Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Chashka on Sob Kwi 08, 2017 1:27 am
Nieświadoma Smolista nie mogła bowiem wiedzieć, że ma przed sobą zaciągniętego do Smoczej Góry wprost spod utopijnej Trójki lekarza wojskowego, jednakże co do drugiej części tego określenia można, by mieć pewne zastrzeżenia, gdyż przez wspominanego już wielokrotnie pojeba w bazie S.SPEC figurował obecnie jako jednostka zaginiona, którą niewątpliwie uznano za zdrajcę. Nie czekając długo aż pokraczne, zmutowane stworzenie się zbliży i pokona dzielący ich dystans, chwycił prawą, pewniejszą ręką w kwestii strzelania, przypięty mu przez pustynnego robala pistolet z jednym nabojem, czego jeszcze sam nie był Rosjanin świadom. Do tej pory mógł sprawiać wrażenie jednostki aż nadto spokojnej, choć wynikało to jedynie z zimnej kalkulacji i właściwej oceny swojego własnego stanu, a zestawieniem tego z szybkością gada. Jasnowłosy zmarszczył brwi na tyle, by w miejscu między nimi pojawiła się charakterystyczna lwia zmarszczka. Nigdy nie wykonywał niczyich rozkazów, jeśli sam nie uznał tego za niezbędne czy choćby potrzebne, przynajmniej od tego feralnego wyjścia poza mury M-6 z niekompetentnymi dowódcami, w efekcie czego skończył jako aż nader ostrożny w działaniu nosiciel wirusa X. W tym przypadku cel miał jasny i ograniczał się on do zdobycia srebrnej obrączki, niezależnie od tego co azjatyckiej urody kobieta próbowała mu wmówić. Jeśli wspomniany kieł zdobędzie to tylko i wyłącznie w rezultacie przypadkowym w trakcie odzyskiwania tej pierwszej. Na zadane pytanie nie odpowiedział, uznawszy, że jest to w pełni zbędne — sama zresztą wyłapała bezproblemowo zainteresowanie Cara tymże drogocennym obiektem. Jednakże na sam dźwięk słowa ulubieniec z jego ust wyrwało się pogardliwe prychnięcie.
Denerwujesz mnie tym czczym gadaniem i opowieściami o swoim podopiecznym. Wasze bliskie powiązania i relacje łóżkowe nie znajdują się w kręgu moich zainteresowań, więc możesz mi to darować. — przyznał oschle i bez zbędnych ogródek Ilya Antonwoicz Morozov, rzucając jej niechętne spojrzenie spod zmrużonych oczu, rozważając jeszcze czy wpisać ją na swoją dawno zapomnianą i odrzuconą w odmęty niepamięci czarną listę za tę jawną zniewagę jego carskiego majestatu. Nie obchodziły go pokraczne gady pokroju jej godnego pożałowania Filipka, dni tej kreatury były policzone w momencie, kiedy okazało się, że stał się niechcący posiadaczem należącej do Dra obrączki. — Jeśli się nie zamkniesz swojej ładnej buzi, to nawet nie poświęcę swojej uwagi, aby opatrzeć twoje rany z tyłu i pocierpisz znacznie dłużej niż jest to konieczne. — dodał z wyższością Rosjanin, a w jego głosie jak zawsze przez całość wypowiadanych słów wybrzmiewało obce, rosyjskie akcentowanie słów.
Już dawno jego wytrzymałość i wymuszone działanie przy takim, a nie innym stanie zdrowia mu się nie zdarzyło. Jego organizm w sytuacji zagrożenia w sposób wręcz doskonały uwolnił adrenalinę, co zaowocowało wzrostem ciśnienia, lekkim, naturalnym rozszerzeniem źrenic i pobudziło kurczliwości mięśnia sercowego, dając mu pewność, że mimo męczącej go od wielu lat bezsenności teraz na pewno nie zaśnie, pozwalając się niechcący skonsumować. Niestety obecny stan jego zdrowia nie dawał mu szans na realną ucieczkę i uniknięcie starcia. W grę wchodziło odsunięcie się w tył lub skok w bok, ale przy tym drugim szybka reakcja na błyskawicznie poruszającego się stwora graniczyła z cudem, a swojego szczęścia wolał nie wystawiać na próbę większą niż było to konieczne. Krzywiąc się przy ruchu lewego ramienia w celu wydobycia sztyletu, w razie gdyby jego plan do końca nie zadziałał, musiał mieć w zanadrzu plan B, ale w tym samym czasie uniósł rękę z bronią, czekając na stosowny moment, jakoby Filip chciał złożyć na jego ustach swój obrzydliwy pocałunek razem z tym swoim równie ohydnym oddechem. Rozwarcie szczęk parszywego mutanta było jedyną szansą, z której wyszkolony i doświadczony w strzelaniu przez aktywną pracę w wojsku w terenie Morozov mógł strzelił w łeb kreatury pod kątem, korzystając z jej otwartej paszczy, co zdecydowanie jednocześnie zmniejszało szansę, by pocisk został spowolniony, a w najgorszym razie zatrzymany przez nakładające się na siebie twarde łuski. W towarzystwie odbijającego się echem od pustych ścian tunelu dźwięk wystrzału, wepchnął pistolet do tej śliniącej się mordy, by miotający się Filip mógł jeszcze dla pewności się tym prezentem od niejakiego Żura zakrztusić. Szanse na przełknięcie pistoletu nie były zbyt prawdopodobne. Dopiero po tym akcie przymusowego karmienia Ilya Antonowicz Morozov odskoczył w bok, lądując ostatecznie na swoich czterech literach, mając nadzieję, że zdychająca kreatura nie zmiażdży go swoim cielskiem, kiedy runie z niemałym hukiem. Jednak nie poszczęściło mu się tym razem, bo miotający się i wydający z siebie zduszone dodatkowo dźwięki duszenia gad, stracił równowagę, lecąc w jego stronę jak długi i z tego też względu lekarz zmuszony był do dodatkowego wysiłku, by wycofać się w tył. Rosjanin zareagował zatem odruchowo i chyba dość sprawnie tylko za sprawą uwolnionej adrenaliny, uderzając mocno plecami o twardą, nierówną ścianą. W pierwszej fazie nie podejmował się prób wstania na nogi przy jej asekuracji, lecz pochylił się w przód i skupił się na poprawnym oddychaniu. Było blisko jak zawsze, ale ktoś kto znał tegoż rosyjskiego nacjonalistę i kiedykolwiek widział go podczas akcji wojskowej, wiedział wręcz doskonale, że wykazywał skłonność do podejmowania cholernego ryzyka, brodząc na granicy utraty zdrowia, w gorszym razie i życia. Charcząca bestia wydawała z siebie ostatecznie tchnienia machając mięsistym, słabnącym ogonem. Rosyjski nacjonalista czekał cierpliwie, wykorzystując ten czas na odzyskanie sił, aż Filip wyzionie ducha na oczach swojej ukochanej pani
W momencie kiedy ogon opadł bezładnie na podłoże i gad przestał się ruszać — Morozov podniósł się powoli, ograbiony z energii do życia i z przypominającym o sobie osłabieniu. Cóż, teraz najchętniej pozostałby przy tej chłodnej ścianie, ale do działania zmusiła go konieczność odzyskania swojego skarbu. W lewej dłoni, jakby w żelaznym uścisku, dzierżył swój sztylet, który powoli przełożył do prawej, by następnie przykucnąć z wyjącymi z bólu mięśniami, którym to wtórował cichymi przekleństwami przy tym koniecznym wysiłku. Filip pysk miał rozwarty, jakby w próbie wzięcia ostatniego haustu powietrza, które przez przy próbie połknięcia palnego prezentu od pewnego imbecyla, okazało się niemożliwe. Sztyletem przesunął skórę, odszukując ząb, na którym zatrzymała się jego srebrna obrączka, lecz ku jego niezadowoleniu próba zsunięcia jej nie szła tak gładko, jak oczekiwał, dlatego też nie pierdoląc się w tańcu i swoim wkurwieniu najzwyczajniej w świecie wbił sztylet w podniebienie dokładnie dwa razy, by następnie wypchnąć siłą całego obślizgłego zęba, który odbił się dwa razy od podłoża. Rosyjski nacjonalista skrzywił się obrzydzeniem, wycierając swoje ostrze zarówno z krwi, jak i śliny Filipa o koszulkę, by finalnie umieścić swoje ostre jak brzytwa oczko w głowie tuż pod nią w skórzanym futerale. Wszystko to było misternym planem zakładającym przy okazji zemstę na pustynnym robalu, by ten nie odzyskał swojej zabawki. Obrączkę zsunie później, choćby miał świeżo zdobytego kła bezpowrotnie zniszczyć, na razie musiał zadowolić się i zębem i obrączką. Podniósł się powoli z taką miną, jakby walczył sam ze sobą — danie choćby chwili na odpoczęcie mięśniom i ciału w jednym miejscu było problematyczne. Miał wrażenie, jakby się usilnie zastało, prosząc o wytchnienie, ale nie miał na to czasu. Odwrócił się w kierunku kobiety, unosząc uprzednio prawą rękę, trzymając między palcem wskazującym, a kciukiem zdobycz tej bitwy zaaranżowanej przez blaszanego palanta pozbawionego rozumu.

_________________


RELACJE DO ODDANIA  |  THEME
скатертью дорога  (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 661
GODNOŚĆ : Илья Антонович Морозов.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Cedna on Sob Kwi 08, 2017 2:59 am
Nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi w lekkim zaskoczeniu przyprószonym gęstą porcją rozbawienia jakie wywoływał w niej Rosjanin swoją „bardzo spokojną mhm” postawą i wielkim wkurwem na cały boży świat. Aż parsknęła śmiechem nie mogąc się powstrzymać od udawania poważnej i złapała za swój brzuch odrzucając głowę do tyłu. Gdyby tylko Aomame była o 50 lat młodsza, może nawet i by się oburzyła tekstem mężczyzny, obraziła i dramatycznie odeszła, ale stara jak na normalne, ludzkie lata Wiwerna ani nie myślała, by wziąć sobie do serca te trywialne insynuacje i komentarze.
Pokręciła głową z uśmiechem, którego pozazdrościć by mogli jedynie dorośli słyszący jak ich siedmioletnie dziecko oznajmia, że planuje uciec z domu i żyć na własny rachunek – tak bardzo naiwne i buńczuczne. Dokładnie w ten sam, pobłażliwy sposób były wygięte jej różowe wargi, gdy spoglądała z góry na próbującego się wywyższać blondyna. Ktoś miał tu chyba za wysokie mniemanie o sobie i nie była to wcale Smolista, hah.
Niemniej jednak obserwowała uważnie poczynania Morozova na scenie niepublicznej w tym ponętnym, aczkolwiek króciutkim, jak na gusta co niektórych, miłosnym tańcu ociężałej bestii i całkiem, całkiem wytrenowanego mężczyzny. Walka była oczywiście niewyrównana, ale czego można było się spodziewać po obżartej jak świnia bestii i zwinnym niedoszłym więźniu Yurego wyposażonym w pistolet i nóż. Jedna celnie trafiona kula i głupiutki jaszczur targał się po ziemi w konwulsjach zahaczając oczywiście o nieszczęsnego Ilyę ogonem i spychając go na ścianę.
Cedna patrzyła na scenę beznamiętnie, w ciszy uświęcającej chwilową żałobę poległej gadzinki. Po chwili nieco zmarkotniała niepocieszona faktem, że ta randka w ciemno tak szybko się skończyła, a ona nie miała okazji nawet popodziwiać wrestlingu w wykonaniu niebieskookiego zwycięscy. Filipek na zawsze jednak pozostanie w jej osmolonym serduszku. Co by jednak nie było - echem po jaskini uniosło się jej powolne, głośne klaskanie. Taki niby wystukiwany rytm uznania, mówiący, że gratuluje zwycięzcy, ale niczym szczególnym czempion się nie popisał przez co nie zasłużył na większe wiwaty niż te obecne. W kącikach jej ust czaił się jednak nikły uśmieszek.
Gratulacje, gratulacje. – Rzuciła i kucnęła wyciągając rękę w jego stronę, a żeby dopomóc nowemu Smokowi wygramolić się z pieczary. W tym samym czasie zza plecami lekarza rozeszły się znacznie liczniejsze posykiwania bestii przytarganych dźwiękiem wystrzału, który wywabiał je z ciemności jaskiń jak ćmy światło. Cedna popatrzyła na wychylające się zza kamieni jaszczury i uśmiechnęła się drapieżnie wracając spojrzeniem do pechowca w potrzasku. – Radzę ci się pospieszyć, jeśli nie chcesz skończyć jako danie główne na bar micwie innych gadzinek. – dodała jeszcze gotowa wciągnąć mężczyznę do góry w każdej chwili.
Gdy bestyjki na dole kłapały szczękami sycząc donośnie, Cedna przechyliła głowę na bok, założyła ręce na piersi i z przymrużonymi oczami oraz tajemniczym uśmieszkiem przyglądała się mężczyźnie. – Brawo, odzyskałeś swój skarb i jeszcze stałeś się Smokiem – rzuciła z dużym cynizmem w głosie i pochyliła się nieco do przodu patrząc Morozovi w oczy. – Musisz być z siebie niesamowicie dumny! – skomentowała i zaśmiała się krótko obkręcając się na pięcie i ruszając nieco sztywnie w głąb tunelu. – To oznacza zakończony egzamin na Smoka oraz koniec mojego niańczenia byłego więźnia. Jesteś wolny, Blondynku.

EGZAMIN CHASKI NA SMOKA ZAKOŃCZONO POZYTYWNIE

_________________

.:

#2e316d


THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE

I SAY HE ONLY TELLS ME
THAT HE LOVES ONLY WHEN HE'S DRUNK





THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE



Cedna
-----------
Wiwern     Dezerter

avatar

Liczba postów : 1842
GODNOŚĆ : Aomame Rhoneranger

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Chashka on Sob Kwi 08, 2017 8:44 pm
Cedna napisał:Nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi w lekkim zaskoczeniu przyprószonym gęstą porcją rozbawienia jakie wywoływał w niej Rosjanin swoją „bardzo spokojną mhm” postawą i wielkim wkurwem na cały boży świat. Aż parsknęła śmiechem nie mogąc się powstrzymać od udawania poważnej i złapała za swój brzuch odrzucając głowę do tyłu. Gdyby tylko Aomame była o 50 lat młodsza, może nawet i by się oburzyła tekstem mężczyzny, obraziła i dramatycznie odeszła, ale stara jak na normalne, ludzkie lata Wiwerna ani nie myślała, by wziąć sobie do serca te trywialne insynuacje i komentarze.
Pokręciła głową z uśmiechem, którego pozazdrościć by mogli jedynie dorośli słyszący jak ich siedmioletnie dziecko oznajmia, że planuje uciec z domu i żyć na własny rachunek – tak bardzo naiwne i buńczuczne. Dokładnie w ten sam, pobłażliwy sposób były wygięte jej różowe wargi, gdy spoglądała z góry na próbującego się wywyższać blondyna. Ktoś miał tu chyba za wysokie mniemanie o sobie i nie była to wcale Smolista, hah.
Niemniej jednak obserwowała uważnie poczynania Morozova na scenie niepublicznej w tym ponętnym, aczkolwiek króciutkim, jak na gusta co niektórych, miłosnym tańcu ociężałej bestii i całkiem, całkiem wytrenowanego mężczyzny. Walka była oczywiście niewyrównana, ale czego można było się spodziewać po obżartej jak świnia bestii i zwinnym niedoszłym więźniu Yurego wyposażonym w pistolet i nóż. Jedna celnie trafiona kula i głupiutki jaszczur targał się po ziemi w konwulsjach zahaczając oczywiście o nieszczęsnego Ilyę ogonem i spychając go na ścianę.
Cedna patrzyła na scenę beznamiętnie, w ciszy uświęcającej chwilową żałobę poległej gadzinki. Po chwili nieco zmarkotniała niepocieszona faktem, że ta randka w ciemno tak szybko się skończyła, a ona nie miała okazji nawet popodziwiać wrestlingu w wykonaniu niebieskookiego zwycięscy. Filipek na zawsze jednak pozostanie w jej osmolonym serduszku. Co by jednak nie było - echem po jaskini uniosło się jej powolne, głośne klaskanie. Taki niby wystukiwany rytm uznania, mówiący, że gratuluje zwycięzcy, ale niczym szczególnym czempion się nie popisał przez co nie zasłużył na większe wiwaty niż te obecne. W kącikach jej ust czaił się jednak nikły uśmieszek.
Gratulacje, gratulacje. – Rzuciła i kucnęła wyciągając rękę w jego stronę, a żeby dopomóc nowemu Smokowi wygramolić się z pieczary. W tym samym czasie zza plecami lekarza rozeszły się znacznie liczniejsze posykiwania bestii przytarganych dźwiękiem wystrzału, który wywabiał je z ciemności jaskiń jak ćmy światło. Cedna popatrzyła na wychylające się zza kamieni jaszczury i uśmiechnęła się drapieżnie wracając spojrzeniem do pechowca w potrzasku. – Radzę ci się pospieszyć, jeśli nie chcesz skończyć jako danie główne na bar micwie innych gadzinek. – dodała jeszcze gotowa wciągnąć mężczyznę do góry w każdej chwili.
Gdy bestyjki na dole kłapały szczękami sycząc donośnie, Cedna przechyliła głowę na bok, założyła ręce na piersi i z przymrużonymi oczami oraz tajemniczym uśmieszkiem przyglądała się mężczyźnie. – Brawo, odzyskałeś swój skarb i jeszcze stałeś się Smokiem – rzuciła z dużym cynizmem w głosie i pochyliła się nieco do przodu patrząc Morozovi w oczy. – Musisz być z siebie niesamowicie dumny! – skomentowała i zaśmiała się krótko obkręcając się na pięcie i ruszając nieco sztywnie w głąb tunelu. – To oznacza zakończony egzamin na Smoka oraz koniec mojego niańczenia byłego więźnia. Jesteś wolny, Blondynku.

EGZAMIN CHASKI NA SMOKA ZAKOŃCZONO POZYTYWNIE

zt x2 Specjalnie dla Cedny, która nie pamięta jak wychodzi się z tematu. *parsk*

_________________


RELACJE DO ODDANIA  |  THEME
скатертью дорога  (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 661
GODNOŚĆ : Илья Антонович Морозов.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics