Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 23/01. Przeczytaj ogłoszenie dotyczące spisu chorób.
  • 07/01. Do 11 stycznia jest czas na zaktualizowanie poszukiwań w temacie "Tablica Ogłoszeń". Zgłoszenia bez poprawnej daty zostaną usunięte. Ewentualne pytania prosze kierować na PW do Rhetta.
  • 07/01. Wyjątkowo choroby losowano dwukrotnie. Upewnij się czy twoja postać jest wciąż zdrowa!
  • 05/01. Zerknij na najnowszą notkę od administracji.
  • 04/01. Zapoznaj się z ogłoszeniem dotyczącym przedmiotów specjalnych (talonów).

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

Go down


Warner | Ándraste
Nauka Umiejętności
Technika Gun'n'Runner

Chłodny deszcz wiosennego poranka zaskoczył zarówno drogowców, jak i wojskowych, którzy planowo, według rozkładu przystępowali do szeregu ćwiczeń i praktyk przygotowujących ich do walki na wszelkie możliwe sposoby.
Kapitan Lancaster w związku ze swoją przepustką i przymusowym urlopem z Desperacji do M3 została w tym, jakże nieprzyjemnie zimnym, dniu zaproszona na pola treningowe w celu podzielenia się swoimi uwagami i doświadczeniem z żołnierzami, którzy pobierali obecnie nauki strzelania. W większości byli to młodzi i żwawi rekruci strzelający w deszczu do oddalonych o 100 metrów tarcz, które w taką pogodę były wyjątkowo trudne do trafienia. Ciężkie krople z łoskotem wpadały w mokrą, błotnistą glebę z charakterystycznym pluskiem. Mężczyźni jak i kobiety mogły odczuć przenikające ich zimno, gdy szkoleniowe mundury przesiąkały coraz to mocniej wodą oblepiając nieprzyjemnie ich ciała.
- Zmieeeeeeeeeeeeń broń! – zakomenderowała blondynka stojąc na uboczu w służbowym, niebieskim płaszczu, a tuż obok stał niższy rangą podchorąży odpowiadający za żółtodziobów, który trzymał dzielnie duży, czarny parasol nad ich głowami. – RUCHY! RUCHY! RUCHY! Wróg nie będzie czekał, aż łaskawie złapiecie magazynek  w tym deszczu! Ślizgają wam się ręce? Zróbcie coś z tym! Radźcie sobie! W walce nie będzie tak wygodnie jak tutaj! – dogadywała, motywując wojskowych do przyspieszenia tempa pomiędzy wymienieniem podstawowych pistoletów na karabiny.
- Mamy dzisiaj mieszany skład, Kapitanie. – dodał nagle podchorąży patrząc ostro na swoich młodych podopiecznych. Andraste przeleciała wzrokiem po ekipie jaka dzisiaj miała szkolenie. Rzeczywiście, byli tutaj starsi żołnierze, jak i świeżo upieczeni  rekruci. – Oto lista uczestników dzisiejszych zajęć – chrząknął do niej i podał w jej dłonie tablet wyświetlający kartotekę każdego ucznia. Przejechała palcem po ekranie pobieżnie przeglądając zbiorowisko.
- Eliminator… Co? Eliminator uczący się strzelać? Żarty sobie ze mnie robisz? – uniosła jedną brew do góry patrząc na w pełni poważnego kolegę.
- Cóż… Ryutarou Moriyama jest wyspecjalizowany w walce bronią białą…
- Tyle to i ja potrafię przeczytać. Jakim cudem dopuścili go do tej funkcji? RYUTAROU MORIYAMA! ZŁÓŻ BROŃ I DO MNIE! – ryknęła nagle przebijając się przez dźwiękowy chaos wystrzałów.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Pogoda nie sprzyjała dzisiejszym treningom na poligonie; krople deszczu osadzałyby się na szkłach okularów, gdyby nie to, że eliminator zawczasu zastąpił je soczewkami kontaktowymi – mógłby obejść się także bez tego, bowiem wada wzroku nie stanowiła wielkiej przeszkody do sprawnego biegu z przeszkodami bądź obalenia przeciwnika w walce wręcz. Sprawa miała się inaczej, kiedy musiał jak najprecyzyjniej ocenić położenie obiektu i trafić w niego z broni palnej. Wstyd przyznać, ale Warner nigdy nie czuł miłości wobec tej metody ofensywy, dlatego udało  mu się przejść jedynie podstawowe szkolenie: zasady BHP, prosta obsługa i strzelanie do pobliskich celów. O wiele więcej satysfakcji czerpał z wywijania ostrzem, nad którym czuł większą kontrolę, mógł również z bliska przyjrzeć się efektom swoich umiejętności, kiedy udało mu się przeciąć tętnicę, doprowadzając wroga do szybkiego zgonu. Cenił sobie skuteczność wraz z widowiskowością.
Wybór, jaki miał wczoraj dokonać, wydał się naprawdę prosty. Uczestnictwo w zajęciach z broni palnej lub robota papierkowa podsycająca jedynie jego niechęć do całego świata. Moriyama nie potrafił siedzieć w miejscu przez dłuższy czas, potrzebował ruchu i adrenaliny buzującej we krwi, w przeciwnym razie gromadzona energia szukała innego, bardziej destrukcyjnego ujścia jak trudna do odparcia potrzeba rzuceniem szklanką o ścianę. Czego oczywiście nie robił, bo potrafił się kontrolować, niemniej nie był w stanie pozbyć się świerzbienia w palcach.
Mocny, kobiecy głos dochodził gdzieś z boku, ale póki nie zwracał się bezpośrednio do niego, skupiał całą swoją uwagę na trzymanym karabinie. Oddał serię strzałów w jedną z atrap, niezrażony nienaruszonym środkiem tarczy. Kiedyś w końcu się nauczy, lecz do tego czasu powinien traktować swoje porażki jako motywację do poprawy. Zwolnił tempo, by złapać głębszy wdech, i odgarnął przylepione do czoła kosmyki włosów – zdecydowanie za długie i proszące się aż o trafienie pod nożyczki.
Rozbrzmiewające nazwisko podrażniło uszy delikwenta, nie zwiastując niczego przyjemnego. Spojrzał w kierunku nadzorującej treningi blondynki i, według rozkazu, złożył broń, by zaraz podbiec truchtem. Jego twarz właściwie nic nie zdradzała, nie widniał na niej ani niepokój, ani rozluźnienie, ani obojętność, raczej powaga w towarzystwie wysokiej czujności i chłodnego spojrzenia, które spoczęło na twarzy kobiety. Słowa uznał za zbędne – wyprostował się tylko, czekając na dalsze komendy.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Przechwyciła od kolegi tablet i skupiła się na profilu wojskowego studiując wnikliwie wszystkie rubryki mu przypisane w trakcie, gdy ówcześnie wezwany typ wykonywał polecenie przybiegając truchtem "na dywanik". Szare oczy Lancaster jeszcze przez moment przewijały się przez tekst wyświetlany na cienkim urządzeniu zmuszając Eliminatora do stania jak przysłowiowy słup soli w tym okropnym deszczu, ale po czasie nieco dłuższym, niż minuta w końcu podniosła wzrok na mężczyznę wnikliwie oceniając go od góry do dołu. Zatrzymała się dopiero na jego oczach, a następnie popatrzyła ponownie na profil.
- Ryutarou Moriyama. Pseudonim Warner. Lat 26. Eliminator specjalizujący się w broni białej i po części biomech. - Wymieniała dane z podręcznej kartoteki krytycznie mrużąc oczy. Palec wskazujący prawej ręki leniwie przesuwał się po szkle odsłaniając inne szczegóły jego wojskowego życiorysu. Skrzywiła się nieznacznie z niezadowoleniem, jakby czytała bardzo mierny, niepełny przepis na ciasto, za którym i tak nie przepada. Oddała podchorążemu jego technologię i wbiła ponownie lodowate oczy w Warnera. - Jesteś na otwartym polu z trzema ciężarówkami chowając się za jedną z nich. Za inną chowa się wróg do zabicia uzbrojony w karabin i dwa granaty. W odległości 500 metrów na zachód stoi cysterna, na której czai się snajper. Jesteś zdany tylko na siebie. Co robisz?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Spodziewał się jakichś nieprzyjemności, być może słów krytyki wynikających z dłuższej obserwacji jego poczynań na poligonie, jednak czymkolwiek by to nie było, nie odczuwał w związku z tym specjalnego przejęcia. W zwyczaju miał przyjmować wszystko do wiadomości ze stoickim spokojem, nawet z odgłosem wybuchów za plecami.
Cierpliwie czekał, aż kobieta skończy zapoznawać się z jakimiś informacjami (jak się później okazało – z jego życiorysem), przy czym nie ruszył się choćby o milimetr, wzrok trzymając skupiony na sąsiedniej twarzy. Nigdzie mu się nie śpieszyło, zaś warunki pogodowe były do przebolenia.
To już wiem, pomyślał ponuro w myślach, aczkolwiek zachował to dla siebie, nie chcąc niepotrzebnie rzucać sobie kłód pod nogi przy spotkaniu. Podobno liczyło się pierwsze dobre wrażenie, co w przypadku Warnera nie miało raczej prawa bytu. Prędzej czy później zawsze palnął coś, czego nie powinien.
Nietypowe pytanie odrobinę go zdezorientowało, lecz nie pokazał tego po sobie w żaden sposób – beznamiętny wyraz nie schodził z jego twarzy ani na ułamek sekundy.
- Wyjmuję papierosa, odpalam go i się zaciągam. – Odparł po chwili z powagą. – Albo nie rzucam się na samobójcze misje. – Dodał, co w rzeczywistości przeczyło jego potencjalnej postawie wobec takiej sytuacji, bo nie zrażałby się wcale wiszącym nad karkiem ryzykiem. – Wyidealizowana wersja zakłada udany strzał w cysternę i jej wybuch, co równocześnie oznaczałoby zgon snajpera.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Lancaster nie starała się nawet powstrzymać parsknięcia jakie wydobyło się z jej wydętych ust słysząc pierwsza odpowiedź dotyczącą papierosa. Jej surowe oblicze przełamał sarkastyczny, lekki uśmiech doprawiony pobłażającym spojrzeniem, jakie rzuciła mu Pani Kapitan.
- Cwaniaczek nam się znalazł - skomentowała i słuchała dalszej, już poważnej wypowiedzi żołnierza. W międzyczasie zdążyła spojrzeniem uciec na zebrany za nim rząd strzelających szeregowych. Jedni męczyli się z zacinającą bronią, inni bezsensownie wystrzeliwali magazynek w przeciągu paru sekund. Jedynie garstka wojskowych wykorzystywała broń jak należy. Nikogo nie zaskoczy fakt, że byli to uczestnicy starsi stażem.
- Strzał w cysternę, hm? - powtórzyła za nim bez przekonania i wróciła szarymi oczami do osoby Ryutarou Moriyamy. - Bardzo wyidealizowany scenariusz, ale chyba wiesz, że zanim byś wychylił się zza bezpiecznej kryjówki i jako tako wycelował zdolny snajper ustrzeliłby ci łeb? Nie wspominając, że równie dobrze mógłbyś mieć karabin typu M4, który nawet nie sięga 400 metrów. Wychylasz się. Strzelasz. Słychać, ze strzelasz. Widzisz, że strzelasz, ale nic się nie dzieje. W tym czasie wróg spokojnie cię namierza, celuje i gdy ty chcesz się już schować dostajesz kulką w łeb. Zwróćmy jeszcze uwagę na to, że zamiast być wyspecjalizowanym w broni palnej, specjalizujesz się w broni białej. - ponownie zabrała tablet i przesunęła na rubrykę z wynikami ze strzelnictwa. Postukała palcem w ekran pokazując go mężczyźnie z lekkim niezadowoleniem. - Twoje wyniki są co najwyżej mierne, jak na zwykłego żołnierza, a co tu mówić o poziomie eliminatorskim. Nie wiem jak wy to tutaj robicie w M3, ale u mnie w M2 taka kompilacja nie miałaby prawa bytu eliminatorze Warner. - przyznała sucho analizując wojskowego od stóp do głów. - Instynkt i doświadczenie podpowiadają mi jednak, że jest powód, dla którego wybrałeś broń białą nad palną. Pewnie lubisz ruch, co? Bycie aktywnym w akcji, czucie, że się walczy, a nie tylko stoi i naciska spust, mylę się?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Od dnia 4 października macie tydzień, aby tutaj odpisać. Jeśli po tym dniu post nie pojawi się, wątek z powrotem wyląduje w archiwum.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down


Niektórzy taką odpowiedź skonfrontowaliby spojrzeniem pełnym dezaprobaty, inni by to przemilczeli, a jeszcze inni, podobnie jak Andraste, potraktowaliby to z dystansem. I ta ostatnia opcja była prawdopodobnie najlepsza w przypadku eliminatora, nie próbował na siłę zażartować i sprawić komuś przelotny uśmiech na ustach, ale skoro sporadycznie to mu się udawało… to chyba nie był najgorszym towarzystwem.
Owszem, dlatego określiłem ten scenariusz jako wyidealizowany. – Odparł spokojnie. Już od dawna zdawał sobie sprawę, że w przypadku starć na odległość stoi na gorszej pozycji ze względu na podstawowe umiejętności obsługi broni palnej, których szkolenie musiał przejść każdy rekrut. Nigdy niestety nie rozwijał się pod tym względem i chociaż wygrał z Kaukazem zakład z większą liczbą zestrzelonych puszek, to nijak obijało się to w doświadczeniu. Wiedział o tym i dlatego podjął się próby podwyższenia swojej celności. Jeśli kiedykolwiek będzie trzymał strzelbę z taką samą wygodą jak szablę, nie będzie łatwo uniknąć jego kul.
Nie widzę problemu w tym, że specjalizuję się w walce bronią białą. – Odniósł wrażenie, że słowa kobiety brzmią krytycznie wobec tej umiejętności, a przecież nie była wcale gorsza. – Każdą technikę można nabyć.
Zerknął na wyświetlone wyniki, spodziewając się takiej oceny. Nie będzie przecież udawał, że umie strzelać lepiej.
Miałem styczność z bronią białą od małego i była to broń bardziej dostępna od palnej. – Zaczął, wracając spojrzeniem na twarz kobiety, przy okazji starając się nie wyciągać na wierzch zbyt wielu wspomnień z dzieciństwa, o których wolałby po prostu zapomnieć. – Nie myli się pani. Zresztą… co to za satysfakcja, gdy o czyimś życiu decyduje jedynie kulka w łeb? – Uniósł odrobinę brew w drwiącym geście. – Chroni Cię odległość, nie musisz nawet widzieć twarzy przeciwnika… bezpośrednie starcia są o wiele bardziej emocjonujące i wymagające. Nie przepadam za ułatwieniami.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Uśmiechnęła się pod nosem dobrze wiedząc jakie pobudki kierowały eliminatorem w wyborze broni. Każdy z nich miał swoje preferencje i historie z nimi związane, to nie była nowość. Ona sama szkoliła się najlepiej w tym czym lubi, jednak życie to cholerna suka przychodząca spierdolić nam marzenia i kopiąca po jajach, bądź brzuchu - zależy jakiej płci się jest. Jeśli S.SPEC w M3 miał jakoś konkretnie funkcjonować i przewyższać umiejętnościami podrzędnego Kanalarza musieli wychodzić ze swoich stref komfortu i to było zadaniem Lancaster.
-Posłuchaj Moriyama - zaczęła blokując tablet i skupiając całą swoją uwagę na Warnerze. - Dobry wojownik to taki, który potrafi perfekcyjnie opanować walkę swoją bronią, ale dobry żołnierz to wojownik, który potrafi opanować znacznie więcej, niż tylko swoją broń. W S.SPEC nie potrzebujemy utalentowanych szermierzy, czy wyborowych strzelców. Potrzebujemy szermierzy, którym jak pęknie miecz będą gotowi odebrać przeciwnikowi karabin i zastrzelić jeszcze trzech innych, tak samo jak potrzebujemy snajperów, którzy gotowi będą wyciągnąć nóż i pozbawić życia przyczajonego napastnika. - Wyjaśniła bardzo poważnie i przemknęła po raz kolejny spojrzeniem po powoli nabierających wprawy i odwagi rekrutach. - Oni mają przed sobą jeszcze parę lat akademii, aby spokojnie nauczyć się fachu. Ty w nim już jesteś - Wróciła do niego spojrzeniem. - i nie mogę pozwolić, aby tak dobra jednostka jak ty nam umarła w jakimś zaułku, bo nie była w stanie trafić nadbiegającego przeciwnika. Od jutra zaczniesz ze mną specjalny trening. Sądzę, że spodoba ci się nawet technika - klepnęła go tabletem po ramieniu z nawet i załamaniem lekkiego uśmiechu na ustach. - A teraz wracaj na miejsce i spróbuj chociaż raz strzelić w tarczę. Szczegóły zostaną ci wysłane wieczorem. Spocznij. - Zakomenderowała koniec rozmowy chłodnym tonem Pani Kapitan.

Wieczorem do Warnera został nadesłany nowy grafik na najbliższe dni, w którym mieściła się rubryka “Trening z Kap. Lancaster” o 6 rano w hali treningowej numer 34.
○○○
W sportowym stroju składającego się z leginsów i topu w barwach S.SPEC i logiem, czekała już gotowa na jej podopiecznego w pięknie oświetlonej, nowoczesnej hali treningowej żołnierzy, pełnej broni, mat, boiska i automatycznych przeciwników gotowych spuścić łomot nieszczęśnikom. Tylko jedno chodziło jej po głowie - czy eliminator się spóźni, czy nie?
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Trudno zaprzeczyć. – Odparł, nie mając nic do dodania ani ujęcia ze słów kapitan. Podstawowa umiejętność obsługiwania broni palnej zaczęła przeszkadzać mu już jakiś czas temu, był świadomy swojego ograniczenia i chociaż nie zmieni preferowanego stylu walki, sprawne postrzelenie wroga to coś, co nieraz może uratować mu tyłek, jeśli kiedykolwiek znajdzie się w sytuacji, gdzie szermierka na nic mu się zda. Jak dotąd nie odczuwał negatywnych skutków takiego stanu rzeczy, ale coraz częściej zostawał świadkiem prędkiej śmierci z powodu odległościowego ataku. Uważał to za dość niehonorowe posunięcie, w końcu hej, co to za sztuka posłać komuś kulkę w łeb, kiedy nawet nie jest w stanie tego odeprzeć? Tyle że w tym świecie sprawiedliwość nie istniała i czasami trzeba było być po prostu dupkiem, który chwyta się dosłownie każdej okazji na pozbycie się zagrożenia, niezależnie od metody.
Przyjęto. – Zasalutował, po czym odwrócił się i bez ociągania dołączył do reszty ćwiczących.
Kiedy wieczorem otrzymał nowe wytyczne, zapoznał się dokładnie z grafikiem, zastanawiając się, ile kubków kawy powinien wcześniej wypić, a później skupił myśli na czymś zupełnie innym, treningi z Ándraste traktując paradoksalnie jak przerwę między obowiązkami.

* * *
Nie spóźnił się. Przyszedł dokładnie dwie minuty przed czasem, wkraczając do sali w dresowym stroju w odcieniach szarości, a czarne włosy mając związane w luźny ogon. Chociaż ramionom Morfeusza oddał się o dość późnej godzinie, nie wyglądał na zmęczonego, czego nie można powiedzieć o specyficznym wyrazie twarzy. Ta zawsze wydawała się emanować jakimś znużeniem niezwiązanym z ilością przespanych godzin. A może to był jedynie stoicki spokój?
Warner, melduję się. – Zatrzymał się metr przed kobietą, gotów na rozpoczęcie ćwiczeń.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

-Bardzo dobrze. - Odpowiedziała lakonicznie ukrywając za poważna fasadą profesjonalizmu zadowolenie z tego faktu. Jakoś w szkole oficerskiej wyjątkowo dobrze uczyli wszystkich przyszłych wojskowych tego kompletnego wyzbywania się z emocji na rzecz powagi, surowości i zimna. Jak perfekcyjne maszynki do wykonywania poleceń, którym pojęcie zmęczenia, radości i uśmiechu jest kompletnie obce. Lancaster skinęła głowa w stronę sali. - Zaczniemy od rozgrzewki. Standard. Dziesięć kółek, pięćdziesiąt przysiadów, pompek, brzuszków i wypadów, rozciągnięcie, a potem poinstruuję cię dalej. Do roboty szeregowy.
Blodnynka nie miała zamiaru dwa razy się powtarzać, co zresztą nie było raczej konieczne. Żaden szanujący się eliminator S.SPEC nie był typem buntownika, a sama Kapitan Hyclów wolała nie tracić czasu. W trakcie gdy ten zaczynał swój trening, ona zajęła się przygotowaniem dalszych niespodzianek. Zaczęła od rzucenia niepotrzebnych rzeczy na bok i rozciągnięciu się nieco. Nie obeszło się od ponaglania i przyjemnego motywowania krzykami mężczyzny.
- Świetnie. - Skwitowała stojąc nad nim jak kat, gdy wykonywał ostatnie powtórzenie. Wyciągnęła następnie w jego stronę atrapę pół-automatycznego karabinu. - Zacznijmy od tego, że nie mam zamiaru ci podtrzymywać łokci i uczyć celowania. To nie trening dla kogoś takiego jak ty. Nauczę cię bardzo wysublimowanej techniki walki. Run’n’gun. - Wyjaśniła z lekkim uśmiechem na ustach. - Jesteś mobilny, szybki i zwinny. To coś idealnie dla ciebie. Pozwól, że zademonstruję. - W wolnej ręce trzymała mini pilota, na którym klikając guzik uruchomiła piątkę zmechanizowanych droidów ćwiczebnych. Jednostki wzięły w ręce laserowe karabiny i wyszły na środek sali. - Stań z boku. - Poinstruowała swojego ucznia i zacisnęła mocniej kucyk na swojej głowie. Przeciwnicy skupili spojrzenia na Ándraste i podnieśli lufy broni, a w następnej sekundzie… zaczęło się przedstawienie.
Kapitan Hyclów ruszyła biegiem na najbliższego droida. Nim padły pierwsze strzały dopadła go kopniakiem, wybiła broń z ręki i położyła na ziemię podcięciem nóg byle tylko władować w niego kilka wiązek laserów imitujących kule. Nie sterczała nad swoją pierwsza ofiarą długo, a ruszyła biegiem przed siebie zanim wiązki laserów dorwały jej ciało. Kierowała się do osłony, ale zamiast patrzeć przed siebie nie spuszczała oczu ze swojego celu i w trakcie biegu wycelowała do kolejnego droida serwując mu z niepojętą w tej akcji precyzją wiązki laserów w głowę. Ślizgiem dostała się pod wystającą osłonę w postaci atrapy skrzyń. Idealna chwila spokoju, aby przeładować broń i lecieć dalej. Szarżą prosto na przeciwników. Nie przestając biec, slalomem unikała niebezpieczeństwa postrzelenia, aż wyczekując dobrego momentu skoczyła w bok ponownie trafiając kolejnego wroga w głowę. Przewrót po podłodze. Zmiana kierunku biegu wyskok i bam, następny trafiony. Przeciwnicy kolejno zmieniali odcienie swoich wizjerów z zielonego na czerwony krzyż - “martwy”. Nim się obejrzeli - było po wszystkim, a Ándraste ani razu nie zatrzymała się, aby przycelować. - Jak widzisz, strzelanie wcale nie musi być statyczne. Zanim jednak rzucę cię na pożarcie droidom zaczniemy od podstaw. - Wyjaśniła instruując pilotem partnerów treningu, aby powrócili na stacje dokujące. - Skupienie się przy równoczesnym rekonesansie terenu. Musisz być zawsze świadomy co się wokół ciebie znajduje, ale nigdy nie spuszczać oka ze swojego celu i miejsca, w które celuje, bo nie chcesz się tam znaleźć. Na początek będziesz biegał z karabinem po torze przeszkód, a ja będę do ciebie strzelać. Z pistoletu na kulki, abyś coś poczuł. Ruszaj się żołnierzu. - Posłała mu dosyć chłodny uśmieszek typowego oficera serwującego rekrutom jakąś straszną robotę. Lancaster po raz kolejny operując magicznym ustrojstwem wyczarowała na sali szybko tor przeszkód składający się z kilku murków o różnej wysokości i grubości, kół jak opon do przeskoczenia, paru rurek, równoważni i chybotliwej belki. Warner na pewno łatwego zadania nie miał, ale nikt nie wspominał, że będzie wersja light dla niego.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

Rozpoczął serię ćwiczeń jeszcze zanim po sali rozbrzmiało ostatnie słowo z ust kapitan. Wysiłek fizyczny to nieodłączny element jego rutyny i nie ograniczał się jedynie do obowiązkowych treningów na poligonie – rozciągał mięśnie w przerwach na kawę, po spełnionych obowiązkach znikał na wieczorny jogging, w mieszkaniu pracował z hantlami przy akompaniamencie muzyki klasycznej… Nikt by się nie spodziewał, że w przyszłości nabędzie tak dobrej kondycji, jako nastolatek nie pałał miłością do zajęć wychowania fizycznego, był dość chuderlawy, typ kujona ćwiczącego jedynie mózg. I tylko ojciec potrafił zapalić w nim tę iskierkę, która z czasem zapłonęła jak las podczas suszy.
Zaczął od kółek, utrzymując podczas biegu równe tempo. Po pomieszczeniu rozległ się odgłos rytmicznie uderzanych stóp o podłogę, później zaś dźwięk ten zastąpił ruch w postaci przysiadów, pompek, brzuszków… Nie ociągał się z niczym, odbębnił pięćdziesiąt powtórzeń z każdego rodzaju i brał się za następne. Właściwie nie musiał się śpieszyć, rozpoczęli spotkanie na tyle wcześnie, że spokojnie powinien wyrobić się przed czekającym na niego harmonogramem dnia, jednak zależało mu najbardziej na właściwej części treningu, czyli rozwinięciu umiejętności posługiwania się bronią palną. Miał jasny cel i do niego dążył.
Ostatni raz rozciągnął kolejną partię mięśni i uniósł wzrok na wyciągniętą ku niemu atrapę. Skórę ozdobiły kropelki potu, a oddech pogłębił się ciut po odbytym, intensywnym wysiłku, bynajmniej nie będąc wcale oznaką zmęczenia, raczej przyjemnego ciepła i rozluźnienia.
Wyprostował się i przejął karabin.
Podoba mi się brzmienie tej techniki. – Przyznał szczerze, domyślając się, że nie będzie miał do czynienia z nudnym celowaniem i oddawaniem strzałów z jednej pozycji.
Zrobił kilka kroków w bok, by ustąpić miejsca kobiecie, i zatrzymał się przy ścianie, bacznie śledząc wzrokiem to, co miało się za chwilę wydarzyć na środku sali.
Nieźle. Nie, to złe słowo. Rozprawienie się z droidami przyszło jej jak z płatka, zwinnie pokonała każdą jednostkę przy dobrym wykorzystaniu swoich zdolności, co nie zmienia faktu, że wolałby takie samo przedstawienie zobaczyć z nieco innym sprzętem scenicznym. Jeśli jednak miała mu przekazać swoją wiedzę i pomóc w osiągnięciu podobnego poziomu… przecież nie przepuści takiej okazji na rozwój. Tą demonstracją tylko bardziej go zmotywowała.
Najwyraźniej trafiła mi się osoba najlepsza w swoim fachu, hm? – Mogła, ale nie musiała, uznawać tego za komplement, co zresztą rzadko padało ze strony Warnera.
Wygodniej chwycił za atrapę karabinu i ruszył w stronę przygotowanego toru przeszkód, by zaraz znaleźć się na jego początku, czyli na odcinku usłanym poziomo leżącymi oponami. Nie czekał na żadne „start”, po prostu zaczął bieg, unosząc wysoko kolana podczas pokonywania kół, przy czym starał się kątem oka kontrolować położenie Andraste. Początek nigdy nie ułatwiał sprawy, zanim wbije się w odpowiedni rytm, z pewnością zdąży niejednokrotnie oberwać i nieco zirytować się na niepowodzenie uniku. Mówi się trudno i idzie się dalej, śmierć od kulki byłaby czymś idiotycznym, kto by się spodziewał, że wróg okaże się tak mały i szybki? To nowe wyzwanie i nie spocznie, póki mu nie sprosta.
Wskoczył na następną przeszkodę – równoważnię – z wyczuciem stawiając kolejne kroki przed siebie w truchcie i w odpowiednich momentach starając się uchylić bądź zatrzymać przed oberwaniem z pistoletu.
                                         
avatar
Gość
Gość
 
 
 


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next

 
Nie możesz odpowiadać w tematach