Ogłoszenia podręczne » KLIKNIJ WAĆPAN «
  • 07/12. Są dwie niewielkie propozycje. Jedna dotyczy schematów - wypowiedz się, druga Pustej Miski - tutaj.
  • 07/12. Fabularny romans do Bernardynów. Zerknij.
  • 05/12. Do 14 grudnia do godziny 20:00 jest czas na wznowienie wątków z przeszłości oraz alternatywnych. W razie pytań należy napisać pw do Rhetta.
  • 16/11. Zapisy na indywidualne wydarzenie dla S.SPEC. Weź udział w wyprawie!
  • 13/11. Do 17 listopada, do godziny 20:00, trwa halloweenowy plebiscyt! Zagłosuj!
  • 04/11. Kolejne ogłoszenie dotyczące zmian. Rzuć okiem.

 :: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4


Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

Go down

Pisanie on 15.09.19 19:54  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Lazarus zmył się z apartamentu chwilę później, bo co będzie siedział tu głodny i samotny.

[ z tematu ]


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.10.19 21:09  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Ile godzin jej nie było? Nie była w stanie określić, pamiętała tylko że było ciemno jak wyszła z mieszkania i powoli robiło się jasno jak wracała. Jakimś cudem nawet znalazła drogę do Apartamentowca, choć po pijaku zajęło jej to znacznie dłużej niż się spodziewała. W przeświadczeniu miała że mieszkanie jest dosłownie za rogiem. Miała farta bo chyba nie byłą jedyną osobą wracającą o tak wczesnej porze do domu, to też nie musiała używać domofonu żeby wejść do budynku. Wpuściła ją jakaś obściskująca się parka, zbyt zajęta sobą żeby zwrócić uwagę na kolor ślepi łowczyni. A ta była z kolei zbyt pijana żeby się maskować, a może kompletnie zapomniała że widać po niej że człowiekiem nie jest.
Ledwo trzymając pion jakoś wpełzła do windy i opierając się o lustro plecami zjechała po nim w dół aż tyłkiem pacnęła na metalową podłogę. Winda kliknęła gdy Angel znalazła się na odpowiednim piętrze i na czworaka powoli wypełzła. Prawie zdążyła, drzwi windy złapały jej łydkę tylko na chwilę. Warknęła coś niezrozumiale pod nosem kiedy zaczęła pełzać dalej, nie mając siły wzbić się do pionu na równe nogi. Pod drzwiami jednego z mieszkań dostrzegając jakieś niskie kwadratowe pudełko pod drzwiami. Nie interesowało jej pod czyimi drzwiami leżało. Podpełzła bliżej i otworzyła je. Oczy rozbłysnęły radością! Usiadła wygodnie pod drzwiami mieszkania 313 i podciągając kolano pod klatkę piersiową wyrwała większy kawałek pizzy z pudełka. - Ananas i szynka? - skrzywiła się lekko ale nie planowała być wybredna i zaczęła pałaszować kawałek po kawałku. Podobno głodny nie gardzi tym co znajdzie, Angel wcale nie planowała być w tej zasadzie wyjątkiem.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.10.19 22:40  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Naprawdę nie sądził, że poranne powroty do domu mogły być w Mieście takie niepokojące. Było nieporównywalnie ciszej, a z ulic poznikał wszędobylski tłum żywych tarcz i Lazarus nie mógł pozbyć się wrażenia, że przemierza odnowione Apogeum. Prawie jak we śnie, w którym nakładają się na siebie zupełnie niepasujące do siebie obrazy. Przecież Miasto zawsze kojarzyło mu się z całym mnóstwem ludzi, upchniętych pod kopułą jak bezwolne sardynki. Do jednej z puszek, dumnie określonej Apartamentowcem, powoli się zbliżał. Nie chciał ryzykować nawet teraz, więc nadal znajdował się pod kamuflażowym zabezpieczeniem łowczego stroju. Może i dookoła nie było żywej duszy, ale Wielki Brat nie potrzebował żywych szpiegów.
 Drzwi pustej windy rozsunęły się na dobrze znanym mu piętrze, ale to co zobaczył z pewnością nie było tym, czego się spodziewał. Miał wrócić wieczorem, głównie z powodu bycia posiadaczem jedynej karty magnetycznej do mieszkania, ale nie pokazał się tu z premedytacją. Spectre wyciszyło jego kroki, gdy powoli zbliżał się do mieszkania. Chciał dać Angel nauczkę, po części licząc na to, że ta pocałuje klamkę i rano jej tu już nie spotka.
 Nawet najcwańszy plan może wziąć w łeb, gdy w końcu natrafia się na coś, co zupełnie nie zostało w nim uwzględnione. Tym razem była to łowczyni rozsiadająca się pod drzwiami i urządzająca piknik wraz z... zaraz, zaraz. Czy to była hawajska? Lazarus przełknął ślinę i zbliżył się do zamka magnetycznego by przystawić do niego kartę ukrytą pod jedną z rękawiczek, odsuwając materiał tylko na tyle, by urządzenie otworzyło drzwi i nie naraziło go na ujawnienie się przed ewentualnymi kamerami na korytarzu. Pchnął drzwi, by te otworzyły się na oścież po czym przeszedł nad Angel i pożeraną przez nią upolowaną dziką pizzą i dopiero znajdując się za progiem złapał łowczynię za tył koszulki i wciągnął ją do środka, tak jak siedziała.
 Powinien ją zostawić i czuł, że jeszcze pożałuje swojej decyzji.
 Dopiero gdy drzwi się zamknęły, wyłączył kamuflaż, zostawiając dziewczynę bez słowa w korytarzu, nie będąc pewnym czy ten mały alkoholik w ogóle zauważył, że otoczenie się trochę zmieniło i poszedł namierzać psa. Bubuś leżał rozwalony po królewsku na łóżku Saiyuri, oczywiście brzuszkiem do góry, w otoczeniu rozszarpanych poduszek, wygryzionego materaca i jakichś losowych ciuchów, które gdzieś znalazł i sobie naznosił, gdy budował legowisko.
 Azarow zdjął maskę, mogąc w końcu normalnie odetchnąć i odruchowo skierował się do lodówki, by dokonać inspekcji. Zupełnie jakby półki miały się same uzupełnić, czego jakimś cudem nie zrobiły. Cóż, pewnie były zepsute.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 08.10.19 23:39  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Na spokojnie sobie wsuwała posiłek który był względnie znośny, nawet było kilka strzępów kurczaczka na pizzy porozrzucanych losowa. Ale wyglądało to na sypnięcie białym mięskiem przez pomyłkę albo resztki jakie mieli w zapasie. Nie zauważyła Lazarusa kompletnie, jego Spectre było zbyt dobre do wyłapania przez trzeźwego wojskowego podczas patrolu nie wspominając o siedzącej na podłodze pijanej łowczyni. Kilka kawałków i zrobiła się pełna. Już chciała odsapnąć kiedy poczuła jak oparcie za plecami w magiczny sposób znika. Z cichym piśnięciem poleciała nagle na plecy a po chwili została złapana za kołnierz koszuli i wciągnięta siłą do środka. - Ej! - warknęła rozglądając się dopiero po chwili dostrzegając jak znikąd bierze się łowca w mieszkaniu. Wymierzyła w niego palcem i tak leżała na boku z rozdziawionymi ustami bo najzwyczajniej nie wiedziała co miała powiedzieć.
Palec drgnął nieznacznie i Angel zacisnęła dłoń w pięść. Odruchowo odkładając na bok pudełko z połową pizzy. Podniosła się na względnie równe nogi i ruszyła w jego stronę. I kiedy tylko doszła do progu sypialni żeby się z nim zmierzyć, ten najzwyczajniej minął ją w progu bez słowa. - Do jasnej cholery LAZ! - warknęła nazywając go po ksywie której nie była w stanie sobie przypomnieć od czasu nabycia amnezji. - Czy ty masz kulwa jaiś płroblem?! - warknęła idąc zygzakiem za nim aż rąbnęła otwartymi dłońmi o blat stołu, podpierając się przy okazji na nim. Czerwone ślepia się wbiły w sylwetkę gmerającego przy lodówce łowcy. Co prawda na mieście ochłonęła, ale jego zobojętniałe zachowanie wprawiło ją w kiepski stan znowu i nie wiedziała zbytnio czemu..


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 09.10.19 16:39  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Zauważył, że była pijana. Nie było to nawet takie trudne. Chwiejny krok, nie potrafiący skupić się na jednej rzeczy wzrok i oczywiście zapach alkoholu, który uderzył go, gdy mijali się w drzwiach. Zignorował warknięcie i powstrzymał się od niewybrednego komentarza, a że złośliwość była jedynym, co aktualnie dla łowczyni miał, skończyło się to na nieznośnym milczeniu.
 Przez chwilę nawiedziła go wątpliwość co do usłyszanego pseudonimu. Czy on sam jej go wcześniej przypomniał? Na pewno nie w skróconej formie, a Angie była jedyną z niewielu osób, która pozwalała sobie na tak beztroskie skróty. Boris zmrużył podejrzliwie ślepia, wpatrując się w nieudane lądowanie na stole. Jeszcze nie był pewny czy łatwiej byłoby mu uwierzyć w udawaną amnezję czy w powolne wracanie pamięci.
 Lodówka po nieudanym szabrowaniu została w końcu zamknięta, a łowca oparł się o jeden z kuchennych blatów, by móc mieć doskonały wygląd na wszystkie ewentualne nie do końca trzeźwe popisy łowczyni i sięgnął po paczkę papierosów.
Ty jesteś moim problemem – westchnął, zabierając się za odpalenie papierosa i mimowolnie uśmiechając się, gdy dotarło do niego to, co powiedział – ... i grzeczniej, kurwa. Nie zapominaj, że jesteś niższa stopniem.
 Nie była niższa stopniem. Lazarus w ogóle nie wiedział czy łowcy sami w sobie posiadają jakąś sztywniejszą hierarchię poza faktem, że musieli pamiętać kto był ich szefem. Teraz jednak liczyło się wyłącznie to, że dziewczyna nie wiedziała o wiele więcej od niego.
 Dłoń z trzymanym papierosem zatrzymała się dokładnie w połowie drogi do ust.
 Mógł. Jej. Wmówić. Wszystko.
 Ślepia rozbłysły mu dziko, idealnie wkomponowując się w ten durnowaty uśmieszek, który od krótkiej chwili pałętał mu się po mordzie.
Powinienem pytać jakie skomplikowane procesy myślowe zaszły w tym tlenionym łbie, że uznałaś upicie się cholera wie gdzie za pomysł lepszy od siedzenia tu na dupie? Czy jednak nie powinienem? Powinienem, prawda?
 Nie musiał czekać na cudowne ozdrowienie jej pamięci by móc zakładać, że najpewniej dała się złapać komukolwiek w równie głupich okolicznościach, a już na pewno po alkoholu. To stworzenie powinno być trzymane z daleka nawet od słodyczy z likierem.
Chcesz fajkę? Zawsze ze mną paliłaś, więc nie mam zamiaru się nie podzielić...
 Położył paczkę papierosów na blacie tuż obok siebie, niemal jak wabik i poruszył nią dodatkowo, by na pewno zwrócić tym uwagę Angel.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 28.10.19 14:49  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Całe szczęście że blat o który się opierała był z marmuru, w ten sposób był w stanie stawić opór naporze siły łowczyni gdy usłyszała co jest źródłem problemu. Szczęka sama się zacisnęła mocniej na te słowa. Zrobiło jej się przykro ale nie zamierzała tego po sobie dawać poznać. I choć te słowa sprawiły że miała ochotę się z tego miejsca ulotnić na dobre, nigdy już nie wchodząc w drogę łowcy, przestać być jego kulą u nogi to nie potrafiła się z tego miejsca ruszyć. Resztkami sił powstrzymując słoną ciecz przed wypłynięciem z jej ślepi. Spuściła głowę w dół, biała grzywka zakryła czerwone ślepia które teraz wbiły się w marmurowy blat. - Skoro jestem twoim problemem to po cholerę mi pomagasz.. - wysyczała starając się trzymać frustrację i żal na wodzy. - Trzeba było mnie zostawić na Desperacji, nie byłabym dla ciebie kulą u nogi.. - dodała nadal nie chcąc na niego patrzeć. - Jak się dowiedziałeś że mam amnezję.. mogłeś się odwrócić i iść w swoją stronę uznając że jestem martwa.. albo cokolwiek.. - może nawet udawało jej się w jakimś stopniu panować na tym by teraz nie pęknąć przed nim. Ale drżenia rąk nie była w stanie opanować. To co wypełzało z jej ust chyba ją bolało najbardziej teraz, nie wspominając o tym że czekała na najgorsze odpowiedzi na swoje pytania. Ale chyba tego potrzebowała żeby jakoś ustalić ich obecną relację. Bo kim ona dla niego była? Kim on dla niej był? Sam łowca nie pomagał jej z dojściem do prawdy. To chyba frustrowało najbardziej.
Ugryzła się w język na wzmiankę o hierarchii rebeliantów. "Skąd kurwa mam pamiętać?!" W tym cały kurwa problem!" warknęła w myślach. Oderwała się gwałtownie od blatu dłońmi i obróciła się plecami do niego opierając się teraz biodrem o krawędź blatu ze splecionymi pod piersiami rękami wbiła spojrzenie w podłogę. Fuknęła pod nosem w odpowiedzi na jego pytanie. - Liczyłam na to że spacer wieczorem po mieście mi coś przypomni.. że może jakieś miejsca będą się wydawać znajomo.. alkohol to wina jakiejś starej znajomej na którą przypadkiem trafiłam. - wymamrotała nawet dość zrozumiale. - Myślałam że może pomoże mi się rozluźnić.. ale nie pomógł.. - dodała przyznając się przed nim do swoich motywów.
Zerknęła na niego przez ramię gdy zaproponował papierosa. Spojrzenie przeniosło się na paczkę fajek i Angel zmrużyła ślepia nieznacznie. W barze jak siedziała z Modliszką to czuła ten mdły zapach, musiała stamtąd wyjść. Teraz po tak sporych ilościach alkoholu jakie wlała w swoje ciało aż czuła jak jej się przewraca w żołądku na widok papierosów. - Spasuję.. tym razem.. - mruknęła dość dyplomatycznie jak na jej daleki od trzeźwości stan.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 29.10.19 19:15  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Powinien dać sobie spokój. Doskonale widział w jakim stanie była łowczyni i do czego mogą doprowadzić jakiekolwiek ostre słowa, a akurat wyłącznie takie dla niej miał. Pozornie zdawał się nie zauważać jej balansowania na granicy wybuchnięcia płaczem, choć tknięty dziwnym przeczuciem nawet nie potrafił odwrócić od niej wzroku. Zupełnie jakby na to liczył.
Nie pomagam. Moja pomoc skończyła się w momencie, gdy uznałaś, że jest gówno warta i sama sobie dasz radę lepiej.
 Naprawdę zdążył pomyśleć, że powinien ją wtedy zostawić, ale te słowa nie zdołały przejść mu przez gardło, nawet jako zwykła złośliwość, której jak podejrzewał, Angie nie będzie nawet pamiętała, gdy już wytrzeźwieje. Przemilczał to, uznając, że mimo wszystko z ciszy zawsze łatwiej jest się później wytłumaczyć niż z kilku słów za dużo.
 Atmosfera zdawała się zgęstnieć do tego stopnia, że spokojnie można byłoby ją pokroić maczetą i to wszystko raczej nie było winą dymu papierosowego, który w zastraszającym tempie wypełniał pomieszczenie. Boris może i myślał, że jego zdenerwowania po nim nie widać, że potrafi je tak świetnie ukryć, ale palony gwałtownie papieros i niemal natychmiastowe odpalenie drugiego od ledwo żarzącej się końcówki poprzedniego, zdradzały wszystko.
Ach, no tak. Jaki ja jestem durny – prychnął, słysząc to absurdalne wyjaśnienie, którego nie potrafił nijak usprawiedliwić – Uznałem, że znajomym miejscem będzie twoja kwatera, twój dom, twarze ludzi z ruchu oporu, twoi towarzysze broni, wspomnienie o akcjach, w których brałaś udział... kurwa... ktokolwiek, kto wyznaje podobne wartości i idee, a nie kurwa spacery po tych zawszonych ulicach pełnych zapatrzonego w dyktatora bydła.
 Ostentacyjnie i prowokująco rozłożył ręce w akcie całkowitego zrezygnowania.
Ugryź się w język. Zamknij mordę. ZAMKNIJ SIĘ.
... ale widać trochę pojebał mi się czas. Wiesz, to co było kiedyś. Zanim nie zaczęłaś się ślinić do władzy i zanim nie wybrałaś żołnierzyka zamiast mnie.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.11.19 2:16  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Dla niej ta kłótnia już się skończyła, nie miała na to siły a powoli rozkręcające się pulsowanie w jej skroniach, zapewne za małą ilością wody a zbyt sporą dawką alkoholu. Nie chciała już o tym myśleć. Jego kopcenie fajki za fajką nie było wcale normalne, przez te kilka dni nie widziała żeby aż tyle palił i tak szybko w tak krótkim czasie. I jasne, dał jej znać że jest wściekły że wyszła. I może faktycznie była wściekła na siebie za to robiła wszystko po omacku bez żadnego plany.
Zacisnęła mocniej szczęki słysząc jego dość dobre argumenty i zarazem wyrzuty w jej stronę. - TAK! Wszystko super, tylko skoro ciebie nie byłam w stanie sobie przypomnieć jeszcze to skąd myśl że będę pamiętać innych?!~Nie pomyślałeś że mi wstyd?! Wstyd że to mi się przydarzyło! Z mojej własnej winy z mojej głupoty! Zdaję sobie z tego sprawę LAZ! - warknęła wściekła. On nic nie rozumiał, nic nie wiedział. Nie znał tego uczucia kiedy nie wiesz nawet kim jesteś. Kiedy ktoś woła cię po imieniu kilka razy pod rząd i nagle wpadasz na to że to ciebie woła, bo to jest twoje imię. A ty jesteś tak żałosną pizdą że nawet tego nie byłaś w stanie zapamiętać. - Myślałeś że jak to będzie wyglądać? Wpadniemy do bazy i wyskoczę do wszystkich.. No siema! Nie pamiętam was bo mnie SPEC złapało i mam amnezję ale jak macie coś ważnego na mój temat to zapraszam na godziny konsultacyjne między 15.00 a 17.00 do mojej kwatery jak tylko ktoś mi powie gdzie ona się znajduje!! Tak to widzisz?! Przyznanie się do amnezji to ostatnia rzecz o jakiej bym myślała w bazie! Bo to jest kurwa UPOKARZAJĄCE! - warczała cała czerwona z gniewu, dysząc po chwili, próbując opanować drżenie zaciśniętych dłoni. Nie usłyszałby od niej tych słów na trzeźwo. Nie chciała żeby wiedział, ale teraz byłą najebana, podkurwiona i nie myślała logicznie. Po prostu mówiła co tylko jej się uformowało w jej parującym łebku. - I jesteś kurwa zadowolony?! Jesteś ostatnią osobą której to chciałam powiedzieć.. nawet nie wiesz jak mnie to trawi od środka że nie jestem w stanie sobie Ciebie przypomnieć! Czuję że jesteś dla mnie kimś ważnym.. TUTAJ.. TU W ŚRODKU! - biła się pięścią po piersi tam gdzie miała serce dla spotęgowania tego co chciała mu przekazać. - I za każdym razem gdy na ciebie patrzę widzę to.. widzę w twoich oczach ten zawód. Jakbyś liczył na to że zaraz sobie wszystko przypomnę a tego nie ma! Serce mi pęka jak muszę na to patrzeć! Czemu nie potrafisz tego zrozumieć?! - była w takiej furii, wylała z siebie całą frustrację właśnie w tej chwili. - I ta cała reszta łowców.. z tymi samymi oczekiwaniami.. Oni nie mogą wiedzieć.. nikt nie może wiedzieć.. nie zniosę tej presji, tej pogardy dla mojej słabości.. to takie żałosne! Nikt.. Zwłaszcza Lider! ON się nie może dowiedzieć.. spaliłabym się przed nim ze wstydu że ma w swoich szeregach tak żałosną, bezużyteczną łowczynię.. - wylewała przed nim serce, jak na osobę pod wpływem alkoholu to musiała bardzo dużo przemyśleć podczas tej nocnej wyprawy. Nie wiedziała że Yuu była kobietą, w ich rozmowach o łowcach nie było wzmianki o przywódcy, z góry założyła że był facet. Opadła na kolana w salonie opierając ręce na stoliku nocnym, spuściła głowę i zamilkła czując jak prawie całe gardło sobie zdarła tym darciem mordy. Nie płakała, była chyba nawet na to zbyt zmęczona.

*Ważne: CapsLock użyty specjalnie dla podkreślenia pewnych fragmentów wypowiedzi na zasadzie sfrustrowanego darcia mordy XD


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 13.11.19 21:35  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
 Oboje nie zdawali sobie nawet sprawy z tego, jak niewiele dzieliło Lazarusa od zmieniania zwykłego zgrzytnięcia zębami w jakiś mało przemyślany, ale z pewnością silny cios, mający uciszyć drącą się na niego dziewczynę. W jego mniemaniu to wyłącznie on tu miał powody, by warczeć. Jednak jego chciwy na uwagę rozumek szybko wyłapał te niewinne podkreślenia ważności jego osoby. W takim wypadku nie mógłby przecież tego wszystkiego ot tak przerwać.
 Już miał kiwnąć głową na znak, że właśnie tak sobie to wszystko wyobrażał, ale skoro jego plan został przejrzany, a w dodatku niezbyt przychylnie przyjęty to nie mógł dalej w niego brnąć, nawet we własnych wyobrażeniach. W tej wizji brakowało chyba jeszcze tylko padania na kolana przed przywódczynią licząc na to, że ta poda jej pomocną dłoń, pomoże się podnieść i razem ruszą hasać na tęczowych łączkach przepełnionych kucykami.
Posłu... – próbował wciąć się w jej słowa, ale nie był pewien czy nawet dziewczyna zauważyła to, że się odezwał.
 W momencie, gdy wspomniała o widocznym zawodzie w jego ślepiach odwrócił wzrok, przenosząc go na neutralny kąt pomieszczenia. Niby przypadkiem, niby mimowolnie, ale najpewniej w ogóle to nie wyszło. Naprawdę liczył, że Angel sobie lada moment wszystko przypomni, ale wyglądało na to, że ten reset był już na stałe.
Naprawdę liczysz na to, że uda ci się ukryć coś takiego? Ktoś się zorientuje wcześniej czy później, że coś jest nie tak.
 Do zawodu w ślepiach Azarowa, gdy ponownie przeniósł wzrok na dziewczynę, dołączyło teraz jawne powątpiewanie w głosie. Coś mu jednak podpowiadało, że niechęć do przyznania się do jakiejkolwiek słabości będzie tak samo silna jak upór w którym Angel może iść w zaparte, że jej nowa, wmówiona rzeczywistość jest tą prawdziwszą nawet od tego, co wiedzą inni łowcy.
Dobrze wiedziałaś jakiego oddanego frajera wybrać na męża, nie? Pomogę ci, jak wytrzeźwiejesz to wtłukę ci do łba wszystkie rzeczy, jakie łowca powinien znać i wszystkie te, które sprawią, że nasz Lider się nie zorientuje.
 Westchnął głośno, by zagłuszyć rozradowane piski licznych kłamstw w jego łbie, które już zaczęły się kotłować w kolejkach, chcąc jak najszybciej zostać wmówione dziewczynie zarówno dla wygody Borisa jak i dla samej zabawy. Ktoś kto twierdził, że nie można zbudować swojego szczęścia na cudzym nieszczęściu chyba nigdy nie spotkał osoby z amnezją.


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

Pisanie on 22.11.19 7:25  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
Klęczała tak na dywanie opierając czoło o splecione przedramiona, zasłaniając przed nim całą twarz. Była zmęczona tym wszystkim, teraz już nawet nie była z siebie dumna że dała się ponieść nerwom. Czemu właśnie Azarov działał na nią w taki sposób?! Czemu emocje w niej szalały gdy okazywał dezaprobatę czy też gniew. Westchnęła ciężko zdając sobie sprawę że musiała teraz przed nim wyglądać jak jakiś żałosny frajer. Pokazała mu swoją słabość, swoje obawy i cała frustracja budująca się w niej odkąd na siebie wpadli wylała się jak woda z przewróconego wazonu. Skuliła się trochę bardziej, ta bezsilność była toksyczna.
Jego słowa sprawiły że palce wbiły się w przedramiona mocniej. Mógł mieć rację. - Może gdzieś w głębi duszy liczyłam na to.. że.. że nikt się mną nie przejmie. Nie pamiętam jaka jest moja rola w łowcach.. nie pamiętam nic, czy umiem coś przydatnego robić czy może jestem bezużyteczna.. choć ta ostatnia opcja brzmi strasznie.. - wymamrotała zniżając zachrypnięty głos. Nie chciała być kulą u nogi! Dopiero kolejne jego słowa ją ruszyły. Aż dreszcz przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa. Podniosła głowę wpatrując się w niego z nie małym szokiem. - Co powiedziałeś? - jęknęła nie mogąc oderwać karmazynowych ślepi od twarzy łowcy. - Ale... mówiłeś wcześniej że... że nigdy nic.. nic nas nie..- dukała urywkami nie wiedząc jak zareagować na to co jej powiedział. Spuściła głowę w dół wbijając wzrok w blat stolika. - Więc te wszystkie czułe gesty.. ja sobie nic nie uroiłam.. - wymamrotała, nogi jej się rozjechały i z klęczek padła tyłkiem na dywan. Podniosła twarz by spojrzeń na Lazarusa z zaszklonymi ślepiami. Ciepłe łzy popłynęły po czerwonych polikach, na ustach zawitał delikatny uśmiech. - Przepraszam.. przepraszam że jestem takim kłopotem dla ciebie.. - chlipnęła ocierając szybko łzy rękawami koszuli. Chyba pierwszy raz przed nim się popłakała. Ale uśmiech zdradzał że to raczej były łzy radości.


Mowa: #0099ff|Myśli:"#0099ff"
                                         
Angel
Wtajemniczona
Angel
Wtajemniczona
 
 
 

GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down

Pisanie on 24.11.19 21:38  •  Apartament Saiyuri '313' - Page 9 Empty Re: Apartament Saiyuri '313'
  "Nikt się mną nie przejmie."
 Te słowa, gdy już raz zostały wypowiedziane, zdawały się odbijać echem po całym pomieszczeniu, nieznośnie zagłuszając wszystko inne. Podejrzewał, że... Nie, on wiedział, że tak właśnie by było. Wizja Angel błąkającej się po Desperacji równie samotnie, co on, na szczęście nie sprawiła, że przytaknął na jej słowa. Wbrew pozorom miał w sobie jeszcze jakieś resztki przyzwoitości albo zwyczajnie wątpił w swoje umiejętności co do opanowania zanoszącej się płaczem osoby, bo to najwyraźniej by go tu spotkało. Nikt nie ścigał dezertera, nikt nie zainteresowałby się zniknięciem kolejnej osoby. Spotkana wcześniej anielica też nie wydawała się być niepokojona przez kogokolwiek z rebeliantów.
Nie były czułe, były normalne – warknął, wyraźnie zażenowany, zanim po raz kolejny zdążył ugryźć się w język.
 Teraz już nie było ważne nawet zwrócenie uwagi na ewentualne nieścisłości w jego słowach ani tym bardziej to jak płynnie jego kłamstwo przekształciło się w póki co pijacką rzeczywistość. Teraz liczyło się tylko odwrócenie uwagi od jej durnych wymysłów. Czułe, dobre sobie.
Nie, koniec tego. Jesteś pijana, idziesz spać – mruknął, sięgając po ostateczny argument w walce z kimkolwiek, kto wypił chociaż jedno piwo i zaczynał robić cokolwiek, co nie zaczynało innym nie odpowiadać – Wstawaj.
 Znalezienie się tuż obok dziewczyny było kwestią pokonania kilku kroków, co jemu w przeciwieństwie do niej nie zajęłoby tygodni przedzierania się przez tory przeszkód i wymyślne pułapki w postaci stołu czy krzesła. Złapana za ramię łowczyni została z łatwością i niecierpliwie poderwana na równe nogi, a następnie jak bezwolny pluszak zaprowadzona w kierunku kanapy.
Kładź się, tu masz podusz... Zostaw ją, ta jest pogryzio... Nie wstawaj, tu śpisz. Mówię, że... Kładź się, bo... Gdzie ty znowu pełzniesz...
 Starał się, naprawdę. Próbował wykazywać jakiekolwiek oznaki cierpliwości, ale wystarczyło kilka chwil, by po prostu owinął Angie w koc jak w naleśnik i dla pewności związał rogi na supeł, by na pewno jego popisowe danie za szybko się nie rozpadło. Usatysfakcjonowany tym spacyfikowaniem wrócił do swoich zajęć i przeszukiwania reszty apartamentu, by za kilka godzin, już pod wieczór, wrócić i kontrolnie szturchnąć larwę. Powinna przepoczwarzyć się w trzeźwego motyla.
 Łaskawie rozwiązał kokon i non stop poganiając dziewczynę pozwolił jej się ogarnąć i w końcu wytargał ją z mieszkania. Musieli się spieszyć, każda minuta była cenna. Przecież promocja na darmowe frytki nie będzie trwała wiecznie, bo te chytre, nienażarte mieszczuchy zaraz się na nią rzucą i nic nie zostanie dla Borisa.

[ z tematu ]


I HEARD YOU LIKE BAD BOYS
WELL I'M BAD... AT EVERYTHING
– #3C5862 –
                                         
Lazarus
Dezerter
Lazarus
Dezerter
 
 
 

GODNOŚĆ :
Boris Nikołajewicz Azarow; Lazarus bądź po prostu — Łajza


Powrót do góry Go down

                                         
Sponsored content
 
 
 


Powrót do góry Go down

 :: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4

Strona 9 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9

 
Nie możesz odpowiadać w tematach