gry online



 :: M3 :: Południe

Strona 15 z 17 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Pride on 2/2/2018, 15:58
 Pokonanie Desperacji stanowiło dla niego nie lada wyczyn, zważając na dystans jaki miał do przebycia. Droga dłużyła mu się niesamowicie i nawet towarzystwo takiej wspaniałej osobistości, jaką on był sam, nie pomagało w samotnej wędrówce. Jego zajebistość zbyt bardzo go przytłaczała, a na horyzoncie ani śniło mu się widzieć miasta otoczonego grubymi, kamiennymi ramionami.
 Podświadomie martwił się o swoją aptekę. Nie ufał Jekyllowi, jednak Shay'owi tym bardziej. Posiadał zbyt wielu wrogów, aby móc spokojnie, bez cienia obaw powierzyć swój dorobek życia. Ponadto nie zapuszczał się dalej niż na tereny Desperacji i lęk o aptekę mógł wiązać się również z wysunięciem nosa poza bezpieczne miejsce. Musiał przyznać szczerze przed samym sobą — a zdarzało mu się to praktycznie wcale — że obawiał się wściubienia nosa między cywili. Nie wiedział czy wmiesza się w tłum, czy może zdziczał na tyle, że resztki człowieczeństwa, które posiadał nie wystarczą na krótkotrwałą wizytę.
 Lazarus zdobywał dla niego kilka popierdółek do domowej apteczki, ale on niczym pazerna sroka czuł pokuszenie do nieco większych zasobów. Leki, sprzęt. Musiał znaleźć kilka jeleni, które pomogą mu to wynieść niepostrzeżenie, a wówczas jego badania na Desperacji będą jeszcze lepsze niż są obecnie!
 Oczy mu się świeciły jak dwie, małe żaróweczki na samą myśl powiększenia swojego asortymentu. Oczami wyobraźni ćwiartował kolejnych wymordowanych, wycinał im wnętrzności i stawiał sobie ładniejsze organy w słoikach, jako trofeum w zasłużonej praktyce lekarskiej.
Nie zamierzał zbyt długo zabawić w mieście. Zabrać, to co zamierzał sobie przywłaszczyć i uciec nim ktokolwiek zorientuje się, że ukradł to on.
Robiło się coraz chłodniej. Wiatr smagał biczem go po plecach i ramionach. Przeklął siarczyście, doskonale zdając sobie sprawę, że niebawem będzie musiał pozbyć się ubrań. Z lokalnych doniesień mury miały znajdywać się...O!
 Przystanął. Odsapnął głośno, oddychając z ulgą zauważając mury, które wyglądały bardzo realnie. Wykluczył omamy wzrokowe spowodowane odwodnieniem i głodem. Szedł trzy dni, a zapas wody stracił w pierwszym dniu podczas burzy piaskowej. O polowaniu nie miał co myśleć. Nie należał do tych osób, które nadawały się do latania z oszczepem i rzucania nim w celu powalenia zwierzyny. Ha. Prędzej to on, leżałby jak postrzelona łania z myślami samobójczymi, gdyż wizja zeżarcia go przez jakiegoś neandertala stanowiła dla niego ujmę na honorze.
Rozejrzał się po pustkowiu, trochę rozbawiony własną naiwnością. Nikogo na tym zadupiu, poza nim, nie było. Czego się obawiał? Że ktoś ukradnie mu podarte spodnie, sweter który miał więcej dziur niż szwajcarski ser czy może komórkę, którą rzucał w Lorenzo kiedy ten nie chciał zamknąć ryj? Opcji do wyboru było niewiele. Blondyn w końcu rozebrał się do naga, zakopując swoją własność pod jakimś starym, przekrzywionym i wyschniętym drzewem.  Wymienił kilka wiadomości z Lazarusem, a potem przybrał biokinetyczną formę.
 Małe łapki nie były tak poręczne, jak dwie nogi, dzięki którym dystans ten pokonałby w zaledwie kilka chwil. Zmierzał do miasta jako mała jaszczurka. Zmęczona jaszczurka. Starał się znaleźć jakąś wyrwę w murze, co przychodziło z dużym trudem — nie dość, że przez formę, to również przez jej nieporadność. Głupia jaszczurka, która nie mogła mieć zdolność ninja.
 Po dłuższych próbach znalazł niewielką szczelinę. Wcisnął głowę, która w pierwszym momencie utknęła mu.
JASNA CHOLERA. UTKNĄŁEM. KURWA. NIE WIERZĘ. JA PIERDOLĘ. UMRĘ TAK BEZNADZIEJNIE!
Nie!
Wdech.
Wydech.
Wdech.
Wydech.
CHOLERA TO WCALE NIE POMAGA.
Zapierał się łapkami z drugiej strony i starał się ją wyciągnąć. Ha. Na nic. Wyjść nie umiał, więc musiał wejść. Przecisnął resztę cielska do szczeliny, jednak z drugiej strony również miał problem z przeciśnięciem się. Musiał się nagimnastykować, aby dziesięciocentymetrowe cielsko wydostać z pułapki śmierci. Gdyby miał dłoń, najpewniej nią otarłby czoło z potu, i wiarę w Boga (który notabene utknął w szczelinie) to może nawet pomodliłby się w podzięce.
Brawo, Niklas. Wiedziałem, że dasz radę. Ha! To było oczywiste!
 Zmęczony dreptał i dreptał, i dreptał. Droga ciągnęła się przed nim nieubłaganie, a on musiał uważać na ludzi, którzy o mało co go nie zadeptali. W celu uniknięcia spotkania z podeszwą butą, przeturlał się na trawę, mając nadzieję, że żaden pies go nie obsika. Opadł strudzony i głodny. Skubnął pyskiem trawy, żując ją niemrawo.
Niech mnie ktoś znajdzie...
Słońce mocno zażyło, a on czuł jak przenika przez grube łuski, paląc go wewnętrznie. Nie miał sił nawet uciec w cień.
Pride





Pride
Opętany     Lekarz
GODNOŚĆ :
Pride & fałszywe nazwiska.


Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 11/2/2018, 20:06
 Gnębiło go kilka spraw. Przede wszystkim media milczały w sprawie ewentualnych zatrzymać podejrzanych, zielonowłosych osobników. Telewizja nigdy za wiele nie mówiła na temat wymordowanych i wrogów ogólnie, a on sam miał okazję natknąć się na jednego. Jednego tylko, ale to dlatego, iż postanowił on blondynowi się ukazać. Gdyby nie chciał, mógłby nadal działać z ukrycia, zwodzić i krzywdzić. Wymordowany, który przedstawił mu się jako anioł był w oczach chłopaka potworem, tym, co wyobrażał sobie jako potwora żyjącego za miastem. Z wyglądu nieco ludzki, ale ta paskudna siła i dziwna prezencja... to musiało być coś, przed czym bronili ich żołnierze.
 Przypadkiem uderzył ramieniem o skraj ławki, obok której przechodził. Był zamyślony i z daleka na takiego wyglądał. Wzrokiem wędrował po skwerze, ale krok miał niemalże lunatyczny. Nie codziennie potykał się przypadkiem o odstający bruk, czy krzywdził na oparciu ławki, trafiając weń miękką powierzchnią ręki. Dopiero jednak to nagłe ukłucie bólu na moment wyrwało go z rozmyślań.
Telewizja nic o tym nie mówi, ale oni tu są, więc...
 Myśl urwała się nagle. Musiał westchnąć głośno. Od kiedy wypuścili go ze szpitala odczuwał niepokój, ale starał się za mocno tym nie emanować. Babcia i tak o wszystkim się dowiedziała. Nie była zadowolona, kilka razy przypomniała mu, że jest jej malutkim, słabiutkim wnuczkiem, a przecież sama zabroniła mu iść do wojska, nawet by szkolić się w roli medyka. Ostatecznie podjął pracę w jej ukochanej kwiaciarni, do której sam chociaż pałał miłością, nie był w stanie teraz schodzić codziennie. Szczególnie z połamanymi żebrami, odpadało noszenie worów z ziemią. A twarz, nadal z bandażem owiniętym wokół głowy nie pasowała do uśmiechniętego, wesołego kwiaciarza. Babcia zakazała mu przebywać w sklepie, póki się nie ogarnie.
 Pomóc w tym wszystkim miało spacerowanie po mieście, ale dokładnie z tego samego powodu pogrążał się w rozmyślaniach i topił w negatywnych wizjach jeszcze bardziej. Każdorazowe wyjście z domu kojarzyło mu się raczej z napadem, a nie przyjemnością. Nawet wizja kwiatów posadzonych na skwerze. Normalnie przecież szalał za kwiatami, a teraz...?
 Przesunął czubkiem buta kilka długich gałązek wyrastających na chodnik. Ktoś jeszcze przypadkiem je podepcze. Ruch mechaniczny, tak samo jak myśl. Dbał o swoich zielonych braci już całkiem z przyzwyczajenia, w tym momencie nie była to czysta potrzeba zadbania o biedne, zasuszone roślinki, które przyciskane do betonu nie miały wiele szans na rozkwit.
 Może to los postanowił się do niego uśmiechnąć, a może właśnie uśmiechnął się do jaszczura, bo kiedy but Miki'ego odsunął zwisające smutno gałęzie, odsłonił przed jego widokiem także i zwierzę. Niewielkie, przechylone na trawie, niemalże jak zdechłe, przede wszystkim jednak na tyle odmienne od tego, co żyło dziko pod kopułą, że przyciągnęło natychmiast uwagę chłopaka.
