Strona 3 z 19 Previous  1, 2, 3, 4 ... 11 ... 19  Next

Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Sro Lut 05, 2014 10:45 pm
Męczący dzień. Po wizycie u Blaise’a udało mu się nakraść pożyczyć – tyle że bez cienia szansy na ich zwrot - kilka marchewek, poza tym szczęście najwyraźniej mu dziś sprzyjało, bo po drodze wypatrzył jakiegoś królika/zająca czy innego mutanta, któremu głaz przytrzasnął łapę. Jeden rzut kamieniem w łebek zwierzęcia i Levittoux mógł sobie dopisać kolejny dobry uczynek do listy dobrych uczynków – w końcu ukrócił cierpienie jakiejś zbłąkanej sierotki bożej. Dzisiaj na kolację przewidywany gulaszyk…
Wrócił ze swoją zdobyczą, w glorii i chwale do siedziby DOGS i, oczywiście, pierwszym, co zrobił, było zajrzenie do „pokoju” Growlithe’a. Właściwie nawet nie udało mu się tego zrobić, jako że drzwi zostały zamknięte na kłódkę… Cóż, nie zastanie właściciela „lokalu” bynajmniej nie było dla Anioła zaskoczeniem – w końcu sam zniknął nie wiadomo gdzie na większość dnia. Trzeba przyznać, iż nawet Nath nie był takim hipokrytą, by spodziewać się, że jego milusiński podopieczny tak po prostu usiedzi na tyłku przy jakichś papierach, podczas gdy osobnik trudniący się chuchaniem mu w kark zrobił sobie wolne. No nic, najwyraźniej nie miał czego teraz tutaj szukać…
Odgłos kroków poniósł się po zadziwiająco pustych korytarzach, sygnalizując wszystkim obecnym w siedzibie, że mają w niej „intruza”. Bywa. Z marchwiami w jednej łapie i królikiem w drugiej {butelki z wodą oraz apteczkę zostawił przed wejściem do nory Jace’a} Nathaniel nie prezentował się jednak specjalnie groźnie, więc może jakoś wybaczyliby mu to najście i po prostu wpieprzyli marchewki, zamiast niego… W każdym razie Levittoux postanowił znaleźć coś, co chociaż trochę wyglądałoby na garnek czy inne dziadostwo, za pomocą którego mógłby dać ujście swoim niemalże boskim umiejętnościom kulinarnym. Po przemierzeniu paru korytarzy i zajrzeniu do pierwszych-lepszych, otwartych pomieszczeń doszedł do jedynie słusznego w tej chwili wniosku; on najzwyczajniej w świecie wymagał zbyt wiele od życia. Pokoje, do których wściubiał swój durny łeb wyglądały na wyjątkowo antygarnkowe i aż rzucały mu w twarz szyderczym; Naczynie - co to? To się je? {Nie, drogie dzieci, naczyń się nie je – proszę wybaczyć ten wtręt dydaktyczny}. Ostatecznie… odechciało mu się. Postanowił, iż salon będzie ostatnim miejscem, które odwiedzi w celach poszukiwawczych. Tak, zdecydowanie stracił ochotę na zabawę w małego altruistę.
Przekroczywszy próg, rozejrzał się dookoła. Po raz kolejny nic. Jak można mieć jakieś cholerne globusy i ani jednego pieprzonego garnka? Rzucił swoje zdobycze na stolik, po czym uwalił się na najbliższej kanapie, postanawiając tutaj zaczekać na powrót Wo`olfe’a. Zapewne dość trudno będzie go przeoczyć, skoro najwyraźniej zabrał swoje pieski na spacer, tsh.
Jak widać Nath zupełnie nie zauważył blondwłosego dziewczęcia, które do niedawna tu sprzątało. Toteż nic dziwnego, że na jego twarzy pojawił się nikły wyraz zdziwienia, gdy, po usłyszeniu jakiegoś szmeru i odwróceniu łba w stronę, z której dochodził, błyskotliwie stwierdził czyjąś obecność w pomieszczeniu. Zmrużył ślepia, przypatrując się istocie niezbyt pokaźnych rozmiarów.
- A, to ty – burknął niezwykle uprzejmie, wracając spojrzeniem do kontemplacji sufitu i momentalnie tracąc zainteresowanie istotą Evendell.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Pią Lut 07, 2014 4:41 pm
Generalnie anioły miały to do siebie, że poruszały się zdecydowanie ciszej i delikatniej od przeciętych ludzi czy też Wymarłych. Ciężej było usłyszeć jak nadchodzą, ciężej wyczuć. Niczym nadchodząca mgła, która pojawia się znienacka i spowija wszystko dookoła.
Ale anioły potrafiły wyczuć siebie wzajemnie, swoją obecność. I gdyby Eve posiadała uszy jak osoby z jej otoczenia, z pewnością poruszyłaby nimi. Raptownie znalazła się w pozycji siedzącej, wbijając swoje spojrzenie w gościa. Omal nie zakwiliła z radości widząc, że to sam Nataniel pojawił się.
Co prawda jako takich rozmów pomiędzy nimi nie było. Ba. On nawet jej nie kojarzył aż do chwili, gdy podjęła się swojej misji na ziemi i w grupie DOGS. Chociaż, jakby się nad tym głębiej zastanowić, to pewnie i teraz mało ją kojarzył. Ale ona go znała. W Edenie był rozpoznawalną personą. Eve zazdrościła mu, że jest Aniołem Stróżem, że może schodzić na ziemię kiedy tylko chce. Jak wielu jej podobnych aniołów niskiej rangi. Zawsze na wiadomość, że Nataniel powraca, chociażby na krótki moment, ustawiała się w pierwszym rzędzie, by ujrzeć jak najwięcej. Pomijając kwestię jej niskiego wzrostu.
Aczkolwiek wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy i ona awansowała. Została aniołem stróżem. Chociaż w jej przypadku cały proceder wyglądał zupełnie inaczej. Nie została przydzielona nowo narodzonemu dziecku, z którym powinna być połączona do jego śmierci. Mogła sama sobie wybrać kogoś, nad kim będzie sprawowała anielską pieczę. Dla Eve było to niesamowite wyróżnienie. (Chociaż prawda wyglądała zupełnie inaczej). I szczęśliwa anielica od razu opuściła Eden, przypadkiem natrafiając na Growa i jego ekipę.
Jakże przeżyła wielki szok, kiedy okazało się, że Nataniel, tak, ten Nataniel, jest aniołem stróżem przywódcy DOGS. W jej oczach anioł na zawsze pozostanie kimś wyżej od niej, nad nią, mentorem, którego zawsze może pytać o rady.
Eve zeskoczyła z sofy i błyskawicznie znalazła się przy aniele.
Czemu nie jesteś z Growem?- zapytała, a z jej tonu można było wywnioskować narastającą ekscytację. Ta... tylko z jakiego powodu?
Jej wzrok powędrował w stronę stołu, gdzie znajdowały się świeże zdobycze anioła. Co prawda Eve przemilczy fakt, że właśnie Nataniel zapaćkał wszystko dookoła krwią. Ale Eve to poczciwa dziewczyna, złość i irytacja jej się nie mają. Klasnęła radośnie w dłonie i oderwała z ociąganiem wzrok od przyszłego jedzenia, by spojrzeć na Nataniela.
To widzę, że mam już z czego ugotować obiad. W sumie zostało jedynie parę sztuk ziemniaków z zielonym nalotem i parę marchewek. Można zrobić potrawkę... - zaczęła cicho mówić, wpatrując się w stół. Jej ślinianki zaczęły momentalnie pracować a żołądek turlać się w jej wnętrzu. Na wszystkich świętych, jak on uwielbiała jeść.
Pomożesz mi? - zapytała niemal śpiewająca. Zesztywniała jednak i spojrzała poważnie na Nataniela.
Ale pożegnałeś je odpowiednio? - zapytała wiedząc, że anioł domyśli się o co jej chodziło.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Pią Lut 07, 2014 6:19 pm
Nigdy nie zdawał sobie sprawy z tego, że w niektórych kręgach był aż tak sławny… Cóż, może to i dobrze, iż żył w nieświadomości, bo jeszcze zacząłby wykorzystywać zbytnio polegać na tych naiwnych, niewinnych duszyczkach, a to aniołkom raczej nie przystaje. Chociaż, nie ukrywajmy, siedział w tej branży bynajmniej nie od dziś, więc po drodze mógł przez przypadek stać się autorytetem dla paru baranków bożych, które zmuszone były siedzieć w Niebie {a później w Edenie} po swoich, postawionych nieco wyżej w hierarchii pobratymcach. Nikt nie mówił, że anielskie społeczeństwo jest sprawiedliwe~
Słysząc pierwsze pytanie, odwrócił łeb w jej kierunku i uraczył ją spojrzeniem w najmniejszym stopniu nie wyrażającym zainteresowania.
- Da sobie radę przez parę godzin sam.
W końcu jakoś radził sobie przez kilka wieków.
Ta myśl nie robiła na Nathanielu większego wrażenia. Właściwie zawsze był tego świadomy. Łaził za Jonathanem, bo taki dostał rozkaz i zamierzał go spełnić, jak każdy inny, który do tej pory dostał. Gdyby „ci tam na Górze” stwierdzili, iż Wo`olfe powinien z jakichś względów zostać zgładzony… Levittoux pewnie i do tego doprowadziłby bez dłuższego namysłu. Taka była prawda - nawet jeśli brutalna.
Tymczasem mały, skrzydlaty blond potwór zaczął już nawijać o robieniu obiadku. Niekoniecznie z udziałem woli anioła jego lewa brew powędrowała do góry, zrobiła rundkę przez czoło dookoła głowy, po czym wróciła na swoje dawne miejsce. No, oczywiście, że można zrobić z tego potrawkę i on, Nathaniel, dopilnuje, żeby była godna jego anielskiego podniebienia! Tylko ten cholerny garnek…
Ale pożegnałeś je odpowiednio?
- Huh? – kompletnie o tym zapomniał. – Nie.
Ile czasu minęło od kiedy ostatnio bawił się w żegnanie martwych zwierząt? Westchnął cicho, wstając i podciągając rękawy pod łokcie. Stanął nad królikiem i w milczeniu wykonał w powietrzu znak krzyża, skupiając się na bezwładnym ciałku. W duchu odmówił krótką modlitwę dziękczynną, sugerującą zającowi, że zaraz będzie świetnym obiadem. No, skoro wszystkie konwenanse mamy już za sobą…
- Będę potrzebował garnka, noża i… – zawahał się przez chwilę. – Możesz przynieść też te ziemniaki.
I co z tego, że byli w salonie? Miejsce równie dobre, jak każde inne na przyrządzenie posiłku – poza tym i tak już jest tu brudno. A jeżeli chodzi o niedostatek ziemniaków… najwyżej wymordowani będą musieli wysłać kogoś po więcej zapasów. Poza tym z jego obserwacji wynikało, że i tak większość z nich dawała sobie doskonale radę bez przyrządzania posiłków przed ich zjedzeniem. Z powodu braku paru zimnioków nie zginą.
Jeżeli Eve wydawało się, iż Levittoux odpuści sobie kucharzenie, była w naprawdę dużym błędzie. I w tym momencie powinno pojawić się małe sprostowanie; to nie on pomoże jej w robieniu potrawki, tylko ona jemu – w końcu taki zajebisty talent nie mógł się marnować.
Swoją drogą to całkiem śmieszne, że przez tyle lat Nath nie raczył pofatygować swojego tyłka i zlokalizować kuchni. Bo, skoro mieszkało tu całkiem sporo osobników, zakładał, że i takie pomieszczenie się w tej dziurze znajdzie, ale po co się przemęczać, żeby być tego pewnym?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Pią Lut 07, 2014 8:51 pm
Co prawda Eve jakoś niekoniecznie przepadała za modleniem się tryliard razy dziennie, chociaż przystało tak typowemu aniołowi, aczkolwiek uważała, że martwym stworzeniom należy się pożegnanie. Bez względu na to, kim były. Czy to zwierzęta, ludzie, wymordowoni. Każdemu, co kiedyś żyło należała się modlitwa za ich umęczone duszyczki.
No ale, nie trzeba się długo modlić, czas na jedzenie. Pomijając już fakt, że Eve była przekonana, że to Nataniel będzie jej pomagał, a nie na odwrót! O nie, nie. Nie było takiej możliwości. Czując, że lada moment żołądek dziewczyny rozpocznie taniec głodowy, zaczęła rozglądać się i zastanawiać się, gdzie ostatnio zostawiła garnek.
Zapewne kuchni.
No shit Sherlocku.
Niemal w podskokach wybiegła z pomieszczenia i niemal z prędkością światła powróciła trzymając dwa garnki. Bo właściwie nie mogła zdecydować się, który będzie bardziej odpowiedni. Postawiła je na stole i podparła się pod boki. Szkoda jej było gotować w salonie, wszakże namęczyła się z jego sprzątaniem, jednakże kuchnia.... cóż, tam lepiej nie wchodzić bez radioaktywnego ubrania. Naprawdę. Eve musiała się nią zająć, ale to wkrótce. Przynajmniej taki plan miała.
Co do ziemniaków... przytargała mały worek zielonych ziemniaków, które zaczęły wydzielać dziwy zapach a z nim zaczęła sączyć się naprawdę dziwna substancja. Swoją drogą trzeba pominąć fakt, że żywiołem, którym władała Eve była ziemia i w sumie mogłaby kontrolować uprawę ziemniaków gdzieś na górze, za kryjówką, w grządkach wraz z innymi warzywami~ Ale może kiedyś spróbuje. Jak wpadnie na to. Kiedyś.
Eve podciągnęła za długie rękawy aż po samej łokcie.
- Dobra, Ty zajmij się ziemniakami. Ja wezmę się za przygotowanie mięsa. - powiedziała, a w jej niebieskich oczach coś błysnęło. Coś niebezpiecznego. W lewej dłoni anielicy nie wiadomo kiedy pojawił się mały, błyszczący nóż. Cóż, wyglądała z tym dosyć... groteskowo? Chociaż, nie, to złe określenie. Abstrakcyjnie. Tak, zdecydowanie tak.
- Dobra, ja je obrobię. - mruknęła. Wymówiła cicho jakąś formułkę w hebrajskim języku i zaczęła dość zręcznie oddzielać mięso od skóry oraz patroszyć królika. Sprawnie rozcięła jego bebechy i do jednego z garnków oddzieliła wnętrzności, co zajęło jej naprawdę mało czasu. Jakby miała w tym wprawę.
Bo miała. Odkąd pamiętała i lubiła i potrafiła gotować, co wiązało się również z umiejętnością przyrządzania wszelakich mięs. Po parunastu minutach, ubrudzona krwią, spojrzała na Nataniela, by sprawdzić jak poradził sobie ze śmiercionośnymi ziemniorami.
- Już. powiadomiła przecierając lekko czoło wierzchem dłoni.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Sob Lut 08, 2014 8:53 pm
Na widok toksycznych ziemniaków na jego ustach przez moment pojawił się nikły, acz wyjątkowo krzywy uśmiech. Komu jak komu, ale z ich dwójki to Eve wyraźnie bardziej zależało na przyrządzeniu tego posiłku – wnioskował to po głośnym burczeniu, które w pewnym momencie rozległo się z pełnią swej mocy – przynajmniej Nath mógł przysiąc, że coś takiego usłyszał. W każdym razie wiadomym już było komu przypadnie to niewdzięczne zadanie i bynajmniej nie był to mendowaty albinos. Bez słowa usiadł na jednej z kanap, wyciągnął łapę w kierunku stolika i przysunął do siebie upolowane marchewki. Wyłowił też skądś nóż przyniesiony mu przez blondynkę – przynajmniej tak zakładał, bo, gdyby nie ona go tu przywlokła, to niby kto? Szybko i wprawnie zaczął skrobać marchwie, następnie krojąc je na kawałki i wrzucając do jednego z garnków.
Na całe szczęście młodszej anielicy nie zebrało się na pogawędki i pracowali w milczeniu. Przez chwilę kątem oka obserwował jej poczynania. Musiał przyznać, iż radziła sobie całkiem nieźle, chociaż robiła niepotrzebny bałagan. Tak, oczywiście, że musiał się do czegoś przyczepić, nawet jeśli nikt nie pytał go o zdanie.
Kiedy Evendell wreszcie oznajmiła wszem i wobec, iż zakończyła wykonywanie swojej części zadania, Nathaniel miał właśnie zamiar zabrać się za rozczłonkowywanie ostatniego warzywa {czy tam owocu – zależy, jakie zdanie na ten temat miała w danym czasie Unia Europejska}. Bez zbędnej krępacji wskazał końcem marchewki stojący nieopodal wór.
- Ziemniaki czekają – stanowczość w jego głosie była wręcz dołująca, jednak nie towarzyszyły jej drwina czy kpiący uśmieszek. Ot, Levittoux stwierdzał niezaprzeczalny fakt; kartofelki wciąż ze zniecierpliwieniem wyglądały na swoją kolej i prawdopodobnie były gotowe nawet zapuścić tu korzenie. Ze spokojem wrócił do swojej roboty, nawet nie czekając na reakcję drugiego aniołka.
Jednak Nathaniel nie byłby sobą, gdyby nie pomógł młodej w toczeniu boju ze znajdującą się przed nimi zagadką dla ekologów. Nie to, żeby był nadgorliwy czy coś… po prostu, gdyby teraz się poddał, można by to uznać za jego kulinarną porażkę – nie mówiąc już o nathanielowym, kucharskim autorytecie {o ile jakikolwiek posiadał, no ale mniejsza~}. Po pozbyciu się ostatniej marchwi, przysunął worek z pyrami {XD’} bliżej kanapy, stawiając go dokładnie pomiędzy sobą a Eve {odległość wymierzył własnym wzrokiem – tak szaleńczo!} i dając jej tym samym do zrozumienia, że tak łatwo się od tego nie wywinie. Sam wybrał z wierzchu kilka bulw, które wydawały mu się najtwardsze i najmniej podejrzane, po czym położył je koło siebie – przecież z jakimiś ziemniaczanymi gąbkami nie będzie się męczył!
Pierwszy, obrany ziemniak przecięty na pół wylądował w garnku, do którego Nath wcześniej wrzucał marchewki…





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Nie Lut 09, 2014 12:29 am
Dziewczyna spojrzała nieco sceptycznie na wiadro pełne żyjących własnym życiem bulw. Sięgnęła po jedną i chwyciła ją w dwa palce, przyglądając się uważniej. Zdawało się, że ziemnior zaczął wytwarzać swój własny ekosystem. Chciała coś powiedzieć, odezwać się do drugiego anioła, aczkolwiek widząc jak ten sobie radzi, nie zamierzała narzekać. Nie mogła wypaść przed nim na marudę!
Chwyciła za swój nóż i zaczęła obierać ziemniaka z wątpliwej skóry. Chociaż i środek wyglądał zdradliwie. Zielony nalot przeniknął przez wierzchnią część i wgryzał się w zawartość, a gdzieniegdzie zaczął wyrastać mech. Eve przez moment zastanawiała się, czy przypadkiem i jej ręce nie pokryje ta jakże dziwna zaraza!
Ale dzielnie obierała dalej, starając się nie myśleć, że właśnie zdawało jej się iż coś poruszyło się pod jej palcami.
Wreszcie skończyli, a Eve wystartowała niczym wystrzelona strzała z pokoju, kierując się do miejsca, gdzie mogła obmyć ręce. Prowizoryczna łazienka. Czyli kilka wiader w tym jedno z wodą do mycia. Cóż za ulga, gdy mogła zmyć z palców to coś zielonego, bliżej niezidentyfikowanego.
Wróciła do salonu, do Nataniela i już na wejściu podparła się pod boki, wpatrując w niego w zastanowieniu.
- Ale palnika to ja nie mam zamiaru tachać tutaj.- mruknęła wpatrując się w niego intensywnie.
Kiedy drugi anioł (o ile~!) przytachał palnik skądśtam, czyt. z miejsca, gdzie znajdowało się wszystko i nic, wielkie złomowisko, graciarnia, skarbnica itepe itede, mogli zająć się smażeniem i gotowaniem. Eve postanowiła się tym zająć i jeżeli Nat w jakiś sposób chciał jej przeszkodzić, skutecznie wpychała się wszędzie tam, gdzie możliwe. Byleby tylko dopchać się do palników. I pomimo swoich drobnych rozmiarów, rozpychała się tylko mogła.
Wreszcie, po jakimś czasie mięso jak i potrawka z ziemniaków była gotowa.
- Nie musimy na nich czekać, prawda? - zapytała dziewczyna rozmarzonym głosem, wpatrując się w pyszności przygotowane przez nich (przez nią~).


// wybacz za krótkość ._.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Nie Lut 09, 2014 1:27 am
Jeżeli chodziło o ziemniaki, to nie miał z nimi aż takich problemów jak Eve {może dlatego, że wybierał sobie tylko te względnie najładniejsze, hłehłe~} i dzielnie, bez marudzenia obrał swoją część. W międzyczasie anielica zdążyła już zrobić rundkę do łazienki i teraz wystosowywała jakieś absurdalne postulaty. Że niby on ma ruszać tyłek… znowu? No, ale dobra, w końcu całkiem młody {jak na aniołka} jest, kondycję fizyczną jakąś też tam ma – da sobie radę. Ale znajdź ty tu, człowieku, jeszcze palnik, jak nie umiałeś zlokalizować głupiego garnka. No, proszę, idź i znajdź! Więc poszedł sobie w cholerę szukać palnika i dobre 15 minut już go nie było, i Even powinna nawet powoli zaczynać się martwić o to, czy albinos jeszcze ży- no, sądząc po tej głośnej wiązance hebrajskich, przypadkowych i względnie nieobraźliwych słów dolatujących z korytarza, chyba jednak jeszcze żył. Za chwilę też pojawił się w progu salonu z niewielką kuchenką polową, która prezentowała się dość smętnie, bo w dwóch częściach. Jednak, jako że nie ma takiej rzeczy, której Nath nie mógłby zrobić, szybko poskładał ją do kupy {całe szczęście, że mu się to udało, bo miał dziwne wrażenie, iż owa kuchenka jest czyimś dobrem całkowicie prywatnym, cóż…}.
Skoro już mieli odpowiedni sprzęt, Levittoux zabrał się za kucharzenie. No… przynajmniej próbował, bo zaraz dostał czyimś chudym łokciem w bok. Zignorował to, stwierdzając, ze to przez przypadek. Kiedy jego towarzyszka któryś raz z rzędu przecisnęła mu się pod ramieniem, żeby dostać się bliżej kuchenki, spojrzał na nią sceptycznie, ale nic nie powiedział. Nie, to jednak nie był przypadek – ta mała menda już od jakiegoś czasu próbowała najzwyczajniej w świecie go wykolegować. Jej nadgorliwość go dobiła. Przejechał dłonią po twarzy i w milczeniu cofnął się, robiąc jej miejsce – w końcu nie miał 5 lat, żeby zacząć się teraz tutaj z nią przepychać. Obserwował jej poczynania z bezpiecznej odległości bez jakiejkolwiek emocji rozpoznawalnej na jego ślicznej twarzyczce.
Jeżeli to spieprzysz…
Sądząc po całkiem zachęcającym zapachu, który po jakimś czasie rozszedł się po pomieszczeniu, Evendell raczej sobie poradziła. Oczywiście, gdyby to Nath zajął się garami, wyszłoby lepiej, no ale, skoro nie miał takiej możliwości… musieli ostatecznie zadowolić się tym, co mieli.
Nie pofatygował się nawet by odpowiedzieć na jej pytanie, tylko nadział kawałek mięsa na swój nóż - w końcu talerze i widelce są dla słabych mogłyby być wyjątkowo trudne do odnalezienia w tej norze - i już ładował je sobie do gęby.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Pon Lut 10, 2014 6:11 pm
Och, jakże dziewczyna ucieszyła się, kiedy Nataniel rozpoczął jedzenie. To oznaczało jedno, że nie muszą czekać na resztę. A biorąc pod uwagę fakt, że nie wiadomo kiedy zamierzali się łaskawie pojawić, istniało spore prawdopodobieństwo, że jej żołądek zacząłby się sam konsumować. A taka wizja niekoniecznie przypadła do gustu Eve.
Jako, że drugi anioł używał noża, dziewczyna wolała pójść o krok dalej, a co. Taka mała mini konkurencja między nimi. Niema, rzecz jasna. Wzięła kawałek mięsa w swoje parce i zaczęła go pochłaniać w zastraszającym tempie, czując cudowne uczucie i rozkosz smakową.
Swoją drogą to chyba pierwszy raz, kiedy z kimkolwiek jadła. Do tej pory wszystkie posiłki spożywała w samotności. Nawet w Edenie inne anioły niekoniecznie zadowalały się jej obecnością.
A w DOGS... no właśnie. Tutaj tego nie trzeba było komentować. Z nimi praktycznie nic nie robiła. Nigdzie jej nie zabierali i zazwyczaj pozbywali się z pomieszczenia. Nie, żeby marudziła i narzekała, bo przywykła do tego, aczkolwiek aktualna chwila była czymś miłym, przyjemną odskocznią od tego wszystkiego.
- To miłe. Jedzenie w towarzystwie. - powiedziała cicho w przerwie między żuciem kolejnego kawałka mięsa. Nie obstawiała, że Nataniel jej odpowie. Zdążyła zauważyć, że nie był zbytnio rozmowny. Przynajmniej w stosunku do niej.
Dziewczyna jadła przez chwilę w milczeniu, sięgając po kolejny kawałek, aż wreszcie jej natura zwyciężyła. Nie potrafiła siedzieć cicho. Zaczęła mówić. Na praktycznie każdy temat. Zwłaszcza te, co nic nie znaczyły. O pogodzie, o mieszkańcach Desperacji, o tym, co znalazła w praniu, o upodobaniach niektórych członków DOGS, że mało jedzenia a ona tak ciągle głodna.
No po prostu jadaczka jej się nie zamykała, pomimo milczenia Nataniela i jedzenia, które pochłaniała. Omijając rzecz jasna wątpliwe ziemniaki. Aż wreszcie się zamknęła i spojrzała na pusty talerz, gdzie jeszcze parę chwil temu znajdowało się mięso.
- oj. - wydała z siebie cichy odgłos i zaczęła oblizywać palce z mięsa. No cóż, najwyżej Dogsi będą musieli zadowolić się ziemniakami. Z marchewką.




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Wto Lut 11, 2014 7:40 pm
Nathaniel ograniczył się do nadziania na nóż jeszcze jednego kawałka mięsa i padnięcia z powrotem na jedną z kanap. Nie czuł potrzeby konkurowania z Eve w wymyślaniu głupich sposobów na zjedzenie posiłku, więc można powiedzieć, ze nie przyjął jej wyzwania – w końcu jak taki dystyngowany Nath miałby nagle zacząć jeść bez użycia rąk, wsadzając łeb do garnka? Cytując Yuno; księżniczce nie przystoi! Nie miał zamiaru również próbować podejrzanych ziemniaków, więc tylko siedział i kątem oka obserwował, jak młoda pochłania potrawkę. Niby nic ciekawego i… w sumie to naprawdę nic ciekawego. Dlatego też przeniósł spojrzenie na przeciwległą ścianę, bo i tak nie miał w tym momencie nic lepszego do roboty. Oczywiście, ruszenie stąd tyłka w celu znalezienia sobie jakiegoś konstruktywnego zajęcia w wypadku Levittouxa nie wchodziło w grę, a nawet tutaj mógł gapić się na ściany bądź sufit, toteż niczego więcej do szczęścia nie potrzebował {ach, te fetysze~}.
Tak więc siedział sobie w spokoju, pochłonięty swoim ulubionym zajęciem i chyba nawet powoli przysypiał…
„To miłe. Jedzenie w towarzystwie”
W istocie nie miał zamiaru jej na to odpowiadać inaczej, jak tylko obdarzając ją umiarkowanie zainteresowanym spojrzeniem. No i ze spokoju nici. W gruncie rzeczy nie obchodziło go, czy jadł w czyjejś obecności, czy też całkowicie sam. Co to za różnica skoro miał co do gęby włożyć? Nie rozumiał tego – zresztą jak wielu podobnych sentymentów. Przeczesał włosy palcami, żeby zatuszować chęć przejechania dłonią po twarzy, gdy okazało się, że Evendell nie ma zamiaru poprzestać na tym jednym stwierdzeniu. W dodatku jej słowotok dotyczył takich pierdół, że nawet taki twardziel jak Nath nie mógł powstrzymać się przed pełnym boleści westchnięciem w myślach. Na zewnątrz jednak wciąż pozostawał niewzruszony jak ten głaz, którego to kilku chłopa nie może z miejsca ruszyć, o! I pewnie pozostałby przy tym i okazjonalnych, cichych pomrukiwaniach – że niby się angażuje w rozmowę – gdyby nie dziwnie cichy odgłos wydany przez dziewczynę. Chwila, nie mówcie, że… tak, właśnie to zrobiła – właśnie wpieprzyła całego, jego własną ręką upolowanego zająca. I teraz Grow nie zobaczy, ze się starał, buu T^T Posłał jej tylko pełne zgrozy potępiające spojrzenie, które w sumie wyrażało teraz więcej niż 1000 słów. Zjebałaś, moja droga panno.
- Fenomenalnie sobie poradziłaś – skomentował mimo wszystko, a na jego twarzy nie pojawił się nawet cień uśmiechu.
Poważny Nathaniel jest taki… poważny, serio. Tego nie da się inaczej opisać.
Dał anielicy jakiś czas na przemyślenie jej zachowania {tak bardzo wychowawczy wow}, po czym wreszcie podniósł z kanapy swój tyłek, żeby nieco tu ogarnąć. Ziemniaki z marchewką nadal wesoło grzały się na kuchence, drugi garnek za to radośnie świecił pustkami. Levittoux zostawił je w spokoju – niech baba zajmie się myciem niepotrzebnych naczyń, ot co! – samemu zajmując się pozbywaniem niezbyt jadalnych, przynajmniej jak dla zwykłego obywatela, resztek królika. Zlokalizował gdzieś poza salonem dziurę, którą uznał za prowizoryczną jadłodajnię dla kundli – sądząc po pozostawionych tam resztkach kości, jakiegoś futra i nienaruszonej, acz zgniłej główki kapusty – po czym wrzucił do niej pozostałości po spustoszeniu zasianym przez drobną blondynkę. Przynajmniej te głupie sierściuchy będą miały dzisiaj używanie…
Po powrocie do salonu omiótł go krytycznym spojrzeniem.. Cóż, nie było tak źle, więc Eve powinna poradzić sobie z tym wszystkim sama.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Senpai's stalker on Czw Lut 13, 2014 5:13 pm
Dziewczyna momentalnie spojrzała w bok, udając, że nie widzi tego potępiającego i pełnego zgrozy spojrzenia skierowanego na jej istotę. No co, każdemu mogło się zdarzyć zapomnienie podczas jedzenie i spałaszowanie całego talerza. No przynajmniej tak było w przypadku Eve.
Uśmiechnęła się przepraszająco, jakby to mogło wystarczyć. Tak naprawdę nie robiąc sobie nic z poważnej i cichej reprymendy, którą dostała.
Jednakże dość posłusznie wzięła się zmywanie. W tym była dobra a i na dobrą sprawę poniekąd sprawiało jej to przyjemność. Odgarnęła jasne włosy za ucho i przystąpiła do czynności, z która bardzo szybko sobie poradziła. Zdążyła jeszcze nieco ogarnąć nim Nataniel powrócił do salonu.
Znowu tutaj wszystko błyszczało.
Spojrzała na niego z dumą czającą się w jej oczach, podpierając się o swoje biodra dłońmi. Tak drogi Natanielu, Eve czekała na pochwałę z Twojej strony.
Kiedy wreszcie jej nie dostała, bo pewnie nie dostała, zrezygnowała. Z ciężkim westchnięciem osunęła się na kanapę i zamruczała coś pod nosem, pozwalając by nuda wkradła się w jej umysł. Spojrzała smętnym wzrokiem na drugiego anioła, jakby on mógł coś na to poradzić. Właściwie to... mógł.
Eve niczym ożywiony umarlak znalazła się raptownie przy drugim aniele i złapała go za rękaw, który zaczęła ciągnąć. Jak jakieś dziecko, które chciało lizaka. Albo pies proszący o resztki ze stołu. albo kot, który zaczepia dla samego zaczepiania.
- Chodźmy gdzieś! Na spacer! Może kogoś spotkamy! - powiedziała z oczami, które przypominały pięciozłotówki.
Co tu ukrywać, dziewczyna mało wychodziła z nory. Nie dlatego, że jej zakazano, po prostu każdego dnia była przygnieciona obowiązkami, które musiała wykonać. Czuła, że tak musi zrobić. A za nim tutaj trafiła to całe swoje życie spędziła w Edenie, także nadal mało widziała i poznała. I chciała jak najszybciej poznać świat. Ale samemu to tak nudno i najlepiej jak ma się towarzysza.
A któż nie jest najlepszą osobą do tego aniżeli inny anioł? Który spędził na ziemi zdecydowanie więcej czasu i był bardziej doświadczony? Oczywiście, że Natalnie nadawał się do tej roboty idealnie~



Ostatnio zmieniony przez Evendell dnia Sob Lut 15, 2014 2:02 am, w całości zmieniany 1 raz




avatar





Senpai's stalker
Kotek     Anioł
GODNOŚĆ :
Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.


Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Gość on Czw Lut 13, 2014 9:15 pm
Bezcelowe pałętanie się jest osobistą specjalnością Ailena i absolutnie nikt nie ma prawa temu zaprzeczyć. Od tych kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat błąkanie się, stało się dla niego wręcz normalnością. Nie miał prawdziwego domu, prawdziwej rodziny, nawet jego życie nie wydawało się być do końca zgodne z prawami wszelkiej logiki, więc jak tu liczyć na to, że jego codziennie zajęcia również będą posiadały sens? Większość Wymordowanych niby znajduje swoje miejsce w świecie i stara się robić coś pożytecznego dla siebie i możliwe nawet, że dla innych również, jednak Ailen, który pozornie odnalazł się w DOGS’ach i starał się być jak najlepszym Kundlem, to i tak jakoś niekoniecznie wplątywał się we wszelkiego rodzaju misje, a przynajmniej nie wpadał w sam ich wir. Nie potrafił się bić i każdy był tego świadomy. Za to nie bez powodu nosił tytuł Charta w organizacji. Biega tak szybko, że jest w stanie pokonać naprawdę spory obszar, a przedostanie się z Miasta-3 do samego centrum Desperacji zajmuje mu mniej niż dzień. Skoro jest się takim dobrym długodystansowcem, to czemu nie dać sobie takiego „zwiedzania okolic” jako jednego z głównych zajęć w wolnym czasie? No właśnie. Dlatego też kierowany tą uroczą myślą, stwierdził, że w dniu dzisiejszym za główny cel obierze sobie spękane, obrzydliwe tereny, na których ziemia nosi odciski butów, tylko osób, które tak naprawdę nie mają prawa bytu.
Od małego konfliktu ze swoim panem naprawdę trudno było mu znaleźć porządne schronienie. Zazwyczaj pasożytował na jego braku dobroci, acz po poprzedniej sytuacji, jakoś niekoniecznie chce mu się wracać na swój ukochany materac w salonie Ryana. W ogóle teraz wszelkie materace źle mu się kojarzą, a zapach czekolady przyprawia go o mdłości, choć znając życie i tak z miłą chęcią przegryzłby sobie coś takiego. Odkąd nie okupuje lodówki Fuckera, nieźle schudł, a na domiar złego cały czas chodzi niewyspany. Niestety jedzenia nie podsuwają mu pod sam nos, a perspektywa ucięcia sobie drzemki przy minus ileś stopniach niezbyt go raduje. Nawet jego własna nora jest lodowata i cholernie wilgotna. Gdyby teraz chciał w niej przesiedzieć trochę dłużej, z pewnością by się przeziębił, a każda choroba w świecie Desperacji jest równoznaczna z wyrokiem śmierci. Drugiej śmierci. Niechcianej śmierci. I niegodnej śmierci! No.
Wszystkie powyższe czynniki doprowadziły Ailena do aktu całkowitego zdesperowania. Od jakichś kilku dni chodził cały czas w przemoczonych ubraniach i dzisiejszy dzień niestety nie był wyjątkiem. Ujemna temperatura boleśnie szczypała go w nos, a fakt, że nie miał dzisiaj w ustach żadnego jedzenia, jeszcze bardziej wprawiał go w stan całkowitej beznadziejności. Brnąc nieraz po pas w zaspach śnieżnych (bo nie ma kogo do latania z łopatą-), uświadomił sobie, że celem jego podróży po prostu musi być siedziba Psiarni. Dawno tam nie zaglądał, jednak i tak doskonale znał drogę, nawet jeśli była ona solidnie przysypana białym puchem, z którym przyszło mu dzisiaj toczyć zażarty bój. Mimo wszystko perspektywa znalezienia się w końcu w suchutkim i cieplutkim miejscu działa jak siła napędowa, dodając mu nieco pary.
Jest dobrze. Dożył do samego wejścia i nawet… nawet udało mu się pomyślnie zejść na najniższe piętro, nie łamiąc sobie przy tym żadnej kończyny. Gdy tylko różnica temperatur zaczynała być odczuwalna, natychmiast uwolnił się spod grubego, poszarpanego szala w myślach dziękując nierozważnej nastolatce, która zostawiła ten kawałek odzienia bez opieki, dając Ailenowi idealną okazję do jego „pożyczenia”. I nagle.. stop. Co jest? Czuję żarcie…? Jego niezwykle wrażliwy nos wychwycił cudowny zapach jedzenia, roztaczający się po całym piętrze, skutecznie zmuszając go do udawania się do Dużego Salonu. Choćby z ciekawości. Bardzo chciał znaleźć się jak najszybciej na miejscu, łudząc się, że może jednak coś wysępi, jednak jego chód był w jak najbardziej normalnym tempie. Zresztą cały czas dygotał z zimna, a to jakoś nie bardzo umożliwiało mu sprint.
Wszedł do salonu i choć bardzo chciało mu się od razu rzucić na resztki pozostałego jedzenia, na twarzy miał grobową, typowo chłodną dla siebie minę. Szczególnie, że pierwszą osobą, którą zobaczył nie była jego urocza znajoma Evendell, tylko jakiś białowłosy gigant, którego na domiar złego kompletnie nie kojarzył. Był do niego taki mały… i wyglądał jak bezdomne dziecko, patrz wygląd.
Cześć, Ev. – mruknął grzecznie do swojej dobrej znajomej, pocierając o siebie łapki, byleby tylko jakoś zrobiło mu się cieplej. – Kto to? – zapytał bez szczególnych uprzejmości, zerkając nieufnie na Nataniela. Eh.. zadzieranie łba do góry musiało wyglądać całkiem śmiesznie, ale.. no.







Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Duży salon

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 19 Previous  1, 2, 3, 4 ... 11 ... 19  Next

Powrót do góry