:: Centrala :: Historie

Go down


Your nightmare

Pisanie by Marcelina on 18/11/2016, 18:55

Marcelina napisał:Mary przyjmują formę przerośniętych kotów. Pojawiły się po odprawieniu rytuału do zapomnianego już Boga trwogi i zemsty, przedstawianego jako czarnego jaguara o czarnej niczym smoła sierści, obecnie demona - Aragota, syna babilońskiej bogini Isztar. Wtedy właśnie światło dzienne ujrzały mary i pokryły go, pożarły wręcz. Pomogły Marcelinie uciec z placówki s.spec, gdzie zaznała wielu cierpień i poniżenia; zabijały wszystkich po drodze, pozostawiając za sobą chłód, ciemność i strach.
Pojawiają się kiedy chcą i zazwyczaj są widoczne tylko dla niej - no chyba, że ta znajdzie się w niebezpieczeństwie - wtedy materializują się na jakiś czas i atakują przeciwników na jej rozkaz. Każda z mar posiada własne imię, tonację głosu i charakter. Dike, Haron, Nemezis, Fuma, Anhedonia, Astarte i Terakota. Przybierają postacie czarnych panter. Noszona przez Marcelinę beansoletka z ośmioma fazami księżyca jest z nimi ściśle związana - każde oczko bowiem odpowiada jednej marze. Ósma faza - symbolizujące nów księżyca - należy do samego Aragota, dla którego - antagonistycznie do wilkołaków - brak księżyca na niebie jest porą łowów.

Dike
Wspaniała, wdzięczna piękność o jasnych włosach, niebiańskich oczach i boskiej cerze, nieskalanej żadną zmarszczką, smugą czy innym wychyłem skóry tak bardzo charakterystyczny dla zwykłych istot ludzkich. Ona uważała się za najcudowniejszą i najwspanialszą istotę, dumnie kroczącą i powabnie po ziemskim świecie, do którego tak bardzo nie pasowała. Piękne, zawsze idealne ciało, niesamowity umysł, głos niczym skowronek, wciąż ujawniające się jej nowe, niezwykłe umiejętności. W czasie trwania edukacji to ona górowała nad innymi; nie przeszkadzała jej nawet ta samotność, która dotknęła ją już za czasów mówiącego dziecka. Wszystkich traktowała jak istoty słabsze, głupsze, gorsze od siebie; adoratorów spławiała czując, że żaden w jej kręgu nie zasługuje na tak wspaniałą personę jak ona.  
W pewnym momencie jej nienasycona ambicja zaczęła dawać się we znaki jej samej. Kobieta poczęła wierzyć, że nie jest zwykłą, ludzką istotą, a czymś znacznie więcej, ha! Coś, co można porównać dopiero do... Boga. Chciała rządzić, władać, decydować, dominować... wymierzać sprawiedliwość. Bez problemu udało jej się zostać jednym z najlepszych prokuratorów, niedługo później zasiadała z dumnie uniesioną głową na miejscu największej sprawiedliwości - sędzi najwyższego. Nie wystarczało jej to jednak: pragnęła stać się dyktatorem samych dyktatorów. To również osiągnęła, na tle łapówek, morderstw, zastraszenia i, rzecz jasna, korzystając na początku ze swych kobiecych atrybucji; znajomości w najznakomitszych gronach oraz bardzo dobrego pochodzenia - mogła pochwalić się rodzicami o niesamowicie wysokiej pozycji społecznej. To również przestało jej wystarczać; pragnęła zostać kimś, kto zapomniał już dawno o ludziach i po prostu odszedł.
Bogiem.
Nie widziała innej drogi niż sięgnięcie do ksiąg zakazanych. Dowiedziała się o zapomnianym już Bogu zemsty i sprawiedliwości - Aragocie, który pozbawiony modłów kierowanych do niego, miejsca w myślach wiernych oraz składanych ofiar stał się zwykłym, acz bardzo potężnym demonem, któy egzystencję swą mógł kontynuować tylko dzięki duszom, którym oferował cząstkę swojej niewiarygodnej potęgi. Ludzkość nie dowiedziała się o tym bóstwie zbyt wiele, dlatego informacje zamknięte w księdze również były szczątkowe. Kobieta była jednak gotowa zaprzedać swą duszę demonowi, czując, że jest coraz bliżej do wyznaczonego sobie celu.
Udało jej się to. Historia okazała się prawdą - w zamian za całą swą duszę kobieta otrzymała wszechpotężność, wszechwiedzę i nieśmiertelność. Warunkiem jej życia zaś był kategoryczny brak odczuwania miłości - nie mogła się zakochać z wzajemnością, gdyż w przeciwnym razie umrze, a jej dusza zaś na zawsze pozostanie pod władaniem Aragota. Łatwizna - rzekną niektórzy, który chociażby spojrzeli na nią bądź poznali ją bliżej.
Stało się jednak inaczej... kobieta zakochała się, jej serce, dotąd zimne niczym lód zawrzało, niczym wulkan. Pokochała Aragota. Bożek wydawał się jej idealny, spełniający wszystkie wymagania - i nie bała się do tego przyznać, wiedziała przecież, że jej dusza trafi w końcu pod jego skrzydła. Tak się też stało - demon odwzajemnił jej uczucie. Przyjęła więc imię Dike i została jego kochanką - paradoksalnie odnajdując w swojej własnej śmierci szczęście.

Astarte
Bycie naukowcem do łatwych wcale nie należy - ciągła bieganina, szybkie posiłki, białe i ciągle brudzące się ubrania - a przecież w tak poważnej i odpowiedzialnej robocie trzeba wyglądać zawsze schludnie, elegancko i reprezentacyjnie.
Kashia doskonale jednak odnajdywała się w tych klimatach. Ognistowłosa wyróżniała się na tle całej kadry, była najlepsza: reszta załogi mogła tylko podziwiać i zazdrościć jej pozycji na oddziale A-1. Był to najważniejszy oddział ze wszystkich istniejących w rosyjskiej placówce badawczo-wojskowej. Był to już wiek XXI, kiedy między Rosją a Ameryką konflikt, trwający latami, w końcu przeistoczył się w coś znacznie poważniejszego niż tylko słowne potyczki. Rosjanie postanowili zagrać nieczysto i zrzucić na Amerykę najgorszą z istniejących bomb - biologiczną. Niosła ona ze sobą śmiertelny, inteligentny wirus, stworzony w taki sposób, by zdołał wytępić 3/4 amerykańskiej populacji i po prostu zniknąć, nie atakując pozostałego świata, a przy okazji nie dać się zanalizować.
Wirus powodował zdziczenie organizmu. Ludzie zamieniali się w żywe zombie, a przez ugryzienie bądź zadrapanie rozprzestrzeniali go, umierając po kilku tygodniach. Zmodyfikowany genetycznie wirus powodował szybką śmierć zarażonego, ten padał w kilkusekundowych konwulsjach - jego serce po prostu pękało. Z każdym ugryzieniem wirus ten stawał się coraz słabszy, przez co wiadome było, kiedy ugryzienia staną się niegroźne - w ten sposób Rosjanie nie będą mieć na sumieniu całego świata zatopionego w pandemii, a jedynie teren najgorszego wroga. Polityka.
To był rok 2046. Ostatnie dni nad ściśle tajnym projektem, nad którym czuwał najbardziej zaufany, zdzisiesiątkowany do kilku osób oddział Kashi. - Kashia, jak tam? Wszystko zabezpieczone? - Jak najbardziej, sprawdzam jeszcze sektor dzies...
Jedna chwila, jeden moment.
- Robert, co tak tłucze się za tymi drzwiami?
Nieuwaga? ludzka niedoskonałość?
- Rob...ert?! - krzyk, odgłosy tłuczenia szkła. Dziwny, nieludzki bulgot. - Maria?
Kashia natychmiast opuściła zabezpieczony sektor dziesiąty, kierując się do chłodnych, stalowych, doskonale zabezpieczonych drzwi. W takich placówkach nie było miejsca na gorsze bądź nie-do-końca idealne zabezpieczenia, alarmy czy broń. Kolejne pomieszczenie okazało się chłodnią - panował w niej półmrok, sztuczne neony oświetlały jedynie podłogę, zimno powoli doskwierało dość letnio ubranej pani naukowiec. Pospiesznie wpisała kod, starając się usłyszeć w telefonie coś jeszcze prócz nieskończonego szumu i warkotu. Serce biło jej jak oszalałe. Tutaj musiało się coś stać.
Wybiegła z pomieszczenia, jej biały fartuch zgrabnie falował w rytm ruchu jej zgrabnych nóg. W pewnym momencie zatrzymała się nagle; osunęła się na ziemię, a jej oczy rozszerzyły się, usta otworzyły od niemego krzyku. Widok niesamowicie obrzydliwy, którego natychmiast chciała wymazać z pamięci. Na ścianie po prawej stronie dostrzegła nagły ruch, przykuwając jej uwagę. Zaraz potem pojawiło się... coś. Coś w ubraniu jej współpracownika, Jamesa. Lecz to, co nosiło uniform, przypominało teraz tylko zdeformowanego potwora, wydającego z siebie te same bulgoty, które usłyszała podczas rozmowy z Marią. Z jego ust ciekła zielone, gęsta ślina. To coś dostrzegło Kashie... ruszyło na nią, chwiejąc się na boki i wymachując wściekle rękami zakończonymi ostrymi, haczykowatymi, pożółkłymi szponami.
- KREW, WSZĘDZIE KREW! - krzyczała do telefonu, zamykając się ponownie w chłodni. Jej głos łamał się, ta jednak nie miała zamiaru pozwolić emocjom nadal panować nad jej ciałem i umysłem. Była perfekcjonistką i zdecydowanie silną osobą, spadała zawsze na cztery łapy, zaś płacz był przecież dla słabych... - Nie wiem, co się stało. Wróciłam do chłodni, i... - ciche, stanowcze chrząknięcie, umilkła więc. Wsłuchała się w miarowy, wyprany z emocji głos. - ...tak będzie lepiej, Kashia. - jej ręka zadrżała, lecz jej ciało pozostało w bezruchu, twarz nie zdradziła żadnej emocji. - Nie wychodź z chłodni. Budynek musi zostać zdetonowany - przez niedopatrzenie załogi wirus rozprzestrzenił się na cały Wasz oddział. Zapewne i ty jesteś zarażona - przykro mi, nie możemy ryzykować. - nie zdążyła nic odpowiedzieć. - Byłaś wspaniałym naukowcem. Nikt o Tobie nie zapomni. - Z jej telefonu wydobywał się teraz miarowy sygnał przerwanego połączenia.
Uderzyła kilkakrotnie telefonem o ścianę. Delikatna obudowa sprzętu rozpadła się na drobne kawałki, teraz resztki zwisały tylko bez ładu na twardym kablu. Kashia klnęła głośno. - Tyle dla Was zrobiłam! - krzyknęła, rozkładając ręce i patrząc w górę, szukając wzrokiem kamer. - Tyle zmarnowanych godzin, nadgodzin, brak urlopu, brak normalnego jedzenia, dnia, szczęścia, ŻYCIA! To dla Was zrezygnowałam z najwiekszych dóbr tego parszywego świata, dla tej placówki wyciszyłam własny zegar biologiczny. Skurwysyny! - dodała, dysząc ciężko. Przetarła czoło, teraz świecące się od lepkiego potu; usłyszała alarm, głośny i wyjący, irytujący; pomieszczenia pokryły się migającą czerwienią, jej dni właśnie zostały policzone przez ludzi, dla których pracowała dniami i nocami, wyrzekając się wszystkiego.
Nawet siebie.
Zniknęła między regałami. Niczym w dziwnym transie, amoku broniącego się umysłu kobieta sunęła przed siebie, strącając po drodze latarki, baterie, fiolki i księgi. W pewnym momencie potknęła się o własne stopy i upadła, ściągając na siebie cały ciężki regał. Z jękiem rezygnacji przyjęła na swoje plecy bolesne ciosy grubych, skórzanych ksiąg. Jedna z nich otwarła się przed nią, prezentując na pożółkłych kartkach z przypalonymi rogami naszkicowany obraz faz księżyca. Krótki rozdział dotyczył starego, martwego Boga zemsty i sprawiedliwości. Dotknęła opuszkami palców zarysu kociej, ciemnej postaci. Zapachniało wilczą jagodą, jej dłoń zrobiła się zimna. Przed oczami zapadła ciemność; tylko nie spuszczające z licy kobiety para ślepi; kilka sekund, które dla niej były wiecznością. Niemal zachłysnęła się powietrzem. Wiedziała, czego teraz pragnie.
Zemsty.

Haron
Kimże jest człowiek, który wierzy jedynie w czystą biel i aksamitną czerń tego świata? Który ufa bezgranicznie ludziom, wierzy w ich dobroć, bezinteresowność i czyste intencje?
Głupcem.
Tybius za życia był najmłodszym z trójki synów jednego z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w mieście zwane Jantar. Najstarszy z nich wyjechał jednak na inny kontynent, nie podając konkretnych powodów opuszczania rodzinnych stron i całkowitego zrzeknięcia się pokaźnej części majątku. Ślad i słuch po nim zaginął, był niczym zapomniany głaz, który utonął w głębokiej, niepoznanej i mętnej wodzie.
Chłopak ten był człowiekiem niezwykle ufnym, wręcz naiwnym i momentami infantylnym. Nazywał siebie pacyfistą; był wierny ideom spokoju i rozwagi, z daleka trzymając od siebie kłopoty. Wiódł spokojne, dostatnie życie wraz ze starszym o cztery lata bratem i wpływowym ojcem, którego uważał za wspaniały, acz surowy autorytet. Obydwie persony były dla chłopaka idolami; mieszanką różnorodnych, acz najlepszych cech. Żyjąc w obłudzie, nie dostrzegał jednak ich prawdziwych oblicz, drugich twarzy. Ojciec, członek Zakonu Illuminatów był bardzo rozpoznawany w świecie czarnych, szemranych interesów - zamordował swą żonę bez mrugnięcia okiem na rozkazu Zakonu, który chciał sprawdzić, czy człowiek ten będzie zdolny do największych poświęceń dla organizacji.
Nastał dzień, w którym Tybius kończył osiemnaście lat. Stawał się więc dorosły, a więc zdolny do poznania tajemnicy oraz wstąpienia do organizacji. To właśnie wtedy ojciec podjął próbę wprowadzenia go do ciemnego świata pełnego obłudy i manipulacji - był przekonany, że z chłopakiem nie będzie problemu; podobnie jak ze starszym synem, który ujrzawszy wizję władzy absolutnej i wiedzy z ogromną chęcią stał się członkiem zakonu. Bał się jednak odmiennej reakcji; niczym najstarszy brat Tybiusa, który dowiedziawszy się prawdy, uciekł. Słuch o nim zaginął - w tym złym świecie wszyscy wiedzą jednak, że człowiek od tak nie znika, nie rozpływa się tak po prostu, bez ingerencji osób bądź zdarzeń trzecich. Plotki mówią, że
Kairos, poznawszy prawdę, zapadł w depresję. Wiedział jednak, w jak tragicznej sytuacji się znajduje. Z pozoru dwa wyjścia wydawały się dla niego abstrakcją. Nie miał zamiaru wkraczać w mroczny świat spisku, nie chciał też jednak umierać - pragnął żyć, być szczęśliwym. Przypomniał sobie opowieści o Bogu zemsty i sprawiedliwości - poznał je na lekcjach z religioznastwa i okultyzmu. Wierzył w demony, życie pośmiertne i zjawiska paranormalne; wiedział, że może on pomóc chłopakowi wyjść z trudnej sytuacji. Jego błagania przekonały Aragota do objawienia się mu w chwili, gdy ten już tracił nadzieję na powodzenie się ciężkiej próby. Jaguar podarował chłopakowi nową tożsamość, by ten mógł uwolnić się od swego Fatum - sprawił, że Haron nigdy nie istniał, a czyszcząc otoczeniu pamięć spowodował, że ojciec chłopaka i brat nawet nie wiedzieli o jego istnieniu.
Jedynym warunkiem życia w ten sposób było ciągle przemieszczanie się. Haron nie mógł pozostać w jednym miejscu dłużej niż dwa lata. Nie mógł liczyć na stabilność i szczęście. I to go zgubiło; złamał zasadę, znalazł ukochaną, pragnął z nią założyć rodzinę; ta wiedziała o jego umowie, zachorowała jednak i nie była w stanie poruszać się. Miłość Harona do tej kobiety była silniejsza.
Ale i tak okazała się słabsza od podpisanej umowy.

Fuma
Ah, ten futurystyczny świat. Wszyscy zachwycają się nad jego pięknem w niepamięć wrzucając stare epoki. Niesłusznie, w końcu są one fundamentem cudownych realiów, w których obecnie żyje człowiek... obecnie nie musi on mierzyć się z zabobonami, cudaśnymi wierzeniami w skrzaty czy przesądami o niebezpieczeństwie przejścia pod drabiną, zastępując te wszystkie niepotrzebne i nużące rzeczy badaniami naukowymi i racjonalnym podejściem do życia. A przede wszystkim świat zdołał zrównać z ziemią największą zakałę - religię.
Ah, jak dobrze, że człowiekowi udało się uwolnić z niewoli własnego strachu przed czymś, czego nadal nie rozumie i, przełykając gorzką porażkę, zamknąć temat w najgłębszej, najciemniejszej gablocie, pozostawiając go następnym pokoleniom. Może im uda się znaleźć lekarstwo na śmierć lub chociaż odpowiedzieć na pytanie: co dzieje się z duszą (czym ona w ogóle jest?), gdy nadchodzi kres?
Kręcimy głową, gdy słyszymy o okropieństwach, które działy się w okresie średniowiecza. Nazywamy je jednym wielkim gównem. Chyba zapominamy, że w podobnym gównie taplamy się my, a świat nie zmienił reguły gry - uległ jedynie zmianom, biegniemy wraz z postępem nowej technologii, lecz czy to nie obraca się przeciwko nam?
Katherine zamieszkiwała tereny średniowiecznej Europy, gdzieś na terenach Angli. Jej życie nie należało do usłanych różami nawet jak na tamte czasy - cierpiała ona bowiem na dziwną chorobę skóry, przez co wszyscy bali się jej i uważali za personifikację kary Bożej. Duchowni potanowili zamknąć dziewczynę w jednym z najwyższych tam klasztorów, udostępniając jej całe poddasze i przy okazji uniemożliwiając ucieczkę w jakikolwiek sposób.
Skóra dziewczyny była zielona, codziennie łuszczyła się, co kilka dni schodziła ogromnymi płatami, przypominającymi ciemne, krowie łaty. Przerażliwie chuda, niedożywiona dziewczyna wiele razy próbowała popełnić samobójstwo, jej okna były jednak zakratowane. Na duchu podtrzymywał ją jedyny przyjaciel, który przychodził sporadycznie do jej celi. Rozmawiał z nią, czytał jej księgi, nauczał nawet pisać i czytać. Odpowiadał na wiele jej pytań, które przybywały z dnia na dzień. Kath strasznie pragnęła ujrzeć świat zewnętrzny, opuścić mury, uciec.
(...)

Nemezis
Cooming soon.

Anhedonia
Cooming soon.

Terakota
Cooming soon.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down

Powrót do góry