Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8   

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Sro Sty 10, 2018 2:02 am
Przyglądał mu się w milczeniu, kiedy chłopięcy głos penetrował jego umysł. Musiał przyznać, że jak na niemowę, to całkiem rozgadany dzisiaj był. Przez bladą twarz ciemnowłosego nie przebiegała żadna emocja, nie drgnął też żaden mięsień. Wciąż miał na sobie tę pustą maskę, jakby tylko czekał, aż ktoś wreszcie ją roztrzaska. Jedynie pod koniec wywodu dzieciaka, w złotych tęczówkach zamigotała irytacja przeplatana z irytacją. Miał wrażenie, że kręcą się bez końca. Ciągle i ciągle, i ciągle, i ciągle. I że w ogóle nie robią żadnego postępu. I chyba to najbardziej naciskało na jego odcisk.
Wreszcie zapanowała cisza przerywana jedynie dwoma oddechami. Jeden stabilny, nieco znużony, drugi rozgorączkowany i szybki. Tak bardzo różne. Tak bardzo odległe od siebie. Gdzie jeden, chociaż cichszy, nadal dominował i zgniatał drugi.
Ciało wymordowanego poruszyło się, kierując swe kroki w stronę dzieciaka. Nie spieszył się, miał w końcu czas. Całą wieczność. Zatrzymał się dopiero w odległości połowy kroku, spoglądając z góry na dzieciaka. A potem uniósł dłoń, i uderzył nią w policzek jasnowłosego. Odgłos plaśnięcia rozbryzgał się w ciszy, a spojrzenie przyglądało się, jak na papierowej cerze powoli rośnie czerwona plama. A przecież i tak był łagodny. Zbyt łagodny.
- Przestań już użalać się nad sobą. Nie znajdziesz tu litości. – odpowiedział cicho, choć głos był wyjątkowo ostry. Rozgoryczony.
- Masz dwie opcje. Albo wreszcie pogodzić się z przeszłością i tragedią, jaka cię dotknęła, albo oddzielić się od niej grubą linią i zacząć żyć od nowa. Dostałeś nowe życie, czemu nie zacząć wszystkiego od nowa? - przyglądał mu się przez moment, a zmarszczka powstała pomiędzy oczami sugerowała wyraźne niezadowolenie oraz nawet obrzydzenie. O tak, był obrzydzony i zniesmaczony. Ale nie tym, co go spotkało, że z pozoru jego niewinna zabawka nie jest już czysta. Ale z powodu jego postawy i podejścia. Za to miał ochotę przywalić mu w gębę jeszcze raz. A potem możliwe, że kolejny. Aż wreszcie nie wbije sobie do tego durnego łba, że swoim postępowaniem sam robi sobie krzywdę.
- Lepiej od większości dziwek w burdelu? Nie schlebiaj sobie tak. – uniósł lewy kącik ust, odsłaniają ostre zęby.
- Rżnął cię jeden frajer. Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, wciąż jeden. Wiesz ile te dziewczyny przeszły, nim tutaj trafiły? Albo Lidka. Wiesz, że miała sześć lat, kiedy po raz pierwszy ją zerżnięto? Przez siedem lat. Siedem lat ją rżnęli. Dzień w dzień. Na zmianę. Czasem paru jednocześnie. Nawet sobie nie wyobrażasz jakie one tragedie przeszły. Raksha widziała jak jedzą na żywca jej syna. Ją zerżnięto do nieprzytomności. Zostawili dopiero kiedy zemdlała, myśląc, że nie żyje. Layla, Maho, Sinna. Nawet Haylan, chociaż chłopak ma zaledwie dwanaście lat. Na Desperacji to chleb powszechny. Przemilczę osoby, które za pół czerstwego albo zapleśniałego chleba pozwolą się zerżnąć przez pięciu gości. Byle mieć co jeść. Byle przeżyć. – zamilkł na moment, kręcąc lekko głową.
- Patrzysz na życie przez pryzmat twojej własnej tragedii. Ale musisz z nią żyć. Musisz się tego nauczyć. Nie każdy dotyk oznacza, że ktoś zamierza wsadzić ci rękę w majtki. Zwłaszcza tutaj. Kiedy jesteś pod moją protekcją. Czy to ja cię zgwałciłem? Czy ktoś tutaj? Nie. Ale wciąż mi nie ufasz. Nawet, jeżeli znajduję się obok, to nadal mi nie ufasz, że nic ci nie grozi. Zamiast biec do mnie, osoby, która cię karmi, daje dach nad głową, bezpieczeństwo, lgniesz do pierwszej lepszej dziewczyny. Załatwiam ci opiekę medyczną, co tutaj jest rarytasem, ale ty odwalasz teatrzyk pokrzywdzonego. Czasami musisz zacisnąć zęby i przeczekać. Bo jeżeli ja tu jestem, to cię nie tkną. Ale ty nadal nie rozumiesz. Nie chcesz zrozumieć. – parsknął, wyciągając zza paska spodni broń i ją odbezpieczył.
- A skoro nie chcesz I wybierasz śmierć, tak bardzo żałosną drogę ucieczki, proszę. – drugą dłonią pochwycił jego nadgarstek i wsunął pomiędzy jego palce broń, a następnie nakierował ją na skroń.
- Zrób to. Zabij się. Skoro wolisz zdechnąć, zrób to. Mam dość. Bo cokolwiek nie zrobię, jakkolwiek nie próbuję cie chronić, ty nadal widzisz we mnie kogoś, kto zaraz wyciągnie swojego chuja i wsadzi ci go w dupsko. Nadal widzisz dookoła wrogów, chociaż tyle raz ci mówiłem, że tutaj nic ci nie grozi. – przechylił głowę w bok wyglądając jak ktoś, kogo nagle olśniło.
- A może ty chcesz pracować tutaj jako kurwa? No bo w koncu sam to przyznałeś. Jesteś dziwką. A skoro sam siebie nie szanujesz, to czemu inni mają cię szanować? No dalej, klękaj i mi obciągaj. W końcu jesteś w tym mistrzem, co nie? – syknął z wyraźną kpiną.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 658
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Shirōyate on Sro Sty 10, 2018 3:27 am
Nie zasłaniał się, kiedy padło uderzenie. Nie patrzył mu w oczy, ale bez zająknięcia przyjął cios, prawdę mówiąc, spodziewając się czegoś w tym guście. Już wcześniej wyłapał spojrzenie Jinxa – był wściekły, choć próbował ten gniew w sobie zdusić – i od tego czasu wystarczyło odliczać sekundy do wybuchu.
„Litość”. To słowo zabrzmiało równie słodko, co niedorzecznie. Nie o to chodziło. Stojąc przed nim, z czerwieniejącym policzkiem i obnażonym ciałem, ani razu nie pomyślał o tym, by się nad nim litowano. Oczywiście, chciał spokoju. Kilka dni na oddech. Ale świat w M3 nie różnił się tak bardzo od świata, który wychował Shebę. Wbrew temu, co opowiadał, jak podkreślał małostkowość problemu młodszego wymordowanego – czyż w Numerze-3 ta historia w ogóle powinna mieć miejsce? Miał prawo to wszystko do siebie porównywać?
„Patrzysz na życie przez pryzmat własnej tragedii”.
A ty patrzysz na mnie przez pryzmat tragedii innych. Nie jesteś lepszy. Twoje rozumowanie nie jest ani trochę ważniejsze od mojego. Nie osądzam tych ludzi. Nie osądzałem ciebie. Nie chciałem sprawiać ci problemu. Zacisnął zęby, odsłaniając na moment dziąsła. Patrzył tępo w ścianę figurującą za Jinxem, nadal nie podnosząc na niego wzroku, bo mimo wybuchu, nawet mimo odwagi jaka mu towarzyszyła przy słowotoku, nie ośmielił się spojrzeć ponownie w jego oczy. Ale zamiast to jakoś... zaakceptować... lub nie... wolisz pokazywać, jak śmiesznie postępuję. Jak żałośnie zachowuję się, będąc przerażonym w twoim towarzystwie, bo wszystkie twoje dziwki spotkał gorszy los, a jednak trzymają się dumniej. Tak. Na pewno. Nie wątpię, że miały gorzej. Może nadal mają. Może tak naprawdę chcą tego samego co ja, ale są trochę silniejsze, mądrzejsze. Może mają cel. To cię nie upoważnia...
Poczuł jego dotyk. Szarpnął ręką, ale wcześniejszy atak wypompował go z sił, więc czarnowłosy mógł poczuć co najwyżej lekkie drgnięcie praktycznie nie przypominające chęci wyrwania się. Hiroki beznamiętnie obrzucił spojrzeniem pistolet, który wsunięto mu między palce. Zimno metalu przebijało się przez skórę i mięśnie, oblodziło kości. Zdrętwiała dłoń pewnie upuściłaby przedmiot, gdyby Jinx sam nie przytknął lufy do jego skroni.
Z płuc wyrwało się ciche westchnięcie.
To nie tak, że tego nie chcę. Gdyby to było takie proste, dawno pociągnąłbym za cyngiel... albo łyknął tabletki. Zagłodził się. Zrzucił z okna. Podciął żyły. Ale wychowało mnie inne podwórko.
Mięśnie miał jak z tytanu, tak ciężko było się poruszyć. Odsunął broń od głowy, znów przyglądając się ciemnej obudowie, nie wyłapującej żadnego światła. Prawda. Jak na niemowę gadał dziś bardzo dużo. Jednak dalej trudno było mu znaleźć odpowiednie słowa. To, co mówił Jinx...
Klękaj i mi obciągnij.
… nadal zadawało trafne ciosy.
To hipokryzja, byś ganił mnie za to, jak cię postrzegam. Wrzucam cię do jednego wora? I mówisz to chwilę po tym, jak sam zrobiłeś dokładnie to samo? Bo przecież moja tragedia jest taka sama jak każdej innej osoby. Gdyby tobie zrobiono tylko to, co mnie, wciąż byłbyś mniej poszkodowany od wszystkich twoich dziwek? Uważasz, że to fair, bo ja dorastałem w cieple, gdy ciebie bito? Ja uważam, że nie. Obracał pistolet w skostniałych dłoniach, znów tak samo cierpki w słowach jak dawniej. Prawie nic się nie zmieniło, prócz oczu, które błyszczały od zastałych łez. Maska, którą dotychczas nosił, musiała ukruszyć się już w momencie, w którym pierwszy raz wrzasnął. Teraz każde kolejne zdanie zadrapywało ją, zmuszało do pękania...
Obrócił rękojeść frontem do mężczyzny, przytrzymując ją oburącz.
Sądzę, że naprawdę chciałem ci zaufać. Ale tym się właśnie różnimy. Ciebie bito, więc podnosiłeś się z kolan i parłeś dalej na szkło. Mnie zmuszano do gwałtu, więc obciągałem jednemu frajerowi, bo mniej obrywałem padając na ziemię z klęczek niż z pionu. Ty rosłeś w siłę. Ja uciekałem. I dlatego teraz trzymasz wszystko w ryzach, a ja tchórzę i błagam. Ale nie chcę, żebyś mi współczuł. Chcę, żebyś był szczęśliwy, bo ja nie potrafiłem być. Luksusy, które mnie wychowały, okazały się większym złem niż brutalność świata, który cię katował. Trochę  ci zazdroszczę. Miałeś kiepski start, ale dzięki temu teraz panujesz nad sytuacją, a ja... nie wiem. Ja po prostu nie panuję. W tym całym chaosie chciałem, żebyś wiedział, że nie byłeś powodem nienawiści. To coś zakorzenionego we mnie, coś, czego nie zwalczyłem i co nadal wprawia mnie w obrzydzenie, bo stoisz za blisko, bo się patrzysz, bo mnie oceniasz, bo mówisz wszystko takim tonem, jakby to, czy strzelę czy nie, nie robiło żadnej różnicy. A przecież robi. Bo najbardziej wścieka cię nie to, że jestem słaby. Nie to, że się użalam. Nawet nie to, że spotkała mnie krzywda, która tutaj uznawana jest za normę. Ty zwyczajnie nie możesz znieść myśli, że coś tak żałosnego, słabego i użalającego się nad sobą, wciąż było zbyt silne, aby ci zaufać. Nadal na tyle uparte, żeby nie podlegać ci w stu procentach. Nie o to ci chodzi? O poczucie bycia przegranym, bo nie zapanowałeś nad umysłem, który i tak jest słaby? O świadomość, że możesz dokonać wszystkiego, tylko nie tej jednej rzeczy? Zamilkł na moment, znów przymykając powieki. Kręciło mu się w głowie, grunt zdawał się niestabilny. Gdy ponownie otworzył oczy, wzrok był skupiony na Shebie. Możesz pociągnąć za spust. Albo ściągnąć spodnie i powalić mnie na kolana. Prawdę mówiąc, możesz zrobić, co ci się żywnie podoba. Ty tu jesteś od podejmowania decyzji. A ja? Ja panuję nad umysłem. Ciało jest twoje. Ty je znalazłeś, ty je karmisz, więc ty się go pozbądź.

_________________

Zdania pisane kursywą to myśli Hirokiego wysyłane do innych osób. Komunikuje się za pomocą telepatii, a słowa pojawiają się wewnątrz cudzego umysłu w formie dźwięku i wydaje się, jakby ich brzmienie dochodziło zewsząd ─ nie ma możliwości skonkretyzowania z której strony dobiega. Hiroki porusza ustami, gdy używa mocy.


SHUT THE FUCK UP KID




Shirōyate
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 516

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Sro Sty 10, 2018 10:57 pm
- Nie? – wyrwało się z jego gardła, bezczelnie wchodząc w słowa chłopaka. I chociaż nie mógł przed nimi zakryć uszu, czy w jakikolwiek sposób się bronić, kontynuował, wierząc, że w jego umyśle na te parę chwil nastanie cisza.
- Nie chciałeś sprawiać mi problemu? To czemu nie chcesz jeść, chociaż wiesz, że tego potrzebujesz? Czemu tak bardzo bronisz się przed treningiem, który pomoże ci podnieść się na nogi. Cokolwiek nie powiem i nie zarządzę, buntujesz się, jakby twoja podświadomość podszeptywała ci, że to wszystko jest jedynie pułapką. Zagrożeniem. Że każda moja czynność jest czymś złym. – parsknął cicho, nie spuszczając nawet na moment spojrzenia z twarzy chłopaka, chociaż ten usilnie starał się unikać jego wzroku.
No dalej, spójrz na mnie
- Zaakceptować. Zakładasz, że tego nie zaakceptowałem? Oczywiście, że to zaakceptowałem. Ale chcę ci pomóc, do kurwy nędzy. Pomóc z tym uporać na tyle, byś zrozumiał, że w tym miejscu nic ci nie grozi dopóki tu jestem. A kiedy mnie nie ma, żebyś sam był w stanie się obronić. A czasem musisz zacisnąć zęby. Nie umniejszam twojej tragedii. Bo każdy przeżywa je na swój sposób. Ale nie możesz ciągle nią żyć. Nie możesz ciągle się nią zasłaniać, tak jak dzisiaj. Zerżnięto cię. Nie chcesz, by ktokolwiek cię dotykał. Ale czasami tak trzeba. – powieki opadły do połowy oczu, choć nawet ten gest nie ukrył błyskającej barwy słońca.
Nagle pochylił się w jego stronę, tak, że usta wymordowanego znajdowały się na wysokości jego ucha. Blisko, na tyle, że policzek i odsłonięta szyja dzieciaka była głaskana ciepłym oddechem ciemnowłosego, ale na tyle daleko, by nie było jakiekolwiek kontaktu fizycznego między nimi.
- Mylisz się. Nie złoszczę się o to, że nie mogę złamać twojego ducha. Wiesz, kiedy cię zabrałem, ujrzałem w tobie światełko, które rozświetli mrok nudy w moim życiu. Po co mi ktoś, kto w stu procentach mi podlega i pełza pod moimi stopami, jak inni? Po co mi coś, co mam każdego dnia? Nie chcę twojego ciała. Nie chcę, byś mi podlegał. Chcę, byś na mnie polegał. Żebyś w chwilach zagrożenia przychodził do mnie, a nie lepił się do jakiejś randomowej dziewczyny. Bo cię obronię. Nie zauważyłeś tego, Hiro? Naprawdę przez te wszystkie miesiące nie zauważyłeś? Że stałeś się moim kagańcem? Och Hiro, mógłbyś tak wiele. Tak wiele.. – głos był cichy, choć absurdalnie głośny, docierający idealnie do słuchu chłopaka.
”Jesteś słaby, Jinx”
Tak, może tak było. Ale może właśnie potrzebował w życiu tej słabości.
- Irytuje mnie to, że masz siebie samego za dziwkę. Bo w moich oczach nią nie jesteś. I nie byłeś. Naprawdę możesz wiele. Być kimś. Ale musisz tego chcieć. – wyprostował się, przyglądając mu się przez chwilę, po czym sięgnął po broń i odwrócił ją przystawiając do głowy jasnowłosego. Usta drgnęły w krzywym uśmiechu.
- Nie boisz się? – zapytał przysuwając drugą dłoń do jego bladego gardła, delikatnie przesuwając paznokciami po cienkiej strukturze skóry, ale nie pozostawił po sobie nawet śladu.
- Skręcenie karku byłoby mniej bolesne. Wystarczy jeden ruch, chrupnięcie i cię nie ma. Zapadłbyś w błogi, wieczny sen. – mruknął cicho. Wreszcie uśmiechnął się do niego.
Pociągnął za spust.
Rozległo się pyknięcie. Nic ponadto.
- Chyba nie myślałeś, że dałbym ci do rąk naładowaną broń? – odwrócił ją, ponownie wciskając ją w dłonie chłopaka.
- Przyniosłem ją na trening, żebyś zapoznał się z jej kształtem, ciężarem. Zapewne to twój pierwszy raz. – zamilkł sięgając po paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i ścisnął paczkę, gdy okazało się, że to był ostatni papieros. Odpalił go, zaciągając się i ponownie przyglądając bladej twarzy dzieciaka.
- Jest w tobie o wiele więcej odwagi, niż myślisz.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 658
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Shirōyate on Nie Sty 14, 2018 1:10 am
Był kimś innym niż do tej pory. Ciało nie zmieniło się wcale, ale aura jaka go otaczała emanowała innym światłem. Ciemniejszym, o wiele bardziej mrocznym i potępionym. Opierał się ciężko o ścianę, przyglądając ciemnowłosemu, który warczał, pluł i przeklinał. Jinx był zawiedziony, to przecież jasne. Co chciał mu jednak pokazać?
Co mu udowadniał tymi wszystkimi słowami?
— Nie boisz się?
Mina Hirokiego zbladła, na powrót wygładzając rysy twarzy. Stał się dziecięcy i obojętny, nienarażony na żadne emocje świata. Wydawał się wręcz kpiący, ale równie dobrze mógł być przerażony. Szczęśliwy. Lub martwy.
Nie poruszył się, kiedy zimna stal dotknęła skroni. Czuł chłód przedzierający się do czaszki, ale nic nie było w stanie bardziej okuć lodem młodego umysłu. Czy Jinx nie widział, że to wszystko niczym nie skutkowało? Nie dostrzegał bezsensowności swoich czynów? Shirōyate był kimś, koś kto wieki temu się poddał. Nie miał więc zamiaru walczyć z jego zabawkami, jego oczekiwaniami, ani tym bardziej z nim samym.
Powieki mu nawet nie drgnęły, kiedy rozległo się charakterystyczne trzaśnięcie mechanizmu. Nie nastąpił żaden huk, choć coś w piersi młodego wymordowanego zatrzęsło się, a potem znieruchomiało. Może jednak się bał?
Odwrócił spojrzenie, zawieszając je gdzieś w niebycie. Patrzył w dal, na coś nieokreślonego. Albo może na nic.
Wiedziałem, że nie strzelisz.
Przyznanie się do tego nic nie kosztowało, choć zdawał sobie sprawę, że podjudzanie Sheby bywało złe. Bolesne. Wtedy ponosił cenę za słowa, ale teraz? Teraz miał wrażenie, że może powiedzieć wszystko. W granicach normy, owszem, ale wszystko, na co miał ochotę, o ile ubierze to w odpowiednie słowa. Że nie zabijesz — uściślił po chwili wystarczająco długiej, by osoba trzecia przestała liczyć na rozwinięcie tematu. Nie wiedział kiedy w jego dłonie wciśnięto broń, ale teraz na powrót czuł jej ciężar. Obracał ją wolnymi ruchami. Powieki opadły do połowy, gdy zerknął na pistolet. Lufa celowała w podłogę.
Masz inne plany. Chcesz... — słowa zastygły w przestrzeni jaka ich dzieliła. Nie potrafił pozbierać myśli, zbyt dużo krążyło mu teraz po głowie. Były jak zlęknione robactwo, które ktoś odkrył unosząc kawałek kamienia nieruszanego od wieków. Hiroki, tak samo jak insekty, nie był przyzwyczajony do nagłego światła. Bardziej go raniło niż oświecało. Czego chcesz? Czym mam być? Twoim kagańcem? Słabością? Znów chciało mu się śmiać, ale wyczerpał limit. Dziś wybuchnął chichotem pierwszy raz od wielu, wielu lat. Nie potrafił tego powtórzyć. Akumulator odpowiedzialny za emocje – za ukazywanie ich – na nowo padł. Tym razem może na zawsze, a przynajmniej Hiroki miał taką nadzieję.
Mięśnie twarzy go bolały, tak jak bolą nadużyte włókna. Jak ludzie potrafili to znosić? Jakim cudem Jinx był w stanie ukazywać tyle uczuć, nie cierpiąc przy każdym ruchu ust albo brwi?
Broń w dłoniach Shirōyate zatrzymała się. Znieruchomiała natychmiast, jakby ktoś wyłączył jego ręce.
Co robi ktoś taki? Chroni cię? Utkwił w nim srebrne spojrzenie, wyciągając nieodbezpieczony i nienaładowany pistolet w kierunku mężczyzny — jakby podawał mu list. Mam cię bronić przed samym sobą, gdy stracisz panowanie nad umysłem? Gdy inni potraktują cię jak zwierzę? Znał obraz, jaki pojawiał się przed oczami wielu Desperatów. Jinx w ich oczach prezentował się jak bestia — nieokiełznana, z mordą pełną kłów, o sile nie do powstrzymania. Był wszystkim tym, czym nie był Hiroki. Utworzył wokół siebie mur niemożliwy do sforsowania i być może dlatego ktoś słaby był mu potrzebny.
Shirōyate odczuwał wyczerpanie; wybuch, jaki zaprezentował, pozostawił spustoszenie w jego wnętrzu. Miał ochotę paść na kolana i już nigdy się nie podnieść. Umrzeć byłoby łatwiej. Zdecydowanie łatwiej.
— Jest w tobie o wiele więcej odwagi niż myślisz.
Jeżeli zniszczysz moją przeszłość będę nie do pokonania, wiesz o tym. Czy otrzymasz mur, który zatrzyma twoje zęby, ale powstrzyma również nieprzyjaciół? Nie. Dobrze zdajesz sobie sprawę, że rosnąc w siłę przestanę działać tak, jak działałem do tej pory. Kaganiec powstrzymuje atak, ale go nie odpiera, ani tym bardziej nie wykonuje. Mogę być więc twoją słabością albo bronią w twoich rękach. Nie jednym i drugim. Przykro mi. Zdecyduj czego chcesz, Jinx. Poruszył nadgarstkiem, by przypomnieć o pistolecie. Weź ją. Broń palna jest zbyt głośna. Nie ma ze mną nic wspólnego.

_________________

Zdania pisane kursywą to myśli Hirokiego wysyłane do innych osób. Komunikuje się za pomocą telepatii, a słowa pojawiają się wewnątrz cudzego umysłu w formie dźwięku i wydaje się, jakby ich brzmienie dochodziło zewsząd ─ nie ma możliwości skonkretyzowania z której strony dobiega. Hiroki porusza ustami, gdy używa mocy.


SHUT THE FUCK UP KID




Shirōyate
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 516

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx Yesterday at 12:02 am
Nie.
Oczywiście, że  tego nie zrobiłby. Za wiele zainwestował w dzieciaka. Zbyt wiele ryzykował. Zbyt wiele od niego oczekiwał, by to wszystko zakończyć teraz, i w taki sposób. Nie, jeszcze nie. Miał przewagę nad nim jeżeli chodziło o fizyczność. Władzę, jak sam zauważył, nad jego ciałem. Mógł go zabić kiedy tylko chciał, w każdym momencie. Mógł zrobić to tak, że Hiro nawet nie zorientowałby się, że właśnie jest posyłany wprost w paszczę śmierci. Ale nie. To było zbyt proste. Zbyt banalne. Zbyt nudne.
Miał ochotę przeciągnąć swoją dłonią po twarzy w rezygnowaniu, kiedy słyszał w głowie zlepek słów chłopaka. Rozumiał je, i mógłby nawet im przytaknąć, ale miał wrażenie, że Hiro nie zrozumiał w pełni tego, co powiedział ciemnowłosy.  Albo po prostu nie chciał zrozumieć, przyjąć do siebie. Istniała również i taka możliwość.
- Za kogo mnie masz? – zadał pytanie, które miało pozostać bez odpowiedzi, nawet jeżeli na chwilę pojawiła się pauza, która niemo zachęcała do rozmowy.
- Sądzisz, że ktoś taki jak ja, chce słabości? Kogoś, kto będzie mnie w jakikolwiek sposób ograniczał? Kto osłabi mnie na tyle, by przeciwnik mógł to wykorzystać? Pomyśl, Hiro. Zastanów się, czy ktoś o zdrowych zmysłach dobrowolnie chciałby czegoś takiego. – uniósł dłoń i postukał się palcem w skroń. Oczywiście, że tego nie chciał. Nie chciał, by ten smarkacz był kimś, kogo będą wykorzystywać przeciwko Jinxowi. Jego kagańcem. Kimś, kto jest w stanie złapać go za pysk i mocno potrząsnąć.
Nie chciał tego.
Chociaż tym się właśnie stał.
I pomimo, że Sheba najchętniej zapierałby się nogami i rękoma, musiał w ostateczności przyjąć to do wiadomości. Gorzej, że dzieciak tego nie zauważał. A przecież miał tyle władzy w swoich łapach. Mógł tak wiele. Chociaż… z drugiej szansy to było dobrze dla właściciela burdelu. Bo istniał jeszcze cień nadziei, że zmieni to wszystko, odwróci. Wystarczyło to odpowiednio ugrać.
- Chcę, żebyś był kimś, kto jest w stanie sam się obronić. – złapał go za ramiona, przyciągając go nieznacznie bliżej siebie, ale wciąż zachowując względną i umowną odległość między nimi.
- Rozbiję kajdany przeszłości, którymi jesteś skuty. Ale do tego czasu musisz zacząć na mnie polegać. Nie na pierwszych, lepszych osobach, których nie znasz. Na Desperacji nawet osoba wyglądająca jak dziecko może okazać się zabójcą. – złote spojrzenie intensywnie wpatrywało się w bladą jak papier twarz chłopca, jakby chciał przedrzeć się przez cienką jej warstwę, i dojrzeć prawdziwe „ja” dzieciaka.
- Mur? – tym razem w jego ton wdarła się nuta kpiny.
- Sądzisz, że jakikolwiek mur mnie powstrzyma? Choćbym miał połamać na nim swoje zęby, to się przez niego przedrę. Jakikolwiek mur nie postawisz, to się przez niego przedrę. – lewa dłoń wreszcie wypuściła jego ramie, a chłodne opuszki musnęły skroń jasnowłosego.
- Przez ten tutaj również. W końcu się przedrę, Hiro. – coś w jego głosie kazało wierzyć, że nie kłamał. Że niewypowiedziana obietnica jakiś czas temu wreszcie zacznie się ziszczać. Z Hiro trzeba powoli. Bardzo, krok, po kroku. Ale przecież na całej Desperacji nie było czegoś, z czym Sheba ostatecznie nie poradziłby sobie.
Zrobi to.
Choćby dla swojej własnej satysfakcji i radości.
Wreszcie wypuścił go, spoglądając teraz na broń wyciągniętą w jego stronę.
- Nie, zapoznaj się z nią. Nie pasuje do ciebie, to fakt. Ale może być taka sytuacja, że będziesz zdany tylko i wyłącznie na nią. Musisz chociaż trochę się z nią zapoznać. Nikt ci nie każe z nią walczyć, prawda?

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 658
GODNOŚĆ : Servant of Evil

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics