:: Eden :: Ogrody Edenu




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Malakh on Pon Maj 08, 2017 8:25 pm
„Sory już nie ma.”
Istaroth zrobił przejętą minę, którą najłatwiej było przypisać do tych z zakresu współczujących. Niewątpliwie nie wiedział z jakimi okropieństwami przyszło spotkać się mężczyźnie w przeszłości, skoro tak ostro wyraził się o swoim – jak blondyn przypuszczał – pierwotnym „ja”, jednak nie potrafił powstrzymać się od tej prostej emocji, by po prostu zareagować smutkiem na panujący stan rzeczy. Cóż za niemoc, że choć jednakowe noszą skrzydła, przypadło im toczyć tak różny żywot. Niemniej Istaroth nie roztrząsał dłużej tematu godności Tyrella, co dało się jasno zauważyć, gdy zdystansował się do całej sprawy, choćby za pomocą własnej mimiki. Zmienił temat. Chciał odciągnąć go jak najdalej od przykrości i gniewu, który czuł po przeciwnej stronie konfliktu. Niech to jedno potknięcie w ich baśniowym otoczeniu zasłonią następne szczere uśmiechy anioła i jego równie szczery jak i przyjazny ton głosu.
Z racji tego, że Tyrell pierwszy zabrał głos – co osobiście spodobało się Istarothowi, który zaczynał mieć nadzieję, że jego goście powoli zaczną się rozgadywać – cała uwaga blondwłosego anioła spadła właśnie na niego. Słuchał go z najwyższym zaangażowaniem, próbując wkodować sobie każde zasłyszane słowo, byleby wywęszyć w nich okazję do udzielenia pomocy.
- Rozumiem. Hm.. ciężki przypadek. A od jak dawna pełnisz funkcję jego stróża? – zagadnął możliwie jak najmniej nachalnym tonem, nie mając żadnych złych intencji. Pytanie samo mu się wyrwało. – Trudno sprecyzować, co tak naprawdę moglibyśmy uczynić, by polepszyć jego sytuację, skoro tak niewiele o nim wiadomo…
Szybko jednak zmienił obiekt swojego zainteresowania, słysząc głos Dudleya.
Podopieczny drugiego ze Smoków wyraźnie wpisywał się w kanon osób, które Istaroth potrafił z miejsca obdarzyć sympatią. Nawet nie ukrywał, że owładnęło nim uprzejme zdziwienie, gdy okazało się, że Desperacja ma swoich zawziętych ogrodników.
- Niesamowite! Koniecznie powinien zapoznać się z jednym z naszych roślinnych aniołów. Może razem podyskutowali sobie o tych no… ziemistych sprawach. – machnął ręką, łudząc się, że ów zamaszysty gest ułatwi mu nakreślenie sytuacji (szczęśliwym trafem Hitoashi siedział za daleko, by znowu oberwać w nos). Dobór słownictwa nieszczególnie ociekał formalnością, ale anioł szybko podjął godniejszy temat. Najpewniej pod wpływem wymownego spojrzenia Uriela. – Przedyskutowalibyśmy sprawę poszerzenie roślinności na tych nieprzyjaznych terenach lub chociaż ułatwili uprawę na jego ściśle wyznaczonych częściach. Być może warto byłoby w przyszłości pomówić o tym z Sidhe, skoro ma doświadczenie. - zaproponował blondyn, tym samym przenosząc wzrok na kolejną osobę, która zdecydowała się zabrać głos. Wyraźnie cieszyło go, że goście postanowili w znacznej większości wypluwać z siebie jakiekolwiek słowa. Obawiał się, że spotkanie okaże się dużo bardziej niezręczne.
„Był jednym z sądzonych przez Metatrona.”
Dobrze, pospieszył się z oceną sytuacji.
Teraz zrobiło się niezręcznie.
Choć Istaroth wyraźnie zesztywniał na wspomnienie o tych okropnych wydarzeniach, nie mógł pozwolić sobie na trwanie w dalszej niewygodzie. Wypuścił ciężko powietrze, ukradkiem spoglądając na Uriela, który jednak całą swoją uwagę skupiał na ciemnowłosym skrzydlaku, wypytując go o sobowtóra.
- Mam nadzieję, że nigdy nie zrobił ci żadnej krzywdy, Nathairze. Czyżby był zdziczałym i stąd jego nieprzewidywalne zachowanie? – zagadnął delikatnie, najwyraźniej będąc jednym z tych, którzy nie przysłuchiwali się bezpośrednio wydawanym przez Metatrona rozkazom.
Tymczasem Uriel skupiał się na Hitoashim, choć jego błękitne spojrzenie było zdecydowanie lżejsze, niż to nabuzowanego energią, gadatliwego blondyna. Z pewnością mniej natrętne, bo choć przez większość czasu wpatrywał się w twarz drugiego anioła, nie omieszkał zarzucić wzrokiem na okolicę czy innych rozmówców, gdy poruszony temat wydał mu się warty choćby najmniejszego okazania uwagi.
- Och, więc to jednak Twój brat. – pokiwał ze spokojem głową. – Hm… nie jest człowiekiem … - podjął wstępną próbę zinterpretowania słów rozmówcy, acz szybko zaniechał prowadzenia jej na głos, uznając, że nie ma co powoływać się na oczywistości, wynikające z konstrukcji wypowiedzi. – Szkoda, że nie przybyłeś tu wraz z nim. Tegoroczne obchody świąt i tak mają skupić wokół siebie różnych gości z zewnątrz. Może i jemu przypadłoby tu do gustu. – dodał po niedługiej chwili, ponownie wiodąc spojrzeniem na wzgórze, próbując raz jeszcze dopatrzeć się ciekawej zwierzyny. Niestety tym razem sarna umknęła przed nim w krzaki, a sam Uriel został zdekoncentrowany propozycją jedzenia. Cóż, uprzejmie się poczęstował i wedle słowa, podał dalej, wprost w objęcia Ravena, który jak dotąd siedział cicho jak mysz pod miotłą. – W zasadzie teraz możesz jedynie pomóc nam to wszystko zjeść.
Tymczasem Istaroth skupiał się na słowach Viktora.
- Rozumiem. To faktycznie musi być bardzo ciężkie. Viktorze, podejmujesz się pomocy w jakieś specjalnej placówce, czy wędrujesz samotnie po całej Desperacji? Może jesteś jednym z pracowników Szpitala? Jak on się nazywał… Szpit-…-
Pisk!
Kilkanaście anielskich głów podniosło się ku górze, wypatrując źródła zasłyszanego hałasu. Jazgot rozniósł się po całej okolicy, przywodząc na myśl chmarę poruszonych, zaniepokojonych ptaków. Nie minęła nawet minuta, gdy pierwsze płacze władców nieba, zawtórowały coraz głośniejszym szelestom liści, chrzęstem gałęzi.
Istaroth poniósł się z koca, wciąż nasłuchując.
- Urielu, czy w okolic… - z korony drzew wystrzeliły jak z procy drobne dzióbki najmniejszych ptaków, przecinając niebo nad polaną, by zaraz ponownie rozkrzykane zniknąć po drugiej stronie drzew.
Czyżby się czegoś przestraszyły?


Termin odpisu: 14.05.2017, godzina: 20:00
Kolejność dowolna.

_________________
A to przykazanie mamy od niego,
aby ten, kto miłuje Boga,
miłował i brata swego.

_______________________________1 Jana 4,21



Malakh
-----------

avatar

Liczba postów : 11

Powrót do góry Go down

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Tyrell on Czw Maj 11, 2017 9:51 pm
Kiedy usłyszał głos Isarotha, podniósł wzrok. Jego przejęta mina wzbudziła w nim pewien nieopisany niepokój, coś porównywanego do sytuacji w której ostatnie słowo wywołuje w odbiorcy przykrość. Anioł nie należał do grona mistrzów odczytania ludzkich emocji. Zawsze pragnął zrozumieć choć krztę, jednak zawsze kończyło się tak samo. Zawodem.
  — Rok. To niezbyt wiele, aby dowiedzieć się o kimś zamkniętym w swojej skorupie. — skwitował, jakby dla swojego wytłumaczenia, choć wcale nie miał tego na myśli. Doskonale wiedział, że gdyby Shane chciał się przed nim otworzyć zrobiłby to już dawno. Ten 'wyjątkowy' osobnik potrzebował po prostu więcej czasu.
  Wciąż opierając łokcie o spodnie rzucił dyskretne spojrzenie w stronę różowowłosego. Słuchał tego co mówił, choć wydawał się być niespecjalnie zainteresowany — podsunął do swoich ust soczyste winogrono. "Więc i on stróżuje". Przez sekundę zamyślił się powracając do tamtego felernego dnia. Wiatr podwiał mu czarną grzywkę, która musnęła go w nos. Jak wyglądało jego późniejsze życie? Kto wyciągnął do niego rękę? O ile ktokolwiek to zrobił...
  Poczuł nerwowy trzepot skrzydeł, który uderzył go w prawą dłoń. Oprzytomniał, szybko porzucając rozmysły o życiu prywatnym Nathaira. Spojrzał na Rakshe, który teraz kierował swój nastroszony łeb w kierunku nieba, jakby coś na nim szukał. Tyrell miał już zignorować tę próbę zwrócenia na siebie uwagi, bowiem ptaszysko uwielbiało, kiedy było dopieszczane z każdej strony, kiedy usłyszał szargający echem pisk. Był tak głośny, że anioł przez chwilę miał pewność, że ten przerażający dźwięk dochodzi z wnętrza jego głowy. Przyłożył dłoń do lewego ucha, brew obniżyła się. Z okolic dostojnie zielonego drzewa wyleciały ptaki. Raksha rozłożył długie skrzydła i zaczął nimi machać, zrzucając przy tym parę drobnych owoców z postawionego przed nimi kosza; poturlały się do reszty aniołów. Tyrell w napięciu spoglądał na bestię, kiedy odtworzyła dziób i skrzyknęła gwałtownie, była przerażona. Nigdy nie widział feniksa w takim stanie.
  — Hej — rzucił  i wyciągnął  prawą dłoń w kierunku jego drobnej sylwetki, jakby chciał go złapać, ale ten wciąż machał skrzydłami, przecinając powietrze ognistymi piórami. "Co jest z tobą". W turkusowym oku Tyrella zapalił się niespokojny błysk. Coś wyczuł?

_________________



Tyrell
-----------
Hydra     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 1168
GODNOŚĆ : Tyrell. Kiedyś Sora.

Powrót do góry Go down

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Viktor on Nie Maj 14, 2017 1:25 pm
Viktor nie był zbyt obeznany w tym co działo się w Edenie. Traktował to miejsce bardziej jako samotnie, gdzie może zająć się wyrobem lekarstw bądź innym zajęciem związanym z pracą. Kiedy padły słowa o sądzeniu, Istaroth widocznie się zmieszał. Anioł już sam nie pamięta kiedy ostatni raz był na jakiejś rozprawie. Przeważnie nie odpowiada na wezwania zawalony pracą. Nie rozumiał co spowodowało taką, a nie inną reakcję, ale nie trudno było się domyślić, że nie były to przyjemne wspomnienia.
Kiedy Istaroth zwrócił się do niego uważnie słuchał co ma on do powiedzenia. Chciał zadać pytanie granatowowłosemu, ale nagłe poruszenie ptaków przerwało konwersacje zebranych tu aniołów. Viktor skierował swój wzrok w stronę, z której dobiegał jazgot ptactwa. "Coś się musiało stać, ale co?" zastanowił się wypatrując czegoś co może podprowadzić do odpowiedzi na to pytanie. Jednak nie tylko ptaki z tamtej strony polany były przerażone. Feniks Tyrella również się czegoś bał. Co mogło wywołać taki strach u tych zwierząt? Jeśli to coś się tu zbliża to pewnie za niedługo nie będą musieli się dłużej nad tym zastanawiać.

_________________
#660033- wypowiedzi Viktora
myśli



Viktor
-----------
Anioł

avatar

Liczba postów : 63
GODNOŚĆ : Viktor Blue

Powrót do góry Go down

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Gość on Nie Maj 14, 2017 2:03 pm
Szarowłosy wciąż trzymał w dłoni wcześniej napoczętą pomarańczę, której słodki sok zdążył spłynąć po jego palcach i nadgarstku. W pierwszej chwili miał ochotę zwyczajnie unieść rękę i pozbyć się lepkiej substancji językiem, jednak w porę przypomniał sobie, że jest w Edenie, wśród innych skrzydlatych, przy których chciał się zachowywać jak należy, nie zwracając zbytnio na siebie uwagi. Pospiesznie pochylił się do przodu, poszukując wzrokiem jakiejś chusteczki lub czegoś, co mogłoby za chusteczkę robić. Dość szybo spostrzegł serwetkę, na której ułożone było jakieś jedzenie. Wyjął ją ostrożnie, by nie wywrócić żywności, która na niej leżała. Niemalże natychmiastowo wytarł mokrą dłoń, by następnie użyć chusteczki do wytarcia wilgotnych ust. Potem już tylko chwycił kawałek owocu przez papier, by nie pobrudzić się drugi raz.
Na chwilę uciekł wzrokiem gdzieś w bok, jednak wciąż wsłuchiwał się w słowa innych skrzydlatych. Odetchnął głębiej, mrugając nieco zmęczonymi oczami. Przetarł twarz wolną dłonią, jednocześnie odgarniając na bok kilka szarych, brudnych kosmyków, które drażniły jego czoło. Czuł się dziwnie, choć najprawdopodobniej było to spowodowane przebywaniem w nowym miejscu z nowym towarzystwem, do którego nie zdążył jeszcze przywyknąć, i niestety jak na razie nic nie wskazywało na to, by szybko miało to się zmienić.
Ostrożnie dokończył jeść pomarańczę, tym razem unikając jakiegokolwiek poplamienia się sokiem owocu. Dopiero po skończeniu konsumpcji mógł zastanowić się co odpowiedzieć na wypowiedź Istarotha, która przepełniona była niespodziewanym dla Dudleya entuzjazmem. Z początku nie wiedział jak powinien zareagować, dlatego uśmiechnął się, unosząc kąciki bladych ust ku górze.
Jasne, myślę, że Sidhe na pewno byłby zadowolony z takiego spotkania. Kiedyś był do aniołów nastawiony dość sceptycznie, ale teraz postrzega je zupełnie inaczej. Myślę, że takie spotkanie można by kiedyś zorganizować. — Pokiwał głową, a uśmiech nieprzerwanie zdobił jego anielską twarz, której jedyną skazą były podkrążone oczy. — Gdy wrócę na Desperację na pewno z nim o tym pomówię — zapewnił, bo taka rozmowa mogłaby przecież jedynie pomóc, więc nie miał nic do stracenia. No i Banshee by się cieszył, bo przecież tak bardzo lubił zajmować się roślinami, a tak niewielka część pustynnych ziem nadawała się pod uprawę. Niewielka? Trafniej byłoby to określić mianem „znikomej”, bo rzeczywiście trudno było namierzyć kawał gruntu, który podołałby powierzonemu zadaniu bycia przychylnym dla rozwijania się roślin.
Po chwili zgromadzeni usłyszeli zwierzęcy skrzek, a następnie na niebie pojawiła się chmara ptaków. Dudely podobnie jak inni uniósł łeb, by spojrzeć na niebo.
Co się dzieje? — pytanie posłał w eter, mając nadzieję, że odpowie na nie ktokolwiek.
Czyżby w Edenie wcale nie było tak kolorowo jak mówili?



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Hitoashi on Nie Maj 14, 2017 11:02 pm
Tymczasem Hitoashi pokiwał wolno głową uśmiechając się tak, jakby właśnie oznajmił Urielowi najwspanialszą z nowin. Szczęściem, żadne z nich nie było przy nadziei. Najpewniej Uriel trafił w punkt, a takich Hito nie zwykł przesuwać w żadną stronę, póki domysły nie stają się pomówieniami. Ciężko jednak rozgryźć co dokładnie chodziło mu po głowie, bowiem anioł wciąż przeżuwał kawałki owoców z zapałem i godnością dziesięciolatka. Oba policzki wypchane były winogronami i ani grama szansy na usłyszenie od niego, choćby jednego zrozumiałego słowa. Najwyraźniej do serca wziął sobie sugestię pomocy w zjedzeniu wszystkich tych dobroci i aktualnie sprawdzał czy da radę zmieścić w ustach całą kiść. Zielone i czerwone grona z wolna znikały z jego dłoni, póki nie ostały się tylko puste gałązki. Zachowanie to samo za siebie mówiło raczej o tym, iż nie ma zamiaru podejmować się pogłębienia tematu brata oraz jego nieobecności dzisiejszego dnia. Widocznie wspomniany Hitaoshi miał swoje plany i nie współdzielił ich wraz z Oashim. Mimo to, niebieski ptak wciąż starał się podtrzymać miłą atmosferę rozmowy, jednak dźwięki jakie dało się odeń wyłapać dało się ułożyć jedynie w trzy kompletne wyrazy - dobre, zabawa oraz przykro. Tak samo na temat jak gestykulacja objedzonym badylkiem po owocach. Później przestał mówić w ogóle, gdyż z ust pociekła mu cienka stróżka lepkiego soku. Na widok czego jeden z aniołów siedzących obok, obdarzył go pełnym dezaprobaty westchnieniem podając chusteczkę. Zawstydzony przerwał rozmowę, wycierając się i doprowadzając do porządku. Zresztą nie chciałby aby jego starsi koledzy pomyśleli sobie iż śmieszą go ich opowieści. Wszak odkąd wdał się w konwersację z Urielem, owe nadal trwały, zaś ich temat był ciężki i z lekka przygnębiający - w szczególności wspomnienie o Metatronie. Dlatego wiec resztę owoców postanowił przełknąć w milczeniu.
Po dłuższej chwili, udało mu się oswobodzić swoje usta. Nim jednak ponownie je otworzył, aby zadać swemu rozmówcy pytanie, całą sielską atmosferę przerwał przeraźliwy pisk. Rozejrzał się dookoła. Anioły zdawały się być równie zdezorientowane owym zajściem co on sam. Nawet Istaroth zdawał się być zaskoczony. Chmara ptaków przecięła niebo, niczym w migracji, na kilka chwil zasnuwając polanę nieregularnym cieniem... jednakże na to jeszcze za wcześnie. Nie powinny opuszczać swoich gniazd. Tym bardziej wiosną. Cóż zatem zmusiło te małe stworzenia do zebrania się w grupę i ucieczki na drugi koniec Edenu?
- Co się dzieje? - Pytanie to rozniosło się cichym szmerem po zebranych. Hitoashi również powstał z miejsca, swój wzrok kierując w stronę z której nadleciały ptaki, aby za moment przenieść go na Uriela. On coś wiedział? Oboje musieli. Nie ponowił jednak pytania. Wszyscy wydawali się i tak już nadto poruszeni.

_________________
治せ正せや 乱れたこの世
Heal & correct this chaotic world
_______________________________________________
a93a4d- mowa skrzydła głos



Hitoashi
-----------
Anioł

avatar

Liczba postów : 32
GODNOŚĆ : Hitoashi Koyomi

Powrót do góry Go down

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Nathair on Wto Maj 16, 2017 1:13 am
Uśmiechnął się delikatnie sam do siebie na słowa, czy Ryan kiedykolwiek go skrzywdził.
Zależy.
Zależy jak na to spojrzeć.
W pewnym stopniu – na pewno. Zwłaszcza mentalnie. Czasami Nathair czuł się przez niego zaszczuty, zamknięty, pozbawiony skrzydeł. Czasami obrywał za niego, nawet nie słysząc głupiego ‘przepraszam’. Ryan zdecydowanie nie nadawał się na kogoś, kto zasługuje na stróża, ale Heather nie mógł narzekać. Pewnie wielu innych zmagało się  gorszymi istotami.
Chociaż czy może być coś gorszego od mordercy, gwałciciela, lodowej cegły pozbawionej ludzkich odruchów i odczuć oraz kanibala w jednym? No więc właśnie.
Mimo to, mimo myśli jakie wypełniały jego umysł, nie odważył się odezwać na ten temat. Nie w towarzystwie tych wszystkich aniołów, które pewnie w większej mierze nie zrozumiałyby tego wszystkiego, zwłaszcza motywów, jakie targały drobnym ciałem jasnowłosego.
Tym bardziej, że wśród skrzydlatych znajdował się Sora.
Dlatego też Nathair już po chwili zamilkł, wsłuchując się w to, co działo się dookoła niego. W słowa, jakie padały po kolei z każdych anielskich ust. I choć niezbyt przywiązywał do nich uwagę, a te ulatniały się drugim uchem gdzieś w eter, to jednak sprawiał wrażenie kogoś, kto pomimo zabawy źdźbłami trawy wydaje się przysłuchiwać. Do momentu, aż spokój przerwał dźwięk kilkunastu, jak nie więcej, skrzydeł spłoszonych ptaków.
Coś takiego nigdy nie zwiastowało niczego dobrego.
Uniósł powoli głowę podążając wzrokiem za nimi, aż wreszcie spojrzenie spoczęło na drzewie, które jeszcze parę chwil temu było przez nie okupowane.  Nic jednak nie wskazywało na to, by miało coś się wydarzyć. Nie poruszył się, ale też nie odwracał wzroku. Czekał. I nasłuchiwał.

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11405
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Polana nad strumieniem.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Ogrody Edenu