Strona 2 z 23 Previous  1, 2, 3 ... 12 ... 23  Next

Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pon 6 Sty - 22:26
Odpowiedział Jace’owi obojętnym, niewzruszonym spojrzeniem.
Tak, jak najbardziej.
Może i konie Psów nie były tresowane, ale przecież nikt nie był na tyle głupi, by dobrowolnie rezygnować z darmowego żarcia i miejsca do spania, nie? Poza tym te kopytne stworzenia były jednymi z niewielu zwierząt, które nie wzbudzały w Nathanielu wstrętu, więc trzeba to uszanować. A po trzecie – i ostatnie – przecież nikt nie kazał mu tego wszystkiego ułatwiać. Dostał wybór i wybrał, jak wybrał, co nie było równoznaczne z tym, iż przestanie być skrzydlatym wrzodem na tyłku.
Skinął tylko głową, po czym puścił swojego wierzchowca i odsunął się od niego. Leć, jesteś wolny! Krzyż ci na drogę i te takie tam inne!
Anioł przestał przejmować się zwierzakiem, wsłuchując się w dalsze słowa Wo`olfe’a. A więc mają nie cofnąć się przed niczym i usuwać wszystkie przeszkody? Wow, człowieku, to polowanie na Dyktatora rzeczywiście musi być ważne. W sumie kto by się tam orientował w tej całej polityce… no, pewnie wszyscy, a Nath najzwyczajniej w świecie jest ignorantem. Bywa. Aby utwierdzić świat w tym przekonaniu, nawet nie zareagował na przybycie kolejnej osobistości. Ot, ktoś jeszcze postanowił się pojawić. Łuhu.
Więc przywództwo obejmie ten małomówny gostek, taa? Anioł otaksował go spojrzeniem. No, w sumie nic dziwnego, że tak odpowiedzialnego zadania nie powierzono jakiemuś narwanemu świeżakowi czy dziwnemu kolesiowi, którego nikt tu nie znał i który nawet nie należał do ich klubu miłośników zwierząt. Levittoux przeszył Jonathana przenikliwym spojrzeniem na wzmiankę o magicznej godzinie dwunastej, która miała przesądzić losy ich misji. Wszyscy znajdą się pod bramą – idą dalej, jeśli nie – cofają. Proste. Tyle że nie. O ile z wcześniejszymi poleceniami był w stanie zgodzić się bez problemu, o tyle na te ostatnie po prostu nie mógł. Nie było wątpliwości, iż, jeżeli druga grupa nie pojawi się do północy, Nathaniel wyruszy na jej poszukiwanie. Co wtedy zrobi reszta jego wesołej paczki to już nie jego zakichany interes. Może jakoś bez niego przeżyją…
Westchnął w duchu, rzucając Growlithe’owi ostatnie, wymowne spojrzenie i podążył za resztą swoich „towarzyszy broni”. Na razie mogę się w to bawić, ale, jeżeli coś odpierdolisz… Nie, nie chcesz tego. Tak, bardzo motywujące, Nath, bardzo. I to wszystko miało się zmieścić w jednym zerknięciu. Szkoda, że nie był telepatą, może wtedy trochę bardziej by ogarniał. Albo i nie – w każdym razie byłoby śmiesznie. Może powinien zacząć modlić się o to do Boga? Błąd, tatki już z nami nie ma… podobno. W każdym razie pora na przygodę; część pierwsza - idziemy szukać dziury w murze. Ten wieczór zapowiadał się coraz bardziej ekscytująco.

| zt |





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pon 6 Sty - 23:20
Fucker, Sakid, Nataniel... ► klik!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Wto 7 Sty - 18:00
Spojrzał na pomarańczowookiego i uśmiechnął się do niego lekko. Nie znał go za bardzo, ale był dobrze zorientowany w tym, kto należy do organizacji, jak się nazywa, wygląda i pachnie. Takie było jego zadanie. Wiedzieć praktycznie wszystko, a w szczególności o istotach rozumnych. Samiirii akurat był w gronie kojarzonym przez blondyna, co oznaczało, że jest w gangu. Kiwnął mu lekko głową na powitanie i ponownie skierował wzrok na Growa, słuchając go, choć chwilowo nie mówił o ich grupie. Pochylił się nad szyją rumaka, żeby zasłonić się nieco od wiatru, zagłuszającego słowa przywódcy. Klepnął mocno wierzchowca, gdy zarzucił łbem, o mało nie uderzając swojego jeźdźca. Nie przepadał za kopytnymi, które tak nieznośnie się zachowywały. Ale nie mógł nic na to poradzić, a jedynie wytrwać w milczeniu i bez skargi.
Tym bardziej się ucieszył, kiedy Jonathan kazał mu puścić konia wolno. Zsunął się ze zwierzęcia, wpadając w nawianą zaspę śniegu aż do połowy ud. Szybka mina w stylu „kocham mój wzrost” i klepnął bok rumaka, mrucząc coś cicho po włosku. Mimo wszystko miał nadzieję, iż powróci w pobliże siedziby, albo chociaż znajdzie miejsce, w którym sobie poradzi. Terenowy środek transportu był naprawdę przydatny i niestety mało dostępny. Wsunął dłonie w kieszenie płaszcza, wygramolił się z białego puchu i ruszył za kuzynem.

[zt]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Wto 7 Sty - 18:02
Sam wsadził ręce w kieszenie i poszedł na miejsce z innymi.
z/t


// tak wiem, straszny post. ;-; Jutro go nieco rozpiszę, ale chciałem wpierw odpisać w promenadzie...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 14:54
Błoto. Wszędzie błoto poprzecinane urywkami zmarzniętej jeszcze ziemi. A pośrodku nich świeże ślady niewielkiej zwierzyny. Zajęczak.
Jakim cudem myśliwy zawędrował tak daleko od swojej kryjówki? Właśnie dzięki hulającemu po pustyni zimnemu wiatrowi. Dawał się we znaki, to prawda, ale łagodził też ranę na nodze. Samo utykanie tylko go spowolniało, czyniło bardziej ostrożnym niż zazwyczaj, ale przynajmniej nie hamował go ból. Swojej ofiary nigdzie nie widział. A szkoda. Poza pieczoną tuszką przydałaby mu się jeszcze ciepła skórka ze stworzenia. Co prawda za mała by zrobić sobie z tego kurtkę, ale grosz do grosza..
Coraz bardziej zbliżał się do skały, ostrożnie idąc po śladach zwierzaka, starając się na nie nie nastąpić by w razie pomyłki móc wrócić do poprzedniego punktu. Łuk z założoną strzałą cały czas trzymał w pogotowiu. Jeszcze dwa kroki, może cztery i łudził się, że ujrzy swój cel.
Polowanie na otwartej przestrzeni było złe, naprawdę złe.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 15:16
Błoto.
I żaby.
Wszędzie żaby.
Tylko jeszcze nikt nie zdążył ich zauważyć. Małe i duże, zielone i brązowe. Wszystkie czaiły się między skałami i kamieniami, jakby czyhały na odpowiedni moment, aby wyleźć. No i wylazły, ale tenże akurat moment nie był zbyt odpowiedni. Jedna z mniejszych żab kicnęła wprost pod zbliżający się do ziemi but Ścierworyjka. Potem słyszalne było tylko jak coś śliskiego jest rozgniatane. Nieszczęsna żabencja miała krótki, ale dobry żywot. Świeć Panie nad jej duszą. Tymczasem dźwięk wyłapał zajączek i postanowił czmychnąć gdzieś dalej. Na tyle dalej, aby zniknąć z oczu wymordowanego. I tyle by było z polowania.
No chyba, że nasz bohater ma w sobie coś z francuza i lubi jeść żaby. W takim razie wokół ma szwedzki stół, bowiem w tej chwili z wszystkich zakamarków powyłaziły kumkające płazy. Niektóre z nich były naprawdę spore, inne zupełnie malutkie, a jeszcze inne miały więcej niż dwie pary oczu i odnóży, ale to pewnie były te zwyczajne, które można spotkać na terenach Desperacji na co dzień. W okolicy słychać było symfonię skrzeków i kumknięć, które skutecznie zagłuszały wszystko inne.
Skąd to cholerstwo się bierze?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 17:17
Zaraz zaraz, czemu te kamienie..?
W pierwszej chwili pomyślał, że to złudzenie spowodowane zbyt długim wlepianiem wzroku w tak monotematyczny krajobraz. Kamienie nie mogły się ruszać. Trzęsienie ziemi również odpadało - nie było czuć jakichkolwiek wstrząsów. Za to Ryjek poczuł coś znacznie gorszego. Ten moment, gdy jego but trafił na jedną z żab i rozgniótł ją przy akompaniamencie rosnącego z każdą chwilą hałasu i cichego "pyk". Niezbyt miłe, więc nie pałał chęcią powtórzenia podobnego wyczynu. Zatrzymał się.
Akurat by rzucić tęskne spojrzenie za oddalającym się zajęczakiem. Ha! Nietypowy kolor sierści, dobry kamuflaż. Cenna lekcja, następnym razem będzie wiedział, że te cholery wcale się tak dobrze nie kryją, a zwyczajnie zlewają z otoczeniem.
- Cicho! - syknął na żaby, jakby rzeczywiście miało to coś pomóc i je uciszyć.
Na próżno jednak, te niczym niezrażone kontynuowały swój koncert. Wzrokiem rozejrzał się za najbardziej chropowatą ropuchą i potraktował jej zrogowaciałą skórę jako wycieraczkę, by pozbyć się z buta pozostałości jej siostry.
- Fajny miałaś pancerzyk, suko.
Myśliwy na polowaniu powinien trzymać mordę na kłódkę, ale tym razem Ryjek nie musiał stosować się do tej zasady. Żaby najwyraźniej ani trochę nie płoszyły się jego towarzystwem, a ich ilość zdecydowanie rekompensowała fakt ucieczki pojedynczej z nich.
Łuk i kołczan wylądowały na zwykłym dla nich miejscu, czyli po prostu przewieszone przez plecy chłopaka. Z cichym westchnięciem bólu, spowodowanym uszkodzoną nogą, schylił się i przyjrzał się swojemu przyszłemu obiadowi. Zupa żabiowa czy jednak udka? A może żaba na dziko bądź w sosie własnym? Podniósł jedną z nich za tylną łapkę i zmacał dokładnie. Uczynił tak z kilkoma kolejnymi. Wybrał kilka, które jego zdaniem będą najbardziej pożywne i bestialsko władował je do sakiewki wiszącej przy jego pasie. Miał się rozwodzić skąd te żaby? Przecież to oczywiste. Żarcie od Wędrowca.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 21:27
Nants ingonyama bagithi baba [Nadchodzi lew]
Sithi uhhmm ingonyama [O tak, to jest lew]

Dobra, stop, nie ta płyta. Nie nadchodził żaden pieprzony lew tylko jeleń we własnej osobie! Powtarzam, to nie jeleń tylko lew… nie lew tylko jel- ugh, zresztą nieważne. Ważne, że jego długie, seksowne nogi były gdzieś tak do połowy uwalone błotem, a racice… no, o tym lepiej nie wspominać. No i był zły. Bardzo zły. Cholerna pogoda, cholerny, krwawy deszcz, przez który kilka dni z rzędu musiał chodzić praktycznie o suchym pysku i szukać niezanieczyszczonego źródła – dobrze, że widział jak wtedy, po wypiciu wody z tamtego jeziorka, jakiś wróbel wyzionął ducha, bo w innym wypadku zapewne to on, czcigodny Bambus, znalazłby się na jego miejscu. W każdym razie teraz na drodze postanowiły wyroić mu się jakieś żaby. I skąd to wszystko wypełzło? No właśnie, kuźwa, nie wiadomo… Gapił się więc pod nogi, żeby na którymś z tych paskudztw się nie przejechać – błoto także zbytnio nie ułatwiało wędrówki – toteż nic dziwnego, że nie zauważył myśliwego. Zwrócił na niego uwagę dopiero w momencie, w którym znalazł się niebezpiecznie blisko. Zatrzymał się. No i co, głupi jeleniu, zmutowało ci struny głosowe i tym samym odebrało kawał mózgu? Szanse, że tamten cię jeszcze nie zauważył są naprawdę znikome…
- Stary, sorry, że przeszkadzam w polowaniu, nie. Już mnie nie ma – zapewnił z pełną powagą, wpatrując się w wymordowanego.
Genialny plan. Tylko mamy mały problem, bo ten oto rogaty pokrak nie mówił po polsku. Cóż, bywa, nawet najlepsi mogą się kiedyś potknąć. Zresztą, co on jakieś medium? Skąd miał wiedzieć, że przywiało im tu kogoś z M-6… Technicznie rzecz biorąc, on nawet o istnieniu M-6 nie wiedział, taka ciemnota wśród tych rogaczy.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 21:54
Prawdopodobnie gdyby nie to cholerne kumkanie, skrzeczenie i najpewniej żabie odgłosy robienia pod siebie, Ryjek miałby szansę usłyszeć brodzącego z gracją w błocie jelenia. A tak nie miał szans usłyszeć, więc dalej wybierał co smakowitsze żaby i wrzucał je do sakwy. Niech tam siedzą i się tak nie wiercą. Muszą być żywe jak wrzuci się je do garnka z wrzątkiem. Wtedy zachowują smak. Podobnie jak niemowlęta. Ktoś mu kiedyś mówił, że niemowlęta we wrzątku płaczą bo je to boli, ale on nie wierzył w takie ściemy. Dobrze wiedział, że ten płacz to tylko odgłos wygotowującej się wody. Pieprzenie ekologów.
Dopiero, gdy stworzenie się odezwało Ryjek odwrócił się w jego kierunku, a ślepia błysnęły mu dziko. Mięso! Już miał sięgnąć po łuk by przyczynić się do pięknego headshota, gdy jego spojrzenie ponownie padło na skaczące dookoła żaby i odpuścił. Wędrowiec nie po to dał mu tyle żarcia by musiał zabijać to biedne, chude, rogate zwierzątko.
Ryjek szybko złapał jedną z mniejszych żabek i wyciągnął ją w kierunku jelenia.
- Biedny, piszczysz i do ludzi podchodzisz.. Musisz być głodny.. Masz biedactwo, zjedz trochę..





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 23:02
Czego jak czego, ale takiego obrotu spraw jeleń się nie spodziewał i… żaba? Na chu…steczkę mu żaba? Przecież dookoła było ich od cholery. No, ale nie ma co narzekać, przynajmniej nie był zmuszony do żwawego, majestatycznego spieprzania przez kałuże. Ta, Bambus niczym pieprzona baletnica jeszcze w locie robiłby piruety, żeby wyglądało efektowniej. Oczywiście nie zrozumiał nic z bełkotu stojącego przed nim osobnika, bo przecież był tradycyjnym, japońskim jeleniem. Wbił w dziwnego typa podejrzliwe spojrzenie sarnich oczu.
- Nie, ziom, ty tak na poważnie? Serio mi tu z chińskim wyjeżdzasz? Że niby taki z ciebie kozak, ta?
To podstęp, jak Boga kochał to musiał być podstęp. Trzeba przechytrzyć tego gościa, zanim on to zrobi. Dawaj, Bambus, teraz będziesz udawał uroczą sarninę. Gotowy? Zbliżył się powoli do wymordowanego, uważnie stawiając każdy krok. Mordka jelenia znalazła się zupełnie blisko trzymanej przez facia ropuchy. Przez chwilę wyglądało na to, że ją obwąchuje i się waha… po czym zrobił użytek z ryja i wytrącił żabsko z łapy bruneta, psując tym wszystkie pozory. Nie czekając na jego reakcję, momentalnie się odwrócił i wyrwał z kopyta z racicy, rozchlapując za sobą błoto.
BOMBA DYMNA!
Wpadł za jakąś skałę i się za nią ukrył, bo jednak bieganie po tak śliskiej nawierzchni było cokolwiek trudne. Teraz pozostawało mieć nadzieję, że tamtemu nie zachce się go szukać. Genialny plan, sarno, jeden z tych genialniejszych.
Dawaj to polowanko, marysuistyczny Bambus przyjmie na klatę >D





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Gość on Pią 4 Kwi - 23:24
Nie chce żaby? Jego strata.
Ścierworyjek, jak sam pseudonim bojowy wskazywał, nie był księżniczką, więc błoto z żabami nie ruszyło go ani trochę. Z gracją małego dziecka zwyczajnie przeciągnął dłońmi po swoim ryjku i przedzie podkoszulki by ściągnąć z nich nadmiar błota. Co z tego, że trochę się rozmazało.
Ryjek skrzywił się z niesmakiem. Tutejsi musieli być nieźle porąbani skoro doprowadzili zwykłego jelenia do takiego stanu. Rozejrzał się za żabką, która miała służyć zwierzęciu za posiłek, zgarnął ją, wytarł o spodnie niczym dorodne jabłko i wrzucił do sakiewki. Co jego to jego.
Spojrzał jeszcze na kryjącego się za skałą jelenia. Knapik był naprawdę tolerancyjny, ale to przekraczało jego zdolności rozumienia otaczającego go świata. Gdy był mały lubił dawać zajęczakom resztki owoców by stawały na łapkach i o nie prosiły. Tresura tresurą. Ale co musieli jeleniowi robić tutejsi skoro sam podchodzi do ludzi, kręci dupsią i zalotnie ucieka?
Westchnął ciężko. Zwierzęciu trzeba jednak ulżyć. Zdjął łuk z pleców i ruszył okrężnie dookoła skały. Gdyby sam nie utykał pewnie pohasaliby sobie razem dookoła niej. Ale teraz uznał, że niewielka rana w łapce będzie niewielką ceną za gwałt, skoro jeleń sam tego chce.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wielka czerwona skała

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 23 Previous  1, 2, 3 ... 12 ... 23  Next

Powrót do góry

- Similar topics