 - Oh, biedaku. Co ty tu robisz? - Schylił się, a potem przykucnął. Ktoś od razu spojrzał na niego z ukosa. Wyglądało to tak, jakby gadał do krzaka. Kto spodziewałby się tak osobliwego gada wśród zarośli? Chyba tylko wrodzony pech Pipa pozwoliły mu natknąć się na zdychające z wyglądu zwierzę.
 Zdychające, ranne, cokolwiek. Z jego głowie natychmiast narodziła się myśl, że musi stworzeniu pomóc. Miał do tego warunki, chociaż nie chciał tak od razu o tym myśleć. Najpierw najważniejsze to zabrać stąd tego biedaka. Może komuś uciekł? Wyglądał jak przedstawiciel rzadkiego gatunku, który wybrał się w daleką podróż.  Jedno go cieszyło. Jaszczur oddychał, a więc nie był jeszcze całkiem stracony.
 Naciągnął rękawy na dłonie i złapał materiał w palce. Dotknął gada okrytą częścią dłoni, a jeśli ten nie wydał mu się agresywny, mógł go nawet powoli podnieść.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Pride on 20/2/2018, 15:08
 Umierał.
 A raczej sądził, że już umiera. Oczami wyobraźni widział własny, marny koniec, który rychło zmierzał ku jego zagładzie.
 Słońce przypalało go, a on na wyczerpaniu, nawet nie miał siły przesunąć się kawałek dalej, ku cieniowi.
Leżał na boku, dysząc ciężko i wolno zamykając ślepia, kiedy usłyszał obcy głos. Mimowolnie uchylił powieki. Zobaczył przed pyszczkiem twarz chłopaka, który w tym momencie wyglądał dla niego jak anioł. Niklas nie był religijny, ba, naplułby Bogu prosto w twarz gdyby miał okazję, jednak będąc na granicy wyczerpania fizycznego, poczuł niesamowitą chęć dotknięcia świetlistej aureoli, która nagle pojawiała się nad głową Mikiego.
 Zamlaskał.
A może to słońce?
 Otrzeźwił go ruch.
Obserwował uważnie poczynania nieznajomego, jednak widząc nieporadne podnoszenie go, pomógł mu, samemu wdrapując się na materiał ubrania.
Zauważył szansę. Nie chciał zdechnąć, jak podrzędna jaszczurka wysuszona na słońcu, dlatego też bez większych przeszkód opadł ciałem na dłoń Mikiego, zamykając ślepia.
Nic złego nie mogło się stać. Prawda?
 Zamknął oczy, usypiając.
 Uchylił je dopiero, kiedy znaleźli się w mieszkaniu kwiaciarza. W pierwszym odruchu przeżył mini zawał, obawiając się, że niewielki organ nie przetrzyma tak silnego stresu, jaki wstrząsnął nim na widok obcego domu. Nie spodziewał się, że ten młodzik weźmie go ze sobą do mieszkania, dlatego też niepewnie podniósł łeb i rozejrzał się po nieznajomym królestwie.
Czuł się beznadziejnie, ale jedynie przez fakt, że stał się zwierzakiem domowym jakiegoś przybłędy, który gada do liści.
Dalej. Ruszaj te małe łapki.
 Znajdował się w akwarium, a jego zdolność do rozejrzenia się po mieszkaniu ograniczała się do oglądania świata przez szybę. Podszedł bliżej jednej ze ścian i przycisnął bok pyska do niej, skanując teren. Jeździł nim po całej powierzchni, zerkając na wystrój, który nie różnił się od tego za czasów jego życia, jako normalny człowiek. Dawno już nie widział takich mebli. Czuł się, jakby wrócił do innej epoki. Dziwne uczucie niepokoju zakuło go, a on na chwilę zamyślił się.



[zt 2]
Pride





Pride
Opętany     Lekarz
GODNOŚĆ :
Pride & fałszywe nazwiska.


Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 12/3/2018, 15:41
 Promienie słońca przebijające się przez czyste chmury nadawały atmosferze przyjemny odbiór — ni to za zimno, ni za gorąco, wciąż jasno i rześko. Subtelne powiewy wiatru poruszały zielonymi kosmykami przykrywającymi czoło mężczyzny, a poły rozpiętego płaszcza wyginały się pod niewidzialnym naporem. Każdy następny krok niósł za sobą dźwięki chrzęszczącej pod butami ziemi, kiedy kierował się w tylko sobie znaną stronę. Po lewej stronie towarzyszyła mu drewniana laska, zaś po prawej cztery pary psich łap. Zwierzęta merdały wesoło ogonami, unosząc nosy i skupiając się na docieranych do nich bodźcach zapachowych. Doskonale zdawały sobie sprawę, które miejsce teraz odwiedzą.
 Okularnik wkroczył na wiśniowy skwer, rzucając okiem na kwitnące sakury.
 — Przydałoby nam się trochę różu w dekoracji mieszkania, nieprawdaż? — rzucił bez adresu do konkretnej osoby, na co uszy jego kompanów uniosły się w górę.
 Ujarzmienie tych dwóch bestii wraz z jedną ręką zajętą laską nie stanowiło dla mężczyzny żadnego problemu; jego podopieczni wykazywali się godnym zazdrości posłuszeństwem i spokojem. Ostatnie kilka lat poświęcił na ich wytresowanie i nie skupiał się przy tym wyłącznie na tych śmiesznych sztuczkach, które bawiły osoby trzecie, ale przede wszystkim na dyscyplinie. Darzył czworonogów zaufaniem większym, niż jakąkolwiek bliską mu osobę, może z wyjątkiem rodziców, ale nawet oni popełniali czasem błędy.
 Zsunął plecak z ramienia na ławkę, oparł o nią laskę, a później schylił się, by odpiąć Brutusa i Cezara ze smyczy. Nie zakładał im kagańców, chyba że zaistniała taka konieczność, nie lubił ich ograniczać, ale rozumiał podejście społeczeństwa do tych spraw. To wciąż zwierzęta często poddające się pierwotnym instynktom.
 — Idźcie. Ale bądźcie blisko. — Poczochrał wpierw jeden łeb, a potem drugi, zanim psy nie rzuciły się przed siebie w celu zbadania terenu.
 Zasiadł wygodnie na ławce z cichym westchnięciem, kiedy kolano dało o sobie znać, po czym wyciągnął z plecaka notes i długopis. Otworzył go na pustej stronie i zaczął wypełniać ją płynnym pismem z zawijasami.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Verity on 15/3/2018, 18:45
Nie wiedzieć czemu, Bajzel niesamowicie lubił podróżować komunikacją miejską. Dosłownie raz zabrała go ze sobą autobusem na wizytę u weterynarza - akurat padało i naprawdę nie miała ochoty nawet krótkiej drogi pokonywać w ulewie - po czym okazało się, że psina dosłownie oszalała na punkcie transportu publicznego. Już normalnie był niesamowicie energiczny, ale dopiero na widok przystanku autobusowego czy pociągu pokazywał, na co go stać. Skończyło się na tym, że od czasu do czasu panna Greenwood rzeczywiście zmuszona była sprawić pupilowi tę przyjemność i w ramach spaceru przejechać się chociaż kawałek.
Zazwyczaj padało na południową część M-3, bo jeszcze do niedawna właśnie tam mieszkała zielonowłosa wraz z przybranym ojcem. Znała okolicę całkiem nieźle i najlepiej orientowała się, gdzie zabrać swojego czworonożnego przyjaciela. Ot, choćby niewielki skwerek obsadzony wiśniami. Prezentował się nadzwyczaj dobrze na wiosnę, a choć ta jeszcze w pełni nie nastąpiła, na niektórych drzewach dało się dostrzec zalążki listków. Był to dobry znak, przynajmniej dla Verity; zima przejadła się jej już co najmniej ze trzy razy. O wiele bardziej wolała ciepło, słońce i okres kwitnienia.
Wysiadłszy z autobusu, uwolniła Bajzla od kagańca i smyczy. Pamiętała, że to miejsce było częstym celem osób wyprowadzających swoje psy i nikogo nie dziwili czworonożni przyjaciele hasający luzem po trawniku. W końcu gdzie indziej zwierzaki miałyby się wybiegać? Kundelkowi owo miejsce bardzo wyraźnie się spodobało, bo ledwie dostał pozwolenie, wystrzelił jak z procy. Greenwood wykorzystała fakt, że futrzasta kulka zwiedza okolicę na własną rękę (łapę?) i oparła się o tył ustawionej przy ścieżce ławki. Kawałek dalej siedzenie zajmował jakiś nieznajomy, jednak nie wydawało się to problemem - dzielił ich ponad metr, nie kłopotała się więc tym, że przypadkiem naruszy czyjąś przestrzeń osobistą. Stąd zaś mogła mieć oko na hasającego gdzieś w trawie Bajzla i sama nie musiała za nim latać.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 16/3/2018, 11:55
 Zapomniał słuchawek.
 Uświadomił to sobie, kiedy podczas tworzenia kolejnych zdań w notesie zaczął nucić w głowie słowa zagrzebanej w pamięci piosenki. W takiej sytuacji sięgnąłby po telefon i swoją muzyczną bibliotekę, by w pełni oddać się wprawiającym go w melancholię dźwiękom, ale teraz mógł jedynie cieszyć się brzmieniem w umyśle.
„…czy wiesz, czemu wilk tak wyje w księżycową noc?”
 Dwadzieścia dwa lata na karku nie przekreślało u niego dziecięcych zapędów do sentymentalizmu wobec bajek. A po jego stosunku do zwierząt nietrudno zgadnąć, jaki rodzaj animowanych historii najbardziej odpowiadał okularnikowi. Potrafił oderwać się od uczelnianych obowiązków i nauki, by chociaż jeden wieczór w tygodniu poświęcić na czas przed telewizorem i fikcyjnymi postaciami uczącymi najmłodszych moralnego podejścia do życia.  
„A każde z żywych stworzeń to mój druh…”
 Uniósł spojrzenie znad kartki na dwa znajome kształty, które w oddali truchtały po trawie i badały nosami każde drzewo, krzew czy murek. A później przed jego oczami mignęła także szara sierść. Podążał uwagą za psem przez kilkanaście sekund, obserwując, jak łapy uderzają o ziemię w wesołym spacerze, po czym rozejrzał się w poszukiwaniu potencjalnego właściciela. Jedyną obecną teraz tu osobą poza nim okazała się stojąca kawałek dalej dziewczyna.
 — Dawno nie widziałem samojeda — rzucił do niej pogodnie, wracając wzrokiem do wspomnianego osobnika. — Nieczystej krwi, jak mniemam? — Z daleka trudno ocenić, ale jeszcze nie spotkał takiej barwy u tej rasy.
 Przymknął notes i wsunął długopis do wewnętrznej kieszeni w płaszczu w nadziei na rozwinięcie się konwersacji. Mógł wyglądać na stroniącego od nadmiernych kontaktów, raczej cichego, ni jeżeli pełnego entuzjazmu, ale to często zależało od rozmówcy. Temat psów, czy ogólnie zwierząt, zawsze budził w nim żywe zainteresowanie. Nie powinien zamykać się na ludzi, przynajmniej tak mu radziła terapeutka.
 — Jak się wabi?
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Verity on 16/3/2018, 14:46
Spokojnie obserwowała buszującego na trawniku psiaka, raz po raz zerkając też na pozostałe zwierzaki. Ot, z czystej ciekawości, bo w zakresie opieki nad czworonogami była bardzo początkująca. Od wczesnego dzieciństwa męczyła rodziców o przygarnięcie jakiegoś szczeniaczka, ale aż do niemal dorosłych lat spotykała się z odmową. Teraz była praktycznie rzecz biorąc samodzielna, a jedyne, co ją ograniczało, to zgoda współlokatorów. Okazało się jednak, że nie będzie się tym przejmować - jakże mogłaby, skoro znaleziony w sklepie psiak jej potrzebował? Nie było mowy, żeby pozostawiła moc decyzyjną w cudzych rękach i arbitralnie zarządziła, że kundelek zostaje, czy im się to podoba, czy też nie.
Nie żałowała tej decyzji. Trzeba się było trochę poprzepychać z pozostałym trojgiem mieszkańców lokalu numer cztery, jednak ostatecznie wszyscy wyrazili mniej lub bardziej ochoczą zgodę na wygospodarowanie kawałka podłogi dla uroczego, puchatego stworzenia. Ba, okazało się nawet, że ze zwierzakiem dało się polubić i przez to Greenwood była spontanicznie wyręczana w obowiązkach związanych z chowaniem czworonoga. Żyć, nie umierać! Ten cudowny psi entuzjazm był wart wszystkich wysiłków.
Zanurzyła się nieco we własnych myślach, jednak szybko wyrwał ją z nich obcy głos. Zazwyczaj nie zdarzało się, by ktoś zaczepiał Verity bez konkretnej, praktycznej przyczyny; jeśli już, to starszym paniom zdarzało się komentować jej dość odbiegający od normy kolor włosów, jednak takie przypadki należały do rzadkości. I z pewnością ten przykład nie dotyczył chłopaka siedzącego na ławce, bo akurat tę charakterystyczną cechę dzielili oboje - co wydawało się interesującym zbiegiem okoliczności.
- Pewnie tak, przynajmniej patrząc po wyglądzie. Nieszczególnie znam się na psich rasach, ale on chyba nie pasuje do żadnej - przyznała. Nie miała niestety dostępu do rodowodu swojego pupila; nie miała nawet pewności, czy nie był wcześniej zaadoptowany przez inną osobę, jednak skoro minął określony czas poszukiwań właściciela i nikt się nie zgłosił...
- Nazwałam go Bajzel. - Jedno ze słów, które chyba najlepiej opisywało okoliczności, w których się spotkali. Sklepowy magazyn przypominał pobojowisko, a na samym środku chaosu znajdowała się zagubiona burzowa chmurka. Verity sama nie wiedziała dlaczego, ale psiak przywiązał się do niej praktycznie od razu, bez konkretnej przyczyny. Może aż tak bardzo cieszyła go wolność, którą udało się dla niego wywalczyć pannie Greenwood w towarzystwie również niefortunnie zamkniętego w sklepie mężczyzny. Była to z pewnością nie byle jaka przygoda, na szczęście z pozytywnym zakończeniem.
- Domyślam się, że ty także z psim towarzystwem?




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 17/3/2018, 13:01
 Nie potrafiłby podać konkretnej daty, kiedy zrozumiał, że darzy zwierzęta sympatią szczerszą niż tą żywioną wobec ludzi, jednak z pewnością miało to miejsce jeszcze w dzieciństwie — nie pamiętał miesięcy pozbawionych towarzystwa choćby jednego zwierzęcia. Nie ograniczał się wyłącznie do czworonożnych przyjaciół, ale to właśnie z psami dogadywał się najlepiej. Przestudiował wiele książek na temat behawioryzmu zwierzęcego, a wraz z upływającymi latami postanowił zająć się tresurą, co zaowocowało wieloma podopiecznymi. Najlepszym dowodem jego umiejętności była ganiająca się teraz po parku dwójka merdających ogonów.
 Dopiero w chwili nawiązania pomyślnego kontaktu zwrócił uwagę na kolor włosów rozmówczyni. Widać nie tylko on doceniał ten trawiasty odcień, zabawne jest natknąć się na kogoś, kto wpadł na identyczny pomysł.
 — Adoptowany? — zainteresował się, równocześnie trzymając się nadziei, że nie wyjdzie przez to na osobnika nachalnego. W przypadku tematu psów trudno było mu przejść obojętnie, a jeśli dziewczyna nie należała do pasjonatów futrzaków, nie chciał wciągać ją w głębokie dyskusje o rodowodach, czystości krwi czy zasadach dobrego wychowania; mógł jedynie udzielić przyjacielsko kilka wskazówek.
 — Czy to przez skłonności do uwalniania energii w sposób mało zadowalający właścicieli? — Usta okularnika wygięły się w subtelnym, zrozumiałym uśmiechu, a oczy spoczęły na truchtającej w oddali chmurce.
 Cezar zainteresował się hopsającą po drzewie wiewiórką, zaś Brutus postanowił wrócił do ławki z nadzieją na otrzymanie atencji od swojego pana, co spotkało się z realizacją psich marzeń.
 — Zgadza się. Jeśli pogoda dopisuje, staramy się w pełni wykorzystać okazję na przyjemne spędzenie czasu na zewnątrz. Nie lubią siedzieć w domu — odparł pochylony, drapiąc łajkę za uchem. — Usiądziesz? — zaproponował, spoglądając na nią pytająco z ukosa. Zajmował zaledwie jedną trzecią miejsca na ławce, a dziwnie się czuł, gdy dziewczyna stała obok podczas konwersacji.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Verity on 19/3/2018, 21:14
- Owszem - przytaknęła. - Chociaż w pewnym sensie to bardziej on adoptował mnie. - Zerknęła w stronę biegającego między drzewami pupila, mimowolnie przywołując na twarz szeroki uśmiech. Trudno było zapomnieć emocji, które towarzyszyły włamywaniu się na sklepowe zaplecze w środku nocy i kto mógłby się spodziewać, że będzie pamiętała to wydarzenie tak pozytywnie?
- Zostałam kiedyś przypadkiem zamknięta w sklepie w nocy, ja i jeszcze jeden facet. Kiedy szukaliśmy wyjścia, usłyszeliśmy hałas z magazynu, więc poszliśmy sprawdzić co to takiego i... i to był właśnie Bajzel. Nie wiem, jak się tam znalazł, ale zrobił kompletne pobojowisko. Musiał być przerażony, ale kiedy go wypuściliśmy, to się uspokoił... a potem w ogóle ode mnie nie odchodził na krok.
Nie miała pojęcia, skąd mu się to wzięło. Możliwe, że uczepił się pierwszego, co mu się nawinęło po wypuszczeniu na wolność ze złowrogiego magazynu, w którym kundelek zostawił naprawdę imponujący bałagan. Nie była specjalistką od zwierzęcych zachowań - nawet w ludzkich zachowaniach gubiła się jak dziecko w lesie, więc nawet nie próbowała rozgryzać tej zagadki. Lepiej było po prostu się cieszyć, że spotkał ją taki szczęśliwy zbieg okoliczności.
- Zgłosiłam później znalezienie psiaka gdzie trzeba, ale nie odezwał się żaden właściciel, więc... został ze mną.
Nigdy nie myślała o energiczności czworonożnego pupila w kategorii wady. Chociaż sama była osobą raczej spokojną, zajmowanie się Bajzlem pomagało jej zażyć nieco więcej ruchu w życiu. Już wcześniej lubiła spacery, ale teraz nie musiała chodzić na nie sama - puchata chmurka zawsze była chętna towarzyszyć zielonowłosej w przechadzkach, dokądkolwiek by one nie były.
- Ha, to dobry pomysł. Mogłam sama na to wpaść - przyznała nieco zmieszana, zajmując miejsce na ławce. Położyła zwinięte dłonie na nogach, lekko postukując nimi o kolana. - Dobrze, że robi się cieplej, przynajmniej człowiek tak nie marznie. Też nie mam serca trzymać go w domu, szczególnie że nie mamy tam za wiele miejsca. Im więcej może się wybiegać, tym lepiej.

// Idk co ten post.




Verity





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 30/3/2018, 23:52
 — Nie może być lepiej, niż zgodny wybór z obu stron. — Chociaż na jego ustach widniał subtelny uśmiech, odczuwał nostalgię na pewne wspomnienia i wcale nie wiązały się one z przygarnięciem Brutusa czy Cezara. Minęło wiele czasu od tamtego dnia, nabrał dystansu, ochłonął i zaakceptował obecny stan rzeczy na tyle, na ile potrafił, ale ciężar nigdy nie zniknął. Wieczny więzień własnych uczuć.
 — Najwidoczniej spadłaś mu z nieba. Zwierzęta wyczuwają ludzkie intencje, jeśli Ci zaufał, to nie bez powodu — stwierdził coś, co nie było raczej żadnym zaskakującym faktem, od dawna wiadomo, że reszta gatunków dysponuje szerszą percepcją od homo sapiens.
 Brutus, oddany pieszczotom, usadowił wygodnie tyłek na ziemi, zaś sam właściciel jeszcze przez dłuższą chwilę przesuwał palcami po futrze, by wreszcie odsunąć dłoń i wyprostować plecy do wygodniejszej pozycji.
 — Zdaję sobie sprawę z istnienia grona osób, które lubią stać zamiast siedzieć, za co jestem im wdzięczny chociażby w komunikacji miejskiej, ale w tym przypadku miło wygodniej nawiązać kontakt wzrokowy. — Przyjrzał się dziewczynie z bliska, a później zwrócił znów spojrzenie na psa. — Mieszkanie? Wyglądasz na studentkę, wynajmujesz coś? — zapytał, podczas gdy czworonożny towarzysz wrócił do eksploracji terenu. — I skąd pomysł na ten jakże gustowny odcień? — dodał w nawiązaniu do zielonego koloru jej włosów.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Gość on 1/4/2018, 22:11
> Skanowanie terenu...
> Znaleziono, dopasowanie map Miasta-3 do miejsca pobytu jednostki, ładowanie...
> Potwierdzono obecność jednostki Æther w: Wiśniowy Skwer, Południowy Rewir Miasta-3.


Jednostka sprawdziła raz jeszcze swoje dane, aby mieć pewność, że wszystko pasuje do planu, jaki został wytyczony. Mieszkańcy M-3 mieli nie raz prośbę spotkania się, żeby zobaczyć androida na żywo i otrzymać dokładne informacje, jakich poszukiwali. Tym razem Æther miał za zadanie pomóc w zakupach, dopasowując stroje do młodej kobiety, która chciała dobrze wypaść na randce. Wielka baza danych jednostki pozwoliła na porównanie całej masy ubrań dostępnych w sklepach Miasta-3, stąd szybko znaleźli całkiem dobre pozycje w niskich cenach i jego zadanie było wypełnione. Jednostka mogła kontynuować swoją małą podróż po terenach M-3, jako że nie miała jednego porządnego miejsca zamieszkania. Co prawda android nie rozumiał, dlaczego musiał się pojawiać w sklepie, bo to samo mógł wykonać na odległość, ale wykonał powierzone zadanie. Nawet puścił nieco swojej muzyki klientom przed wyjściem, bo kilka osób rozpoznało go.
Æther przelatywał akurat po wiśniowym skwerze, co jakiś czas wykonując skan obecnych mieszkańców oraz roślinności dla pewności, że wszystko, co ma zapisane, jest aktualne. Maszynę zainteresował wykaz dwójki obywateli wraz ze zwierzętami, więc powoli podleciał w ich kierunku, dalej skanując. Ze względu na rzadkie wyjścia w takie miejsca, maszyna nie miała okazji spotykania zwierząt w takiej ilości, stąd była całkiem zaciekawiona.
- Znaleziono: zwierzę, liczba: 3. Jednostka wykazuje zainteresowanie rzadko spotykanym wydarzeniem. Witam obecnych obywateli Miasta-3. Prośba: zgoda na chwilowe przeszkodzenie i skan obecnych istot - wygląd i głos od razu wskazywały na to, czym była latająca istota. Na ekranie monitora pojawiła się zwykła emotikonka uśmiechu, najczęściej wykorzystywana przez jednostkę.
avatar





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Wiśniowy skwer

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 15 z 17 Previous  1 ... 9 ... 14, 15, 16, 17  Next

Powrót do góry