Strona 5 z 19 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 12 ... 19  Next

Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Czw 27 Lut - 20:40
Pomysł obślinienia nathanielowej ręki nie powinien nikomu chociażby przejść przez myśl. Przecież z niego jest nieobliczalna bestia. Serio, serio. Nigdy nie wiadomo, co mógłby w takiej sytuacji zrobić…
Huk. Oczywiście, bo przecież nie można po ludzku wrócić do „domu”, tylko zwalić się na łeb… Widząc reakcję Evendell, tą całą jej ekscytację, ledwo powstrzymał pobłażliwość przed wstąpieniem na ten jego pocieszny ryjek jego całkowicie poważne oblicze. Leniwie przekrzywił łeb, kierując spojrzenie w stronę drzwi – przecież zmiana pozycji, by mieć lepszą widoczność, byłaby zbyt wielkim poświęceniem z jego strony, c’nie?
Mówiłeś, że nikogo o tej porze nie będzie!
Anioł zmrużył oczy, lustrując uważnie przybyłych. Zdecydowanie ich nie rozpoznawał – zresztą, nie wydawało mu się by DOGS upadło na tyle nisko, żeby przyjmować w swe szeregi podobnych delikwentów. Chyba zaszło tu malutkie nieporozumienie.
Ach, dzień dobry panom. Zgubili panowie drogę?
Białowłosy chłopaczyna przewrócił oczami. No jasne, że są tu na wycieczce krajoznawczej!
Mimo wszystko Levittoux nie miał zamiaru fatygować się chociażby na tyle, by podnieść z kanapy swój leniwy książęcy tyłek. Jeżeli tym facetom udało się w jakiś sposób tu dostać, równie łatwo mogą znaleźć drogę powrotną.
Ale nie – zabawmy się w policjantów i złodziei! Brzmi, jak fajna zabawa…
Nath nie miał zamiaru ich krzywdzić – chciał ich zignorować, dać im szansę na grzeczne wycofanie się i przeprosiny... Naprawdę. Ale ci debile sami się o to prosili. Potężny podmuch wiatru powiał z nieokreślonego kierunku, wytrącając broń z dłoni typa celującego do Evendell. Powietrze uspokoiło się tak samo szybko, jak zostało „wzburzone”, a pistolet prawdopodobnie leżał już niezły kawałek od oprycha. W tym samym czasie Nathaniel sturlał się z kanapy i błyskawicznie wstał, ostentacyjnie otrzepując rękaw z niewidocznego brudu. Te małe małpy naprawdę próbowały mierzyć się z aniołem?
Zerknął na „swojego oprawcę”, po czym jednym machnięciem ręki wysłał go na romantyczne spotkanie z najbliższą ścianą {ach, ta władza nad mocą powietrza~}. „Niebiańskie istoty” swego czasu zatrzymywały przecież kataklizmy, więc jak Levittoux miałby sobie nie poradzić z taką śmieszną zgrają, no heloł. Stwierdzając, że Ev poradzi sobie z jednym typkiem sama, skierował swoją uwagę na Ailena i jego przeciwnika. Zważywszy na broń znajdującą się w ręku tego drugiego, sprawa nie wyglądała najlepiej – dla Kota, oczywiście. Anioł błyskawicznie znalazł się przy tej dwójce, bez zbędnych ceregieli uderzając złodziejaszka łokciem w twarz i jednocześnie próbując pozbawić go maczety.
- Jak, do cholery, tu weszli? – uprzejmie zainteresował się albinos, przyglądając się przy tym z uwagą kotowatemu wymordowanemu i totalnie ignorując, że sam jest właśnie w trakcie walki z jakąś gnidą.
Kątem oka dostrzegł spustoszenie, które wśród umeblowania radośnie zasiał sobie wietrzyk. Dobrodusznie zignorował burdel bałagan, do którego sam w większej mierze się przyczynił. Już nie chciał dobijać anielicy wytykaniem jej mnóstwa papierów i książek, które teraz dumnie świeciły bielą swych kartek, wylegując się na podłodze. Pominął milczeniem także fakt, iż dwie na trzy sofy znajdowały się drastycznie nie na swoich miejscach – cóż, taka cena wykorzystywania mocy żywiołów w zamkniętym pomieszczeniu… Zresztą wierzył, że blondynka sama doskonale zda sobie sprawę z konieczności ponownego posprzątania, kiedy już upora się ze swoim większym „problemem”.
Skupił się z powrotem całkowicie na lisowatym faceciku, pilnując, żeby ten nie zrobił niczego, czego potem mógł żałować. W końcu Nath nie miał w planach pozbawiać kogokolwiek ręki, jednak, jeśli zajdzie taka potrzeba…





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Sob 1 Mar - 1:12
Ailen z uprzykrzeniem obserwował to, co się wokół niego działo. Historia Evendell naprawdę nieźle go znudziła. Owszem, było kilka momentów, w których nawet nadstawił zaciekawiony ucha, ale to się jakoś nijak wyrównuje z całą tą resztą czasu, kiedy to najzwyczajniej chciało mu się opłynąć pierwszym promem do magicznej krainy snów. Sytuację uratował białowłosy anioł, który wypełnił swój rasowy obowiązek, ratując życie małemu kotowatemu… naprawdę przez krótką chwilę kneblując Evendell. W sumie Kot się czegoś takiego nie spodziewał po Nathanielu, który w jego mniemaniu miał tyle z boskiej istoty, co koń z primy baleriny. Jedynym słusznym przodkiem, którego by do niego dopasował byłby oczywiście leniwiec, albo jakiś żółw, bo one też przez większość czasu nie są zbyt ruchawe. Dotąd siedział sobie spokojnie na kanapie i po prostu ładnie pachniał, aż tu nagle.. takie zaskoczenie! Wielkolud wstał, uciszył chwilowo jasnowłosą anielicę i przytaszczył ją bliżej Ai’a, co niezbyt mu się podobało. Akurat wolał byś oddalony od niej o jakiś metr czy dwa. Lubił ją, była urocza, no nie? Ale generalnie bardzo cenił sobie przestrzeń osobistą, a poza tym… Evendell jest bliżej jego głowy, a wysłuchiwanie trajkotania tuż nad uchem nie może należeć do rzeczy najprzyjemniejszych. No, tak czy siak ta cała sytuacja całkiem go rozśmieszyła. No, może nie na tyle, aby od razy wyszczerzył ząbki w uroczym uśmiechu, ale kąciki jego ust delikatnie drgnęły ku górze. Ci bardziej spostrzegawczy, może zauważą pewną zmianę.
Jednak jego dobry nastrój po prostu nie mógł trwać długo, co przecież było oczywiste. Wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć. Jego niezwykle wyczulony słuch, również wyłapał odgłosy stukania podeszwami o posadzkę, sygnalizujące, że faktycznie ktoś zmierza ku pokojowi. Na początku był święcie przekonany, że to kolejne, zwykłe kundle z organizacji, więc nawet nie fatygował się, żeby zwrócić łeb ku drzwiom. Co prawda wolałby aby w pomieszczeniu nie było nikogo poza już tą obecną dwójką – im więcej ludu, tym więcej hałasu – ale w sumie.. do obecności każdego pieska z DOGS był w stanie prędzej czy później się przyzwyczaić i zacząć go tolerować, więc nie ma powodów, żeby wpadać w irytację, prawda? Momentalnie wyczuł, że coś jest nie tak. Nie kojarzył dosłownie wszystkich typków z organizacji po zapachu czy głosie, ale zdanie Mówiłeś, że nikogo o tej porze nie będzie!, wydało mu się z lekka podejrzane i dziwne. Leniwie odwrócił głowę ku nowoprzybyłym i.. szybko zorientował się, że coś jest nie tak. Super, kolejne starcie z kolosami. Mały kociak przeciwko gorylom. Zaczynamy obstawiać zakłady?
Jak na zawołanie podniósł się do pionu, lekko przygarniając grzbiet i ustawiając nogi w jak najpomyślniejszą pozycję, która ułatwiłabym wybicie się z podłoża i długi skok. I co miał teraz zrobić? Dobrze chociaż, że stał na tej nieszczęsnej kanapie i wydawał się wyższy, bo różnica wzrostu pomiędzy nim, a jego przeciwnikiem była dosyć przytłaczająca. Normalnie już brałby nogi za pas i gnał czym prędzej do Wilczura, aby zdać mu szybki raport z zaistniałej sytuacji. Charty zostały stworzone do biegania, nie walki. Chyba lepiej już spieprzyć jak tchórz, ale jednak przekazać wieść o incydencie dalej, niż zdechnąć w heroicznej walce, gdzie przyczyna jego śmierci byłaby kompletnie nieznana. Najpewniej zostałby wywalony gdzieś w rowie, a po kilku dniach nikt by już o nim nie pamiętał.. no, a później by się dziwili czemu cenne przedmioty nagle poznikały. Więc chyba zamiary Ailena były jasne. Chciał dotrzeć do Growlithe’a, choć szczerze powiedziawszy nie do końca wiedział, gdzie on teraz jest.
No, ale zanim na nowo wystawi się na cholerną Syberię, która aktualnie panuje na dworze, musiał jakoś ominąć swojego nowego znajomka, lubującego się w maczetach. Owszem mógłby go najzwyczajniej w świecie przeskoczyć, ale wtedy musiałby stawić czoło przeciwnikowi Evendell, bo on stał najbliżej drzwi. Z tym to już w ogóle nie chciał mieć nic do czynienia. Na szczęście.. zainterweniował jego nowy książę, który zamiast białego konia, posiada burzę białych włosów. Z racji tego, że Ailen zdążył uskoczyć na drugi koniec pokoju, miał lepsze pole widzenia, do zaobserwowania poczynań Nathaniela. Rzadko zdarza mu się widzieć takich boskich posłańców w akcji, bo.. no.. nie oszukujmy się. Większość tu jest tak delikatna, jak pupcia niemowlaka.
Na twarzy Ailena wymalowany był tylko i wyłącznie podziw.. no, może nie tylko, bo mimo wszystko trudno jest nie być kompletnie zaskoczonym, zdezorientowanym i złym w takich dziwacznych i niebezpiecznych okolicznościach. No, tak czy siak Nathaniel znowu zapunktował u Kota. Awansował z leniwego giganta, na leniwego giganta, który umie lekkim zefirkiem powalić dwóch ludzi na ziemię.
Gdzie jest Growlithe? – zapytał natychmiast przybierając poważny wyraz twarzy. Szybko sięgnął po komórkę i postukał w nią kilka razu, ostatecznie w ciągu dziesięciu sekund chowając ją z powrotem do kieszeni i wyjmując mały nożyk sprężynowy, ot tak.. jakby co. Jako Chart powinien od razu polecieć do przywódcy i mu wszystko wyśpiewać, ale z racji tego, że nie wiedział, gdzie on w ogóle teraz jest, został zmuszony ograniczyć się tylko do marnego sms’a. Za to zapamiętał, że Nathaniel jest Aniołem Stróżem Wilczura, więc de facto powinien wiedzieć, gdzie znajduje się jego podopieczny.
I teraz zerknął na Evendell. Powinien jej pomóc czy nie? W sumie nie lubił się bić, bo zawsze przegrywał, ale teraz miał całkiem dobrą okazję, żeby wbić dryblasowi nóż w plecy. Jeden skok w jego stronę i po sprawie, ale.. Eve chyba by go zadźgała, gdy na jej oczach ukatrupił jakąś istotę, która w jej mniemaniu przecież zawsze może się zmienić i wkroczyć na ścieżkę światła. Ta.. co z tego, że właśnie ta osóbka próbuje ją zabić.
I.. weź ich wszystkich stąd wypierdol. Sami raczej nie pójdą. No, i martwi mnie tamten goryl. – wskazał bezczelnie paluchem na przeciwnika anielicy. Tak, Ai.. brawo. Zawsze musisz najpierw mówić, potem myśleć? Prowokowanie człowieka z bronią palną nie jest zbyt mądre, bo akurat jego broń ma większy zasięg, niż Twój mizerny nożyk.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Nie 2 Mar - 2:59
Eve z pewnością nie zamierzała odgrywać damy w opałach, księżniczki, którą trzeba ratować przed złem tego świata. Bo właśnie od tego była ona. To Eve miała misję ratowania ludzi przed wszelakim złem. Przemilczmy jednak fakt, że do tej pory niekoniecznie jej się to udawało. Pomimo jej usilnych starań, zawsze gdzieś jej noga się podwinęła. No ale, że nie należała do osób, które łatwo się poddawały, robiła dalej swoje. Przynajmniej się starała, ne.
