Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Yury on Sro Sty 11, 2017 8:41 pm

GROTY POTWORÓW
Ta nazwa nie jest wyolbrzymiona, ale w zasadzie nie oddaje też w stu procentach charakteru najmroczniejszych czeluści skalnych jaskiń, poplątanych w morderczy labirynt korytarzy. Trudno określić ile osób wydało tam swoje ostatnie tchnienie, ale najprawdopodobniej zabrakło, by na to palców czterech par kończyn. Powiadają, że po zakrwawionych korytarzach echo niesie nie tylko skowyt wiatru, ale też przeraźliwe krzyki ofiar i mrożących krew w żyłach ryk potworów. Prawdopodobieństwo spotkania tam przerażających bestii rodem z horrorów drastycznie wzrasta, a w zasadzie sięga pewności. Są to przede wszystkim stwory anatomicznie zmutowane na przestrzeni wieków przez niesławny wirus X, ale i wynaturzenia stworzone przez ewolucję owych mutacji, a także często krzyżówki, które w normalnych warunkach nie miałyby prawa bytu. Ich specyfika nieraz wykroczyła poza ludzkie pojmowanie. Warto napomknąć, że nie zanotowano ich istnienia w żadnym innym miejscu na Desperacji, żyją więc wyłącznie w cieniu Smoczej Góry, co jest równoznaczne z tym, że są znane tylko dla Smoków.
To właśnie w tych przesiąkniętych strachem grotach śmierć zerka w oczy rekrutom ubiegającym się o tytuł pełnoprawnego członka Smoków i przygotowuje ich do życia najemnika.

Uwaga: temat jest wyłączony z rozgrywek fabularnych nie dotyczących bezpośrednio rytuału przyjęcia. Nie ma też żadnej możliwości, aby pojawiła się w nim postać w żaden sposób niepowiązana z organizacją. Jaskinie w końcu znajdują się w najgłębszych odmętach Smoczej Góry, więc, siłą rzeczy, by do nich trafić, trzeba być jej stałym bywalcem i posiadać przepustkę w postaci smoczego kła.


ZASADY
Rytuał przyjęcia dzieli się na dwa etapy o różnym stopniu trudności.

Pierwszy etap jest czymś na wzór rozmowy kwalifikacyjnej odbywającej się w obecności Pradawnego albo Wiecznego, albo jednego i drugiego. W przypadku ich dłuższej obecności w siedzibie jest odpowiedzialna za to osoba upoważniona w postaci wyznaczonego przez władzę Wiwierna.  Cel tejże niezobowiązującej rozmowy jest prosty; ma określić kompetencje kandydata. Odbywa się na dwóch płaszczyznach:
- Teoretycznej. W tej części rekrut przedstawia swoją kandydaturę. Jak powszechnie wiadomo, np. Hydra nie musi być fizycznie silną jednostką, zaś Wiwern nie musi znać się na medycynie.  
- Praktyczniej. W tej części dochodzi do wymiany ciosów i określenia siły adepta, zanim ten trafi bezpośrednio do paszczy katakumb.  

Drugim i zarazem ostatnim etapem jest zejście do skalnych jaskiń i zdobycie kła, który jest równocześnie znakiem, że ówże osoba staje się pełnoprawnym członkiem organizacji i zobowiązuje się do przestrzegania jej zasad. Upolowanie bestii jednak nie jest ani rzeczą prostą, ani dla wielu przyjemną. Ryzyko śmierci jest w zasadzie całkiem wysokie, więc nad przebiegiem czuwają Wiwerny lub Żmiję  (sporadycznie Pradawny albo Wieczny). Nie biorą jednak czynnego udziału w misji, są w teorii wyłącznie cichymi obserwatorami – czymś na wzór egzaminatorów. Interweniują jedynie w przypadku zagrożenia życia i określają ostateczną wartość adepta na podstawie przebiegu egzaminu. Po jego zakończeniu zdają słowny raport dowódcy (lub nie, jeśli to on przeprowadza egzamin).
Czas trwania tej procedury w zasadzie zależy głównie od  samego rekruta. Po Smoczej Górze krążą jednak plotki, że jakoby najdłuższy egzamin trwał tydzień, najkrótszy zaledwie trzydzieści minut. Nikt ich nie potwierdził, ani nie zdementował.

Warto w tej materii napomknąć, że najczęściej kandydatami ubiegającymi się o rolę najemnika są osoby wskazane bezpośrednio przez stałych członów organizacji. Jak powszechnie wiadomo do Drug-on z reguły przystępują osoby, które pod jakimś kątem są dla organizacji przydatne i wyróżniają się swoimi umiejętnościami.





BESTIARIUSZ
wkrótce


Ostatnio zmieniony przez Yury dnia Czw Sty 19, 2017 8:32 pm, w całości zmieniany 2 razy

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 1617
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Dude on Pon Sty 16, 2017 7:37 pm
Egzamin Dude'a

Shane dotrzymał słowa — gdy tylko udało im się dotrzeć do Smoczej Góry skrzydlaty od razu dostał swój obiecany pokój. Oczywiście Dudley nie wyobrażał sobie Bóg wie czego. Wiedział, że nawet najemnicy mieszkają w trudnych warunkach. Rzeczywistość niewiele różniła się od jego wyobrażeń. W środku panował półmrok, a jedynym oświetleniem były pochodnie, które niestety nie rozświetlały wszystkich zakątków kryjówki. Do ciemności powinien się wkrótce przyzwyczaić, a przynajmniej powinien skoro miał niedługo zostać pełnoprawnym członkiem organizacji.
W pokoju nie odpoczywał zbyt długo. Głowę miał przepełnioną myślami, które skutecznie uniemożliwiały mu zaśnięcie. Nie  uciął sobie nawet krótkiej drzemki. Po prostu leżał, wpatrując się w sufit. Chciał to już mieć za sobą, bo cała ta niepewność sprawiała, że w jego głowie pojawiał się wielki pytajnik. Nie wiedział co go czeka, nigdy nie robił czegoś podobnego. Nigdy nie został obdarzony taką propozycją. Gdzieś we wnętrzu wciąż nie dowierzał w to co się stało.
Jego rozmyślania przerwało skrzypnięcie drewnianych drzwi. W pokoju pojawił się ktoś, kto oznajmił, że nadszedł czas na próbę. Dudley leniwie wstał z łóżka i ruszył za najemnikiem. Jakoś niespecjalnie interesował się tym, kto go prowadzi. Możliwe, że był to Shane, ale akurat w tym momencie anioł znowu pogrążył się w swoich myślach. Wbił zmęczone spojrzenie w swoje nogi, zerkając co jakiś czas kątem oka przed siebie, upewniając się, że nie zgubił mężczyzny idącego przed nim.
Minęło kilka, może kilkanaście minut, a oboje schodzili już w dół — prosto do skalnych czeluści. Szli w milczeniu, jakby brali udział w marszu pogrzebowym. Ale Dudley nie miał zamiaru umierać, a jedyna krew, którą chciał zobaczyć miała należeć do bestii zamieszkującej jaskinie. Porażka nie wchodziła w grę. Znał swoje możliwości i choć nie wiedział czego ma się spodziewać to nastawienie miał raczej dobre. Chciał się tym zająć naprawdę szybko, bez zbędnego marnotrawstwa czasu.
Wkrótce jego oczom ukazała się ogromna grota. Ciekawskie spojrzenie od razu rozejrzało się po niej, zahaczając o kilka wystających stalaktytów i stalagmitów. Wziął głęboki wdech, a potem pozbył się powietrza z płuc. Aż cicho zagwizdał z wrażenia. Otworzył do tej pory zaciśniętą dłoń, umocował na niej swoją broń (pazury), a następnie spojrzał na najemnika, w którym rozpoznał Shane'a. — Życz mi powodzenia — rzucił tylko, puszczając mu oczko. Obrócił się na pięcie i żwawym krokiem ruszył w stronę któregoś z korytarzy. Wiedział po co tu jest, cel miał tylko jeden i w zasadzie był prosty — musiał zabawić się z bestią tak, by tej wypadł kieł.
Łatwizna, prawda?



Dude
-----------
Bazyliszek     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 977
GODNOŚĆ : Dudley.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Shane on Wto Sty 17, 2017 6:46 pm
Tak jak Shane obiecał chłopakowi, zabrał go do Smoczej Góry, oferując własny pokój oraz pierwszy posiłek na koszt Drug-on. Dude miał chwilę, aby odpocząć i zregenerować siły przed decydującym starciem. Przepustką do nowego świata. Do niebezpiecznego życia. Przynależności do elity.
Drug-on było owiane tajemnicą. Wielu Desperatów wygłaszało na ich temat nierealne i dość nieprawdziwe historie, porównywane do dawnych mitycznych legend. Uznawani za niezwyciężonych wojowników, czasem szaleńców, a kiedy indziej twierdzono, że do swych szeregów werbują jedynie silnie anioły, tworząc dzięki temu wygnańczą armię, która miała dość czekania na samego Boga. Wiele historii było wyssane z palca, niektóre nawet nie trzymały się kupy, jednak żaden Drug-on nie negował rozpowszechnionych pogłosek. Dali im żyć własnym życiem, pozwalając na fałszywe mity, dzięki którym bojowość ich ugrupowania stawała się jeszcze większa w oczach zwykłych, szarych robali.
Rudzielec miał przeczucia względem tego cherlawego anioła, brzydzącego się przemocą i używaniem pięści. Absurdalność jego wyboru nie należała do oczywistych posunięć.
Pod wieczór nakazał posłanie po Dude i zaprowadzenie do podziemnych tuneli. Czekając na niego, zastanawiał się do jakiego powinien go wpuścić. Bez cienia obaw wybrał dla niego najodpowiedniejszy tunel umiejscowiony tuż po lewej stronie jako drugi. Tuneli było tyle, co rang w organizacji, a długowieczność Smoczej Góry powodowała, że pod fundamentami tworzyły się samoistnie nowe labirynty, których nie zdążyli sami jeszcze odkryć. Ich siedziba miała podobnie mglistą reputację, co sami jej członkowie. Nieodgadniona, niezdobyta twierdza. Paszcza pomyleńców. Mury śliskich gadzich języków.
Spojrzał na przybyłego, stojąc bardziej w cieniu. Ruchem głowy wskazał tunel i kilkoma rzeczowymi wskazówkami wyjaśnił mu jeszcze raz na czym polega jego próba.
Nie umrzyj. —  Pokrzepiające słowa, jak na rudzielca. Weszli wgłąb ciemności, jedynie zdając się na zmysł słuchu. Wzrok potrzebował chwili na przyzwyczajenie się do ciemności panujących wokół. Shane dzięki swemu ponadprzeciętnemu słuchowi już dawno wychwycił, odległość w jakiej znajduje się poczwara. Im dalej brnęli, tym bardziej się do niej zbliżali. Akurat wyszła na żer ze swego legowiska, chcąc upolować inną gadzinę z tuneli na obiad i wykarmić swe młode. Nikły cień uśmiechu przemknął po wąskich ustach Pradawnego, który bezszelestnie kroczył za plecami rekruta. Uważał, że anioł powinien bez większego problemu poradzić sobie z mierzącą w kłębie dwa i pół metrową poczwarą, matką brzydactw zrodzonych pod Smoczą Górą.

_________________



[Mowa: #6e502a]  [Wilcza forma]  [Przybłęda]    [Wygląd]   [Sound]  [1,2,3]



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 794
GODNOŚĆ : Shannon 'Shane' Maccoy.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Dude on Wto Sty 17, 2017 10:45 pm
Zdążył zrobić jedynie kilka, małych, oszczędnych kroków, bo słysząc słowa Pradawnego stanął. Westchnął ciężko, jednocześnie zerkając sobie przez ramię. Uśmiechnął się krzywo, unosząc lewą rękę nieco do góry. Pomachał nią na boki, jakby chciał tym gestem poinformować rudzielca, że nie musi się o niego martwić. Nie miał zamiaru umierać w tak głupi sposób. W swoim dość długim życiu niejednokrotnie zmagał się z najróżniejszymi monstrami i zawsze sobie dawał radę. Raz lepiej, drugi raz trochę gorzej. Ale nadal żył, prawda?
Uśmiech zniknął z twarzy skrzydlatego prawie tak szybko, jak się pojawił. Mięśnie twarzy Dudleya napięły się, szczęka zacisnęła się, a dumne i pewne siebie, przekrwione i nadal lekko podkrążone ślepia nabrały nieco zimniejszego wyrazu. Wolna ręka uformowała się w pięść, a druga pewniej chwyciła metalowe pazury. Oddychał spokojnie, chociaż z każdym krokiem denerwował się coraz bardziej, ale nie dawał tego po sobie poznać. Jego ciało powoli wypełniał swego rodzaju strach przed nieznanym. Czego mógł się spodziewać? Nie był do końca pewny.
Pochylił się nieco do przodu, stając pewniej na nogach. Starał się iść nieco ciszej, bo do tej pory podeszwy jego butów zdradzały jego lokalizację. Obecność Shane'a zignorował, wolał jak najlepiej skupić się na swoim zadaniu. Miał zdobyć kieł, jeden z wielu. Nieco obawiał się bliskiego spotkania z rzędem potwornie ostrych zębisk gadziny, ale nie zamierzał rezygnować.
Zatrzymał się tak nagle, gwałtownie. Fioletowymi ślepiami przeleciał po ścianach korytarza, w którym się znajdował. Słyszał ją, bestia była już dość blisko. Nadal jej nie widział, ale odgłosy, jakie z siebie wydawała były niepokojące. Wciąż milczał, wolał nie zdradzać swojej pozycji. Zamyślił się na chwilę, po czym ruszył do przodu. Dreptał powoli, z wyczuciem. Nie tupał, a przynajmniej takie odnosił wrażenie.
Ustawił się bardziej prawą stroną, bo przecież nie mógł liczyć na swoje lewe ucho, był na nie kompletnie głuchy. Uparcie parł do przodu, wyciągając przed siebie prawą dłoń, na której miał rękawicę ze szponami.
Czuł, że za chwilę będzie znajdował się w bardzo niebezpiecznej odległości od potwora, dlatego też był gotowy na zrobienie uniku w bok, w razie gdyby monstrum nagle się przed nim pojawiło i postanowiło zaatakować bez uprzedniego przywitania.

_________________



Dude
-----------
Bazyliszek     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 977
GODNOŚĆ : Dudley.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Shane on Czw Sty 19, 2017 8:18 pm

Im dalej szli, tym bardziej oddali się od wejścia tunelu. Dude parł naprzód nawet nie zerkając czy Pradawny nadąża za nim albo czy nie porzucił go dawno temu. Shane niesamowicie odpowiadało to zachowanie, dlatego też bez całą drogę nie odzywał się ani słowem. Miał długie nogi, które odpowiednio wyciągał, nie będąc ani przez chwilę w tyle.
Dźwięk gadziego języka rozległ się jakieś dwa metry przed nimi. Z zakrętu wyłoniła się najpierw podłużna głowa, a dopiero masywne cielsko ułożone na czterech krótkich łapach. Rudzielec zatrzymał się. To był znak na to, że następny ruch należał do Dude.
Gadzina widząc nową zdobycz — a widziała jedynie na początku Dude — zerwała się pokracznie i chciała staranować młodego anioła swą masą.
Trzy metry. Dwa.
Była coraz bliżej.
Czas uciekał. Dude musiał reagować.

_________________



[Mowa: #6e502a]  [Wilcza forma]  [Przybłęda]    [Wygląd]   [Sound]  [1,2,3]



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 794
GODNOŚĆ : Shannon 'Shane' Maccoy.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Dude on Pią Sty 20, 2017 7:11 pm
Bez problemu zdołali pokonać jeszcze kilka metrów, dopiero dźwięk wydobywający się z gadziej gardzieli zmusił ich do zatrzymania się. Dudley wiedział co to oznacza, nadszedł czas, aby zmierzyć się z bestią. Nawiedzały go pewne obawy, ale wciąż robił dobrą minę do złej gry. Nie miał zamiaru pokazać, że mimo wszystko trochę się boi.
Zza rogu wyłoniła się bestia. Wyglądała paskudnie, a jej ślepia niemalże od razu skupiły się na skrzydlatym, bo to właśnie on stał pierwszy w zasięgu wzroku gadziny. Ruszyła swoje wielkie cielsko, a następnie zaczęła rozpędzać się w stronę anioła, który wciąż stał jakby sparaliżowany przez strach. Ogarnął się dopiero, gdy od monstrum dzieliło go zaledwie kilka metrów. Pospiesznie ugiął nogi, pochylając nieco ciało i odbijając w lewy bok. Ataku zdołał uniknąć cudem, gdyby nie jego anielska szybkość to teraz nie byłoby co po nim zbierać, zostałby staranowany.
W trakcie robienia uniku wyciągnął prawą rękę, chcąc spróbować dotknąć dłonią łapy bestii. Miał nadzieję, że bez problemu uda mu się ją sparaliżować swoją mocą. Gdyby monstrum miało do dyspozycji tylko trzy kończyny walka z nim byłaby dużo prostsza.
Udało mu się, jedna z kończyn gadziny została sparaliżowana. Niestety Dudley nie obszedł się bez szwanku, bo podczas używania swojej mocy został drapnięty w przedramię. Oczywiście nie obeszło się bez syknięcia z bólu i jakiegoś przekleństwa pod nosem. Wiedział, że ta akcja mogła okazać się ryzykowna, ale jakoś musiał spróbować wypracować sobie chociaż minimalną przewagę. Przycisnął zranioną rękę do swojego tułowia, wycierając krew o bluzę.
Stał z boku, przyglądając się przez chwilę szamotaniu bestii. Musiała być zdezorientowana, w końcu nie mogła poruszać jedną z przednich łap. Dość szybko odwróciła się w stronę anioła, ale ten wykonał ślizg po ziemi w bok, obdzierając sobie przy tym skórę ręki. W tym samym czasie udało mu się sparaliżować drugą łapę monstrum.
Gadzina padła do przodu, nie mogąc ustać na przednich kończynach, gdyż te były sparaliżowane. Wierzgała się okropnie na boki, próbując coś zdziałać tylnymi łapskami. Wciąż eksponowała rząd swoich ostrych zębisk, co raz to otwierając paszczę i starając się ugodzić kłami Dudleya, który zdążył już się odnieść i odsunąć na bezpieczną odległość.
Był zmęczony, użycie mocy wyprało go z sił, ale nie zamierzał się poddawać, był już bardzo blisko celu. Wziął kilka głębszych oddechów, by następnie rzucić się w stronę bestii, która wciąż nie mogła bronić się przednimi łapami. Jej jedyną obroną były zęby i to ich najbardziej się teraz obawiał.
Chwilę wcześniej chciał bezpośrednio zaatakować gadzinę w pysk, ale uznał, że to mogłoby się dla niego źle skończyć. Wyobraził sobie jak zębiska potwora masakrują jego rękę, a ta wizja nie była zbyt przekonująca. Poza tym ciosy Dude'a zwykle nie były zbyt silne, więc nie wyrządziłyby zbyt dużej krzywdy przeciwnikowi.
Zamachnął się, ale w ostatniej chwili zatrzymał dłoń lewą dłoń przed paszczą monstrum. Skupił się na chwilę i trysnął sporym promieniem wody prosto gardziel potwora, próbując go podtopić. Prawą ręką, na której wciąż miał swoje pazury zaatakował w tym samym czasie. Zakleszczył szpony o podniebienie bestii, tym samym starając się oderwać kieł.



Dude
-----------
Bazyliszek     Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 977
GODNOŚĆ : Dudley.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Shane on Sob Sty 21, 2017 6:31 pm
Potwór bronił się chwilę zacięcie, szczękając zębiskami tuż przed twarzą chłopaka. Nawet sparaliżowana, bestia stawiała opór, chcąc za wszelką cenę capnąć go i zataszczyć do swej jamy.  Nie było to dziwne, gdyż każdy walczył o przetrwanie.
Shane z boku — stojąc w cieniu — w znacznej odległości od Dude, obserwował go. W głowie analizował jego kondycję oraz technikę ruchów. Parę rzeczy widział, które trzeba poprawić, jednak anioł dawał radę. Radził sobie niesamowicie dobrze, dlatego też nie było to wielkim zaskoczeniem dla rudzielca, kiedy bestia przewaliła się, a Dude szarpnął z jej pyska kła. Test zakończony.
Zdobył kła w dość szybkim czasie. Oczywiście, bestia nie należała do najtrudniejszych, jednak sama satysfakcja zdobyczy i pokonania potworów z podziemi Smoczej Góry, powinna napawać dumą nowego Smoka.
Zdałeś — wychrypiał, gdzieś zza jego pleców. — Witaj wśród swoich — dodał, odwracając się na pięcie i ruszając mu wyjściu. Wątpił, aby Dude chciał pozostać na tym zadupiu zupełnie sam.

[zt x2]



EGZAMIN DUDE – ZAKOŃCZONO.

_________________



[Mowa: #6e502a]  [Wilcza forma]  [Przybłęda]    [Wygląd]   [Sound]  [1,2,3]



Shane
-----------
Pradawny    Opętany

avatar

Liczba postów : 794
GODNOŚĆ : Shannon 'Shane' Maccoy.

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Yury on Pon Kwi 03, 2017 11:24 pm
Podczas tej niemal całodobowej, jakże romantycznej ekspedycji z Morozovem pod czujnym okiem rozgrzewającego ich skórę do czerwoności słońca, w towarzystwie uginającego się pod ciężarem ich butów piasku i w akompaniamencie lamentów i jęków wyżej wspominanego rosyjskiego nacjonalisty, Yury zdążył się uodpornić na potok jego słów. Te z kolei które zamiast go ranić, jak wypolerowane i zaostrzone przez niego noże, czy też sztylet eks-lekarza wojskowego, sprawiały w pierwszym stadium, że w kącikach ust najemnika pojawiały się zmarszczki, a w drugim - wargi rozszerzały się w sardonicznym uśmiechu, by kilka razy przerodzić się w parsknięcie.
Korytarze Smoczej Góry nie tętniły życiem i oprócz zakrwawionej Cedny, która wyłoniła się z nad przeciwka w towarzystwie skonstruowanego przez siebie androida - och, to najprawdopodobniej jej sprawką był ten dochodzący z katakumb huk, który nadal dzwonił w uszach biomecha.  
Do twarzy ci w czerwieni — skomplementował jej wygląd z wyraźnym rozbawieniem, ale nie dopytywał o przyczynę jej stanu. Zresztą nie musiał. I bez tego znał odpowiedzieć. — Mam dla ciebie robotę — dodał zaraz. — Ten tutaj — docisnął lufę pistoletu do karku Morozova  — jest spragniony wrażeń i aż się rwie, by zdobyć kieł. To będzie zapierające dech w piersi widowisko gwarantowane. Musisz je zobaczyć, skarbie. — Obnażył zęby w okropnym uśmiechu, ale nie czekał na odpowiedź kobiety, która parę dni temu doprowadziła jego protezy do stanu używalności. Wysłała jej zamiast tego porozumiewawcze spojrzenie i skierował swój krok w stronę pieczary bestii rodem z horrorów, które czekały tylko na świeże mięso. Yury był ciekaw ostatecznego wyniku - Rosjanin stanie się ich kolacją, czy może jednak nie? Aż trochę zazdrościł, że to Cedna będzie świadkiem jego zmagań, a nie on sam, ale... przynajmniej Morozov skupi się na wykonywanej przez siebie czynności.
Biomech stanął w progu groty, która z reguły u rekrutów wywoływała przerażenie. U uświadomionych rekrutów, rzecz jasna. Morozov do takowego grona się nie zaliczał. Wątpliwy był fakt, że posiadał nawet podstawową wiedzę o Drug-onach. Zresztą o to właśnie chodziło w tej zabawie. Przekona się na własnej skórze, co znajduje się w tych piekielnych odmętach jaskiń, a może Smolista będzie chciała uchylić mu rąbka tajemnicy…
Wieczny odłożył worek z bronią SPEC na bok, a sam wyciągnął z kieszeni wyblakłych spodni obrączkę, która stanowiła w tym wypadku jedyną pamiątkę po zabitej z rąk Rosjanina żonie Kido Araty. Podrzucił ją parę razy przed niebieskimi, jak syberyjskie niebo, oczami mordercy, łapiąc ją wyćwiczonym ruchem nadgarstka w palce ludzkiej dłoni.
Zwrócę ci ją — zwrócił się do mężczyzny, na chwilę ignorując towarzystwo pani mechanik, który zapewne zdążyła już dawno przejrzeć jego zamiary, analizując je swoim inżynierskim umysłem. — Pod warunkiem, że ją sobie znajdziesz. – Wziął zamach i rzucił ją wprost w cuchnącą rozkładem pieczarę. — Potraktuje to jako formę rozrywki, Chash. — Mówiąc to, zaczepił o pasek Rosjanina pistolet z ostatnim, samotnym nabojem. Luźna sugestia. Chashka miał dwa wyjścia - albo przetestuje swoje szczęście i niczym rasowy Gollum znajdzie srebrną błyskotkę, albo strzeli sobie kulkę w łeb, tym samym nie zaliczając egzaminu.
Z drugiej kieszeni wyciągnął zapasowy kluczyk do kajdanek, który ukradł patrolującym, już nieżywym żołnierzom miasta. Pociągnął boleśnie za zaciskające się na nadgarstkach tego idioty specyficzne bransoletki i otworzył je, by w efekcie spuścić Rosjanina z „łańcucha”, rozkuć go. Wykorzystując element zaskoczenia, popchnął go brutalnie do groty. Nie było już odwrotu. Morozov został przywitany przez mrożący w żyłach ryk zmutowanej bestii. Zabawę czas zacząć.
Wiesz co robić.— Posłał Smolistej znaczące spojrzenie. I, zabrawszy upominki z M-3, odszedł w stronę magazynu.

zt

ROZPOCZĘCIE EGZAMINU MOROZOVA
Bawcie się dobrze.~

_________________
I've lost my patience,
When are you gonna decay.



Yury
-----------
Wieczny    Biomech

avatar

Liczba postów : 1617
GODNOŚĆ : Kido Arata

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Cedna on Sro Kwi 05, 2017 3:33 am
Jej pochód był nieco sztywny, a twarz wykrzywiona w nieprzyjemnym grymasie lekkiej irytacji do jakiej doprowadzało ją nieustanne kłucie tylnych partii ciała obficie poranionych nieszczęsnym granatem, jaki wyprawił zdrajcę Smoków na… złomowisko. Ocierała właśnie piaskowy pył z twarzy, jaki się ostał przy jej ślizgu po ziemi, kiedy to jej oczom ukazał się w kolejnym złączeniu tuneli nie kto inny jak sam ulubieniec Cedny, Yury, z obcym mężczyzną. Obrzuciła go przelotnym spojrzeniem wyłapując najistotniejsze szczegóły: obrażenia, spętanie i broń na jego karku. Ho ho, no proszę.
Prychnęła z uśmieszkiem słysząc komplement, ale zmrużyła oczy słysząc dalszą część wypowiedzi. Nie podobało jej się za nadto, że wpierw zostawił ją samą z egzekucją (pomijając że to i tak było na rękę Cedny), a teraz kiedy znowu się spotykają ponownie postanawia ją zabawić innym zadaniem. Skrzyżowała ręce na piersi podnosząc wyzywająco podbródek i przechylając nieco głowę.
Hmmm – mruknęła oceniając blondyna z tajemniczym uśmiechem i pobłażliwym wręcz wzrokiem – zdobyć kieł, mówisz? Jak dla mnie to wygląda na karmę dla bestyjek ala Żur – parsknęła krótkim śmiechem, kiedy wizja skutego zakładnika walczącego z jaszczurem Góry nie przekonała jej do potencjalnego sukcesu jegomościa. Ale niemniej jednak podążyła za nimi. Mashiro odesłała ruchem ręki nie widząc sensu, aby w tym wypadku stał nad nią jak cień. Zabrała mu tylko na powrót swoją spluwę, którą wsadziła do kabury i poprawiła pasek swojego karabiny na ramieniu. Widowisko rzeczywiście szykowało się przednie, a Aomame pasowała chwila „rozluźnienia” po ekscytującym epizodzie z innym cyborgiem.
Stanęła na skraju przejścia, gdzie nagły wysoki stopień w naturalny sposób oddzielał Groty potworów od reszty tuneli i już się miała swobodnie oprzeć o pobliską ściankę, kiedy ból siedzących pod skórą odłamków zmusił ją do syknięcia i odskoczenia od formacji skalnej. Na ten dźwięk z czeluści dobiegł inny przeciągły syk, jakby dziecię Gadziej Mamy odpowiadało na jej wezwanie, po czym wyszło z cieni ukazując jedynie cząstkę swojej masywnej postaci.
Wtem, Yury zaczął mówić po… czy to był rosyjski? Cedna znała z tego języka niewiele słówek jakich zasłyszała od swojej dobrej przyjaciółki i bardzo przelotnej, jedno-epizodycznej kochanki jaką była Koka, ale i tak ni w ząb nie potrafiła rozszyfrować co słowa wychodzące z ust Żura znaczyły. Pozostały jej jedynie domysły z zaobserwowanych gestów. Pierścionek? Czyżby miała być świadkiem jak Wieczny się oświadcza typiarzowi z nikąd?! Oh, nie, jednak nie. Przynęta. No tak. W końcu to ciągle zakładnik. Jaki chory idiota poświęcałby życie dla kawałka metalu?
Obrączka poleciaaaaałaaaaaaa. I to ze świstem, aż Cedna zagwizdała z uznaniem. Jaszczur z głębi jamy wyczuwając, że coś nadlatuje w jego stronę z irytującym dźwiękiem, odruchowo kłapnął swoimi przerażająco silnymi szczękami w powietrzu. Pech chciał, że przedmiot, który wywołał w nim taką agresję idealnie wcisnął się na jego kieł, aż po samo dziąsło. Najwidoczniej obrączka była dopasowana nie tylko na jeden palec.
- No, no. Piękny rzut Panie Żurze. – przyznała z rozbawieniem malującym się na ustach, a po chwili więzień został kopnięty w jamę, z której wyjść mógłby jedynie z pomocą Cedny wyciągającej do niego rękę z półki skalnej. Co za pech.
Cedna pokręciła głową. – Yuuury, kochanie ty moje. Żegnasz się już tym tekstem drugi raz. Zmień repertuar, albo lepiej sytuację w której to mówisz. – odmachnęła mu jedynie ręką na pożegnanie i w pełni okazałości stanęła już przodem do leżącego, klęczącego, a może nawet i stojącego w dole Morozova. Oparła ręce na biodrach uśmiechając się do niego drapieżnie.
Dobra, blondwłosy pechowcu. To urocze stworzonko, które idzie ci na przywitanie to Filip! – zaczęła wskazując na pomarańczową bestię o 4 metrach długości, która powoli kroczyła w stronę Chaski. Łeb tego skurczybyka mógłby być porównany wielkością do czterech piłek lekarskich, a mocne szczęki błyszczące obrączką na siedemnastym kle trzonowym ociekały gromadzącą się śliną. – Jedno chapsnięcie tymi kurewsko silnymi szczękami i nie masz ręki. Jak wyrwiesz mu kieł to pomogę ci się wydostać, jak nie uda ci się to no, zawinę się na górę. Powodzenia, hehe – zaśmiała się patrząc z wyczekiwaniem na rozwój sytuacji.

_________________

.:

#2e316d
VOICE


THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE

I SAY HE ONLY TELLS ME
THAT HE LOVES ONLY WHEN HE'S DRUNK





THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE



Cedna
-----------
Wiwern     Dezerter

avatar

Liczba postów : 1677
GODNOŚĆ : Aomame Rhoneranger

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Chashka on Czw Kwi 06, 2017 11:35 pm
Kieł? Jaki do kurwy nędzy kieł? Pojebało ich do reszty? Po jaką cholerę i wszystkie sto nieszczęsnych żab tego parszywego świata miał mu być potrzebny czyjś ząb? Kpina czy jak? Nie, gorzej, jakiś marny żart, choć dla zachowania poprawności politycznej jego podróbka w najczystszej postaci. Ilya Antonowicz Morozov stał przez chwilę w bezruchu, mając nieodłącznie wrażenie, że ma do czynienia z bredzącymi ćpunami na haju. Jak wiadomo Pustynnego Robala, potocznie nazywanego Yurym zdążył już na drodze swojej lekarskiej analizy za takiego uznać, ale nieznaną sobie kobietę ubrudzoną krwią zmierzył równie wyniosłym, nieco pogardliwym spojrzeniem. Może gdyby jeszcze znajdował się w lepszym stanie używalności i przez znaczny ubytek krwi nie towarzyszyłoby mu stałe, a tym samym męczące jak ból głowy nabytej po nocnej, alkoholowej libacji, na której Rosjanin nie zawitał od dobrych paru lat, rozdrażnienie, to miałby ochotę główkować nad tym o co w ogóle tutaj chodziło. Jednakże w obecnej sytuacji nacjonalista rodem z Rosyjskiej Dzielnicy M-6 miał to głębokim poważaniu i zależało mu jedynie na odzyskaniu swojej srebrnej obrączki.
Zapewne gdyby ten były niesłuchający niczyich rozkazów wojskowy, choć wciąż niezmiennie lekarz, prezentował lepszy stan zdrowia, to zwróciłby pewnie uwagę na podejrzane stosunki między nieznajomą a właścicielem blaszanego dupska, a tak znaczna bladość poświadczała jednie za tym, że ledwo się nie wykrwawił. Znowu. A przynajmniej to była jego druga, poważniejsza strata znacznej ilości krwi w życiu, pierwszą odhaczył w Szóstce, kiedy został postrzelony w dolną część płuc i skończył wówczas na prochach wykluczony z akcji ku własnemu rozczarowaniu. Pokuszenie się o stwierdzenie, że w przypadku ran postrzałowym miał kupę szczęścia nie można, by uznać w żadnym wypadku za przesadę w jakimkolwiek wymiarze. 
Syknięcie kobiety przykuło uwagę Morozova na tyle, aby zmierzył ją uważniejszym spojrzeniem, lecz w obecnym skuciu jego przegubów, a tym samym ograniczonych ruchach i braku zachowanych właściwych zasad sterylności — nawet nitrylowe rękawiczki tkwiące w tylnej kieszeni jego spodni nie zostaną zbyt szybko wykorzystane do badań lekarskich. Z kolei do samego opatrzenia ran nie potrzebował mieć przy sobie profesjonalnego sprzętu — jako lekarz wojskowy mógł się nimi zająć w bolesnych, polowych warunkach, których rezultatem okazałby się tylko i wyłącznie ból, upamiętniony ewentualnymi bliznami. Zauważył wcześniej krew, ale sam w końcu nie prezentował się lepiej. Na w większej części pokrytych tatuażami ramionach znajdowała się zaschnięte posoka, szczególnie na lewym. Ryk, który wydobył się z jamy przykuł jego uwagę, dlatego zerknął w jej kierunku.
To chto? Żur? Jaki kurwa Żur? Och, nie, litości... Car w duszy roześmiał się aż nader złośliwie, żeby pokarać kogoś nazwą polskiej zupy i to jeszcze kogoś kogo on sam uczył poprawnej wymowy rosyjskiej? Śmiechu warte, doprawdy. Żeby to On — Car, który odbuduje Carską Rosję wnosząc świetność tego co zachowało się w autonomicznej Rosyjskiej Dzielnicy walczącej od zawsze o przejęcie pełnej władzy w Szóstce, by zwalić Polaczków z piedestału, miałby się zadawać z jakimś marnym, polskim Żurem, który na dodatek miał blaszane dupsko. Chwilowe rozbawienie zabłąkało się w kąciku ust Ilyi Antonowicza Morozova, wyrażające w głównej mierze politowanie dla tej godnej pożałowania ironii losu. Przepadło ono w momencie, kiedy ten niedojebany mózgowo i pozbawiony rozumu pojeb wyrzucił najcenniejszą rzecz należącą do Rosjanina w głąb jakiegoś ciemnego jak dupa tunelu. Dr zacisnął mocno szczęki i zazgrzytał zębami, początkowo darując sobie jakąkolwiek odpowiedź, lecz słyszany doskonale szczęk kajdanek dawał jasno do zrozumienia co zamierzał zrobić z tym aktem bezczelności ze strony tego cholernego postarzałego, pustynnego robala. W spojrzeniu rosyjskiego nacjonalisty można było bez cienia wątpliwości wyłowić nie tylko groźbę mordu, ale i nienawiść, co poprzedzało, rzecz jasna, ciętą odpowiedź ze strony Cara, nieco odwlekając ją w czasie.
Ty popierdolony szmatławcu — syknął po polsku zimnym jak lód tonem, cedząc przy okazji słowa, co dla świadomego, kiedy Morozov mówi w języku oficjalnym mieszkańców Szóstki, było jasnym sygnałem, że wkurwił go do momentu przekraczających granice pojmowania. W przypływie wściekłości porównywalnej do stanu rwącej rzeki, zupełnie zapomniał o Smolistej. Kiedy ten tylko wyswobodził mu ręce z metalicznego uścisku bransoletek w mało delikatny sposób, rozmasował nadgarstki, oceniając pobieżnie zakrwawione miejsce po otarciach. — Zdechniesz, jeśli jej nie odzyskam. Zabiję cię własnoręcznie, niedojebana kurwo, masz moje słowo. Lepiej spierdalaj mi z oczu. — dodał, czując jak żyłka na czole mu pulsuje, choć i tak wiedział, że ten kretyn zrozumie jedynie słowo spierdalaj. Jednakże temu palantowi wystarczyło najwyraźniej to ostatnie, kiedy wzmógł jego konflikt z grawitacją i wpadł do tego cholernego tunelu, wepchnięty tam siłą przez tego jebanego samobójcę. Oczywiście, że zdążył się dodatkowo poobijać przy upadku, bo zachowanie równowagi w tak skrajnych warunkach było niemożliwe. Z kolei sama utrata krwi nie działa w tym względzie na jego korzyść. Podniósł się powoli, słysząc pulsujące podłoże pod cielskiem Filipa jak przedstawiła go kobieta. 
Kurwa — zaklął siarczyście pod nosem po rosyjsku, rzecz jasna, a przekleństwa w końcu w jego ojczystym języku były o wiele łagodniejsze w brzmieniu niż te polskie. W tym jednym słowie skupiała się ledwie namiastka kotłującej się w nim wściekłości. Morozov podniósł się powoli, z twardego podłoża ostrożnie, co zrobił powoli i ostrożnie, mając na uwadze trwający konflikt z grawitacją.
Następnie uniósł wzrok na ciemnowłosą, która rzucała mu dość absurdalne propozycje. Chyba jej się poprzewracało w dupie. Ilya uniósł brwi, jakby nie dowierzał temu co właśnie usłyszał. Ależ on był wkurwiony zachowaniem tego bezczelnego pojeba — aż czuł przemożną ochotę na to, aby przy zobaczeniu jego ryja ponownie niezwłocznie sięgnąć po sztylet z wygrawerowanym imieniem tegoż rosyjskiego nacjonalisty. Dodatkowo wściekłość emanowała z niego niemalże na kilometr, a wyżycie się na tym zmutowanym gadzie było mu poniekąd na rękę, ale na pewno nie bawienie się dentystę. Chyba pomyliła jego profesje, niepoważna...
Powaliło cię? Kieł? Po chuj mi jakiś kieł? W dupie ci się poprzewracało czy jak? — zapytał  lekceważąco i pogardliwie Car, ignorując chwilowo nadejście Filipa, który niefortunnie stał się posiadaczem jego srebrnej obrączki, o czym on sam miał się wkrótce przekonać. Ku zaskoczeniu Smolistej — Ilya Antonowicz Morozov nie zaliczał się do rekrutów z własnej woli. Ten cholerny Yury sam to sobie zaplanował, uprowadzając go uprzednio z Trójki. To był naprawdę jakiś niedojebany żart. W dupie miał ich kieł, takie były fakty. Nie po to tu przyszedł i nie rozumiał po co w ogóle cała ta szopka. Musiał jedynie znaleźć coś na czym mu zależało najbardziej od blisko, dlatego westchnął ciężko, otrzepując spodnie, bo nie zapowiadało się, aby stamtąd wyszedł bez zabijania tej zmutowanej pokraki, której krok był co najmniej obrzydliwie niezgrabny. Zesztywniałe mięśnie lekarza wojskowego, na czele z obolałym ciałem wyło wręcz z bólu i ociężałe niezbyt chętnie rwało się do współpracy, jednak Ilya wiedział jak rozwiązać ten problem.


____________________
japoński / rosyjski / polski

_________________


скатертью дорога (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:
Ze względu na to, iż nie dysponuję żadną wolną fabułą – mogę co najwyżej zachęcić do przejmowania relacji lub zaproponować rozgrywkę ulokowaną bezpośrednio w przeszłości na terenie Szóstki lub Trójki.




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 543
GODNOŚĆ : Ilya Antonowicz Morozov

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Cedna on Pią Kwi 07, 2017 1:56 am
Piękny uśmiech Smolistej nie mógł się poszerzać bardziej i przyjemniej z każdym kolejnym przekleństwem jakie wypływało z ust tego nader przewrażliwionego, obcojęzycznego mężczyzny, który chcąc nie chcąc został wrobiony w nieszczęsny egzamin na Smoczego Wojownika. Rhoneranger nie miałaby żadnego zysku w interesie, gdyby wykazała się dobrodusznością i pomogła pechowcu w swoim zadaniu. Jego los był dla niej kompletnie obojętny, a to czy wyjdzie zwycięsko, czy tak jak sam Yury stwierdził, zapewni jej chwilową rozrywkę zanim polegnie przed amorami Filipa nie miało dla niej najmniejszego znaczenia, czy wagi emocjonalnej.
Chociaż blondynek mógłby się trochę pospieszyć, bo nieustanne kłucie i rwanie w rankach było nader irytujące dla kobiety, przez co myślami wędrowała już w górę schodów Wieży do pokoju którejś z pomocnych Hydr.
W końcu zaśmiała się perliście w odpowiedzi do jego wywodu. Wyciągnęła dłoń nad brwi i zmrużyła oczy jakby mocne słońce w tym ciemnym tunelu oślepiało jej czarne od soczewek ślepia. – Chcesz odzyskać tą biżuterię, którą mój ulubieniec ci wypierdolił, nie? – Zadała mu pytanie raczej retoryczne i z szerokim uśmiechem ponownie wskazała palcem na Filipa. Jaszczur sunął powoli w stronę Chashki chwiejąc się na boki za każdym razem, gdy stawiał swoją łapę na nieco śliskiej posadzce. Zanim sunął się długi na połowę jego ciała, mięsisty i gruby ogon przypominający bardziej maczugę, niż normalną piąta kończynę reszty jaszczurek. Przekręcił łeb na bok spoglądając jednym ślepiem na Morozova baaardzo zainteresowany. Na kle błysnął na moment metal srebrnej obrączki. – Tsk tsk tsk. Chyba w jej posiadanie wszedł już Filip. No cóż, raczej bez wyrwania kła się jej nie odzyska, co za pech. – Bestia syknęła donośnie unosząc się bojowo na łapach i nadymając swoje policzki, aby wydać się jeszcze większą niż jest. – Oooooo… no proszę, proszę. Nawet przyjął twoje zaręczyny przystojniaku! Samce wydymają tak swoje wole tylko jeśli widzą samicę godną zapłodnienia w okolicy. Ha ha, życzę miłej nocy poślubnej. Ostrzegam, że bywają bardzo brutalne. – Doinformowała go dobrodusznie, zanim nie zaśmiała się znowu, gdy różne wizje przebiegły przez jej głowę. Że też Chashka musiał mieć taka mordę, aby zainteresowała się nim smocza bestia z tuneli. Musiał jednak działać o ile nie chciał, aby kilka ton mięcha go przygniotło i broń boże spenetrowało w okrutny sposób. Filip rozdziawił nieco paszcze rzucając falą mocno śmierdzącego oddechu w stronę lekarza, po czym przystąpił do nagłej szarży na nieszczęśnika gotując swoje kły, aby uchwycić partnerkę w miłosnym uścisku.

_________________

.:

#2e316d
VOICE


THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE

I SAY HE ONLY TELLS ME
THAT HE LOVES ONLY WHEN HE'S DRUNK





THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE



Cedna
-----------
Wiwern     Dezerter

avatar

Liczba postów : 1677
GODNOŚĆ : Aomame Rhoneranger

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Chashka on Sob Kwi 08, 2017 1:27 am
Nieświadoma Smolista nie mogła bowiem wiedzieć, że ma przed sobą zaciągniętego do Smoczej Góry wprost spod utopijnej Trójki lekarza wojskowego, jednakże co do drugiej części tego określenia można, by mieć pewne zastrzeżenia, gdyż przez wspominanego już wielokrotnie pojeba w bazie S.SPEC figurował obecnie jako jednostka zaginiona, którą niewątpliwie uznano za zdrajcę. Nie czekając długo aż pokraczne, zmutowane stworzenie się zbliży i pokona dzielący ich dystans, chwycił prawą, pewniejszą ręką w kwestii strzelania, przypięty mu przez pustynnego robala pistolet z jednym nabojem, czego jeszcze sam nie był Rosjanin świadom. Do tej pory mógł sprawiać wrażenie jednostki aż nadto spokojnej, choć wynikało to jedynie z zimnej kalkulacji i właściwej oceny swojego własnego stanu, a zestawieniem tego z szybkością gada. Jasnowłosy zmarszczył brwi na tyle, by w miejscu między nimi pojawiła się charakterystyczna lwia zmarszczka. Nigdy nie wykonywał niczyich rozkazów, jeśli sam nie uznał tego za niezbędne czy choćby potrzebne, przynajmniej od tego feralnego wyjścia poza mury M-6 z niekompetentnymi dowódcami, w efekcie czego skończył jako aż nader ostrożny w działaniu nosiciel wirusa X. W tym przypadku cel miał jasny i ograniczał się on do zdobycia srebrnej obrączki, niezależnie od tego co azjatyckiej urody kobieta próbowała mu wmówić. Jeśli wspomniany kieł zdobędzie to tylko i wyłącznie w rezultacie przypadkowym w trakcie odzyskiwania tej pierwszej. Na zadane pytanie nie odpowiedział, uznawszy, że jest to w pełni zbędne — sama zresztą wyłapała bezproblemowo zainteresowanie Cara tymże drogocennym obiektem. Jednakże na sam dźwięk słowa ulubieniec z jego ust wyrwało się pogardliwe prychnięcie.
Denerwujesz mnie tym czczym gadaniem i opowieściami o swoim podopiecznym. Wasze bliskie powiązania i relacje łóżkowe nie znajdują się w kręgu moich zainteresowań, więc możesz mi to darować. — przyznał oschle i bez zbędnych ogródek Ilya Antonwoicz Morozov, rzucając jej niechętne spojrzenie spod zmrużonych oczu, rozważając jeszcze czy wpisać ją na swoją dawno zapomnianą i odrzuconą w odmęty niepamięci czarną listę za tę jawną zniewagę jego carskiego majestatu. Nie obchodziły go pokraczne gady pokroju jej godnego pożałowania Filipka, dni tej kreatury były policzone w momencie, kiedy okazało się, że stał się niechcący posiadaczem należącej do Dra obrączki. — Jeśli się nie zamkniesz swojej ładnej buzi, to nawet nie poświęcę swojej uwagi, aby opatrzeć twoje rany z tyłu i pocierpisz znacznie dłużej niż jest to konieczne. — dodał z wyższością Rosjanin, a w jego głosie jak zawsze przez całość wypowiadanych słów wybrzmiewało obce, rosyjskie akcentowanie słów.
Już dawno jego wytrzymałość i wymuszone działanie przy takim, a nie innym stanie zdrowia mu się nie zdarzyło. Jego organizm w sytuacji zagrożenia w sposób wręcz doskonały uwolnił adrenalinę, co zaowocowało wzrostem ciśnienia, lekkim, naturalnym rozszerzeniem źrenic i pobudziło kurczliwości mięśnia sercowego, dając mu pewność, że mimo męczącej go od wielu lat bezsenności teraz na pewno nie zaśnie, pozwalając się niechcący skonsumować. Niestety obecny stan jego zdrowia nie dawał mu szans na realną ucieczkę i uniknięcie starcia. W grę wchodziło odsunięcie się w tył lub skok w bok, ale przy tym drugim szybka reakcja na błyskawicznie poruszającego się stwora graniczyła z cudem, a swojego szczęścia wolał nie wystawiać na próbę większą niż było to konieczne. Krzywiąc się przy ruchu lewego ramienia w celu wydobycia sztyletu, w razie gdyby jego plan do końca nie zadziałał, musiał mieć w zanadrzu plan B, ale w tym samym czasie uniósł rękę z bronią, czekając na stosowny moment, jakoby Filip chciał złożyć na jego ustach swój obrzydliwy pocałunek razem z tym swoim równie ohydnym oddechem. Rozwarcie szczęk parszywego mutanta było jedyną szansą, z której wyszkolony i doświadczony w strzelaniu przez aktywną pracę w wojsku w terenie Morozov mógł strzelił w łeb kreatury pod kątem, korzystając z jej otwartej paszczy, co zdecydowanie jednocześnie zmniejszało szansę, by pocisk został spowolniony, a w najgorszym razie zatrzymany przez nakładające się na siebie twarde łuski. W towarzystwie odbijającego się echem od pustych ścian tunelu dźwięk wystrzału, wepchnął pistolet do tej śliniącej się mordy, by miotający się Filip mógł jeszcze dla pewności się tym prezentem od niejakiego Żura zakrztusić. Szanse na przełknięcie pistoletu nie były zbyt prawdopodobne. Dopiero po tym akcie przymusowego karmienia Ilya Antonowicz Morozov odskoczył w bok, lądując ostatecznie na swoich czterech literach, mając nadzieję, że zdychająca kreatura nie zmiażdży go swoim cielskiem, kiedy runie z niemałym hukiem. Jednak nie poszczęściło mu się tym razem, bo miotający się i wydający z siebie zduszone dodatkowo dźwięki duszenia gad, stracił równowagę, lecąc w jego stronę jak długi i z tego też względu lekarz zmuszony był do dodatkowego wysiłku, by wycofać się w tył. Rosjanin zareagował zatem odruchowo i chyba dość sprawnie tylko za sprawą uwolnionej adrenaliny, uderzając mocno plecami o twardą, nierówną ścianą. W pierwszej fazie nie podejmował się prób wstania na nogi przy jej asekuracji, lecz pochylił się w przód i skupił się na poprawnym oddychaniu. Było blisko jak zawsze, ale ktoś kto znał tegoż rosyjskiego nacjonalistę i kiedykolwiek widział go podczas akcji wojskowej, wiedział wręcz doskonale, że wykazywał skłonność do podejmowania cholernego ryzyka, brodząc na granicy utraty zdrowia, w gorszym razie i życia. Charcząca bestia wydawała z siebie ostatecznie tchnienia machając mięsistym, słabnącym ogonem. Rosyjski nacjonalista czekał cierpliwie, wykorzystując ten czas na odzyskanie sił, aż Filip wyzionie ducha na oczach swojej ukochanej pani
W momencie kiedy ogon opadł bezładnie na podłoże i gad przestał się ruszać — Morozov podniósł się powoli, ograbiony z energii do życia i z przypominającym o sobie osłabieniu. Cóż, teraz najchętniej pozostałby przy tej chłodnej ścianie, ale do działania zmusiła go konieczność odzyskania swojego skarbu. W lewej dłoni, jakby w żelaznym uścisku, dzierżył swój sztylet, który powoli przełożył do prawej, by następnie przykucnąć z wyjącymi z bólu mięśniami, którym to wtórował cichymi przekleństwami przy tym koniecznym wysiłku. Filip pysk miał rozwarty, jakby w próbie wzięcia ostatniego haustu powietrza, które przez przy próbie połknięcia palnego prezentu od pewnego imbecyla, okazało się niemożliwe. Sztyletem przesunął skórę, odszukując ząb, na którym zatrzymała się jego srebrna obrączka, lecz ku jego niezadowoleniu próba zsunięcia jej nie szła tak gładko, jak oczekiwał, dlatego też nie pierdoląc się w tańcu i swoim wkurwieniu najzwyczajniej w świecie wbił sztylet w podniebienie dokładnie dwa razy, by następnie wypchnąć siłą całego obślizgłego zęba, który odbił się dwa razy od podłoża. Rosyjski nacjonalista skrzywił się obrzydzeniem, wycierając swoje ostrze zarówno z krwi, jak i śliny Filipa o koszulkę, by finalnie umieścić swoje ostre jak brzytwa oczko w głowie tuż pod nią w skórzanym futerale. Wszystko to było misternym planem zakładającym przy okazji zemstę na pustynnym robalu, by ten nie odzyskał swojej zabawki. Obrączkę zsunie później, choćby miał świeżo zdobytego kła bezpowrotnie zniszczyć, na razie musiał zadowolić się i zębem i obrączką. Podniósł się powoli z taką miną, jakby walczył sam ze sobą — danie choćby chwili na odpoczęcie mięśniom i ciału w jednym miejscu było problematyczne. Miał wrażenie, jakby się usilnie zastało, prosząc o wytchnienie, ale nie miał na to czasu. Odwrócił się w kierunku kobiety, unosząc uprzednio prawą rękę, trzymając między palcem wskazującym, a kciukiem zdobycz tej bitwy zaaranżowanej przez blaszanego palanta pozbawionego rozumu.

_________________


скатертью дорога (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:
Ze względu na to, iż nie dysponuję żadną wolną fabułą – mogę co najwyżej zachęcić do przejmowania relacji lub zaproponować rozgrywkę ulokowaną bezpośrednio w przeszłości na terenie Szóstki lub Trójki.




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 543
GODNOŚĆ : Ilya Antonowicz Morozov

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Cedna on Sob Kwi 08, 2017 2:59 am
Nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi w lekkim zaskoczeniu przyprószonym gęstą porcją rozbawienia jakie wywoływał w niej Rosjanin swoją „bardzo spokojną mhm” postawą i wielkim wkurwem na cały boży świat. Aż parsknęła śmiechem nie mogąc się powstrzymać od udawania poważnej i złapała za swój brzuch odrzucając głowę do tyłu. Gdyby tylko Aomame była o 50 lat młodsza, może nawet i by się oburzyła tekstem mężczyzny, obraziła i dramatycznie odeszła, ale stara jak na normalne, ludzkie lata Wiwerna ani nie myślała, by wziąć sobie do serca te trywialne insynuacje i komentarze.
Pokręciła głową z uśmiechem, którego pozazdrościć by mogli jedynie dorośli słyszący jak ich siedmioletnie dziecko oznajmia, że planuje uciec z domu i żyć na własny rachunek – tak bardzo naiwne i buńczuczne. Dokładnie w ten sam, pobłażliwy sposób były wygięte jej różowe wargi, gdy spoglądała z góry na próbującego się wywyższać blondyna. Ktoś miał tu chyba za wysokie mniemanie o sobie i nie była to wcale Smolista, hah.
Niemniej jednak obserwowała uważnie poczynania Morozova na scenie niepublicznej w tym ponętnym, aczkolwiek króciutkim, jak na gusta co niektórych, miłosnym tańcu ociężałej bestii i całkiem, całkiem wytrenowanego mężczyzny. Walka była oczywiście niewyrównana, ale czego można było się spodziewać po obżartej jak świnia bestii i zwinnym niedoszłym więźniu Yurego wyposażonym w pistolet i nóż. Jedna celnie trafiona kula i głupiutki jaszczur targał się po ziemi w konwulsjach zahaczając oczywiście o nieszczęsnego Ilyę ogonem i spychając go na ścianę.
Cedna patrzyła na scenę beznamiętnie, w ciszy uświęcającej chwilową żałobę poległej gadzinki. Po chwili nieco zmarkotniała niepocieszona faktem, że ta randka w ciemno tak szybko się skończyła, a ona nie miała okazji nawet popodziwiać wrestlingu w wykonaniu niebieskookiego zwycięscy. Filipek na zawsze jednak pozostanie w jej osmolonym serduszku. Co by jednak nie było - echem po jaskini uniosło się jej powolne, głośne klaskanie. Taki niby wystukiwany rytm uznania, mówiący, że gratuluje zwycięzcy, ale niczym szczególnym czempion się nie popisał przez co nie zasłużył na większe wiwaty niż te obecne. W kącikach jej ust czaił się jednak nikły uśmieszek.
Gratulacje, gratulacje. – Rzuciła i kucnęła wyciągając rękę w jego stronę, a żeby dopomóc nowemu Smokowi wygramolić się z pieczary. W tym samym czasie zza plecami lekarza rozeszły się znacznie liczniejsze posykiwania bestii przytarganych dźwiękiem wystrzału, który wywabiał je z ciemności jaskiń jak ćmy światło. Cedna popatrzyła na wychylające się zza kamieni jaszczury i uśmiechnęła się drapieżnie wracając spojrzeniem do pechowca w potrzasku. – Radzę ci się pospieszyć, jeśli nie chcesz skończyć jako danie główne na bar micwie innych gadzinek. – dodała jeszcze gotowa wciągnąć mężczyznę do góry w każdej chwili.
Gdy bestyjki na dole kłapały szczękami sycząc donośnie, Cedna przechyliła głowę na bok, założyła ręce na piersi i z przymrużonymi oczami oraz tajemniczym uśmieszkiem przyglądała się mężczyźnie. – Brawo, odzyskałeś swój skarb i jeszcze stałeś się Smokiem – rzuciła z dużym cynizmem w głosie i pochyliła się nieco do przodu patrząc Morozovi w oczy. – Musisz być z siebie niesamowicie dumny! – skomentowała i zaśmiała się krótko obkręcając się na pięcie i ruszając nieco sztywnie w głąb tunelu. – To oznacza zakończony egzamin na Smoka oraz koniec mojego niańczenia byłego więźnia. Jesteś wolny, Blondynku.

EGZAMIN CHASKI NA SMOKA ZAKOŃCZONO POZYTYWNIE

_________________

.:

#2e316d
VOICE


THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE

I SAY HE ONLY TELLS ME
THAT HE LOVES ONLY WHEN HE'S DRUNK





THEY SAY I GOT MANNERS
EVERYBODY HATES TO HAVE



Cedna
-----------
Wiwern     Dezerter

avatar

Liczba postów : 1677
GODNOŚĆ : Aomame Rhoneranger

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Chashka on Sob Kwi 08, 2017 8:44 pm
Cedna napisał:Nie mogła powstrzymać się od uniesienia brwi w lekkim zaskoczeniu przyprószonym gęstą porcją rozbawienia jakie wywoływał w niej Rosjanin swoją „bardzo spokojną mhm” postawą i wielkim wkurwem na cały boży świat. Aż parsknęła śmiechem nie mogąc się powstrzymać od udawania poważnej i złapała za swój brzuch odrzucając głowę do tyłu. Gdyby tylko Aomame była o 50 lat młodsza, może nawet i by się oburzyła tekstem mężczyzny, obraziła i dramatycznie odeszła, ale stara jak na normalne, ludzkie lata Wiwerna ani nie myślała, by wziąć sobie do serca te trywialne insynuacje i komentarze.
Pokręciła głową z uśmiechem, którego pozazdrościć by mogli jedynie dorośli słyszący jak ich siedmioletnie dziecko oznajmia, że planuje uciec z domu i żyć na własny rachunek – tak bardzo naiwne i buńczuczne. Dokładnie w ten sam, pobłażliwy sposób były wygięte jej różowe wargi, gdy spoglądała z góry na próbującego się wywyższać blondyna. Ktoś miał tu chyba za wysokie mniemanie o sobie i nie była to wcale Smolista, hah.
Niemniej jednak obserwowała uważnie poczynania Morozova na scenie niepublicznej w tym ponętnym, aczkolwiek króciutkim, jak na gusta co niektórych, miłosnym tańcu ociężałej bestii i całkiem, całkiem wytrenowanego mężczyzny. Walka była oczywiście niewyrównana, ale czego można było się spodziewać po obżartej jak świnia bestii i zwinnym niedoszłym więźniu Yurego wyposażonym w pistolet i nóż. Jedna celnie trafiona kula i głupiutki jaszczur targał się po ziemi w konwulsjach zahaczając oczywiście o nieszczęsnego Ilyę ogonem i spychając go na ścianę.
Cedna patrzyła na scenę beznamiętnie, w ciszy uświęcającej chwilową żałobę poległej gadzinki. Po chwili nieco zmarkotniała niepocieszona faktem, że ta randka w ciemno tak szybko się skończyła, a ona nie miała okazji nawet popodziwiać wrestlingu w wykonaniu niebieskookiego zwycięscy. Filipek na zawsze jednak pozostanie w jej osmolonym serduszku. Co by jednak nie było - echem po jaskini uniosło się jej powolne, głośne klaskanie. Taki niby wystukiwany rytm uznania, mówiący, że gratuluje zwycięzcy, ale niczym szczególnym czempion się nie popisał przez co nie zasłużył na większe wiwaty niż te obecne. W kącikach jej ust czaił się jednak nikły uśmieszek.
Gratulacje, gratulacje. – Rzuciła i kucnęła wyciągając rękę w jego stronę, a żeby dopomóc nowemu Smokowi wygramolić się z pieczary. W tym samym czasie zza plecami lekarza rozeszły się znacznie liczniejsze posykiwania bestii przytarganych dźwiękiem wystrzału, który wywabiał je z ciemności jaskiń jak ćmy światło. Cedna popatrzyła na wychylające się zza kamieni jaszczury i uśmiechnęła się drapieżnie wracając spojrzeniem do pechowca w potrzasku. – Radzę ci się pospieszyć, jeśli nie chcesz skończyć jako danie główne na bar micwie innych gadzinek. – dodała jeszcze gotowa wciągnąć mężczyznę do góry w każdej chwili.
Gdy bestyjki na dole kłapały szczękami sycząc donośnie, Cedna przechyliła głowę na bok, założyła ręce na piersi i z przymrużonymi oczami oraz tajemniczym uśmieszkiem przyglądała się mężczyźnie. – Brawo, odzyskałeś swój skarb i jeszcze stałeś się Smokiem – rzuciła z dużym cynizmem w głosie i pochyliła się nieco do przodu patrząc Morozovi w oczy. – Musisz być z siebie niesamowicie dumny! – skomentowała i zaśmiała się krótko obkręcając się na pięcie i ruszając nieco sztywnie w głąb tunelu. – To oznacza zakończony egzamin na Smoka oraz koniec mojego niańczenia byłego więźnia. Jesteś wolny, Blondynku.

EGZAMIN CHASKI NA SMOKA ZAKOŃCZONO POZYTYWNIE

zt x2 Specjalnie dla Cedny, która nie pamięta jak wychodzi się z tematu. *parsk*

_________________


скатертью дорога (KRZYŻYK NA DROGĘ)


прятаться:
Ze względu na to, iż nie dysponuję żadną wolną fabułą – mogę co najwyżej zachęcić do przejmowania relacji lub zaproponować rozgrywkę ulokowaną bezpośrednio w przeszłości na terenie Szóstki lub Trójki.




Chashka
-----------
Hydra     Nosiciel

avatar

Liczba postów : 543
GODNOŚĆ : Ilya Antonowicz Morozov

Powrót do góry Go down

Re: Groty potworów - Zdobywanie kła    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics