:: Eden :: Rajskie miasto




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 2 1, 2  Next   

Dom Laviaha.    Pisanie by Laviah on Sro Sty 18, 2017 4:16 pm
W spokojnej części rajskiego miasta, tuż przy samych jego obrzeżach, które graniczą z edeńskimi ogrodami, znajduje się skromny dom, którego mury częściowo porośnięte są mchem. Z zewnątrz nie brak tam również innych elementów roślinnych, które równie dobrze mogłyby przekładać się na to, że budynek już lata temu został opuszczony, jednak nie ma nic bardziej mylnego – co bardziej obyte w kwestii roślin oczy dostrzegą, że na podwórku otaczającym niewielką konstrukcję, nie znajdzie się ani jednego chwasta czy przyschniętej rośliny, co niewątpliwie jest zasługą wytrwałej pielęgnacji właściciela. Zarówno przed domem, jak i za nim nie brakuje drzew, krzewów, owoców, warzyw czy ziół, jakby ten teren bez wątpienia należał do miłośnika zieleni.
Sam dom posiada parter i jedno piętro. Przed drzwiami frontowymi znajduje się niewielka weranda, na którą prowadzą trzy drewniane stopnie. Na parterze znajduje się salon i kuchnia, utrzymane w jasnych odcieniach. Duże okna wpuszczają do nich mnóstwo światła za dnia, co służy licznym roślinom doniczkowym, których nie mogło zabraknąć również wewnątrz. Na piętrze z kolei można znaleźć sypialnię skrzydlatego, niezbyt przestronny pokój dla gości oraz łazienkę z wanną. W domu nie brakuje zasilania, które pozyskiwane jest z mocy Laviaha – utworzono tu także wodociąg, który pozyskuje wodę ze strumieni pobliskich ogrodów.

_________________

WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.



Laviah
-----------
Archanioł

avatar

Liczba postów : 114

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Laviah on Wto Sty 24, 2017 8:18 pm
Białowłosy wytarł ręce w starą i zabrudzoną już szmatę, gdy do drzwi wejściowych rozległo się niezbyt głośne pukanie, które jednak wyraźnie dotarło do uszu gospodarza, biorąc pod uwagę, że przez ostatnią godzinę otaczała go głównie cisza. Nie dbając o ziemię, która dostała się za jego paznokcie, odrzucił na bok skrawek materiału i podniósł się z ziemi, na chwilę odrywając od swojej pracy, której zimą – szczególnie, gdy za oknem padał śnieg – nie miał za wiele. Dzisiaj spodziewał się wizyty, jednak nie przypuszczał, że ta nastąpi tak wcześnie. Naciągnąwszy rękawy koszuli na pokryte licznymi bliznami przedramiona, pokonał te kilka kroków w stronę drzwi frontowych, by w niedługim czasie otworzyć je na oścież przed czekającym na zimnie gościem, którego powitało łagodne spojrzenie jasnych tęczówek skrzydlatego. Z pewnością nie miał mu za złe, że nie dotrzymał umówionego czasu.
Witaj, chłopcze ― rzucił, odsuwając się nieco na bok w zapraszającym geście. Nie chciał kazać mu długo stać na mrozie. Nawet po tych kilku sekundach Laviah zaczął odczuwać jego skutki na swoich bosych stopach, choć dla anioła z pewnością był to najmniejszy problem. ― Miałbyś jeszcze mnóstwo czasu dla samego siebie. Nie musiałeś przychodzić tak wcześnie ― odparł spokojnie, zamykając za nim drzwi. Zaraz po tym obejrzał się w stronę salonu, który zazwyczaj utrzymany był w pedantycznym ładzie, jednak dzisiaj na podłodze walała się ziemia, a w pokoju zobaczyć można był kilka mniejszych i większych doniczek, które szykowały się do przyjęcia kolejnych roślin.  Niezależnie od tego, że pomieszczenie było teraz miejscem jego pracy, czuł, że nie powinien przyjmować tu kogokolwiek w takich warunkach.
Chociaż na jego twarzy nie pojawiła się żadna oznaka zażenowania, wewnętrznie czuł lekki dyskomfort, którego ktoś wyższej rangi nie powinien odczuwać względem podopiecznego.
Przepraszam za ten bałagan. Jeżeli masz ochotę na coś do picia, będę musiał poprosić cię o przyrządzenie sobie tego samodzielnie. Czuj się jak u siebie. Możesz też poczęstować się ciastem, które zostawiłem na blacie. Nie masz nic przeciwko, że skończę to, co zacząłem?
Czasem aż trudno było pojąć, jak wiele grzeczności zgromadziło w sobie to niezbyt wielkie ciało. Ktoś inny na jego miejscu zapewne już wziąłby się do pracy, jednak błękitnooki czekał na opinię chłopaka – w końcu ten mógł zażyczyć sobie, by towarzyszył mu podczas podwieczorku. Rośliny mogły poczekać.

_________________

WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.



Laviah
-----------
Archanioł

avatar

Liczba postów : 114

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Cayenne on Sro Sty 25, 2017 10:27 pm
Trzeba przyznać, że takie minusowe temperatury nie służyły mu najlepiej. Już po przejściu paru metrów w tym mrozie, odkryte części na jego ciele zostały pokryte paskudnymi, czerwonymi plamami a drobne ciało drżało jakby co najmniej na mrozie spędził dwie noce. Mimo to mknął przed siebie przyciskając do klatki piersiowej segregator z kartami, próbując od czasu do czasu mrużyć oczy, by choć trochę oszczędzić szczypanie. Wreszcie dotarł na wyznaczone miejsce, chociaż ta po prawdzie gdyby nie Pan Lis to z pewnością zabłądziłby z piętnaście razy i wylądowałby w Alpach.
Szczęka mu trzaskała kiedy wyciągnął dłoń i zapukał parę razy, przeskakując z nogi na nogę.
M-M-mam nadzieję, ż-że się s-s-szybko o-otworzy - zagrał zębami puszczając kłębuszek pary z ust.
Przestań narzekać.
Chłopak zerknął na białego lisa, który usiadł obok jego nogi i ziewnął szeroko, najwidoczniej nic nie robiąc sobie z panującego mrozu. Skrzypnięcie drzwiami sprawiło, że odlepił spojrzenie od swojego towarzysza i napotkał….
D-dzień dobry panie Laviahu! – powiedział głośno i pokłonił się parę razy, a dopiero potem wszedł do środka czując, jak ciepło przyjemnie otula jego zmarznięte ciało.
Nazywam się Cayenne! Zostałem przysłany, żeby panu pomóc! Nazywam się Cayenne, miło pana po—
Kretynie, już się przedstawiłeś.
C-co? Serio?! – spojrzał zaskoczony na lisa, po czym ponownie popatrzył przepraszająco na Laviaha. – Przepraszam! Proszę się nie przejmować bałaganem! Jeżeli pan chce, to go usprzątam! Nikt nie powiedział mi, że jest pan taki młody. Spodziewałem się raczej pomarszczonego starca z brodą do kolan tak jak anioł Izerbiusz.
Cayenne, to niegrzeczne. Zachowuj się. Fuknął lis na co dzieciak rozszerzył oczy i spojrzał przerażony najpierw na zwierzaka a potem na anioła i znów na lisa.
P-przepraszam panie Laviahu, nie zamierzałem pana obrazić! – jęknął ponownie kłaniając się kilka razy i wyrzucił przed siebie trzymany segregator. – Mam tu jakieś listy przesłane przez anioła Zewiusza. Mogę zrobić panu herbatę, jeżeli sobie pan życzy. A ciasto-
Nie.
Ale dlaczego? – spojrzał na lisa zaskoczony jego nagłą odpowiedzią, ale ten jedynie uniósł łapę i podrapał się po pysku wydając się wyjątkowo znużony całą tą sytuacją.
Jesteś w gościach i to bardzo niegrzeczne od razu lecieć i nażreć swój brzuch. Zaproponuj najpierw pomoc, to jest twoim priorytetem, szczeniaku.
Dobrze… – westchnął ciężko i spojrzał na Laviaha. – To ja najpierw panu pomogę.



Cayenne
-----------
Anioł Służebny

avatar

Liczba postów : 44

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Laviah on Nie Sty 29, 2017 12:11 am
Już od początku wiedział, z kim będzie miał do czynienia, jednak nie zamierzał wprawiać chłopaka w zakłopotanie. Białowłosy mimowolnie skinął głową, przyjmując do wiadomości przekazaną mu informację na temat imienia.
W takim razie miło mi cię poznać ― odparł, choć pod sam koniec głos anioła przycichł, jakby zamierzał urwać wypowiedź. Błękitne tęczówki zsunęły swoje spojrzenie z twarzy pierwszego gościa, by ulokować je na śnieżnobiałym pysku zwierzęcia, które mu towarzyszyło i z którym chłopak najwidoczniej dzielił jakąś nietypową więź. Ich świat był pełen dziwacznych stworzeń, dlatego przypuszczenie, że ta dwójka w jakiś sposób kontaktowała się ze sobą, nie była zadziwiająca, ale skrzydlaty na pewno powinien traktować go jak równego sobie. ― A twój towarzysz to...? ― celowo zawiesił głos, pozwalając dojść do słowa Cayenne'owi, choć wydawało się, że to chłopak powinien dać dojść do słowa jemu, biorąc pod uwagę, ile słów udało mu się z siebie wyrzucić w tak krótkim czasie. ― Nie, nie. Nie ma takiej potrzeby. Jestem w stanie sam się tym zająć. Poza tym czułbym się źle, gdyby odwiedzająca mnie osoba musiała sprzątać brud, który sam naniosłem ― wyjaśnił spokojnie, przechylając nieznacznie głowę na bok.
Nie poczuł się urażony wnioskami na temat panujących w Edenie Zwierzchności – przynajmniej to nie on powinien czuć się obrażony, ale z pewnością nie zamierzał przekazywać tego wspomnianemu Izerbiuszowi, choć przypuszczał, że mężczyzna podszedłby z dystansem do tych słów.
Myślę, że trochę przeceniasz mój wiek, chłopcze. Tylko tak wyglądam. Nie musisz się niczym martwić, nie uraziłeś mnie ― wyjaśnił, pokojowo kończąc ten temat. Wśród aniołów wiek i tak nie miał znaczenia. U niektórych dało się zauważyć sędziwy wygląd, a inni pozostawali nietknięci zębem czasu. ― Dziękuję, ale nie trzeba, Jeżeli już zrobisz ją dla siebie, możesz przeczytać mi listy, gdy będę kończył swoją pracę przy sadzeniu roślin. Chyba że Zewiusz prosił, bym tylko ja zapoznał się z ich zawartością. Nie ma sensu, byś niepotrzebnie brudził sobie ręce i ubrania, skoro niedługo skończę.
Podszedł do doniczek i przysiadł na podłodze, odgarniając ręką parę drobinek ziemi, które pałętały się po podłodze tuż przy jego kolanie. Nabrał do rąk  trochę gleby i usypał ją do dość sporego pojemnika, który bez wątpienia czekał na przyjęcie jakiejś większej rośliny.
Nie musisz się martwić taktownością, sam zaoferowałem ci poczęstunek ― dodał zaraz, co wyglądało tak, jakby wyczuł, że blokuje go kręgosłup moralny. Białowłosy nie chciał jednak, by młodszy anioł czuł się w jego towarzystwie jakoś nieswojo.

_________________

WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.



Laviah
-----------
Archanioł

avatar

Liczba postów : 114

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Cayenne on Sob Lut 04, 2017 11:46 pm
W Edenie krążyło wiele plotek na temat Zwierzchności. Większość była o dość negatywnym wydźwięku, mającym zapewne wywołać uczucie strachu oraz respektu. Zwierzchność uchodziła za osoby dumne, kroczące drogami Edenu z wysoko uniesionymi głowami, niejednokrotnie surowe i chłodno nastawione do takich, nie oszukujmy się, nic nie znaczących w anielskiej hierarchii podlotków, jak przykładowo Cayenne. Zderzenie z prawdą, a przynajmniej ze Zwierzchnością, która daleko obiegała od utwierdzonego w umyśle obrazu było co najmniej szokiem. Chłopak spojrzał na lisa, nie potrafiąc zdławić w sobie zalążku ciekawości.
- Nie wygląda tak, jak mówili, nie? I jest całkiem miły. – powiedział kierując je do lisa, i chociaż starał się mówić szeptem, to jego głos z pewnością został dosłyszany.
Rzeczywiście, aczkolwiek to nieuprzejme. Lis posłał mu spojrzenie pełne sceptycyzmu, na co Cayenne opuścił nieco głowę, w duchu przyznając mu rację.
”A twój towarzysz to…?”
Chłopak zadarł gwałtownie wyżej głowę, odzyskując w jednej chwili całą pewność siebie.
To jest Pan Lis! Mój nauczyciel! – przedstawił go z nieukrywaną dumą. Zwierzę odwróciło łeb w stronę starszego anioła i skinęło głową na znak powitania, zachowując przy tym wszelakie podpunkty dobrego wychowania.
Pomimo zachęcania do zjedzenia ciasta, Cayenne w pierwszej kolejności słuchał Pana Lisa i to jemu w pełni zawierzał, jeśli chodzi o zachowanie. Zwłaszcza, że to dzięki niemu udawało mu się wielokrotnie uniknąć jakiś nieprzyjemnych i zawstydzających sytuacji, dlatego też postanowił wstrzymać się póki co z ciastem. Chciał najpierw mu pomóc, w czymkolwiek. Po to w końcu został tutaj przysłany.
Pokiwał głową i zaczął się rozbierać z wierzchniego ubrania, które ładnie przewiesił przez oparcie jednego z drewnianych krzeseł, a na drugim zasiadł, sięgając po papiery.
- Właściwie są to głównie statystyki sprzed ostatniego miesiąca I zestawienia. Nowe anioły, nowe stanowiska objęte przez kogo. Stan żywności i zwierząt. Oraz ilu braci zaginęło przez ostatni miesiąc po tym, jak udały się na Desperację. – przedstawił pokrótce co i jak, po czym złożył wszystko w jedną ładną kupkę i odstawił na stolik. - Ja może jednak pomogę! – zaoferował się I zsunął z krzesła, kierując kroki w stronę Laviaha. Ale wystarczyło zaledwie parę kroków, kiedy w pomieszczeniu rozległ się trzask.
- Auć. – jęknął, a kiedy uniósł ranną stopę ujrzał, że… wdepnął w małą doniczkę, teraz już roztrzaskaną na drobniejsze kawałki. I zdeptał sadzonkę.
- ….. NAJMOCNIEJ PRZEPRASZAM! – rzucił padając na kolana I pospiesznie zaczął zbierać wysypaną ziemię oraz sadzonkę do rąk. Rozejrzał się dookoła a gdy dostrzegł jakąś wolną doniczkę, zerwał się w jej kierunku, by wsypać wszystko do środka. Ale po drodze przewrócił dwie inne doniczki. Całe szczęście, że ich nie rozbił. Tym razem.
- JA.. JA PRZEPRASZAM. JA JUŻ SPRZĄTAM. JA… JA… – zająknął się przeskakując z nogi na nogę, trzymając w dłoniach tę nieszczęsną roślinkę, zupełnie się gubiąc I nie wiedząc co ma dalej zrobić.
Głupie, anielskie szczenię…



Cayenne
-----------
Anioł Służebny

avatar

Liczba postów : 44

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Laviah on Czw Lut 09, 2017 6:34 pm
Trzeba było przyznać, że chłopak nie był mistrzem dyskrecji, jednak Laviah był skłonny udać, że niczego nie słyszał – choćby dlatego, że drugi anioł nie zwracał się bezpośrednio do niego. Nie chciał wyjść na podsłuchiwacza, a i sam zdawał sobie sprawę, że po Edenie krążyły różne plotki na temat osób zajmujących tak wysoką posadę. Miało to swoje dobre i złe strony, a przy bliższym poznaniu można było przeżyć zarówno wielkie rozczarowanie, jak i miłe zaskoczenie. Laviah miał nadzieję, że w jego przypadku częściej sprawdzała się druga opcja.
W takim razie również miło mi poznać ― odparł i odwzajemnił lekkie skinienie głową. ― Jeżeli będzie pan głodny albo spragniony, proszę się nie wahać i korzystać z gościnności. ― Nie wiedział dokładnie, co powinien zaoferować zwierzęciu, ale tym samym dał obojgu wolną drogę do korzystania z zasobów jego lodówki. I tak jego zapasy najczęściej zalegały tam w sporym nadmiarze, jak na jedną osobę – zapewne dlatego dzielenie się nimi nie przysparzało skrzydlatemu problemów, a ktoś tak drobnej postury nie potrzebował aż tyle jedzenia. W gruncie rzeczy ze swoim nastawieniem oddałby większość i żył o jednym posiłku dziennie, ale jeszcze nikt nigdy nie wystawił go na aż tak poważną próbę wytrzymałości.
Sięgnął po przygotowaną sadzonkę, ustawiając ją w miarę równo w doniczce i przystąpił do zasypywania korzeni ziemią, dokładnie wysłuchując statystyk, które przedstawiał mu Cayenne, przy czym nie wtrącił się ani na chwilę, nawet jeśli miał ochotę prędko skomentować sytuację zaginionych aniołów – nie było dobrze, gdy z Edenu znikali ich bracia, a gdy tylko wkraczali na teren Desperacji, znacznie ciężej było się z nimi skontaktować.
Rozumiem. Później jeszcze raz zapoznam się ze wszystkim dokładniej, chociaż wygląda na to, że wszystko powoli wraca do normy. Mam nadzieję, że planują posłać kogoś po zaginionych, mimo że nasze stosunki z Desperatami nie są za ciekawe od ostatniego czasu. ― Mimo że białowłosy brzmiał na pozór spokojnie, co nienaturalnie zgrywało się z wypowiadanymi słowami, coś podpowiadało, że nie był to wyłącznie suchy przekaz. Był być może jedną z tych nielicznych osób, które najchętniej zapewniłyby bezpieczeństwo każdemu, choć ogarnięcie takiego ogromu było niewykonalne dla jednostki.
„Ja może jednak pomogę!”
Naprawdę nie ma takiej potrze--
Trzask.
Anioł uniósł nieznacznie ramiona, jakby miał zamiar uchronić się przed nagłym atakiem, który jednak nie nadszedł. Zaraz zamrugał kilkakrotnie oczami, przyglądając się w lekkim zmieszaniu wyczynom młodego skrzydlatego. W pierwszej chwili nie do końca wiedząc, jak doszło do tego wypadku. Wiedział, że czasem należało uważać i przy roślinach, ale zwykle kończyło się na niewielkich zadraśnięciach, a toksyczne gatunki wymagały wzmożonej ostrożności. Tym razem było inaczej, a błękitnooki prędko wstał z ziemi, gdy tylko dostrzegł ślady krwi na podłodze. Już w tym momencie stało się jasnym, że nie pozwoli chłopakowi na dalszą pomoc.
Usiądź proszę ― polecił łagodnie, ale jego głos przybrał nieco na sile, choć bez wątpienia tylko po to, by Lav był w stanie jakoś go „przekrzyczeć”. Ciepłymi dłońmi ujął jego ręce w dość uspokajającym geście, by zaraz po tym bezpiecznie przejąć dzierżoną przez niego sadzonkę i odłożyć ją na bok. ― Powinieneś bardziej uważać. Poczekaj tu chwilę, a ja przyniosę opatrunki i odkażę twoją ranę. Nie powinieneś narażać jej na kontakt z ziemią.
Ktoś na jego miejscu już dawno powinien zdenerwować się faktem, że jego dotychczasowa praca poszła na marne, jednak albinos nie wyglądał na poruszonego tym faktem, a jeszcze zdołał wykrzesać z siebie zmartwienie wobec stanu winowajcy. Prędko opuścił pokój, samemu wymijając odłamki i udał się do kuchni, gdzie dokładnie przemył brudne ręce, po czym z jednej z szafek wyciągnął wiklinowy koszyk, w którym znajdowały się wszystkie rzeczy przydatne do pierwszej pomocy. Gdy tylko wrócił przykucnął naprzeciwko Cayenne'a i wyciągnął rękę, nie chcąc siłą narzucać się z pomocą.
Pokaż mi tę ranę.

_________________

WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.



Laviah
-----------
Archanioł

avatar

Liczba postów : 114

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Cayenne on Pią Lut 10, 2017 7:26 pm
Najchętniej to schowałby się pod ziemią, bądź w jakiejś innej, odległej krainie, gdzie nikt nie mógłby go odnaleźć. Zwłaszcza Laviah. Był pewien, że po przedstawieniu, jakie odwalił, choć naprawdę tego nie chciał, ten się wścieknie i wykopie go na śnieg. Zamiast tego chciał mu pomóc.
Sensei… – jęknął żałośnie kierując spojrzenie w stronę lisa, który wydał z siebie karcące syknięcie. Młody anioł powoli usiadł na krześle i sięgnął do swoich włosów, układając jeszcze bardziej przylegle do twarzy zbyt długiej grzywki. Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że z powodu swojej „fryzury” ma ograniczone pole widzenia, ale wolał takie rozwiązanie, aniżeli….
Hm? – uniósł głowę, kiedy delikatne słowa jasnowłosego wyrwały go z letargu. Zacisnął mocniej palce na krześle, czując się jeszcze gorzej, że przysporzył mu więcej roboty.
N-nie trzeba, proszę pana! Naprawdę! To tylko zadrapanie! Ahahaha, zwykłe zadrapanie! Przestanie krwawić za parę godzin! Dla-
Cayenne! syknięcie wżarło się w umysł chłopaka tak boleśnie, że aż się skulił unosząc drobne ramiona ku górze. Wiesz, że musisz opatrzyć każdą ranę. Przestań zachowywać się jak szczeniak. Przeproś i podziękuj. lis warknął gardłowo siadając tuż obok kucającego Laviaha uparcie wpatrując się w chłopaka. No cóż. Z gniewem senseia nie można było się kłócić ani też sprzeczać, bo jeszcze przyłoży. A proszę wierzyć, face shot z lisiej łapy do najprzyjemniejszych nie należało.
D-dobrze. Dziękuję. – powiedział cicho unosząc raną stopę. – I przepraszam za kłopoty, jakie panu sprawiłem. To nie było specjalnie, chciałem tylko pomóc. Proszę mi pozwolić! – powiedział pospiesznie chcąc się jakoś nie tylko zrehabilitować, ale też i odwdzięczyć za okazaną dobroć.
Może przygotuję dla pana gorącą kąpiel? Albo zrobię kolację? Albo… albo odśnieżę przed domem! Co tylko pan sobie zażyczy, ja to zrobię, naprawdę! Proszę pozwolić mi pomóc i podziękować panu za pana dobroć! I przeprosić.



Cayenne
-----------
Anioł Służebny

avatar

Liczba postów : 44

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Laviah on Pią Lut 10, 2017 11:25 pm
Zdążyłem już nauczyć się, że nie powinno ignorować się nawet najdrobniejszych skaleczeń. ― W podobnych kwestiach nie przyjmował odmowy, choć nie miał w zwyczaju wpajać innym swoich przekonań, co być może skutkowało wzbudzaniem przez niego zaufania innych. Wszystko, co robił, robił z wyczuciem, jakby nie tylko próbował, ale i potrafił wyczuć idealną granicę każdej osoby, która w jego towarzystwie nie musiała czuć się niczym skrępowana ani ograniczana.
Opadł na jedno z kolan, namaczając wacik własnoręcznie przyrządzonym środkiem do odkażania ran – specyfik jeszcze nigdy go nie zawiódł, jednak wiedział, że ta część zabiegu zawsze była najmniej przyjemna dla pacjentów. Mało kto lubił to paskudne uczucie pieczenia przy świeżo otwartej ranie, jednak sama woda tu nie wystarczyła.
Nie musisz się tłumaczyć ani przepraszać za dobre chęci, chłopcze. Jestem wdzięczny, że chciałeś mi pomóc, a taki wypadek mógł zdarzyć się każdemu ― odparł, naprawdę nie chcąc, by jego gość próbował się usprawiedliwiać. Ujął jego kostkę jedną ręką i uniósł ją nieznacznie, sprawdzając jak bardzo się zranił. ― Z góry przepraszam, ale przez chwilę będziesz musiał znieść nieprzyjemne szczypanie. ― A sądząc po ranie, która paskudnie krwawiła, mimo że na pierwszy rzut oka nie wyglądała na dużą, Laviah mógł stwierdzić, że Cayenne będzie musiał poradzić sobie odrobinę dłużej.
Przyłożył wacik do skaleczenia, uprzednio upewniwszy się, że w stopie nie było żadnego odłamka doniczki i zaczął ostrożnie pozbywać się nadmiaru krwi i brudu, który zalegał na jego ciele po kontakcie z podłogą. Przez cały czas kontrolował też stan chłopaka, zerkając na jego przysłoniętą kosmykami twarz.
Nie zadręczaj się tym i nie  bądź dla siebie taki surowy. Nie robię tego dlatego, żebyś czuł się w jakiś sposób dłużny, naprawdę. Wystarczy, że następnym razem będziesz na siebie uważał. Dobrze, że tym razem skończyło się tylko na skaleczeniu. ― Skrzydlaty uznał, że była to najstosowniejsza prośba albo coś, czego mógł oczekiwać od drugiego anioła. Mimo że ledwo co się poznali, nie chciał znaleźć go kiedyś bardziej poszkodowanego niż był teraz.
Przemywszy ranę do porządku, od razu sięgnął po kawałek złożonej gazy i przykrył nim ranę, przytrzymując go z należytą delikatnością, byleby tylko nie przysporzyć mu więcej bólu.
Może jednak zjesz ciasto i napijesz się herbaty? ― spytał w momencie, gdy owijał bandaż dookoła bosej stopy młodszego anioła.

_________________

WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.



Laviah
-----------
Archanioł

avatar

Liczba postów : 114

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Cayenne on Sob Lut 11, 2017 1:22 am
Pomimo, że słowa starszego anioła były miłe I łagodne, I z pewnością mające na celu lepsze samopoczucie chłopaka, to I tak czuł się cholernie źle z tym wszystkim. Niby z jednej strony powinien być przyzwyczajony do tego, że gdziekolwiek się nie pojawi, to wprowadza ze sobą zamęt i chaos, a potem czuje się jak ostatni debil, ale z drugiej strony takie sytuacje zawsze pozostawiały po sobie niesmak i cierpkość na języku. Mimo to postanowił więcej nie wykłócać się z jasnowłosym, a jedynie kiwnął głową na znak, że rozumie.
Nie wiercił się i grzecznie czekał, aż jego stopa zostanie zabandażowana, a dopiero potem wreszcie się odezwał, choć pewnie brzmiał jak zdarta płyta.
Dziękuję. Jest pan niezwykle uprzejmy, panie Laviahu. – powiedział I uśmiechnął się szeroko, pomimo dwóch rumieńców jakie spowiły jego policzki.
I bardzo poproszę o ciasto oraz herbatę! – dodał uradowany, że wreszcie będzie miał okazję spróbować tej słodkości. Spojrzał z lekką obawą na swojego towarzysza, ale lis najwidoczniej zaniechał upominania swojego wychowanka, gdyż ulokowawszy się gdzieś z boku, zwinął w kłębek i ziewnął szeroko. Ale nie spuszczał swojego spojrzenia z chłopca. Tak na wszelki wypadek.
I nazywam się Cayenne. – powtórzył na wszelki wypadek, gdyby Laviah zapomniał. Bo przecież istnieje taka możliwość, skoro zwracał się do niego per chłopcze, a nie po imieniu, prawda?
Zsunął się z krzesła i na moment skrzywił, ale ból był jedynie tępym odczuciem, do którego dzieciak bardzo szybko przywykł. I kiedy starszy anioł ruszy do kuchni, Cayenne niczym wierny piesek, nie opuszczał go nawet na krok, gadając przy tym jakby ktoś go opętał albo nakręcił.
Często jada pan ciasta? My niestety nie. Moje zdolności kulinarne są przykre, a zresztą Pan Lis nie przepada za słodkościami. Ciasto ostatni raz jadłem chyba w sierocińcu. A jakie to ciasto? I miewa pan często gości? Nas prawie nikt nie odwiedza, ale to pewnie dlatego, że mieszkamy na obrzeżach Edenu i nikomu nie chce się do nas przyjść, ahahaha. – zaśmiał się wesoło, zupełnie nie zdając sobie sprawy, że przyczyna mogła leżeć zupełnie gdzieś indziej.
W ogole ma pan bardzo ładne włosy. Są prawdziwe? Prawie jak anielskie skrzydła! Takie srebrzyste! Nie widziałem nigdy kogoś takiego w Edenie. Ale może na Desperacji ktos taki jest? – zamyślił się przez chwilę, drapiąc lekko po policzku. – Był pan już na Desperacji? Ja jeszcze nie byłem. Ponoć to bardzo niebezpieczne miejsce. Wie pan… – przesunął się bliżej niego i przyłożył dłoń do ust, kiedy kontynuował mówiąc szeptem, jakby to była jakaś wielka tajemnica. – Ponoć to drugie Piekło. Tak słyszałem. – ponownie się roześmiał i zarzucił obie ręce na tył głowi, gibając się nieco na boki. – Ale nie wiem, to tylko plotki a nigdy nie byłem. I chyba nie pójdę, bo boję się strasznych rzeczy i miejsc. A pan się czegoś boi?



Cayenne
-----------
Anioł Służebny

avatar

Liczba postów : 44

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Laviah on Nie Lut 12, 2017 12:03 pm
„Jest pan niezwykle uprzejmy, panie Laviahu.”
Zdarzało mu się już słyszeć podobne komplementy, chociaż nie radził sobie za dobrze z ich przyjmowaniem. Z jednej strony było mu miło, ale z drugiej nie sądził, by tak drobne czyny zasługiwały na pochwałę, jednak niezależnie od tego, jak się z tym czuł, na jego twarzy nadal widniał wyłącznie spokojny wyraz, który potrafił wpędzić w zakłopotanie niejednego rozmówcę. Nie lada wyzwaniem było przejrzeć, co skrzydlaty myślał i czy ta stoicka postawa nie była przykrywką dla czegoś znacznie gorszego. Ze współczesnymi aniołami bywało różnie.
Miło mi, że tak sądzisz, ale ― bo musiało pojawić się jakieś „ale” ― jestem pewien, że każdy zrobiłby to samo na moim miejscu ― stwierdził, rzeczywiście sądząc, że każdy krył w sobie chociaż odrobinę bezinteresowności, która koniec końców musiała ujrzeć światło dzienne, a przynajmniej chciał wierzyć, że tak właśnie było, nawet jeśli było to dość naiwne podejście jak na przedstawiciela Zwierzchności, który niejedno już w życiu przeżył i zobaczył.
Zebrał wszystkie rzeczy z podłogi, wyczuwając nagły przypływ entuzjazmu u swojego gościa. Czuł się znacznie lepiej, mogąc uraczyć go poczęstunkiem, zamiast martwić się, że jeszcze zrobi sobie krzywdę albo będzie chciał przejąć jego obowiązki. Podniósłszy się, otrzepał niedbale spodnie i bez ociągania ruszył w stronę kuchni.
Spokojnie. Nie zapominam imion swoich braci ― zapewnił, zerkając na chłopaka, któremu być może nie spodobał się nawyk białowłosego, z którym nie potrafił sobie poradzić. Niemniej jednak zrozumiał aluzję, a umyślne wywoływanie w innych urazy nie należało w jego naturze. ― Przepraszam. Rozumiem, że wolisz, żebym zwracał się do ciebie po imieniu? ― spytał, choć powinno być powinno być oczywistym, że mało kto lubił być traktowany jak dziecko. Co jednak poradzić, jeśli porażająca większość mieszkańców całej Ziemi, była znacznie młodsza od skrzydlatego?
„Często jada pan ciasta?”
Rozchylił nieznacznie usta, chcąc udzielić Cayenne'owi odpowiedzi, ale raz jeszcze nie sposób było przebić się przez natłok słów, którymi wręcz go bombardował. Anioł miał w sobie jednak na tyle dużo cierpliwości, by bez trudu znieść lawirowanie między coraz to nowszymi tematami, a i ani na chwilę nie dał skrzydlatemu odczuć, że go nie słucha. Właściwie starał się zakodować wszystkie informacje, by niczego nie pominąć w trakcie swoich pięciu minut na odpowiedź. O ile taki moment w ogóle miał nastąpić.
Nie jadam ich tak często, ale co jakiś czas przygotowuję ciasta, żeby mieć czym poczęstować swoich gości. Tym razem przygotowałem ciasto z malinami. Mam nadzieję, że ci zasmakuje. I bez wątpienia kiedyś uda ci się tego nauczyć. Praca w kuchni nie jest aż tak trudna, jak mogłoby się wydawać. ― Nie wiadomo czy chciał go pocieszyć, czy raczej zmotywować do podejmowania dalszych prób, jednak i w tym przypadku uważał, że wystarczyło trochę starań, by otworzyć się na nowe horyzonty. Nigdy nie uwzględniał czegoś takiego, jak „brak talentu”. ― Goście przychodzą do mnie tylko co jakiś czas. Zazwyczaj nie ma mnie w domu – muszę pomagać reszcie aniołów na Górze Babel i, jak sam mogłeś zauważyć, nie mieszkam aż tak blisko. Jeżeli chcesz, chętnie cię kiedyś odwiedzę ― zapewnił, jednak dał mu wolny wybór.
Schował przybory medyczne do szafki, gdzie znajdowało się ich pierwotne miejsce.
Dziękuję. Są prawdziwe ― odparł, mimowolnie dosięgając jednego ze srebrzystych kosmyków, jakby chciał mu uświadomić, że rzeczywiście tak było, pociągnąwszy za nie lekko. ― Nigdy nie byłem na Desperacji, więc nie wiem, czy jest tam ktoś taki. Nie uważam jednak, że to drugie Piekło. Mieszkańców tam spotkało nieszczęście, jednak nie uważam, by żyli tak za karę. Wiele aniołów nie zapuszcza się na tamte tereny ze względu na krążące dookoła plotki ― zalał czajnik wodą i postawił na palniku ― ale czasem te plotki potrafią sprawić, że wyobrażamy sobie coś znacznie gorszego niż jest naprawdę, nie sądzisz? ― zamilkł na moment, pozwalając chłopakowi dojść do słowa. W międzyczasie wskazał ręką miejsce przy stole, by zaraz odkroić porządny kawałek ciasta i nałożyć go na wyciągnięty talerzyk. ― Boję się różnych rzeczy.
Szkoda, że na to nie wyglądał.
Wyciągnął z szuflady łyżeczkę i położył poczęstunek przed aniołem.

_________________

WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.



Laviah
-----------
Archanioł

avatar

Liczba postów : 114

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Cayenne on Nie Lut 12, 2017 5:44 pm
Mało kto rozmawiał z nim w Edenie. Zazwyczaj anioły wolały unikać jego towarzystwa, dlatego też kiedy spotkał wreszcie kogoś, kto był dla niego miły i słuchał go, sprawiło, że wszelkie hamulce samo zachowania puściły z piskiem. Od bardzo dawna nie miał okazji zamienić z drugim aniołem aż tyle słów, co teraz. Oczywiście nie liczył Pana Lisa, z którym był każdego dnia. Ale taka odmiana, coś zupełnie innego i nowego, było niczym świeży powiew zabierający z przełyku nadmiar kurzu.
Ostatnio… ostatnio nie wszyscy, panie Laviahu. Proszę mi uwierzyć, ja nie kłamię! Po tych okropnych wydarzeniach, jakie miały miejsce na Górze Babel, anioły stały się niesamowicie uprzedzone do innych! Smuci mnie trochę to, bo przecież powinniśmy sobie wzajemnie pomagać, prawda? Prawda? I innym też! – powiedział szybko, i oparł się o szafkę w zamyśleniu, błądząc gdzieś daleko myślami, zapewne dookoła wcześniej wspomnianych boskich posłańców, i powrócił dopiero w chwili, kiedy jego nowy znajomy ponownie się odezwał.
Z-znaczy… – spuścił głowę I złapał za kawałek materiału bluzy, który zaczął skubać w geście zdenerwowania I speszenia. – Ja nie chciałem pana urazić, wie pan? Jeżeli pan chce, może pan na mnie mówić jak chce. Naprawdę! – ponownie ruszył w jego ślady, nawet na moment nie odstępując go na krok. Śledził czujnym spojrzeniem każdy jego ruch, a kiedy jasnowłosy przystąpił do krojenia ciasta, chłopak zacisnął mocniej palce na blacie szafki, nie mogąc się doczekać, a wreszcie zakosztuje kęsa tych przepyszności. Kochał wszystko, co słodkie, choć, oczywiście, nie miał do nich łatwego dostępu. Jak każdy w Edenie. Nawet tu anioły stawiały na zdrowsze podejście do życia, czy warzywa i owoce. A cukier i słodkości? Rarytas.
Maliny… – powtórzył cicho, a jego żołądek wesoło zatańczył w brzuchu Cayenne. – Uwielbiam maliny! Są tak samo pyszne jak truskawki. I jagody. Poziomki też lubię… – zaczął wyliczać na palcach obu dłoni. – … w sumie brzoskwinie też są pyszne. I agresty! Albo te, no… jeżyny! A pan? Lubi pan warzywa? Ma pan jakieś swoje ulubione warzy—tfu, owoce! – podszedł do krzesła, na którym usiadł i wlepił spojrzenie w talerz z ciastem.
Dziękuję! To.. to ja jem! – poinformował I wbił widelczyk w miękką część ciasta, nabrał trochę na niego po czym władował do ust.
Mmmm pyszne! – jękną szczęśliwy sparklując na wszystkie możliwe strony. – I byłoby mi niezmiernie miło, jakby pan nas kiedyś odwiedził! Rany, nie mamy prawie w ogóle gości! Spróbuję coś ugotować! Tak, ugotuję coś! Chociaż nie umiem, ale to zrobię! Wie pan, że któregoś razu jak gotowałem, a raczej jak próbowałem, to musiałem wywalić garnek, bo w środku zrobiła się jakaś czarna maź i byłą ta twarda, tak mocno przylegała do ścianek naczynia, że nie dało raaaady – zamilkł, kiedy się zapowietrzył. No cóż, bywało i tak. Kiedy za szybko mówił i chciał przekazać naprawdę wiele informacji w jednej chwili, zaczynało brakować mu tchu w płucach i potrzebował paru chwil na złapanie oddechu. Z tym, że kiedy ponownie wracał do rozmowy, to zazwyczaj już na zupełnie inny temat. Tak samo jak i teraz.
Plotki… – powiedział cicho a jego oblicze na tę jedną chwilę przeszyło cień smutku I powagi. Tę jedną chwilę. – Plotki… bywają bolesne. – aczkolwiek kiedy ponownie zakosztował ciasta, cała zła aura momentalnie prysła, a chłopak na powrót zaczął kłapać jęzorem.
Czego się pan boi? Wie pan, ja to wielu rzeczy się boję. Boję się ciemności, duchów, cichych szeptów w nocy, boję się straszydeł, tych metalowych puszek co jeżdżą i mają koła, metalowych ptaków na niebie, boję się spłonąć, boję się utonąć, boję się porażenia piorunem, boję się, że pan Lis umrze, swoją drogą jakby miał pan – ściszył głos to konspiracyjnego szeptu – skórki od chleba i dałby pan Senseiowi, to będzie przeszczęśliwy. On je uwielbia. Od kiedy pamiętam, jak mnie zabrał z sierocińca, to zaaaaawsze je jadł a mi zostawiał środek! Nie zje pan ze mną ciasta?



Cayenne
-----------
Anioł Służebny

avatar

Liczba postów : 44

Powrót do góry Go down

Re: Dom Laviaha.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 2 1, 2  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: Eden :: Rajskie miasto