W każdym razie szok widokiem obcych osób, które najwidoczniej nie do końca miały przyjazne zamiary, skutecznie wprawiło dziewczynę w stan znieruchomienia. Zwłaszcza, że jeszcze nie do końca wiedziała, co tak naprawdę się dzieje. I minie dłuższa chwila, by zorientowała się, że jej pierzasty tyłek został właśnie uratowany przez inny pierzasty tyłek. Podmuch wiatru był na tyle silny, że dziewczę poleciało do przodu, prosto na gębę. Ale dzięki temu widziała, gdzie poszybowała broń goryla. No i oczywiście wpadając na pomysł z serii "Ale zajebiste pomysły ma Eve" postanowiła pochwycić broń. No bo w czyich dłoniach jak nie jej, nie zrobi nikomu krzywdy? No więc właśnie. Kiedy pierwsza fala wiatru uspokoiła się nieco, dziewczyna pełzając niczym zawodowy robal, ruszył w stronę broni.
W tym samym czasie Nathaniel sturlał się z kanapy i podniósł niczym zawodowiec. W sumie... można było mu przypisać zawód kanapowca. I takie akrobacje i sturlanie się z kanapy miał zapewne opanowanie do perfekcji. Z znużeniem machnął ręką, a mężczyzna przypominając bobra poleciał na ścianę, niczym jakaś szmaciana zabawka, po drodze wypuszczając młot, który z ciężkim hukiem wbił się w drewno. Bo szkodzie, jaką wyrządził było pewne, że taka zabawka nie ważyła zbyt mało i raczej nikt nie chciałby mieć bliskiego spotkania z nią.
Lisowy osobnik widzą to, co zrobił Nat, cofnął się krok do tyłu wyciągając przed siebie maczetę.
-Czym ty jesteś potworze? - rzucił wystraszonym głosem, a jego język zaczął mu się nieco plątać. Więcej nie zdążył powiedzieć, kiedy Nathaniel z anielską prędkością pojawił się tuż przy nim, przywalając z łokcia i najpewniej pozbywając dwóch przednich zębów. Ten złapał się za gębę, cofając jeszcze parę kroków i upadając na tyłek.
W tym samym czasie Eve niemal szczęśliwie doczołgała się do broni i złapała ją w chwili gdy goryl pochwycił za nogę i szarpnął w swoja stronę. Zdezorientowana dziewczyna rzuciła pistoletem gdzieś na ślepo, przed siebie. Ta, uderzając o ziemię wystrzeliła, równiutko pomiędzy Nathanielem i Ailenem na całe szczęście nikogo nie raniąc. Goryl złapał dziewczynę za sukienkę i podniósł, przysuwając do siebie. I to był jego błąd.
- Ty mała dzi... - raptownie przerwał, momentalnie robiąc sie blady. No cóż, anielica w akcie desperacji zaczęła machać swoimi nogami. No i lewa cudem znalazła się pomiędzy nogami dryblasa. Reprezentacja Polski w piłce nożnej powinna uczyć się od niej kopnięcia. Silne uderzenie trafiło w najczulszy punkt mężczyzny, a w tle dało się słyszeć roztrzaskane orzechy. Mężczyzna zadrżał i ją wypuścił, łapiąc się za krocze. Eve podskoczyła łapiąc się za lewą nogę i skacząc w miejscu i obracając w okół własnej osi. Zabolało i pewnie będzie siniak. Wtem do niej dotarło co właśnie uczyniła. Złapała się za twarz, która przypominała sławny obraz Munch'a pt "Krzyk" i momentalnie podbiegła do Nathaniela. Złapała go za ubranie i zaczęła ciągnąć.
- U..Uderzyłam człowieka! I co teraz? Co teraz? Co ja zrobię? - zaczęła jęczeć, najwyraźniej właśnie straciwszy dziewictwo w zakresie przemocy stosowanej na kimś. Jednakże atak anielicy nie znokautował przeciwnika, a wręcz przeciwnie. Rozwścieczył go. Goryl ruszył biegiem w stronę trójki, nadciągając niczym najprawdziwszy czołg. W chwili, gdy znalazł się przy nich, zamachnął się wielką łapą by uderzyć Nathaniela którego najwyraźniej uznał za największe zagrożenie w tym pomieszczeniu. Kiedy anioł chciał odskoczyć w bok, w górę gdziekolwiek, poczuł jak coś mocno trzyma go za nogę. Tak, tak, proszę państwa, nasz lisowaty koleżka się obudził i postanowił przytrzymać Nathaniela. W chwili, gdy ten spojrzał w dół, nadeszło uderzenie, posyłając albinosa w stronę ściany. Goryl parsknął śmiechem, najwyraźniej zadowolony z tego, czego dokonał. Jednakże moi drodzy, pozostawał jeszcze jeden przeciwnik. Bóbr, który stanął za Ailenem z zamiarem złapania go i przystawienia do jego skroni pistoletu.
- Stać, bo rozpieprzę mu głowę! - krzyknął ostrzegawczo, plując we wszystkie strony.


// wiem, wiem. Ailen to Kot i może uniknąć złapania. A Nathaniel to anioł. Ale trochę zabawy, ne? Trochę stresiku, rozróby...I  ogóle. Tak przyjemniej, ne, ne?




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Wto 4 Mar - 14:33
„Czym ty jesteś potworze?”
Och, uważaj, bo mu jeszcze ego skoczy. Nie miał jednak czasu na rozpoczynanie miłej pogawędki o swym pochodzeniu, gdyż, iż , ponieważ zaraz został zaatakowany drugim pytaniem.
- Nie wiem – odpowiedział zgodnie z prawdą, rzucając Aiowi przelotne spojrzenie.
Anioł bynajmniej nie potrzebował komend, by zdawać sobie sprawę z konieczności pozbycia się niedoszłych złodziejaszków. Wiedział, że typów trzeba unieszkodliwić i nawet był w trakcie realizacji tego planu – w przeciwieństwie do co poniektórych. Myślałby kto, że, zważywszy na przynależność do organizacji, to Nath jako istota radośnie niezrzeszona powinien mieć prawo, by starać się w zaistniałej sytuacji najmniej z całej trójki…
Niezmiennie miał oko na lisowatego typa, jednocześnie od czasu do czasu zerkając w kierunku swojej anielskiej znajomej. W pewnym momencie był nawet bliski interwencji, lecz blondynka ubiegła go w nokautowaniu przeciwnika. Trzeba przyznać, iż kopniak, którym powaliła wielkoluda, był zdecydowanie celny. Albinos już miał wracać do reszty opryszków i obezwładnić ich jak należy, kiedy poczuł, że coś uczepiło się jego koszulki.
- To nie człowiek – odparł spokojnie, spoglądając w dół, na Eve.
I w tej właśnie chwili rozpoczęła się dzika szarża goryla. No to mamy kolejnego kandydata do skopania tyłka. Śmiertelnicy bywają tacy niepoprawnie głupi…
Oczywiście, że Nathaniel chciał usunąć mu się z drogi, żeby ten radośnie napotkał pustkę. I co? Nie wyszło. Coś zatrzymało go w miejscu, więc trzeba było to unieszkodliwić – chyba każdy na jego miejscu, spojrzałby się w dół, nie..? Tak też uczynił sam Levittoux, co niestety poskutkowało niezbyt miękkim lądowaniem na ścianie. Miał teraz dostać próbkę tego, jak bycie rzucanym z kąta w kąt wygląda z perspektywy rzucanego, huh? Podjął próbę przywrócenia swemu ciału pozycji względnie pionowej i momentalnie się skrzywił. Gdyby nie to, że był aniołem, z pewnością obudziłby się nazajutrz z kilkoma pokaźnymi siniakami. W końcu udało mu się dokonać heroicznego wysiłku, jakim niewątpliwie było stanięcie na równych nogach. Teraz wystarczyło tylko znów wykorzystać swoje umiejętności i być przy tym nieco mniej delikatnym, a wszyscy intruzi grzecznie legną jak jeden mąż na ziemi... Anioł rozłożył ręce, mając w planach rozpętanie małej wichury. Powietrze wokół niego poruszyło się niespokojnie i… Nath zachwiał się, tracąc koncentrację – to lisowaty typek, pozbierawszy się z podłogi, postanowił dla odmiany przypilnować albinosa, trafiając pięścią w anielskie żebra.
Levittoux musiał przyznać, że nie docenił inteligencji przeciwników – wychodziło na to, że jednak szczątki IQ jeszcze zachowali. Westchnął w duchu, spoglądając na lisią mordę rozciągniętą w krzywym uśmiechu pełnym satysfakcji. W takich warunkach nie pozostawało mu nic innego, jak sięgnąć po metody staroświeckie i powszechnie dostępne – przywalił facetowi pięścią prosto w nos. Gdy ten się zachwiał i odruchowo cofnął chociaż ten jeden krok do tyłu, Nathaniel z łatwością obezwładnił go sprowadził do parteru, przygniatając go kolanem do ziemi. Dopiero teraz rozejrzał się po pomieszczeniu, próbując zorientować się w sytuacji i doszedł do wniosku, że… cóż, nie wyglądało to najlepiej.
Swoją drogą szkoda, że nie usłyszał groźby kolesia z bobrowymi zębami, bo może wtedy nie wychylałby się z pozbawianiem lisa możliwości ruchu, a tak… no, Ailen mógł za chwilę wylądować z rozwalonym łbem na posadzce, wykrwawiając się na niej malowniczo.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Czw 6 Mar - 18:30
Ailen trochę przestał kontaktować. Co prawda zawiesił się na niespełna pół minuty, ale to w zupełności wystarczyło, aby kompletnie wybić się z rytmu. Wiatr wytworzony przez Nathaniela narobił niezłego bałaganu i nawet Kot poczuł się przez niego trochę sponiewierany, acz nie na tyle, aby od razu paść poobijany na ziemię. Czas nagle przyśpieszył, a różne obrazy szybko przewijały mu się przed oczami. Widział bobrowego kolesia, lecącego na ścianę, Nathaniela turlającego się z kanapy i Evendell, próbującą przechwycić broń. Dopiero strzał zadany nieumyślnie przez anielicę wyrwał go z delikatnego osłupienia i żwawo zmusił do jakiegokolwiek działania. Kula zabójczo szybko przecięła długość pokoju i wbiła się w ścianę, idealnie pomiędzy małym wymordowanym, a aniołem zdecydowanie większych rozmiarów. Gdyby tylko znalazł się te kilka kroków bliżej lewej strony, mógłby mieć przebitą na wylot głowę. Ta myśl jakoś niekoniecznie napawała go optymizmem. Miałby tutaj ginąć? Nie ma mowy.
Rozbudzony nagłym strzałem, zniżył się lekko, a jego oczy zaświeciły się kocim połyskiem, uruchamiając instynkt przetrwania. Za wiele nie mógł zrobić. W walce był tak samo użyteczny, jak pomocna jest łopata przy pieczeniu pierniczków. Porównanie z dupy, ale wiadomo o co chodzi. Kot prędzej by sobie umiejętnie wyłamał wszystkie kości, niż powalił kogoś rozmiarów goryla, zajmującego się aktualnie Evendell. Swoją drogą anielica właśnie przeżywała wewnętrzne rozterki, po tym jak w pięknym stylu kopnęła oprycha w samo krocze. Jeśli uda im się to przeżyć, to Ai z miłą chęcią ją pochwali. Ewentualnie da cukierka za dobrze wykonane zadanie i zapewni o słuszności wykonanego ciosu. Może wyrwie ją ze stanu kompletnej beznadziejności? W sumie wciskanie jej kitu ma opanowane do perfekcji, więc może jednak przekona ją, że obwinianie się nie ma sensu.
Uciekać? Było mi miło, ale nieee… nie pozwólmy Kotu odpocząć po ciężkim miesiącu bez ogrzewania, żarcia i dachu nad głową, tylko przystawmy mu spluwę do łba i cieszmy się, że ma zapewnioną rozrywkę. Gdyby właśnie jego życie nie wisiało na włosku, można byłoby być pewnym, że Ailen przewróci znudzony oczami i walnie jednym ze swoich niepotrzebnych tekstów. Przekląłby coś pod nosem i skomentował nadzwyczaj „mokry” sposób mówienia Pana Bobra, który tym jednym ostrzeżeniem popluł wszystko dookoła, z biedną twarzyczką Charta na czele. Że też musiał znaleźć się najbliżej niego…
Co mu pozostało? Stać jak słup z uśmiechem na twarzy i czekać, aż jego książę zareaguje? Cóż, niestety, ale Ailen jako księżniczka został okrutnie olany przez swego wybawcę na białym koniu, który najprawdopodobniej nawet nie usłyszał, że jego luba ma problem. Nath sam miał teraz nieco poważniejsze problemy na głowie, więc nie ma się co dziwić, ale Kotu zdecydowanie nie odpowiadał fakt, że zaraz miał legnąć z gracją na ziemię i przefarbować posadzkę na kolor intensywnie czerwony. Mógłby niby też liczyć na Evendell, ale.. no.. nie. Gadką o Bogu raczej go nie wybawi. Cóż, może jednak Ai mógłby skorzystać z możliwości wyspowiadania się, skoro za momencik miał stanąć twarzą w twarz z tym-tam-na-górze?
Nope, spotkanie z Kreatorem trzeba przesunąć. Ailen delikatnie odwrócił łepek w stronę bobrowego kolesia i uraczył go spojrzeniem rozgniewanych, zwężonych źrenic, żywcem wyrwanych z kocich ślepi. Miał nadzieję, że skoro złodzieje tak przerazili się Nathaniela, to może jednak nie są zaznajomieni z nadnaturalnymi zdolnościami lokatorów Desperacji. To trochę mało prawdopodobne, ale zawsze można mieć nadzieję, prawda? W ułamku sekundy zmienił się w mały, czarny puszek, który jednak wbrew swoim króciutkim kończynom, wyskoczył na wysokość mniej więcej nosa włamywacza i… spróbował wcisnąć mu wyposażoną w naostrzone pazury łapę prosto do oka. Gdyby jednak okazało się to niemożliwe, zadowoliłby się samym zadrapnięciem. Może nie zrobi to za wielkiej krzywdy, ale go skołuje. Tak czy siak, akcja działa się bardzo szybko. W ułamku sekundy, kotek spadł na ziemię – standardowo na cztery łapy, a co – i migiem puścił się w bieg pod kanapę, byleby tylko nie narazić się na strzały. Czasami opłacało się być tak małym zwierzątkiem. Wszędzie da radę się wcisnąć. Miał tylko nadzieję, że jako Level E za chwilę mu nie odbije, bo choć wtedy byłoby mu łatwiej wyeliminować intruzów, to raczej perspektywa spędzenia dalszej części dnia na rozrywaniu tchawic i wydłubywaniu oczu niewinnym przechodniom, raczej mu się nie uśmiecha. Jeszcze trafiłby na kogoś znajomego i nieumyślnie wyrządził mu krzywdę...





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Sob 8 Mar - 17:11
Był w formie kruka. Latał po niebie, czując wiatr w piórach oraz ciepłe promienie zachodzącego słońca. Na ulicach pod nim tysiące ludzi, wyglądających z tej odległości jak malutkie mrówki, śpieszyło się do własnych spraw. Wokół Gavrana wyrastały wielkie, oszklone wieżowce. Wielka metropolia zdawała się być bardzo luksusowa oraz rozwinięta technologicznie.
Obudził go dopiero dźwięk komórki, oznaczający sms'a. Z westchnieniem jeszcze chwilę leżał, próbując znów osunąć się w objęcia Morfeusza, ale nic z tego. Sen prysnął. Obrócił się na materacu i sięgnął ręką po komórkę. Growlithe?
"Trójka uzbrojonych intruzów w siedzibie, poziom -3. Zajmij się tym."
Wiadomość od Growa bardzo go zdziwiła. Czyżby pomylił numery? Powinien wiedzieć, że Gavran to nie jeden z tych, co się biją, a wręcz przeciwnie. Jedyne, co potrafi to rzucić dobytek na ziemię i spieprzyć. Był trochę przerażony spotkaniem z trzeba uzbrojonymi facetami, jednak czego się nie robi dla swojego szefa...
Wstał i wybiegł z pokoju, przeklinając na swojego pecha. Czemu akurat on? Schodząc na niższe piętro, słyszał głosy i jakiś  rumor w salonie. Czyli tam są. Skapnął się, że nie ma przy sobie żadnej broni, więc zahaczył jeszcze o magazyn. Tam wziął pierwszy lepszy, długi nóż i ruszył cicho w stronę salonu. Zajrzał do pokoju i mimowolnie zamrugał kilka razy. Jednak nie należy mu się dziwić, bo sytuacja, którą zobaczył byłą co najmniej dziwna.
Pierwsze, co zobaczył to zrozpaczona Evendell. Potem zerknął na jakiegoś białowłosego, który przyciskał do ziemi innego faceta, obok którego leżał jeszcze inny przedstawiciel płci męskiej. Na samym końcu jego wzrok powędrował na chłopaka z zalaną krwią twarzą.
I jak tu się teraz połapać, kto jest zły, a kto dobry?
No dobra. Evendell jest okej. Białego nie kojarzył, ale wydawał się być też dobry. Czyli tamta trójka. Gavran błyskawicznie podbiegł do zakrwawionego intruza i wbił mu nóż między żebra, wyszarpując z ręki pistolet. Ignorując wrzask swojej ofiary i krew na dłoniach, wyjął z miękkiego ciała broń i wbił jeszcze raz. Zwłoki opadły na podłogę z głuchym łomotem. Gav odwrócił się z pistoletem w dłoni i podszedł do Evendell.
- Ev, co się tu dzieje? Ranna jesteś?


Ostatnio zmieniony przez Gavran dnia Nie 16 Mar - 18:07, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Pon 10 Mar - 23:44
Kiedy Nathaniel szykował się do rozpętania dosyć… „małej” wichury w pomieszczeniu, Lis skutecznie mu w tym przeszkodził. Ale nie mógł cieszyć się zbytnio długo, gdyż jego nos przywitał się radośnie z łokciem albinosa, a już po chwili mógł lizać deski, do których został przyciśnięty. Dopiero teraz do Nathaniela dotarły słowa Borsuka, który obezwładnił Ailena z zamiarem odstrzelenia mu głowy.
Kot jednak wolał nie czekać bezczynnie na to, co się wydarzy, a co zakończyłoby się najpewniej pozbawienia go głowy i zaczął działać. Zamiana w mały, czarny puszek skutecznie wybił z równowagi Borsuka, który jęknął robiąc krok w tył. W ostatniej chwili uniknął ataku pazurami, a tym samym ocalił swoje jakże mało cenne oko, aczkolwiek smugi przecinające jego skórę na nosie zostały. Ailen opadł na ziemię i szybko pognał pod kanapę, pod którą bezpiecznie się schował. Jednak dla Borsuka mebel nie był najmniejszą przeszkodą. Postanowił sobie za wszelką cenę dorwać pchlarza i wycisnąć z niego wszelkie wnętrzności. Wtem coś innego skoczyło mu na plecy i pociągnęło za włosy nieco do tyłu. Evcia nie wiedząc co robić, by temu zaprzestać, postanowiła dzielnie wbić złemu panu, dosłownie, że tak nie wolno. Siedząc mu na plecach i trzymając za włosy, a raczej szarpiąc i ciągnąc, bo przecież nie robiła tego jakoś specjalnie, kazała naiwnie zaniechać jego złego postępowania i opuszczenie tego pomieszczenia. No cóż… Borsuk sięgnął do tyłu i złapał ją za ubranie, po czym bez najmniejszego problemu zrzucił małe ciało na ziemię. Ta wylądowała na plecach i jęknęła, tuż obok kanapy. Borsuk splunął na bok i chciał ruszyć w jej stronę, gdy do pomieszczenia wdarł się Gavran. Szybko omiótł spojrzeniem co się dzieje i bez większego zamieszania dobiegł do Borsuka, wbijając nóż w jego ciało.
- Nie Gavran! Nie zabijaj go! – krzyknęła Eve, jednakże było już za późno. Za drugim razem wbity nóż trafił prosto w serce napastnika, który osunął się ciężko na podłogę umierając w ciągu paru sekund. Eve nie chciała śmierci żadnego z nich. To co, że przybyli tutaj w złych zamiarach. Ale nie zasługiwali na taką śmierć. Nikt nie zasługiwał. Pomimo wszelkich jej starań nie udało jej się zaniechać niepotrzebnemu rozlewowi krwi i czuła się z tym naprawdę źle. Bo poległa. Znowu. Ale nie mogła gniewać się na Gavrana. Rozumiała, że chciał dobrze, że stanął w ich obronie. Ale najbardziej to było jej go żal. Bo na jego sumieniu pojawiła się kolejna ofiara a do oczyszczenia jego duszy pojawiła się jeszcze większa przepaść. A zależało jej, by wszyscy w DOGS zostali oczyszczeni z  grzechów i złych występków.
Nie było jednak zbytniego czasu, by roztrząsać się nad tym. Wszakże został jeszcze żywy czołg. Ten widząc, że jest na straconej pozycji, postanowił postawić wszystko na jednej karcie. Złapał za sofę i uniósł ją, jakby ta praktycznie nic nie ważyła i rzucił w stronę Nathaniela, nie zważając, że ten nadal przyciska Lisa do ziemi. Z góry założywszy, że to spokojnie powali albinosa, odwrócił się w stronę Gavrana.  I to był jego błąd. Zlekceważenie Nathaniela. Ten podniósł się i machnął ręką, na tyle mocno, że siła wiatru odwróciła lot kanapy, która z o wiele większą siłą uderzyła w goryla. Ten przygnieciony meblem przywalił łbem o ziemię i stracił przytomność. Korzystając z okazji Lis wyswobodził się i podbiegł do drzwi.
- Dorwiemy Was! Zobaczycie! Znam Was i was wszystkich dorwiemy, ścierwa! – rzucił, pospiesznie uciekając przed  siebie. I zanim ktokolwiek mógł się zorientować, nie było go już. Eve podniosła się z ziemi i od razu podbiegła do martwego mężczyzny. Przykucnęła przy nim i położyła swoje palce na jego czole, wymawiając krótką modlitwę. Potem spojrzała na nieprzytomnego goryla.
- Co z nim zrobimy? – spytała nieco przygaszonym głosem i rozejrzała się po wszystkich, chcąc upewnić, że nikt nie jest ranny. Uznawszy, że nikt nie otrzymał jakiś szczególnie głębokich ran, podeszła do Nathaniela i naruszyła jego strefę prywatną, dotykając odsłoniętego nadgarstka. Podziałała przez krótką chwilę swoją mocą, lecząc wszelkie stłuczenia i obicia, które otrzymał podczas jakże cudownej walki. Następnie kucnęła przy kocie i uśmiechnęła się, wyciągając rękę i drapiąc go po łebku.
- Już po wszystkim Ailen. – powiedziała krzepiąco, by mógł zamienić się na powrót w człowieka, słysząc, że im dłużej Wymordowani przebywają w ciele zwierząt, tym niebezpieczniej. Na samym końcu zwróciła się do Gavrana.
-Dobrze Cię widzieć. – powiedziała z uśmiechem. No dobra, ale nadal pozostawała  kwestia goryla przygniecionego kanapą, który lada chwila może się obudzić.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Czw 13 Mar - 21:55
Nie miał zbytnio możliwości, żeby w jakikolwiek sposób pomóc reszcie, będąc zajętym unieszkodliwianiem lisowatego brzydala. Niemniej jednak z pewną ulgą obserwował, jak Ailen zmienia się w małego, czarnego kota, który jeszcze na odchodnym przywalił swojemu „oprawcy” w gębę. Tak majestatycznie~ W każdym razie Nathaniel siedział wciąż bezczynnie, nie dopuszczając do tego, by znajdujący się pod nim facet wydostał się na wolność.
Widząc dzieciaka wbiegającego do pomieszczenia z bronią i dźgającego kilkakrotnie oprycha, mimowolnie się skrzywił. Nie miał jednak czasu na rozwodzenie się nad moralnością bądź sensem tego czynu, bo, jak w międzyczasie udało mu się zauważyć, zdesperowany goryl miał niniejszym zamiar rzucić w niego… kanapą. Tak, właśnie, tym meblem, który bynajmniej nie powinien mieć takiego przeznaczenia.
I w tym momencie Nath nie mógł pozwolić sobie na dysputy z samym sobą – tym razem dla odmiany na temat niewiarygodnej siły człowieczka – bo, cóż, sofa właśnie zaczynała swój piękny lot. Przyjął więc pozycję bojową; stanął pewnie na nogach, osłaniając swoim ciałem leżącego na podłodze mężczyznę, jedną nóżkę wysunął trochę do przodu, zgiął nieco kolana, wyciągnął przed siebie ręce zgięte w łokciach, co wyglądało dość absurdalnie, bo jakby chciał lecącą kanapę najzwyczajniej w świecie złapać i… zaczęły się, kurna, efekty specjalne. Zalegające na ziemi kartki rozleciały się malowniczo po całym salonie - wiatr zaczął także szaleńczo przewracać strony książek, które wcześniej spotkał niefortunny upadek z półki. Levittoux maksymalnie skupił się na zbliżającym się obiekcie, kierując w jego stronę podmuch powietrza. Jako że masa przedmiotu, którego trajektorię został zmuszony zmienić, była znacząca, nie obyło się bez „skutków ubocznych”; wszyscy nieludzie, jakimś cudem utrzymujący się do tej pory w pozycji stojącej, wylądowali na podłodze, praktycznie zmiecieni, ponadto razem z lecącą sofą swoje położenie zmieniły także dwie pozostałe kanapy, lądując w różnych końcach pomieszczenia, nie wspominając już podróży, w jaką udały się globusy czy innych tego typu bzdety… Tak czy inaczej udało mu się znokautować najgroźniejszego osiłka, a to było priorytetem, czyż nie?
Anioł nie zwracał szczególnej uwagi na spowodowane przez siebie zniszczenia, zastanawiając się, co powinien w zaistniałej sytuacji zrobić, bo wyglądało na to, że to on musi chwilowo pobawić się w „pana domu”. Z zamyślenia wyrwał go czyjś dotyk. Albinos drgnął, zerkając na Evendell. Nie skomentował jednak naruszania jego strefy osobistej, czując, że anielica postanowiła podziałać na niego swoją mocą - do tej pory nie czuł jak bardzo był spięty i poobijany, adrenalina robi w końcu swoje. Posłał jej coś na kształt wdzięcznego spojrzenia, po czym już mniej wdzięcznym spojrzeniem powiódł po zgromadzonych.
- Ty – zatrzymał wzrok na Gavranie. - Pozbądź się zwłok, tylko wynieś je wystarczająco daleko, żeby nie przypałętało się tu więcej tego ścierwa. Przy okazji zobacz, jakim cudem się tu dostali. Wracając, zabezpiecz wejście.
Szybkie zerknięcie na wyświetlacz telefonu. Znaków życia od Jace’a brak. Zerk na zegarek. Późno.
- Z tym tu… – wskazał nieprzytomnego, niedoszłego złodziejaszka. – … zróbcie, co chcecie. Dobijcie go, zwiążcie.
Tylko nie spieprzcie.
Skinął jeszcze na odchodnym Eve i Ailenowi, po czym bez słowa wyjaśnienia wybył. I już wiadomo, kto nie będzie tu sprzątać…

| zt |





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Nie 16 Mar - 1:33
Zamiana w kogoś lub coś innego naprawdę była przydatną umiejętnością i wiedział o tym każdy dobry kłamca i szanujący się aktor. W końcu dla dobrego artysty teatralnego nic nie powinno stawać na przeszkodzie w odegraniu roli dziecka albo zatęchłej, stuletniej staruszki. Tak samo łgarze jeśli tylko chcieliby oszukać kogoś swoją mocą, pięknego ubarwiania lub przebarwiania niektórych faktów, muszą umieć na chwilę zacząć myśleć jak zupełnie inna osoba. Co prawda oba te przykłady nie zaliczają się do szerokiego wachlarza umiejętności Ailena, ale również wiążą się ze zmiennością zachowania bądź wyglądu. Moc Kota, jak zresztą samo jego przezwisko wskazuje, polega na wcieleniu się przez krótką chwilę w skórę czarnego sierściucha, zmniejszając swoją masę i wielkość nawet kilkukrotnie. Chart w swojej zwierzęcej formie był nawet mniejszy, niż taki typowy mruczek, więc wszystko działało na jego korzyść, jeśli chodziło o zdolność do manewrowania i ogólną zwinność. Spadanie na cztery łapy miał opanowane do perfekcji, a jeśli tylko się wystarczająco sprawnie i szybko uwinął, mógł uzyskać zdumiewającą prędkość. Dlatego też nie dziwota, że zdołał w pięknym stylu wywinąć się temu oprychowi, zręcznie wlatując pod kanapę. Co prawda wielkiej krzywdy swojemu przeciwnikowi nie zrobił, ale kto by się tam przejmował. Ważne, że on jest chwilowo bezpieczny… no, chwilowo.. odgłosy, które dobiegały do niego zza obrębu bezpiecznej sofy, były poniekąd niepokojące. Trzaski, krzyki, piski, wybuchy.. no.. może bez tego ostatniego, ale finalnie i tak nie zapowiadało się to ciekawie, szczególnie, że z trudem było mu znieść każdy głośniejszy dźwięk. Jako kot był jeszcze bardziej wyczulony na wyższe tony, więc nie powinno nikogo dziwić, że w chwili obecnej czuł się trochę oszołomiony.
„Gavran”? Skąd ja go… - przeszło czarnowłosemu przez myśl, gdy tylko do jego czułych uszu dobiegł przeraźliwy krzyk Anielicy. Pomimo nurtującej go ciekawości, postanowił poczekać jeszcze krótką chwilę, zanim Evendell osobiście nie wyjaśniła mu, że niebezpieczeństwo minęło. Niemalże od razu wychylił zaciekawiony łepek spod kanapy i... uznał, że to była dobra decyzja.
Prrrr…~ - wydał z siebie urocze mruczenie, kiedy to ręka dziewczyny delikatnie sunęła po jego łepku, wprawiając go w rozkoszny stan. W swojej człowieczej wersji jakoś nie bardzo lubił się spoufalać z innymi, acz jako futrzak, zdecydowanie lżej znosił kontakt fizyczny, o ile był on w miarę subtelny. Żadnego ciągnięcia za ogon! Ailen zaraz jednak opamiętał się i szybko zwrócił pysk ku Gavranowi. Głupie kocie odruchy sprawiły, że na chwilę stracił zdolność racjonalnego myślenia! Niedopuszczalne. Tak czy siak.. już mu się przypomniało skąd znał to imię. Nie dość, że kojarzył Kundla z własnej organizacji, to jeszcze w przeszłości zaliczył z nim jeden epizod, choć nie był on jakoś szczególnie wyszukany, a przynajmniej nie w oczach samego Level E. Kruk kiedyś trochę utrudnił mu pracę, o ile istnieje zawód dotyczący „lepkich łapek”.
Rozejrzał się jeszcze raz po pokoju i uznał, że nic tu po nim. Nie zamierza nigdzie targać bandyty, bo był na to i tak ciut za słaby. Najlepsza metoda na tą sytuację? Zwinąć się i udawać, że nigdy go tu nie było. Otarł się ostatni raz o rękę Anielicy, w geście pożegnania i chłodno zerkając na wychodne w stronę nowoprzybyłego Wymordowanego, wybył tuż za Nathanielem. Patrzcie go.. księżniczkę ciągnie do swojego księcia. Szkoda tylko, że ten wspaniały królewicz ma niestety bardzo włochatą wybrankę…

{ z.t }





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Nie 16 Mar - 18:15
Wyglądało na to, że Evendell nic się nie stało. To dobrze, biorąc pod uwagę, jak delikatna jest anielica. W końcu w tej chwili tylko na niej chociaż trochę mu zależało. A tamten białowłosy? Gav nawet nie miał pojęcia, kim on jest, także nawet nie poświęcił mu uwagi. Odwrócił się, zauważając tylko lecącą w powietrzu kanapę. Chwilę potem znalazł się na podłodze w skutek małego tornada. Jakimś cudem nie wbił sobie w ciało noża trzymanego przez niego w dłoni. Westchnął cicho, próbując odgarnąć z twarzy cholernie długie włosy. Podniósł się i jego oczom ukazała się scena pokoju, który właśnie przeszedł trzęsienie ziemi. No wiecie, meble na ścianie, książki na podłodze... Ogólny bałagan.
On tego sprzątać nie będzie.
Westchnął na słowa władcy wiatru. Niby ta robota należała do niego, bo w końcu to jego trup, alee... Komu by się chciało? Z drugiej strony  Growlithe byłby zły, jakby tego nie zrobił. Dobra, wyniesie te zwłoki. Odprowadził wzrokiem mężczyznę, a jego uwagę przykuł czarny kot. Chwila, jak go nazwała Evendell? A, Ailen. Ailen? Oj, znamy tego pana. Kiedyś w tym samym miejscu o tej samej godzinie wpadli na ten sam pomysł, co nie skończyło się dla nich dobrze. Puchata kulka zamruczała, gdy anielica pogładziła ją po główce. Czyli jednak nie jest taki straszny, jak w normalnej formie? Kto by się spodziewał~
Po chwili wyszedł także i Ailen, więc Gavran został sam z dziewczyną. Zerknął na trupa oraz nieprzytomnego Wymordowanego. Tamtego postanowił związać, bo w końcu nie wiadomo, kiedy odzyska przytomność. Dłuszą chwilę zajęło mu znalezienie jakiegoś sznura. Po chwili pochylił się nad chłopakiem i obwiązał mu mocno dłonie oraz stopy. Być może ciut za mocno, no ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
Wstał i spojrzał na Evendell. Dopiero teraz mógł jej odpowiedzieć.
- Ciebie też dobrze jest widzieć. Na pewno nic ci nie jest? - powiedział, oglądając dziewczynę od stóp do głów.
Zerknął na trupa, uznając, że może jeszcze chwilę poczekać. W końcu ci żywi są ważniejsi, prawda? Z drugiej strony, wiedział, co teraz nastąpi. Czeka go rozmowa z Ev na temat jego ciężkiego grzechu. Ale co miał zrobić? Przytulić tamtego, pomóc i z radością dać się postrzelić? Oj nie, Gav to nie miły i zawsze skory do pomocy aniołek. Jest potworem, także zlikwidowanie problemu (czytaj: zabicie) jest najprostszym rozwiązaniem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Nie 16 Mar - 19:16
Patrzyła jak po kolei pomieszczenie opuszczają Nathaniel a po nim Ailen. No tak. Czego mogła się spodziewać? Do rozróby zawsze każdy pierwszy, a kiedy przychodzi moment ogarnięcia całego tego bajzlu to każdy podwija pod siebie ogon i ucieka. I gdyby nie konflikt jej charakteru z pewnością poczułaby wszechogarniającą ją złość. Ale zamiast tego westchnęła cicho pod nosem, zbierając się z ziemi i starając się wzrokiem zlokalizować miotłę. Bo nikt tego nie zrobi. A jak Grow wróci to komu oberwie się za bałagan? Tak, jej. Jak zawsze.
Przekręciła głowę, by utkwić swoje spojrzenie w Gavranie. Chociaż on jeden został. Może pomoże jej z tymi tutaj. Bo jakoś nie mogła sobie wyobrazić, jak wynosi mężczyznę przypominającego goryla. Osobnika, który prawie trzykrotnie przewyższał ją w gabarytach oraz zapewne wagowo. Mogłaby się zachlastać a i tak nie wyciągnęłaby jego truchła nawet przez drzwi. No, ale teraz mogła dopilnować, by Gavran go wyniósł i nie zrobił mu krzywdy. Walcząc sama ze sobą, by nic nie powiedzieć, obserwowała w ciszy, jak ten związuje oponenta. Powtarzała sobie w duchu, że tak trzeba. Bo inaczej będzie jeszcze więcej kłopotów. A i ktoś może ucierpieć, zupełnie niepotrzebnie.
Kiedy Gavran zapytał, czy nic jej nie jest, ta pokręciła szybko głową, uśmiechając się przy tym. po tym starciu wyszła praktycznie bez szwanku. Oczywiście z racji jej delikatnej skóry nabawiała się zapewne kilku siniaków, w tym jednego na nodze po jej jakże efektownym kopnięciu, aczkolwiek nic poza tym. Co prawda nie potrafiła sama siebie leczyć, taki mankament jej mocy, ale w końcu była aniołem. I jej regeneracja była zdecydowanie lepsza aniżeli u jakiegoś człowieka czy nawet Wymordowanego. Zresztą, zacznijmy od tego, że gdyby Eve nawet jakoś ucierpiała to twardo mówiłaby, że nic jej nie jest. Bo nie przejmowała się losem swoim i swojego ciała. Dla niej najważniejsze było dobro innych.
- Co zamierzasz z nim zrobić? – zapytała wskazując głową na nieprzytomnego i podeszła do niego, kucając przy nim, by sprawdzić jego stan. Cóż, był stabilny a jedynie nieprzytomny. To dobrze. Żal jej było jedynie tego, który zginął. Zupełnie niepotrzebnie. Swoją drogą po co właściwie tutaj przybyli? Okraść? Przecież w tej okolicy, ba, w całej Desperacji wszyscy widzieli, że organizacja DOGS jest po ich stronie. A może to było jakoś ukartowane? Wynajęci Wymordowani przez jakąś siłą wyższą? Dziewczyna odgarnęła jasne włosy do tyłu, dochodząc do wniosku, że jest za wcześnie na wyciąganie jakichkolwiek wniosków. Posiadała za mało informacji.
- Doskonale wiesz co o tym sądzę. Aczkolwiek tym razem odpuszczę sobie jakiekolwiek gadki umoralniające. – mruknęła cicho podnosząc się, kiedy wreszcie zlokalizowała złamaną miotłę. No tak, nic nie mogło iść po jej myśli. Zresztą i tak powinna zacząć od zbierania rzeczy z podłogi. W tym przypadku książek i sprawdzania czy wszystkie są w jednym kawałku. A te, które nie nadawały się do niczego dalej najlepiej wyrzucić.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 5 z 19 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 12 ... 19  Next

Powrót do góry