:: Postacie

Strona 3 z 13 Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next

Go down


Zastanawiam się w sumie, po co ja to piszę, ale jak już jest temat, to się przynajmniej pobawię, hue. W ogóle, nie wiem, czy coś się nie powtórzy (wielokrotnie), bo pisałam to w odstępach czasowych, ale... no.

Skąd to się w ogóle wzięło?

To jest już jakaś... czwarta wersja Mio? Postaci o tym imieniu samych w sobie miałam pięć, ale jedna nie była wzorowana na tej najpierwszej. A jedna z tych "kopiowanych" nie pożyła długo i w sumie nie była zbyt ciekawa, więc pozostają nam tylko trzy. No, ale tak. Konto pierwszej Mio założyłam dokładnie 17-ego czerwca 2011. Byłam wtedy świeżutko po już którymś obejrzeniu serii Macross Frontier, przeplecionej nieco z K-On!, do których generalnie miałam sentyment, bo były po prostu jednymi z moich pierwszych "świadomych" anime. Stąd pierwszy wygląd (choć nie był on naturalny) był wzorowany na Rance Lee, a imię wyciągnęłam od Mio Akiyamy. Generalnie nazwisko wykrzesałam ze swojej głowy, choć do teraz nie mogę przeboleć, że istnieje nazwisko Amakawa, ale Amasakawy nie ma za cholerę. Choć i tak mi się z tym udało, bo zupełnie nieświadomie nazwałam swoją postać od "rzeki słodkości", lulz. Z czasem Mioch mi się rozrastała i łapała nowe doświadczenia, przez co robiła się trochę bogatsza i dojrzalsza charakterem, ale i tak nadal pozostawała, choćby cząstkowo, tym małym, naiwnym dzieciakiem z syndromem przecukrzenia. Ta tutaj jest jednak trochę inna, bo jednak dodałam jej szczyptę uszczypliwości i większego uświadomienia w sprawach, o których powinni mieć pojęcie jedynie dorośli, bo - tak na dobrą sprawę - ona sama też już dorosła jest.
No, ale wiadomo, że nic nigdy nie będzie takie samo, bo wszystko trzeba przystosować do założeń forum. Do tego czasem dokuczają nam jakieś kaprysy, bądź my sami się zmieniamy i ma to wpływ na nasz gust do postaci. Pierwsza Mio miała być samozwańczą księżniczką, nieco zadufaną w sobie, ale jednocześnie przesłodką i przeuroczą. Skończyła, jako kompletny wrak samooceny z dobrym serduszkiem i niewinnością wypisaną na twarzy, do tego z niesamowitymi pokładami energii. Druga wersja nie różniła się jakoś szczególnie od pierwowzoru. Może była trochę bardziej nierozważna i miała inny stosunek do poszczególnych postaci, które zostały przeniesione. Ta teraźniejsza ma więcej oleju w głowie i bardziej skopała jej się przeszłość pod względem ilości zaliczanych butów w dupsku, ale mimo wszystko wciąż pozostaje ciepłą kluską.

Historyjki obrazkowo-portretowe

Jak już mówiłam, pierwszy wygląd, z jakim mogła się poobnosić Mi, składał się z krótkich, wymiotnie zielonych włosów, które i tak okazały się farbowane (zwyczajnie nie wiedziałam, jakie mogłyby być naturalnie), i ogromnych oczu o niewiadomych tęczówkach, skrytych za szkarłatno-brązowymi soczewkami. Potem jakoś tak wyszło, że w ogóle zapomniałam o tej farbie, a przypomniała mi o niej niesamowita niechęć do zielonego, odczuwana przez pewnego skurwiela. Jak się słyszało określenie "Vomithead", to Take naprawdę potrafiłoby się zebrać na wymioty~. I tak oto księżniczka wiosny przerodziła się w bardziej zimową wersję. Ustaliłam, że naturalnym kolorem jej włosów miałby być odcień wyblakłego, ale bezchmurnego nieba, a z oczyma postawiłam na zestawienie liliowego fioletu i nieco ostrego błękitu akwamaryny. I w zasadzie, to mi wyładniała, bo nabrała bardziej delikatnego, pasującego do siebie wyrazu.
Potem False powiedziało: "oyasumi", a powstał Rath. Niby miałam tam jakieś małe, spacerujące gówienko z wyższych sfer, jednakże pozbyłam się go szybciej, niż wymyśliłam mu imię (serio, gdyby nie sklejenie mojego jąkania się, do teraz bym nad tym ślęczała). No to przeniosłam Mio. Już jako człowieka, więc nie mogła mieć takich ślicznych włosów, ale zawsze miała możliwość farbowania. Z miejsca dałam jej platynowy blond, bo wydał mi się wygodny do tego typu zabiegów bez konieczności rozjaśniania się do tegoż właśnie odcienia. Oczy zostały, jakie były, a dzieciak cały czas zrzucał toner z futra tylko po to, żeby przybrać jeszcze dzikszy kolor. A to niebieski, a to różowy... w planach miałam potem miodowy blondobrąz, fiolet i coś na wzór Anarchy Stocking.
I w tym momencie przyszła chwila, w której miałam kompletnie dość osobowości Mi-Young, DQ - choć genialnie pełna sprzeczności - mi nie wystarczała, a ja miałam okropną ochotę pograć Mio. Konto założyłabym od razu, gdyby nie kłopot z nickiem, który zażegnałam najgłupszym możliwym pomysłem, z którego i tak nie chcę rezygnować. No, ale chodzi o wygląd. Generally, w całej swojej karierze miałam chyba tylko jedną żeńską postać o czarnych włosach. Do tego do Azjatów takie coś po prostu pasuje, no i... Gilbert mi też tak chyba doradził. Oczy z kolei machnęłam w turkusie, bo... jakoś tak pokochałam ten kolor~. Nie wiem, pewnie przez starego dobrego Drozda, wykrzesanego przez Shet, który to miał włosy w tym kolorze. Choć zawsze robię je w trochę mdłej wersji tego koloru.
No i każda Mio to taka ostatnia loli, choć nie do końca pod względem stylu ubierania. Pierwsza faktycznie często wpychała się w falbany i halki, ale nie jakoś obowiązkowo. Reszta tak samo - niby mają takie kochane sukieneczki, ale Rath'owa Mio preferowała jednak jakieś zwykłe, krótkie spódniczki i ciężkie buciory, a Virusowa... chyba nie ma jakiegoś konkretnie określonego stylu, choć też czuć nutę cukierków pomieszanych z wielkim rebelem.

Charakterna ta kobieta~

Ta. Tu się nie ma co za bardzo rozpisywać. Po prostu nie wyobrażam sobie Mio jako ostatniego dupka albo wypranego z uczuć skurwiela. To od początku miało być coś cukierkowego, choć ze swoimi defektami. Z kolei przerodziło się w jeszcze bardziej wybuchową piniatę, która mogłaby tkwić w słowniku jako definicja słowa "cukrzyca". Ewentualnie "przeciwieństwo Take". Bo tak to się w sumie maluje. Wymieniając cechy Mio, automatycznie przychodzą mi do głowy zupełnie odwrotne przymioty, jakie odpowiadają charakterowi Takanoriego, bądź Ryana. Przede wszystkim Mio jest całkowicie nieszkodliwa, choćby nie wiem, jak tego chciała. Za to Ryan potrafi zburzyć budynek pełen ludzi samym spojrzeniem, w dodatku skierowanym na sierociniec kilka przecznic dalej. Młoda jest niesamowicie wygadanym dzieciakiem, który tylko by mielił ozorem - Fucker nie marnowałby śliny na to, na co nie potrzeba. No i Mioch jest niesamowicie uczuciową dziewczynką. Podchodzi do każdej rzeczy strasznie emocjonalnie i potrafiłaby zrobić życiowe wydarzenie z najmniejszej drobnostki, a Ryan... no, sami doskonale wiemy, że jego nick nie wziął się znikąd. Choć tutaj zauważam zależność, która istnieje nie tylko pomiędzy tymi postaciami, bo czasami naprawdę mogłoby się wydawać, że także ja i Takanori to dwa różne światy. I tak w sumie jest, ale my nie o tym.
Kolejną totalnie charakterystyczną cechą Mio jest nadmierne przywiązanie, a w późniejszej kolejności - zazdrość. Jest przeokropnie zazdrosną osóbką, ale jeszcze nigdy nie okazała tego dobitnie, bo przewyższa to strach przed stratą ukochanego bliźniego, co zresztą też jest totalnie przyczepione do niej, jak ostatni rzep.
Ogólnie, ta postać ma dużo ze mnie, a przynajmniej tak wnioskuję z relacji ludzi i... teraz dopiero zaczynam to zauważać. Strasznie się przywiązuję, tak samo, jak i Hime. Uwielbiam opiekować się innymi, kiedy mają jakiś problem, a czasem pomagam niektórym nawet na siłę. Do tego zamartwiam się na zapas i... ogólnie, jestem tak samo wrzaskliwa i robię z siebie podnóżek. Czyli nie są to cechy, którymi można się pochwalić. Rzuciłabym do kompletu, że jestem też tak samo słodziutka, ale jednak wolałabym nie kłamać. Smuteg.

Relejszynszipz

To, jakie Mio na bank będzie miała relacje, jest ustalone odgórnie i tradycyjnie, serio. Zawsze będzie potrzebowała pięćdziesięciu tysięcy byłych miłości, ośmiuset męskich kumpli, kilkudziesięciu obiektów fangazmowania i ewentualnie jakieś relacje z postaciami żeńskimi. To już taki typ osoby, co to się skłania do rozmów wyłącznie z męską częścią społeczeństwa. W dwóch poprzednich przypadkach miała także do czynienia z ogonem w postaci przybranego starszego rodzeństwa, aczkolwiek tylko na False odgrywało to tak dużą rolę. Tu z kolei nie będzie tego w ogóle, i to chyba tylko dlatego, że nic już mi nie zastąpi relacji Mio-Gilbert, duh. No. Ale po wsze czasy, i to już naprawdę po wsze czasy (znaczy, tutaj jeszcze nie, ale jestem w trakcie przygotowań) ta mała cholera będzie się doczołgiwać do kompletnych dupków i robiła im za bardzo pomocne, ale i słabo wynagradzane podnóżki. Taki już jej urok, że pasuje na służącą skurwieli i to się chyba nie zmieni.
Potrzebne są też jednostki książęce, bo jakżeby inaczej. Każda z odsłon tego wrzaskliwego dzieciaka miała kogoś, kogo tytułowała w taki sposób i nie do końca w ogóle wierzyła w możliwość istnienia tak idealnych osób, choć były aż nadto realne i wyczuwalne. Ba! Jeden z nich należał do miowatej rodziny! No, każda z nich trzech kochała/kocha ich ponad życie i zrobiłaby dla nich wszystko, choć w dwóch trzecich przypadków nie wie o nich kompletnie niczego, ale to wciąż wydaje się być tylko... snem. Więc trzeba wracać do rzeczywistości i znaleźć sobie obiekt westchnień, który ma prawo bytu w jej "rozbudzonych" oczach. I tu pojawia się ten nowy zwyczaj, który mówi, żeby pożyczać. Oczywiście mówimy tu o pożyczaniu królewien. Schnee to ten jeden jedyny wyjątek, który nie uczepił się na stałe jednego kwiatka z krainy marzeń, tylko myśli też o ewentualnym jego niebycie. Z pozdrowieniami dla tego "istniejącego" Eliott'a.
Do tego każda z nich ma kogoś, kogo byłaby skłonna stalkować albo w ogóle to robi. Przez pierwsze dwa fora uganiała się za randomowymi kolosami z wojska i kanibalami, bo włosy miały śmieszny kolor, a wzrostem ci faceci grzeszyli - teraz przerzuciła się po prostu na przecudownego senpai'a, który dopiero został wspomniany.
I jeszcze jedno, najważniejsze - brak wrogów. Albo wrogowie, którzy mają wątpliwą datę ważności, bądź są beznadziejnie dobrani. No bo jak inaczej nazwać zakochanego w tobie po uszy brata, którego ty nienawidzisz i uważasz go za zdrajcę? Albo jeszcze inny przykład, który dałoby się wyśmiać, i to równo, z perspektywy dzisiejszego dnia - Takanori i Mio mieli być kiedyś wrogami. To jest, kurde, przeterminowany plan~.
I w sumie, jak się to tak będzie czytało, to można wywnioskować, że Mioch jest robiony bardzo pod czyjeś postaci - w sumie, to nie. Pierwowzór był totalnie niezależnym bytem, który po prostu z czasem rozwinął się w coś takiego, a teraz nie ma już po prostu innej możliwości, niż zaplanować coś w taki sposób, jak się planuje. Właściwie, nawet miło jest popatrzeć, jak twoja sto pierwsza OC wreszcie znajduje sobie stałe miejsce przy jakichś osobach i nie zna ich tylko z widzenia, nie mówiąc już nawet o tym, że mogłaby się dla nich jakoś poświęcić. To zresztą też daje dość ciekawe motywy.

Dyz szit yz da histori

Ciężko mi się wypowiadać na temat historii pierwszej Mio (nawet, jeśli ma być tu mowa o tej teraźniejszej, to i tak by się przydało), zważywszy na fakt, że była do całkowitej przebudowy i niby miałam już zaczętych kilka wątków, ale i tak. Grunt, że ta sucz miała zawsze o tyle dobrze, że za każdym razem znalazł się ktoś, kto pomógł jej i się nią zaopiekował, a jednocześnie o tyle źle, że pomimo wsparcia w końcu i tak zostawała całkiem sama i widywała swoich cennych przyjaciół czy cokolwiek raz na ruski rok, szukając ich pierdyliard czasu i jeszcze słuchając wyrzutów, że to jej nie dało się znaleźć. Jakby umieścić życiorysy wszystkich Hime w obrazkowej książeczce, to nie mogłaby być dla dzieci, bo wszędzie krew, płacz, przemoc, krzyki i blah blah blah inne smutne tematy, których te berbecie nie zrozumieją, ale Mio i tak wysiliłaby się w końcu na uśmiech. Właściwie, to taka persona, która dostała w życiu kopa w dupę przez własną naiwność. Tu jakieś niedoszłe gwałty, tu zabijają rodziców, tu spieprza przed potworem z mackami w towarzystwie młodszego brata... no zgnębiłam je w tej przeszłości strasznie (a samą Schnee zamierzam też w przyszłości, hue~), ale zawsze kończyło się na tym, że choć wyciągały wnioski i niby czegoś tam się uczyły, to najbardziej na świecie chciały myśleć, że od teraz już będzie w porządku.
No i tu zachodzi kolejna zmiana.
Trochę pozżynałam z własnego życia, trochę namieszałam z poprzednich wersji, trochę podopisywałam i wyszło coś, co stwierdziło, że już nie ma sensu żyć. Schneewittchen to w sumie jedyna wersja, która w ogóle kiedykolwiek pomyślała o tym, żeby odejść i że już nie będzie tak świetnie. Durny fagas zostawił dziewczynkę, która robiła dla niego wszystko i kochała go ponad życie, a o którym myślała, że jego stosunek do niej jest taki sam, i się dzieciaczek podłamał, ta. W zasadzie, to w tego typu momentach osobom i tak skrzywionym przez porypane dzieciństwo przychodzą najdziwniejsze rzeczy do głowy. Ba! Nawet tym "normalnym" może wpaść jakiś głupi pomysł. I jak tak na to wszystko popatrzyłam, to mi zwyczajnie wlazło do głowy, że nie byłoby niczym nadzwyczajnym, gdyby straciła nadzieje i spróbowała się zabić. No i tak się narodził ten jeden jedyny wyjątek wśród Miochów.

A może frytki do tego? Dodatkowe

~ Może i wydaje się to niemożliwe, ale pozory w tym wypadku naprawdę mylą - każda z Mio miała, ma i mieć będzie pierdyliard przedziwacznych fetyszy, o których w większości sama nie ma pojęcia.
~ Dalej - wszystkie wersje obowiązkowo musza mieć uzdolnienia muzyczne. Bo tak. Bo lubię głos Lizz, czy coś takiego. xD
~ Nie ma takiego niebezpieczeństwa, którego Mio nie wzięłaby za puchatego króliczka, choćby występowało pod postacią kamienia lecącego w jej stronę.
~ Zupełnie przypadkowo, ZAWSZE zdarza się, że Mio pochodzi z mieszanej rodziny, gdzie rodzice są ze stron Japonii (wow, captain obvious) i Anglii. Jakoś tak się zawsze ci Brytole przykleją.
~ To otaku. Kompletne otaku, w jakiejkolwiek odsłonie by się nie pojawiła. I zawsze ma jakieś dziwne, przesłodzone zainteresowania. Albo dziecinne. Tutaj kocha baśnie, kwiaty i cukiereczki. No please~.

...i nie wiem, co jeszcze, ale pewnie mi się poprzypomina.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Grow, nie wiem czemu, bo w sumie Cię nie znam, ani nie rozmawiam z tobą, ale lubię cię coraz bardziej.

Don't worry, już jakoś zamiast mody, albiności i heterochronia stają się bólem dupy/obciachem itp., więc nie powinno ich się teraz pojawiać jak grzyby po deszczu. To też mogłam zaszaleć i moją pierwszą postać (którą stworzyłam jakieś... półtora miesiąca temu?) została przeze mnie wkopana w cotygodniowe rozjaśnianie odrostów. Przegrała zakład menda, jednak biały kolorek mu przypasował. Jest git~
Też mam "bzika" na punkcie oryginalności. Brzmi absurdalnie, jako że nie wierzę, żeby oryginalność istniała, ale lubię, jak moja postać się wyróżnia. Najczęściej czymś nie mainstreamowym. Nie znoszę przerysowanych "normalnych" postaci i tępię Mary Sue i Garych Stu. To też oryginalność mojej pierwszej postaci polegała na jego normalności (w porównaniu do innych graczy, to rzeczywiście mogło się wyróżniać). Jednak jestem z siebie zadowolona o tyle, że mimo tego jestem w stanie fajnie prowadzić nim narrację, że ludzie wciąż chcą ze mną pisać.

Jednak z BatJokerem jest taki problem, że to cholernie ciężka postać. Wyzwanie>przyjemność i szczerze nie wiem, czy jak na razie udaje mi się podołać. Z jednej strony, mogę wszystko traktować na poważnie, z drugiem mogę obrócić to wszystko w kiczowaty śmiech lub wykorzystać jeszcze inną formę pisania. O tym, że ta postać ma duże ograniczenia fabularne, to już nie wspomnę. Może na upartego te ograniczenia można by wymazać, ale wtedy ni chu chu, nie licz na fajną rozgrywkę, bo Borys to Borys, antysocjalny i grający GaryStu. To że w sumie aseksualny to już inna sprawa.

Ogółem starałam się go wymyślić specjalnie dla tego forum, jako że PBFy mi się tak spodobały. Jest to moje 2. forum(a miało być 3., jednak Typowa Polska deadła na tyle, by nawet nie dać mi akcepta. Szkoda, bo nigdy nie polubiłam żadnej postaci tak bardzo, w dodatku ze świadomością, że będzie mi się nią świetnie pisało). Zachwyciła mnie złożona fabułą forum i mimo całkowitej nieczytelności na telefonie (oraz z jakiej paki wpakowano tutaj anioły), bardzo chciałam założyć konto i zajęło mi to parę dni, zanim wpadłam na pomysł (serio... musiałam odczekać parę dni w żalu po Helence, weird).

Olśnienie nastąpiło, kiedy ponownie wpadłam na tę serię obrazków: http://aromanticfool.tumblr.com/post/45977548376/detective-comics-a-study-into-the-batman-srf (notabene bardzo mi się podobają)

Co prawda o Batmanie wiem tyle co że ma uszy, jest bogaty i ratuje pewne miasto, ale w sumie Borys wie niewiele więcej — przy pisaniu KP starałam się to wszystko uwiarygodnić tak mocno jak mogłam. Cała historia z cudem ocalałymi komiksami, ich kiepskim stanie, o jego chorobie itp. Pisanie tego o 5 w nocy było ciężkie, jednak jestem z tej Karty Postaci w miarę zadowolona, choć i tak wiem, że mogłam napisać więcej. Czuję to do teraz. No, ale już bez przesady. (choć miałam nadzieję, że ktoś więcej odpowie w ankiecie *smutałka*)

Zdaje sobie sprawę, że mój awatar nie pasuje do reszty i szczerze obawiałam się, że każą mi zmienić (15 minut obróbki na nic, pff!), ale tak się nie stało. Mam nadzieję, że ta ironia aż rzuca się w oczy.

Jestem trochę niezadowolona z głównego złego - Aragoga. Imię zapożyczone od pająka z Harrego Pottera. Przedstawiłam go strasznie nijako i summa summarum imię mi nie pasuję. Główny zły być musi, a mi się widziało kolejne nawiązanie do świata superbohaterów (kolejne, bo sama nazwa BatJoker wydaje mi się spełniać kryteria). Nie wiem, czy też z tym wyobrażeniem sobie praprapraprapra[...]dziadka nie przesadziłam, ale to mnie tak nie razi.

Kto zgadnie, co mnie zainspirowało by jako Bat-signal dać różowy zegarek?

Szczerze nie wiem, jak dam sobie radę tą postacią. Mam nadzieję, że dobrze, bo po fakcie stwierdziłam, że dla mojej osoby jest to postać wymagająca.

Choć fabuła jak na razie mi nie grozi, brak chętnych (<--- ja chętnie popiszę!)





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Bat napisał:Zdaje sobie sprawę, że mój awatar nie pasuje do reszty i szczerze obawiałam się, że każą mi zmienić (15 minut obróbki na nic, pff!), ale tak się nie stało. Mam nadzieję, że ta ironia aż rzuca się w oczy.
Rzuca.

Bat napisał:Grow, nie wiem czemu, bo w sumie Cię nie znam, ani nie rozmawiam z tobą, ale lubię cię coraz bardziej.
Chylę czapkę.

Ja z kolei początkowo miałem spore wątpliwości co do twojej postaci. Jakimś dziwnym przypływem, zalała mnie fala przeczucia, że możesz spróbować stworzyć... kanona. Lub bohatera silnie do niego podobnego na tyle, że będzie to razić w oczy. Ale kiedy przeczytałem kartę, to aż mi szczęka z zawiasów wypadła. W realia forum wpasowałaś się idealnie, jednocześnie dodając do tego ironię (okejka) i jakiś element... bo ja wiem? Zabawy? Oryginalności? Czegoś, co sprawia, że chcąc nie chcąc wyróżniasz się na tle innych postaci.
No i avatar masz zajebisty.

Bat napisał:Kto zgadnie, co mnie zainspirowało by jako Bat-signal dać różowy zegarek?
Huh, huh. Hello Kitty. Daj podpowiedź, nh.

Bat napisał:Choć fabuła jak na razie mi nie grozi, brak chętnych (<--- ja chętnie popiszę!)
Zawsze możesz sama się gdzieś napatoczyć, wepchnąć siłą, rozgromić pół cudzej fabuły. Hulaj dusza, nie?


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


BatJocker napisał:Jednak z BatJokerem jest taki problem, że to cholernie ciężka postać.

Kilka postów napisanych z toba i już to widać, choć na początku w ogóle nie wiedziałam o co chodzi twojej postaci (nigdy nie czytam kp.. dlatego, że teoretycznie i tak moja postać nie zna twojej wiec po co?) W sumie podziwiam Cię, że tak krótko jesteś na forach i już tak wysoko sobie poprzeczkę podniosłaś. Szacun ; )

Baaat napisał:Zdaje sobie sprawę, że mój awatar nie pasuje do reszty

Moja pierwsza myśl.. Batman, serio... tego nam brakowało na forum.
Reakcja dawnego gracza z forum.. "to jego avatar.. serio?! *mega zdziwienie i zniesmaczenie*"
Ale jak tak patram to pasuje do postaci ^ ^

Baaat napisał:Choć fabuła jak na razie mi nie grozi, brak chętnych (<--- ja chętnie popiszę!)

Pfyyyy~ a ja i Marcela to co.. to już  nic takiego? nic a nic?! *odrwaca się z przytupem!*


Hmm co do mnie...
Mam jedna postać którą gram wszędzie i wszędzie pasuje, to moja ukochana Karin. Powstała jakies.. *chwila liczy ile jest już na forach* 8 lat temu i jest taka.. druga ja. Zwykła dziewczyna, która jak może nie wie o rzeczach dziwnych nadprzyrodzonych. Od zawsze wolałam pisać postaciami typu szara myszka, ponieważ późniejsza fabuła może ładnie pójść i jest wiele możliwości nimi. Dwa razy miałam z nią duże wątki i dwa razy nie zawiodłam się. Taka moja ukochana Karinka! Ach i och, łatwo mi się nią piszę bo moje humorki przelewam na Karin i w jednym wątku potrafiła zmienić nastawienie z 10 razy o ile temat ciągnął się miesiącami (aż dziwne, że ludzie chcieli z nią pisać).  Tutaj nią nie gram a to dlatego, żeeeee.... no nie będę kłamać, szukałam forum po Hysia.

Wiem to paskudne i w ogóle, ale serio brakowało mi forum gdzie bym mogła grać Hystericsem. Oczywiście musiałam biedaka zmienić, tak by pasował pod forum. Na przykład to, że wcześniej nie miał rozdwojenia jaźni, miał za to w sobie demona Acadie z którym się kłócił (wtedy było najłatwiej nim grać). wygląd też miał inny, był podziurawiony, posiadał rany które się nie goiły, miał uśmiech od ucha do ucha (dosłownie w sumie to był taki jak na podpisie) i miał złote oczka a nie czerwone.
Dlaczego nim gram.. z początku chciałam zrobić postać, demona lub też opętanego (już pewnie każdy wie jakie forum to było) ale nie takiego zwykłego.. sama nie wiem chciałam pokazać sobie i innym, że można grać dziwna postacią takim... prawowitym opętanym. Czy mi to dobrze wyszło nie wiem. Ale na tyle polubiłam Hysia, że jak mi go zabili to niemalże błagałam głównego Mg i admina w jednym by pociągnąć jakoś dalej wątek Hysia. Polubiłam go za to, że nie jest kolejną słodką laleczką, ładną która podskakuje na widok słodyczy ani nie jest też tym co niby zabije lecz serio zabija. Mogę z nim zrobić wszystko.

Moja druga postać którą też często gram choć ona miała wiele transformacji do momentu którym teraz jest.. to Silka. Jest to przeciwieństwo Hysia i głównie dlatego powstała (nie lubię ciągle grać jedna postacią).

Te dwie postacie lubię bo... muszę je odegrać, nie patrząc na to jaki mam humor no i no...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Grow napisał:Huh, huh. Hello Kitty. Daj podpowiedź, nh.

Iron Man 3~

Spoiler:
Zegarek z limitowanej edycji,


Tak, wiem, że to Marvel :<

Podreparowałeś moje ego, bo w sumie wymieniłeś rzeczy, w które... celowałam. Czuję się trochę bardziej spełniona, haha. Bo jak kolega skomentował mianem "spoko", to pomyślałam, że nie udało mi się stworzyć nietypowej postaci, tylko taką przeciętną. Wiara mi wróciła!

Tak patrząc po twoim awatarze... z frustracji przefarbowałeś swojej postaci włosy?



Hyś napisał:Pfyyyy~ a ja i Marcela to co.. to już nic takiego? nic a nic?! *odrwaca się z przytupem!*

Mówisz z dziewczyną, którą ogranicza bilokacja (czasami mam wrażenie, że 4 lokacje na raz byłyby okej dla mnie... choć może nie na tym koncie :D)


Hyś napisał:(nigdy nie czytam kp.. dlatego, że teoretycznie i tak moja postać nie zna twojej wiec po co?)

!!!
Sama rzadko czytam caluśkie KP, ale... TO MA POTENCJAŁ!
Widzisz nasze wspólne pisanie, prawda? Widzisz jakiego pięknego Ester Egga zarzuciła teraz Marcelina tylko dlatego, że miała jako takie pojęcie, kim jest wróg mojej postaci. Aragot, Aragog <3 Nie dość, że pozwoliło mi to nie tylko pokierować myśli postaci na inny tor, albo znaleźć uzasadnienie, to ogółem rozwija to całą sytuację. Po przeczytaniu cudzego KP możesz dostać olśnienia, drażliwe punkty do "przypadkowego" korzystania, czy też zapodać później jakimś Esster Eggiem, który na pewno pisząca z tobą osoba zauważy. Może przez to w pewien sposób testować internauta i wpływać na rozwój sytuacji. Np. z postacią dzielicie obowiązki i macie np zrobić plakat. Dajesz to do drugiemu userowi do zrobienia, mimo że przeczytałaś w KP, że to beztalencie arytystyczne i z super ważnego plakatu, który miał być szybko zrobiony, wyjdzie problem. No chyba, że ktoś sam nie pamięta już co pisał w KP i napisze, że plakat wyszedł mu bardzo ładnie. To akurat już jest potknięciem się o kłodę.
Przy opisach jakiś poważniejszych, przykładowo jak zabijasz postać — opisanie jej wyglądu wzbogaca bardzo opis. Przykładowo, że oliwkowa skóra sinieje, a mysie włosy sklejają się krwią. Już ogółem czy to morderstwo, bójka, czy romantyczne podziwianie.
Niemal nie wyobrażam sb, żebym chociaż powierzchownie nie luknęła na KP. Jeśli mnie nie zaiteresuje to trudno, ale przy jakiś fajniejszych koncepcjach w głowie, fajnie jest sprawdzić to i owo.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Bat napisał:Tak patrząc po twoim awatarze... z frustracji przefarbowałeś swojej postaci włosy?
Planuję, ale kręcę na to nosem, dlatego zwlekam.
Ale aktualnie nadal ma białe, choć nie mogę znaleźć albinosa, który by mi podpasował. Rozglądam się właśnie, więc pewnie niedługo zmienię. No i nie odbiegam od ogólnego założenia: Grow chwilę przed i po zmianie w wilka nadal ma czarne włosy.

I żeby nie offować zbytnio: zgadzam się z... akapitami od tajemniczych wykrzykników. >D Ja z kolei mam jakieś zboczenie i czytam niemalże wszystkie karty, relacje, ważne informacje, czasami sięgam po historię, jeśli ktoś mnie wybitnie zainteresuje. Taki niewyżyty typ.


— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
avatar





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Ja też popieram wykrzyknikowy akapit BatJockera! W sumie przed grą z daną postacią często sięgam do karty. A nuż pojawi się jakiś smaczek, który można wykorzystać...

Jeśli zaś chodzi o Taihen to... *głębokie westchnięcie*. Nigdy nie przywiązywałam się do postaci. Można je okaleczać, porywać, gwałcić, straszyć, a ja będę się cieszyła przed ekranem z ładnie napisanego opisu. Czy coś. Tak. W sumie dlatego też większość moich postaci się od siebie znacznie różni, a dopasowywane są do miejsca gdzie gram i niedoboru konkretnych cech. Nie było wyznawców Kościoła? Proszę bardzo, Kapłanka jak się patrzy. W dodatku ruda, bo w liście było chyba ich wyjątkowo niewiele.
Kiedyś były to istoty wszelakie: od uprzejmej zielarki (która powiła demona i dzięki jego uroczym łapkom straciła oczy), przez rubaszną bardkę (ulubienicę bogów z DnD), kończąc na sierotkach o białych włosach, którymi wszyscy chcieli się opiekować.
W którymś momencie jednak zaczęłam wplatać w to wszystko własne przeżycia. Skoro trenuję szermierkę, to niech moja postać walczy mieczem. Ale i to zmieniało się z czasem. Historia o opuszczającym Tai trenerze jest prawdziwa i przeżyłam ją na własnej skórze. Zawsze to jakiś sposób żeby odreagować. Mniej więcej to samo stało się z tańcem, jednak nadal nie jestem do końca przekonana czy uzdolnienie muzyczne postaci w świecie pisanym jest aż tak bardzo istotne. Nie odnalazłam też jeszcze sposobu by odzwierciedlić w opisie to czego nie mogą zobaczyć oczy. Ale w końcu mi się uda!
Jeśli chodzi o sam charakter to Tai miała być przede wszystkim małomówna, ale budząca zaufanie u innych. Niestety, ciężko jest wpisać w cechach charakteru "łatwo jej zaufać" i wierzyć, że wszyscy się do tej zasady zastosują. Albo że jest dobrą słuchaczką i pierwsza postać na jaką trafia w fabule jedynie odpowiada zdawkowo na uprzejme pytania. Myślę jednak, że wraz z objęciem nowej posady troszkę ją odświeżę i dopracuję, żeby było przyjemniej nią grać.
I...chyba tyle.

Ach, miałam kiedyś inną Taihen Shi (btw. oznacza to z japońska Okrutną Śmierć, fajnie, nie?), ale była policjantką i nie miała nic wspólnego z kościołem. Na szczęście nie grałam nią długo, bo wolę nie używać dwa razy tego samego imienia. Ani grafiki.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Jaki rzut xD
eee tam, tu wchodzi też moje lenistwo, oraz lubie niespodzianki czy coś takiego, w każdym razie jakoś tak.. nie lubię czytać czyjejś kp. chyba że opis wyglądu by wiedzieć jak ktoś wygląda, ale to też raz na ruski rok .





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


To może ja coś tu napiszę? I tak pewnie nikomu nie będzie się chciało tego przeczytać, ale głowa mi się troszku oczyści |D No to lecim:
Eiko nr. 1
Taa... któraś wersja Eiko(tylko pierwsza na Virusie), tylko że z innymi imieniem, które brzmiało Aya(Mad Father tak bardzo). Z wyglądu jak zwykle - długie blond włosy, szmaragdowe oczy, gigantyczny biuścik... i ubieranie się tak słodko, że aż mdli. Jak zwykle miała głupi, niewinny charakterek, rumieniła się kiedy tylko się dało i nikogo by nie skrzywdziła, bo nie mogłaby żyć z poczuciem winy. Nawet nie wiem, skąd brałam jej osobowość... prawdopodobnie z tego, jak bym się zachowywała, jeśli nie byłabym... agresywna? Coś w tym stylu.
I relacje też podobne... była siostrą Artiego, kochała się w Growie... nom.
Drug Dealer
A to to miał być... taki eksperyment, coś odmiennego od przesłodzonych, niewinnych lolit. Chciałam zrobić postać na pierwowzór Two-Faced i Risy z False, tylko nie gadającą w trzeciej osobie i nie będącą aż taką tsundere, he. Jej historia zostanie kiedyś wstawiona(jak będzie mi się chciało ją spisać) ale w skrócie to w przeszłości dostała porządnego kopa w tyłeczek po zejściu na Ziemię, co spowodowało, że ma teraz taki stosunek do ludzi i aniołów. Obawiam się jednak, że nie radzę sobie zbyt dobrze z tą postacią - chciałam z nią zrobić pyskatą dziewczynę, która uważa się za wielką i udaje, że nie potrzebuje nikogo, jednak pragnie jakiegoś towarzystwa, przyjaźni oraz miłości. Moje żarty są na poziomie podłogi, więc mam złe przeczucia, że po jakimś roku pisania DD może mi się ona znudzić... może ma ktoś ochotę powiedzieć mi, co myśli o tej postaci? *błyszczące oczka*
Eiko nr. 2
Nooo... o niej to jeszcze nie mogę dużo powiedzieć, więc zedytuję ten post, gdy już skończę jej KP |D Będzie w większości taka jak Eiko nr. 1, tylko wliczcie w to jakieś zmiany w wyglądzie oraz charakterze - już nie będzie aż taka niewinna i bezbronna jak kiedyś, no.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Hue, to i ja coś dodam. Warto nieco naprostować ten mało lubiany typ postaci.

Ogółem nie wiedziałam, ani nigdy nie przyszło mi do głowy, by jeden typ postaci umieszczać na wielu forach jednocześnie. Może z trzech powodów:
1. Incognito i głupie żarty z tych, których się zna z poprzednich PBF'ów. Tak, ile to frajdy daje na chacie. Ktoś ty? Skąd wiesz? i leci cały spis userów.
2. Zmienność. Lubię wykreować nową postać od podstaw, aniżeli ciągnąć jakąś starą przez kilka forów. Poza tym, miałabym problem podany w punkcie 3.
3. Jakbym miała grać jednym typem, gdzie byłby taki sam charakter, wygląd i w ogóle, to zapewne na forum A pisałabym fabułę do forum B. A zmiana małych pierdół, z uwagi na moją mało pojemną głowę, namieszałaby mi tak, że.. ehe, nie połapałabym się z ogarnięciem.

Wracając. Pomysł na białogłowy narodził się już na forum nr 1 i 2. Czasami głupio mi było być jedyną albinoską na PBF'ie, ale inaczej swoich postaci nie widziałam.
Forum nr 3 wpadła czarnowłosa ćpunka z wrednym charakterem, co spotkało się nadzwyczajnym odbieraniem tej postaci przez ludzkość z forum 1 i 2. Taaa, taka diametralna przemiana jednego usera. Jednak napisałam nią kilka postów i forum szlag trafił.
Przyszedł czas na nr 4. Tam pojawiła się kasztanka, pochodząca z moich pomysłów na opowiadania. Ale po dłuższym namyśle stwierdzam, że poza pseudonimem i godnością tej postaci, się do niej nie przyznaję... Później na potrzeby forum powstała także kolejna, wyglądem odpowiadająca narowistej pannie z nr 3.
W końcu nadszedł czas na forum nr 5, jakim jest właśnie Virus.

Pomysł na Ren powstał z wyglądu postaci mojej kuzynki (z forum nr 4) i chęci powrotu do albinoski z f. 1 i 2. Tak bardzo mi jej brakowało. Ponadto moja pierwsza białogłowa również miała turkusowe oczy. W ogóle ostatnio mocno zaprzyjaźniłam się z tym kolorem.
Pomysł na imię, tak jak w KP podano, narodził się po obejrzeniu Świat nonsensów u Stevensów, a na nazwisko po obejrzeniu Z kopyta. Jednak dopiero parę dni temu wyszło, że zamiast "s" miało być "z". Ale nie ma sensu już tego zmieniać.
A charakter? Ehe, powiedzmy, że jest niemalże w pełni drugą mną (drugą, bo pierwszej byście nie znieśli...). Nie umiem pisać postaciami pyskatymi, buntowniczymi i chamskimi do bólu. Wolę te ciche i siedzące w kącie. Chociaż szczerze mówiąc, z tych wszystkich, jakimi mi przyszło grać akurat Ren jest tą najbardziej wyciszoną.
Cóż, i w sumie aż ją przedobrzyłam. Ten kto czytał (choć teraz już nie), wie, że białogłowa w kółko użala się nad sobą i ma mały szacunek do siebie. Dużo dramatyzuje, przeżywa, jest uległa, boi się odezwać, często się wycofuje. Ogólnie wyszło mi to z obawy przed reakcją innych w fabule, takie poniżanie jej, minimalizacja + jak to Blight już ujął, dopasowywanie się pod kogoś. Przesadziłam. No nic, ale jak już stworzyło się taki znienawidzony typ, to nie ma sensu robić nowego konta, nowej postaci o tym samym imieniu, podobnym charakterze, historii i co najważniejsze wyglądzie (tak, bijcie za moją miłość do białych włosów i turkusowych oczu.). Uznałam, że wszem i wobec lepiej jest się nią zabawić i sprostać wyzwaniu rozwinięcia jej, metamorfozie. Dzięki temu zapewne będzie mi się lepiej z nią współpracować, dając jej jakieś barwniejsze życie, podwaliny do zmiany i następnych ruchów. Moim zdaniem jest to nawet podobne do rysowania. Oryginały zostawiać, by później je sobie porównać i zobaczyć, jak ewoluował nasz styl.



Ostatnio zmieniony przez Kamikaze dnia 15/11/2014, 00:37, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Postacie - czyli dlaczego filozofom opadają ręce.

Pisanie by Shirōyate on 11/11/2014, 01:32
Ren, chcę z tobą fabułę. Nieważna jaką, gdzie i z kim.

Hiroki.
♦ Początkowo miał to być Share: dawno temu wykreowany przeze mnie NPC. Na czas uświadomiłem sobie, że nie chcę drugiej postaci w DOGS, więc szybko zrezygnowałem i rzuciłem go w krzaki. Na szczęście w porę go z nich wyciągnąłem, otrzepałem, wtryniłem do pralki i teraz schnie na lince, tylko jest pewien problem...
♦ ... stracił kolory. Dosłownie. Ma tak nienaturalnie jasną karnację, że wydaje się niemal biała (porcelanowa?). Włosy ma biało-czarne, tęczówki szare. W dodatku na plecach, wokół oczu i na czubkach palców posiada czarne plamy, co daje na myśl niezbyt wyrobionego misia pandę.
♦ Planuję dla niego pewną moc (jaką jeszcze nie wiem), która sprawiałaby, że podczas korzystania z niej jego oczy nabiorą bardzo intensywnych kolorów.
♦ Posiada cholernie barwnego kromstaka, wesołą Raphael (tak, ma męskie imię, bo Hiro nie ogarnął płci).
♦ Wychowanek Anemii.
♦ Typowy dzieciak, szczeniak, gówniarz. Ledwo starł mleko z brody, a wrzucono go w piekło Desperacji. Aktualnie średnio się tam odnajduje.
♦ Ogółem nadal go kreuję (jak to ja D:), ale prawdopodobnie straci ojca. Przejedzie go tir. Hiro nie przyzna tego przed nikim, ale w głębi uważa, że to jego wina, bo jest niemową. Jest przekonany, że gdyby w porę krzyknął, ojciec zareagowałby szybciej i usunął się z drogi.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 13 Previous  1, 2, 3, 4 ... 11, 12, 13  Next

Powrót do góry

- Similar topics