Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Pokój 11.    Pisanie by Robin on Sob Lut 11, 2017 8:51 pm
Zwykły, prostokątny kawałek podłogi z płaskim materacem i starym stolikiem. Jedyne okno znajduje się idealnie na przeciw drzwi, widok zza niego w żaden sposób nie kusi, by spoglądać nań godzinami. Wielkie drzewo zasłania całe słońce i czasami stuka gałęziami w nocy. Reszta wyposażenia zależy od obecnych gości, mogą wnosić co chcą, byle płacili za każdą dobę w środku. Wejście zamykane jest na kluczyk, jeżeli jest obecnie wynajmowany, można wejść do środka tylko z jego pomocą, bądź pokusić się o włam, druga opcja tylko dla odważnych. Po korytarzach czasami krążą podejrzani pracownicy-ochroniarze.

Jakim sposobem skończyli w hotelu, tego sam nie wiedział. Był tu częstym gościem, ale zostawał głównie na kilka godzin, by zmrużyć na chwile oczy, korzystając z resztek pieniędzy zwiniętych desperatom bądź wciśniętych mu za pasek spodni przez jakąś niewyżytą kobietę. Chyba po raz pierwszy był tu z kimś, a i tak przez przypadek. Teoretycznie miał się udać do domu Nathaira, oczywiście wiedział, gdzie to jest, nie pierwszy raz go stalkował, ale jego księżniczka w potrzebie z chwili na chwilę co raz słabiej się czuła. Jedynym miejscem po drodze, w którym mogli się legnąć bez problemu był obskurny hotel. Taka była więc historia też podróży.
Na szczęście nie dyskryminowali tu aniołów, pomógł sobie nieco skrzydłami, by szybciej dotrzeć do budynku, a potem bezczelnie wparował do swojego ulubionego pokoju. Rzucił chłopaka na materac i wybiegł ugłaskać właściciela, który słał już na nich goryla nr.3 imieniem Bordon. Na szczęście umiał wywinąć się z każdej sytuacji, inna sprawa, że dzisiaj akurat był bez grosza. Odprawiony hasłem "policzymy się jutro, Robinie" wlazł znowu na górę i zatrzasnął za sobą drzwi. Klasnął dłońmi i uśmiechnął się w lisi sposób.
- Masz szczęście, że twój kochany anioł ma układy. Prędzej byś zszedł z tego świata, niż trafił do swojego wyrka. - strzelił ramionami nad głową i zaczął wyłamywać sobie palce robić kroki w stronę różowowłosego. - Wyskakuj z ciuchów, chłopcze.
Klęknął przy nim. Dlatego właśnie lubił ten pokój bardziej od innych, bo miał materac, zamiast tradycyjnego łóżka. Sam lubił spać przy samej ziemi, a do tego gdy kucał, nadal górował nad kimś, kto leżał tam zamiast niego.
- Te masz mokre i przepocone. Przyniosę Ci zaraz jakiś koc, ale jeżeli nie przehandluje z nimi czegoś na jakiś lek, to niewiele będę mógł zrobić. - Mruknął, nie próbując teraz nawet go dotykać. Nie chciał... bez pozwolenia. A przynajmniej tak sobie wmawiał, przede wszystkim jednak nie miał ochoty się od niego zarazić.
Zanim jednak zerwał się by coś zrobić, przechylił się na tyłek i usiadł z cichym stuknięciem o deski. Całe to używanie skrzydeł nieco go już zmęczyło.

_________________




_____

In this world, there're people who can't survive
because of the cruelty of reality.
I sell those people dreams.





Robin
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 114
GODNOŚĆ : Robin Goodfellow ♥

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Nathair Colin Heather on Nie Lut 12, 2017 10:59 pm
Rzadko bywał w Melancholii. Jeśli już, to z przymusu. Na całe szczęście takie sytuacje zdarzały się stosunkowo sporadycznie. No i sam skrzydlaty unikał ich jak ognia. Nie przepadał za takimi miejscami, nie ufał im. Zresztą, jak całej Desperacji. Niemniej domyślał się, że z Robinem nie mieli zbytniego pola manewru w tej sytuacji. Do Edenu było cholernie daleko, więc musieli gdziekolwiek się zatrzymać. Jasnowłosy nie narzekał, nawet już się nie wiercił, tylko spokojnie pozwolił zanieść się d wybranego pokoju, w duchu modląc się, by nikt znajomy go nie ujrzał w tak krępującej sytuacji.
Na całe szczęście już chwilę później znalazł się w przyjemnie przyciemnionym pokoju. Kiedy tylko „wylądował” na materacu, instynktownie podniósł się do pozycji siedzącej, chociaż w pierwszych chwilach to nie był najlepszy pomysł, gdy zakręciło mu się w głowie. Uniósł dłoń i przycisnął ją do czoła, biorąc parę głębszych wdechów i wydechów. Mimo to, usta pozwoliły sobie na wyciągnięcie się w kiepskim uśmiechu, kiedy usłyszał polecenie drugiego anioła.
Trzeba było powiedzieć, że chcesz zobaczyć mnie nago – prychnął, aczkolwiek złapał nieco drżącymi palcami za materiał ciemnej bluzy, którą przełożył przez głowę, a następnie złapał za guziki koszuli i rozpoczął mozolne rozbieranie się. – Jak wrócisz, też się rozbierz. – rzucił rozbawiony, unosząc na moment spojrzenie, by przemknąć nim po twarzy Robina, kiedy odkładał na bok koszulę. Nagła zmiana temperatury na chłód wywołała niespodziewane dreszcze i gęsią skórkę, dlatego też spodnie, które chwilę później zsunęły się z jego dupska i legły obok reszty ubrań, zostały ściągnięte wręcz w błyskawicznym tempie. Byle tylko szybko ukryć się pod kocem, w który się zawinął.
Nie chcę być jedynym, który paraduje tutaj z gołą dupą. Ponadto.. – zamilkł na moment, kiedy ziewnął szeroko wysuwając na chwilę dłoń spod koca, by stłumić ziewnięcie. – …. Ponadto ponoć żeby ustabilizować temperaturę ciała, najlepsze do tego jest drugie nagie ciało. – spojrzał na Robina spod uchylonej powieki z błyskiem w oku, choć ciężko było sprecyzować czy przypadkiem nie jest wynikiem wysokiej temperatury.
Jasnowłosy przekręcił się na bok i podłożył rękę pod głowę, przymykając oczy.
Wracaj szybko I wskakuj pod koc. A ja trochę się zdrzemnę.

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair Colin Heather
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10330
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Robin on Pon Lut 13, 2017 7:05 pm
Nie uważał się za bezdomnego, bardziej za wiecznego podróżnika, każde miejsce w którym się zatrzymał, było jego chwilowym domem. Chociaż prostokątna powierzchnia pustego pokoju emanowała chłodem, był pełny energii i swoją osobą wnosił do surowego wnętrza odrobiny życia.
Odebrał od chłopaka ciuchy i przerzucił je przez linkę przy oknie, na której być może miały być kiedyś jakieś firanki. Szamotał się w te i z powrotem, czasami nie mówiąc nic wychodził z pokoju, by po chwili wrócić z jakimś świeżo zdobytym przedmiotem. Miska wylądowała na stoliku, zaraz jednak zabrał ją i wrócił napełniając ją gdzieś wodą. Za którymś razem przez ramię przewiesił sobie jakiś kawałek materiału, aż w końcu wparował do środka i natychmiast zamknął za sobą drzwi. W rękach niósł słoiczek z czarnego szkła, parujący i wyraźnie ciepły, bo przekładał go z prawej do lewej machając wolną dłonią z wyraźnym dyskomfortem na twarzy.
- Maliny - wyjaśnił natychmiast - Nic innego tu nie mają, ale gorący napój z liści i suszonych owoców obniży gorączkę.
Odłożył pojemnik obok miski i ochłodził ręce w wodzie z przeciągłym gwizdem ulgi.
Zazwyczaj nie trudził się tak bardzo, bo nawet jeżeli był całkiem dobrą gospodynią domową, to nie ta rola została mu przez Pana przypisana. Nauczył się wiele głownie przez to, że zdany był głownie na siebie. Z drugiej strony, kiedy ktoś łaskawie gościł go u siebie, panoszył się jak mógł, niekiedy nawet wykonując obowiązki domownika, byle tylko go udobruchać i przy okazji zdobyć coś dla siebie. Potrafił się nakarmić, zadbać o higienę, przewalić biblioteczkę, pooglądać album ze zdjęciami i na odchodne podkraść jeszcze pół chleba na drogę.
Teraz jednak niewiele miał do dyspozycji, hotel niewiele oferował, a i tak wydębił od kogoś miskę, garnek wody ze studni i jeszcze kilka przydatnych rzeczy. W końcu dźwięk przekręcenia kluczyka rozbrzmiał wyraźne i znaleźli się tylko we dwójkę w otoczeniu czterech ścian.
- Dlaczego uważasz, że chciałbym Cię widzieć nago? - Zapytał, rzucając mu wzrok politowania.
Otrzepał ręce w wody i zamoczył w niej szmatkę. Kilka razy docisnął ją do dna, złożył kilka razy wzdłuż dłuższej krawędzi i klękną przy schowanym pod kocem Nathairem. Niby chciał się zdrzemnąć, ale Robin wątpił, by tak szybko zapadł w sen. Mimo to ostrożnie ułożył mu na czole zimny okład nie miała zamiaru robić nic więcej. Ani zrzucać z siebie ciuchów, ani tym bardziej kłaść się obok niego.
Ta propozycja była po prostu abstrakcyjna, a sam chłopak najwyraźniej nie miał pojęcia co to znaczy prowokacja. Z takiego właśnie zachowania biorą się ofiary, bez określania czego dokładnie.
Patrzył na niego z góry, oparł się plecami o nogę stolika i położył przedramiona na kolanach siedząc w ciszy. Napawał się tym widokiem, można by rzecz, ale też był ciekawy, czy anioła nie pokona ciekawość i nie otworzy oczu, tylko po to, by sprawdzić, czy aby nadal nie jest sam.

_________________




_____

In this world, there're people who can't survive
because of the cruelty of reality.
I sell those people dreams.





Robin
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 114
GODNOŚĆ : Robin Goodfellow ♥

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Nathair Colin Heather on Sro Lut 22, 2017 12:02 am
Odpłynął na chwilę, tego był pewien. Kiedy zamykał oczy, Robin był jeszcze w pokoju. Gdy na powrót uchyli powieki, znów ujrzał skrzydlatego, tym razem jednak z całym asortymentem. Leniwie przewrócił się na brzuch i podpadł łokciami, starając się jedną dłonią przytrzymać prowizoryczny okład na czole, by przypadkiem nie spadł, a drugą przysunął bliżej siebie słoiczek i nachylił się nad nim, dmuchając.
Lubię maliny. – powiedział krótko, choć tak naprawdę informacja ta nikomu nie była potrzebna do szczęścia. Nachylił się jeszcze bardziej i siorbnął nieco napoju, bardzo szybko żałując swojego wyboru. – Tsk, gorące. – wysunął język, który poparzył i na chwilę odsuwając od siebie słoiczek, chcąc poczekać aż przestygnie. Zerknął kątem oka na ciemnowłosego i uśmiechnął się krzywo, wzruszając przy tym ramionami.
Bo mam fajny tyłek. – skonkretyzował pewnie siebie. Co prawda nikt mu nigdy tego nie powiedział, aczkolwiek życie na Desperacji nauczyło go nieco arogancji w stosunku zarówno swojego wyglądu jak I mocy.
Przekręcił się na bok, by móc lepiej widzieć Robina i milczał przez chwilę, sprawiając wrażenie kogoś, kto lada moment uśnie. Ale jak na złość Heather trzymał się dość mocno rzeczywistości, choć chłód okładu przyjemnie chłodził, przynosząc niespodziewaną ulgę w trawiącej ciało gorączce.
Było spokojnie. Może nawet trochę aż za bardzo. A przecież byli na Desperacji, miejscu, gdzie non stop coś się działo. Mimo to młody anioł miał wrażenie, że on i jego towarzysz są jedynymi osobami znajdującymi się w hotelu. Ba! W promieniu kilku kilometrów.
Uniósł się wyżej na łokciu i przechylił w stronę Robina, łapiąc go za materiał ubrania i pociągnął nieco mocniej w swoją stronę.
Połóż się obok mnie. – powiedział cicho, mając w tym ukryty cel. I nie, wcale nie chodziło mu o to, by zrobić sobie ze starszego anioła wygodniejszą poduszkę. Wcale a wcale. – Opowiedz mi coś. – wierzył, że Robin posiada cały wachlarz przeróżnych historii. Jedynych bardziej prawdziwych, drugich nieco ubarwionych. Nieważne. Chciał czegoś posłuchać. Niestety, ale złapał się na tym, że lubi, nie tyle co jego opowieści, a wsłuchiwać się w cichy głos, czasem szept, drugiego anioła. Było w tym coś hipnotyzującego, ocierającego się o niebezpieczeństwo, coś, co przyciągało i pozwalało poddać się jego ukrytemu urokowi. Jakby stąpał po naprawdę cienkim lodzie igrając przy okazji z wulkanem. I pewnie tak było. Zresztą, w tym momencie było to bez znaczenia. Nie odczuwał strachu przed Robinem. Niesłusznie, ale coś mu podpowiadało, że ciemnowłosy go nie skrzywdzi. Nie dzisiaj.

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair Colin Heather
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10330
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Robin on Pon Mar 20, 2017 5:56 pm
- Kto nie lubi malin. - uśmiechnął się.
Do wyglądu węża brakowało mu tylko wysuwającego się co jakiś czas rozdwojonego języka. Gładko ulizane włosy, jednolita, porcelanowa twarz i nienaganna postura, nawet gry siedział oparty plecami o nogę stołu wyglądał jak gad unoszący głowę, gotowy ugryźć gdy ktoś za mocno stanie na jego ogon.
- Oczywiście, że jest gorące, głupolu. Choroby nie leczy się kostkami lodu, chociaż mogę przysiąc, że ta metoda niekiedy się sprawdza. Z całą jednak pewnością mogę powiedzieć, że ciepły napój zadziała szybciej, chyba że masz mdłości, wtedy bym odradzał. - Mówił powoli, ale brnął do przodu, jakby nigdy nie miał zamiaru przerywać. Należał do tych osób, które lubiły i potrafiły błyszczeć w towarzystwie. Równie szybko też tracił zainteresowanie, gdy inna osoba przyćmiewała go własną jasnością, w tej sytuacji jednak Nathair okazał się wdzięcznym słuchaczem. O tyle wdzięcznym, że nie mógł za wiele sam zdziałać.
Skrzywił się jednak słysząc tak pewną, a zarazem wulgarną dla anioła odpowiedź.
- Nie wątpię. Zachowajmy jednak pozory przyzwoitości, ku czci skromności, której nauczał nas Pan. - odparł obojętnie.
On sam cenił sobie piękno duszy bardziej od piękna ciała. Niekiedy odgłos brzęczących w kieszeni monet wygrywał z jednym i drugim, ale w chwili luksusu, kiedy mógł sobie wybrać, wolał towarzystwo bogatego wnętrza, nawet ponad obdarzoną ideałem urody osobę. Z czasem przestał dostrzegać kalectwa i piętna choroby jako coś złego. Był taki czas, gdy pomstował na obce siły, ale wiara kazała mu się nawrócić. Wszystko jest dziełem Pana, nawet gdy odbiera nam on najcenniejsze osoby, należy przyjąć to ze zrozumieniem. Pan się nie myli, nie można podważać działań Pana.
Lubił Melancholię. Była niczym oaza na pustyni. Właściciele pobierali niewielkie opłaty od swoich gości, ale wystarczało im to, by zatrudniać ludzi do pomocy przy ochronie majątku. Ta niewielka imitacja wielkomiejskiego życia dawała poczucie bezpieczeństwa, chwilowego odizolowania od Desperacji. Niewielu było stać na ten luksus, a na pewno nie na długi okres czasu. Im też każą się zwijać przed świtem dnia kolejnego, ale do tego czasu może wiele się wydarzyć.
- Przynajmniej nie trzeba martwić się przez najbliższe kilka godzin. - mruknął pod nosem, wyrzekając na głos podsumowanie swoich myśli.
Szarpnięcie materiału nie wyrwało go z zamyślenia, bo sam szybciej skupił się znowu na Nathairze. Usłyszał, jak przekręca się na materacu i mimowolnie spojrzał w dół, ku chłopcu chcąc przejrzeć jego zamiaru. Śledził wzrokiem dłoń, która złapała go za krawędź koszuli.
- Wiem, że anioły dorastają inaczej niż ludzie, ale nie wyglądasz już jak dziecko. Nie uśniesz bez historyjki? - Pokręcił oczami, ale nie wyglądał, jakby miał odmówić. Wręcz przeciwnie. Niemal natychmiast uległ, chociaż zanim ustał na pierwszą prośbę Nathaira, wyciągnął przed sobą rękę z kluczem do drzwi i kilka razy przekręcił sobie go pomiędzy palcami. Na końcu zwinął pięść, zaciskając mocno pordzewiały przedmiot przy klatce piersiowej.
Zsunął się powoli do poziomu podłogi i przekręcił bokiem tak, by leżeć twarzą w twarz przed chłopakiem.
- Opowiadałem Ci kiedyś, jak ukradłem koronę archaniołowi?
Uśmiechał się do niego delikatnie.

_________________




_____

In this world, there're people who can't survive
because of the cruelty of reality.
I sell those people dreams.





Robin
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 114
GODNOŚĆ : Robin Goodfellow ♥

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Nathair Colin Heather on Czw Mar 23, 2017 11:25 pm
Słodko-gorzki.
Tak opisałby Robina, jeżeli miałby wybrać jakiś konkretny smak.
Raz bywał uroczy, wręcz kochany, do rany przyłóż, by chwilę potem pozostawić na języku cierpki posmak. Jak słodka trucizna toczona do krwi. Uzależniająca.
Kąciki ust anioła uniosły się ku górze, kiedy usłyszał komentarz na temat przyzwoitości. W całej tej swojej kontrowersyjności, Robin naprawdę potrafił zachowywać się jak typowy anioł, który ślepo podąża za głosem Kreatora. A im dłużej Nathair z nim przebywał, tym bardziej był przekonany, że Robin nie zgrywa się i nie udaje. On naprawdę wierzył, że droga jaką podążał była słuszna i że tak chciał Bóg.
Jest bardziej oddany niż nie jeden anioł zamieszkujący Eden i głośno mówiący o sobie jak o jakimś świętym, przemknęło mu cierpko przez umysł. Prawdę powiedziawszy wielu młodych, a i nawet niektóre starsze, anioły mogły się od niego uczyć. Oczywiście wycinając wszelakie wzmianki o paleniu, mordowaniu czy też dokonywaniu innych aktów, które ogólnie zostały przyjęte jako grzeszne.
Nieważne. – mruknął pod nosem, przechylając się bardziej na bok, by ułożyć się wygodniej.
Po prostu lubię słuchać twojego głosu. – dodał po chwili, wpatrując się w jego ciemne oczy błyszczące w przyciemnionym pokoju, który rozjaśniał jedynie słaby płomień świecy.
Opowiedz mi, Robin. Opowiedz mi wiele rzeczy. – cichy głos prześlizgnął się po ciszy, gdy powieki jasnowłosego opadły. Może Robin miał rację? Może właśnie bez historyjki, zmęczony organizm Nathaira smagany chorobą nie był w stanie w stu procentach poddać się relaksacji i pozwolić na oddanie wprost w ramiona Morfeusza?
Jakakolwiek prawda by nie była, nigdy nie było jej dane ujrzeć światła dziennego.
Instynktownie przysunął się jeszcze bliżej Robina, zaciskając ciepłe palce na jego nienagannej koszuli, wsuwając czoło tuż pod jego brodę, przylegając do jego klatki piersiowej i oddychając jego zapachem. Tak, teraz było mu dobrze. Ciepło, spokojnie, usypiał. Niesiony na wietrze umysł powoli oddalał się od ciała, choć próbował wychwycić każde słowo, jakie padało z lisich ust samozwańczego opiekuna. Umysł jednak w pewnym momencie nie chciał już słuchać, choć jeszcze parę chwil wcześniej desperacko chwytał się palcami rzeczywistości.
Zostań. – ostatnie słowo, ledwo słyszalne, chrapliwe, wydarło się z gardła Nathaira, nim ten wreszcie usnął.

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair Colin Heather
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10330
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Robin on Sob Mar 25, 2017 10:51 pm
Nie brakowało mu cierpliwości, zdolny był znieść wiele by dogodzić osobie, z którą przebywał i chociaż przyjemność z gatunku tych, których zaznawał w tej chwili zdawała się niezwykle niską ceną, za dobre samopoczucie Nathaira, niewiele czerpał z tego własnej radości. Żeby być szczerym, niewiele w ogóle istniało rzeczy i sytuacji, które wywoływały w nim szczere zadowolenie. Był wybredny i pogodził się z tym, że każdy kogo spotyka przede wszystkim martwią się o siebie, nawet jeżeli obcował z innymi aniołami.
Młode anioły różniły się znacząco od tych, które istniały, gdy on sam został ręką boską powołany do życia, nie mógł ich winić otwarcie, świat w którym przyszło się im narodził był zupełnie inny. Te, które widział przed sobą były dużo bardziej ludzkie, w złym i dobrym znaczeniu tego pojęcia. Nie mógł mieć za złe Nathairowi, że chciał czuć coś więcej, od tego, co zazwyczaj czuły anioły. Niechęć, niezrozumienie, agresję. Prawie nie było tam miejsca na pozytywne odczucia, nie każdy radził sobie z tak wielkim brzemieniem, jakie z siłą tony spadło na ramiona anielskiej rasy wraz z nastaniem apokalipsy.
- Czy mój głos jest dla Ciebie przyjemny? - zapytał z lekkim rozbawieniem - Nigdy bym go za takiego nie uważał.
Uśmiechnął się mimo tego, odbierając jego słowa, nawet bez dalszych wyjaśnień za komplement. Podobno trudno jest obiektywnie ocenić barwę własnej mowy, ale i tak, wiedząc jak bardzo jego słowa potrafiły ranić, nigdy nie uznałby swego głosu za coś dobrego. Przy jasnej postaci chłopaka wyglądał jak gruda węgla, ciemne włosy i oczy, spokojne, stałe spojrzenie. Może ten, który leżał przy jego boku nie był jeszcze tak zepsuty tym światem, by nie dało się go naprawić.
Wyciągnął rękę zza pleców i objął nią anioła, przyciskając do siebie, co jak z zadowolenie zauważył, jasnowłosy sam zrobił wcześniej. Bawił się jego włosami, przesuwając długimi palcami pomiędzy kosmykami. Czuł ciepło jego rozgrzanego ciała, nadal atakowanego przez gorączkę. Niewiele więcej mógł w tych warunkach zrobić i liczył jedynie na to, że nie zarazi się zbyt łatwo. Miał już dość zabawy w choroby, szczególnie po tym, co ostatnio spotkało go z Haru.
Jak dobrze, że wężowaty wymordowany nie miał zwyczaju szybko zmieniać swojego zdania o kimś.
- To było dawno temu, bardzo dawno. Archanioły miały zwyczaj nosić nad swoją głową świetliste korony, które nie były materialne. Tą tradycję potem przejęli ludzie, ale oczywiście oni nie mogli wykonać takiego skarbu, światło jest dla nich nieokiełznanym do końca żywiołem, kopiowali je więc ze złota, im bardziej błyszczącego, tym lepiej. Każdy kto dotknął korony archanioła parzył sobie ręce, nawet sam noszący ją nie był w stanie jej z siebie ściągnąć. Na pewno kojarzysz Lucyfera, sam chciał taką dostać, ale jego ciało pokryło się ogniem, gdy próbował ją ukraść, chyba dlatego upadłe anioły kojarzy się z ogniem, nie uważasz? - Zapytał, ale nie oczekiwał odpowiedzi.
Machnął ręką, a świeczka lekko przygasła. W końcu jego żywiołem był właśnie płomień.
- Światło nie jest jedynie ogniem, ale związane jest z jego częścią, jest dzieckiem ognia, ma w sobie iskrę, błysk i ciepło pierwotnego rodziciela. Więc tylko fortel z użyciem wielkiej pożogi był w stanie odebrać archaniołowi to, co dla niego najcenniejsze... - ściszał powoli głos, gładząc bok chłopaka. Widział, jak z każdą chwilą opowieści jego oczy zamykają się, a oddech uspokaja. Zanim przeszedł do najlepszej części, był już pewny, że chłopak odpłynął na dobre.
- No wiesz... czy to nie byłaby kolejna część do twojej układanki, chłopcze? - dodał już szeptem i wyprostował ramię, na którym się opierał, by położyć swobodnie głowę na zrolowanym materiale służącym za poduszkę. Spojrzał na klucz zaciśnięty w pięści. Może to będzie jedynie czujny sen, ale jemu także przyda się odrobina spokoju.

_________________




_____

In this world, there're people who can't survive
because of the cruelty of reality.
I sell those people dreams.





Robin
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 114
GODNOŚĆ : Robin Goodfellow ♥

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Nathair Colin Heather on Pon Mar 27, 2017 12:55 am
Wybudził się niespodziewanie, o dziwo, tym razem niedręczony koszmarami. Była noc, o czym świadczyła ciemność panująca dookoła. Nawet płomień świecy zdążył już wygasnąć, nie pozostawiając po sobie charakterystycznego zapachu. Raptownie przez ciało chłopaka przebiegł nieprzyjemny dreszcz zimna, a on sam objął się ramionami, bardziej w instynktownym geście, aniżeli rzeczywiście miałoby to mu pomóc w jakikolwiek sposób. Czuł się… dobrze. A przynajmniej o wiele lepiej niż kilka godzin wcześniej.
Odetchnął cicho, na powrót układając się wygodniej obok śpiącego Robina. Śpiącego. Przekręcił się na bok wpatrując w jego spokojną twarz. Wyglądał tak… niewinnie.
W swego rodzaju pięknie.
Bezbronnie. – wyszeptał cicho, a kąciki jego ust uniosły się wyżej w delikatnym uśmiechu. Co prawda wewnętrznie wiedział, że w tym drobnym ciele skrywała się moc, którą ciężko było okiełznać, ale teraz… teraz wyglądał jak porcelanowa lalka. Piękna, porcelanowa lalka. Przysunął się jeszcze bliżej, czując ciepło jego ciała, które go otulało. Miał wrażenie, że gdyby teraz zamknął powieki, byłby w stanie na powrót usnąć, ale nie mógł pozwolić sobie na taki luksus. Nie chciał. Skoro wreszcie udało mu się ujrzeć śpiącego Robina, to musiał to wykorzystać. Bo drugiej takiej szansy pewnie nie będzie już miał.
Wciąż uśmiechając się, uniósł dłoń i opuszką przesunął po jego policzkach, wzdłuż nosa i kościach żuchwy, schodząc niżej, na jego szyję, gdzie wyczuł uspokojone tętno. Nawet jego skóra wydawała się gładka, jakby była sztuczna, a jednocześnie ciepła i żywa.
Chciałbym wiedzieć, co siedzi w twojej głowie. – wymruczał, kiedy palce wplątały się w jego smoliste włosy, rozsypując je na wszystkie strony. Jakby nie był prawdziwy, a jedynie skutkiem iluzji.
Przesunął się niżej, obejmując go w pasie i przycisnął głowę do jego klatki piersiowej, wsłuchując się w miarowe bicie serca anioła. Było jak kołysanka śpiewana małym dzieciom na dobranoc. Usypiająca, ale jednocześnie przerażająca.
Hej, Robin. Czy jakbym kiedyś zniknął, szukałbyś mnie? – zapytał szeptem, uśmiechając się smutno, przymykając powieki, chociaż wiedział, że raczej nie uśnie. Zwłaszcza, że za oknem atramentowe niebo powoli lizały pierwsze języki promieni słonecznych, kiedy słońce wstawało.
Nowy dzień zaraz nastanie, a wraz z nim wszystko wróci do normy, będzie po staremu. Rozejdziemy się swoimi ścieżkami, ja odsunę na bok swoją słabość względem ciebie, próbują zdusić w zalążku, a ty znikniesz z mojego życia, by ponownie w nim zawitać w momencie, kiedy będę pewien, że zapomniałem o tobie. Tak, jak zawsze. Jak było do tej pory. – odszukał po omacku jego dłoń, na które zacisnął delikatnie swoje palce. Tak to było i tak miało być. Los bywał przewrotny. Przecinali swoje drogi, jednocześnie próbując zmienić ścieżkę za każdym razem. A i tak wpadali na siebie. Zabawne.

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair Colin Heather
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10330
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Robin on Nie Kwi 09, 2017 9:56 pm
Czy mogło mu się coś śnić? Na pewno, chociaż twarz nie zmieniała swojego wyrazu kiedy spał. Wewnątrz głowy widział obrazy ze swojej przeszłości a także wiele wyimaginowanych sytuacji, przez które mógłby przecież przechodzić. Nie było w nich dobra, ale raczej specyficzny rodzaj piękna, uroda czegoś zakazanego i niedostępnego, sztuka, jaka dało się odnaleźć w zbrodni. Czasami widział martwe anioły, ale nadal postrzegał je jako coś pięknego, świętego, żegnał się z nimi i... najczęściej szukał Haru, by radośnie oznajmić mu, że ma dla niego prezent.
A gdyby tak przyniósł swojemu wężowy Nathaira? Żywego bądź martwego, co wtedy by czuł, on sam, wiedząc, że wymordowany musi wyrwać serce każdemu pierzastemu, do którego się dorwie. Tak jak i Robinowi wyrwał serce i przetrzymywał je blisko swego. Samo myślenie o tym sprawiało, że czuł na ciele dreszcze podniecenia, chociaż przecież spał i nie mógł czuć nic.
Nic, dopóki nie obudził się nagle, otwierając oczy jak lalka, gwałtownie i w jeden sekundzie zdając sobie sprawę, że usnął i spał najwyraźniej dłużej, niż chciał. Ciało miał osłabione, musi minąć kilka minut, zanim będzie mógł poruszyć każdą kończyną. Cały czas ściskał jednak klucz, w zdrętwiałej ręce czuł jego nagrzaną od ciała metalową powierzchnię. Nie, zdał sobie sprawę po chwili. Klucz leżał obok niego, a ciepło w jego dłoni należało do drugiego anioła i jego delikatnych palców.
- Jestem żywy i prawdziwy, Nathairze. - powiedział nagle, nie wiedząc nawet do czego nawiązuje, bo słowa wypowiedziane przez chłopaka nie dotarły do niego zanim się obudził. Czuł jednak, że on nie śpi, a skoro tego nie robi, musi rozmyślać. O czym, skoro cały czas znajdował się blisko?
- Znikam tylko z twojego pola widzenia, a nie z tego świata. - nie chciał się przekręcać. Bo kiedy to zrobi, rozbudzi ciało, a następnie będzie musiał się oddalić, niezwłocznie i skutecznie, tak, by chłopak nie próbował go nawet szukać. Miał tyle rzeczy do zrobienia, tyle spraw, które wymagały jego obecności, tylu ludzi, którzy nie mogli sobie poradzić bez jego słodkich kłamstw. Żołądek też sam się nie napełni, a nie miał ze sobą ani grosza. Nie polował, nie zdobywał jedzenia na siłę, nie był mordercą, który zabijał dla przyjemności, dla każdego trupa znajdował jakiś powód.
Sufit wydawał się zdolny w każdej chwili zawalić, obserwował go, a przez to, że spoglądał tylko do góry, nie widział nikogo innego, miał wrażenie, że mówi do siebie. Obecność Nathaira była jednak zbyt mocna, by o niej zapomnieć.
- Głupi chłopaku, żyj marzeniami, jeżeli nie masz odwagi by dążyć do ich spełnienia. - westchnął, komentując w ten sposób całą tą sytuację anioła, jego ciepłe, dziecięce palce ściskające jego dłoń. Może to mu starczało, karmienie się pięknymi wspomnieniami i chwilami, które zdają się tak ulotne i nietrwałe, a przez to specjalne.

_________________




_____

In this world, there're people who can't survive
because of the cruelty of reality.
I sell those people dreams.





Robin
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 114
GODNOŚĆ : Robin Goodfellow ♥

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Nathair Colin Heather on Wto Kwi 18, 2017 6:53 pm
Zaśmiał się cicho pod nosem, kręcąc przy tym delikatnie głową. Uniósł się nieznacznie na łokciu poprawiając swoją pozycję na nieco wygodniejszą, chociaż wciąż nie zwiększył swojego dystansu. Wciąż czuł bliskość i ciepło drugiego anioła.
Brzmisz tak, jakbyś należał do mojej afery marzeń, Robinie. – powiedział cicho, nawet z nutą melancholijnego smutku, który wkradł się niepostrzeżenie. – Może po prostu ich nie posiadam, więc nie mam za czym dążyć. Rozważałeś to? Czy, jak zwykle, przyjąłeś swoją prawdę jako coś oczywistego? – jasna brew uniosła się, po chwili znikając pod roztrzepaną grzywką. Jednakże Nathair nie oczekiwał odpowiedzi. Niekiedy niektóre słowa i pytania powinny pozostać bez odpowiedzi.
Czuł się o wiele lepiej. Może nie najlepiej i doskonale, ale na tyle, by móc wydostać się z tego miejsca o własnych siłach. Nawet on, taki szczeniak, wiedział, kiedy lepiej się oddalić i przestać prowokować spokojnie drzemiącego węża. Nie wiedział ostatecznie co tak naprawdę znajdowało się w tym dziwnym wywarze o smaku malin, ale pomogło.
Powoli zaczął się podnosić, wywołując skrzypnięcie od swojego, choć piórkowego, ciężaru, oraz szelest zsuwającego się z jego ramion kocu.
Wiem, że znikasz tylko z mojego pola widzenia, a nie z tego świata, ale… – pochylił się nad nim, łapiąc delikatnie za szczękę, żeby przypadkiem mu nie uciekł
Nie bądź niewidoczny dla mych oczu zbyt długo, Robinie. – kąciki ust uniosły się wyżej, nim przytulił swoje wargi do jego, pogłębiając po chwili pocałunek, jakby było to pożegnanie nieszczęśliwych, tragicznie kończących kochanków.
Wiesz, gdzie mnie znaleźć. – wymruczał do ucha upadłego anioła, gdy wreszcie uwolnił jego ciepłe wargi.
Robin wiedział, gdzie znaleźć Nathaira, ale…
Czy Nathair wiedział, gdzie znaleźć Robina?
Skrzydlaty podniósł się i sięgnął po swoje ubrania, które zaczął nakładać na bladą skórę.
Czy będę chciał tak naprawdę kiedykolwiek go znaleźć?
Podniósł się, nawet nie kwapiąc się do zawiązania sznurówek. Wsunął bluzkę na siebie i naciągnął mocniej kaptur, pod którym zniknęły jasne i charakterystyczne kosmyki Nathaira, po czym odwrócił się i spojrzał na Robina. Nic nie mówił, tylko przyglądał mu się, aż wreszcie usta wykrzywiły się w szerokim i szczerym uśmiechu, w czymś, o czym młody Heather był pewien, że zapomniał.
Wreszcie odwrócił się, i zgarnął swoją broń, pokonując oddzielające go metry od drzwi, które wreszcie skrzypnęły.
Na razie. – rzucił, gdy ostatecznie pozostawił Robina samego.


| zt x 2 >D |

_________________

"Loving him wasn't a mistake, but thinking that he loved me was"



Nathair Colin Heather
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 10330
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 11.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics