:: M3 :: Centrum

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Angel on 12/4/2018, 13:20
Uśmiechnęła się miło do niego gdy usłyszała odpowiedź. Nie trzymała się zbytnio kupy ale był to świetny sygnał żeby zmienić temat. W sumie nie planowała się rozklejać przed nim wcześniej, tak wyszło niestety. "Będę musiała popracować nad samokontrolą.." przemknęło jej przez myśl. Doprowadzając się nieco do porządku i przytaknęła. - Poznali się w M-1 w jakiejś kawiarence.. podobno miłość od pierwszego wejrzenia.. a przynajmniej taka tak opowiadał.. - odpowiedziała mu grzecznie na pytanie. Trochę ją to bawiło jak sobie przypomniała opowieści ojca o początkach ich związku. Sama siebie nie widziała w takiej sytuacji. "Nie da się zakochać w kimś w ten sposób.. chociaż.." na myśl jakoś wpadł jej Eltyar ale szybko pokręciła głową na boki. "Nah.. to była fascynacja.. miał facet wejście smoka, nic poza tym.." od razu skorygowała się w myślach.
Pocieszył ją tym że nie była jedyną osobą, która nie ma bladego pojęcia o pozowaniu. Słuchała go nawet z dziwną fascynacją. Miał typ gadane, nie można było zaprzeczyć. No i dar przekonywania nawet się objawił w tym krótkim acz miłym dla ucha monologu. Aż odwróciła wzrok lekko speszona komplementem. - Dzi.. dziękuję.. to miłe.. - wymamrotała zgarniając nerwowo kosmyk białych włosów za ucho. "Brzmi ciekawie.. byłaby to miła odskocznia.. nigdy czegoś takiego nie robiłam w sumie.." z zamyślenia wyrwał ją widok wizytówki trzymanej przez mężczyznę. Nieśmiało po nią sięgnęła i zbliżyła nieco bardziej do twarzy. - Brzmi bardzo ciekawie.. to byłoby miłe doświadczenie chyba.. - powiedziała bardziej do siebie niż do niego. Na twarzy łowczyni malował się entuzjazm, oczka lekko się iskrzyły ciekawą ofertą złożoną przez rudzielca. "Uspakaja fakt że nie wylądowałabym nigdzie na okładce magazynu czy bilbordzie.. dopiero byłby wstyd.. straciłabym image w organizacji jak ktoś by to zobaczył z naszych.." przemknęło jej jedynie przez myśl. - Zdjęcia artystyczne powiadasz.. czyli.. ja je dostanę? - spytała niepewnie. Nie znała się na tym kompletnie więc wolała spytać.


Mowa: #0099ff
avatar





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Gość on 13/4/2018, 19:32
- Miłość od pierwszego wejrzenia... - powtórzył sceptycznie, jakby w ramach jego akceptowalnych pojęć nie znajdowała się taka anomalia. Przytaknął jedynie i nie kontynuował tematu, który go wcale nie interesował, a jaki przedłużył o te kilka słów ze zwykłej grzeczności. O ile życiorys niektórych osób zmieniał niekiedy jego patrzenie przez obiektyw na modela, tak w przypadku białowłosej kobiety chodziło mu o najzwyklejsze zapoznanie się z materiałem, jaki swoją osobą prezentowała.
- To ten rodzaj pracy, który wszyscy dookoła uznają za robotę marzeń. Wbrew pozorom bywa też ciężko, wyczerpująco, to męczy umysł i psychikę. No, oczywiście mówię tu o profesjonalistach... ja wolę raczej podchodzić do wszystkiego z lekkim dystansem, swobodą. - Pokręcił ustami i przeczesał grzywkę palcami. - Tak, to byłaby dobra zabawa. - Odparł w końcu odsuwając rękę, którą wręczał wizytówkę od kobiety.
Zawstydzenie było nawet urocze, chociaż preferował odważne i bezpośrednie kobiety. Ta była trochę jak dziecko, na oko wyglądała na jakieś dwadzieścia lat, ale jasne jak śnieg włosy dodawały jej pazura nastolatki. Jak gimnazjalistka, która zafarbowała po raz pierwszy włosy.
- Oczywiście. W większości przypadków to sama praktyka, chociaż zdarza mi się wystawiać prace dla szerzej publiki. Nigdy jednak nie pokazuje niczego bez zgody modela. A szkoda, wiele pięknych kobiet i utalentowanych mężczyzn nie wierzy w swoje umiejętności. Ich dobre zdjęcia kiszą się potem po szufladkach w ciemnościach. O ile nie dojdziemy do jakiejś zgody, to zdjęcia zachowuję ja, no i osoba, która pozowała. Nikt więcej. - gestykulował energicznie korzystając z tego, że stoją na boku ulicy i to szerokie machanie łapami nikomu nie przeszkadza. Nie zawsze wkręcał się w rozmowę aż tak, ale jeśli już podłapał jakiś kontakt, odcinał się od wszystkiego, co dookoła. Teraz przede wszystkim skupiał się na Angel, spoglądał jej w oczy i badał ciało, kiedy akurat przypadkiem na niego nie patrzyła.
- I jak, brzmi dobrze? - Kontynuował bez gubienia wątku. - Co prawda w tym momencie nie mam czasu, zmierzam akurat uzupełnić lodówkowe zapasy, ale jeżeli propozycja do Ciebie przemawia, to moglibyśmy spróbować nawet dzisiaj, późnym południem. Mam w studiu sztuczne oświetlenie, więc pora nie gra roli, ale zdaje sobie sprawę, że komunikacja miejska nie działa non-stop. Nie chciałbym oferować nocnych zdjęć, chociaż wcale ich nie wykluczam. - uniósł ostrożnie jedną brew i czekał na odpowiedź kobiety.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Angel on 13/4/2018, 22:18
Słuchała go z zaciekawieniem gdy opowiadał o swojej pracy. Miał przyjemną barwę głosu, dość radosną. To byłą miła odmiana od ponurego i wiecznie narzekającego łowcy z którym przebywała zbyt długo ostatnio. Pozytywna energia była czymś czego jej w sumie teraz brakowało. - To normalne.. w końcu to nadal praca.. nawet jeśli ta wymarzona. Ale zmęczenie spowodowane tym co się kocha jest w jakimś stopniu satysfakcjonujące.. jak widzisz rezultaty swojej pracy.. - mówiła doskonale wiedząc co ma na myśli Shinra. Z równą pasją zajmowała się treningami. Też były wyczerpujące, ale dawały satysfakcję. Choć nie miała z nich kasy, ale ta się nie liczyła aż tak przecież dla niej. Miała jej wystarczająco po rodzicach.
Odetchnęła z lekką ulgą słysząc że mężczyzna nie wystawia prac bez zgody modela. To jedynie bardziej zachęcało do skorzystania z propozycji jaką jej złożył. Dla samego doświadczenia po prostu, zobaczyć jak to jest być zwykłym cywilem. Z jej twarzy nie znikał radosny uśmiech, zwłaszcza gdy rudzielec tak ochoczo gestykulował w trakcie. Aż poczuła się nieco swobodniej, zapominając jaka była między nimi różnica. A może właśnie dlatego jej oczy się iskrzyły fascynacją. Może Shinra umiał się po prostu dobrze sprzedać jako fotograf. Schowała na jego oczach wizytówkę do torebki. - Brzmi bardzo fajnie jak mam być szczera.. zastanowię się nad tym i napiszę do ciebie jak się zdecyduję.. - powiedziała dość entuzjastycznie. Wyglądało na to że znalazł kolejny obiekt do fotografowania. - Ja też mam parę spraw do ogarnięcia.. ale odezwę się w sprawie tej sesji.. - dodała podając mu dłoń w geście pożegnania. - Było miło cię poznać.. - dodała skłaniając się w jego kierunku i poszła w swoją stronę.

Z tematu: Angel & Shinra


Mowa: #0099ff
avatar





Angel
Wtajemniczona
GODNOŚĆ :
Angel Lacour de Fanel


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Goździk on 6/7/2018, 22:28
Cudownie było mieć dzień wolny od pracy. Po kilku dniach monotonnego powtarzania tych samych czynności nawet najlepsza praca by się znudziła. A co mogła robić opiekunka meduz? Sprawdzała czy któraś nie przejawia niepokojących objawów choroby, czy nie wlazły w filtr, czy nie postanowiły zaatakować jakichś ryb, a poza zbiornikiem opowiadała zwiedzającym o długiej historii galaretowatych stworków. Były fascynujące – jedne gatunki żyły po kilka miesięcy, kiedy inne zdawały się być niemalże nieśmiertelne, miewały piękne barwy, dostosowywały się do warunków życiowych przez tysiąclecia. Małe, pływające galaretki. Niektóre zabójczo zabójcze.
Nogi poniosły ją aż do centrum, choć na pewno nie przypadkiem. Planowała przejść się po galerii, zaszaleć z wydatkami, bo raz na jakiś czas można było to zrobić. Może kupi sobie więcej ubrań? Albo jakąś nową grę? Niedawno wyszedł jakiś interesujący tytuł o podboju kosmosu, a nic nie interesowało jej tak bardzo jak niezmierzona przestrzeń kosmiczna. I magiczny świat fantasy. Ale podbojowi wszechświata nie mogła odmówić, bo pomachać sobie mieczem to każdy może. Zastanawiała się czasem nawet czy ludzkość kiedykolwiek spróbuje sięgnąć po to, co znajdowało się nad ich głowami. Choć, skoro byli zamknięci w kilku bańkach rozsianych po całym świecie to marne szanse. Najpierw musieliby odkryć co ich otacza i zawładnąć tym, bo co królowi po nowym królestwie, skoro stare się sypie.
Leki na szczęście działały, ale Kahori wciąż czuła się nieswojo w hałaśliwym tłumie spieszącym we wszystkie strony. Jej się zdecydowanie nie spieszyło. Było wczesne popołudnie, pogoda dopisywała, temperatura rozpieszczała. Nic tylko spędzić przyjemne pół dnia poza domem. Już nawet rozważała wycieczkę w góry, kiedy tylko załatwi sprawę uszczuplenia swojego konta. Wyciągnęła telefon, żeby sprawdzić godzinę i na ten ułamek sekundy nie uważała na drogę. Dopiero zderzenie się z kimś sprawiło, że złapała urządzenie, które o mały włos nie upadło na chodnik. Kobieta spojrzała w górę swoimi dwukolorowymi oczami. Ten ktoś był tak wysoki, że aż panna Hakuryuu musiała mocno zadzierać łepetynę.
P-przepraszam – rzuciła prawie się rumieniąc. Nienawidziła takich sytuacji.
avatar





Goździk
Pracownica oceanarium
GODNOŚĆ :
Kahori Hakuryū


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Evander Blackburn on 7/7/2018, 20:34
Pierwszy raz od dłuższego czasu wziął wolne w dzień powszedni. Nie dlatego by wypocząć, nie dlatego by załatwić jakąś sprawę na mieście. Nie. Dzień wolny został mu dosłownie wciśnięty na siłę, bo koledzy w pracy zaniepokoili się jego rozkojarzeniem.
Pff. Jakby nie mogli pilnować swoich własnych nosów. Evander czuł się świetnie i pracował, bo po prostu to lubił. A że przynosiło to pieniądze... tym lepiej dla niego! Któż nie lubi, kiedy na jego koncie widnieje nieodmiennie ładna, siedmiocyfrowa sumka. Blackburn lubił gromadzić pieniądze po to, by potem bezkarnie je rozwalić na mieście w klubach. W weekendy nie pracował i spędzał je na zabawach, rozpuście i korzystaniu z życia. Kto bogatemu zabroni.
Dzisiejszego poranka, kiedy już wreszcie zwlókł się ze swojego ogromnego, dwu albo i nawet trzyosobowego łóżka, długo nie wiedział co ze sobą zrobić. Zaczął od kawy, bo naprawdę źle znosił poranki. Ciemny, aromatyczny napój niestety nie doprowadził go do porządku. Nie pomógł też godzinny trening na pobliskiej siłowni. Nie pomógł nawet zimny prysznic. Brunet od rana był nie do życia, marudny i niewyspany, mimo iż spał naprawdę długo.
Mógłby przesiedzieć cały dzień w domu, ale co miałby robić? Oglądać idiotyczne seriale w telewizji? A może miałby grać na komputerze? Nie, on zdecydowanie był ponad to. A że nie miał akurat nastroju na samotne siedzenie w domu, postanowił wyjść na spacer. Może przy okazji zahaczy o jakąś księgarnię? Albo wpadnie do swojej ulubionej kafejki. Porobi cokolwiek, byle tylko nie siedzieć bezczynnie w domu i nie gapić się w ścianę.
Co prawda Evander jest typem samotnika i kiedy może unika towarzystwa gderliwych, roszczeniowych ludzi, ale dzisiaj nie chciał być sam. Skoro i tak zakończy dzień samotnym piciem i oglądaniem porno by rozładować nieznośne napięcie, to czemu miałby nie wybrać się na luźną przechadzkę?
Dzień zapowiadał się na ciepły i słoneczny, ale mężczyzna ubrał się tak, jak miał w zwyczaju - elegancko. No, może z delikatnym pazurem bo dziś nie wybrał garnituru a proste, czarne spodnie i niebieską koszulę, którą rozpiął zawadiacko pod szyją. Eleganckie buty zastąpił tymi mniej odświętnymi, na ramię zarzucił skórzaną kurtkę a na nos okulary słoneczne. Przed wyjściem skropił się jeszcze ulubionymi perfumami o zapachu drzewa sandałowego, przejrzał się w lustrze i stwierdził z uśmiechem, że jak zwykle wygląda świetnie. Nie mogło być inaczej.
Początkowo kręcił się po okolicy. Zaglądał do sklepików, przystawał przy witrynach. Nie szukał niczego konkretnego, ot, zabijał czas. Nic bardziej sensownego nie przychodziło mu do głowy.
Wstąpił do kafejki i zamówił kubek kawy na wynos. Barista pozdrowił go z uśmiechem i przygotował mocny napar, wręczając w gratisie zapakowane w zgrabną folijkę ciastko czekoladowe. Co prawda Evander nie przepadał za słodyczami, ale ciężko było odmówić. Nie chciał zrazić do siebie Pracownika kafejki bo jeszcze tamten będzie gotów napluć mu do następnej kawy.
Z kartonikowym kubkiem w ręku ruszył przed siebie i wrócił do bezsensownego kręcenia się po okolicy. Przy okazji pooglądał ładne kobiety, kilka razy nawet posłał rozchichotanym dziewczętom swój czarujący uśmiech. A gdy puścił oczko, jedna nawet zareagowała słodkim "Kyaaa!". Ach, dobrze było przybyć do tego miejsca, bo chociaż inne kulturowo, było ciekawe samo w sobie. Anglicy byli zbyt bezpośredni i brakowało im uroku, którym przepełnione były Azjatki.
Zatrzymał się tylko po to by spojrzeć na telefon. Niby nikt nie dzwonił, ale chciał sprawdzić pocztę by być pewnym, że nikt go nie potrzebuje.
I właśnie w tej chwili poczuł uderzenie a kubek kawy, który właśnie unosił do ust, wypadł mu z dłoni i rozlał zawartość na chodnik. Evander w pierwszym odruchu odskoczył krok w tył zdejmując wolną ręką okulary, klnąc szpetnie i marszcząc brwi. Szybko sprawdził, czy się nie ochlapał, ale wyglądało na to, że koszulę miał czystą.
Spojrzał na osobę która na niego wpadła i... była tak śliczna i urocza, że ciężko byłoby się na nią gniewać. Stojąca przed nim niewysoka dziewczyna speszyła się i przeprosiła a on wyprostował się, uśmiechnął do niej pokrzepiająco i wzruszył ramionami.
- Cóż, nie szkodzi, chociaż przyznam, że szkoda mi tej kawy. - spojrzał na plamę na chodniku - Wszystko w porządku? Nie oblałem cię przypadkiem? - zapytał, przenosząc wzrok na nią i bez pardonu, przyglądając się stalowymi oczami, otaksował ją od stóp po głowę.
Spodobała mu się od razu. Nie należał do specjalnie wybrednych mężczyzn, ale miał swój konkretny typ kobiet, który doprowadzał go do szaleństwa ilekroć spotykał taką na swojej drodze. Uwielbiał bowiem młodziutkie, niewinne dziewczęta, rumieniące się na każdy komplement. A ta stojąca przed nim... o bogowie, miała dwukolorowe oczy!
Mężczyzna poczuł się niemalże zobligowany do tego, by zaprosić ją na kawę. Choćby po to by dłużej popatrzeć w jej przepiękne oczy.
- Strata stratą, ale może dałabyś się zaprosić na kawę? Swoją wylałem a naprawdę potrzebuję dziś kofeiny. - uśmiechnął się do niej zachęcająco - Może być też herbata, jak wolisz. - dodał szybko - Jestem Evander Blackburn, miło poznać, niezależnie od okoliczności. - wyciągnął dłoń w oczekiwaniu na jej rękę.


avatar





Evander Blackburn
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Evander Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Goździk on 24/7/2018, 09:11
Stada dzieciaków przychodzących pooglądać zwierzaki hodowane w niewoli bywały męczące po dłuższym czasie. Sporo z nich wiedziało jak się zachować, stosowali się do wszelkich nakazów i zakazów, co w sumie i lepiej, bo nikt nie musiał nikogo wyciągać z sadzawki krokodyli, ale wciąż były to tylko dzieci i hałasowały okrutnie. Zdarzało się im wydawać taki jazgot, że głowa bolała, więc każda chwila, w której mogła od tego uciec, była zbawieniem i dostaniem się do raju na ziemi. Była w takim wieku, że sama powinna mieć już małe stadko krzykaczy, ale z drugiej wątpiła w znalezienie kogoś i wierzyła już tylko w zostanie starą panną ze stadkiem papug. Dwie już miała, w szukaniu atencji były równie dobre jak dzieci. I były tak samo głupiutkie, głośne i rozrabiały. Jedyna różnica, że samotnej matce łatwiej jest wychować parę pierzastych potomków dinozaurów.
Przy tak regularnym trybie życia, każda zmiana była dla niej bardzo zauważalnym zaburzeniem ładu świata. Większość dni wyglądało tak samo - dom, praca, dom, joga, trochę czasu dla siebie, sen i powtórka od nowa. Na szczęście często pracowała w trybie sześciogodzinnym, w weekendy zwykle siedziała osiem godzin, wszystko zależało od ilości zwiedzających, których w tygodniu było znacznie mniej. Ale w wakacje przybywało dzieciaków i studentów, a to znowu oznaczało więcej roboty. Lubiła swoje zajęcia, nawet jeśli musiała widywać ludzi, rozmawiać z nimi. Mogła znaleźć sobie pracę zdalną, ale wtedy świat by jej już na zewnątrz domu nie ujrzał, bo nawet zakupy zamawiałaby pewnie przez sieć z dostawą prosto pod drzwi. To był zresztą jeden z powodów, dla których nie została pisarką, co chodziło za nią jeszcze w liceum. W sumie kto wie czy nie byłaby teraz dziwnoludkiem jeszcze bardziej nieumiejącym w stosunki międzyludzkie...
Odskoczyła zaraz po wpadnięciu na mężczyznę, cudem tylko unikając poplamienia sukienki kawą. Lubiła ją, więc na szczęście nie musiała bardzo szybko robić w tył zwrotu i ratować materiał przed śladami po ciemnej cieczy. I przynajmniej nie była to stuprocentowo jej wina, bo i nieznajomy trzymał telefon, ha! Słysząc jego odpowiedź uśmiechnęła się niepewnie i nieśmiało, pokiwała głową na pierwsze pytanie i zaraz pokręciła na drugie, zmuszając włosy do radosnego tańca. Zaraz też lekko nerwowo wsunęła kosmyki po lewej stronie za ucho i pospiesznie schowała telefon do torebki, żeby nie kusić losu i nie wpaść znowu na kogoś, tym razem choćby tyłem, jakby miała zacząć uciekać. Z początku nawet myślała, że będzie to konieczne, a wysoki pan będzie zły, że zmarnowała jego pieniądze, czas i naraziła jego zdrowie. Cała Goździk. Wszystko potrafiła psuć.
Jeśli chce pan towarzystwa takiej niezdary jak ja... – wymamrotała, szukając w głowie jakiejś wymówki, ale żadnej nie znalazła. I to nie tak, że z jakiegoś powodu go nie lubiła i nie chciała go widzieć, ale bała się obcych ludzi. Nawet jak się przedstawili. – Hakuryū Kahori – przedstawiła się, podając mu rękę. Teraz dopiero zauważyła, że ma zimne palce mimo temperatury panującej dookoła. Tylko mieć nadzieję, że pan Blackburn nie zauważy. – I naprawdę bardzo, bardzo przepraszam za swoją gapowatość.
avatar





Goździk
Pracownica oceanarium
GODNOŚĆ :
Kahori Hakuryū


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Verity on 3/8/2018, 13:23
Trochę była sceptyczna do inicjatywy, w której przyszło jej wziąć udział. No dobra, może nie co do samego pomysłu, ale bardziej odnośnie własnego w nim udziału. Jakże tu jednak odmówić, skoro cel szczytny, a przyjaciele proszą? Nie da się odmówić kilkunastu parom dziecięcych oczu wpatrzonych błagalnie w "siostrzyczkę". Przecież była kiedyś na ich miejscu i doskonale pamiętała, jak wiele znaczą wtedy nawet najdrobniejsze gesty przywiązania.
Propozycja wyszła od kogoś z dochodzących wolontariuszy; Verity pamiętała niektórych z nich, w końcu nie mieli wiele więcej lat od niej. Niektórzy pojawiali się w miejskim Domu Dziecka raz za czas, inni przychodzili niemal codziennie, by pomóc opiekunom. Dla osieroconej dzieciarni byli jak starsze rodzeństwo i stanowili pierwszą linię ratunku w przypadku kłopotów z zadaniami domowymi, pomniejszych sporów czy po prosty nudy. Tym razem zaś wpadli na pomysł, by zrobić coś jeszcze większego; wydawał się on nieco szalony, a z drugiej strony nie dało mu się odmówić pewnego sensu. Greenwood przecież sama była przykładem osoby, której się w ten sposób poszczęściło - czystym przypadkiem znalazł się ktoś, kto usłyszał o potrzebujących dzieciakach i postanowił jednego z nich przygarnąć. Ona miała pomoc ze strony miejscowych władz, a o maluchach nie usłyszał nikt. Uważała to za ogromną niesprawiedliwość, no ale z drugiej strony trudno zaczepiać obcych ludzi na ulicy i proponować im dzieci...
I dlatego to było właśnie to, co dzisiejszego dnia robili. Ktoś uzdolniony w dziedzinie grafiki komputerowej zaprojektował ładne, kolorowe ulotki, kto inny przygotował kilka słów na temat Domu Dziecka i sposobów, na które można mu pomóc. Nie chodziło przecież tylko o to, aby szukać nowych domów dla podopiecznych; to oczywiście najważniejsze, jednak nikt nie spodziewał się takiego cudu, by nagle znalazły się całe tuziny rodzin zastępczych. Była więc także propozycja wsparcia materialnego czy wolontariatu. Większość wolnych tego dnia wolontariuszy, kilkoro starszych dzieciaków i nieliczni dawni wychowankowie rozeszli się po całym Centrum uzbrojeni w całe naręcza kolorowych papierków i rozbrajające uśmiechy. Verity znalazła się przy głównej ulicy, co było niezłym sprawdzianem dla jej zdolności społecznych. Musiała jednak przyznać, że radziła sobie całkiem nieźle; starała się nie zaczepiać osób, które wyraźnie gdzieś się spieszyły lub unikały jej wzrokiem, zapewne sądząc, że próbuje im wcisnąć wymianę drzwi w promocyjnej cenie czy inne mało atrakcyjne oferty.
W którymś momencie jej wzrok padł na rozmawiającą nieopodal parę - idealny materiał do działania. Takich, co stoją w miejscu, łatwiej złapać. Podeszła więc do nich od boku, przystając w odpowiednio neutralnej odległości. Nie chciała zanadto przeszkadzać w czyimś towarzyskim spotkaniu, ale zakładała, że nie zajmie im więcej niż piętnaście sekund. Tyle winy jej chyba mogą odpuścić!
- Dzień dobry! Państwo wybaczą, że im przerwę na dosłownie momencik. Czy byliby państwo uprzejmi przyjąć ode mnie po broszurce? - Cóż, czy chcieli czy nie, wcisnęła jedną najpierw w dłoń kobiety, a kolejną podała nieznajomemu mężczyźnie. - Będę bardzo wdzięczna, jeśli zgodzą się państwo przeczytać je w wolnej chwili i jeśli sami nie będą państwo zainteresowani, przekazać je dalej. No i cóż, dziękuję i przepraszam raz jeszcze, że przeszkodziłam. - Któż mógłby się gniewać, widząc formowy uśmiech nr 20 i lekko zakłopotany wyraz twarzy Greenwood. Tak czy inaczej swoje skończyła, a jeśli owi obcy ludzie nie zamierzali na nią krzyczeć ani zadawać pytań, mogła się w tym momencie ulotnić do dalszej pracy.

[zt]


Ostatnio zmieniony przez Verity dnia 27/8/2018, 22:34, w całości zmieniany 1 raz


avatar





Verity
Student
GODNOŚĆ :
Daisy Verity Greenwood


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Evander Blackburn on 8/8/2018, 13:12
Ostatnimi czasy wszystkie kobiety z jakimi miał do czynienia Evander, były nieśmiałe i przez to przeurocze! Mężczyzna nie miał konkretnego typu dziewczyn z jakimi lubił spędzać czas, ale musiał przyznać sam przed sobą, że te zarumienione, uciekające wzrokiem cnotki były wyjątkowe.
Dziewczyna speszyła się i początkowo nie odezwała. Za to jej ruchy głową służyły za odpowiedź, piękną odpowiedź bo wprawiły w ruch burzę jej włosów. Zawiesił wzrok na poruszających się kosmykach i przez chwilę wyglądał, jakby się zaciął, ale kiedy w końcu się odezwała, posłał jej miły uśmiech.
Stracił swoją kawę, ale ślicznotka zgodziła się spędzić z nim czas. I zrobiła to w tak rozkoszny sposób, że tylko głupi porzuciłby plany. Zaśmiał się lekko, chcąc rozładować atmosferę.
- Oczywiście, że chcę. - powiedział szczerze - Dobrze jest łączyć ze sobą ulubione rzeczy, a ja wyjątkowo lubię kawę i towarzystwo pięknych kobiet. - dodał - I proszę mówić mi po imieniu, wystarczy, że w pracy wszyscy tytułują mnie 'panem'. - posłał jej miły uśmiech.
Podała mu dłoń, ujął ją i uniósł do ust. Złożył na wierzchu delikatny pocałunek, patrząc jej przy tym w oczy po czym opuścił rękę i puścił jej. Nie skomentował tego, że jej dłoń była zaskakująco chłodna. Może się zestresowała? Nie znał jej. Może to, że wpadła na niego na ulicy było dla niej niesamowicie stresujące, mimo, że bez problemu jej wybaczył.
- Bardzo ładne imię! - skomentował - Czy nie tak nazywa się przypadkiem różowy, mały ale niesamowicie urokliwy kwiat? - zapytał patrząc w jej ciekawe oczy. Mieszkając w miejscu, gdzie język japoński był językiem wiodącym, musiał go znać, dlatego też szybko skojarzył fakty. Mógł się oczywiście mylić, nie znał się na kwiatach aż tak dobrze, by trafić w punkt, ale wierzył, że w razie pomyłki dziewczyna go poprawi.
- Nic się nie stało, naprawdę! - zaśmiał się - Może zabrzmi to dziwnie, ale w sumie cieszę się, że wylałaś mi kawę. Dzięki temu mogę wypić drugą... z tobą. - wzruszył ramionami.
W tej chwili podeszła do nich dziewczyna. Miała zielone, długie włosy, przez co zwracała na siebie uwagę nawet na ulicach centrum japońskiej metropolii. Przeniósł na nią wzrok i skupił się na jej słowach.
Wcisnęła im po broszurce. Evander nie miał pojęcia o co chodzi ale przyjął papierek. Spojrzał na papier, obejrzał go szybko z każdej strony i bez wczytywania się w treść, złożył ulotkę na kilka części i schował ją w kieszeń spodni. Później poczyta, teraz ma lepsze rzeczy do roboty.
- Proszę bardzo. - powiedział obojętnym tonem kiedy zielonowłosa podziękowała i pożegnała ich, zostawiając parę w spokoju. Odczekał aż odejdzie po czym ponownie spojrzał na Kahori. Skoro już zgodziła się na wspólną kawę, należało to wykorzystać. Wyciągnął ku niej ramię by je chwyciła, jeśli oczywiście miała na to ochotę. Jeśli nie, mogła po prostu iść obok.
- To jak? Wspólna kawa? Znam świetną kawiarnię, jest niedaleko. Zapraszam. - powiedział miło i jeśli nie miała nic przeciwko, Evander poprowadził ją do miejsca o którym wspomniał.


avatar





Evander Blackburn
Naukowiec
GODNOŚĆ :
Evander Blackburn


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Goździk on 11/9/2018, 14:08
Kahori zdecydowanie nie nadawała się do spotkań towarzyskich, tym bardziej jeśli nie znała swojego rozmówcy tak z parę dłuższych miesięcy. Albo lat. Jeszcze z młodszymi osobami jakoś szło, nawet z rówieśnikami mniej więcej się dogadywała, ale przy innych dostawała paniki, której nawet leki czasem nie utrzymywały w jednym miejscu. Jeszcze do tego natura obdarzyła ją elementem twarzy wyjątkowo mocno rzucającym się w oczy. Oj, ile to razy policjanci i wojskowi jej nie zaczepiali o okazanie przepustki! Czasem nawet pracujący dla S.SPEC znajomi żartowali z niej w ten sposób, a ona zawsze się łapała w ich śmieszki, pośpiesznie wyciągając rękę z przedmiotem, na którym zakodowano całe jej życie. Nigdy nikt nie miał wątpliwości co do jej człowieczeństwa, choć jej pochodzenie nie było do końca znane. Została podrzucona do sierocińca i adoptowana w na tyle młodym wieku, że nawet nie miała o tym pojęcia. I na szczęście jako tako wpasowała się swoją drobną osóbką w rodzinę, więc nie pytała nigdy czemu się różni. W większości pasowała na azjatycką mieszkankę M3, to wystarczało. I raczej nie zanosiło się, by w najbliższym czasie próbowała się doszukać prawdy, bo nikomu nie spieszyło się do oświecania jej.
Uśmiechnęła się pewniej, choć w dalszym ciągu nieśmiało. Kontakt fizyczny z kimś, na kogo wpadła i kogo znała pięć minut nie był przyjemny dla jej introwertycznej duszy, ale musiała jakoś wytrwać. W końcu ponoć terapia szokowa najlepiej przeganiała lęki, a Evander nie wydawał się być jakimś chochlikiem chcącym ją pogryźć w ciemnym zaułku. Czasem słyszała w wiadomościach o dziwnych wypadkach i atakach w Mieście, obawiała się spotkać na swojej drodze jakiegoś rebelianckiego bandytę albo istotę zza Muru. Jeszcze w starciu z bliska miała szansę się obronić, ale jej sztuka walki nie miała szans z karabinem. Do tego mógłby ją zeżreć stres i panika, bo do tej pory nie walczyła nigdzie poza zawodami i treningami, nikogo nie kopnęła z zamiarem połamania kości, uszkodzenia czy ogólnie w samoobronie. Ufała zresztą Władzom, że nie dopuszczą do tego, by coś stało się z obywatelami, od tego przecież byli.
Uhm... Tak. Mama jakimś cudem postanowiła połączyć białego smoka z małymi, różowymi kwiatkami – zaśmiała się cicho w odpowiedzi. Zawsze uważała, że połączenie te nie wyszło wcale tak źle. Bywały osoby z tak okropnymi imionami jakby rodzice naprawdę chcieli się ich pozbyć albo zostać pozwanymi do sądu, kiedy już biedak osiągnie odpowiedni do samodzielności wiek. Sama Goździk oparła na swoim imieniu wszystkie nicki na internetowych portalach i grach, choć wolała wybrać kwiatka czerwonego zamiast różowego. Różowy jakoś jej nie pasował z wyglądu.
Miała już o coś zapytać, ale usłyszała obok jakiś głosik obok siebie. Kolorowe ślepia zwróciły się na wolontariuszkę, która chyba w tłumie czuła się równie nieswojo co ona sama. Jak mogłaby nie pomóc bratniej duszy? Wzięła ulotkę obdarzając dziewczynę ciepłym uśmiechem, dziękując jej i skłaniając się lekko. Zawsze brała broszurki i inne kolorowe pierdółki wciskane przez uczniów i studentów próbujących dorobić, więc nie zamierzała robić wyjątku w przypadku dziewczyny, która robiła to w jakimś celu i raczej nie dla kasy. Wcisnęła ją do torebki, zamierzając potem obadać wzrokiem i może nawet wspomóc jakiś szczytny cel. Chyba, że to kolejne zaproszenie na kurs lepienia garnków z gliny albo szydełkowania. Wtedy raczej niekoniecznie byłaby zainteresowana.
Taaak! – "zakrzyknęła" z entuzjazmem. W kawiarni raczej nie odgryzie jej głowy, a może pozna go bliżej i się okaże, że w sumie to mogliby być całkiem niezłymi znajomymi.

[z/t x2]


avatar





Goździk
Pracownica oceanarium
GODNOŚĆ :
Kahori Hakuryū


Powrót do góry Go down


Re: Główna ulica

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry

- Similar topics