Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 10/1/2018, 02:02
Przyglądał mu się w milczeniu, kiedy chłopięcy głos penetrował jego umysł. Musiał przyznać, że jak na niemowę, to całkiem rozgadany dzisiaj był. Przez bladą twarz ciemnowłosego nie przebiegała żadna emocja, nie drgnął też żaden mięsień. Wciąż miał na sobie tę pustą maskę, jakby tylko czekał, aż ktoś wreszcie ją roztrzaska. Jedynie pod koniec wywodu dzieciaka, w złotych tęczówkach zamigotała irytacja przeplatana z irytacją. Miał wrażenie, że kręcą się bez końca. Ciągle i ciągle, i ciągle, i ciągle. I że w ogóle nie robią żadnego postępu. I chyba to najbardziej naciskało na jego odcisk.
Wreszcie zapanowała cisza przerywana jedynie dwoma oddechami. Jeden stabilny, nieco znużony, drugi rozgorączkowany i szybki. Tak bardzo różne. Tak bardzo odległe od siebie. Gdzie jeden, chociaż cichszy, nadal dominował i zgniatał drugi.
Ciało wymordowanego poruszyło się, kierując swe kroki w stronę dzieciaka. Nie spieszył się, miał w końcu czas. Całą wieczność. Zatrzymał się dopiero w odległości połowy kroku, spoglądając z góry na dzieciaka. A potem uniósł dłoń, i uderzył nią w policzek jasnowłosego. Odgłos plaśnięcia rozbryzgał się w ciszy, a spojrzenie przyglądało się, jak na papierowej cerze powoli rośnie czerwona plama. A przecież i tak był łagodny. Zbyt łagodny.
- Przestań już użalać się nad sobą. Nie znajdziesz tu litości. – odpowiedział cicho, choć głos był wyjątkowo ostry. Rozgoryczony.
- Masz dwie opcje. Albo wreszcie pogodzić się z przeszłością i tragedią, jaka cię dotknęła, albo oddzielić się od niej grubą linią i zacząć żyć od nowa. Dostałeś nowe życie, czemu nie zacząć wszystkiego od nowa? - przyglądał mu się przez moment, a zmarszczka powstała pomiędzy oczami sugerowała wyraźne niezadowolenie oraz nawet obrzydzenie. O tak, był obrzydzony i zniesmaczony. Ale nie tym, co go spotkało, że z pozoru jego niewinna zabawka nie jest już czysta. Ale z powodu jego postawy i podejścia. Za to miał ochotę przywalić mu w gębę jeszcze raz. A potem możliwe, że kolejny. Aż wreszcie nie wbije sobie do tego durnego łba, że swoim postępowaniem sam robi sobie krzywdę.
- Lepiej od większości dziwek w burdelu? Nie schlebiaj sobie tak. – uniósł lewy kącik ust, odsłaniają ostre zęby.
- Rżnął cię jeden frajer. Jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, wciąż jeden. Wiesz ile te dziewczyny przeszły, nim tutaj trafiły? Albo Lidka. Wiesz, że miała sześć lat, kiedy po raz pierwszy ją zerżnięto? Przez siedem lat. Siedem lat ją rżnęli. Dzień w dzień. Na zmianę. Czasem paru jednocześnie. Nawet sobie nie wyobrażasz jakie one tragedie przeszły. Raksha widziała jak jedzą na żywca jej syna. Ją zerżnięto do nieprzytomności. Zostawili dopiero kiedy zemdlała, myśląc, że nie żyje. Layla, Maho, Sinna. Nawet Haylan, chociaż chłopak ma zaledwie dwanaście lat. Na Desperacji to chleb powszechny. Przemilczę osoby, które za pół czerstwego albo zapleśniałego chleba pozwolą się zerżnąć przez pięciu gości. Byle mieć co jeść. Byle przeżyć. – zamilkł na moment, kręcąc lekko głową.
- Patrzysz na życie przez pryzmat twojej własnej tragedii. Ale musisz z nią żyć. Musisz się tego nauczyć. Nie każdy dotyk oznacza, że ktoś zamierza wsadzić ci rękę w majtki. Zwłaszcza tutaj. Kiedy jesteś pod moją protekcją. Czy to ja cię zgwałciłem? Czy ktoś tutaj? Nie. Ale wciąż mi nie ufasz. Nawet, jeżeli znajduję się obok, to nadal mi nie ufasz, że nic ci nie grozi. Zamiast biec do mnie, osoby, która cię karmi, daje dach nad głową, bezpieczeństwo, lgniesz do pierwszej lepszej dziewczyny. Załatwiam ci opiekę medyczną, co tutaj jest rarytasem, ale ty odwalasz teatrzyk pokrzywdzonego. Czasami musisz zacisnąć zęby i przeczekać. Bo jeżeli ja tu jestem, to cię nie tkną. Ale ty nadal nie rozumiesz. Nie chcesz zrozumieć. – parsknął, wyciągając zza paska spodni broń i ją odbezpieczył.
- A skoro nie chcesz I wybierasz śmierć, tak bardzo żałosną drogę ucieczki, proszę. – drugą dłonią pochwycił jego nadgarstek i wsunął pomiędzy jego palce broń, a następnie nakierował ją na skroń.
- Zrób to. Zabij się. Skoro wolisz zdechnąć, zrób to. Mam dość. Bo cokolwiek nie zrobię, jakkolwiek nie próbuję cie chronić, ty nadal widzisz we mnie kogoś, kto zaraz wyciągnie swojego chuja i wsadzi ci go w dupsko. Nadal widzisz dookoła wrogów, chociaż tyle raz ci mówiłem, że tutaj nic ci nie grozi. – przechylił głowę w bok wyglądając jak ktoś, kogo nagle olśniło.
- A może ty chcesz pracować tutaj jako kurwa? No bo w koncu sam to przyznałeś. Jesteś dziwką. A skoro sam siebie nie szanujesz, to czemu inni mają cię szanować? No dalej, klękaj i mi obciągaj. W końcu jesteś w tym mistrzem, co nie? – syknął z wyraźną kpiną.




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 10/1/2018, 03:27
Nie zasłaniał się, kiedy padło uderzenie. Nie patrzył mu w oczy, ale bez zająknięcia przyjął cios, prawdę mówiąc, spodziewając się czegoś w tym guście. Już wcześniej wyłapał spojrzenie Jinxa – był wściekły, choć próbował ten gniew w sobie zdusić – i od tego czasu wystarczyło odliczać sekundy do wybuchu.
„Litość”. To słowo zabrzmiało równie słodko, co niedorzecznie. Nie o to chodziło. Stojąc przed nim, z czerwieniejącym policzkiem i obnażonym ciałem, ani razu nie pomyślał o tym, by się nad nim litowano. Oczywiście, chciał spokoju. Kilka dni na oddech. Ale świat w M3 nie różnił się tak bardzo od świata, który wychował Shebę. Wbrew temu, co opowiadał, jak podkreślał małostkowość problemu młodszego wymordowanego – czyż w Numerze-3 ta historia w ogóle powinna mieć miejsce? Miał prawo to wszystko do siebie porównywać?
„Patrzysz na życie przez pryzmat własnej tragedii”.
A ty patrzysz na mnie przez pryzmat tragedii innych. Nie jesteś lepszy. Twoje rozumowanie nie jest ani trochę ważniejsze od mojego. Nie osądzam tych ludzi. Nie osądzałem ciebie. Nie chciałem sprawiać ci problemu. Zacisnął zęby, odsłaniając na moment dziąsła. Patrzył tępo w ścianę figurującą za Jinxem, nadal nie podnosząc na niego wzroku, bo mimo wybuchu, nawet mimo odwagi jaka mu towarzyszyła przy słowotoku, nie ośmielił się spojrzeć ponownie w jego oczy. Ale zamiast to jakoś... zaakceptować... lub nie... wolisz pokazywać, jak śmiesznie postępuję. Jak żałośnie zachowuję się, będąc przerażonym w twoim towarzystwie, bo wszystkie twoje dziwki spotkał gorszy los, a jednak trzymają się dumniej. Tak. Na pewno. Nie wątpię, że miały gorzej. Może nadal mają. Może tak naprawdę chcą tego samego co ja, ale są trochę silniejsze, mądrzejsze. Może mają cel. To cię nie upoważnia...
