Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next   

Re: Some people just need a high-five. In the face. With a chair. [ Shawn | Daiki ]    Pisanie by Shirane Daiki on Sro Maj 31, 2017 12:14 am
„Jeszcze raz. Moshi mosh--”
Przecież nie odbierasz telefonu. ― Tym razem uznał, że należało upomnieć nieco nieobytego w tym świecie chłopaka, chociaż zrobił to z wyraźnym rozbawieniem i widoczną pobłażliwością. Ktoś inny na miejscu Shirane zapewne już dawno poczułby się zażenowany takim towarzystwem i przy pierwszym lepszym momencie nieuwagi, dałby nogę z cukierni – w końcu nic nie stało na przeszkodzie zostawienia za sobą kogoś, kogo praktycznie nie znali. Daiki natomiast traktował to jak nowe doświadczenie – coś o wiele ciekawszego od samotnego spędzania czasu w domu i sprawdzania zaległych prac uczniów. Niemniej na pewno nie życzył blondynowi, by na każdym kroku popełniał podobne gafy, spotykając się z niezbyt przyjemnymi spojrzeniami sprzedawców.
Japończycy nie zawsze byli ugodowi, a tym razem Dawers miał sporo szczęścia, że nie został zdany wyłącznie na siebie.
Tylko na kogoś, kto nie powinien uważać go za swój problem – podsumował w myślach, tłumiąc ciężkie westchnienie, co dość skutecznie zbył rozbawionym uśmiechem. Nie było to trudne, biorąc pod uwagę, że zdążył już polubić ciemnookiego, nawet jeśli znali się raptem dwie godziny – i to tylko dlatego, że przez większość czasu błądzili po mieście.
No już, już. Nie krzyw się tak. ― Dwukrotnie klepnął go w ramię w pokrzepiającym geście, jakby między wierszami chciał zakomunikować, że to jeszcze nie koniec świata, a ta cukiernia z całą pewnością nie szykowała się do rozbiórki w najbliższych latach. Czarnowłosy był silnie przekonany, że budynek miał tu stać nawet za dziesięć lat. ― Zawsze możesz zgarnąć ich wizytówkę i broszurę. Jeśli twoje miejsce zamieszkania znajduje się odpowiednio blisko, będziesz mógł zamówić dostawę. Niecały rok temu zaopatrzyli się w specjalne androidy, które poruszają się po określonej części miasta i słyszałem, że system działa całkiem sprawnie, chociaż sam nie miałem okazji go przetestować. Mieszkam rzut beretem stąd, więc tylko przepieprzyłbym kasę ― wyjaśnił, odruchowo wskazując za siebie kciukiem, jakby jego mieszkanie znajdowało się po przeciwnej stronie ulicy. I poniekąd tak było.
„Shirane.”
Kiwnął głową z uznaniem. Kto wie – może za sprawą tego gestu chłopak już na dobre miał utrwalić sobie sposób, w jaki powinien się do niego zwracać?
Nie lekceważę, ale wystarczy, że musimy targać ze sobą też inne toboły ― parsknął, kiwnąwszy podbródkiem w stronę jego bagaży. Skoro wcześniejszy argument nie zadziałał, to może chociaż brak dodatkowej pary rąk był w stanie przemówić Shawnowi do rozsądku. Niemniej jednak prędko okazało się, że pomimo przestróg, młodzieniec i tak postanowił rzucić się w wir zakupów.
Brunet przesunął ręką po twarzy, jednak nie odezwał się już ani słowem – Przynajmniej nie zabrał wszystkiego – zważywszy na to, że i tak robił co mógł, by się nie zagalopować, jednak w momencie poderwał ręce na wysokość klatki piersiowej, a z jego ust wyrwał się nieco nienaturalny śmiech.
Daj spokój! Nie upchnę w siebie połowy z tego, no i nie musisz mi się odpłacać. ― Pokręcił energicznie głową, choć w duchu miał wrażenie, że chłopak wszystko sobie dokładnie zaplanował, licząc na to, ze znacznie większa część i tak przypadnie jemu – ktoś, kto tak uparcie wzbraniał się przed wykupieniem całej wystawy, nie mógł dużo jeść, jednak było już za późno na sprzeciwy, gdy sprzedawczyni zaczęła pakować do papierowych toreb wymienione przysmaki. Nie dało się ukryć, że wyczuła okazję, o czym świadczył usatysfakcjonowany błysk w jej oczach. Koniec końców jej spotkanie z dziwnym chłopcem okazało się przynieść więcej korzyści niż strat.
„Bingo, Daiki.”
Shirane ― poprawił raz jeszcze, jednak tym razem ze swojego rodzaju niemocą w głosie. Mężczyzna zaczynał już powoli ocierać się o granicę przyzwyczajenia, jednak jakaś jego część nadal miała nadzieję, że wykorzeni z niego ten zły nawyk. ― Akademia Shiroi, mówisz. ― Lekko rozchylone usta świadczyły o jeszcze niedokończonej wypowiedzi, jednak głos uwiązł mu w gardle w chwili, w której czytnik wydał z siebie nieprzyjemny dźwięk przesądzający o wszystkim.
Transakcja odrzucona.
Shirane zaczynał sądzić, że dzisiejszy pech blondyna przeniósł się także na niego. Przynajmniej w pewnym stopniu. Spojrzenie błękitnych oczu skierowane zostało na przygotowane już zakupy. Jakby tego było mało, odczuł na sobie ciężki wzrok sprzedawczyni, która dopatrzyła się w nim ostatniej deski ratunku, a jednocześnie próbowała zapędzić go w kozi róg i niemo wymusić na nim zapłatę. Wyczuł tę sztuczkę, gdy tylko – z bijącym po oczach ociąganiem – pomknął spojrzeniem wyżej, wreszcie zawieszając wzrok na jej twarzy. Miał dwa wyjścia – nie zapłacić i narazić się na gniew starszej kobiety, a także znosić widok rozczarowanego przybysza z innego miasta albo zapłacić i zadowolić dwie z trzech osób.
Zapłacę ― oznajmił sprzedawczyni, choć sekundę po tym doszedł do wniosku, że jeszcze nie do końca przemyślał tę decyzję. Wyciągnął identyfikator w stronę czytnika i z bólem przyglądał się, jak spora kwota w momencie opuszcza jego konto. Był tylko zwyczajnym nauczycielem. ― Zwrócisz mi pieniądze, gdy już odblokujesz konto. Coś czuję, że jeszcze się zobaczymy.
Papierowa torba zaszeleściła, gdy podnosił ją z blatu, by zaraz po tym wcisnąć ją w ręce jasnowłosego. Wystarczyło, że taszczył ze sobą już torbę i parasol.

_________________

japoński | angielski



Shirane Daiki
-----------
Nauczyciel angielskiego

avatar

Liczba postów : 48

Powrót do góry Go down

Sądził już, że gorzej być nie może.
Zaczęło się od „incydentu ze Sky”, przebrnęło przez turbulencje w trakcie jazdy, przez które masakryczne opóźnienia po prostu nie mogły dziwić. Wysiadając miał jeszcze cień nadziei na ujrzenie niemal zamazanej we wspomnieniach twarzy ciotki, jednak zamiast jej uśmiechniętych, smagniętych czerwienią ust, dostrzegł jedynie łysinę człowieka, który za nic nie chciał oddać jego bagaży. Długa kłótnia zakończona została zszarganymi nerwami – ale przynajmniej w tej bitwie Shawn wygrał. Wygrana miała jednak na tyle delikatny smak, że gdy się zgubił w olbrzymim M3, nie pozostał po niej nawet ślad. Zresztą, nawet gdyby został, deszcz wszystko by zmył.
A teraz, na domiar złego, jego konto okazało się zablokowane?
Nie będzie już gorzej, pomyślał z goryczą, ostatni raz spoglądając na brownie. Żegnaj brownie. Żegnaj galaretko. I ty jabłeczniku. Za tobą będę tęsknił najbardz(ZAPŁACĘ)iej. Powieki drgnęły, a gdy otworzył szerzej oczy i uniósł brodę, światło odbiło się od ciemnych tęczówek; białe kurwiki fiknęły koziołka, nadając jego spojrzeniu sekundowego blasku.
Wyprostował się powoli, nie zdejmując badawczego spojrzenia z twarzy Daikiego, który w tym samym momencie unosił nadgarstek, by odkryć identyfikator.
„Zwrócisz mi pieniądze, gdy już odblokujesz konto”.
Przytaknął od razu, jeszcze będąc na granicy wierzyć czy nie wierzyć.
Zresztą, nic innego nie wchodziło w grę i wbrew obiegowej opinii człowieka roztrzepanego – Shawn byłby w stanie poruszyć niebo i ziemię, byle spłacić zaciągnięty właśnie dług.
Czym ludzie mogli być bardziej ze sobą związani jak nie jedzeniem?
Dawers odebrał papierową torbę, tłumiąc w sobie kuszącą ochotę, by zerknąć raz jeszcze do środka i upewnić się, że to wszystko nie jest tylko chwilowym wymysłem jego głodnego „ja”. Pakunek jednak coś ważył i Shawn takie ciężary spokojnie mógł wziąć na siebie. Zawartość musiała być rewelacyjna.
Rewelacyjnie byłoby więc, gdyby istniała możliwość wypróbowania wszystkiego, co odciążyło konto w banku Shirane, dlatego jasnowłosy pochylił głowę w pożegnaniu i, upewniwszy się, że kasjerka widziała ten gest, odwrócił się na pięcie do wyjścia.
Padało nieustannie, a bagaże nie stawały się lżejsze, jednak nawet to nie było w stanie popsuć humoru Shawna. Nie po tym, jak po całej górze negatywów otrzymał co najmniej trzy dary od losu – słodkości, dom, który (rzekomo) jest już niedaleko, no i samego Shirane. Opuszczając cukiernię spojrzał na niego kątem oka i przytaknął w oczywistym wyrazie.
Dzięki.
Bez ciebie niechybnie byśmy zginęli.
Dokładnie to zdanie dało się słyszeć w przestrzeni, choć nigdy nie zostało wypowiedziane na głos. Shawn poprawił jeszcze tylko dużą torbę, której pas przecinał mu pierś i ruszył w szarą rzeczywistość. Jeżeli wierzyć Daikiemu, mieszkanie było...

_________________

angielski | japoński



Shinra
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 197
GODNOŚĆ : Shawn "Shinra" Dawers

Powrót do góry Go down

Re: Some people just need a high-five. In the face. With a chair. [ Shawn | Daiki ]    Pisanie by Shirane Daiki on Pon Cze 19, 2017 8:24 pm
„Dzięki.”
Nie ma sprawy ― rzucił, rozkładając parasol, który na powrót znalazł się nad ich głowami. Całe szczęście, że byli już na tyle blisko jego mieszkania, że nawet ze swoją beznadzieją orientacją w terenie, mógłby pomylić się tylko wtedy, gdyby szczelnie zawiązano mu oczy. ― Przynajmniej nie będę musiał robić kolacji, bo pewnie wystarczająco zapchasz się słodyczami.
Kiwnął podbródkiem w stronę papierowej torby. Jeszcze nigdy wcześniej nie przyszło mu zrobić aż tak obfitych zakupów w cukierni. Pozostało już tylko mieć nadzieję na to, że Shawn nie miał aż tak pojemnego żołądka, jak wcześniej zakładał.
Strzeż się ludzkiego odkurzacza.

5 minut później.

Proces wydobywania klucza z kieszeni nie należał do najłatwiejszych – Shirane najpierw musiał odłożyć parasol, później wsadzić rękę do nieprzyjemnie przemoczonej kieszeni i dopiero wtedy wycelować zdobyczą prosto w zamek. To również trwało chwilę, gdy znacząca zmiana temperatur doprowadziła jego ciało do lekkiego drżenia. Na swoje nieszczęście nie posiadał choćby grama tłuszczu, który ochroniłby go przed zimnem, a dzisiejsze wystawienie się na deszcz w połączeniu z długotrwałym kluczeniem po mieście dla Daikiego zwiastowało ciężkie przeziębienie. Nie marzył teraz o niczym innym, jak tylko o natychmiastowym zrzuceniu z siebie nieprzyjemnie ciężkich ciuchów i osuszeniu się do porządku. Na szczęście te luksusy były na wyciągnięcie ręki.
Zaraz po otworzeniu drzwi, zapalił światło w niewielkim przedsionku. Mieszkanie już na samym wejściu wydawało się być przytulne. Czarnowłosy szybko wpakował się do środka, odwieszając parasolkę na wieszak i stawiając torbę Dawersa gdzieś w kącie. Już sama obecność nadprogramowych tobołów sprawiała, że za moment mogło zabraknąć miejsca dla ich dwójki. Nic dziwnego, że gospodarz czym prędzej zrzucił z siebie buty i zrobił miejsce dla gościa.
Jeśli możesz, zamknij za sobą drzwi. Powiedziałbym, żebyś czuł się jak u siebie, ale mam wrażenie, że jeszcze zaczniesz grzebać mi w szafkach ― rzucił niby żartem, jednak na podstawie kilku zebranych doświadczeń był przekonany, że blondyn był zdolny do tak otwartego podejścia do sprawy. Nie to, żeby mężczyzna miał coś do ukrycia, jednak pewnie nikt na jego miejscu, nie pozwoliłby ledwo poznanej osobie na taką swawolę. ― Możesz odstawić zakupy na blacie. Po prawej stronie jest salon z wysepką kuchenną. ― Wskazał ręką odpowiednią stronę, odwracając się w stronę drzwi, które znajdowały się za jego plecami. Gdy tylko je otworzył, chłopak był w stanie dostrzec skrawek wnętrza łazienki, z której Dai wywlókł swój ręcznik. ― Odstąpię ci łazienki, a sam przebiorę się w swojej sypialni. ― Wskazał kciukiem na prawo. ― Nie krępuj się, jeśli będziesz chciał wziąć prysznic po podróży. Ręczniki są w szafce przy umywalce. Nie będę pytał, czy pożyczyć ci jakieś ubranie, bo... ― tu opuścił wzrok na jego torby ― chyba nie ma takiej potrzeby.
Miał nadzieję, że natłok informacji go nie przytłoczył. Nie chcąc zwlekać ani chwili dłużej, ruszył w stronę własnego pokoju, jednak zatrzymał się w pół kroku, unosząc palec wskazujący, jakby nagle doznał olśnienia.
A! Podłącz telefon, zanim pójdziesz się przebrać. Przynajmniej trochę się podładuje i szybciej skontaktujesz się ze swoją krewną. I patrz pod nogi. Złodziej czasem lubi pod nie wpadać. Znaczy się... mój kot ― zreflektował się szybko, kręcąc nieznacznie głową, zanim pozostawił chłopaka samego sobie. Przynajmniej na parę minut.

_________________

japoński | angielski



Shirane Daiki
-----------
Nauczyciel angielskiego

avatar

Liczba postów : 48

Powrót do góry Go down

Tym razem nie krył ulgi – nie był może kimś, kto jawnie pokazywałby swoje niezadowolenie, jednak wilgoć przez którą włosy zaczęły mu się podwijać na końcach, a ubranie przylegało do ciała, była na tyle nieprzyjemna, że gdyby podróż potrwała kolejną godzinę, pewnie z desperacji zacząłby się śmiać.
Teraz w oczach pojawiły się iskierki kogoś, kto ma przed nosem gigantyczny prezent z gigantyczną kokardą. Szczęk kluczy zwalniających blokadę w zamku i to praktycznie niemożliwe do wychwycenia ludzkim uchem (Shawn je jednak wychwycił) skrzypnięcie zawiasów – tyle wystarczyło, by obudzić w nim tłamszonego dzieciaka.
Naturalną koleją rzeczy przepuścił wpierw Daikiego, a potem sam władował się do klaustrofobicznego pomieszczenia. W jego środku Dawers od razu wciągnął powietrze do płuc – niemo i długo, aż ramiona nieco się uniosły, a pierś wypchnęła do przodu. Jeszcze przed momentem bez ceregieli dotykał nieznajomego i bezczelnie łamał cyferki w jego koncie bankowym, ale gdy obaj znaleźli się w tak nieprzestrzennym przedsionku, Shawn wydawał się dziwnie skrępowany.
Różnica między tamtym „byciem blisko”, a tym „byciem blisko” okazała się prosta.
„Tamte” rozgrywało się na otwartej przestrzeni, która Dawersowi dawała duże pole do popisu. A tutaj? Tutaj bał się postawić krok do przodu, bo mógłby przypadkiem huknąć czołem o ścianę.
— Jeśli możesz, zamknij za sobą drzwi.
A, tak. Jasne. — Zreflektował się, nagle unosząc jedną z dłoni do góry w obronnym geście; chwilę potem cofnął ją i po omacku (stojąc tyłem do drzwi, bo wciąż bał się obrócić, nawet wokół własnej osi) chwycił za klamkę. Trzask okazał się na tyle cichy, by nie wybudzić reszty mieszkańców budynku – ale na tyle dosadny, by zapadła po nim dziwna cisza.
Całe szczęście Daiki tym razem przejął pałeczkę.
Zaraz grzebać. — Zaśmiał się, ściągając z ramienia najcięższą z toreb. — Co ktoś taki jak ty może chować po kątach?
Przez myśl, samoistnie, przeszedł mu wariant, że gazety porno. Albo zdjęcie kochanki, na którego widok żona rzuciłaby mu wnioskiem o rozwód w twarz. Wnioskiem o rozwód oprawionym w, dajmy na to, cegłę. Obraz ten szybko jednak się rozmył, gdy Daiki poinstruował go co do tego, gdzie zanieść pakunki.
Shawn bez ukrywania ulgi ściągnął przemoczone do suchej nitki buty i wczłapał w głąb mieszkania od razu odnajdując blat. Orientacja w terenie była u niego fatalna, ale Shirane nie nosił się jak król i przebycie tych kilkunastu kroków do aneksu kuchennego nie spowodowało pikania urządzenia GPS. Nie, żeby je miał.
A potem Shawn usłyszał coś, co natychmiast obróciło go o sto osiemdziesiąt stopni.
— Odstąpię ci łazienkę.
Serio? — Znów ten błysk w ciemnych oczach. — W takim razie wracam za chwilę.
Zdanie wypowiedział jakoś tak... c h a o t y c z n i e. Może dlatego, że w ostatniej chwili mógł usłyszeć, że to tylko żart, a w obecnej sytuacji chyba by tego nie zniósł. Na pewno by tego nie zniósł, skoro Daiki nie skończył jeszcze mówić, a jego nogi poniosły już do rzuconych pod ścianą toreb. Miał zamiar wygrzebać pierwsze lepsze ubrania i pierwszy lepszy ręcznik.
— A!
Czy teraz nastąpi to nieoczekiwane: „prima aprilis”? Shawn mimowolnie zmarszczył brwi, ale gdy usłyszał o komórce, tylko pokręcił głową i zamiast samemu to zrobić, rzucił urządzenie ku Shirane.
Nikogo by nie zdziwiło, gdyby Daiki nie złapał telefonu chociażby  przez zaskoczenie co do tak nagłego ruchu.
Ale jasnowłosy znikał już w łazience.
Rozgość się, Daiki.
Oto moja komórka.
Pół życia prywatnego, które sprzedałem ci za friko.


Wziął szybki prysznic i wciągnął luźniejsze spodnie, które chwycił – były to pierwsze, które złapał w rozcapierzone palce i wyszarpał spod sterty innych ubrań; te na samym wierzchu były przemoknięte, jednak im głębiej, tym warstwy okazywały się suchsze. Dawers miał dziś przynajmniej tyle szczęścia, by założyć na siebie cokolwiek, co nie przylegało mu od razu do ciała.
Gdzie mogę powiesić mokre ciuchy? – rzucił od progu, jeszcze dobrze nie wyszedłszy z łazienki. Trzymał jedną rękę na klamce, drugą niezdarnie rozmasowywał wilgotne włosy ręcznikiem przerzuconym przez kark. Wychylił się wtedy z pomieszczenia, jakby chciał sprawdzić, czy z tej perspektywy będzie w stanie zerknąć do salonu i zobaczyć Daikiego.
I hej, zawsze u ciebie jest tak cicho?

_________________

angielski | japoński



Shinra
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 197
GODNOŚĆ : Shawn "Shinra" Dawers

Powrót do góry Go down

Re: Some people just need a high-five. In the face. With a chair. [ Shawn | Daiki ]    Pisanie by Shirane Daiki on Pon Lip 10, 2017 9:44 pm
Gdyby tylko był mistrzem ludzkich umysłów, z pewnością od razu zauważyłby, że jego gość nagle spotulniał i stał się ostrożniejszy. Tymczasem nie przywiązywał do tego większej wagi, a i uważał, że i tak znacznie lepiej było ustalić pewne zasady. Kto wie za jaki czas Dawers poczułby się jak u siebie i faktycznie znalazł jego skarby pochowane po kątach, odkrywając sekrety, o których nie słyszał jeszcze żaden z jego znajomych?
Nieważne co. Ważne, że to moje rzeczy, chociaż słyszałem, że w M2 ma się nieco lżejsze podejście do cudzej prywatności. Chociaż dla was pewnie nasze zwyczaje są niewyobrażalnie dziwne. Na przykład podejście do smarkania w miejscu publicznym. Jeśli jeszcze o tym nie słyszałeś, to choćby twój nos miał przemienić się w wodospad, nigdy nie wyciągaj chusteczki przy ludziach. ― Uniósł palec w ostrzegawczym geście. Chociaż ten fakt brzmiał dość absurdalnie, szczególnie że w taką pogodę nietrudno było o nabawienie się kataru, Daiki przedstawił to w tak poważny i oczywisty sposób, by ciężko było uwierzyć, że zmyślił taką bajeczkę na poczekaniu.
Zaraz po tym ostentacyjnie pociągnął nosem, który od zimna wypełnił się cieknącym katarem, jeszcze zanim blondyn postanowił oddelegować się do jego łazienki. Czarnowłosy kiwnął jedynie głową, potwierdzając, że nie ma nic przeciwko.
I w końcu...
E-ej! ― Błyskawicznie osłonił się rękami przed lecącym w jego stronę telefonem komórkowym, który udało mu się złapać tylko jakimś niewyjaśnionym zbiegiem okoliczności. Gdy przedmiot uderzył o jego dłoń, zacisnął palce, którymi udało mu się pochwycić brzeg aparatu. ― Rozumiem, że telefon sprawił ci dziś sporo problemów, ale to nie znaczy, że masz prowokować kolejne! ― krzyknął za nim i zamachał urządzeniem, które jak na złość wyślizgnęło mu się z palców. Kilka kretyńskich wymachów rękami i spontaniczny opad na kolano, pozwoliły mu na pewniejsze przechwycenie własności ciemnookiego, zanim ta rozbiła się o ziemię. Od razu wziął głęboki oddech i wypuścił szybko powietrze z wyraźną ulgą.
Co za dzieciak.
Postawiony przed faktem dokonanym, nie miał innego wyboru, jak tylko podpiąć telefon do własnej ładowarki w salonie i zmienić swój tymczasowy plan działania, który zakładał, że w pierwszej kolejności powinien się przebrać.

Gdy tylko znalazł się w swojej sypialni, jego gość mógł usłyszeć głuche tąpnięcie, stłumione dodatkowo przez zamknięte drzwi łazienki. Następnie doszedł do niego jakiś niezrozumiały mamrot Shirane, który właśnie przeklinał na coś głośno w swoim ojczystym języku. Mimo wcześniejszego upomnienia młodzieńca o grasującym w pobliżu kocie, tym razem sam stał się ofiarą plączącego się pod nogami zwierzaka, który niespodziewanie wyskoczył spod łóżka, uznając nogi właściciela za doskonały cel do ataku. Ruszały się? Ruszały. Czy sam zainteresowany był na to przygotowany? Zdecydowanie nie.
Na szczęście udało mu się w porę złapać równowagę, choć przyszło mu to z gracją słonia, a gdy obrócił się za siebie, by syknąć na Złodzieja, ten już znikał za rogiem, wbiegając do salonu. To zdarzało się aż nazbyt często, by nie nawiązał do tego przy kimś, kto nie zdawał sobie sprawy z czyhającego w tym mieszkaniu zagrożenia.
Brunet pokręcił głową z rezygnacją, a rozsunąwszy drzwi szafy, wygrzebał z niej suche ubrania, a mokre ułożył gdzieś z boku – i tak nadawały się już tylko do prania. Nie sposób było opisać ulgę, jaką czuł, mając na sobie luźne spodnie i szeroką koszulkę, którą zdobiła postać ze znanego anime. W końcu był poważnym dorosłym człowiekiem z równie poważnymi zainteresowaniami.
Szelest.
Trąc mokre włosy ręcznikiem, natychmiast skierował swoje kroki do salonu z wysepką kuchenną.
Nawet o tym nie myśl, futrzaku.
Kocur wydał z siebie ostrzegawcze miauknięcie, gdy mężczyzna odciągnął go od obwąchiwanych toreb z przysmakami, do których z całą pewnością zamierzał się dobrać. Daiki upuścił kota na podłogę, a ten zwinnie wylądował na czterech łapach i zaraz dał susa na kanapę, z której zaczął uważnie obserwować bruneta, poruszając końcówką ogona w sposób, który dawał znać o jego czujnym nastawieniu i wyczekiwaniu na odpowiedni moment, który miał nie nadejść.
„Gdzie mogę powiesić mokre ciuchy?”
Możesz przewiesić je przez kaloryfer. Nie jest duży, więc będziesz musiał je jakoś upchnąć, ale pewnie trochę przeschną, zanim spakujesz je z powrotem. ― Wskazał ręką w stronę grzejnika. ― Zrobiłem ci herbatę. Żebyś nie zapchał się za bardzo tymi wszystkimi drożdżówkami ― oznajmił z rozbawieniem, stawiając kubek na blacie. ― Mieszkam sam, więc prowadzę dość spokojne życie. Można to docenić, gdy za cienką ścianą ma się sąsiadkę, która nie wie, że to, co dzieje się w łazience, nie zostaje w łazience, a jej zawodzenie pod prysznicem dociera dalej.
Zarechotał pod nosem, podnosząc do ust własny kubek z gorącym napojem i dmuchnął w parującą powierzchnię, by zaraz upić pierwszy, rozgrzewający łyk.
A co, nie przywykłeś do takich warunków? Masz wygadanych rodziców albo masę rodzeństwa, którego wszędzie pełno?

_________________

japoński | angielski



Shirane Daiki
-----------
Nauczyciel angielskiego

avatar

Liczba postów : 48

Powrót do góry Go down

Mokre ubrania przylgnęły do kaloryfera tak ciasno, jakby chciały się z nim scalić i Dawers przez chwilę wpatrywał się w materiał przedstawiający kształt grzewczego urządzenia. Złapał brzeg spodni w palce i poprawił je machinalnie, ale gdy drugi raz przywarły do ciepłej powierzchni chłopak zwyczajnie się poddał, choć coś podświadomie nakazywało mu zniszczenie tego „idealnego” widoku.
Jakby sam fakt, że jego własne ciuchy zżyły się tak z kawałkiem cudzego domu — albo czegoś, co w tym domu było — okazało się jakimś dyshonorem. Zdradą. Shawn prędko zdał sobie jednak sprawę, że nie tylko one ciągnęły do ciepła. Sama wzmianka o herbacie oderwała jego spojrzenie od kaloryfera i nakierowała je na część kuchenną. Poszukiwał kubka z zapałem zawodowego tropiciela.
Chyba żebyśmy obaj się nie zapchali. Połowa z tego jest dla ciebie, wiesz?
Ruszył w jego stronę, jednocześnie wplatając palce w posklejane od wody kosmyki włosów, by odgarnąć je do tyłu i nie użerać się z kroplami, które wciąż spływały z ich końcówek. Po tym przetarł jeszcze mokre czoło i wreszcie — zatrzymawszy się przy blacie — wsunął rękę na kubek. Jego powierzchnia od razu przeniosła ciepło na wnętrze dłoni blondyna, który mimowolnie zacisnął lekko usta, dopiero zdając sobie sprawę, jak gorący był napój.
Unosząc go, opuścił spojrzenie.
Zerwał kontakt z Daikim akurat, gdy ten postanowił coś powiedzieć.
— Mieszkam sam...
Dawers ściągnął brwi, jakby dopiero teraz taka opcja przyszła mu na myśl. Daiki? Sam? Ktoś tak... no, samarytański mieszkał sam? Upił łyk, wsłuchując się w dalszą część krótkiego monologu. A potem spód kubka stuknął o blat i Shawn nie wytrzymał.
Wybuchnął śmiechem, przez który jego twarz pojaśniała, jak kamień, który podstawi się idealnie pod promień słońca. Przytknął od razu wierzch ręki do ust, by ukryć jawnie bezczelny uśmiech, ale zapomniał o tym, że oczy również błyszczały w rozbawieniu. Z lekko opuszczoną brodą zerknął w stronę Daikiego, obrzucając go na poły zaskoczonym, na poły radosnym spojrzeniem kogoś, kto usłyszał najbardziej absurdalną rzecz na świecie — a przecież bardziej absurdalną rzeczą powinna okazać się ciekawostka o chusteczkach.
Nie, nie. To nie tak, Shirane. To kompletnie nie tak — zaczął, gdy spłynęła na niego pierwsza fala uspokojenia i miał już pewność, że ramiona nie zaczną się trząść od rechotu. Otarł wtedy lekko dłonią o wargi i odsunął ją na blat, choć kąciki ust drgały w próbie zahamowania uśmiechu. — Rodzina nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu jestem często w wyjazdach, które rzadko oznaczają ciszę i spokój. Twoje mieszkanie wydaje mi się...martwe. Blondyn uśmiechnął się jeszcze szerzej, a potem oderwał wzrok od rozmówcy  i omiótł nim całe pomieszczenie. — Bezpieczne.
Powieki jasnowłosego nieco opadły, gdy wzrok padł na przycupniętego na kanapie kota. Zwierzę wpatrywało się w nich czujnie i zdawać się mogło, że rozumiało z tej rozmowy o wiele więcej niż ktokolwiek by chciał, choć prawdopodobnie jedynym motywem przewodnim, który hulał futrzakowi po półkulach mózgowych, było ciasto.
Ciasto, o którym przypomniał sobie Dawers.
Zjedzmy wreszcie. — Dla podkreślenia świetności tego plany pstryknął palcami wolnej dłoni. Palec wskazujący wycelował w Shirane. — A potem spróbuję się skontaktować z ciotką. Mam tylko nadzieję, że można tu dzwonić o tak późnych godzinach? Czy to też jest jakimś tabu, tak jak smarkanie publiczne?

_________________

angielski | japoński



Shinra
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 197
GODNOŚĆ : Shawn "Shinra" Dawers

Powrót do góry Go down

Re: Some people just need a high-five. In the face. With a chair. [ Shawn | Daiki ]    Pisanie by Shirane Daiki on Pon Sie 14, 2017 10:03 pm
Shirane westchnął ciężko, jakby właśnie opuściły go wszelkie siły. Jako nauczyciel posiadał całe mnóstwo cierpliwości – w szkolnej klasie zawsze musiał być przygotowany na powtarzanie się i tłumaczenie wszystkiego któryś raz z kolei. Problem w tym, że poza pracą zapominał, że jegouczniowie nie byli jedyną grupą, która oczekiwała od niego tej cierpliwości, a Dawers zapewne niewiele odbiegał od nich wiekiem.
Dobra. Jeszcze raz.
W cukierni uprzedzałem, że tyle nie zjem. Drożdżówki najlepiej smakują, kiedy są świeże, więc jeśli zostawisz mi aż tyle, raczej się zmarnują. I nie myśl sobie, że tym sposobem spuszczę ci z kwoty do oddania. ― Uniósł palec w ostrzegawczym geście, chociaż twarz czarnowłosego kompletnie zaprzeczała realnej groźbie. Istniała szansa, że błękitnooki – przez swoje wrodzone roztrzepanie – mógł wkrótce zapomnieć o długu, jednak blondyn wydawał się mieć w sobie na tyle dużo ogłady, by samemu nie puścić tego w niepamięć i dotrzymać słowa. Może było to naiwne ze strony Shirane, biorąc pod uwagę, że miał do czynienia z kimś, kogo dopiero poznał, ale dzieciak nie wyglądał na kogoś, kogo źle wychowano.
Był tylko trochę dziwny.
Może więcej niż trochę.
Brunet nie do końca mógł zrozumieć, co zabawnego było w ustalonych przez niego wersjach wydarzeń. Liczne i głośne rodziny wcale nie były taką rzadkością, choć Daiki musiał przyznać, że nie rozumiał po co niektórzy tworzyli sobie całą armię małych szkodników. Oczywiście wtedy tłumaczył sobie, że robili to po to, by miał z czego żyć – potrzebował głów do wpajania im wiedzy.
Gdy Shawn podjął się wyprowadzenia go z błędu, bezgłośnie przysunął do siebie wysoki taboret, by zająć miejsce po przeciwnej stronie kuchennego aneksu. Jedną ręką ujął ciepły kubek, a drugą podparł policzek, zastygając z nieznacznie przechyloną głową. Wyglądało to tak, jakby z góry szykował się na dłuższą rozmowę, choć elektroniczny zegar na piekarniku wskazywał już dość późną porę, a przecież nie zaprosił go do siebie po to, by rozmawiać. Na tę chwilę zapomniał jednak o telefonie, który kilkanaście minut temu podłączył do ładowarki i który powinien być już częściowo naładowany – przynajmniej na tyle, by móc przeprowadzić krótką rozmowę na temat tego, dlaczego nie udało mu się trafić na miejsce w odpowiednim czasie.
Jeszcze kilka lat temu byłem jedną z naprawdę nielicznych osób w mojej szkole, które chciały wychylać nos poza rodzinne miasto. Dobrze słyszeć, że ktoś inny nie szuka podobnych ograniczeń – rzecz jasna, o ile poznawanie nowych miejsc było twoim wyborem ― rzucił z rozbawieniem, mimowolnie wyobrażając sobie, jak rodzice siłą wciskają chłopaka do pociągu. Tym jednak już się nie podzielił, bo w gruncie rzeczy, gdyby znalazł się na jego miejscu, nie byłoby mu do śmiechu. Poza tym dziwnym zbiegiem okoliczności mogło okazać się, że ten ciąg wydarzeń nie mijał się z prawdą i poruszyłby drażliwy temat. Szkoda byłoby zepsuć przyjemną atmosferę przy herbacie.
„Twoje mieszkanie wydaje mi się... bezpieczne.”
Chciałbym powiedzieć, że w moim wieku potrzeba takiego azylu, ale jak widać – przynajmniej mam taką nadzieję – nie jestem jeszcze stary. A lepiej nie straszyć cię perspektywą tego, że za trzy, cztery lata będziesz miał dość życia towarzyskiego. Tak na dobrą sprawę nie spędzam tu aż tak dużo czasu, ale czasem po pracy dobrze jest wrócić do tej ciszy i posiedzieć tylko w towarzystwie kota. ― Kiwnął podbródkiem w stronę Złodzieja, który wydał z siebie krótkie miauknięcie w nadziei, że dzięki temu doprosi się kawałka sernika dla siebie. Cholerny żebrak. ― Wezmę tylko kawałek ― zaznaczył bardziej stanowczo – na wszelki wypadek, gdyby blondyn planował opchnąć mu większość porcji.
Sięgnął po kawałek czekoladowego ciasta i wziął pierwszy kęs, zaraz zaciskając mocnej zęby, żeby ten nie opuścił jego ust wraz ze śmiechem, którego nie mógł pohamować, słysząc, że ciemnooki wziął sobie do serca japońskie tradycje. Niewiele brakowało, by się zakrztusił, ale wciągnąwszy głęboko powietrze przez nos, uspokoił się  na tyle, by spokojnie przeżuć kawałek, przełknąć go i wreszcie udzielić odpowiedzi:
To już sprawa pomiędzy tobą a twoją krewną. Najwyżej przez resztę pobytu będzie w sekrecie pluć na porcję twojego obiadu za to, że przerwałeś jej piękny sen ― odparł żartobliwie i pokręcił głową, jakby jednocześnie próbował uspokoić nastolatka. Taka wersja wydarzeń była mało prawdopodobna, choć kto wie, jaka była jego ciotka. ― Ale pewnie sama próbowała się z tobą skontaktować. A jeśli chodzi o rozmowy przez telefon, lepiej unikać ich w środkach transportu publicznego, a przynajmniej starać się nie robić za dużo hałasu  ― pouczył go, z naturalną lekkością dzieląc się przyzwyczajeniami swoich rodaków. Może dlatego, że Shawn już wystarczająco popisał się przy sprzedawczyni za ladą?

_________________

japoński | angielski



Shirane Daiki
-----------
Nauczyciel angielskiego

avatar

Liczba postów : 48

Powrót do góry Go down

Machnął niedbale dłonią w powietrzu gestem: „skończ temat, wszystko jest pod kontrolą”. Choć każda inna osoba na miejscu Shirane już po samym — beztroskim — zachowaniu nastolatka mogłaby przypuszczać, że dzieciak po opuszczeniu domu kompletnie zapomni o długu, jakby przekraczając próg przechodził jednocześnie przez sito odcedzające myśli dotyczące domowników od myśli dotyczących całej reszty świata, to Dawers musiał mieć sporo szczęścia, że natrafił akurat na Daikiego. Do głowy nie przyszło mu żadne oszustwo, a podkreślenie, które dało się słyszeć w tonie czarnowłosego, gdy wspominał o pieniądzach, odebrał raczej jako przypadkową formę. Tak jakby nieznajomy miał mu ufać w stu procentach, choć widzieli się pierwszy raz na oczy.
Tyle tylko, że to tak nie działa, Dawers.
Wiem, że nie, pomyślał, przesuwając palcami po policzku, by pozbyć się kolejnego uśmiechu.
— … twoim wyborem.
Tak, jasne, że tak. Od zawsze interesowałem się aktorstwem, więc gdy wreszcie dorwałem szansę na publiczne występowanie i wyjście poza motywy przedszkolnych teatrzyków... wyjazdy okazały się najmniejszym problemem. — Nie patrzył na niego; wzrok raczej krążył po pomieszczeniu. Przyglądał się drobnym detalom, których i tak nie zapamięta. Kolor ścian. Umaszczenie kota. Zagięcia na kanapie. — Ale przyjazd do M3... to coś... innego. Jestem tutaj już drugi raz i teraz mam zamiar zostać na stałe. Muszę tylko trochę doszlifować japoński, ale to chyba nic trudnego? Ciotka powinna mnie ustawić do pionu.
Jakakolwiek by nie była.
Choć poznał się z ciotką i czasami — bardzo rzadko, głównie na święta czy urodziny — do niej dzwonił to teraz, gdy jego but opadł na chodnik innego miasta, znów miał wrażenie, jakby stała się dla niego obcą osobą. Jak bardzo się zmieniła? Jak wygląda jej nowy dom? Dalej hoduje tony szczypiorku w opakowaniach po Danonkach? Albo karmi swojego kota połową własnego obiadu?
Shawn nagle przymrużył oczy.
Mogła zdziwaczeć. W końcu otaczały ją osoby pokroju Shirane, a on uważał, że jest młody.
Na samą wzmiankę o wieku Dawers starał się zareagować tak, jak powinien — czyli uśmiechnął się i przytaknął, potwierdzając w pełni słowa swojego rozmówcy, choć w głowie tłukły mu się myśli o przepaści, jaka ich dzieliła.
Daiki należał do świata dorosłych, czegokolwiek by o sobie nie powiedział. Pracował, mieszkał sam, miał kota (a, jak wiadomo, kota mają tylko starzejący się, będący jedną nogą w grobie, ludzie) i nie był w stanie zjeść więcej niż kawałek czekoladowego tortu.
Shawn odłożył ostrożnie kubek na stole, samemu sięgając po ciasto.
Nawet tak nie mów — mruknął nagle, nadgryzając porcję z galaretką. Słodycz od razu roztopiła się na języku, wprawiając oczy blondyna w lśnienie. Jeden z jego policzków nabrał bardziej wypukłego kształtu, gdy wzruszał barkami, jakby tym gestem mógł dorzucić słowa w stylu: „człowieku, ona jest do tego zdolna”.
Moja ciotka jest specyficzna, więc nie byłbym tego taki pewny. Ale może faktycznie dzwoniła. — Przesunął z wolna językiem po dolnej wardze, by dać Daikiemu czas na zakodowanie ukrytej wiadomości: ale przecież dwie minuty nie zrobią żadnej różnicy, nie? Nawet jeśli dzwoniła, to teraz pewnie spokojnie czeka i tyle. Nie musimy się tak spieszyć. Kontynuował, wpatrując się w nadgryzione ciasto. — Chciałem się za to dowiedzieć, czy krążą u was podobne plotki. Pierwotnie pochodzę z M2 i tam incydent zajmuje pierwsze strony gazet już od dłuższego czasu. Chodzi o tę grę. Tę, która zabija.
Choć cały czas utrzymywał wokół siebie niemal anielsko pozytywną aurę, teraz nagle przytępiał; wzrok miał poważniejszy, a kącik ust opadł, sprawiając, że na „ładnej buźce” dzieciaka pojawił się brzydki grymas. — Słyszałeś coś może o „Niebieskim Wielorybie”?

_________________

angielski | japoński



Shinra
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 197
GODNOŚĆ : Shawn "Shinra" Dawers

Powrót do góry Go down

Re: Some people just need a high-five. In the face. With a chair. [ Shawn | Daiki ]    Pisanie by Shirane Daiki on Sob Sie 26, 2017 11:37 am
Nie mógł być do końca pewien, czy powinien wierzyć temu lekkiemu podejściu do sprawy, jednak z drugiej strony nie zamierzał spędzić reszty wieczoru na przypominaniu Dawersowi, że wisi mu kasę, dlatego na widok gestykulacji blondyna, wypuścił ciężko powietrze ustami, pozwalając na to, by ten temat dobiegł końca. Nic nie stało na przeszkodzie, by poinformować jego ciotkę o tym niewielkim długu w razie, gdyby jej roztrzepany krewny postanowił o nim zapomnieć.
Aktorstwo? Nie spodziewałem się tego. Teraz muszę mieć się na baczności? Już biorę udział w telewizyjnym show? ― Ostentacyjnie rozejrzał się na boki, jednak starał się nie traktować tego zbyt poważnie, chociaż ich znajomość rozpoczęła się w dość osobliwy sposób. Jakby się nad tym zastanowić, reakcja chłopaka na jego widok była dość dramatyczna, jednak Daiki nie śmiał posądzać go o przesadę. ― Pytasz o japoński Japończyka. Ciężko stwierdzić, gdy ma się styczność z językiem od małego, bo wtedy jego nauka przychodzi w dość naturalny sposób. Najpierw przekazywana przez rodziców, później przez nauczycieli. Wiem tylko, że obcokrajowcom może sprawiać problem przez ilość znaków do zapamiętania. Pewnie dlatego nasz język nie jest aż tak popularny, ale na pewno dużo łatwiej się go nauczyć, gdy musisz go używać. A nie da się bardziej narzucić sobie tego musu niż wyjeżdżając za granicę. Dobre posunięcie.
„Nawet mi tak nie mów.”
Ciemna brew momentalnie uniosła się wyżej. Cały żartobliwy nastrój zdążył go opuścić, ustępując miejsca dość tępemu niedowierzaniu. Wolał nie wyobrażać sobie, jak bardzo specyficzna potrafiła być członkini jego rodziny, jednak mógł się domyślać, że ta specyficzność mogła być zapisana w ich genach. Opuścił wzrok na swój przysmak i przyjrzał mu się z każdej strony, jakby próbował ocenić, czy nadal miał apetyt, gdy oczami wyobraźni widział wykreowany w głowie obraz kobiety, która w zemście wzbogacała potrawy ciemnookiego o związek X.
Myślę, że i tak zrozumie problem rozładowanego telefonu.
Nie zamierzał go z tym poganiać, jakby mimo ich krótkiej znajomości, już wyłapywał ukryte przekazy, choć nie mogli nazwać się jeszcze kumplami i całkiem możliwe, że nigdy nie mieli dotrzeć do tego etapu znajomości.
„Chodzi o tę grę.”
Zamarł na chwilę z ciastem wetkniętym w usta. Minęła sekunda, zanim skojarzył, że blondyn już w cukierni wspominał, że chce mu o czymś takim opowiedzieć. Wysunąwszy sztuciec z ust, przełknął powoli kawałek ciasta i może nawet słusznie, że zrobił to, zanim Shawn dokończył kolejne zdanie. Z początku zabrzmiało dość niedorzecznie, ale powstrzymał śmiech, dostrzegłszy, że ten jeden jedyny raz blondyn nie żartował i nie zachowywał się, jak ten fajtłapowaty nastolatek, którego miał okazję poznać przy stacji kolejowej, a potem obserwować jego nieudolne wyczyny przy kasie.
„Niebieskim Wielorybie?” ― powtórzył zaraz po nim, jakby musiał zasmakować tych słów. Pozornie brzmiały niegroźnie i – co musiał przyznać – na pewno nie na tyle zachęcająco, by słysząc tę nazwę, miałby ochotę w to zagrać. ― Nie słyszałem. Zazwyczaj to, co dzieje się w miastach, tam pozostaje. Nie śledzę nowinek z M2, dopóki nie stwierdzę, że się tam wybieram. Wtedy wypada cokolwiek wiedzieć ― przyznał bez cienia zażenowania. Podejrzewał, że większość ludzi wykazywała się takim samym zainteresowaniem, a może nawet i mniejszym. Teraz jednak wydawało się, że zamienił się w słuch, wyraźnie zaintrygowany powagą, która wkradła się do ich rozmowy. ― Co z nią? Nie żebym się czepiał, ale raczej nie brzmi to zabójczo.

_________________

japoński | angielski



Shirane Daiki
-----------
Nauczyciel angielskiego

avatar

Liczba postów : 48

Powrót do góry Go down

 Pewien rodzaj zadowolenia, a może nawet dumy, sięgnął oczu Dawersa, który dawno odwykł od zaskoczenia na wieść, że jest aktorem — bo dotychczas otaczał się samymi aktorami, którzy raczej traktowali się jak rywali, a nie wzory do naśladowania. Nikt nie zwracał uwagi na to, że niewiele zostało osób na tyle odważnych, by doszczętnie obnażyć się przed całą masą ludzi. Nago stanąć przed twarzami wykrzywionymi — być może — w wyrazie zaskoczenia, gniewu albo obrzydzenia, wszystko w zależności od tego, kogo grasz.
 Aktorstwo nie było tylko „udawaniem”, bo Shawn wierzył, że było przede wszystkim odszukiwaniem danej postaci w sobie. Jeżeli nie byłeś choć odrobinę zły i okrutny, nigdy nie będziesz w stanie dobrze zagrać kogoś złego i okrutnego — chociażby. Miało to chyba jakiś sens, nie? Bo nie da się odegrać roli dobrze, jeżeli się jej nie zrozumie. Nie pojmie się przynajmniej podstawowej idei jej stworzenia.
 Jeżeli grało się więc czarny charakter i robiło się to dobrze, wszystko wskazywało na to, że aktor obnażał się przed publicznością. Krzyczał do nich — tak, ja też jestem zły! Jestem na tyle brutalny, aby zagrać antagonistę. Aby wbić nóż w serce ukochanej. Aby pojedynkować się z najlepszym przyjacielem i zwyciężyć. Tak, nigdy nikt nie spodziewałby się, że ja, piątkowy uczeń, grzeczny jak po spowiedzi, tak naprawdę potrafię gwałcić i rabować. A potrafię. Bo gdybym nie potrafił, nie grałbym tej roli.
 Shawn lekko się uśmiechnął.
 — Wiesz, występuję raczej w sztukach teatralnych, a nie w telewizji. Obiektywy rzadko mnie dosięgają, jak mam być szczery, więc jesteś bezpieczny. — Zachichotał pod nosem. — Póki co.
 Ale radość faktycznie szybko minęła, co wydawało się czymś niepasującym, jeśli chodzi o Shawna — tego wiecznie emocjonalnego nastolatka, który zamiast mówić, potrafił krzyczeć, a zamiast chodzić — tylko biegać. Tego samego, który nie tak dawno był w stanie upaść na ziemię, kolanami rozbryzgując błoto dookoła, aby tylko Daiki nie opuścił posterunku i nie zostawił go na samym środku drogi. Nie, żeby w ogóle miał taki obowiązek, jednak nadnaturalna ekspresja Dawersa pewnie by się o to kłóciła, do ostatniej sekundy cytując Williama Shakespeara albo Pierre'a de Rosarda.
 Zacisnął lekko usta, gdy Shirane omal nie zadławił się słodyczą, ale zamiast marudzić, tylko uśmiechnął się; jak ktoś, kto jest cierpliwy. Kto wie o niebezpieczeństwie i przedstawi je tłumowi jak najprzystępniej, nawet jeżeli ten tłum — teraz — jest zbyt zaślepiony, by dostrzec ogrom zagrożenia.
 Obawiał się już wcześniej, że wszystko będzie leżało na jego barkach, a gdy dostrzegł w oczach ciemnowłosego niezrozumienie, był już tego pewien. Czuł się jednak w obowiązku, aby pomóc swojemu życzliwemu towarzyszowi, bo jakby na to nie patrzeć — nieznajomość młodzieńczych „trendów” tylko pokazywała, jak stary musiał być Daiki. I, tym samym, jak bardzo narażony.
 Dawers przytknął kciuk do kącika usta i przeciągnął nim po dolnej wardze, by pozbyć się posmaku ciasta (i ewentualnych okruchów). Potem podniósł wzrok i wcelował go w Shirane.
 — O to im właśnie chodzi. Ta gra ma przedstawiać się bardzo niegroźnie. Wręcz dziecinnie. Skoro wszyscy by o niej mówili i skoro sama z siebie prezentowałaby się jak zabawa na pięć minut dla dwulatka, to dlaczego by w nią nie zagrać? W sumie dlaczego nie zerknąć, o co tyle szumu, skoro nazwa wydaje się śmiechu warta? — Dawers oparł nadgarstki o blat i splótł nagle palce. — Nie znam szczegółów, bo nie zostały ujawnione, a informacje na portalach są bardzo ogólne. Wiem jedynie tyle, że kilka tygodni temu światło dzienne ujrzała banalna gra o nazwie „Niebieski Wieloryb”, która pierwotnie na celu miała ruszenie ludzi. Nie mam dokładnego pojęcia, jak sytuacja prezentuje się w M3, jednak w M2 społeczeństwo się nieco... zastało. Tendencję do lenistwa widuje się u młodzieży i osób młodszych. Zanika chęć rozwijania zainteresowań albo uprawiania sportów. Aby temu zapobiec, wypuszczono na rynek internetową grę, do której się logujesz i która dyktuje ci proste zadania — raz dziennie. Początkowo zadania naprawdę wydawały się banalne i szczeniackie. Kazano robić głupie rzeczy, w stylu: „narysuj flamastrem kotka na nadgarstku i noś go przez cały dzień” albo „upiecz ciasto i daj je sąsiadowi”. Wszystko wskazywało więc na to, że gra ma na celu... no, ruszenie się z domu. Pomyślenie o innych. Rozwijanie uśpionych talentów. Brzmi całkiem bohatersko, nie?
 Oczy Dawersa zdawały się błyszczeć z ekscytacji, ale on sam zachował stoicki wręcz spokój. Nie tknął też swojej porcji słodkości. Po prostu wpatrywał się w Shirane, jakby cały czas doszukiwał się w nim tych samych pokładów niedowierzania i... czego? Szyderstwa?
 — Gra stała się bardzo popularna i wkrótce wielu korzystało z tej internetowej aplikacji — spory procent nastolatków podtrzymywał rozmowy tym tematem całymi tygodniami. Chyba aż do pierwszego samobójstwa. Zginęła młoda dziewczyna, miała trzynaście albo czternaście lat. Po prostu skoczyła z dachu szkoły. Nie brzmi to jakoś szczególnie, nie? Ale na nadgarstku miała wyrytego wieloryba. — Tu, jakby na potwierdzenie swoich słów, rozplótł palce i postukał się jednym z nich w przegub przeciwległej ręki. — Oczywiście, w śledztwie nie podjęto żadnych działań. Jeden przypadek to za mało, żeby wziąć w obroty analizę głupiej gry internetowej, co? Ale samobójstw było coraz więcej. Podcięcia żył, skoki pod pociągi, zaczadzenia, przedawkowanie... Ofiary łączyło niewiele. Głównie to, że były zarejestrowane w grze i ściągnęły aplikację na swoje identyfikatory lub telefony komórkowe. Wszyscy na nadgarstkach mieli ten sam symbol; wieloryby różniły się w zależności od tego, jak kto umiał je rysować, jednak nie ulegało wątpliwościom, że nawiązywały do gry. Chodzą plotki, że na pewnym etapie administracja zaczyna szantażować gracza. Zdaje się wiedzieć o nim zbyt wiele — ja obstawiam, że to wszystko wina aplikacji. Że jej ściągnięcie i zainstalowanie to jak otwarcie furtki dla hakera i zaproszenie go z przyjaznym uśmiechem na herbatę do swojego prywatnego życia. Że oni właśnie wtedy zaczynają ściągać wszystkie potrzebne informacje — dane osobowe, konta z banku, powiązania rodzinne... Jak często rozmawiasz przez identyfikator? Albo telefon komórkowy? Nawet teraz mamy zamiar zadzwonić, nie? Przecież policja bez problemu jest w stanie odnaleźć rejestr rozmów — dlaczego haker nie mógłby mieć takiej możliwości? A gdyby wcześniej, w pewnym momencie, załączył również podsłuch za pomocą... ja wiem? Jakiegoś nieuchwytnego wirusa? I gdyby był w stanie wysłuchiwać naszych żali i radości? Wiesz, co mam na myśli? Że oni mogli tak robić. Nie udowodniono tego, ale to chyba logiczne? I że właśnie dzięki temu szantaże były tak perfekcyjne. „Jeżeli pójdziesz z tym do władz, twój ojciec zginie” albo „jeżeli piśniesz słówko komukolwiek i nie wykonasz zadania — możesz pożegnać się z Elisabeth Morthis. A chyba lubisz swoją najlepszą przyjaciółeczkę, co nie?”.
 Umilkł nagle.

_________________

angielski | japoński



Shinra
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 197
GODNOŚĆ : Shawn "Shinra" Dawers

Powrót do góry Go down

Re: Some people just need a high-five. In the face. With a chair. [ Shawn | Daiki ]    Pisanie by Shirane Daiki on Sob Wrz 23, 2017 11:10 pm
Skoro nadal się uczysz, jeszcze wszystko przed tobą. Kto wie? Może za kilka lat zobaczę twoją twarz na wielkim ekranie, a wtedy szturchnę jakiegoś siedzącego obok mnie kolesia, wmawiając mu, że kiedyś przygarnąłem cię pod swój dach. Wtedy on, rzecz jasna, uzna mnie za wariata, ale i tak będę odczuwać tę wewnętrzną satysfakcję, że nie zmyśliłem ani odrobiny tej historii ― podjął, wznosząc wzrok w stronę sufitu, jakby już wyobrażał sobie siebie zasiadającego na wygodnym fotelu kinowym – oczywiście ten jeden raz w strefie VIP – z wielkim kubełkiem popcornu na kolanach, choć w tej chwili nie mógł być nawet pewien, czy w ogóle zapamięta tego dzieciaka, który za kilka godzin i tak opuści jego dom. Shirane był na tyle roztrzepany, że było to całkiem możliwe, jednak trudno było uwierzyć w to, że tak niecodzienna historia z życia wzięta mogła od tak wyparować z cennej komnaty jego wspomnień.
Już po chwili i czarnowłosy zarechotał pod nosem, pocierając palcem końcówkę nosa. Być może ten krótki gest miał na celu sprowadzenie go na ziemię, gdy ta – raczej mało prawdopodobna – scena stała się dla niego aż nazbyt wyraźna.
Tak tylko mówię ― dodał już po chwili, gdy błękitne tęczówki na nowo skierowały swoje spojrzenie na twarz blondyna, któremu już nie było do śmiechu, jakby jego miejsce zajęła kompletnie inna osoba, mimo że posiadała ona tę samą karnację, kolor oczu, włosów, rysy twarzy i ogólnie na z zewnątrz była idealną kopią nowo poznanego chłopaka. Przez moment żałował, że w ogóle odwrócił od niego wzrok, bo prawdopodobnie tylko za sprawą tego niechybnie przegapił moment przemiany.
Na szczęście już niedługo sam przekonał się, dlaczego chłopak zapomniał o całym rozbawieniu i luźnej atmosferze. Mężczyzna wyprostował się na taborecie, nawet jeśli brak oparcia za plecami był w tej chwili wyjątkowo niewygodny i odłożył resztę ciasta na kawałek folii, by nie ubrudzić blatu. W pełni skupiony na monologu – nie przypominał sobie, kiedy ostatnim razem ktoś miał mu do powiedzenia aż tak wiele – zupełnie zapomniał o apetycie, choć można byłoby przysiąc, że w którymś momencie zwyczajnie go stracił.
No bez jaj.
Nie potrafił znaleźć lepszego komentarza na to, co działo się z młodzieżą, a właściwie na to, że na świecie istniał ktoś, kto z zimną krwią zaczaił się na najbardziej niewinne umysły. Problem wycofanych nastolatków nie był mu obcy – na co dzień spotykał takie typy osób w szkole, jednak świat dzielił się na ekstrawertyków i introwertyków, więc nie zawsze to wyalienowanie należało mylić z problemami, które czyniły daną jednostkę ofiarą dla potencjalnego drapieżnika.
Ale może powinien był poruszyć ten temat na zajęciach? Zrobić z niego luźne ostrzeżenie, gdyby to coś – Ten rak – miało rozprzestrzenić się aż tutaj pod hasłem Pomarańczowej Kapibary albo jakiegoś Burego Kotka.
Niezależnie od tego jak poważny był ten temat, jego własne myśli okazały się na tyle zdradzieckie, że musiał unieść rękę do ust i potrzeć nią dolną część twarzy, jeszcze zanim Dawers mógłby dostrzec na niej cień rozbawionego uśmiechu. Zresztą kogo nie rozbawiłoby jeszcze bardziej tandetne nazewnictwo dla takiego przedsięwzięcia?
„Nie udowodniono tego, ale to chyba logiczne?”
Brunet powoli kiwnął głową w dość niepewnym geście i zsunął spojrzenie na blat kuchenny, na którym to splótł palce obu dłoni.Potrzebował chwili na przeanalizowanie wszystkiego co właśnie usłyszał.
Cholera ― podsumował krótko, robiąc irytującą pauzę, która ciągnęła się przez kilka kolejnych sekund i równie dobrze mogła zirytować jego rozmówcę, który czekał na jakiekolwiek wnioski. ― To brzmi przerażająco. Mam na myśli to całe hakowanie, śledzenie, zdobywanie informacji poprzez urządzenia, które na co dzień mają ułatwiać nam życie i bynajmniej nie służyć do takich celów. Ale te teorie brzmią całkiem logicznie. Gdybym miał postawić się na miejscu takiego dzieciaka, z początku faktycznie traktowałbym to jak niegroźną zabawę. Może nieco głupią, ale kto nie lubi wyzwań? Tym bardziej takich, które na dłuższą metę są wykonalne i nie pochłaniają zbyt wiele czasu. Może niektórzy są nazbyt naiwni, jednak inni – w tym ja – prędko spostrzegliby, że coś jest nie halo, gdyby tajemniczy „głos” z telefonu nakazywał im podwyższenie poprzeczki do wręcz destrukcyjnego poziomu, który mógłby sprawić, że miałbym kłopoty zdrowotne albo zadarł z prawem czy – co najgorsze – skończył ze sobą w imię dobrej zabawy. Łuhu! ― wykrzyknął, podrywając ręce do góry. Nie brakowało temu ironicznego i nieco zniesmaczonego wydźwięku. ― Sprawy miałyby się inaczej, gdyby ktoś zaczął wywierać na mnie presję, osaczać mnie i uświadamiać, jak wiele zdążył się dowiedzieć. Byłbym kurewsko... ekhem, znaczy bardzo przerażony, gdy adres mojego mieszkania nagle pojawił się w wiadomości z jakiejś chorej aplikacji, nie wspominając już o innych rzeczach. Łącznie z przypadkowymi nagraniami z telefonu z wbudowanym aparatem.
Potarł dłonią jedno z przedramion, na które wstąpiła gęsia skórka.
Mam nadzieję, że władze szybko znajdą tego, kto za tym stoi, choć zakładam, że im głośniej o tym w mediach, tym niektórzy mają ochotę na własnej skórze przekonać się, czy te wszystkie plotki są prawdziwe. Ta świadomość jest chyba jeszcze gorsza, nie?

_________________

japoński | angielski



Shirane Daiki
-----------
Nauczyciel angielskiego

avatar

Liczba postów : 48

Powrót do góry Go down




Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics