:: Eden :: Rajskie miasto

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Go down


W głębi lasu; chata Liriella i Iana - Page 3 Empty Re: W głębi lasu; chata Liriella i Iana

Pisanie by Ian on 30/6/2019, 11:12
___Gdyby nie szelest krzaków poruszonych przez przebiegające w pobliżu zwierzę, Ian dalej spałby w najlepsze, ukrywając się w cieniu jednego z drzew w okolicach chatki. Ktoś powiedziałby, że kiedy inni pracowali, on beztrosko oddawał się lenistwu, jednak dla Sawyersa był to zasłużony odpoczynek. Nie wiedział jednak, że dzisiejsze posprzątanie domu miało przysłużyć się wyłącznie temu, by ktoś czuł się swobodnie włażąc do niego z brudnymi buciorami. Lub bez.
___Chwila, w której niespodziewany dźwięk wdarł się do jego uszu, była chwilą, w której jego ciało zareagowało szybciej niż umysł zdążył przyswoić, że nic mu nie zagraża. Rudowłosy poderwał się do siadu, a nagły zryw zaowocował nieprzyjemnym impulsem, który dosłownie usiłował rozsadzić bok jego szyi. Nic dziwnego, że zamiast rozejrzeć się w poszukiwaniu źródła dźwięku, jęknął głośno i przycisnął rękę do obolałego miejsca. W takich momentach tęsknił za swoim ludzkim życiem – gdyby nie zmysły chłonące wszelkie bodźce, jak olbrzymia gąbka, zapewne nadal świetnie sprawdzałby się w roli porzuconego w lesie trupa.
___Jednak prawda była taka, że gdyby był człowiekiem, trawa nie widniałaby na jego liście odpowiednich miejsc do ucinania sobie drzemki.
___Rozmasowawszy kark, wymordowany ziewnął przeciągle. Znużony wzrok przemknął po okolicy, nie zdradzając tego, że w jego głowie zachodziły właśnie jakiekolwiek procesy myślowe, choć wcześniejszy ból zdążył otrzeźwić go na tyle, że nie miał ochoty przewrócić się na bok i wrócić w objęcia Morfeusza. Minęły może dwie minuty – choć po śmierci czas nie miał większego znaczenia – zanim opętany zdecydował się wstać. Jego ciało znajdowało się w nieprzyjemnym stanie ociężałości, dlatego nie zawracał sobie głowy otrzepaniem ubrań z trawy i ziemi. Zmierzając do domu, dosłownie włóczył nogami. Z początku się nie spieszył, zakładając, że Liriell jeszcze nie wrócił.
___Coś zaczynało cuchnąć.
___Chatka znajdowała się już w zasięgu wzroku chłopaka. Miejsce, w którym mieszkali, zawsze wyglądało spokojnie, jednak fakt, że miewali tu niewielu gości sprawiał, że każda obca obecność wydawała się namacalna, jeszcze zanim dochodziło do spotkania w cztery oczy. Zazwyczaj pojawiały się tu inne anioły i choć Ian nie pałał do nich większą sympatią, nauczył się odróżniać większość z nich od całej reszty.
___A to nie był anioł.
___Od razu miał przed oczami powtórkę z rozrywki – nie był to pierwszy raz, kiedy ich dom stał się celem nieproszonego gościa. Nic dziwnego, że obecnie był w stanie ułożyć w głowie tylko jeden scenariusz, a ten miał to do siebie, że nie kończył się dobrze.
___Raven bez namysłu rzucił się biegiem w stronę drzwi frontowych, nie zawracając sobie głowy przyczajeniem się na intruza. Kiedy jednak jedna z jego stóp z hukiem uderzyła o pierwszy drewniany stopień wiodący na ganek i ktoś, kto właśnie znajdował się w środku, zdążył nabrać przekonania, że za moment usłyszy kolejne łupnięcia i wreszcie dźwięk gwałtownie otwieranych drzwi, zastał jedynie ciszę.
___Ta jednak prędko została przerwana przez warkot, który niespodziewanie dobiegł zza pleców nieznajomego. Rudowłosy był daleki od perfekcji w pojawianiu się w innych miejscach – nic dziwnego, że wylądował nie tylko o parę kroków za daleko od intruza, ale i niebezpiecznie blisko ściany. Niewiele brakowało, by podczas przeskoku znokautował sam siebie, kompletnie rujnując element zaskoczenia. Zachowywał się jednak tak, jakby wszystko szło zgodnie z planem – przyjął postawę, zdradzającą gotowość do ataku, błysnął przydługimi kłami i...
___Zdał sobie sprawę, że obcy nie był tu sam.
___Liriell, co to ma być?! Kto to jest? Dlaczego go dotykasz? ― rzucił i można było powiedzieć, że przez tę jedną chwilę poczuł się zdradzony. Nie na co dzień miał do czynienia z czarnowłosym, który w najlepsze obcował z pozbawionymi koszulek potworami. ― Nie możesz sprowadzać do domu każdego. ― Owszem mógł. ― Tylko mi nie mów, że pomyliłeś go z aniołem, kiedy jebie od niego zgnilizną na kilometr. ― Ostentacyjnie wskazał go ręką, jakby skrzydlaty miał mieć wątpliwości, o kim była mowa. Wiedział, że w obecności Lira powinien uważać na język, jednak w tym momencie jego niezadowolenie z obecności intruza wybiło poza skalę. Nic dziwnego, że przez chwilę zapomniał, że sam był martwy.
___Albo pamiętał o tym aż za dobrze.
___Wolał jednak nie przyjmować do wiadomości, że anioł mógł mieć słabość do trupów.
Ian





Ian
Opętany

Powrót do góry Go down


W głębi lasu; chata Liriella i Iana - Page 3 Empty Re: W głębi lasu; chata Liriella i Iana

Pisanie by Liriell on 30/6/2019, 16:38
Jest malutki. Nazywa się Boris.
Boris? Na pewno? — wymamrotał jak policjant starający się przycisnąć jedynego świadka, aby ten powiedział prawdę. Przerywając na moment ścieranie nadmiaru zaschłej krwi, zapatrzył się na twarz siedzącego blisko chłopaka i wydawało się, że coś w jego własnym obliczu się zmieniło. Na pozór nie drgnął mu żaden mięsień, ale spojrzenie skostniało, a kącik ust drgnął. Więc nie. Dziwne poczucie deja vu było wyłącznie wytworem wyobraźni. Dziwnej, niemal namacalnej, intensywnej i wciąż trzymającej go wyobraźni, ale nic poza tym.
Liriell wypuścił powietrze przez zęby, a wraz z westchnieniem opadły mu ramiona. Mokry materiał ponownie dotknął brunatnej skorupy, kiedy próbował rozcieńczyć warstwę syfu i juchy lekko o nie pocierając. Nie zwracał uwagi na warkoty i miny Kiraia; był zwykle delikatny i płochliwy jak sarna, ale ucisk w skroniach nie dawał mu spokoju. Prawie tak, jakby sądził, że chłopak kłamie.
Nie Jirō Hi-
BUCH.
Całe ciało podskoczyło jak sztućce po uderzeniu rękoma w stół. Ścierka z mokrym plaskiem spadła na deski, a udo Liriella obiło się o misę, wprawiając ciecz w kołysanie. Kilka kropel chlupnęło na ziemię.
Obrócił korpus na tyle, na ile pozwalała mu na to ludzka powłoka i wbił zaskoczone, rozszerzone w powiekach oczy w przybyłą osobę. Potrzebował dosłownie sekundy na to, aby zrozumieć kogo ma tuż przed nosem, ale i tak w pierwszym odruchu wyglądał jak kula do kręgli.
A co ja robię..? — wykrztusił głupkowato, zaciskając na moment wargi, jak skruszone dziecko, które dostało naganę nie do końca rozumiejąc dlaczego. Dopiero po następnych słowach Iana usta anioła zadrżały, starając się nie ułożyć w kwaśny grymas. Jak miałby zostawić kogokolwiek, kto był w tak paskudnym stanie, w jakim znajdował się Kirai? Jak w ogóle mogło przyjść komuś do głowy, żeby odwrócić wzrok i udawać, że sprawa nie istniała?
Jakim argumentem była tu rasa?
Nie, to nie jest anioł. Prawdopodobnie nie. Ale co z tego? — W barwie jego głosu zabrzmiała rzadko wyczuwalne rozdrażnienie, choć ci, którzy znali jego ton z pewnością wyczuli też zawahanie — i strach. Nie bał się Iana, oczywiście, że nie. Ale bał się konsekwencji, a przede wszystkim tego, że zajął się Kiraiem z egoistycznych pobudek. Po protu c o ś mu kazało. Było równie uporczywe co niecichnący szept z tyłu czaszki, powtarzający tekst o artefakcie archanioła.
Ty jesteś taki sam — przypomniał już łagodniej, obracając się do Kiraia. — Nie przejmuj się. Rzadko miewamy gości.
Teraz zapewne rozumiesz dlaczego.
Liriell zebrał ścierkę z podłogi i wrzucił ją do brudnej wody. Łapiąc za brzegi naczynia, dźwignął się na nogi. Nieprzespane noce odbiły się na jego wyglądzie, odebrały jakiś dar, który zwykle kojarzył się z nieludzkim rozbawieniem i ambicjami.
Ian zobaczy twoją rękę. Jest lepszy w takich sprawach. — Jak piłeczka pingpingowa wrócił do rudowłosego, posyłając mu nieodgadnione spojrzenie. — Prawda?



W głębi lasu; chata Liriella i Iana - Page 3 Liiilipng_qwqareh
Liriell





Liriell
Anioł Zastępu

Powrót do góry Go down


W głębi lasu; chata Liriella i Iana - Page 3 Empty Re: W głębi lasu; chata Liriella i Iana

Pisanie by Kirai on 7/7/2019, 16:25
... Rai – dokończył za anioła, jedynie ułamek sekundy przeznaczając na zastanawianie się, skąd ten zna jego własne nazwisko. To, co wyczuwał wcześniej, te drgania, teraz nie dość, że przybrały na sile bardzo, a nawet bardzo-bardzo, to jeszcze doprowadziły tu nieznajomą osobę. Czy to był Ian? Może ktoś inny?
  Pająk był w pierwszej chwili zdezorientowany — wrzucono go w sam środek kłótni małżeńskiej, a przynajmniej tak to wyglądało. Zrobił minę bardzo pasującą do tego co czuł — usta wykrzywił prawie w parodii smutku i strachu, brakowało już tylko, żeby wziął własną twarz w dłonie i stał na moście; Munch byłby dumny, a Ghostface chyba nawet jeszcze bardziej. Wodził spojrzeniem od jednego do drugiego, nie rozumiejąc do końca o co chodzi.
   Co było takiego złego w dotykaniu innych? Czyżby anioł jednak był ludojadem i wcierał w niego mieszankę, która miałaby powodować, że skóra ładnie oddzieli się od mięsa, a to tak słodko odejdzie od kości? Może Ian chciał go uratować... Albo po prostu nie chciał, by Liriell jadł coś zgniłego. Na ten komentarz wymordowany zgrzytnął zębami ze złością i natychmiastowo spiął się.
Nie gnijemy. Nie mamy gangreny, panie medyk – rzucił ze słyszalnym w głosie wyrzutem. Był trochę jak dziecko, które skarżyło się nauczycielce, że to ktoś inny zaczął kłótnię, a potem starało się i tak dorzucić coś od siebie.
Z podobnego powodu my nie mamy gości, Ririru – odparł z pewną porcją ironii wymierzonej w siebie samego. Jego głos drżał, ale nawet nie tyle ze złości (choć ją też należało wymordowanemu przypisać), co ze strachu i niepewności. Nie podobało mu się już. Dostał jedzenie... Mógłby przecież wyjść i nigdy nie wrócić. Tak zrobiłoby zwierzę. Nakarmione uciekłoby, gdyby tylko zaczęło się robić gorąco. Tak jak teraz.
Prawda? Nie ugryziemy, nie gryziemy miłych ludzi– powtórzył za aniołem, a na moment przeszedł mu przez usta uśmiech pełen zadowolenia. Trochę z nutą wyzwania o treści „i co mi zrobisz? Najwyżej pomiziasz”. Szybko ten wyraz jednak zniknął z jego twarzy, w końcu miał robić za biedne, pokrzywdzone stworzonko.
Ririru nas zna i wie, że nie robimy złych rzeczy. – Pokiwał głową, skoczywszy na głęboką wodę. Posłał przy tym pytające spojrzenie aniołowi, jakby chciał się dowiedzieć, skąd ten zna jego prawdziwe, prawie nieużywane od dziesiątek lat imię.


jakim kompletnym potworem będę nawet sam dla siebie?
wzniosę otchłań tak podniebną, nawet w w niebie zbledną
2D3448 -MG || #562318 - wypowiedzi

Kirai





Kirai
Poziom E
GODNOŚĆ :
Jirō Hirai.


Powrót do góry Go down


W głębi lasu; chata Liriella i Iana - Page 3 Empty Re: W głębi lasu; chata Liriella i Iana

Pisanie by Ian on 11/8/2019, 10:14
____Jak na długowiecznego anioła, Liriell był czasami mało pojętny. Nie to, żeby Sawyers myślał o nim źle albo żeby miał mu to za złe – zresztą często uważał jego naiwność za całkiem uroczą – jednak momentami ciężko było machnąć ręką na wybryki, które były efektem tego, że czarnowłosy nie zdawał sobie sprawy, że kogoś nimi rozdrażni. Chciał po prostu udzielić pomocy, nawet jeśli oznaczało to, że obiekt tego heroicznego czynu znajdzie się o wiele za blisko.
____I nawet jeśli oznaczało to, że Ian będzie bardzo niezadowolony.
____Nie lubił intruzów. Zwykle oznaczali albo niebezpieczeństwo, albo krzywe spojrzenia skierowane w jego stronę. Jednak teraz przez myśl mu nie przeszło, że raczył podobnym wzrokiem kogoś, z kim miał znacznie więcej wspólnego niż z aniołami, które od jakiegoś czasu otaczały go na co dzień i dla których to on był nieproszonym gościem.
____„Ty jesteś taki sam.”
____Rudowłosy przygarbił się mimowolnie, nawet nie kryjąc się z tym, że ten komentarz nie przypadł mu do gustu. Widok skwaszonej miny przypominał czytanie z otwartej księgi, w której właśnie pojawił się nasz najmniej ulubiony bohater. Nie rozumiał, dlaczego Liriell obrażał go w obecności innej osoby – najwidoczniej ten ktoś musiał nieźle namieszać mu w głowie i nic dziwnego, że te wszystkie teorie spiskowe, które pojawiły się w głowie Ravena, zagwarantowały kilkanaście ujemnych punktów na koncie wymordowanego.
____Aha. Zapamiętam to sobie ― wymruczał pod nosem, uznając, że absolutnie nie da się wybić z rytmu jakimś głupim i nieprawdziwym komentarzem. W efekcie przypominał jedynie obrażone dziecko, które najpewniej już jutro miało zapomnieć o całej sytuacji, choć jeszcze dziś groziło, że pamięć o niej zostanie z nim do końca życia.
____„Nie gnijemy. Nie mamy gangreny, panie medyk.”
____Jakie nie gnijemy? Że niby jest was więcej? ― Odruchowo rozejrzał się po pomieszczeniu, jakby dopiero dotarło do niego, że poświęcił za dużo uwagi nieznajomemu, który znajdował się za blisko skrzydlatego, a za mało reszcie otoczenia. W jednej chwili był gotów chwycić za pierwszy lepszy przedmiot, który nawinąłby mu się pod rękę – krzesło, wieszak czy nawet cholerną poduszkę – byleby tylko mieć coś, czym mógłby się porządnie zamachnąć i ubić jego kolegów, jeśli tylko zaszłaby taka potrzeba.
____Ale nikogo więcej tu nie było, a Raven niemalże od razu wypuścił gwałtownie powietrze ustami, jakby wcześniej nabrał go do płuc tyle, by przynajmniej wydawać się znacznie większym od całej reszty.
____Dlaczego w ogóle mnie w to mieszasz? ― rzucił z nieskrywanym wyrzutem, gdy spojrzenie bruneta usiłowało zrzucić na niego niewidzialny ciężar. Zdawało się, że Sawyers doskonale znał to spojrzenie – jakby już nieraz miał z nim do czynienia. No chyba mi nie odmówisz, Ian?Słuchaj. To, że Riruriru tiruriru ci ufa, nie znaczy, że ja też. Gdybyś zobaczył innych patałachów, którym zaufał, zapewne zrozumiałbyś mój punkt widzenia. ― Co z tego, że jeden patałach właśnie znajdował się naprzeciwko niego. Ian nawet się nie spostrzegł, gdy mimowolnie wykonał gest podwijania niewidzialnych rękawów i postąpił pierwszy krok w stronę nieznajomego. Trudno było powiedzieć, czy zamierzał dać mu w mordę, czy jednak udzielić pomocy, by zmył się stąd jak najszybciej. ― W każdym razie oczywiście, że mnie nie ugryziesz.
____Bo inaczej urwę ci rękę i wsadzę ją w dupę.
____Tym razem to on posłał wymordowanego uśmiech, jednak ten nie miał nic wspólnego ani z zadowoleniem, ani z próbą przymilenia się. Był wyraźnie wymuszony i naładowany nieprzyjemnymi emocjami – w końcu żadnymi innymi nie raczyło się natrętów.
____Jest złamana? ― Zerknął w stronę anioła, jakby tylko on mógł udzielić mu wiarygodnej odpowiedzi na temat stanu pacjenta.
Ian





Ian
Opętany

Powrót do góry Go down







Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 3 Previous  1, 2, 3

Powrót do góry