Poczuł jego dotyk. Szarpnął ręką, ale wcześniejszy atak wypompował go z sił, więc czarnowłosy mógł poczuć co najwyżej lekkie drgnięcie praktycznie nie przypominające chęci wyrwania się. Hiroki beznamiętnie obrzucił spojrzeniem pistolet, który wsunięto mu między palce. Zimno metalu przebijało się przez skórę i mięśnie, oblodziło kości. Zdrętwiała dłoń pewnie upuściłaby przedmiot, gdyby Jinx sam nie przytknął lufy do jego skroni.
Z płuc wyrwało się ciche westchnięcie.
To nie tak, że tego nie chcę. Gdyby to było takie proste, dawno pociągnąłbym za cyngiel... albo łyknął tabletki. Zagłodził się. Zrzucił z okna. Podciął żyły. Ale wychowało mnie inne podwórko.
Mięśnie miał jak z tytanu, tak ciężko było się poruszyć. Odsunął broń od głowy, znów przyglądając się ciemnej obudowie, nie wyłapującej żadnego światła. Prawda. Jak na niemowę gadał dziś bardzo dużo. Jednak dalej trudno było mu znaleźć odpowiednie słowa. To, co mówił Jinx...
Klękaj i mi obciągnij.
… nadal zadawało trafne ciosy.
To hipokryzja, byś ganił mnie za to, jak cię postrzegam. Wrzucam cię do jednego wora? I mówisz to chwilę po tym, jak sam zrobiłeś dokładnie to samo? Bo przecież moja tragedia jest taka sama jak każdej innej osoby. Gdyby tobie zrobiono tylko to, co mnie, wciąż byłbyś mniej poszkodowany od wszystkich twoich dziwek? Uważasz, że to fair, bo ja dorastałem w cieple, gdy ciebie bito? Ja uważam, że nie. Obracał pistolet w skostniałych dłoniach, znów tak samo cierpki w słowach jak dawniej. Prawie nic się nie zmieniło, prócz oczu, które błyszczały od zastałych łez. Maska, którą dotychczas nosił, musiała ukruszyć się już w momencie, w którym pierwszy raz wrzasnął. Teraz każde kolejne zdanie zadrapywało ją, zmuszało do pękania...
Obrócił rękojeść frontem do mężczyzny, przytrzymując ją oburącz.
Sądzę, że naprawdę chciałem ci zaufać. Ale tym się właśnie różnimy. Ciebie bito, więc podnosiłeś się z kolan i parłeś dalej na szkło. Mnie zmuszano do gwałtu, więc obciągałem jednemu frajerowi, bo mniej obrywałem padając na ziemię z klęczek niż z pionu. Ty rosłeś w siłę. Ja uciekałem. I dlatego teraz trzymasz wszystko w ryzach, a ja tchórzę i błagam. Ale nie chcę, żebyś mi współczuł. Chcę, żebyś był szczęśliwy, bo ja nie potrafiłem być. Luksusy, które mnie wychowały, okazały się większym złem niż brutalność świata, który cię katował. Trochę  ci zazdroszczę. Miałeś kiepski start, ale dzięki temu teraz panujesz nad sytuacją, a ja... nie wiem. Ja po prostu nie panuję. W tym całym chaosie chciałem, żebyś wiedział, że nie byłeś powodem nienawiści. To coś zakorzenionego we mnie, coś, czego nie zwalczyłem i co nadal wprawia mnie w obrzydzenie, bo stoisz za blisko, bo się patrzysz, bo mnie oceniasz, bo mówisz wszystko takim tonem, jakby to, czy strzelę czy nie, nie robiło żadnej różnicy. A przecież robi. Bo najbardziej wścieka cię nie to, że jestem słaby. Nie to, że się użalam. Nawet nie to, że spotkała mnie krzywda, która tutaj uznawana jest za normę. Ty zwyczajnie nie możesz znieść myśli, że coś tak żałosnego, słabego i użalającego się nad sobą, wciąż było zbyt silne, aby ci zaufać. Nadal na tyle uparte, żeby nie podlegać ci w stu procentach. Nie o to ci chodzi? O poczucie bycia przegranym, bo nie zapanowałeś nad umysłem, który i tak jest słaby? O świadomość, że możesz dokonać wszystkiego, tylko nie tej jednej rzeczy? Zamilkł na moment, znów przymykając powieki. Kręciło mu się w głowie, grunt zdawał się niestabilny. Gdy ponownie otworzył oczy, wzrok był skupiony na Shebie. Możesz pociągnąć za spust. Albo ściągnąć spodnie i powalić mnie na kolana. Prawdę mówiąc, możesz zrobić, co ci się żywnie podoba. Ty tu jesteś od podejmowania decyzji. A ja? Ja panuję nad umysłem. Ciało jest twoje. Ty je znalazłeś, ty je karmisz, więc ty się go pozbądź.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 10/1/2018, 22:57
- Nie? – wyrwało się z jego gardła, bezczelnie wchodząc w słowa chłopaka. I chociaż nie mógł przed nimi zakryć uszu, czy w jakikolwiek sposób się bronić, kontynuował, wierząc, że w jego umyśle na te parę chwil nastanie cisza.
- Nie chciałeś sprawiać mi problemu? To czemu nie chcesz jeść, chociaż wiesz, że tego potrzebujesz? Czemu tak bardzo bronisz się przed treningiem, który pomoże ci podnieść się na nogi. Cokolwiek nie powiem i nie zarządzę, buntujesz się, jakby twoja podświadomość podszeptywała ci, że to wszystko jest jedynie pułapką. Zagrożeniem. Że każda moja czynność jest czymś złym. – parsknął cicho, nie spuszczając nawet na moment spojrzenia z twarzy chłopaka, chociaż ten usilnie starał się unikać jego wzroku.
No dalej, spójrz na mnie
- Zaakceptować. Zakładasz, że tego nie zaakceptowałem? Oczywiście, że to zaakceptowałem. Ale chcę ci pomóc, do kurwy nędzy. Pomóc z tym uporać na tyle, byś zrozumiał, że w tym miejscu nic ci nie grozi dopóki tu jestem. A kiedy mnie nie ma, żebyś sam był w stanie się obronić. A czasem musisz zacisnąć zęby. Nie umniejszam twojej tragedii. Bo każdy przeżywa je na swój sposób. Ale nie możesz ciągle nią żyć. Nie możesz ciągle się nią zasłaniać, tak jak dzisiaj. Zerżnięto cię. Nie chcesz, by ktokolwiek cię dotykał. Ale czasami tak trzeba. – powieki opadły do połowy oczu, choć nawet ten gest nie ukrył błyskającej barwy słońca.
Nagle pochylił się w jego stronę, tak, że usta wymordowanego znajdowały się na wysokości jego ucha. Blisko, na tyle, że policzek i odsłonięta szyja dzieciaka była głaskana ciepłym oddechem ciemnowłosego, ale na tyle daleko, by nie było jakiekolwiek kontaktu fizycznego między nimi.
- Mylisz się. Nie złoszczę się o to, że nie mogę złamać twojego ducha. Wiesz, kiedy cię zabrałem, ujrzałem w tobie światełko, które rozświetli mrok nudy w moim życiu. Po co mi ktoś, kto w stu procentach mi podlega i pełza pod moimi stopami, jak inni? Po co mi coś, co mam każdego dnia? Nie chcę twojego ciała. Nie chcę, byś mi podlegał. Chcę, byś na mnie polegał. Żebyś w chwilach zagrożenia przychodził do mnie, a nie lepił się do jakiejś randomowej dziewczyny. Bo cię obronię. Nie zauważyłeś tego, Hiro? Naprawdę przez te wszystkie miesiące nie zauważyłeś? Że stałeś się moim kagańcem? Och Hiro, mógłbyś tak wiele. Tak wiele.. – głos był cichy, choć absurdalnie głośny, docierający idealnie do słuchu chłopaka.
”Jesteś słaby, Jinx”
Tak, może tak było. Ale może właśnie potrzebował w życiu tej słabości.
- Irytuje mnie to, że masz siebie samego za dziwkę. Bo w moich oczach nią nie jesteś. I nie byłeś. Naprawdę możesz wiele. Być kimś. Ale musisz tego chcieć. – wyprostował się, przyglądając mu się przez chwilę, po czym sięgnął po broń i odwrócił ją przystawiając do głowy jasnowłosego. Usta drgnęły w krzywym uśmiechu.
- Nie boisz się? – zapytał przysuwając drugą dłoń do jego bladego gardła, delikatnie przesuwając paznokciami po cienkiej strukturze skóry, ale nie pozostawił po sobie nawet śladu.
- Skręcenie karku byłoby mniej bolesne. Wystarczy jeden ruch, chrupnięcie i cię nie ma. Zapadłbyś w błogi, wieczny sen. – mruknął cicho. Wreszcie uśmiechnął się do niego.
Pociągnął za spust.
Rozległo się pyknięcie. Nic ponadto.
- Chyba nie myślałeś, że dałbym ci do rąk naładowaną broń? – odwrócił ją, ponownie wciskając ją w dłonie chłopaka.
- Przyniosłem ją na trening, żebyś zapoznał się z jej kształtem, ciężarem. Zapewne to twój pierwszy raz. – zamilkł sięgając po paczkę papierosów. Wyciągnął jednego i ścisnął paczkę, gdy okazało się, że to był ostatni papieros. Odpalił go, zaciągając się i ponownie przyglądając bladej twarzy dzieciaka.
- Jest w tobie o wiele więcej odwagi, niż myślisz.




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 14/1/2018, 01:10
Był kimś innym niż do tej pory. Ciało nie zmieniło się wcale, ale aura jaka go otaczała emanowała innym światłem. Ciemniejszym, o wiele bardziej mrocznym i potępionym. Opierał się ciężko o ścianę, przyglądając ciemnowłosemu, który warczał, pluł i przeklinał. Jinx był zawiedziony, to przecież jasne. Co chciał mu jednak pokazać?
Co mu udowadniał tymi wszystkimi słowami?
— Nie boisz się?
Mina Hirokiego zbladła, na powrót wygładzając rysy twarzy. Stał się dziecięcy i obojętny, nienarażony na żadne emocje świata. Wydawał się wręcz kpiący, ale równie dobrze mógł być przerażony. Szczęśliwy. Lub martwy.
Nie poruszył się, kiedy zimna stal dotknęła skroni. Czuł chłód przedzierający się do czaszki, ale nic nie było w stanie bardziej okuć lodem młodego umysłu. Czy Jinx nie widział, że to wszystko niczym nie skutkowało? Nie dostrzegał bezsensowności swoich czynów? Shirōyate był kimś, koś kto wieki temu się poddał. Nie miał więc zamiaru walczyć z jego zabawkami, jego oczekiwaniami, ani tym bardziej z nim samym.
Powieki mu nawet nie drgnęły, kiedy rozległo się charakterystyczne trzaśnięcie mechanizmu. Nie nastąpił żaden huk, choć coś w piersi młodego wymordowanego zatrzęsło się, a potem znieruchomiało. Może jednak się bał?
Odwrócił spojrzenie, zawieszając je gdzieś w niebycie. Patrzył w dal, na coś nieokreślonego. Albo może na nic.
Wiedziałem, że nie strzelisz.
Przyznanie się do tego nic nie kosztowało, choć zdawał sobie sprawę, że podjudzanie Sheby bywało złe. Bolesne. Wtedy ponosił cenę za słowa, ale teraz? Teraz miał wrażenie, że może powiedzieć wszystko. W granicach normy, owszem, ale wszystko, na co miał ochotę, o ile ubierze to w odpowiednie słowa. Że nie zabijesz — uściślił po chwili wystarczająco długiej, by osoba trzecia przestała liczyć na rozwinięcie tematu. Nie wiedział kiedy w jego dłonie wciśnięto broń, ale teraz na powrót czuł jej ciężar. Obracał ją wolnymi ruchami. Powieki opadły do połowy, gdy zerknął na pistolet. Lufa celowała w podłogę.
Masz inne plany. Chcesz... — słowa zastygły w przestrzeni jaka ich dzieliła. Nie potrafił pozbierać myśli, zbyt dużo krążyło mu teraz po głowie. Były jak zlęknione robactwo, które ktoś odkrył unosząc kawałek kamienia nieruszanego od wieków. Hiroki, tak samo jak insekty, nie był przyzwyczajony do nagłego światła. Bardziej go raniło niż oświecało. Czego chcesz? Czym mam być? Twoim kagańcem? Słabością? Znów chciało mu się śmiać, ale wyczerpał limit. Dziś wybuchnął chichotem pierwszy raz od wielu, wielu lat. Nie potrafił tego powtórzyć. Akumulator odpowiedzialny za emocje – za ukazywanie ich – na nowo padł. Tym razem może na zawsze, a przynajmniej Hiroki miał taką nadzieję.
Mięśnie twarzy go bolały, tak jak bolą nadużyte włókna. Jak ludzie potrafili to znosić? Jakim cudem Jinx był w stanie ukazywać tyle uczuć, nie cierpiąc przy każdym ruchu ust albo brwi?
Broń w dłoniach Shirōyate zatrzymała się. Znieruchomiała natychmiast, jakby ktoś wyłączył jego ręce.
Co robi ktoś taki? Chroni cię? Utkwił w nim srebrne spojrzenie, wyciągając nieodbezpieczony i nienaładowany pistolet w kierunku mężczyzny — jakby podawał mu list. Mam cię bronić przed samym sobą, gdy stracisz panowanie nad umysłem? Gdy inni potraktują cię jak zwierzę? Znał obraz, jaki pojawiał się przed oczami wielu Desperatów. Jinx w ich oczach prezentował się jak bestia — nieokiełznana, z mordą pełną kłów, o sile nie do powstrzymania. Był wszystkim tym, czym nie był Hiroki. Utworzył wokół siebie mur niemożliwy do sforsowania i być może dlatego ktoś słaby był mu potrzebny.
Shirōyate odczuwał wyczerpanie; wybuch, jaki zaprezentował, pozostawił spustoszenie w jego wnętrzu. Miał ochotę paść na kolana i już nigdy się nie podnieść. Umrzeć byłoby łatwiej. Zdecydowanie łatwiej.
— Jest w tobie o wiele więcej odwagi niż myślisz.
Jeżeli zniszczysz moją przeszłość będę nie do pokonania, wiesz o tym. Czy otrzymasz mur, który zatrzyma twoje zęby, ale powstrzyma również nieprzyjaciół? Nie. Dobrze zdajesz sobie sprawę, że rosnąc w siłę przestanę działać tak, jak działałem do tej pory. Kaganiec powstrzymuje atak, ale go nie odpiera, ani tym bardziej nie wykonuje. Mogę być więc twoją słabością albo bronią w twoich rękach. Nie jednym i drugim. Przykro mi. Zdecyduj czego chcesz, Jinx. Poruszył nadgarstkiem, by przypomnieć o pistolecie. Weź ją. Broń palna jest zbyt głośna. Nie ma ze mną nic wspólnego.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 22/1/2018, 00:02
Nie.
Oczywiście, że  tego nie zrobiłby. Za wiele zainwestował w dzieciaka. Zbyt wiele ryzykował. Zbyt wiele od niego oczekiwał, by to wszystko zakończyć teraz, i w taki sposób. Nie, jeszcze nie. Miał przewagę nad nim jeżeli chodziło o fizyczność. Władzę, jak sam zauważył, nad jego ciałem. Mógł go zabić kiedy tylko chciał, w każdym momencie. Mógł zrobić to tak, że Hiro nawet nie zorientowałby się, że właśnie jest posyłany wprost w paszczę śmierci. Ale nie. To było zbyt proste. Zbyt banalne. Zbyt nudne.
Miał ochotę przeciągnąć swoją dłonią po twarzy w rezygnowaniu, kiedy słyszał w głowie zlepek słów chłopaka. Rozumiał je, i mógłby nawet im przytaknąć, ale miał wrażenie, że Hiro nie zrozumiał w pełni tego, co powiedział ciemnowłosy.  Albo po prostu nie chciał zrozumieć, przyjąć do siebie. Istniała również i taka możliwość.
- Za kogo mnie masz? – zadał pytanie, które miało pozostać bez odpowiedzi, nawet jeżeli na chwilę pojawiła się pauza, która niemo zachęcała do rozmowy.
- Sądzisz, że ktoś taki jak ja, chce słabości? Kogoś, kto będzie mnie w jakikolwiek sposób ograniczał? Kto osłabi mnie na tyle, by przeciwnik mógł to wykorzystać? Pomyśl, Hiro. Zastanów się, czy ktoś o zdrowych zmysłach dobrowolnie chciałby czegoś takiego. – uniósł dłoń i postukał się palcem w skroń. Oczywiście, że tego nie chciał. Nie chciał, by ten smarkacz był kimś, kogo będą wykorzystywać przeciwko Jinxowi. Jego kagańcem. Kimś, kto jest w stanie złapać go za pysk i mocno potrząsnąć.
Nie chciał tego.
Chociaż tym się właśnie stał.
I pomimo, że Sheba najchętniej zapierałby się nogami i rękoma, musiał w ostateczności przyjąć to do wiadomości. Gorzej, że dzieciak tego nie zauważał. A przecież miał tyle władzy w swoich łapach. Mógł tak wiele. Chociaż… z drugiej szansy to było dobrze dla właściciela burdelu. Bo istniał jeszcze cień nadziei, że zmieni to wszystko, odwróci. Wystarczyło to odpowiednio ugrać.
- Chcę, żebyś był kimś, kto jest w stanie sam się obronić. – złapał go za ramiona, przyciągając go nieznacznie bliżej siebie, ale wciąż zachowując względną i umowną odległość między nimi.
- Rozbiję kajdany przeszłości, którymi jesteś skuty. Ale do tego czasu musisz zacząć na mnie polegać. Nie na pierwszych, lepszych osobach, których nie znasz. Na Desperacji nawet osoba wyglądająca jak dziecko może okazać się zabójcą. – złote spojrzenie intensywnie wpatrywało się w bladą jak papier twarz chłopca, jakby chciał przedrzeć się przez cienką jej warstwę, i dojrzeć prawdziwe „ja” dzieciaka.
- Mur? – tym razem w jego ton wdarła się nuta kpiny.
- Sądzisz, że jakikolwiek mur mnie powstrzyma? Choćbym miał połamać na nim swoje zęby, to się przez niego przedrę. Jakikolwiek mur nie postawisz, to się przez niego przedrę. – lewa dłoń wreszcie wypuściła jego ramie, a chłodne opuszki musnęły skroń jasnowłosego.
- Przez ten tutaj również. W końcu się przedrę, Hiro. – coś w jego głosie kazało wierzyć, że nie kłamał. Że niewypowiedziana obietnica jakiś czas temu wreszcie zacznie się ziszczać. Z Hiro trzeba powoli. Bardzo, krok, po kroku. Ale przecież na całej Desperacji nie było czegoś, z czym Sheba ostatecznie nie poradziłby sobie.
Zrobi to.
Choćby dla swojej własnej satysfakcji i radości.
Wreszcie wypuścił go, spoglądając teraz na broń wyciągniętą w jego stronę.
- Nie, zapoznaj się z nią. Nie pasuje do ciebie, to fakt. Ale może być taka sytuacja, że będziesz zdany tylko i wyłącznie na nią. Musisz chociaż trochę się z nią zapoznać. Nikt ci nie każe z nią walczyć, prawda?




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 31/1/2018, 22:31
Nie dawał mu powodu do przerwania monologu, choć gdyby się postarał i wykrzesał z siebie choć odrobinę więcej możliwości, twarz z pewnością wykrzywiłaby się w pogardzie.
Nie rozumiał Sheby. Starał się go rozgryźć od kiedy ich spojrzenia skrzyżowały się po raz pierwszy w zimową, mroczną noc. Był już czas, gdy sądził, że wie, z czym ma do czynienia. Ale teraz? Teraz jego słowa wszystkiemu przeczyły. Jednocześnie czyny i przeszłość przeczyły tym słowom. Nie chciał żadnej słabości? A przed momentem tak go właśnie nazwał — słabością. Czy to oznaczało, że go nie chciał?
I czy on naprawdę sądził, że ktokolwiek ma go za człowieka „przy zdrowych zmysłach”?
Hiroki zamknął oczy, uspokajając skołatane nerwy. