. Chcę być z niej kiedyś zadowolona.

Reszta postaci kiedy indziej.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


U Growa zaszło mnóstwo zmian, których początkowo w ogóle nie zakładałem. Jednak doszlifowanie postaci zajęło mi dobre... pół roku, nim wyszło to, co „miało” wyjść.

x Początkowo Growlithe nie miał posiadać PIEGÓW na stałe. Chciałem mu to dowalić tylko na lato, by czuł się z tym źle, bo – poniekąd – dodają niewinności, której nie wiąże z sobą. Ale Take pewnego razu narysował mnie (mnie-mnie, realnego mnie) i oczywiście nie mógł się powstrzymać, żeby dodać piegi, skoro mam je na realu. Jakoś tak wyszło... niech cierpi.
x Dodałem mu mnóstwo chorób, odchyłów psychicznych i tak dalej, w tym OSOBOWOŚĆ CHWIEJNĄ EMOCJONALNIE TYPU BORDELINE, która w praktyce jest naprawdę denerwująca (mam doświadczenie). Już ja wiem najlepiej, jak bardzo nie chciałbym spotkać Growa face to face. Są osoby, z którymi nie można wytrzymać – i Grow właśnie do takich miał należeć. Nawet nie sądziłem, że wyjdzie mi tak drażniący typ, bo nawet Gilberta dało się polubić. Przy Growie to faktycznie... trzeba mieć stalowe nerwy, żeby wygrzebać spod jego wad, choć mały zalążek zalety... w końcu Wilczur każdą romantyczną chwilę spierdoli. Dalej, dzięki Takanoriemu, dorzuciłem mu ZESPÓŁ TOURETTE'A, choć bardzo lekki, bo nie potrafiłbym grać bohaterem, który nagle zaczyna krzyczeć niezwiązane z rozmową urywki zdań. Zaburzenie ogranicza się tylko do natarczywego drapania prawej ręki, w której – notabene – nie posiada czucia. NIESPRAWNOŚĆ RĘKI dostał gratisem jako kara za zły wybór na misji, bo konsekwencje trzeba ponosić, hue. ~
x Co zabawne miał na starcie 169 centymetrów wzrostu, ale potem nagle podniosłem mu do 182. I dobrze, bo by mnie Rhy nie chciała. >:cc
x Cierpi na PHILOPHOPIĘ. Masakryczny przypadek.
x Ja mu jeszcze znajdę osobę, która go polubi. Mówię wam.
x *tu był bardzo długi wpis o mocach i błędnym kole, ale wywaliło mi kompa, wkurwiłem się i nie będę tego pisać drugi raz, bo jestem leniwym szują*
x Zauważyłem, że Growlithe ma BARDZO DUŻY SZACUNEK DO ZWIERZĄT, nawet jeśli swoje kundle traktuje również jak sługów, co pokazał chociażby przy spotkaniu z Yuu. Mimo wszystko to jednak śmierć Tori, a nie mocne zranienie (oderwanie ramienia) Ryana spowodowało, że chciał się zemścić na CATS.
x Nie chce mi się dokładnie już opisywać mocy (tak jak wspominałem wyżej), ale doszło mi sporo mar od czasu, kiedy wykreowałem umbrakinezę. Gepard – Heine (który początkowo był kotem), Shatarai (którą Grow oddał Shionowi), Shiva (wilczyca, która pod nieobecność Shatarai zaczęła być bardzo pyskata, jakby chciała ją zastąpić), Odys (wilk), Dhalia (kolejna wilczyca), Livai (jastrząb), Lars (lis)... NO DOBRA. Tego serio było więcej, ale już nie pamiętam ich dziwnych, porąbanych imion. Ostatnio doszła jeszcze Morgan (łania).

Przez to, że mi wyłączyło kompa, straciłem mobilizację, meh. Ale coś tu jeszcze kiedyś dopiszę, bo Grow to chodząca zbieranina różnych chorób, masakr i innych Bogu ducha winnych objawów.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 13 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11, 12, 13  Next

Powrót do góry