Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 16 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16   

Re: Duży salon    Pisanie by Ourell on Pią Mar 10, 2017 11:19 pm
Nim zdążył usłyszeć odpowiedź  koleżanki po fachu, uszy zainteresowały się innym, melodyjnym dźwiękiem, który z wolna zbliżał się do nich z korytarza. Niebieskie spojrzenie zmęczonych oczu Bernardyna przylgnęło do wejścia, doskonale wiedząc, jaką twarz za chwilę ujrzy.
- Witaj, Evie. Jak się masz? – zapytał z uśmiechem, odwracając się plecami do poukładanych na stole ziół. Natychmiast odwzajemnił uścisk, ogarniając ramieniem jej delikatną, drobniutką postać. Anielica była dla niego przesłodka. Ilekroć widział jej wesołą twarz, żwawe kroki i uparcie ciągnięte monologi o rzeczach pozornie błahych, nie potrafił przestać odczuwać jakiegoś specyficznego ciepła w sercu. Miał słabość do rozkosznych stworzeń, które przypominały mu dzieci.
W przeciwieństwie do większości, Zachariel naprawdę słuchał wypowiedzi Evendell, nieważne czy były one poświęcone ładnym kamykom znalezionym w jakimś rowie czy podejrzanie wielkim grzybie odnalezionym w lesie. Szyszki, zupy, cokolwiek… miał w sobie wystarczające pokłady cierpliwości i zrozumienia, by zakodować sobie większość jej słów w pamięci.
- O, naprawdę? – uprzejme zdziwienie wydarło mu się z gardła. – Jeżeli znajdę chwilę czasu, z przyjemnością ci potowarzyszę. Razem na pewno uda nam się zapełnić szyszkami całe wiadro.  – miał nikłe nadzieje, że w jego harmonogramie znajdzie się chwila na tak beztroskie zajęcia, ale jeżeli miałby wolny dzień, to znaczy nikt by się nie wykrwawiał, nie gorączkował i nie dostawał żadnych alergii… mógłby wyrwać się na powierzchnię. Może nawet wziąłby własnego psa na spacer. Ostatnimi czasy trochę go zaniedbywał, skupiając się w pierwszej kolejności na podopiecznych. Chyba był mu coś winien.
„Ponoć nie będzie imprezy świątecznej.”
Zrobił szczerze zaskoczoną minę, choć nie było po nim widać specjalnego żalu. Przynajmniej został zwolniony z gimnastykowania się nad świątecznymi ozdobami.
- Trochę. Wiadomo z jakiego powodu? Miło byłoby spędzić czas razem całą grupą… choć szczerze powiedziawszy może to nawet i lepiej. Akurat zabierałem się za przyozdabianie sali i powiem ci, że byłoby to najmniej klimatyczne pomieszczenie w całej kryjówce. Chyba mam dwie lewe ręce do takich rzeczy. – przyznał gorzko – Ty pewnie lubisz dekorowanie i upiększanie pokoi, hm?
Zwrócił łeb w stronę przepakowanego różnymi ziołami stołu. No cóż… namęczył się bez potrzeby, ale przynajmniej nic się nie zmarnuje.

_________________
Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 319
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Senpai's stalker on Nie Mar 19, 2017 6:11 pm
Zaśmiała się wesoło nawet na moment nie zamierzając wypuścić ze swojego uścisku Ourella. Niczym rzep, który przylgnął na stałe i potrzeba łomu, żeby go od siebie odlepić, tak i Ev wisiała na nim, poruszając się wszędzie tam, gdzie i on. Nie można było jednak się jej dziwić. Rzadko widywała drugiego anioła. Za rzadko. A przecież tak go uwielbiała. W jej jasnych oczach pojawił się blask ekscytacji, kiedy jasnowłosy mężczyzna zgodził się na towarzyszenie jej w tak poważnym zajęciu, jakim było zbieranie szyszek. Bo przecież szyszki to ważna rzecz. No i z szyszek można zrobić ludziki. Oooo, a gdyby tak zrobić szyszkowych członków DOGS?
- To wspaniale! Właściwie już nie mogę się doczekać, aż pójdziesz ze mną, hehehe – wyszczerzyła się szeroko, co tylko potwierdzało, że mała anielica jest w stanie cieszyć się praktycznie ze wszystkiego, nawet pozornie błahych rzeczy, jakimi było wspólny spacer po szyszki.
- Hm…. Nie. – pokręciła głową po chwili zastanowienia, starając sobie przypomnieć, czy rzeczywiście nigdzie nie padł faktyczny powód, dlaczego odwołano imprezę.
- Albo po prostu nie pamiętam, ale… nie, nie wiem. Nawet nic konkretnego nie przychodzi mi w tym momencie do głowy. Przepraszam. – spojrzała na niego z dołu oczami pełnymi przeprosin, jakby fakt, że nie zna powodu rzeczywiście było jej winą, za co jest zmuszona ponieść konsekwencje i głęboko przepraszać, wyrażając głęboki żal swymi złymi uczynkami.
- Ja mogłabym ci pomóc w przygotowywaniu Sali! Naprawdę szkoda, że nie wyszło. Ale innym razem! Jestem pewna, że następnym razem się uda! – dodała żywiej, pełna optymizmu. Bo nie wolno myśleć pesymistycznie, trzeba wprowadzić do życia trochę światła.
- A… właśnie, Ourell… – spojrzała na niego spod grzywki, wreszcie odklejając się od niego I robiąc krok w tył, spoglądając w bok, jakby w zawstydzeniu I zażenowaniu.
- Bo ja… bo ja mam prośbę, ale musisz mi obiecać, że bez względu na wszystko nikt się o tym nie dowie! Zwłaszcza Grow! Obiecaj mi to, dobrze? – spojrzała na niego wzrokiem pełnym determinacji, a kiedy upewniła się, że jasnowłosy nic nikomu nie powie, wyciągnęła do niego prawą dłoń. Dłoń, której palce bezwiednie i smutno zwisały.
- Jesteś medykiem I pomyślałam…. Bo od momentu, kiedy mnie zabrali do miasta… od tamtej pory nie mogę nią ruszać. Czy jest możliwość… jej naprawienia?

_________________





Senpai's stalker
-----------
Kotek     Anioł

avatar

Liczba postów : 2099
GODNOŚĆ : Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Ourell on Pon Mar 27, 2017 10:04 pm
Entuzjazm anielicy był wręcz powalający. Obserwując jej roześmiany pyszczek, Ourell sam nie potrafił odkleić uśmiechu od własnej, nieco mniej urokliwej twarzy.
„To wspaniale!”
Wspaniałe było bezwzględnie optymistyczne nastawienie Evendell.
- A kiedy miałabyś ochotę wybrać się po szyszki? – zapytał, ponownie lekko się nad nią pochylając, jak nad dzieckiem. W ułożeniu się w wygodnej pozycji trochę przeszkadzał mu fakt, że dziewczyna ani na chwilę się od niego nie odklejała, ale w gruncie rzeczy nie powinien na nic narzekać. Zawsze chciał mieć pod opieką jakieś mniejsze dziecko, a choć wiedział, że anielica liczyła sobie znacznie więcej, niż wyglądała, jej niski wzrost i nastawienie do świata trochę pomagał mu w zaspokojeniu rodzicielskich zapędów.
- Przecież nic nie szkodzi.
Żwawo pokręcił głową i uniósł rękę w geście, który absolutnie zabraniał dziewczynie przepraszać. Byłby ostatnią osoba na świecie, która mogłaby gniewać się o brak odpowiedzi na pytanie podobnego pokroju. Domyślał się, że na chwilę obecną niewiele członków gangu byłoby w stanie nakreślić mu szczegółowy obraz i ciąg przyczyn dla którego ich święta zostały odwołane. Najpewniej decyzja zapadła dość niedawno, bo jeszcze dzień czy dwa temu ktoś uparcie prosił go o ozdobienie salonu. Może coś się zmieniło, gdy szedł po te przeklęte zarośla?
- No, z taką pomocniczką z pewnością pracowałoby mi się przyjemniej i szybciej. W następnym roku na pewno coś razem ozdobimy. – odparł z uśmiechem, kusząc się o pochylenie nad główką blondynki i złożeniem na jej czole troskliwego, braterskiego pocałunku. Miły gest w ramach przypieczętowania obietnicy. Szczerze mówiąc byłby naprawdę o stokroć szczęśliwszy, jeżeli uda mu się ją spełnić. Sam nie posiadał odpowiedniej weny twórczej, żeby jakoś porządnie przyozdobić salę… ale wierzył, że Evendell z tak wybujałą wyobraźnią na pewno nakreśliłaby mu co jak i gdzie zawiesić, przypiąć, podciąć… - Na razie możesz mi pomóc poznosić te wszystkie rzeczy do magazynu. Trochę ich nazbierałem, a każda na pewno jeszcze nam się jakoś przysłuży. Jeśli nie jako ozdoba, to może lek…?
Zaraz jednak spojrzał na nią ze szczerym zainteresowaniem i nie wahał się, by zgodzić się na dochowanie tajemnicy.
- Och… jak to się stało…? – zapytał nieco przejęty, kucając przy dziewczynie i ostrożnie biorąc jej rączkę w dłonie. – Kto ci to zrobił?

_________________
Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 319
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Senpai's stalker on Wto Mar 28, 2017 1:21 am
Zaśmiała się cichutko pod nosem, jak zawsze znajdując we wszystkim coś pozytywnego. Dla niej nigdy nie było powodu do narzekania czy też smutków. No chyba że cierpiał ktoś z DOGS. Albo co gorsza, zginął. Ale o takich rzeczach nie chciała nawet myśleć. Kochała DOGS. Całym swoim małym serduszkiem i za każdego z osobna była gotowa oddać swoje życie. I to właściwie były jedyne momenty, kiedy dziewczyna odczuwała dogłębny smutek, nie potrafiąc znaleźć w tym niczego dobrego ani też pozytywnego. Ale poza tymi wyjątkami, nieważne co by się działo, paliło, waliło, ona i tak zamierzała wędrować przez świat z wysoko uniesionym czołem. I z uśmiechem na twarzy.
- Kiedy tylko chcesz! Wiesz, ja nie jestem jakoś bardzo zapracowana. Czasami nawet się nudzę, więc… więc… więc kiedy tylko ty będziesz miał chwilę wolnego, to możemy iść po szyszki, hehe! Ach, i bardzo chętnie ci pomogę pozanosić to wszystko do magazynów! – choć niewątpliwie z niektórymi przedmiotami będzie dla niej stosunkowo… ciężko. Pomimo wielkiego ducha, miała zbyt malutkie ciałko, które, niestety, ograniczało ją  w wielu dziedzinach.
Przechyliła lekko głowę na bok, przyglądając się drugiemu aniołowi, kiedy ten przyglądał się jej dłoni. Raptownie poczuła wewnątrz klatki piersiowej wyrzuty sumienia, że obarcza tym Ourella. Może źle postąpiła, pokazując mu rękę? Może jednak nie powinna? Odkręcić tego już nie mogła.
- Ten, który pozostawił blizny na moim ciele. – odparła cicho i uśmiechnęła się delikatnie, próbując wymazać z pamięci obraz Dedala, jego fałszywego uśmiechu i bólu, jaki sprowadzał ze sobą. Oszpecił jej ciało, pozostawiając wiele paskudnych blizn, odebrał jej skrzydła, by już nigdy więcej nie wzbiła się w powietrze, ale mimo to nie udało mu się zniszczyć jej duszy. I nawet teraz, kiedy już od miesięcy nie chodził wśród żywych, to nadal nie potrafiła znaleźć w sobie poczucia nienawiści do niego. A jedynie… żalu. Żalu, że obrał taką, a nie inną drogę.
- Jeśli się nie da naprawić, to nie szkodzi. Już w sumie nawet przywykłam! – zaśmiała się wesoło, jakby tak naprawdę chodziło o wylany karton mleka, a nie kalectwo, z jakim będzie musiała żyć do końca swego istnienia. - Tylko nie mów nikomu, zwłaszcza Growowi. Nie chcę go martwić, dobrze?

_________________





Senpai's stalker
-----------
Kotek     Anioł

avatar

Liczba postów : 2099
GODNOŚĆ : Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Ourell on Czw Mar 30, 2017 9:54 pm
Niespiesznie odwrócił się w stronę mizernie wyglądającego stołu na czterech, krzywych nogach. Czasami zastanawiał się jak długo wytrzyma owy mebel pod naporem wszystkiego, co tak chętnie się na nim kładło. Dwa lata temu założyłby się, że rozjedzie się w ciągu najbliższego miesiąca. Dzisiaj był bliski teorii, że wyposażenie gangu było równie nieśmiertelne, co ich członkowie. Co prawda bywały od tego pewne wyjątki, ale ten stół zdecydowanie trwał u nich latami w niezmiennej formie.
Zaczął układać zebrane chaszcze, kłącza, konary i inne ziółka w stosowne kupki, nieprzerwanie przysłuchując się wywodom anielicy. Podczas składania asortymentu medycznego od czasu do czasu z zaangażowaniem kiwał głową lub szerzej się uśmiechał.
- Kiedy następnym razem nadarzy się okazja do takiego wyjścia, z chęcią zabiorę cię ze sobą. – powiedział, starannie i z niezwykłą ostrożnością składając wszystko w jedna całość. W zasadzie trochę mu było żal zmarnowanego czasu. Układał, przekładał i przesuwał te wszystkie knieje od Bóg wie jak długiego czasu, a finalnie i tak skończyło się na przenosinach. Dobrze, że chociaż miał pomocnicę. – Możesz pomóc mi z tym. – odparł podając jej do zdrowej ręki jakąś lnianą torbę z owocami. Nie była szczególnie ciężka, bo i owoców było niedużo. Niemniej sprawiała wrażenie dość wypchanej.
Nie chciał więcej poruszać przykrego tematu, więc zręcznie wyminął go rozumiejącym, uprzejmym uśmiechem i szybką zmianą tematu.
- Nie pisnę nikomu ani słówka. Z magazynu jest kawałeczek do lecznicy. Tam spróbuję wyleczyć twoją dłoń. – zapewnił ją, po czym wyszedł z salonu.
Po odniesieniu wszystkich potrzebnych rzeczy, oboje udali się w stronę pokoju medycznego.

{ z.t oboje }

_________________
Just say the word and I will follow.
I will...



Ourell
-----------
Bernardyn     Anioł

avatar

Liczba postów : 319
GODNOŚĆ : Zachariel; Ourell Archangel.

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Arcanine on Sob Sie 12, 2017 1:02 am
Poprzedni temat

Jeżeli ktokolwiek zapytałby go, jakim cudem przebył tak długi odcinek, pewnie z desperacji tylko wybuchnąłby niezdrowym śmiechem. Do diabła, skąd miał wiedzieć? Nie czuł żadnego mięśnia; prawdę mówiąc, nie czuł już praktycznie nic i tylko cudem nie pogrzebał i Kirina, i siebie. Nawet mimo wsparcia ze strony Hemofilii, stawienie czoła tak długiej podróży, przy obecnych obrażeniach...
Grow przesunął stopę o kilka dodatkowych centymetrów. Kark miał zesztywniały od przytrzymywania ramienia półprzytomnego Dobermana.
Obyś jeszcze żył, chłopie, przeszło mu marudnie przez myśl, gdy but przeciął niewidzialną granicę między jednym z tuneli a salonem. W tym momencie rozległ się głośny gruchot — jakby ciężki wór kamieni wyślizgnął się z rąk i spadł na ziemię. W rzeczywistości dłonie Growa rozluźniły chwyt i Kirin legł na podłożu.
Wilczur od razu opadł plecami o ścianę, czując, jak uginają się pod nim kolana. Nie mógł sobie na to pozwolić. Na miłość boską, byli już w domu! Jakim cudem nie spotkali po drodze nikogo, kto mógłby...
Nozdrza wymordowanego poruszyły się nagle, gdy zwietrzył znajomy zapach. Ociężałe powieki zmusił do przymrużenia; w pomieszczeniu panował półmrok, któremu bliżej było do absolutnych ciemności, dlatego wysondowanie terenu zajęło mu o kilka sekund więcej niż powinno.
Ale wreszcie wzrok padł na zwiniętą na kanapie postać.
Evendell leżała na ogromnym, białym wilczysku, miarowo przy tym oddychając. Spała.
Białowłosy zmarszczył nos. Kiedy sam ostatnim razem spał? Nie mogąc znaleźć odpowiedzi na to pytanie, raz jeszcze wystawił swoją wytrzymałość na próbę — odepchnął się od ściany i świat dookoła stał się nagle niestabilny. Równowagę łapał tylko sobie znanymi sposobami; dzięki przypadkowi, dzięki szczęściu...
Przebycie tego niewielkiego odcinka od ściany do kanapy okazało się równie męczące jak przejście od kasyna do kryjówki, ale kiedy wreszcie znalazł się tuż obok, nie miał zamiaru działać delikatnie.
Ręka opadła więc na ramię skulonej dziewczynki, zaciskając palce może zbyt mocno. Szarpnął nią, czując nabiegające do gardła charczenie.
Ev, do diabła.

_________________

Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę.
„Znaj z odzieży – rzekł człowiek – co jestem, co mogę”.
Wprzód się roześmiał, rzekł potem człeku wilk ponury:
„Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry”.



Arcanine
-----------
Wilczur     Poziom E

avatar

Liczba postów : 20245

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Senpai's stalker on Sro Sie 16, 2017 1:27 am
Przekręciła się na bok, szczęśliwie pogrążona w głębokim śnie, utulona ciepłem Nero. Na początku wiernie próbowała wytrzymać i wyczekać na powrót Psów z kasyna. Nawet przygotowała się na tę okazję. Wybłagała od Matyldy parę kawałków chleba, co prawda już nieco twardego, oraz trzy butelki przegotowanej wody. Znając DOGS, a zwłaszcza Growa, po powrocie będzie zbyt duży chaos, aby zadbali o swoje żołądki. A pełny żołądek był podstawą lepszego samopoczucia i szybszego wylizania ran, które z pewnością odnieśli. Dlatego miała ze sobą parę pociętych szmat i jeden spirytus do odkażania ran. O ile bernardyni zajmą się tymi najbardziej poszkodowanymi, tak ona mogła na coś się przydać tutaj, w salonie. Chociaż tak prawdę powiedziawszy, gdzieś tam w duchu modliła się do Boga, żeby jej przyjaciele powrócili bez szwanku.
Modliła się.
No i usnęła.
Dlatego tak ciężko jej było powrócić do rzeczywistości. Dopiero mocniejsze szarpnięcie zmusiło jej powieki do uchylenia się, chociaż słowa, które chwilę później padły, nadal błąkały się w strefie marzeń sennych.
- Co? Nie, nie oddam zupy! – burknęła i wyswobodziła się z uścisku. Ale nie odpłynęła ponownie. Podniosła się do pozycji siedzącej i zaczęła przecierać zaspane oczy, a coraz więcej bodźców świata zewnętrznego zaczęło do niej docierać. Aż wreszcie całkowicie się przebudziła.
- Jesteście! – pisnęła podekscytowana, aż jej tatria sturlała się z blond głowy. W niebieskim spojrzeniu anielicy pojawił się błysk podekscytowania, bardzo szybko wyparty przez zmartwienie, kiedy ujrzała w jakim stanie są jej przyjaciele. Zerwała się z kanapy, robiąc miejsce poszkodowanym, przez moment miotając się w miejscu, nie wiedząc od czego powinna tak naprawdę zacząć. Całym sercem chciała pomóc najpierw Wilczurowi, ale znając go, nawet jeśli przypełzłby tutaj pozbawiony obu nóg, kazałby zająć się w pierwszej kolejności resztą. Taki już był.
- Nic się nie martw! Wszystko mam pod kontrolą. Masz to. – sięgnęła po butelkę i kawałek chleba, które niemalże siłą wcisnęła w poharatane dłonie jasnowłosego, posyłając mu spojrzenie z serii „masz do zjeść i wypić, bo inaczej będziesz miał ze mną do czynienia”, po czym przykucnęła przed Kirinem, który wydawał się być w najgorszym stanie. Mała dłoń musnęła najpierw jego policzek, a następnie zaiskrzyła się blado złoty światłem, roznoszącym po ciele wymordowanego uczucie ciepła. Jej moc nie była typowym leczeniem. Nie w pełni tego słowa znaczeniu. Potrafiła przyspieszyć proces leczenia i regeneracje tkanek. Niestety, blizny pozostawały, tak samo jak i konsekwencje odniesionych ran, ale przynajmniej taka osoba nie umierała. A przynajmniej zagrożenie utraty życia malało do minimum.
Nie mogła skupić całej swojej mocy na Kirinie. Ale kiedy skończyła, jego życie nie było zagrożone. Następnie skupiła się na Hemofilii, całe szczęście nie była w tak tragicznym stanie co Kirin. Ale już teraz czuła drżenie całego ciała. Robiło jej się duszno. Niedobrze. W głowie huczało. Zabrała ręce i przysunęła się bliżej Growa. Dotknęła palcami jego dłoni i….
Opadły na jej kolana. Wzrok przesunęła po odkrytych skrawkach ciała wymordowanego. Nie miała już sił. Ile jej się udało? Zadrapanie? Dwa? Dwa. W tym jedno ledwo muśnięte. Strup był miękki, mokry. Jakby go nie było.
- Przepraszam… – powiedziała cicho, zawieszając na moment głowę, zagryzając dolną wargę i powstrzymując łzy. Nie dała rady i jemu pomóc.
Słaba. Taka słaba.
Nie.
Uniosła obie dłonie i trzasnęła się nimi lekko w policzki, na otrzeźwienie.
Skoro moc nie pomaga, to trzeba szukać innych rozwiązań. Podniosła się, utrzymując równowagę i sięgnęła po butelkę ze spirytusem i po szmaty.
- R-rozbieraj się, Growie! Zrobimy to po staremu! – poleciła krótko, a kiedy Wilczur pozbawił się zbędnego (hihihi golas) materiału, przystąpiła do odkażania ran i bandażowania. Na tyle, na ile potrafiła. I na ile ręka jej pozwalała.
- Jak się czujesz? – zapytała dalej bandażując, ale siadając sobie wygodnie na jego kolanie. - Następnym razem też pójdę. I cię obronię.


Kirin: Nogi podgojone, ale wciąż bolą, bardzo (możliwe, że będzie potrzeba operacyjnie usunąć kule); krwawienie zatamowane; otarcia zostają; obite żebra zostają; złamanie prawej ręki zrośnięte, ale kość jest słaba, musi uważać na rękę przez 2 fabuły, potem przez kolejne 2 będzie odczuwał nieprzyjemne rwanie.

Hemofilia: siły nieco odzyskane; większość stawów naprawione, ale przez 2 fabuły nie może ruszać ręką, przez kolejne 2 musi na nią uważać i kolejne 2 będzie odczuwać ból.

Grow: .... well. Jedno zadrapanie podleczone, ma strupa. Drugie niby też, ale słabo c':

_________________





Senpai's stalker
-----------
Kotek     Anioł

avatar

Liczba postów : 2099
GODNOŚĆ : Eve, ewentualnie Ewa, Matka Ludzkości.

Powrót do góry Go down

Re: Duży salon    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 16 z 16 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics