gry online



Go down


Pokój 13.

Pisanie by Karyuudo on 12/3/2017, 21:37



Słońce przewędrowało już ponad połowę swej łukowatej, niekrótkiej drogi po szafirowym, lekko zachmurzonym nieboskłonie, kiedy to Karyuu ujrzała - dzięki A'tar - zarys znajomego jej, acz rzadko odwiedzanego budynku. Biorąc pod uwagę fakt, że wyruszyła w tę stronę niedługo po cudownym, orzeźwiającym oraz zalewającym świat płomiennym pomarańczem świcie, to śmiało i bez wahania można stwierdzić, iż przemaszerowanie do zbawiennego, cudownego celu zajęło jej dłużej niż zwykle. Nie było to ani troszeczkę, jednakże, dziwne, zważywszy na targające brutalnie, bezlitośnie jej organizmem zatrucie pokarmowe - zmuszające ją do zatrzymywania się co jakiś czas podczas tej samotnej wędrówki, uzupełniania umykających z ciała płynów i zrzucające na jej zgrabne barki tonowy ciężar czystego, uginającego osłabione kolana zmęczenia. Przystanęła na krótki, prędko przemijający moment, łapiąc chrapliwy, szorstki oddech i zgarniając, zbierając w sobie siły na przebrnięcie ostatnich kilkunastu metrów dzielących ją od przywodzącego na myśl jarzący się na horyzoncie raj hotelu. Wypuściła wreszcie powoli, miarowo nagromadzone w płucach powietrze, ażeby ruszyć następnie ku wspomnianemu, mogącemu pomóc jej w aktualnej sytuacji wielce i ogromnie przybytkowi.

Doczłapawszy do dwuskrzydłowych, nieco obdrapanych drzwi wejściowych, Karyuu natychmiast i bez zbędnych ceregieli przekroczyła je na tyle pewnym, stabilnym krokiem, na jaki tylko mogła sobie w teraźniejszej chwili pozwolić. Ociężałe, ospałe ciało domagało się głośno, żałośnie słodkiego odpoczynku, lecz zapalona w umyśle czerwona lampka nie pozwalała poddać się temu duszącemu, skręcającemu wnętrzności pragnieniu - w pierwszej kolejności złotowłosa musiała poradzić sobie z niespodziewaną, nagłą chorobą, która zalęgła się boleśnie w jej żołądku.
- Ten, co zwykle - zwróciła się słabym, wątłym głosem do stojącego na baczność za kontuarem, świetnie ją pamiętającego androida, wkrótce potem, po załatwieniu wszystkich koniecznych formalności, otrzymując kluczyk do 'swojego' pokoju. Miast wspiąć się na któreś z wyższych, oferujących 'ładne' pomieszczenia pięter, szkarłatnooka niewiasta skręciła na parterze w lewy korytarz, zeszła stromymi schodami na dół i na koniec skręciła na drugim skrzyżowaniu w prawo, zatrzymując się - w końcu - przed metalowymi drzwiami prowadzącymi do skromnej klitki, którą to zazwyczaj w tymże hotelu wynajmowała. Nie czuła się pewnie i dobrze w większych pomieszczeniach, luksusy wspanialsze i dosadniejsze nie interesowały ją, zaś obsługi jakiejś szczególnej nie potrzebowała. To tutaj - mały pokoik z piętrowym łóżkiem, dawno niedziałającym już sprzętem, paroma stalowymi szafkami oraz doczepioną do niego, niewielką łazienką o potłuczonych kafelkach i z bieżącą wodą lecącą z kranu - w zupełności jej wystarczyło.

Przemierzyła niedużą przestrzeń trzema chwiejnymi już, wypalającymi się krokami, po drodze chwytając z jednej z półek kubek wykonany ze stali nierdzewnej i wreszcie wbijając się - niemal dosłownie - do wystarczająco wyposażonej ubikacji. Załatwiwszy ponaglające jej jelita i pęcherz sprawy, Karyuu przemyła dokładnie zgarnięte naczynie, starannie je wytarła, po czym wrzuciła na jego dno schowany podczas podróży do kieszeni kwiatek mający załagodzić zjadające ją od środka, gryzące objawy. Podgrzała denko od spodu trzymaną w drżącej dłoni zapalniczką, opierając się ciężko o nadtłuczony, delikatnie popękany - acz dalej świetnie funkcjonujący - zlew. Przypiekłszy roślinę do odpowiedniej, właściwej temperatury - przynajmniej miała nadzieję, że takową uzyskała - zalała ją świeżą wodą z kranu i leciutko, ostrożnie wymieszała kręcąc stalowym kubkiem. Uzyskawszy pożądany roztwór, złotowłosa wróciła do wynajętego pokoiku - który kiedyś, kiedyś musiał być najprawdopodobniej pomieszczeniem dla służby lub czegoś podobnego, jako że nie nadawał się najzwyczajniej w świecie dla wybrednych klientów czy zamożnych gości - i opadła na dolne łóżko. Materac nie był może najmiększy i najprzyjemniejszy, lecz dla niej spełniał swoje zadanie idealnie i doskonale, tak samo czysta - w miarę - pościel. Zrzuciwszy z siebie ciężki, podróżny płaszcz - o którym kompletnie wcześniej zapomniała - Karyuu wypiła ciepły jeszcze, rozgrzewający jej wnętrzności wywar, tuż po tym odkładając naczynie na ziemię i samej układając się do snu - nie miała w tej chwili jakichkolwiek problemów z zaśnięciem, ponieważ była po prostu wypruta z wszelkich sił.


Theme | Ubiór i wygląd: Jak w profilu | Obrażenia/Choroby: Zatrucie pokarmowe, przemęczenie
Dodatkowe informacje:
Brak





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
Karyuudo





Karyuudo
Dezerter
GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 13.

Pisanie by Karyuudo on 27/3/2017, 21:27


Ciemność ją otaczała, głęboka i dusząca, i liżącą leniwie całe jej ciało swoim giętkim, lepkim językiem mroku. Nie widziała nic - nawet czubka własnego nosa - pośród tego bezkresnego oceanu czerni, trwając tak w kompletnym bezruchu w tej pustej, głuchej Nicości. Cisza rozbrzmiewała wokół niej delikatnymi, niesłyszalnymi nutkami, przywodząc na myśl bycie zamkniętym w uszczelnionym, małym pomieszczeniu - dokładnie takim, jakie używa się do testowania oraz sprawdzania słuchu pacjentów. Tylko że w tym przypadku nie było słuchawek, przez które protetyk wysyła piski i szumy - niskie, wysokie, ciągłe oraz przerywane - jak również nie sposób było znaleźć w tym ciasnym, napawającym klaustrofobicznym uczuciem miejscu nawet i grama cudownego, podnoszącego na duchu światła. Wyłącznie flauta wirowała w przepięknym, akrobatycznym tańcu wewnątrz tegoż pokoiku, ciągnąc za sobą porozrywane, poszarpane niteczki szczerzącej zębiska mroczności.
Ból!
Przenikliwy, żrący, wgryzający się zakrzywionymi, niemożliwymi do zliczenia kłami w umysł jasnowłosej niewiasty. Desperacja wbiła się do bijącego prędko, zbyt szybko serca niczym strzała o rozżarzonym, morderczym grocie, natychmiast niemal dominując na płaszczyźnie emocjonalnej i wypychając z niej wszelkie inne doznania. Spokój i neutralność roztrzaskały się na mikroskopijne, nierówne kawałeczki, kiedy to organizm zapłonął palącym, rozdzierającym mentalność cierpieniem. Otworzyła czerwone usteczka w niemym krzyku, zacisnęła kurczowo blade palce na materiale przykrywającym jej klatkę piersiową, zamknęła oczka - szafirowe, zalewane z każdą mijającą sekundą coraz większą ilością szkarłatnych pigmentów - gdy to otoczenie rozświetlone zostało nagle i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia mocnym, białym błyskiem. Mroczki - skaczące, migoczące i błyszczące złośliwie - pochłonęły jej wizję, nie pozwalając ujrzeć niczego nawet mimo faktu, iż światło unormowało się łaskawie i lśniło jedynie na tyle, aby przeistaczać przytulającą ją wcześniej czerń w mdłą, przygnębiającą szarość.
- Idealna.

Wyrwała się ze swego snu gwałtownie, energicznie, siadając - praktycznie nieświadomie - na średnio miękkim materacu i łapiąc łapczywie, desperacko powietrze. Płuca nie chciały współpracować, kłując i piekąc, zaś ciało wstrząsane było niekontrolowanymi, szarpiącymi drgawkami. Pochyliła się do przodu, opierając czoło o uniesione, złączone kolana i zaciskając mocno, jak najsilniej tylko potrafiła powieki. Przez moment było jej niedobrze, lecz uczucie to stosunkowo szybko przeminęło, zostawiając za sobą gorycz na języku i lód na pokrytym potem karku. Odetchnęła - krótko, urywanie, płytko - raz, drugi i trzeci, dotykając - muskając bardziej - trzęsącymi się palcami suchych rzęs. Jakże marzyła, żeby były mokre; żeby po policzkach obdartych z kolorów popłynęły słone, świeże łzy; aby z gardła wyrwał się chociażby najmniejszy, najżałośniejszy szloch. Nic takiego, jednakże, się nie stało, toteż Karyuu - po długich, ciągnących się minutach - wstała z łóżka i udała się do łazienki się odświeżyć oraz, nieco później, napić podgrzanej w przemytym kubku wody. Przyodziawszy swoje ubrania i ułagodziwszy nieco rozwichrzoną grzywkę, kobieta spojrzała w swoje odbicie majaczące w niepolerowanym już od dawien dawna lustrze. Nie stanowiła najlepszego, najzdrowszego okazu, cała bladziutka i z cieniami pełzającymi pod oczyma, lecz zignorowała to i odwróciła się od gładkiej, szydzącej z niej tafli. Pozbierawszy wszyściutkie swoje zabawki, ex-Łowczyni wyszła z wynajętego pokoju i udała się do głównego holu hotelu.

Tam przystanęła - między kolumną zasłaniającą jej widok na drzwi wyjściowe a konturem, za którym znajdował się noszący wytarty garnitur robot - i zamyśliła się na chwilę, przypominając sobie, dlaczego tu przywędrowała. I co było wcześniej. Rozmowa z androidem i nieznanym osobnikiem - najprawdopodobniej Wymordowanym, chociaż na sto procent pewna nie była - w lesie oraz łaknienie pozyskania dodatkowej broni - palnej - zmusiły ją do zastanowienia się nad tym, gdzie mogła rzecz taką zdobyć. Stare magazyny rozsiane po Desperacji wieki już temu były ograbione z dóbr, broni i zapasów; kryjówki najróżniejszych działających na terenach tego skromnego piekła organizacji nie wchodziły w grę, będąc zbyt pilnie strzeżonymi; Miasto 3... Zerknęła na noszoną na lewym nadgarstku fałszywą przepustkę, zaciskając usta w wąską linię, aby zaraz wypuścić niespiesznie, ciężko powietrze zgromadzone w niekooperujących dzisiaj najlepiej płucach. Mogła wybrać się do M-3, lecz jeżeli pójdzie sama, to znalezienie upragnionego sprzętu, nie wspominając o przetrwaniu ewentualnych konfliktów, może okazać się trudne. Czy naprawdę broń ta była jej aż tak potrzebna, żeby narażać się dla niej na potyczki, rany i potencjalną śmierć? Tak, jeśli spojrzeć na przygnębiające, wykazujące braki w repertuarze jej zdolności oraz dostępnych środków obrony i ataku wydarzenia z baru. Dotąd udawało jej się radzić z egzystencją na Desperacji posiadając wyłącznie wierną łopatę, jednakże... to będzie niewystarczające, jeśli dane jej będzie wcinać się w sytuacje takie, jak tamta. Wzrok jej powędrował mimowolnie do blatu kontuaru, na którym spoczywało paręnaście zgrabnych, ułożonych równo karteczek: profili, ogłoszeń i innych drobnostek. Pośród nich dostrzegła ręcznie robioną, prostą wizytówkę najemnika nienależącego do żadnej grupy bądź organizacji - rzadko kiedy spotykane, ponieważ wolnych strzelców albo desperacko rekrutowano, albo zabijano dla zmniejszenia konkurencji. Przechyliła delikatnie głowę, żeby po namyśle i ułamku zawahania chwycić za nią pod czujnym okiem eleganckiego, acz starego robota wydającego klucze do apartamentów. Po tym ruszyła miarowym marszem ku wyjściu, nakładając na głowę przed opuszczeniem tegoż zacnego lokalu głęboki kaptur i otwierając na wbudowanym w przepustkę, mało przez nią używanym komunikatorze okienko nowej wiadomości do wysłania.

z.t.


Theme | Ubiór i wygląd: Jak w profilu | Obrażenia/Choroby: (lekkie) przemęczenie
Dodatkowe informacje:
Brak





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
Karyuudo





Karyuudo
Dezerter
GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 13.

Pisanie by Karyuudo on 3/2/2019, 23:27

Mimo najkrótszej obranej drogi, to dłużyła się ona niemiłosiernie dla Karyuu i sprawiała wrażenie o wiele dłuższej, żmudniejszej niż rzeczywiście była. Po tym, jak obrała prowadzenie w celu pokierowania ich wędrówką, jasnowłosa raz tylko zerknęła przez ramię dla sprawdzenia tego, czy młodzieniec za nią podąża. Dopiero po kilkunastu pokonanych metrach - kiedy kierunek marszu był jasny i wyraźny - zwolniła kroku i zrównała się z nim, idąc z nim ramię w ramię, lecz przy tym uważając na to, aby przypadkiem go nie szturchnąć, nie zahaczyć smukłym barkiem. Nie znała jeszcze jego granic przestrzeni osobistej i nie chciała go całkowicie niepotrzebnie stresować, toteż pilnowała każdego swojego ruchu i kroku, jaki podejmowała. Nie omieszkała, jednak, zerkać na niego co jakiś czas, oceniając jego stan i poczucie humoru, i generalnie nastrój - ciężko musiało mu być po ostatnich wydarzeniach w Barze, jej z pewnością było. Przełknęła, przypomniawszy sobie zarażonego jakimś tajemniczym syfem mężczyznę, jego twarz i głos, i zachowanie - nic dobrego w tym nie było, nic pozytywnego i właściwego. Nie wyglądało to na normalne, typowe choróbsko, ale z drugiej strony Karyuu nie znała się na medycynie na tyle, żeby móc takie coś na sto procent stwierdzić. Nie było to po prostu coś, z czym wcześniej się zetknęła czy o czym od kogoś słyszała, a nie było wątpliwości odnośnie tego, że takie informacje by pamiętała dzięki swojej cudownej, fotograficznej pamięci.

Rozmyślania przerwało jej wyłonienie się w oddali znajomego, odwiedzanego już przez nią parokrotnie budynku, na widok którego odetchnęła krótko i z ulgą. Tutaj będą mogli w spokoju odpocząć i odetchnąć - może nie w jakimś świetnie urządzonym, wyposażonym w nie wiadomo co pokoju z pięknym widoczkiem z okna, ponieważ nie miała na coś takiego funduszy, ale przynajmniej będą mogli przespać się w łóżku i napić chłodnej, orzeźwiającej wody. Gdy byli już praktycznie przed samymi drzwiami, bez większego zastanowienia chwyciła Shirōyate za nadgarstek i poinformowała łagodnie Arashi'ego, żeby ten znalazł sobie jakieś wygodne miejsce na którymś z pobliskich drzew. Nie była pewna, czy dozwolone było wnoszenie zwierząt do hotelu, lecz nie chciała niczego w momencie tym ryzykować, więc postąpiła właśnie tak, a nie inaczej. Gawrak zakrakał z niezadowoleniem i dziobnął ją uszczypliwie w bok szyi, lecz po krótkiej, naszpikowanej błagalną nutką rozmowie dał się namówić na pozostanie na zewnątrz - prędko ulokował się na grubej, mocnej gałęzi obsianej mniejszymi patyczkami i nieukontentowanym, obrażonym wzrokiem wpatrywał się w wejście do przybytku. Będzie tu siedział i pilnował, tak. Będzie tu tkwił i trzymał wartę, aż Złoty Kłos i Cherlawa Panda nie wypoczną i nie wyjdą z Czarnej Melancholii. Tak, dokładnie! Karyuu zerknęła na niego z iskierką poczucia winy i niemych przeprosin, po czym przekroczyła próg ze szczupłymi palcami dalej obejmującymi nadgarstek Shirōyate.

Tym razem za pobyt w niedużym, skromnym pomieszczeniu zapłaciła zadbaną, wyczyszczoną i cudownie ostrą maczetą - będzie musiała znowu poszukać jakiś błyskotek i drobnych rzeczy na przyszłe wymiany, ponieważ malutko już ich jej zostało. Praktycznie nic. Odkładając ten problem na bok, kobieta chwyciła podany jej klucz i udała się do znanego już jej, małego pokoju z doczepioną do niego łazienką. Wnętrze niewiele zmieniło się od jej ostatniej wizyty, gdyż mało kto wybierał właśnie to, praktycznie najtańsze miejsce, kiedy do wyboru miał te bardziej dystyngowane, dobrze wyposażone - jak na warunki Desperacji - opcje. Spojrzała na Wymordowanego i otworzyła usteczka, żeby zapytać go, czy woli spać na górze, czy na dole, kiedy dobrnął do niej galopem fakt, że w dalszym ciągu trzyma go za nadgarstek. Puściła go niby poparzona i zerknęła na bok z zakłopotaniem, bo przecież przez calutką drogę uważała, żeby nie naruszyć jego przestrzeni osobistej, a tutaj targa go za sobą jak podekscytowana nastolatka swoją przyjaciółkę. Albo przyjaciela. Tak. Odchrząknęła nerwowo, niepewnie, zajmując się ściągnięciem z siebie ciężkiego, magicznego płaszcza podróżnego i zawieszając go z niemalże czułością na prostym, prawie że obskurnym krześle stojącym przy zawalonym starą techniką biurku.
- Wolisz... wolisz górę czy dół? - zapytała, machając sztywno dłonią w kierunku piętrowego łóżka i dopiero wtedy zwracając na niego swoje czerwone ślepka.





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
Karyuudo





Karyuudo
Dezerter
GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 13.

Pisanie by Shirōyate on 13/2/2019, 03:16
Już naprawdę niemal do tego przywykł. Do bliskości drugiej osoby, do nagłego dotyku. Do tego, że ludzie, tak po prostu, potrzebowali czasami naruszyć czyjąś strefę. I większość z nich nie robiła tego w złych intencjach.
 Nie zmieniało to jednak faktu, że przez umysł młodego wymordowanego przemknęło kilkadziesiąt, kilkaset, kilka tysięcy obrazów z przeszłości. Zbliżenia na ręce ociekające gęstą, półprzeźroczystą cieczą. Na usta wypowiadające słowa. Na nagi tors. Biodra wciśnięte pod jego uda. Wciągnął powietrze przez zęby, ale nie wyrwał się Karyuudo, choć pod palcami złotowłosej drobny nadgarstek wyraźnie nabrał twardości, gdy wszystkie mięśnie Shirōyate napięły się gotowe do przyjęcia ataku.
 Znał cenę swojej naiwności. Płacił za nią słono za każdym razem, gdy zdawało mu się, że wyczerpał już limit pecha i każda kolejna transakcja będzie na miarę jego możliwości, tej jego metaforycznej kieszeni. Ilekroć postanawiał sobie, że tym razem nie da się zerżnąć przez życie, życie postanawiało wybuchnąć śmiechem — czyżby?
 Miał jednak dość dzisiejszego dnia, dość tego, że Zawiść i Furia pilnowały każdego jego ruchu, jakby nie można go było zostawić samego. Miał dość Sheby i jego siły, władzy, którą wykorzystywał do znęcenia się i...
 Hiroki odepchnął od siebie i te myśli. Zmusił się, aby skupić uwagę na teraźniejszości. Na schodach, po których się wspinał, na odcieniu jej kosmyków, na cieple jej ręki i wreszcie na tym, że nie tylko ta ręka była ciepła. Twarz chłopaka pozostawała nieodgadniona; nie dałoby się określić tego, nad czym się zastanawiał. Tym jednak razem gorąco przebiło się przez chorobliwie bladą skórę i wykwitło na policzkach i nosie w postacie mocnych, czerwonych plam. Nie zdawał sobie z tego sprawy aż do teraz.
 Zdążył wsunąć palce na zarumienioną skórę akurat w chwili, w której łowczyni się zreflektowała. Nadgarstek, który puściła, zawisł luźno wzdłuż wychudłej sylwetki młodzieńca, ale on sam się nie poruszył.
 Śledził uważnie jej ruchy, rozmasowując zaczerwienione miejsce. Nie do końca wiedział, co powinien zrobić. Z braku lepszych opcji skrzyżował ramiona na wątłej klatce piersiowej i zmusił się, aby wbić wzrok w piętrowe łóżko, na które wskazała. Góra czy dół?
Nie mógłbym spać z tobą? Cały się spiął, gdy wreszcie zdobył wystarczającą porcję odwagi na zadanie tego pytania. Kiedy je wypowiadał, miał wrażenie, że przeklina w kościele. Z równym zdenerwowaniem wsłuchiwał się w ciszę, jaka zapanowała chwilę po tym.
Shirōyate





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 13.

Pisanie by Karyuudo on 13/2/2019, 21:32

Och?
Mrugnęła ze zdziwieniem, dostrzegłszy czerwony rumieniec malujący się na policzkach i nosie młodzieńca niczym pole pięknych tulipanów kwitnących pośród idealnie zielonej, pozbawionej innych kwiatów trawy. Na pewno nie takiej reakcji się spodziewała, lecz z drugiej strony nie oczekiwała też ostrych słów ze strony młodzieńca czy jakiejś agresywnej, fizycznej reakcji obronnej - w ogóle nie myślała, kiedy pochwyciła jego nadgarstek w swoje smukłe, blade palce i nie zastanawiała się nad konsekwencjami swoich zadziwiająco śmiałych czynów. Ulgę słodką i dźwięczną przynosiło jej to, że nie dość, że Shirōyate dał się zaciągnąć do wnętrza hotelu i potem tego pokoju bez żadnych protestów, sprzeciwów czy negatywnych zachowań, to jeszcze nie wydawał się zastraszony lub zaszczuty niby bite, katowane w przeszłości zwierzę. Desperacja, niestety, pełna była takich smutnych, żałosnych i wyniszczonych jednostek i ona sama tańczyła na takim pograniczu, ponieważ przygniatana i jednocześnie pchana do przodu była przez własne, wżerające się w jej serce poczucie winy oraz dawne, wbite w jej pamięć niby stalowe gwoździe wydarzenia. Nie miała jak ich zapomnieć, nie miała jak się ich pozbyć i nawet nie chciała, mimo że czasami życie z nimi przewijającymi się przez myśli było naprawdę ciężkie oraz przytłaczające. Wyniszczające. I budujące zarazem. Hah. Przełknęła i przygryzła dolną wargę od wewnątrz, skrycie, powstrzymując się przed wyciągnięciem dłoni i tyknięciem muśniętych szkarłatem policzków. Takiego widoku - niewinnego i słodkiego, i orzeźwiającego szarość Desperacji - dawno już nie dane jej było widzieć, z jej samotnymi podróżami i stronieniem od innych osób, i unikaniem tłumów, i generalnie natykaniem się na jednostki niezdolne - fizycznie albo emocjonalnie - do takich reakcji.

Wyrwana ze swoich bezczelnych obserwacji - przez ostatnie miesiące często przyszło jej pytać samą siebie, co też ona wyrabia i wyczynia. Doprawdy... co się z nią ostatnio dzieje? - została przez pytanie Shirōyate, które na krótki, acz dobitny moment wprowadziło ją w osłupienie i czyste, niepozwalające pochwycić jakichkolwiek słów zdumienie. Tego też się nie spodziewała, ani odrobineczkę i troszeczkę. Nie sądziła, że młodzieniec będzie chętny do wchodzenia z kimkolwiek w kontakt fizyczny, a tym bardziej w inicjowanie go - nie tak dużo ludzi, jakich przyszło jej napotkać na swojej drodze czuło się komfortowo z czymś takim, a i ona ze swoim samotnym stylem życia nie miała wiele ku temu okazji. Chociaż z drugiej strony... to, iż nie wyrwał się wcześniej z jej uchwytu i ten jego rumieniec dalej rozsmarowany po jego policzkach świadczyły o tym, że wcale nie był negatywnie czy wrogo nastawiony wobec obcego dotyku. Może nawet go potrzebował? Zwłaszcza po tym, co stało się w Barze? Odetchnęła i, podjąwszy decyzję, obdarowała go jednym z tych swoich delikatnych, lecz widocznych uśmiechów - kruchych i niepewnych, i zabarwionych melancholią.
- Nie mam nic przeciwko - powiedziała, ściągając z szyi swój biały czas i odkładając go razem z łopatą na blat niewielkiego, zawalonego niedziałającą i wiekową technologią biurka. Po tym przemyła twarz w małej, skromnej łazience i usiadła na, oczywiście dolnym, materacu piętrowego łóżka. Dała tym samym możliwość Shirōyate wybrania tego, czy woli spać przy ścianie, czy też na krańcu, samej zamierzając dostosować się po tym, jak ten dokona decyzji. Nie chciała przytłaczać go swoją obecnością, a żeby było mu wygodnie i bezpiecznie - to się teraz dla niej najbardziej liczyło. Sama czuła nutkę niepewności i jednocześnie czegoś jeszcze - podekscytowania? - ponieważ od zdezerterowania rzadko zdarzało jej się spać w obecności kogoś innego, zwłaszcza w takiej małej odległości od tej drugiej persony. Było to, więc, coś dla niej nowego i innego, i... dobrego?





MGowy temat - Jeśli prowadzę Ci misję, warto się z nim zaznajomić.

Pst, don't look inside!
Spoiler:
Karyuudo





Karyuudo
Dezerter
GODNOŚĆ :
Karyuudo


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 13.

Pisanie by Shirōyate on 14/2/2019, 19:56
Nie miała nic przeciwko.
 Sens wyrazów docierał do niego o wiele za długo, jakby zbyt solidnie zabarykadował się pewnością, że nieznajoma odmówi. Dźwięk potwierdzenia wywołał u niego krótkie drgnięcie jakiegoś nerwu. Brew ściągnęła się na moment, wargi zacisnęły. Nic przeciwko, droga wolna. Rozumiesz? Tykały następne sekundy, a on stał gdzie go postawiono i wpatrywał się tępo w dwupiętrowe łóżko. Mur, jakim się obwarował, przepuszczał echo jej słów i kiedy wreszcie runęła część konstrukcji, Hiroki zmusił się, aby spojrzeć na Karyuudo. Patrzył jej prosto w twarz, oczekując następnej reakcji. Wybuchnięcia śmiechem, któremu daleko do sympatycznej wesołości albo skrzywienia się, po którym sarkazm zostanie namacalnie wyczuwalny.
 Tymczasem kobieta ułożyła jasne usta w uśmiech i tylko tym jednym zburzyła całą fortecę, za którą ukrył swój sceptycyzm. Trzymając ręce skrzyżowane na piersi poczuł jeszcze jak palce oparte dotychczas luźno na przedramieniu, nagle mocniej się zakleszczają. Naprawdę się zgodziła.
 Wszystkie załamania na jego twarzy z powrotem się wygładziły, przywołując na oblicze nastolatka typowy, niezainteresowany wyraz. Śledził uważnie jej ruchy, gdy odkładała łopatę na biurko, a potem kierowała się do łazienki. Sam nie do końca wiedział, co powinien zrobić i na ile może sobie pozwolić.
 Ubranie, które na sobie posiadał, dawno straciło datę ważności. Domyślał się tylko jaką masą zapachów musiał pachnieć — ziemią, drewnem, kobiecymi perfumami, od nielicznych dziwek Jinxa, na które było stać na flakoniki. Czy jeśli znajdzie się bliżej Karyuudo, uzna te wonie za przyjemne?
 Machinalnie złapał za zamek bluzy i rozpiął ją z głośnym „bzzzz-t”. Odsłonił tym samym białe ramiona z dziesiątkami zadrapań i otarć, z którymi od jakiegoś czasu już się nie krył. W jego życiu było wystarczająco dużo wstydu, aby nauczyć się z tym wstydem działać. Nie mówiąc o tym, że chciał się pozbyć okrycia, które najbardziej przesiąknęło burdelem.
 Położył bluzę tuż obok łopaty, na blacie biurka, przyglądając się o kilka chwil za długo prowizorycznej broni. Przez myśl przemknęła ochota, aby dotknąć metalowej blachy, ale teraz każda czynność, którą nieznajoma mogła uznać za zbytnie panoszenie się, wydawała mu się niewarta świeczki. Poza tym, ile to razy mordował w sobie iskierki ciekawości tylko po to, by przeżyć?
 A jednak wyszedł z inicjatywą i teraz, kiedy podszedł do łóżka i samą gestykulacją starał się jej przekazać, aby położyła się pod ścianą, zaatakowały go nowe warianty. Być może za często tchórzył i dlatego trafił na dno łańcucha pokarmowego? Dotknął starej, ciężkiej kołdry, jaką personel Czarnej Melancholii posłał łóżko. Może gdyby częściej wychodził przed szereg, zdołałby sam opłacić ten niewielki pokój i to Karyuudo byłaby „skazana” na jego „tak” lub „nie”?
 Położył się na brzegu, wpierw na plecach, a potem nagle przerzucając się na bok. Uznał, że przynajmniej tyle mógł zrobić. Częściowo rozumiał niebezpieczeństwo, jakie czyhało na każdym kroku i być może dlatego uznał, że wariant wtargnięcia do pomieszczenia był więcej niż realny. Jeżeli ktokolwiek czymkolwiek zaatakuje...
 Uniósł stalowoszare oczy, chcąc skrzyżować swoje spojrzenie ze wzrokiem jasnowłosej. W klatce piersiowej miał kolibra, który tłukł się o żebra, szukając ujścia. Uderzenia niespokojnego serca musiały być słyszalne w drugim lokum.
Opowiesz mi — chciał zapytać, ale słowa, jakie zabrzmiały wewnątrz głowy Karyuudo, przybrały formę twierdzenia. Nieruchomymi ślepiami wpatrywał się w nią wyczekująco.
 Nie chodziło o żadne bajki, choć jego dziecięca twarz mogła wymuszać pewne wątpliwości. Tak na serio Shirōyate chciał przede wszystkim posłuchać o niej i o świecie, w jakim przyszło jej walczyć. O zagrożeniach, z którymi sobie poradziła, trzymając niecodzienną broń. O wartościach, którymi płaciła za schron taki jak ten. Co sprawiło, że mimo szarości, jaka ich otaczała, pozwoliła na bliski kontakt?
Shirōyate





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 13.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Powrót do góry