Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



To capture a predator you can’t remain the prey | [Skoczek&Jinx]    Pisanie by Skoczek on Wto Cze 06, 2017 9:45 pm
Spoiler:
Fabuła oparta o klimat filmów Noc Oczyszczenia, Noc Oczyszczenia: Anarchia

Godzina 16:30
"Ludzie z natury są agresywni. To zaprzeczenie własnemu jestestwu doprowadza do niezdrowego napięcia i pogorszenia stanu fizycznego oraz psychicznego. Noc Oczyszczenia pozwala na życie w zgodzie z samym sobą, pozbycie się..."
Chris skrzywił się i przewrócił oczami, słysząc lecące w radiu słowa. Zaraz nastąpi wyliczanie, jak korzystnie Oczyszczanie wpływa na gospodarkę, stopę bezrobocia i rozwój państwa. Najpierw odwołanie się do głębi tożsamości przeciętnego homo sapiens, potem analiza zysków ze starannym pominięciem ewentualnych strat. Tudzież przekuciem przedstawionych strat w korzyści, to również był bardzo popularny trik polityków. W mediach wykorzystywano najlepszą sekretną broń na całej ziemi - chęć człowieka do ignorowania rzeczywistości. Ludzie chcą widzieć tylko to, co dobre. Na każdej płaszczyźnie życia.
Christopher Alexander Black od paru lat był sekretarzem administracyjnym w firmie zajmującej się strefą PR. Dołączył do nich świeżo po ukończeniu studiów - przyjęli go właściwie tylko dlatego, że sami dopiero wkraczali na rynek i nie mogli sobie pozwolić na zbyt duże wymagania. Chris szybko udowodnił, że jest cennym pracownikiem i teraz, w wieku dwudziestu dziewięciu lat nieoficjalnie nazywany był głównym sekretarzem. Cóż, robota była czystą harówką, świetnie opłacalną, ale jednak harówką. Ilość obowiązków tworzyła spory ciężar na jego barkach, ale mężczyzna wciąż chodził wyprostowany na swoje całe 167 centymetrów. Niestety w dodatku trafiła się jeszcze twarz, której rysy nadawały wygląd młodej, co sprawiało, że w barach w dalszym ciągu pytano go o dowód. To było jedyną wadą w jego wizerunku i czasem wywoływało niepewność w klientach. Jednak z reguły Chris zjednywał ich już po paru minutach. Teraz pozycja ich firmy na rynku była już stabilna, a ilość chętnych do korzystania ich usług stale wzrastała, podobnie jak liczba osób, których można było nazwać stałymi klientami.
Och. No dobrze. Był jeszcze jeden problem. Jego zabójcza dla otoczenia i jego samego koordynacja ruchowa. Fakt, przez który prawie został zwolniony na samym początku. Teraz, gdy większość pracowników i zarząd z dyrektorem na czele darzyli go sympatią (tudzież po prostu go tolerowali) - jego fajtpłapowatość nie stanowiła już problemu, a właściwie cechę rozpoznawalną, która bawiła. Kiedyś drażniła, ale to było za nim okazał się naprawdę przyzwoitym pracownikiem. A w dodatku osobą, którą naprawdę łatwo szło polubić. Owszem, czasem potrafił wzbudzić w innych irytację, ale z reguły naprawdę dobrze dogadywał się z resztą pracowników.
Christopher nie popierał Nocy Oczyszczenia. Wywodził się z rodziny mało zamożnej i chodź jego rodzice nie byli bezrobotni, to ciężko pracowali, by zapewnić swojemu jedynemu synowi dobry byt. Sekretarz wcale nie dziwił się temu, że panowała tak niska stopa bezrobocia. W końcu większość bezdomnych, niepracujących osób była... cóż, wykaszana w trakcie czystki. Nie tylko oni zresztą. Wszyscy, którzy dopiero rozwijali biznes, zaliczyli krach na giełdzie, bądź też po prostu nie byli dostatecznie bogaci - ginęli. Często niesprawiedliwie. Niezależnie od wieku. Na każdy argument "za" Chris potrafił przytoczyć argument "przeciw". Nigdy nie polował w trakcie Nocy Oczyszczenia. Z reguły siedział z grupą znajomych w mieszkaniu (co roku zmieniali miejsce, ostatnio było u Javier'a, to teraz u kogoś innego) i próbował przetrwać. Dotychczas tylko raz musiał posunąć się do ranienia kogoś w samoobronie, bo... cóż, owszem, potrafił się bronić. Daleko mu było do wyspecjalizowanej jednostki, ale regularnie chodził na strzelnicę w ramach "wyżycia się". Z różnymi wynikami. Miał dość przyzwoite oko, ale za to nerwowe ręce. Czasem potrafił się porządnie skoncentrować i zaliczał wtedy dowolny punkt na tarczy, ale czasem ujawniało się jego wewnętrzne roztargnienie i cóż... wtedy wychodziło różnie. Przez parę lat również próbował Krav Magi. I innych sztuk walki. Okazało się jednak, że nie ma do tego nawet grosza talentu, a przynajmniej dopóki nie odkrył Chin Na. Wcześniej większość instruktorów załamywała ręce , a potem od razu odradzała jakiekolwiek próby bronienia się. Uciekania. Najlepiej żeby się położył, a potem liczył na cud. Dopiero Qinna umożliwiła mu skuteczne poznanie technik samoobrony. Ze względu na natłok obowiązków mógł sobie pozwolić na zajęcia tylko od czasu do czasu, ale i tak sprawiało mu to skuteczność. Niezależnie od tego, jak często lądował na ziemi.
- Spokojnej nocy, Chris - na jego ramieniu wylądowała kobieca dłoń. - Większość osób wyszła z firmy już dwie godziny temu. Też powinieneś już wyjść, na mieście tworzą się korki. Raczej wolisz być w domu, zanim rozpocznie się Oczyszczanie.
Rudowłosa posłała mu zmartwiony uśmiech - była jedną z nowych pracownic. Kompetentność łączyła z miłym usposobieniem, dlatego Chris ją lubił.
- Już kończę, Rachel - rzucił, pisząc ostatnie uwagi w przygotowanej rozpisce na najbliższy tydzień. - Wyłącz radio, proszę. Co roku mówią to samo.

Godzina 18:00
Chris zapukał do drzwi mieszkania nr 4 w jednej z kamienic na Kendal Street. Otworzył mu ciemnoskóry mężczyzna, którego usta od razu rozciągnęły się w szerokim uśmiechu.
- W końcu jesteś, Christopher. Zaczynaliśmy się powoli martwić, gdzie się podziałeś - Afroamerykanin przesunął się, pozwalając blondynowi wejść do środka. - Wszyscy już są. Podejrzewam jednak, że najpierw standardowo zadzwonisz, prawda?
Sekretarz skrzywił się jedynie z pewnym zakłopotaniem.
- Wybacz za spóźnienie. Praca - mruknął krótko. - Tak. Jak co roku. Powiedz reszcie, że zaraz przyjdę.
Mężczyzna skinął jedynie głową, a Chris westchnął cicho i wyjął komórkę. Przez chwilę patrzył się pusto na ekran, po czym wybrał doskonale znany numer swojego starego przyjaciela.
Z Jinx'em znał się od dziecka. Chociaż ich charaktery, a także osobowości znacząco się różniły, tak jednak wspólne chodzenie do szkoły i zabawy na podwórku sprawiły, że z reguły potrafili się dogadać. Tak właściwie główną ich różnicą, jedynym rozłamem było podejście do Nocy Oczyszczenia. Chris był jej wrogiem, z kolei Jinx zwolennikiem - co roku brał w niej czynny udział. Black niespecjalnie krył się ze swoją niechęcią co do tego mankamentu, jednak unikał rozmów na ten temat. Nigdy nie pytał się, kogo jego przyjaciel tym razem zabił. Nie pytał się, czy to było dziecko, starzec, czy może robi za mściciela. Nie pytał się, czy robi za obrońcę słabszych, czy też drapieżnika. Póki nie zadawał pytań mógł łudzić się, bądź też sądzić, że mężczyzna wcale aż tak bardzo całej tej czystki nie lubi.
Za to zawsze mniej więcej godzinę przed rozpoczęciem Nocy dzwonił. To właściwie była pewna tradycja - Chris dzwonił, Jinx nie odbierał, więc blondyn zawsze nagrywał się na pocztę. Nigdy nie wiedział, czy mężczyzna odsłuchuje te wiadomości, a drugi telefon Black wykonywał po zakończeniu całego tego bestialstwa - a wtedy z reguły jego kolega odbierał, zupełnie jakby wiedział, że w innym wypadku 29-latek skłonny był paść na zawał.
- Cześć, Jinx - jak zwykle nagrywał się na pocztę. - Tu Christopher z tej strony. W tym roku jestem w kamiennicy oznaczonej numerem sześć, w mieszkaniu trzynastym na Kendal Street, gdybyś czegoś potrzebował - niewypowiedziane "pomocy, wsparcia, kryjówki" pozostało w domyśle. - Mam nadzieję, że rano odbierzesz telefon. Spróbuj nie dać się zabić. Mam nadzieję, że nie straszyłeś swoich wychowanków swoją ewentualną zemstą podczas Nocy. Miło byłoby również, gdybyś nie próbował wyżywać się dzisiaj na mnie, niezależnie od tego, jak irytujący bywam. Trzymaj się, wątpię byś czegokolwiek ode mnie potrzebował, ale w razie nagłego przypadku jestem pod telefonem.
Wiadomość zawsze była podobna. Po rozłączeniu się Chris schował komórkę i raźnym krokiem ruszył w stronę salonu. Och, oczywiście musiał potknąć się o próg i zaliczyć glebę na sam początek.
Nie ma to jak wejście smoka.

_________________
XXX



Oto akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 822
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: To capture a predator you can’t remain the prey | [Skoczek&Jinx]    Pisanie by Jinx on Czw Cze 15, 2017 10:03 pm
Nacisnął na czerwoną słuchawkę, po czym rzucił niedbale wyłączone urządzenie na swoje łóżko, wracając do przygotowań.
Każdego roku było to samo. Martwił się. Ciemnowłosy zdawał sobie z tego sprawę, chociaż nie do końca rozumiał jego postępowanie. Ani tego, czym kierował się jego znajomy. Ze wszystkich osób, Jinx najmniej zasługiwał na tego typu uczucia. Nie chciał ich, nie akceptował. Jakby na to wszystko nie spojrzeć, był mordercą. Owszem, kierował się swoimi własnymi zasadami. Nie mordował tych, którzy przypadkiem znaleźli się na ulicy. Nie napadał niewinnych w ich domu, nie włamywał się. Nie dotykał nawet małym palcem tych, którzy nie chcieli brać udziału w Nocy Oczyszczenia. Skupiał się na tych, którzy wychodzili na ulicę w poszukiwaniu ofiar. Jednakże każdy łowca musiał być świadomy, że w każdej chwili może stać się ofiarą.
Jinx był tego świadomy. Nigdy nie był pewien, czy dana Noc nie będzie jego ostatnią. Czy ujrzy kolejne promienie słoneczne.
Był gotowy. I podekscytowany.
Każdego dnia funkcjonował w nudnym społeczeństwie jako nauczyciel historii. Co prawda daleko mu było od typowego belfra, jednakże praca ta nadal nie dostarczała mu odpowiedniej dawki rozrywki. Adrenaliny. Poczucia balansowania na krawędzi życia, oraz śmierci.
Noc Oczyszczenia dawała mu to.
To różniło go najbardziej od jego dawnego znajomego. Chris chciał egzystować w nudnym, acz stabilnym i bezpiecznym społeczeństwie. Jinx wolał żyć.
Wsunął nóż do pochwy, chwilę wcześniej z pasją ostrzony, a następnie zamocował go za skórzanym paskiem podtrzymującym wojskowe spodnie. Spojrzał na stół, gdzie leżał cały jego arsenał, dobytek, który z zamiłowaniem kolekcjonował przez cały ten czas. Przez te wszystkie lata. Opuszkami palców zaczął przesuwać po każdej broni, rozważając które ze swoich „dzieci” powinien tego wieczoru zabrać. Miodowe spojrzenie spoczęło na zegarku krzywo zawieszonym na ścianie. Siódma pięćdziesiąt cztery. Sześć minut.
Kąciki ust wygięły się lekko, kiedy sprawdzał amunicję, niespiesznie chowając ją do specjalnej nerki przepasającej jego biodra.
Wreszcie w oddali rozbrzmiały syreny zwiastujące początek cudownej dla niego nocy. Ruszył w stronę drzwi, zakładając na twarz maskę japońskiego lisa, zatrzaskując za sobą drzwi.
Ale ani on, ani tym bardziej Chris nie wiedzieli, że w tym roku będzie inaczej.
Już parę minut po dwudziestej na korytarzu budynku przy Kendal Street rozbrzmiały krzyki i odgłos ciężkich butów. A potem huk, więcej krzyków oraz strzały.
A potem zaczęto walić i wyważać drzwi z numerem trzynaście….

_________________


Wilcza forma || Mglista forma



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 342

Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics