Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Nathair on Pią Kwi 14, 2017 9:18 pm
Lidl


Kiedy wy rozważaliście wiele możliwości, czas nieubłagalnie tykał, odmierzał niewidzialnymi wskazówkami chwilę, aż będziecie musieli ostatecznie podjąć jakąś decyzję. W momencie, kiedy pomiędzy wami pojawiła się burza mózgów, Krzysztof postanowił sprawdzić szyb wentylacyjny. Jak się okazało, krata osłaniająca nie była jakoś szczególnie mocno zamocowana, gorszym problemem okazał się sam szyb. Wymiary były wątpliwe, choć ciężko było ocenić kto i czy w ogóle mógłby się w nim poruszać, z tej pozycji, gdyż w środku panowała ciemność. Jednakże ktoś o stosunkowo mały wymiarach raczej bez problemu mógłby się prześlizgnąć. Najprawdopodobniej.
Tik, tak, tik tak.
Zostało dwadzieścia minut.


Biedronka


W środku zapadła głucha cisza przerywana jedynie waszymi oddechami i krokami. Póki co nie dostrzegliście niczego konkretnego, niczego, co mogłoby się wam przydać. Ani puszek z jedzeniem, ani leków, nic. Jakby to miejsce już dawno zostało przez kogoś splądrowane. Im głębiej wchodziliście, tym mocniej mogliście wyczuć nieprzyjemną woń rozkładającego się mięsa. Być może gdzieś na tyłach Bierdronki znajdowały się lodówki, teraz pozbawione prądu nie spełniały już swojej roli, więc i pozostawione w nich mięso zaczęło się psuć. Może. A być może smród nie pochodził od mięsa?
Gdy Auryon kopnęła kawałek kamienia, ten poturlał się znikając w ziejącej ciemności, wydając z siebie zbyt głośny dźwięk, niż dziewczyna zapewne zamierzała. A potem zapadła niepokojąca cisza, jakby wszystko dookoła umarło.
Aż usłyszeliście cichy szelest. Niebezpiecznie bliski szelest, któremu towarzyszyło ciche „Ksssss”.
W tym samym momencie, kiedy wejście do Biedronki było pilnowane przez mężnych panów, również zostało zakłócone. Najpierw usłyszeli cichy odgłos łap. To była kwestia dwóch, może trzech sekund, kiedy zza jednego z porzuconych samochodów wyłonił się pysk, potem głowa, uszy i reszta ciała psa rasy Doberman. Jednakże to, co z pewnością bardziej przykuło uwagę to… rany. Zwierzę było ewidentnie ranne, płaty skóry zwisały z grzbietu odsłaniając klatkę żeber, brakowało jednego ucha oraz oka. Pies zatrzymał się i spojrzał w waszą stronę, obnażając kły i wydając z siebie ciche warknięcie. Chwilę później zza samochodu wyłonił się kolejny pies. A potem następny, i następny i następny, aż ostatecznie było sześć psów. I żaden z nich nie wyglądał jak typowy Burek, który jest chętny do aportowania.

Termin odpisów: 22.04 godz. 20.00

Statystyki:

Spoiler:



      Faustine:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 88%

      Bast:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 72%

      NPC:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 82%

      Sleipnir:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 86%

      Skoczek:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 84%

      Karyuudo:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 91%

      Kesil:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 86%

      Loki:
      Zdrowie: 100%
      Energia: 84%

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11405
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Banshee on Pią Kwi 14, 2017 10:37 pm
Cholera. Było niedobrze. Dotąd siedział cicho i nie odzywał się zbytnio, ale teraz trzeba było jakoś zadziałać. Nie wiedział, co mogliby zrobić, ale widok ciągle wyłaniających się psów był niepokojący i pospieszający do działania. Niemniej jednak nie należało robić nic pochopnego. Nierozwaga i zbytna pochopność była zgubna, zwłaszcza w takich sytuacjach. Antek rozważał wszelkie możliwe opcje, co mogliby zrobić. Niestety żadna z nich nie była zbyt bezpieczna i niosła ze sobą ryzyko niepowodzenia.
Chłopak zacisnął dłoń na niewielkim pudełeczku z petardami, które wziął ze sobą w razie gdyby trzeba było odwrócić zombiakom uwagę od nich. Niestety w tej chwili mógł jedynie pogorszyć tą sytuację i przywabić jeszcze więcej sztywniaków.
Od nigdy nie lubił psów. Zwierzęta te zawsze źle mu się kojarzyły i miał o nich złe zdanie. Nie potrafił docenić ich mądrości, uroku i sprytu. Zamiast tego widział jedynie ogromne cielska, ostre kły i silne łapy. Nie chciał by dobrały się do niego żywe stworzenia, a co dopiero takie w stanie zaawansowanego rozkładu. Szybko i niemal bez wahania założył na dłonie swoje metalowe rękawice, spoglądając dookoła czy nie znajdzie się w pobliżu jakiegoś metalowego cudu, którym mógłby się obronić., uważając tym samym, żeby żaden z psów na niego nie skoczył.

1. Antek stara się przygotować do ewentualnej obrony i szuka czegoś, czym może jeszcze skuteczniej zadawać obrażenia.

_________________


Lament Banshee: #cc0000
Jeśli w trakcie fabuły zobaczysz odpis, w którym znajdzie się oznaczenie [...], to znaczy, że Twoja postać została właśnie zaatakowana przez Soniczny krzyk Banshee. Efektem tego są bóle głowy, omdlenia a nawet krwotoki wewnętrzne.  Może się również zdarzyć, że białowłosy rozpyli wokół siebie substancję, która spowoduje otępienie postaci i strach. Nie działa to na androidy i osoby z blokadą umysłu.




Banshee
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 306
GODNOŚĆ : Sidhe de Danann

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Loki on Pią Kwi 21, 2017 5:05 pm
Janek Wiśniewski

Zanim któraś z bestii zdążyła jednak ruszyć w ich stronę, pierwszy pocisk z procy już leciał w stronę sfory. Dziwny odgłos z wnętrza sklepu wraz z pojawieniem się psów w pierwszej chwili zbił z tropu Wiśniewskiego, w mgnieniu oka dało jednak o sobie znać wyszkolenie i lata doświadczenia w więziennej branży. Pierwszą myślą, która przemknęła przez głowę Janka było:
- Jak to do cholery możliwe!
Przecież psy pojawiły się ledwie kilka metrów od trasy, którą z tak szczególną ostrożnością kilkanaście minut temu przebyli. Jak to się stało, że mimo wzmożonej uwagi nie dostrzegli zasadzki?
Od razu jednak górę wzięło pragmatyczne podejście do życia, które wyznawał Wiśniewski. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, stało się, czas jakoś z tego wybrnąć. A od impulsu do działania u Janka droga krótka. Błogosławiąc w myślach propozycję Maksymiliana na pilnowanie drzwi, która przecież pozwoliła im zamiast potencjalnego utknięcia w pułapce tworzonej przez ściany sklepu mieć jakieś opcje na otwartej przestrzeni, mężczyzna skierował napiętą już procę na nowe zagrożenie i wypuścił pocisk, za cel biorąc sobie pierwszą z bestii, zapewne przywódcę sfory. Celował prosto, między oczy, w nieruchomy cel, co przy jego umiejętnościach strzeleckich powinno być pewnym trafem. Jak to dobrze, że myśliwy z zamiłowania posiadał tą profesjonalną broń, która w niczym nie przypominała dziecięcych zabawek zbudowanych z kawałka patyka i gumki. To cacuszko potrafiło siać śmierć. Dosłownie trzy sekundy zajęło mu wyciągnięcie kolejnego, ołowianego pocisku i wysłanie go w kierunku następnej z bestii. Janek strzelał, celując w łby i modląc się w myślach, aby rozwalenie mózgu było wystarczające do ubicia tych stworów. Jednocześnie miał nadzieję, że Maksymilian zareaguje równie szybko, wspierając jego wysiłki ogniem z własnej procy.

***************
Janek błyskawicznie reaguje na zagrożenie, biorąc na cel sforę i ostrzeliwując ze swojej procy.



_________________

mowa myśli  



Voice Loki Upgrade



Loki
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Lokstar Val Hallen vel Loki vel Kłamca

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Skoczek on Sob Kwi 22, 2017 6:00 pm
.......Anglik nerwowo stukał palcami o biurko, zastanawiając się, w którym momencie wpadli w tak beznadziejną sytuację. Najgorsze było to, że w sumie niewiele mogli zrobić. Nawet gdyby teraz się wydostali, to wejście na pewno było pilnowane, chociażby ze względu na możliwy powrót drugiej grupy. Oni też się buntowali, tak więc automatycznie również mogli stanowić zagrożenie dla lidera. Szkoda, że samozwańczy przywódca nie chciał szerzej spojrzeć na całą tę sytuację, ale na to niewiele Chris mógł poradzić.
- Cóż, Krzysztof - zwrócił się w stronę najbardziej opornej co do dotychczasowego panu osoby. - Wątpię, by do Karola dotarły jakiekolwiek tłumaczenia. Pewnie będzie chciał się posunąć do wszystkiego, by nas stąd po cichu usunąć. Zażądajmy naszych plecaków, zapasu żywności, może nawet wyegzekwujemy broń. Dołączmy do tamtej grupy, może ludzie w Biedronce będą bardziej skłonni do współpracy. Jak nie, to z tamtymi i tak mamy większą szansę na przeżycie i dostanie się na teren radiostacji. Nawet gdyby udało nam się wyjść przez ten szyb, chociaż jest dość wąski, nie wiadomo, czy nasza sytuacja nie stałaby się gorsza. O ile nie nastąpiłoby zaklinowanie się
Zamilkł na moment, próbując rozważyć wszystkie możliwe opcje.
- Nic lepszego nie wpada mi do głowy. Choćbyśmy mieli zostać tutaj siłą, Karol nie odpuści nam. Ma swój "wielki plan" - pokręcił z niedowierzaniem łbem. - Negocjujmy warunki naszego opuszczenia tego sklepu. Jeśli zgodzimy się zrobić to po cichu, to nie wyrzuci nas na zbity pysk bez niczego. Chyba że wolisz spróbować zobaczyć, dokąd prowadzi szyb, ale według mnie to zbyt duże ryzyko niepowodzenia.
Tak naprawdę nie potrafił dodać nic więcej. Dla zasady rozpoczął próbę przetrząśnięcia wszystkich zakamarków w poszukiwaniu czegoś przydatnego, ale czarno to widział. Może znajdzie mapę okolicy, bo niestety sam słabo znał Kraków. Chciał się dowiedzieć, jak mogliby się dostać do jakiejś stacji wojskowej, najlepiej bocznymi drogami. Miał złe przeczucie co do poruszania się po dużych miastach.

X Chris dalej twierdzi, że najlepiej będzie wynegocjować odzyskanie plecaków, nieco żywności, może nawet broń i opuścić bez dodatkowych słów sklep i dołączyć do drugiej grupy.
X Zaczyna jeszcze dodatkowo szukać po zakamarkach czegoś przydatnego, ale bez większych nadziei.

_________________

Gorąca krew, ten dziki bieg.
Lepka pajęczyna myśli, nie istnieje żaden lek,
Na ten ptasi w sercu lęk, gdy usłyszysz wilka szept.

Ale przecież to akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1050
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Kesil on Sob Kwi 22, 2017 7:33 pm
Krzysztof Lisowski

Wolno opuścił rękę trzymającą klapkę od wejścia do wentylacji. Popatrzył wpierw na otwór, potem na Chrisa, aż westchnął cicho. Anglik miał rację. Maturzysta nie mógł zaprzeczyć ani nawet pomyśleć o żadnym kontrargumencie co do jego słów. Opanowanie oraz zimna krew Chrisa sprawiły, że młodzieniec zaczął mu w pewien sposób ufać. Krzyśkowi trzeba było osoby, której mógłby zawierzyć i jakiej rozkazy by wypełniał. Czy sugestie, zależnie od charakteru persony stojącej nad nim. Najwyraźniej w ich niewielkim towarzystwie Anglik stał się niepisanym generałem czy innym sierżantem dla młodego Lisowskiego.
Odłożył w końcu klapkę, zamykając przy tym szyb wentylacyjny.
- Tak... Tak, racja. Nie ma sensu nawet próbować. - Przyznał cicho i rozruszał nieco spięte mięśnie, spoglądając po pomieszczeniu i zawieszając wzrok na krótkofalówce. Podszedł do biurka i wziął ową w ręce, po chwili wyciągając dłoń z komunikatorem w stronę Anglika.
- Negocjuj zatem. Wydajesz się w tym dobry. - Stwierdził i nawet lekko się uśmiechnął. Nie miał pod tym względem za wiele do dodania. Gdyby Chris spytał o miasto czy bazy armii, pewnie Krzysiek by mu pomógł. W końcu pochodzi stąd, a jego brat jest wojskowym. Niemniej w myślach czytać nie umie.
Zaczął kręcić się bez celu po pomieszczeniu, podobnie jak towarzysz, szukając czegoś. Skrytki w ścianie, zejścia do piwnicy, drugiego dna w szufladzie, magicznego pyłku pod doniczką... Chociaż i tak wątpił, aby cokolwiek zyskał. Pieniądze? Nieprzydatne. Pistolet? Hah, byłoby wspaniale. Ale zapewne Karol wszytko zabrał.
W tym momencie nawet magicznym pyłkiem by nie pogardził.

------------
- Krzysiek zawierza Chrisowi i zgadza się na plan.
- Ma nadzieję, że Anglik będzie rozmawiał z Karolem.
- Ostatnie chwile spędza na desperackim przeszukiwaniu pokoju.

_________________
|| a7a887



Kesil
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 282
GODNOŚĆ : Kaede Shimizu

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Karyuudo on Sob Kwi 22, 2017 9:05 pm
Auryon Piapiac
Cholera... yea.


Wnętrze Biedronki o zrujnowanych, wyważonych jakby drzwiach było równie puste, co i ciche, napawając ludzkie, poszarpane nagłą, brutalną Apokalipsą serca kąsającym nerwy strachem, wywołującą gęsią skórkę niepewnością oraz zalegającym na dnie żołądka, paranoidalnym przeczuciem o tym, iż coś jest zdecydowanie nie tak. Emocje te spotęgowane jeszcze bardziej, silniej zostały wtedy, kiedy przez zalane flautą pomieszczenie przetoczył się niespodziewany, stawiający włoski na karku dźwięk o bliżej nieokreślonym źródle. Ogólnej sytuacji nie pomagał również ani odrobinę duszący, drapiący w tył gardeł swąd zgnilizny nasilający się z każdym, pojedynczym krokiem stawianym ku owianym ciemnościami czeluściom sklepu - mogło to być zepsute, przeterminowane mięso zalegające w pozbawionych zasilania lodówkach, lecz równie dobrze mogło to być coś o wiele, wiele gorszego, groźniejszego oraz niebezpieczniejszego. Dlatego też Aur, miast zagłębiać się w tajemnicze i potencjalnie zgubne dla ekspedycji zwiadowczej odmęty Biedronki, ustawiła się na lewo od głównego, rozwalonego wejścia i kopnęła w stronę pierwszego regału jakiś nieforemny, zwykły odłamek.

Efekt tego działania nie był taki, na jaki liczyła i jakiego się spodziewała, rozbrzmiewając naokoło nich zbyt głośnym, powtarzającym się głuchym echem stukotem toczącego się, obijającego o zasyfioną podłogę kamyczka. A potem w zakątku tym zdewastowanym i pozbawionym jakichkolwiek przydatnych, możliwych do wykorzystania rzeczy zapanowało piszczące w uszach, podkreślające przyspieszone rytmy wybijane przez niespokojne serca milczenie. Złotowłosa niewiasta spięła się w odpowiedzi na tę martwą, wzbudzającą zalążki paniki ciszę, unosząc odrobinę wyżej dzierżoną w delikatnie, niemal niezauważalnie drżących dłoniach łopatę. Spokój ten pozorny i nafaszerowany palącym napięciem - niczym ten, który jawi się wzdłuż horyzontu tuż przed gwałtowną, przynoszącą ze sobą zniszczenie oraz Chaos burzą - zakończony został przez niezdrowo - mało powiedziane - wyglądające dobermany, które to wyłoniły się zza porzuconych samochodów przywodząc na myśl posłańców samej, bezlitosnej - neutralnej, niewzruszonej - Śmierci. Wiszące płaty skóry oraz wykrzywione we wściekłych grymasach paszcze nie napawały optymizmem czy jakąkolwiek pozytywną emocją - wręcz przeciwnie.

Aur odetchnęła szybko, krótko, starając się jak najlepiej oraz najprędzej ukoić nadszarpnięte, rozszalałe nerwy - widok kreatur nie był przyjemny w najmniejszym stopniu, a przyprawiający o mdłości, żal oraz liżące ściśnięta krtań przerażenie - ażeby to dołączyć do pozostałych na zewnątrz i wesprzeć ich swoją nietypową bronią o rozłożonej aktualnie rękojeści. Nim przekroczyła próg zerknęła jeszcze przelotnie za siebie, wypatrując ewentualnego, dodatkowego zagrożenia mogącego wypaść na nich ze środka sklepu - ten dźwięk nie był ich wymysłem czy zbiorową halucynacją, więc istniała ogromna szansa, że coś tam w czarnych mrokach czaiło się, aby zaatakować ich w najmniej korzystnym dla nich momencie. Mając to na uwadze i posiadając zmysły niemalże boleśnie przez adrenalinę wyostrzone, Aur ustawiła się zgrabnym manewrem przed - jednocześnie tak, ażeby nie zasłaniać mu widoku i nie pogarszać celności - strzelającym z kuszy w psy Jankiem, i ewentualnie Maksymilianem, w celu zapewnienia mu osłony przed tymi osobnikami, które zdolne były przebić się przez jego ostrzał. Zamierzała uderzać je prostymi, niewymagającymi dużego zamachnięcia, acz przy tym mocnymi ciosami, celując głównie w ich nieprzyjazne, paskudne japy. Jeżeli któryś doberman skoczy w jej stronę z rozwartymi, gotowymi do wgryzienia się w nią szczękami, złotowłosa wystawi oręż tak, aby zwierzę zacisnęło niewątpliwie ostre, zakrzywione zębiska na środku rękojeści i następnie gwałtownie przekręci ją, odrzucając od siebie napastnika - jeśli będzie jej dane, to nawet zasadzi mu dodatkowego, gratisowego kopa w pysk swoim ciężkim, wojskowym obuwiem.



Czynności:
1. Aur otrząsa się ze strachu i lekkiego szoku;
2. Ustawia się przed Jankiem, i ewentualnie Maksymilianem, tak, aby nie zasłaniać mu/im widoku;
3. Osłania go/ich przed tymi psami, którym uda się przedrzeć przez ostrzał;
4. Celuje głównie w głowy ostrym kantem łopaty i wykonuje proste, nieskomplikowane, lecz silne ciosy;
5. "Jeżeli któryś doberman skoczy w jej stronę z rozwartymi, gotowymi do wgryzienia się w nią szczękami, złotowłosa wystawi oręż tak, aby zwierzę zacisnęło niewątpliwie ostre, zakrzywione zębiska na środku rękojeści i następnie gwałtownie przekręci ją, odrzucając od siebie napastnika - jeśli będzie jej dane, to nawet zasadzi mu dodatkowego, gratisowego kopa w pysk swoim ciężkim, wojskowym obuwiem."
Ekwipunek:
Łopata z rozłożoną rękojeścią - obecnie w użyciu;
Filtr do wody;
Recon Survival Tool;
3 batoniki energetyczne |3x350 kcal|;
Koc termiczny;

_________________



Karyuudo
-----------
Dezerter

avatar

Liczba postów : 284
GODNOŚĆ : Karyuudo

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Fenrir on Pon Kwi 24, 2017 1:41 pm
Z miejsca przepraszam za opóźnienie, ale tak jak pisałem w nieobecnościach, wypadła mi nagła rzecz i nie miałem jak odpisać na czas.

Są dwa rodzaje ludzi jak widać. Ci którzy jak zobaczą szóstkę zombie-psów stoją w miejscu i strzelają do nich i ci, którzy cenią swoje życie mniej lub bardziej. Ujrzawszy pierwszego psa, odruchowo wyciągnął swoją maczetę aby obronić się przed ewentualnym atakiem ze strony czworonoga. Kiedy jednak pojedyncza jednostka zamieniła się w całkiem pokaźną watahę, taktyczny odwrót był jedynym rozsądnym rozwiązaniem dla niego. Gdyby owe psiaki jeszcze wyglądały jak typowe Burki i Reksie to może by jeszcze rozważał strzelanie do nich z procy, ale w momencie kiedy nie wiedział co pośle takowego delikwenta do grobu na stałe, wolał schować się w bezpiecznym miejscu i szybko zamknąć za sobą przejście, aniżeli opierać swoją wiedzę na temat zombie na horrorach klasy B i celować im w głowę z tego samego uzbrojenia, które posiadał Janek.
Kiedy jednak ujrzał, iż jest jedynym postępującym w taki sposób, stał po drugiej stronie wyważonych drzwi obserwując bestie i ich ruchy, tym samym mówiąc do Wiśniewskiego aby podszedł jak najbliżej wejścia. W tym momencie jednak zauważył Auryon idącą w ich stronę i wychodzącą na zewnątrz. Próbował jej odradzić takie zachowanie, zagradzając jej do tego drogę wyciągniętą ręką, ale jeżeli przez nią przeszła, droga wolna.
Jeżeli jednak do tego czasu psy zdążyły ruszyć w ich stronę, najzwyczajniej w świecie szarpnął Janka za ubranie do środka i przygotował maczetę do cięcia w pojawiający się za wyłamaną framugą łeb dobermana, licząc tutaj na wsparcie ze strony dwójki śmiałków. Chciał wykorzystać jak najbardziej teren w którym się znajdowali i zadbać o to aby psy mogły atakować w jak najmniejszej ilości naraz, a przejście o szerokości metra definitywnie to ułatwiało.

--------
1. Widząc psy, począł się wycofywać do środka sklepu.
2. Intensywnie poprosił Janka aby ten podszedł bliżej żeby psy nie miały jak go zeżreć na otwartym terenie.
3. W razie ich ataku wciągnął go do środka sklepu.
4. Stojąc wewnątrz sklepu czekał na pierwszą wychylającą się paszczę aby ją ciąć maczetą, licząc przy tym na wsparcie Janka i Auryon.



Fenrir
-----------
Doberman     Biomech

avatar

Liczba postów : 156
GODNOŚĆ : Charles Armstrong

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Nathair on Wto Maj 09, 2017 11:59 pm
Lidl


Czas uciekał, a wy tak naprawdę nadal pozostawaliście w punkcie wyjścia, choć ostatecznie postanowiliście podjąć się negocjacji. Zostało zaledwie parę ulotnych minut do końca wyznaczonego czasu, kiedy Chrisowi udało się znaleźć mapę Polski sprzed jakiś dwudziestu lat. No cóż, jak to mawiają, z braku laku…
Wreszcie w pomieszczeniu usłyszeliście charakterystyczne zgrzyty wydobywające się z urządzenia, a chwilę później zmęczony, choć wciąż spokojny głos Karola.
- I? Podjęliście jakąś sensowną decyzję? – to był wasz czas na ugranie czegokolwiek.

//Żeby nie przeciągać, będę w miarę systematycznie odpowiadać na prowadzony dialog. Wystarczą same kwestie mówione.

Biedronka

Sytuacja na zewnątrz robiła się coraz bardziej niebezpieczna i napięta. Co prawda psy nie atakowały, aczkolwiek wydawały z siebie dźwięki zbliżone do warczenia, przeskakując z łapy na łapę, z pewnością gotowe, by zaatakować w każdej chwili. Jeden z nich drgnął niespokojnie w momencie, kiedy Antek poruszył się, być może nawet zbyt gwałtownie, aczkolwiek nie znalazł niczego metalowego. A przynajmniej nie w zasięgu jego wzroku. Być może udałoby się wam bezpiecznie wycofać do wnętrza Biedronki, gdyby nie Janek, który postanowił przejąć inicjatywę i zaatakować. I chociaż z pozoru ofensywa powiodła się, trafiając zwierzę wprost pomiędzy oczy, to ostatecznie nic to nie dało. Zwierzę wydało z siebie przeszywający na wskroś dźwięk, który już od dawna nie przypominał szczekania podwórkowego Burka, a może po prostu przez całe ten cza życia w zamknięciu odzwyczailiście się od tego. Koniec końców, stwory ruszyły do ataku, błyskawicznie, jakby niesione na skrzydłach przez samego diabła. Pierwszy dopadł Janka, z pewnością zatapiając swoje ostre kły w jego twarzy, gdy silnymi łapami obił się i wyskoczył w jego stronę, gdyby nie zbawienna pomoc Maksa. Janek mógł poczuć zimny odór wykręcający żołądek, który musnął jego policzek, gdy zwierzę kłapnęło pyskiem tuż obok niego. Siła szarpnięcia była tam gwałtowna, że mężczyzna wylądował tyłkiem na ziemi, obijając swoje szanowne cztery litery, a w lewą dłoń przeszył nieprzyjemny ból, gdy skóra napotkała samotną, ostrą blachę i z którą przegrała.
Psy ruszyły z impetem w waszą stronę, i choć Maks ustawił się dość dobrze, a ostrze maczety w pewnym trudem zatopiło się w cielsku bestii, pozbawiając jej głowy, to nim zdołał wyszarpać broń z martwego cielska, które opadło bezwładnie u jego stóp, kolejny pies zaatakował. Maks miał naprawdę głupie szczęście, gdy zęby rozszarpały mu jedynie rękaw koszuli, odsłaniając skrawek bladej skóry, w kuszący sposób zapraszając pozostałe kły do zasmakowania jego mięsa. I z pewnością tak by się stało, gdyby nie pojawienie się jedynej pani w tym zacnym towarzystwie. Aurorka słysząc odgłosy walki i szamotaniny postanowiła zawrócić. I całe szczęście, gdyż jej łopata, choć z pewnością nie pozbawiła życia psa, to za to sprawiło, że cielsko zwierzaka poszybowało kawałek dalej, odepchnięte, zwalając się na innego, co kupiło wam parę cennych sekund. Sekund, w których Maksowi udało się wyszarpnąć maczetę. Jeden martwy, pozostało pięć, ale już teraz mogliście zauważyć, że gdy psy zaatakują razem, bez większego problemu dostaną się do środka. A wtedy….

Termin odpisów: 24.05 godz. 20.00 (macie aż dwa tygodnie, bo sama ociągałam się z odpisem, gome, ale dopadło mnie totalne bezwenie. Powoli z niego wychodzę, ale wybaczcie za słabą jakość postu. Serio dopiero zaczynam pisać v.v)

Statystyki:

Spoiler:




         Faustine:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 80%

         Bast:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 68%

         NPC:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 80%

         Sleipnir:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 82%

         Skoczek:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 82%

         Karyuudo:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 87%

         Kesil:
         Zdrowie: 100%
         Energia: 84%

         Loki:
         Zdrowie: 95% (podłużny, metalowy przedmiot ok 4-5cm wbity w lewą dłoń na głębokość 2cm)
         Energia: 80%

------------

Pies1 = żyje
Pies2 = żyje
Pies3 = żyje
Pies4 = żyje
Pies5 = żyje
Pies6 = martwy

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"



Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 11405
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Karyuudo on Czw Maj 25, 2017 3:58 pm
Auryon Piapiac
Ciężko, ciężko.


Z każdą kolejną chwilą i mijającą, galopującą sekundą ich sytuacja pogarszała się coraz to bardziej i poczynała przechylać się zauważalnie, śmiało ku określeniu "katastrofa". Pierwszą oznaką tego był fakt, iż wypuszczony przez Janka pocisk z procy nie tylko nie uśmiercił niebezpiecznego, zainfekowanego psiska, to jeszcze wyraźnie go rozwścieczył i wyrwał z jego gardła przeraźliwy, niepodobny ani odrobinę do typowego szczekania dźwięk. W następnym momencie akcja nabrała straszliwego, chaotycznego tempa, podczas którego sfora rzuciła się bez dalszej zwłoki w ich stronę i omal nie pozbawiła ich jednego z należących do tej przedziwnej, pomieszanej grupy ludzi. Na całe szczęście Maks zareagował niesamowicie szybko i pozbawił przodującego, łaknącego wgryźć się w Janka kundla łba, kończąc poprzez to smutny żywot nieszczęśliwej, karykaturalnej bestii. Sama Aur wmieszała się do tego całego rabanu z impetem oraz zakrapianą dudnieniem serca pewnością, uderzając łopatą psa, który omal nie zatopił swych obślinionych, ostrych zębisk w ramieniu zajętego uwalnianiem swojej cennej maczety z martwego cielska pokonanego oponenta Maksa, a tylko rozszarpał mu kawałek rękawa.

Odepchnięty potwór - stworzenie to nie mogło być już nazwane zwierzęciem, nie w tym podupadłym i powykręcanym tak fizycznie, jak i mentalnie stanie - zderzył się z innym, kupując drużynie zwiadowczej parę cudownych, zbawiennych sekund. Ślepia jasnowłosej kobiety zerknęły przelotnie, lecz przy tym uważnie na jej towarzyszy, zauważając zaraz ze zgrozą i zmartwieniem lewą dłoń Janka, z której sterczał - szydząc z nich i szczerząc w ich stronę srebrzyste kły - kawałek jakiegoś metalowego przedmiotu. Syknęła w myślach, zaciskając usteczka w wąską linię - jeżeli czegoś z tym nie zrobią, to nawet, jeśli wymkną się jakimś cudem psom i uciekną, te znajdą ich po zapachu krwi nieszczęsnego strzelca. Nie wspominając o możliwości zakażenia lub nawet zarażenia grasującym wirusem, czego perspektywa wcale, a wcale jej się nie podobała. Teoretycznie najlepiej by było, gdyby pozbyli się w tym momencie calutkiej obecnej tu, atakującej ich sfory, a następnie wyczyścili oraz opatrzyli rękę Janka, lecz... czy im się to uda? Odsuwając na razie tę kłopotliwą kwestię na bok, Aur skupiła się na wspieraniu dzierżącego śmiertelną maczetę Maksa tak, aby odpychać od jego osoby nadmiar psów i dać mu okazję na wyrzynanie ich jeden po drugim - niczym drwal ścinający chore, podupadłe już drzewa. Jeżeli było to możliwe, to postara się uderzać je ostrym kantem łopaty i najlepiej w kark bądź wnętrze paszczy, między szczęki - jeśli nie będzie miała takiej szansy, to po prostu będzie odrzucać je jak najdalej tylko mogła. Uważna i czujna zwracała pilną uwagę tak na nieludzkich, zmutowanych przeciwników, jak i swych kompanów, zmartwienie i strach zamykając na razie głęboko w odmętach umysłu - nie czas był teraz na poddawanie się panice i popełnianiu głupich, katastrofalnych dla nich błędów.



Czynności:
1. Aur zerka na towarzyszy, żeby sprawdzić, w jakim stanie się znajdują.
2. Wspiera Maksa - odpycha od niego nadmiar psów tak, żeby dać mu szansę na powycinanie ich jeden po drugim.
3. Wypatruje kłopotów i ewentualnych potknięć grupy.
Ekwipunek:
Łopata z rozłożoną rękojeścią - obecnie w użyciu;
Filtr do wody;
Recon Survival Tool;
3 batoniki energetyczne |3x350 kcal|;
Koc termiczny;

_________________



Karyuudo
-----------
Dezerter

avatar

Liczba postów : 284
GODNOŚĆ : Karyuudo

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Loki on Czw Maj 25, 2017 5:06 pm
Janek Wiśniewski

Janek przeklinał swój głupi pomysł strzelania z procy. Nie dość, że jego pociski niewiele zwierzęciu zrobiły, to jeszcze upadając, przebił sobie dłoń, a co najgorsze, naradził resztę ekipy. O ranę będzie martwił się potem, póki co mają na karku większy problem. Wiśniewski zatknął procę za pas i zdrową ręką wyciągnął maczetę. Gdy bohaterstwo staje się nieopłacalne, trzeba uciec się do pierwotnych metod. Zerwał się na równe nogi.
- Dzięki stary! Uratowałeś mi życie! - rzucił do Maksa - Tobie również zdaje się zawdzięczam swój los! - nie mógł pominąć dziewczyny z trudnym do wymówienia dla niego imieniem - Jestem Waszym dłużnikiem!
Na dłuższe grzeczności nie było już czasu, w końcu na karku nadal mieli sforę psów. Janek stanął ramię w ramię ze swoimi towarzyszami. Nie zamierzał drugi raz popełnić błędu i niepotrzebnie szarżować. Uważnie lustrował otoczenie, skupiając się na ruchach bestii, sprawdzając pozycje pozostałych członków ekspedycji, gotowy w każdej chwili zareagować.
- Przepraszam Was, zawaliłem sprawę. Może spróbujemy wycofać się do budynku? - powtórzył poniewczasie wcześniejszą sugestię Maksa - gdyby udało nam się ustawić przy drzwiach chociaż jedną czy dwie półki utrudnimy wejście tym potworą i będziemy mieć przewagę. No chyba, że w środku czają się jeszcze gorsze rzeczy. Z jednej strony otwarta przestrzeń i sfora zmutowanych psów, a z drugiej niepewność tego, co czeka nas w środku i groźba otoczenia w zamkniętym pomieszczeniu. Mamy przejebane. Szeryfie, co robimy? - zapytał Maksa, licząc, że ten wpadnie na jakiś genialny pomysł.

***************
Janek postanawia nie wykazywać więcej niepotrzebnej brawury, skupia się na wspieraniu towarzyszy i wypatrywaniu niebezpieczeństw, licząc na zmysł dowodzenia Maksa.


_________________

mowa myśli  



Voice Loki Upgrade



Loki
-----------
Upadły Anioł

avatar

Liczba postów : 94
GODNOŚĆ : Lokstar Val Hallen vel Loki vel Kłamca

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Skoczek on Sob Maj 27, 2017 3:26 pm
| Przepraszam, ale odpis naprawdę wypadł mi z głowy przez maturę i pomaturalną euforię.

Lepsza stara mapa niż nic, tym bardziej, jeśli jest się obcokrajowcem.
- Odejdziemy stąd spokojnie, bez robienia rabanu, na czym z pewnością wam zależy. W zamian za to chcemy odzyskać nasze plecaki oraz dostać prowiant na drogę, mile byłaby widziana jakaś broń, w końcu wychodzimy na zewnątrz, a tam z pewnością nie jest bezpiecznie. Jeśli dojdziemy w tej kwestii do porozumienia, to nie będziemy tutaj wracać, wywoływać zamieszek i tym podobnych. Podejrzewam, że ekipa z biedronki również nie jest mile widziana, prawda? - chciał wybadać, na jakim mniej więcej gruncie stoją, chociaż jego zdania pewnie pod względem spójności zawierały pewne niedociągnięcia. .

X Dialog. W sumie nic więcej to powiedzenia chwilowo nie ma.

_________________

Gorąca krew, ten dziki bieg.
Lepka pajęczyna myśli, nie istnieje żaden lek,
Na ten ptasi w sercu lęk, gdy usłyszysz wilka szept.

Ale przecież to akt, w którym lada moment Hetmana zbije Pionek.
Oto akt, w którym za chwil kilka Owca pożre Wilka.



Skoczek
-----------
Pudel     Opętany

avatar

Liczba postów : 1050
GODNOŚĆ : Christopher Alexander Black

Powrót do góry Go down

Re: A Zombie zombie Zombie.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics