Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

Re: 533    Pisanie by Arthur on Pon Lip 24, 2017 1:31 am
Może nie był typem człowieka przynoszącego radość każdemu dookoła, a można nawet powiedzieć, iż swoim zachowaniem częściej kogoś irytował niż sprawiał przyjemność, ale jednak potrafił, jeśli już trochę się wysilił. Wszystko też zależało od jego nastroju, a ten nie był w tym momencie najgorszy. W końcu tak martwił się, że zostanie przekopany przez pół podziemi, a ostatecznie nawet otrzymał zaszczyt wstępu do pokoju anielicy i pomocy jej. Mógł się przynajmniej trochę zrehabilitować za wcześniejsze warczenie. No i byli psią rodzinką, musieli chociaż udawać, że się znoszą, a lepiej przecież było naprawdę się znosić niż udawać. I Arth nie tolerował chorób. Nie przepadał za lekarzami, nie życzył nikomu do nich trafiać. Nawet najgorszego wroga by nie posłał do medyka i to nie z obaw, że mógłby zostać wyleczony. Osoby w białych kitlach po prostu bardzo źle mu się kojarzyły. Z klatką, eksperymentami, psychicznym bólem, który był jeszcze gorszy od fizycznego, którego przecież odczuwać nie mógł. I z widokiem siostry traktowanej równie źle co jego. To było chyba najgorszym doświadczeniem z chwil bycia laboratoryjnym szczurem.
- Przyjemność po mojej stronie - ukłonił się głęboko niczym aktor na koniec przedstawienia, kiedy widownia szaleje z brawami, powstrzymując łzy i żałując, że występ właśnie dobiegł końca. Zaraz jednak przyklęknął obok materaca chorej, zauważając jej problemy ze świeżo odzyskanym przyborem. Wyciągnął do niej lewą dłoń z lekkim uśmiechem.
- Pozwól, że pomogę - powiedział łagodnym tonem, już zupełnie innym niż wcześniejszy detektyw. Nie chciał, żeby się męczyła i traciła tak potrzebne jej w tym momencie siły. Jeśli musiała ogarnąć włosy w tej chwili, to wolał się tym zająć, pozwalając Terrierce na zebranie więcej sił do walki z wrednym wirusem.
Kiedy już otrzymał szczotkę, ostrożnie zaczął czesać kobietę, wybierając po parę pasm i starając się za żadno nie pociągnąć zbyt mocno. Dzielił je na pół, najpierw szczotkując od połowy w dół, a potem od nasady do połowy i w całości. Jak na razie z doświadczenia na sobie wiedział, że tak jest wygodnie i najmniej boleśnie, jeśli trafi się na splątane włosy. Lepszego sposobu póki co jeszcze nie znalazł, ale nawet go nie szukał.
- Więc byłaś u Jeka - zaczął cicho, skupiając się na jasnych włosach anielicy. Jedyni lekarze, jakich nie darzył nienawiścią, to ci z DOGS. Choć nadal zaufanie miał do nich ograniczone, to jednak nie rzucał się z kopniakami, kiedy próbowali mu wbić igłę czy chociaż zmierzyć temperaturę. To był dobry przykład tolerowania kogoś, bo był rodzinką. - Wszystko u niego ok?

_________________

Japoński | Włoski



.         We fight and die together as we head for the valley of death,
.         Destiny calls, we’ll n o t . s u r r e n d e r or fail.

.         As a unit we stand and united we fall,
.         As one fighting together.

Dziękuję, Skoczku!



Arthur
-----------
Ratlerek     Opętany

avatar

Liczba postów : 511
GODNOŚĆ : Arturo Claudio Adrich. Arthur.

Powrót do góry Go down

Re: 533    Pisanie by Rebekah on Pon Lip 24, 2017 12:38 pm
Warknęła z irytacją, szczerząc zęby jak pies na kota. Szarpnięcie szczotką zamiast zamierzonego efektu wywołało tylko kolejną falę bólu, od którego przez moment zrobiło jej się słabo. Mruganiem przegnała mroczki zachodzące jej pole widzenia i westchnęła ciężko, ubolewając nad własną niemocą. Wyglądało na to, że jednak pokonają ją własne włosy. Pomyśleć, że kiedy ostatnio radzono jej ścięcie ich do wysokości ramienia, wyśmiała pomysłodawcę od góry do dołu. Tyle czasu zapuszczania miałaby odpuścić w kilka sekund? Wystarczyłyby trzy, cztery ruchy nożyczkami, by długie lata hodowania imponującej fryzury poszły się kochać za najbliższym krzakiem. I po co? Żeby udowodnić, że pokona ją byle grypa?
Nie ma mowy.
Ratunek nadszedł z najmniej oczekiwanej strony.
- O Boże, tak, pomóż - jęknęła zbolałym tonem, bez oporu oddając szczotkę w ręce Adricha. Mając wolne obie dłonie, przejechała nimi po twarzy i przetarła odrobinę zaczerwienione ze zmęczenia oczy. Oddając dowodzenie w ręce Ratlerka przynajmniej mogła nieco odpocząć, co jak by nie było zalecił jej lekarz. Zakład z Bernardynem był jak najbardziej aktualny, więc siłą rzeczy musiała stosować się do jego rad.
- Byłam - przytaknęła. Cóż za zgodność umysłów, aż pomyśleli o tej samej osobie w tym samym czasie. - Chyba w porządku, chociaż akurat mi się nie zwierza. Był dokładnie taki sam, jak zawsze. - Gdyby był inny, pewnie i tak by nie zauważyła. Widywali się raz na ruski rok i nigdy nie byli ze sobą szczególnie blisko. Nawet jej wizyta była całkiem przypadkowa - po prostu potrzebowała medyka w trybie pilnym, a pokój Jekylla znajdował się względnie najbliżej jej własnego. W tamtym stanie zapewne nigdzie dalej by się nie doczołgała i zdechłaby pośrodku podziemnego korytarza.
- Nawet mamy taki trochę zakład - ciągnęła, sama nie wiedząc czemu w ogóle o czymkolwiek opowiada. Może miała potrzebę mówienia, a może po prostu z Arthurem się całkiem miło rozmawiało. - Obiecał, że wyzdrowieję w trzy dni. Dzisiaj jest pierwszy. Zobaczymy, jak to będzie.
To nie tak, że nie wierzyła w wiedzę i doświadczenie Lockleara. Była sceptyczna wobec wszystkich składanych jej obietnic, szczególnie tych brzmiących optymistycznie. Może i był w stanie przeciętnego człowieka (lub nie) postawić na nogi w mniej niż pół tygodnia, ale znając szczęście panny Zimmermann z nią wcale tak łatwo nie pójdzie. Jeżeli czegoś w życiu była pewna, to prześladującego ją na każdym kroku pecha.

_________________
Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:



Rebekah
-----------
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 414
GODNOŚĆ : Rebekah Vashti Zimmermann

Powrót do góry Go down

Re: 533    Pisanie by Arthur on Sro Lip 26, 2017 3:28 am
Ścinanie długich włosów powinno być karalne. A pomysłodawców powinno palić się na stosach żywcem po wcześniejszym ogoleniu na łyso. Niektórym łatwo było powiedzieć "zetnij, będzie ci łatwiej", zwłaszcza, jeśli kudły zaczynały już żyć własnym życiem i tworzyć obcą cywilizację, będąc na etapie wynajdowania energii elektrycznej. Tacy chyba nigdy nie próbowali poświęcić na coś kilka lat i nie wiedzieli co proponują. Często długie włosy były nie tylko poświęceniem czasu, a i wygody, kiedy momentami zaczynały zmowę i plątały się wszędzie. Wciąż jednak wyglądały pięknie.
Czesanie nie zajęło mu dużo czasu, nawet jeśli korzystał z dość powolnej techniki. Mocniej przez przypadek pociągnął ją może ze dwa razy, w obu przypadkach od razu przepraszając i delikatniej rozczesując splątania. Nie chciał jej wyrywać tych cudnych, jasnych kosmyków. Zawsze podziwiał białe włosy, nawet, jeśli jego własnym nie brakowało do nich aż tak dużo. Wciąż miały tę złotawą barwę, nudzącą go co jakiś czas. Nigdy jednak nie odważył się sięgnąć po coś rozjaśniającego, bał się spalenia ich i wolał po prostu przekolorować. Miał te szczęście, że większość farb dobrze się przyjmowała, dając żywe odcienie. Gorzej było z ciemnymi kolorami - czarny kiedyś wyszedł mu jako coś na kształt zieleni, którą ciężko było nazwać żywą i ładną. Całe szczęście nie utrzymała się długo przez kąpiel w pyle Czerwonej Pustyni.
- Mm - mruknął, kończąc czesanie anielicy. Przyciągnął krzesło bliżej, położył na nim szczotkę, a sam znowu klęknął obok materaca chorej. - Muszę do nich wpaść i zapytać czy nie potrzebują uzupełnienia zapasów - dodał, kładąc dłonie na kolanach. I przede wszystkim musiał złapać Nove, żeby zrobiła mu przegląd kończyn sztuk dwie. Nigdy nie wiadomo czy jakiś kabelek nie postanowił zatańczyć kankana, śrubka nie wybrała wolności albo któryś z elementów wygiął się pod wpływem nadmiernego użytkowania. Przed jakimiś konkretniejszymi akcjami wolał posprawdzać czy wszystko jest na miejscu, jeszcze by się rozsypał po drodze albo w środku walki. Na domiar złego walnął z rozpędu w niedźwiedzia babilońskiego w napływie swojego stylu życia kamikadze i nie wiadomo czy ręka nie doznała niewykrytego jeszcze uszczerbku.
- To może lepiej się prześpij. Podobno to dobrze działa na chorych. Poza tym, Jek zwykle daje radę w tak krótkim czasie, choć brzmi to raczej dziwnie - można uznać, że nawet się trochę martwił. Ogólnie mówić nie lubił, ale gdyby klęczał jej tam jak kat nad dobrą duszą, to wcale by nie zdrowiała. Można by było nawet oczekiwać całkowicie odwrotnego efektu.
- Pogadać zawsze zdążymy. Moglibyśmy nawet zagrać w scrabble czy inne karty, jak już będziesz w stanie usiedzieć - uśmiechnął się zachęcająco. Mało kiedy proponował komukolwiek wspólne spędzanie czasu, jeszcze na takich rozrywkach. Zwykle jak już się z kimś umawiał, to kończyło się to opróżnianiem wszelkich zapasów alkoholu w okolicy. Najczęściej w barze u Boba. Który nie był z tego wielce zadowolony i wywalał delikwentów na mordy, kiedy ci zagrażali jego rezerwom. Tyle razy już to Artha spotkało, a nadal nie otrzymał zakazu wstępu.
W sumie może dlatego, że zawsze za siebie płacił.
- To jak? Chcesz odpocząć czy mam jeszcze trochę posiedzieć?
Blondyn przechylił nieco głowę na bok. Nie chciał się narzucać, ale z drugiej strony zostawiać jej w nudzie i przygnębieniu też nie miał zamiaru. Dlatego to jej zostawiał wybór. Dostosuje się.

_________________

Japoński | Włoski



.         We fight and die together as we head for the valley of death,
.         Destiny calls, we’ll n o t . s u r r e n d e r or fail.

.         As a unit we stand and united we fall,
.         As one fighting together.

Dziękuję, Skoczku!



Arthur
-----------
Ratlerek     Opętany

avatar

Liczba postów : 511
GODNOŚĆ : Arturo Claudio Adrich. Arthur.

Powrót do góry Go down

Re: 533    Pisanie by Rebekah on Sro Lip 26, 2017 8:31 pm
- Dzięki - mruknęła, kiedy wymordowany przejął fryzjerskie stery. Właściwie to mało komu ufała na tyle, żeby dać sobie grzebać we włosach. W innej sytuacji pewnie uporałaby się z nimi sama, jednak uporczywa choroba zmusiła ją do pewnego obniżenia poprzeczki. Okazało się to wcale nie takie straszne; bądź co bądź nie czuła, żeby cokolwiek z ukochanej fryzury zostało jej brutalnie wyrwane lub zniszczone. Wręcz przeciwnie, skołtunione dotąd pasma wreszcie znalazły swoje miejsce w jako-takim porządku. Musiała to Arthurowi przyznać, na czesaniu na pewno się znał.
- Ha, mógłbyś zostać fryzjerem - stwierdziła, odbierając szczotkę od swojego gościa. Tym razem odłożyła narzędzie na stoliczek obok materaca, skąd nie powinno już zaginąć. Taką przynajmniej miała nadzieję, bo rzeczy niestety miały tendencję do bycia złośliwymi i znikania z nawet najbardziej oczywistych pozycji. Uporanie się z nimi było tym trudniejsze, że w obecnym czasie rozkładała ją choroba i na dobrą sprawę nie miała siły na nic. Nawet siedzieć jej się nie do końca chciało, choć otrzymane od Jekylla miksturki nieco pomagały utrzymać się w pionie. Można było nawet nabrać przekonania, że zażywanie owych specyfików zgodnie z zaleceniami Bernardyna rzeczywiście pozwoli wrócić do zdrowia w całkiem niedługim czasie. A przecież właśnie o to chodziło, nieprawdaż?
Chociaż, z tej całej grypy zawsze były jakieś plusy. Mogła bezkarnie poleżeć w łóżku i nie brać za żadną robotę, bo i tak nie miała na to siły - a lekarz zarządził odpoczynek! I tak chyba tylko cud sprawił, że w pokoju anielicy jeszcze nie było jej podopiecznego z toną porwanych ubrań do zaszycia i toną innych pierdół, którymi musiała się zająć, gdyż on sam nie umiał. To było aż zastanawiające, że zniknął na tak długo... ale na razie nie mogła sobie tym zawracać głowy. Przyjdzie, to będzie, a póki go nie ma, schorowana Reb przynajmniej będzie miała szansę odetchnąć.
- Na pewno potrzebują. Przecież zawsze czegoś brakuje. - Uśmiechnęła się słabo. Gdziekolwiek by się nie zaplątać, zawsze ktoś miał jakieś braki w wyposażeniu - czy to Bernardyni w apteczkach, czy to Matylda w spiżarni, czy chodziło o zapasy wody pitnej, narzędzi, broni, każda ilość była zawsze potrzebna. Komukolwiek przypadłoby w udziale zajmowanie się zaopatrzeniem psiej ferajny, raczej nie mógł liczyć na urlop.
- Spanie brzmi jak dobry pomysł. Niby niedawno wstałam, ale chyba znowu mnie morzy. - Odchyliła się do tyłu, podpierając ciężar ciała na wyciągniętych za plecami rękach. - Wpadnij jeszcze kiedyś, scrabble brzmią fajnie. W karty nieszczególnie umiem, ale to można zawsze zmienić.
Posłała Adrichowi kolejny uśmiech. Nie zamierzała go w żadnym wypadku wyganiać, ale też przesiadywanie godzinami z osobą opanowaną przez lotnego wirusa nie było zbyt rozsądne i dobre dla zdrowia. Gdyby ktoś się zaraził, Jek udusiłby oboje gołymi rękami. Poczekała tylko, aż wymordowany zniknie na korytarzu i bez zwłoki padła na materac, udając zwłoki. ba-dum tss

[zt oboje]

_________________
Wskazówki dla gramatykosceptycznych:
Ponieważ widzę, że macie z tym problem :|
M: Rebekah
D: Rebeki
C: Rebece
B: Rebekę
Msc: o Rebece
N: z Rebeką
W: Rebeko
Proste? Proste c:



Rebekah
-----------
Jack Russel Terrier
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 414
GODNOŚĆ : Rebekah Vashti Zimmermann

Powrót do góry Go down

Re: 533    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 2 z 2 Previous  1, 2   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry