Strona 4 z 19 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next

Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Czw Lut 13, 2014 11:04 pm
Nawet on musiał przyznać, iż dziewczyna uwinęła się całkiem szybko. W dodatku pokój lśnił teraz czystością. Jemu by się tak nie chciało, ale ona w końcu chyba po to tu była, nie? Słyszał, że Eve dostała wybór i wybrała akurat zostanie dziewczynką na posyłki bandy wymordowanych – zdarza się. Zresztą, nie jemu to teraz oceniać, a skoro „góra” nie miała nic przeciwko temu, on też nie powinien tego kwestionować.
Ignorując jej pełne dumy spojrzenie – w końcu aniołki nie powinny specjalnie chełpić się swoimi dokonaniami - po raz kolejny uwalił się na kanapie. A mógł z niej w ogóle nie wstawać… Właśnie! Mógł z niej nie wstawać. Do końca życia. Tak. Kogo obchodzą anielskie obowiązki? No… w sumie to jego, dlatego też ruszy tyłek, kiedy tylko będzie musiał. Taka już mentalność i nie ma na to rady… Tymczasem do jego uszu doleciało ciężkie westchnienie, po którym na sofę obok niego opadł drugi ciężar. Zerknął na anielicę i… ej, co to za mina? Nie podobała mu się. Nie, żeby specjalnie obchodził go jej nastrój, ale niezadowolony pracownik to słaby pracownik, a jakoś nie widziało mu się przedzieranie przez kurz i brud, za każdym razem, gdy miał trafiać do tej nory. Zdecydowanie by mu się to nie opłacało. Dlatego też zdobył się na ludzki odruch {znaj łaskę pana, kobieto~!}; jego dłoń wylądowała na głowie Evendell, po czym, nawet na nią nie patrząc, albinos zmierzwił jej włosy. No, już, koniec tych czułości, bo się jeszcze dziewka przyzwyczai! Łapa wróciła na swoje miejsce, a Levittoux wrócił do swojego zwyczajnego trybu; „jebać świat, gapię się na ściany”. Pozostałby w nim pewnie do usranej śmierci, gdyby nie to, że jakiś kundel wbiegł do pokoju i uwalił mu się na kolanach. Kundel. Taki czworonożny. Jemu. Na jego majestatycznych kolanach!
Oczywistą reakcją ze strony chłopaka było natychmiastowe zrównanie się z pionem i otrzepanie ubrań ze zdegustowaniem. To już któryś raz, gdy przydarzało mu się coś takiego – najwyraźniej te kudłate mendy ostatnimi czasy obrały męczenie go za swój życiowy cel. Pies najwyraźniej niewiele zrobił sobie z tego, że przed chwilą został odrzucony, bo tylko oddalił się kawałek i uwalił w jakimś kącie. Szlachecki tyłek Nathaniela miał na powrót zjednoczyć się z miękkim meblem, kiedy to jego towarzyszka {Nate’a, nie tyłka, żeby było jasne!}, najwyraźniej zupełnie olewając psowatego zwierzaka, zaczęła ciągnąć go za rękaw. Ile ona, do cholery, ma lat? Spojrzenie, które posłał jej anioł bynajmniej nie można było zaliczyć do jednego z rodzaju tych przyjaznych.
- Nie… – nie dane mu było dokończyć tego zdania, gdyż w progu pojawiła się kolejna osoba. Może to i dobrze, przynajmniej nie będzie musiał strzępić sobie języka na tłumaczeniach, dlaczego to nie zrobią sobie wycieczki, kiedy na zewnątrz jest śniegu po pas.
Białowłosy dryblas wyprostował się, podejmując próbę zlokalizowania źródła głosu. Sądząc po tym, że brzmiał on na męski, Nath spodziewał się kogoś pokaźniejszych rozmiarów, a tu… taki Ailen, no. Nie odpowiedział na pytanie, które wyraźnie nie było skierowane do niego, tylko zlustrował przybyłego przenikliwym spojrzeniem. Bez słowa zdjął bluzę, która chwilę później leciała już w kierunku przemokniętego i przemarzniętego chłopaka.
- Są jeszcze ciepłe ziemniaki – rzucił, wskazując na garnek, w którym rzeczywiście znajdowały się jakieś ugotowane bulwy. Eve najwyraźniej znała tą istotę, więc, stwierdzając, iż jego misja dobiegła w tym momencie końca, Levittoux bezceremonialnie powrócił do jednego ze swoich ulubionych zajęć – leżenia na kanapie i gapienia się w sufit. Ten to ma ciekawe życie!





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Pią Lut 14, 2014 1:08 am
Nataniel poczochrał jej włosy. On jej. Gdyby była jakąś psychofanką z pewnością ogłosiłaby, że od dnia dzisiejszego nie zamierza tknąć włosów jakimkolwiek szamponem i wodą, byleby tylko nie zmyć tego dotyku. Na całe szczęście dziewczynie było daleko do takowego stanu. Fakt faktem, szanowała Nataniela i naprawdę respektowała, wszakże w Edenie wiele o nim słyszała, ale wszystko ma swoje granice. Zresztą, Eve była zbyt głupiutka i naiwna, by zrozumieć całą ideę bycia czyimś fanem. Dlatego też z iście anielskim uśmiechem poddała się owej czynności, którą potraktowała jako chwalenie za coś.
Niestety, szybko przyszło i równie szybko odeszło. Nataniel zabrał rękę a dziewczyna westchnęła bezdźwięcznie, że taka pieszczota tak szybko się skończyła. Ale wtem niczym z ziemi pojawił się piec. Oczy blondynki rozszerzyły się i już wyciągała swoją łapę by pogłaskać sierściucha, lecz jakże przyjaźnie nastawiony do świata Nataniel przegnał zwierzaka. Eve obrzuciła nieco oburzonym wzrokiem anioła, szybko jednak jej to minęło. Ale tego dnia pojawiła się druga niespodzianka.
Do pomieszczenia wparował nie kto inny jak Ailen.
Jej oczy momentalnie pojaśniały a samą dziewczynę objęła jakaś dziwna, świecąca aura. Niczym wyrzucona z procy wystrzeliła w jego stronę i zaczęła biegać dookoła niego.
- Ailen~! powiedziała zatrzymując się wreszcie na przeciwko niego z wypiekami na policzkach z tej radości. Szybko jednak uśmiech uciekł, gdy zobaczyła w jakim jest stanie. Nie pomógł jakże cudowny gest ze strony Nataniela, który postanowił zrobić mini striptiz i niby od niechcenia rzucił w stronę Ailena bluzę.
- Biedaku Ty. - powiedziała cicho Eve i wyciągnęła swoje dłonie dotykając zimnych jak lód policzków. Wystarczyło parę sekund, żeby ciało chłopaka poczuło przyjemne ciepło rozchodzące się po jego ciele. Co prawda nie wymagał leczenia, aczkolwiek dzięki swej mocy Eve uratowała od wyziębienia. A i była szczęśliwa, że mogła pomóc. Lubiła używać swoich mocy na rzecz innych.
Gdy wyczuła, że temperatura chłopaka wróciła do normy, postanowiła wreszcie zapoznać ze sobą obcych mężczyzn.
- Nataniel, Anioł Stróż Growa. A to Ailen. Ailen jest podnóżkiem Growa. - powiedziała z szerokim uśmiechem. Złapała chłopaka za rękę i pociągnęła do garnka, gdzie zostały ziemniaki i marchewka. Cóż, przynajmniej teraz ziemniaki nie wyglądały tak, jakby zaraz miały ożyć. Poradziła mu, by się najadł a sama usiadła dupskiem na kanapie, bezczelnie rozpychając się i przy okazji zajmując jak najwięcej miejsca dla siebie. Tym samym spychając nieco Nata.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Pią Lut 14, 2014 9:07 pm
Niestety tylko garstka zatruwających powietrze na tej planecie istot, jest w stanie bez najmniejszego zawahania przyznać przy świadkach, że darzy Ailena sympatią. Chłopak niestety jest dosyć specyficzny i trochę trudno mu zawrzeć ciaśniejszą relację, która nie dość, że sprawiałaby przyjemność obu stronom, to jeszcze nie rozpadłaby się w drobny mak po kilku miesiącach – czy nawet dniach, co oczywiście kiedyś miało już miejsce. Mało kto jest w stanie wytrzymać jego niegrzeczne odzywki i dotrwać do momentu, w którym stałby się dla niego oddanym przyjacielem. Wyuczona nieufność bardzo przeszkadza w zawieraniu nowych znajomości i Ci, którym udało się kiedykolwiek zaobserwować milutkie zachowania Kota wobec ich samych, mogą uznawać się za największych szczęściarzy na świecie. Evendell co prawda nie była jego Best Friend Forever, ale Ai nauczył się tolerować jej nieczęsto zbyt słodkie zachowanie, a nawet stwierdzić przed samym sobą, że całkiem Anielicę polubił. Co prawda czasami zachowywał się wobec niej nieładnie, ale na dobrą sprawę on nigdy nie był jakimś świętym, więc i tak można uznać ich relację za bardzo dobrą. Dlatego też, gdy tylko zaobserwował swoją dobrą znajomą, która aż nazbyt entuzjastycznie cieszy się na jego widok, na jego zazwyczaj grobowej twarzy, zrodził się cień delikatnego uśmiechu. Lekko pobłażliwego, bo jednak wyglądała dla niego jak pocieszny szczeniaczek, ale jednak! Minimalna poprawa humoru jest~
Całkiem miłym gestem okazała się być też i bluza rzucona mu na łeb przez białowłose yeti, które pomimo pokaźnych rozmiarów, chyba jednak nie stanowiło dla niego żadnego zagrożenia. Ot, taki łagodny olbrzym jak nowofundland czy.. płetwal błękitny? No, wiadomo o co chodzi. Ailen docenił ten gest, acz raczej w myślach, bo niestety nie miał w zwyczaju dzielić ze wszystkimi wokół swoimi uprzejmościami. Witał się i żegnał. Tyle wystarczy. Nie czuł się w obowiązku przepraszać i dziękować, chyba, że sytuacja naprawdę tego wymagała. Zresztą Nataniel również nie okazywał mu nazbyt wielkiego zainteresowania. Dał coś ciepłego, zaproponował żarcie – czym zapunktował sobie jeszcze bardziej, hu~ – i to by było na tyle. Włożył sobie cały świat do tyłka i uwalił się na kanapie. W sumie, Ailenowi całkiem to odpowiadało. Nie lubił, gdy był zmuszany do prowadzenia rozmów z kompletnymi natrętami, których na domiar złego, jeszcze w ogóle nie kojarzył. Odpowiadanie na potok pytań było dla niego wielkim utrapieniem, więc tym bardziej podobała mu się postawa Anioła. Może gdy Kot się do niego trochę przyzwyczai, nawiąże z nim jakiś kontakt i pozwoli zamienić ze sobą więcej niż dwa słowa? Może nawet kiedyś coś dla niego zwinie z bogatego domostwa w M-3, w podzięce za taki niewielki podarek w postaci bluzy?
Biadaku? Bez przesady. – burknął mrużąc delikatnie oczy. Starał się nie sprawiać wrażenia całkowicie przemarzniętego chłopca spod ulicy, ale było trochę trudno z drżącym jak Chihuahua ciałem i przemoczonymi do suchej nitki ubraniami. Nie lubił gdy ktokolwiek mu współczuł, bo wtedy czuł się jak jakieś rozkoszne zwierzątko, które zaznało okrucieństwo świata. Fe. Nie. Jest stary i oczekuje szacunku. Nawet jeśli ma mordę piętnastoletniego gówniarza, to i tak nie znosi być traktowanym jak jakiś dzieciak. – Co ty… ow. – w pierwszym odruchu najzwyczajniej w świecie odsunął łepek. Nie potrafił przyzwyczaić się do dotyku innej osoby, acz przez całe to przemarznięcie, nie był w stanie wykonać porządnego uniku. I chwała mu za to. Ciepło, które momentalnie wypełniło jego ciało, było tak cholernie przyjemne, że aż się dodatkowo nadstawił, żeby zaznać tego uczucia jeszcze bardziej. Od tygodni ślęczenia po pas w lodzie i śniegu, takie gorące rączki Anielicy były niemal jak zbawienie.
Złe określenie.… bo za podnóżek robię u kogo innego…Wolałbym jeden z jego Kundli. I.. ouch.. – Anielica pociągnęła go w stronę garnka, a z racji tego, że jego stopy nagle się odmroziły, nic nie stało na przeszkodzie, aby ruszył posłusznie za nią. Przyprowadziła go do.. garnka. Oczy mu się rozświetliły, zupełnie jak u dzieciaka, który właśnie upatrzył sobie fajną zabawkę. Ślina natychmiast napłynęła mu do ust, a słysząc wyraźne pozwolenie od obu stron na skosztowanie smakołyków, niespecjalnie się więcej powstrzymywał. Jadł całkiem szybko, jak wygłodniałe zwierzę, którym zresztą po części był. Nie miał w usta nic od tak dawna, że nie należy mu się w żaden sposób dziwić. – Co tam słychać, Ev? – zapytał na sekundę odrywając się od pozostawionych dla niego resztek. Nie raczył ich zbyt długimi spojrzeniami, bo.. no.. żarcie było dla niego teraz ważniejsze. Właściwie to zadał to pytanie tylko czując, że w sumie nie wypadało tak zeżreć im całych zapasów bez piśnięcia choćby słowem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Sob Lut 15, 2014 1:44 am
„Niby od niechcenia”? Jakie „niby od niechcenia”? Striptiz? Co to? On tu się stara naprawić świat, a tu taką małostkowość mu zarzucają! Niewybaczalne. W dodatku jakby miał się przed kim rozbierać… Niedorzeczność.
Można powiedzieć, iż na swój sposób spodobało mu się, że dzieciak obdarowany jego bluzą nie zadawał żadnych pytań ani też nijak nie skomentował tego wspaniałomyślnego gestu. Nawet nie podziękował – normalnie wyśniony towarzysz rozmów dla Levittouxa! Jak widać Eve będzie musiała trochę się nagimnastykować, żeby utrzymać rozmowę pomiędzy ich trójką. Chyba że postanowią zignorować wylegującego się anioła i pogrążą się we wspólnej dyskusji – ta opcja wydawała się bardziej prawdopodobna.
No po prostu wiedział, że pytanie o jego dane osobowe wbrew pozorom nie było skierowane do niego… Jakiż on spostrzegawczy, hoho. Bez większego zainteresowania słuchał odpowiedzi przedstawianej przez Evendell nowoprzybyłemu.
Nataniel, Anioł Stróż Growa.
A co jeśli Nath uknuł sobie sprytny plan, by złapać Aia na tajemniczość? I co teraz? Wszystkie jego sekrety ujawnione! Naprawdę niesłychane… zero pomyślunku, moja młoda damo. Albinos ograniczył się do zdawkowego skinięcia łbem – ni to w ramach powitania, ni to jako potwierdzenie słów anielicy. Można to uznać za pokazanie znaku pokoju czy inny taki nieśmiertelny, hipsterski gest, którym od czasu do czasu raczy się typowa młodzież, tyle że w wersji „Levittoux delux”.
A to Ailen. Ailen jest podnóżkiem Growa.
Nie no, jeszcze jakieś rewelacje? Jasne, że jest „jednym z jego kundli” – jak to sam wolał na siebie wołać – skoro miał czelność się tu pokazywać…
- Taa, miło poznać – rzucił od niechcenia, bo resztkom jego wątpliwej kultury osobistej jeszcze jako tako udało się tam gdzieś uchować. Ziewnął bezgłośnie, podkładając sobie ręce pod głowę – wygodna pozycja przede wszystkim.
W międzyczasie psowata, czworonożna bestia zdążyła wypełznąć z kąta, w którym do tej pory raczyła łaskawie pozostawać, po czym podlazła prosto do Kota. W kundlu najwyraźniej obudził się pierwotny instynkt czy coś w tym stylu, bo bezwstydnie zaczął powarkiwać na biednego chłopaczynę. Cóż, przynajmniej nie przyczepił się do Nathaniela – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, no nie?
No, ale mniejsza z tym, przejdźmy do opisu, jak to zajebiście Nathowi leżało się na kanapie. No to było zajebiście, dopóki ktoś nie postanowił się do niego przysiąść. Burknął coś niewyraźnie pod nosem, przesuwając się odrobinę, żeby zrobić miejsce rozpychającemu się dziewczęciu. W ogóle to, przypomnijcie, bo on nie miał w tej chwili zielonego pojęcia; czemu właściwie jeszcze ją tolerował? Kwestia ta zostanie chyba jedną z tych zagadek bez rozwiązania. Coś w stylu „co się stanie, kiedy przywiążesz do grzbietu kota kromkę chleba posmarowaną masłem i zrzucisz go z jakiejś tam wysokości” – kot zawiśnie w powietrzu? Zacznie lewitować? Nie wiadomo.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Pon Lut 17, 2014 5:34 pm
Dziewczyna nie ukrywała swojej radości. Zresztą, nawet jakby chciała coś ukryć, to nie była w tym dobra. Niestety, z jej twarzy można było czytać emocje, jakie w danej chwili odczuwała, niczym z otwartej księgi. Chociaż z drugiej strony to Eve nigdy jakoś nie przywiązywała do tego szczególnej wagi, no bo po co miała coś ukrywać? No więc właśnie.
Jej serce z radości zabiło mocniej, widząc, że Ailenowi zdecydowanie jest cieplej. Podciągnęła pod siebie nogi, opierając się piętami o krawędź kanapy. Objęła drobne kolana ramionami i spojrzała na niego, kiedy ten zaczął zajadać się potrawką przygotowaną. Właściwie była ciekawa jak organizm kota przyjmie owe ziemniaki. Cóż, ani ona ani tym bardziej NataLENiel nie kwapili się do poinformowania trzeciej osoby w pomieszczeniu, czym były ziemniaki. Pamiętajmy, że te zanim zostały brutalnie obdarte ze skóry, wytworzyły swój własny ekosystem i nową ewolucję na sobie, co powoli mogło doprowadzić do jakieś nowej, ziemniaczanej cywilizacji. Takie mini ziemniaczane imperium. A co jeśli na dnie żołądka przeżyją i Ailen będzie nosił w sobie nowe życie w postaci mini chodzących ziemniaczanych stworów?
Oczywiście to wszystko pozostawało w sferze wyobraźni Anielicy. Jednakże siedząc tak i poddając się swoim wyobrażeniom, przybrała TEN wyraz twarzy, który Ailen doskonale znał. Rumiane policzki i szeroko otwarte oczy wraz z lekko rozchylonymi ustami. Tak, w umyśle Eve narodziły się przerażające obrazy, których zazdrościć mogliby jej najwybitniejsi surrealistyczni twórcy.
Po krótkiej chwili ocknęła się, niczym z jakiegoś zimowego letargu. Zmrużyła lekko oczy i oparła brodę o kolana, przypominając teraz jakiegoś niezadowolonego życiem zwierzaka.
- Oczywiście wszyscy gdzieś wybyli zostawiając mnie tutaj samą. - mruknęła z nutą niezadowolenia. Eve miała swoją misję. Chciała nawrócić jak największą ilość osób, które to w niefortunny sposób z niej zboczyli. Wiedziała i była pewna, że małymi kroczkami jest w stanie naprowadzić te biedne stworzenia na ścieżkę światła. Ale jak mogła dopełnić swoje zadanie, kiedy praktycznie każdego dnia była zdana na samą siebie w tym miejscu?
Nawet jak reszta wracała to i tak omijała ją szerokim łukiem, wymigując się zmęczeniem i zamykali się przed nią. Eve już na samym początku, kiedy poinformowali ją na górze o jej zadaniu, wiedziała, że do łatwych nie będzie należało. Ale nigdy nie sądziła, że aż tak.
Ale spokojnie, dziewczyna do poddających się łatwo nie należała. Miała plan, który zamierzała w niedalekiej przyszłości wprowadzić do życia. Nienadaremno wprowadziła się do Desperacji i po wielu ciężkich podejściach dostała się do DOGS. Będzie musiała po prostu dać z siebie jeszcze więcej.
- Mieliśmy z Natanielem wyjść i udać się na spacer, ale akurat zawitałeś. Ale nieważne co u mnie. Powiedz lepiej jak Tobie idzie. Potrzebujesz może jakiegoś błogosławieństwa? Rozgrzeszenia? Chcesz się wyspowiadać? - zapytała z błyskiem w oczach, poniekąd pokładając w tym nadzieję. No bo przecież od czegoś trzeba zacząć! A najlepszym sposobem jest oczyszczenie duszy. Do takiej najlepiej trafiają Słowa Boże. Ponadto Ailen miał przed sobą dwa anioły! Mógł sobie wybrać! Chociaż Eve wierzyła, że jak Ai zdecyduje się na spowiedź, to jednak, mimo wszystko zwróci się z tym do niej.
Wbijała swoje spojrzenie w chłopaka wyczekująco, pełna zapału, nieco podekscytowana. A gdyby było to możliwe, to jej oczy zapłonęłyby czystym ogniem chęci oczyszczenia zagubionej duszyczki przed nią.

//umm czy rany u Ailena, te wpisane w profil są aktualne? .-. bo Eve sobie nie wybaczy jak ich nie uleczy. po zorientowaniu się.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Pon Lut 17, 2014 10:13 pm
    || Są aktualne. Co prawda wyglądają już na całkiem wygojone, ale dalej troszku go bolą. Tak czy siak i tak są przykryte pod bluzą~


Nawet jeśli Nataniel faktycznie nie chciał, aby cały świat - w postaci niskiego gnojka, wabiącego się Ailen - dowiedział się o jego danych personalnych czy funkcji jaką pełni u boku przywódcy DOGS’ów, to i tak nie miał się za wiele o co martwić. Chłopak nie wyglądał na przesadnie zainteresowanego jego osobą. Oczywiście, zapunktował u niego tą bluzą i gdyby Ai  kiedyś miał pobawić się w Sąd Boży i ustalać kto przeżyje, a kto nie, to z miłą chęcią oszczędziłby białowłosego, acz w chwili obecnej jakoś niekoniecznie się pali do zaciśnięcia z nim więzów. Nawet nie zwrócił ku niemu łba, będąc zbyt zajętym przepysznym jak na te warunki jedzeniem, które na całe szczęście jednak naprawdę było ciepłe! Śmiejcie się, ale po tygodniach głodówki i zapychania się jakimś przemarzłym na kość żarciem ze śmietnika, ot takie ziemniaczki były prawdziwym luksusem, który według Ailena zasługiwał na więcej uwagi, niż dwójka Aniołów. Tak, dwójka, bo choć prowadził rozmowę z Evendell, robił to wyraźnie w swoim własnym, ubogim w słowa stylu. W dodatku jakoś niekoniecznie z uśmiechem. Owszem, lubił jej towarzystwo i choć zrobiła dla niego tyle dobrego w przeciągu.. niecałej minuty? … to i tak na jego pyszczku nie malował się żaden z odcieni uśmiechów. Nie było mu wesoło, choć oczywiście, czuł się znacznie lepiej.
Pies. Pies w siedzibie DOGS. A to Ci heca. Możliwe, że właśnie w tej chwili, gdy ujrzał warczącą mordę, zwróconą w jego kierunku, przypomniało mu się dlaczego tak rzadko bywał w pomieszczeniach, należących do organizacji. Nie miał nic do zwierząt, ale zdecydowanie nie lubił z nimi obcować, a w psiarni było to nieuniknione, biorąc pod uwagę samo stadko Wilczura. To nie tak, że bał się ich samych w sobie. Najzwyczajniej w świecie nie miał ochoty przeżywać w późniejszym czasie własnych dramatów, związanych z efektami ubocznymi jego nieśmiertelnego życia. W przeciwieństwie do dwójki, z jaką przyszło mu dzielić tlen w tym pokoju, Ailen nie był posłusznym Kreatorowi Skrzydlakiem, tylko marną istotą, imitującą człowieka, zwianą pogardliwie przez wszystkich Wymordowanym. Z czym tu się kryć? Był umarlakiem i to niestety z najniższej półki, bo jego podatność na zmiany, związane z bliskim kontaktem ze zwierzętami, była dla niego wręcz bolesna. O nie.. nie zamierzał obudzić się jutro z merdającym ogonem. Był w większej mierze kotem i tego się trzymajmy.
Opróżnił wszystko co było w garnku w naprawdę imponującym czasie. Ailen z pewnością zgarnąłby wszystkie nagrody na zawodach w szybkim jedzeniu na jakimś festynie rodzinnym. Szkoda tylko, że to nie napełniło jego brzucha w całości, ale przecież nie będzie narzekać. Spojrzał posępnie na kundla, cofając się od niego o jakieś trzy kroki. Nie zbliżaj się, nie zbliżaj się, nie zbliżaj się… jego oczy momentalnie zrobiły się bardziej kocie, dobitnie informując psa, że jego obecność trochę go irytuje. Wyglądał teraz jak jeden z takich mruczków, które najpierw pogardliwie patrzą się prosto w pysk swojego wroga, jednocześnie ostrzegając przed późniejszym wysunięciem pazurków. Zaraz jednak uznał, że lepiej będzie mu na kanapie, ale żeby szybciej oddalić się od pchlarza, odbił się od ziemi i z gracją przeleciał te kilka metrów nad ziemią, lądując miękko na kanapie obok Aniołów. Akurat były ustawione w całkiem dogodnej pozycji, więc czemu by sobie nie posiedzieć? Przecież nie wyjdzie teraz na mróz, niech chociaż wyschną mu ubrania.
Kiwnął głową na znak, że rozumie słowa Evendell, siadając na oparciu kanapy i wykorzystując fakt, że akurat tą sofę ma całą dla siebie. Co Ai? Nie można było usiąść po ludzku, co? Nie.
Nie chcę. – odparł krótko, mrużąc lekko oczy. Spoglądał teraz na Anielicę, jak na kompletnego głupka. Kot nie czuł potrzeby gadania przed nikim swoich grzechów. Właściwie nie był do końca pewny czy Kreator faktycznie istnieje. Co z tego, że miał dwa okazałe dowody przed sobą? Cóż.. można powiedzieć, że Ailena po prostu cała ta otoczka religijna nie obchodziła. – I nigdy więcej mi tego nie proponuj. – dodał trochę ozięble, acz takie zachowanie nie powinno zmartwić Anielicy, bo Kot zawsze przecież taki jest. – Eh.. długo tu jesteście? – Łał.. zapytał ich obu. Patrz, Nat.. jednak Cię zauważają! Co z tego, że czarnowłosy cały czas patrzył na blondynkę, jakby Levittoux zupełnie nie istniał. – I nie radzę teraz nigdzie wychodzić.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Wto Lut 18, 2014 10:21 pm
Po wspaniałym pokazie akrobatyki zaserwowanym aniołom przez Kotowatego kundel najwyraźniej postanowił sobie odpuścić, bo tylko zaszczekał kilka razy na Aia, machając przy tym radośnie ogonem i wybiegł z pomieszczenia z nosem przy ziemi – pewnie wybrał się na poszukiwanie kolejnych ofiar. I dobrze. Niech sobie idzie, głupi pchlarz – krzyżyk mu od Natha na drogę.
W każdym razie Levittoux niespecjalnie przejmował się towarzyszącą mu dwójką. Nie wyglądało na to, by ich obecność robiła mu jakąkolwiek różnicę. Chyba nawet nie muszę pisać, iż w żadnym stopniu nie przejmował się byciem ignorowanym przez nowopoznanego wymordowanego… Nie mógł jednak pozwolić na to, by Evendell robiła sobie głupie nadzieje – po prostu zbyt trudno byłoby jej to później wyperswadować, gdyby naprawdę się nakręciła.
- Nie, nie mieliśmy – skwitował spokojnie, prawdopodobnie burząc w ten sposób aktualne marzenia anielicy. Już nawet nie był potrzebny komentarz Ailena – przecież wystarczyło na niego spojrzeć, żeby uzmysłowić sobie, jakie warunki panują na zewnątrz.
Poza tym Nathaniel czasami jest rzeczywiście leniem {czy, poprawniej politycznie, nie lubi się przemęczać, gdy nie musi}, a dzisiaj zdążył już być dłuższy czas na dworze, latał przy niesprzyjających warunkach atmosferycznych, zabił biednego króliczka oraz odwalił robotę związaną z gotowaniem posiłku, który w międzyczasie został całkowicie pochłonięty przez dwójkę przypadkowych osób, kiedy de facto od początku miał być przeznaczony dla Growa – cóż, bywa, świat jest niesprawiedliwy i trzeba z tym jakoś żyć albo nieżyć, if you know what I mean. W ogóle przywódca DOGSów mógł sobie nigdzie nie iść i wtedy bez problemu załapałby się na żarcie, więc, jakby nie patrzeć, to tylko jego wina, ale już mniejsza z tym… Właśnie! Wypadałoby dowiedzieć się, czy ta menda jeszcze żyje… Palce albinosa prześlizgnęły się parokrotnie po klawiaturze telefonu, układając literki w zgrabną i zdawkową treść wiadomości. Levittoux bynajmniej nie spodziewał się żadnej odpowiedzi ze strony podopiecznego, jednak zawsze istniał ten cień szansy, że takową otrzyma i nie będzie skazany na wyłażenie na mróz w celu zidentyfikowania jakichś białowłosych zwłok.
Och, ktoś postanowił się nim zainteresować. Uroczo. Można wręcz powiedzieć, że to duży postęp! Nathaniel łaskawie odwrócił łeb w kierunku, z którego padło pytanie. I… to w sumie tyle. Jak to on – zmarnował tą, możliwe, że niepowtarzalną, szansę na integrację z kocim chłoptasiem. Ot, odpowiedź na to pytanie pozostawił w gestii Eve, w końcu to jej kolega, hue.
Proszę państwa, bądźmy poważni, w celu wciągnięcia tego skrzydlatego frajera do jakiejkolwiek rozmowy potrzeba było czegoś więcej niż tylko jednego pytania – wymagało to bowiem niesamowitej wytrwałości i wielu lat wykańczających treningów… albo trzeba było trafić na odpowiedni dzień, w którym gwiazdy ułożyły się w taki sposób, że nasz kochany aniołek miał ochotę na wypowiedzenie więcej niż jednego zdania na krzyż. Też można.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Sro Lut 19, 2014 12:55 am
Tak jak przypuszczała, Ailen nie dał się namówić na żadną z czynności, które zaproponowała mu dziewczyna. No cóż, nie tym razem, to innym. Wszystko powoli, nic na siłę. I nie za szybko. A to, że odpowiedział jej chłodno... Do kogoś takiego jak ona nie docierały tego typu sygnały. To nie tak, że Eve była jakoś wyjątkowo głupia. Po prostu jej umysł cały czas spowity był czystą dobrocią i przekonaniem, że każdy takowy jest.
Zresztą... Zacznijmy od tego, że Grow bardzo często tak się do niej odnosił. Tak więc Eve zdążyła już do tego jako tako przywyknąć. Kiedy Ailen zadał pytanie, uprzednio prezentując swoje umiejętności, których pozazdrościłby mu nie jeden cyrkowiec, przekręciła się tak, że teraz siedziała na piętach zwrócona do obu mężczyzn. Była pewna, że Nataniel odpowie, ale ten postanowił uparcie milczeć, jakby rzekomo nic go nie obchodziło. A jednak, wydał z siebie głos, który ułożył się w krótkie zdanie. Normalnie tyle wygrać.
Eve westchnęła, na moment gasnąć i wydając z siebie ciche Och, kiedy Ailen powiadomił ich, żeby lepiej nie wychodzić. A Nataniel w taki a nie inny sposób to potwierdził. Naprawdę chciała wyjść na zewnątrz. Ściany powoli ją przytłaczały. Była stworzona do uszczęśliwiania i poznawania nowych ludzi. A tego nie mogła uczynić ciągle siedząc w miejscu.
Raptownie zesztywniała, kiedy jej zmysły liznął ból. Nie, nie jej. A Ailena. Uniosła gwałtownie głowę, by móc storpedować go swoim spojrzeniem.
- Jesteś ranny - wyrzuciła z siebie, momentalnie znajdując się przy nim i łapiąc go za przeguby. Jej ciało w tak błyskawicznym tempie znalazło się przy nim, że omal nie przechyliła go do tyłu i zrzuciła. Jakże mogła przeoczyć coś tak bardzo ważnego jak czyjeś cierpienie! Normalnie wstyd i hańba, Eve! Momentalnie podziałała swoją mocą na ciało chłopaka. Ciepło, które zaczęła wydzielać było mocniejsze i o wiele bardziej intensywne niż przedtem, a przede wszystkim kumulowało się na wszystkich ranach, które chłopak posiadał. Wręcz delikatnie parzyło. Trwało to chwilę, jednakże wszystkie rany zostały zagojone. Niestety, był już w takim stanie, że Eve nie była w stanie zapobiec bliznom, które zostały na skórze Ailena. No ile przede wszystkim ból zniknął, niczym po odjęciu różdżką.
- No, gotowe.- poinformowała go, obdarzając przy okazji szerokim uśmiechem. Zadowolona, że udało jej się ulżyć chłopakowi. Nic więcej jej do szczęścia nie brakowało.
- A jesteśmy tutaj już jakiś czas... - zamyśliła się na moment. Wyraz jej twarzy bardzo szybko zmienił się w bardziej podekscytowany. Tak proszę państwa, Eve właśnie coś sobie przypomniała. I zamierzała ich o tym powiadomić.
- A wiecie, ostatnio miałam bardzo dziwny sen. Było ciepło, chociaż był środek zimy, ale śniegu nie było. No i wybrałam się na spacer po szyszki. Nie pytajcie dlaczego akurat po nie, ale Nataniel kazałeś mi je nazbierać na zupę dla Growa. Bo ponoć bardzo ją lubi. W sumie to nie wiem dlaczego ją lubi, ale jak zrobi się cieplej będzie trzeba ich nazbierać i uwarzyć zupę. Nawet nie wiedziałam, że szyszki są jadalne. No ale wracając do głównego wątku...

~15 minut później~

- ...No i wreszcie kiedy miałam pełen koszyk tych szyszek, pojawił się Ryna. Ale nie był sobą. To znaczy był, bo wiedziałam, że to on, ale wyglądał jak czarna wiewiórka ze wścieklizną. I zaczął kraść moje szyszki z koszyka i zakopywać je w ziemi. Z początku nie wiedziałam dlaczego, ale po chwili ujrzałam dziwne stworzenie wyglądające niczym zmutowany kot w połączeniu z kretem. Bo mieszkał w ziemi....I przypominał mi Ciebie, Ailen! No i Ryan karmił Ailena tymi szyszkami. Ailen nie wiedziałam, że lubisz szyszki. Jak będzie ciepło, to zrobi zupy dla Ciebie i Growa. No ale...

~Kolejne 15 minut później~

- ...Mówię Wam, te szyszki same się mnożyły. A grzyby, które ożyły zaczęły walczyć z wiewiórką-Ryanem o te szyszki! Ale to była batalia. Chciałam jakoś temu zapobiec, ale nie mogłam się ruszyć. I tak beznadziejnie siedziałam i się temu przyglądałam. I było mi z tego powodu tak bardzo smutno, że się zbudziła. - Eve wreszcie zakończyła swoje opowiadanie. Policzki miała rumiane z emocji, które wykazywała podczas mówienia. Teraz na moment przygasła, najwyraźniej poruszona tym, co jej się śniło.
- I właściwie zjadłabym coś.- dodała cichym pomrukiem niezadowolenia, kiedy zdała sobie sprawę, że na opowiadanie wydała aż tyle energii.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Czw Lut 20, 2014 11:09 pm
O nie. On zdecydowanie nie tęsknił za kontaktami z ludźmi i światem zewnętrznym. Szczerze mówiąc, wolałby być przez większość swojego życia sam. No, może z wyjątkiem dwóch czy trzech osób, które nauczyły się z nim właściwie obchodzić i nie wywoływały u niego pulsującej żyłki, z każdym wypowiedzianym słowem. Jak widać person, które darzył wybitną sympatią było naprawdę niewiele, co dodatkowo utrudniało pogłębienie z nim jakichkolwiek relacji. Nie od dziś wiadomo, że jak się jest nieprzyzwyczajonym do wylewnych kontaktów, to rozmowa odbierana jest raczej jako taka pod górkę, niż z górki, prawda? Ktoś, kto otacza się małą liczbą znajomych, nie ma prawa mieć szerokiego zakresu wiedzy w tej dziedzinie i tym samym, ma nikłe pojęcie o tym, jak zdobywać sobie przyjaciół. U niego wszystko leciało na chybił trafił. Mówi co myśli i nie przejmuje się konsekwencjami, póki naprawdę nie zarobi pięścią w tą niewyparzoną gębę. Trudno z kimkolwiek się zaprzyjaźnić, gdy ma się takiego potencjalnego kandydata po prostu w dupie, nie? Dlatego, też nie widział sensu w poznawaniu nowych osób, bez wyraźnej ku temu potrzeby. Nigdy nie wybiegał radośnie z domu, obierając sobie za cel poznanie x ilości ludzi i tak samo nie zamierzał robić tego w tym momencie. Zresztą, dopiero co wrócił z tej zimnicy i chwilowo naprawdę nie chce mu się ruszać tyłka z w miarę ciepłego pomieszczenia. Wrr…
Ailen miał pecha. W sumie żadna nowość. Zawsze go miał. Miał pecha, że urodził się w rodzinie takiej, a nie innej. Miał pecha, że wylądował za murami miasta w gówniarskim wieku, będąc kompletnie bezbronnym. Miał pecha, że został zamordowany. Miał pecha, że zaraził się wirusem X i odrodził się jako Level E. Miał pecha, że zaczął robić za sługę u największego skurwiela, jakiego tylko był w stanie sobie wyobrazić i w końcu.. miał pecha, że wszystkie żywe istoty, lubiły skupiać na nim swoją uwagę. Poczynając od psów, z którymi naprawdę nie chciał mieć nic wspólnego, kończąc na zanadto pomocnych Anielicach, które pomimo uroczego zachowania, często łamały granice strefy osobistej. Patrzeć można. Komentować można. Ale nie dotykać bez pozwolenia!
Eve, przesadzasz. – burknął ponuro, o mało co nie tracąc równowagi. W końcu siedział na oparciu kanapy, a z takiego miejsca nietrudno zlecieć na sam dół. Oczywiście poczuł różnicę. Klatka piersiowa, która dotychczas bardzo leniwie się goiła, nagle postanowiła całkowicie ozdrowieć, a wszelkie rany po poparzeniach, choć oczywiście nie zniknęły całkowicie, to jednak przestały go paskudnie piec. Ból stępił się na tyle mocno, że Ai prawie w ogóle go nie wyczuwał. No, był z tego efektu zadowolony, ale dalej uważał, ze zachowanie Anielicy jest nieodpowiednie. I.. z grzeczności postanowił to przemilczeć. JUST KIDDING! On nigdy nie milczy. – Przestań zachowywać się jak moja matka. Nie potrzebuję Anioła Stróża do pomocy. – skomentował ją chłodnym tonem, acz zaraz westchnął cierpiętniczo i wrócił do normalnego stanu rzeczy. On nie potrafi tak łatwo wpadać w złość, nawet jeśli wyraźnie nie podoba mu się, że jego słabości są wywlekane przy towarzystwie. Nawet jeśli to towarzystwo jest tak mało ruchliwe, jak rozleniwiony Nataniel, rozkładający się na kanapie, to i tak nie miał prawa dowiadywać się o tym, że Ailena cokolwiek boli! Wszelkie okazywanie słabości jest surowo zabronione w tym świecie, a Kot czasami dostawał na tym punkcie paranoi. Był zbyt dumny, aby sobie na coś takiego pozwolić.
 I… zaczęło się. Koniec świata? Nie, nie.. na to było jeszcze za wcześnie. Po porostu Evendell stwierdziła, że skoro przyszło jej przebywać z dwójką małomównych osób, to sama będzie gadać jak za trzech. Trzeba jej przyznać, że słowotoku dostała wręcz ogromnego, a Ai nie był w stanie jej przerwać. Zresztą.. nawet nie czuł ku temu głębszej potrzeby. Jak chce mówić, to niech mówi. Ta.. tak sobie myślał przez pierwsze pięć minut. Potem minęło kolejne pięć.. a potem jeszcze jedne.. „pięć minut” to niby niewiele, ale gdy jest się zmuszony przesłuchać w ciągu ich trwania bezsensownej historyjki uroczej anielicy, to od razu odechciewa się żyć. W końcu skończyło się na tym, że zamiast grzecznie usiedzieć na swoim miejscu z Ailena, po prostu wyciekła wszelka chęć do życia i spłynął on z oparcia kanapy, układając się na niej już w normalnym stylu. Historia tak potwornie go nużyła, że w pewnym momencie ślepia samoistnie mu się zamykały. Doznał nagłego przebudzenia, gdy w historyjce zabrzmiało imię Ryan. Ten dupek non stop go prześladuje, a przynajmniej takie Ailen miał wrażenie, odkąd doszło między nimi do pewnego incydentu. Nawet te cholerne Walentynki były spowite otoczką zapachu czekolady, który niestety kojarzył się Kotu tylko i wyłącznie ze swoim panem. Mimo wszystko jego ożywienie nie trwało zbyt długo i ponownie bardzo zachciało mu się spać. Po pół godzinie słuchania snu o szyszkowej zupie, Ailen wyglądał jak wrak człowieka. Leżał plackiem na kanapie z twarzą wbitą w poobdzieraną poduszkę, cudem się nie dusząc. Wyczuwając, że Eve powoli kończy, podniósł szybko łeb i zwrócił ku Natanielowi znużone, zmęczone spojrzenie.
Zaknebluj ją. Masz bliżej-…





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Nie Lut 23, 2014 2:38 am
Z nudów zaczął przyglądać się zabiegom Eve. Nie, wróć, z jakich nudów? Przecież on zawsze i wszędzie doskonale bawił się w swoim własnym towarzystwie! W każdym razie gapił się na poczynania anielicy jak to ciele w malowane wrota – co z tego, że z minimalnym zainteresowaniem i z nie aż tak głupim wyrazem pyska jak jakaś tam krowa, i w ogóle kogo to obchodzi, że to porównanie tu nie pasuje… No w każdym razie siedział tak i patrzył, i nawet doszedł do wniosku, że takie leczenie dotykiem to przydatna umiejętność jest. Jak domyślił się, że dziewczę potrafi coś takiego? Czyta w myślach, jest mistrzem analizy posiadanych przez kogoś mocy na podstawie jego mimiki twarzy? Nie, może to zabrzmi szokująco, ale Nath ma oczy do cholery i jest dość dobrym obserwatorem. Wracając jednak do obecnej sytuacji… Anielica przestała molestować swojego młodszego kolegę i zabrała się za opowiadanie fascynującej historii. W sumie nie wiem, jak chłopcy poradziliby sobie w dalszym życiu  bez bliższego zapoznania się z jej snem. Naprawdę. Gdyby nie drzemka, którą zdążył już sobie tego dnia uciąć na jakiejś ławeczce w parku, zasnąłby podczas słuchania tej historii. Nie mogło być jednak za łatwo, więc swoim starym zwyczajem zapatrzył się na sufit. Nawet nie odnotował chwili, w której opowieść się skończyła – tak go pochłonęło jego ulubione zajęcie!
„Zaknebluj ją. Masz bliżej-…”
Anioł poważnie skinął łbem, sygnalizując pełną gotowość do działania, po czym błyskawicznie podniósł się do pionu i wykorzystał swą szlachetną dłoń do zasłonięcia ust rozgadanej towarzyszki. Trochę nie wiedząc, co powinien dalej z nią zrobić, bezceremonialnie umieścił drugą dłoń pod jej kolanami, podniósł ją {w sensie, że Ev~}, a następnie przeniósł ten krótki dystans dzielący ich dwoje od kanapy, na której pokładał się wymordowany. Posadził Even koło chłopaka – no, kłopot z głowy, teraz to kotowaty będzie miał bliżej do blondynki.
- Możesz kneblować ją dalej – zezwolił łaskawie, zabierając łapy od drugiego aniołka.
Już miał powrócić do swojej kanapy, z której pod całkiem niezłym pretekstem pozbył się skrzydlatego pasożyta, jednak coś mu w tym przeszkodziło. Nie mógł się oprzeć. Co z tego, że jest aniołem? Co z tego, że dzieli ich tak wiele? Co z tego, że jest od Kota prawdopodobnie o co najmniej tysiąc lat starszy? Dzieciak był tak strasznie seksowny, że… Podczas przenosin najwyraźniej dotknął Ailena, bo właśnie w tym momencie zaczęły przelatywać mu przed oczami chaotyczne wizje. Kobieta podająca kanapki na stół. Ta sama kobieta stojąca przed sądem, wyglądając przy tym jednak dużo mniej wyjściowo niż wcześniej. Znowu ta kobieta – tym razem z pistoletem przystawionym do skroni. Levittoux wyprostował się, mrugając parokrotnie. Nie przepędziło to jednak szybko zmieniających się obrazów. Ktoś wyprowadza go za mury. Później on – czyli Ailen – pluje krwią… Tu obrazy urwały się równie szybko, jak się pojawiły. Całe szczęście zresztą, bo niezbyt przepadał za tymi momentami, w których jego moc odzywała się zupełnie o to nieproszona.
Albinos rzucił chłopakowi nieodgadnione spojrzenie. Czy w dzisiejszych czasach nikt nie może mieć normalnego dzieciństwa? Odwrócił się i bez słowa wyruszył w drogę powrotną do drugiej kanapy. Życie na Ziemi jest do dupy, może powinien wybrać się gdzieś indziej? Szkoda, że nie dopuszczano go do takich nieistotnych informacji jak położenie innych galaktyk, w których były sobie cywilizacje…

// Mogą być jakieś durne niedopatrzenia w stylu powtórzeń/błędów logicznych czy interpunkcyjnych, ale nie chciało mi się już tego sprawdzać ;d





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Nie Lut 23, 2014 9:15 pm
Oczywiście, że nie wymagała jakiś fanfar i oklasków za opowiedzenie jakże fascynującej historii, ale hej! Chociaż trochę uwagi było wskazane! Nawet taka odrobinka, a nie bezczelne spanie podczas gdy ona mówiła. Gdyby to nie była Eve, tylko ktoś inny, to z pewnością z oburzeniem zakomunikowałaby, że to ostatni raz, kiedy coś im opowiadała. Ale, że to była Eve, to nie wystosowała takiej obietnicy. Nie, nie. Nie ma tak łatwo. To nie ten typ stworzenia, które potrafiło siedzieć z zamkniętymi ustami. Zupełne przeciwieństwo towarzyszących jej osób. Swoją drogą Eve w Dogsach nie spotkała jeszcze kogoś, kto chętnie ruszałby swoją buzią. Podczas mówienia, rzecz jasna. O czym Wy pomyśleliście, co?
Burknęła coś pod nosem, naburmuszając nieco policzki, dzięki czemu przypominała raczej najedzonego chomika niż anielicę. Z wyjątkowo rozciągliwymi policzkami.
Odwróciła gwałtownie głowę w bok, kiedy usłyszała słowa Ailena odnośnie kneblowania jej. Wpatrywała się w niego przez chwilę z niedowierzającym wzrokiem, ale, że należała do wyjątkowo naiwnych osób, to oczywistym było, że mu uwierzyła. No tak, cała ona.
- Nie.. - zaczęła, ale wtem Nathaniel się podniósł i zakrył jej usta, podnosząc do góry. Eve siedziała sztywno, jakby raptownie jej ciało przemieniło się w drewniany pomnik. Aż niepodobne do niej. A tylko dlatego, że trybiki w jej głowie pracowały uparcie, zastanawiając się, na ile obaj byli poważni. Nie zamierzali jej zakneblować, prawda?
Chociaż... biorąc pod uwagę jej perypetię w DOGS... wszystko było możliwe. Wszakże Grow któregoś razu zamknął ją w komórce na dwa dni a tylko dlatego, że Eve uraczyła ich swoim śpiewem. Oczywiście, że potrafiła śpiewać. Jak każdy anioł w końcu. Byli do tego stworzeni. Ale najwidoczniej nie wszyscy chcieli jej słuchać. Nawet jeśli raczyła ich dosłownie anielskim głosem. Swoją drogą ciekawe jak Nathaniel śpiewa... Ale tego raczej nigdy się nie dowie. No szkoda.
Druga sprawa, że przez moment w jej głowie pojawił się pomysł, by obślinić rękę, która zakrywała jej usta. Dzięki temu, tak w to wierzyła, wyswobodziłaby swe usta i mogłaby głośno zaprotestować. Bo przecież trzeba mówić głośno i wyraźnie o tym, co się w danej chwili czuje. O tych pozytywnych uczuciach, ale też negatywnych. Wyrzucać je z siebie, a nie trzymać i kłębić w środku, pozwalając, by któregoś dnia wypłynęły z nas w niekontrolowany sposób. I tak powstawała agresja.
Oczywiście tak sobie tłumaczyła Eve, ale mniejsza o to.
Nathaniel posadził ją bliżej Ailena i puścił, a ta momentalnie wbiła swoje spojrzenie w Kota. Jakby czekała na jego ruch. A jej zacięta twarz mówiła jedno: "Nawet nie próbuj!". Chociaż szczerze powiedziawszy... Co taka Eve mogłaby zrobić? Nawrócić siłą? Chociaż nie. Istniała groźba w jej wykonaniu. Zagadanie na śmierć. Tak, w tym zdecydowanie była dobra i wszelkie narody powinny się strzec.
W pewnym momencie z korytarza doszedł zgłuszony huk. Eve wyprostowała się niczym strzała a jej oczy zalśniły.
- Ooo wrócili! - powiedziała radośnie i od razu pobiegła do drzwi, chcąc przywitać resztę DOGSów. Kiedy jednak otworzyła drzwi stanęła twarzą w twarz (no powiedzmy, bo Eve ze swoim wzrostem prawie wszystkim gapiła się w klatkę piersiową, z małymi wyjątkami) z kimś zupełnie obcym. Eve instynktownie zrobiła parę kroków w tył, a to dało możliwość wejścia do środka trzem rosłym mężczyznom. Jeden z nich, mierzący prawie dwa metry, o wielkiej masie mięśniowej, której pozazdrościłby niejeden Pudzian zerknął po zebranych w salonie. Drugi, zdecydowanie niższy i bardziej wątły, przypominający z twarzy lisa, syknął cicho.
- Mówiłeś, że nikogo o tej porze nie będzie! - zwracając się do trzeciej osoby. Wysoki i szczupły gość z twarzą bobra, wpatrywał się głupkowato w Eve, ukazując swoje łopaty zamiast zębów. W jego lewej dłoni znajdował brązowy worek, w którym coś pobrzękiwało.
Tak proszę państwa. Mamy złodziei.
- Ach, dzień dobry panom. Zgubili panowie drogę? - zapytała Eve, która ocknęła się z szoku widząc nowe osoby. Uśmiechnęła się wesoło w ich stronę, wszakże przecież nikt nie jest zły, ne?
Dwumetrowy goryl wyciągnął rękę i złapał swoim łapskie dziewczynę za głowę i bez problemu podniósł. Ta zaczęła machać szybko nogami chcąc dosięgnąć podłoża i po sekundzie zleciała na ziemię, upadając na tyłek. W dłoni mężczyzny została jedynie kokarda, która jeszcze parę chwil temu miała miejsce na głowie blondynki.
- Na co czekacie? Wyeliminować ich. - powiedział mężczyzna, który najwyraźniej był ich szefem. Sięgnął za pas i wyciągnął broń palną, pistolet SIG-Sauer P226 i wycelował w Eve, która nadal znajdowała się na ziemi, nie do końca rozumiejąc co tak właściwie się dzieje.
Lisowaty mężczyzna z racji, że znajdował się najbliżej Ailena, rzucił się na chłopaka wyciągając bogowie wiedzą skąd maczetę, a bobrowy osobnik obrał na swój cel Nathaniela. Zamachnął się potężnym młotem, atakując z góry z zamiarem zgniecenia jego głowy.


// mam nadzieję, że nie przesadziłam. Po prostu stwierdziłam, że trzeba nieco rozruszać atmosferę i w ogóle ._.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 19 Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 19  Next

Powrót do góry