Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down


Górskie zbocza - Page 3 Empty Re: Górskie zbocza

Pisanie by Arcanine on 8/8/2019, 22:59
Śnieg wcale nie był zły. Prószył nieprzerwanie, stawiał opór nogom, męczył oczy. Mieszał w głowie, bo choć parli naprzód nieprzerwanie od kilkunastu minut, sceneria nie zmieniła się ani o drobiazg. W takich warunkach można było oszaleć. Stracić poczucie kierunku, wiarę w dotarcie do celu. Wyobraźnia działała na najwyższych obrotach, zamieniała białe płatki w popiół; w tyle czaszki rozbrzmiewały prześmiewcze, przerażone i niedowierzające głosy mówiące o tym, że wszystko, po czym idą, to szczątki ludzi, których pozbawili życia. Gdziekolwiek nie spojrzeć – same prochy.
A jednak gorsze wydawały się jej słowa – wyraźne, ostre. Spojrzał na nią uważniej. U podstawy jego wzroku coś się zmieniło.
Nie wymieniali się listami w sprawach innych niż służbowe. Dlaczego? Nie spotykali się jak para nastolatków wymykająca spod jarzm obowiązków i surowości oczekiwań, nie rozmawiali na przyziemne tematy. Nie potrafił sobie przypomnieć nawet głupiej chwili, w której oboje mieliby czas na oddech.
Może w tym rzecz? Ich relacja była jak wydmuszka. Ładna z wierzchu. Pusta w środku.
Próbował znaleźć w sobie choć jeden motyw, który posłużyłby za dobry kontrargument. Sięgał w czeluście, ale tak naprawdę nie mógł jej odszczeknąć. Oczywiście, że nie – miała przecież rację.
Spłycasz to – wymamrotał mimowolnie, ale z chwili na chwilę zmieniał się w bezbronnego chłopca, który zapomniał co było celem w wojnie z rodzicem. Sam zresztą nie umiał ustalić na co jej odpowiada. Na jej brak powodu do dalszego życia? Na ich relację?
Na dźwięk stwierdzenia, że tylko morderstwem mógł się jakoś przysłużyć?
Zacisnął mocniej palce na jej ramieniu. Buntował się. Zawsze tak było, to reakcja obronna. Siła wewnątrz mięśni skupiła się w jednym miejscu – w klatce piersiowej, na której położyła dłoń. Spokój, jaki przy tym zachowała, wiele rzeczy zmieniał. Gdyby popchnęła go w furii, bezmyślnie naparłby na jej ciało, chrupiąc śniegiem przy każdym kroku, mieszając ze sobą ich białe od pary oddechy; łamiąc granice jak łamie się dziecięce zabawki. Ale ponieważ jedynie na niego naparła, sylwetka Wilczura posłusznie się odsunęła.
Skrzywił się, wypuszczając łowczynię po trzech zdecydowanie niepotrzebnych sekundach.
Świetnie – przytaknął i zanim zdążył się dobrze nad tym zastanowić, usłyszał swój głos przeszywający nagły świst wiatru: – Zaraź mnie tą chorobą. Teraz.

| Przepraszam za jakość, ale po tak długiej abstynencji muszę się rozpisać i znów wpaść w rytm. Jakkolwiek nie próbowałem, treść ssała – to chyba najlepsze i najbardziej neutralne co mi wyszło. Obiecuję poprawę. Serio.




— Naprawdę jesteś niemiły — odparła — wiesz o tym? Masz problem z kobietami?
— Z mężczyznami, kobietami, psami. Nikogo nie faworyzuję — wyjaśnił. —
Wszyscy mnie wkurwiają.
Arcanine





Arcanine
Wilczur     Poziom E

Powrót do góry Go down


Górskie zbocza - Page 3 Empty Re: Górskie zbocza

Pisanie by Yū ✿ on 12/8/2019, 21:26
 Nieskazitelna biel okalającego ich widoki przywodziła na myśl przestrzeń niezapisanej kartki. Jasne cienie przy załamaniach, gdzie jej stopa stykała się z podłożem rysowały na niej wąskie smugi. Odbity wzór podeszwy znikał zadeptywany szybko przez ślady większego obuwia. Niebawem, gdy śnieg pokryje góry, nie zostanie tu po niej żadna pamiątka. Prawie jakby nigdy nie istniała.
 Chciała, żeby śnieg spadł z góry na cały świat. Okrył go i oczyścił.
 Nie zaprotestowała, gdy oskarżył ją bez przekonania. Faktom nie mogła się jawnie przeciwstawić, ale może właśnie dzięki temu, że oboje stąpali po płycinie, nie zdołali się utopić. Gwałtowna i krótka znajomość poprzedzająca brutalny koniec, niespodziewany cios i szybkie, bezsensowne wybaczenie nie była tym, co Yū chciała z nim przeżyć. I kiedy wędrowali tak jedno za drugim w dół zbocza, poza fizycznym bólem odczuwała również autentyczne przejęcie. Wilczur już dawno przestał być dla niej kimkolwiek, a zaczął być kimś i tym trudniej było jej oddychać.
 Teraz lodowate powietrze wdarło się do jej płuc.
  — Twoja prośba... — Jej słowa zawisły w powietrzu. Śnieg skutecznie tłumił wszelkie odgłosy, pochłaniał odległe krajobrazy. Gęstniał, a wszystko dookoła znikało. Czuła, jak ogarnia ją panika. Gdy straciła oko, a potem gdy odebrano jej całkowicie wzrok, wszystko wyglądało identycznie. Ślepota nie jest ciemnością. Wszystko, co się wtedy dostrzega, to mlecznobiała mgła.
  Teraz też czuła się jej zdradziecki wpływ. Mogła patrzyć tylko przed siebie, ślizgać spojrzenie po twarzy Wilczura, ale zatrzymała się na oczach.
  — Nie zrobię tego — oznajmiła bez zawahania. Uniosła podbródek licząc, że padła ofiara jakiegoś głupiego dowcipu, ale wymordowany nie miał w zwyczaju sobie kpić. Jego wzrok pozostał skupiony i twardy oraz trochę szaleńczy. Musiał być niezrównoważony sądząc, że jednooka przystanie na jego prośbę. — Proszę, nie żartuj sobie ze mnie w taki sposób. — Wypuściła powietrze przez usta. Zza mgiełki wyłoniła się jeszcze raz twarz jasnowłosego. Płatki śniegu opadały powoli na jego włosy. Nie drgnął nawet o milimetr. — Nie możesz być poważny.
  Nawet gdyby był poważny, nawet jeśli podałby jej setkę argumentów, nie zrobiłaby tego. Choroba była powolną śmiercią, wyżerała ciało i duszę, odgradzała ofiary od reszty świata. Tym razem nawet poddane zmianom ludzkie ciała nie były w stanie się przed tym wybronić.
  Z czasem również on musiałby pokłonić się Pladze.
  Mimo swojej pewności czuła się okropnie. Tylko dlatego, że mężczyzna wyrzucił z siebie te słowa tak bezwiednie, jakby śmierć niewiele dla niego znaczyła. Kami zdała sobie sprawę, że gdyby nie zaraza, spoliczkowałaby go za to bez ostrzeżenia. Zamiast tego poddała się zimnu, pozwalając ustom zadrżeć.
  Oh, a co jeżeli widział w tym sposobność, by skruszyć dzielącą ich taflę szkła? Chorobą. Śmiercią.
  Spojrzała na swoje palce. Znamiona plagi nie dotarły jeszcze tak daleko. Wiły się powoli wokół nadgarstków, zachodziły na nasadę dłoni, ale bandaż zakrywał ten nieprzyjemny widok, chronił skórę przed zimnem i innych przed nią.
  A potem pewnym ruchem sięgnęła do jego twarzy. Przesunęła opuszkami po jego bliznach, tych, których pochodzenia nie znała. Drugą ręką dotknęła gładkiego policzka, zjechała do linii szczęki i zaczepiła o szorstkie usta. Przeniosła je dalej, stając niemal na palcach zaplątała palce w jasnych włosach i przyciągnęła jego głowę bliżej.
  Nagle dzieląca ich różnica wzrostu, stopy zapadające się w śniegu i zmęczone mięśnie zaczęły ją denerwować. I świadomość, że Wilczur może to wszystko w jednej sekundzie zniweczyć, pójść dalej. Powodów miał aż zanadto.
  — Wiem, że poradziłbyś sobie nawet z tym. Nie musisz mi pokazywać, jak bardzo się mylę, jak bardzo żałosna jestem przez to, że uciekłam. — Mówiła cicho. Na niewiele więcej było ją stać. Głos był pozbawiony wyrzutów, w tej chwili bardziej od wszystkiego chciało jej się płakać z bezsilności. — Nie jestem tak silna jak ty, nie wiem co mam zrobić. Nie mam pojęcia... — Jej uścisk zelżał, zsunęła dłonie i oparła dłonie za jego plecami opierając czoło ma klatce piersiowej. Trawiąca ja gorączka sprawiła, że prawie nie wyczuła jak ciepłe jest ciało mężczyzny. — Powiedz mi.
  Czuła do siebie wstręt. Była wrakiem osoby, która wyruszyła w góry z determinacją.



Górskie zbocza - Page 3 CqtJXMy
Yū ✿





Yū ✿
Przywódczyni
GODNOŚĆ :
Yū Kami


Powrót do góry Go down


Górskie zbocza - Page 3 Empty Re: Górskie zbocza

Pisanie by Apokalipsa on 17/8/2019, 23:53
Arcanine choruje na Plagę.
Przebieg choroby:
(1 sesja) Okres jej inkubacji trwa zaledwie kilka godzin, podczas których wirus rozmnaża się i rozpowszechnia się po całym organizmie przy pomocy naczyń krwionośnych.
(2 sesja) W pierwszym jej stadium pojawia się gorączka. Zwierzę jest ociężałe i leniwie, nieprzychylne człowiekowi. Na ciele zaczynają rosnąć krosty.
(3 sesja) W kolejnym dochodzi do wymiotów oraz rzecz jasna drastyczny spadek apetytu, charakterystyczny w przypadku zatruć. Z ciała zaczyna się ulatniać nieprzyjemny, lecz niezbyt intensywny zapach. Krosty przekształcają się w szkaradne pęcherze. Pojawia się tendencja do agresywnego zachowania.
(4 sesja i kolejne) W kolejnej fazie pęcherze powstałe na ciele boleśnie pękają. Ciało zarażonego zwierzęcia wydziela nieprzyjemny zapach, jego źródłem są ubytki w ciele powstała na skutek deformacji pęcherzy. Od tej pory stworzenie zaraża innych w swoim najbliższym otoczeniu. Nadal wymiotuje i nie ma apetytu.
Do zarażenia może dojść również przez ugryzienie lub jakikolwiek innych kontakt ze śliną zarażonego w każdym stadium choroby.

Edit. Z powodu reklamacji złożonej przez jednego z graczy Arcanine nie choruje.
Apokalipsa





Apokalipsa

Powrót do góry Go down


Górskie zbocza - Page 3 Empty Re: Górskie zbocza

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry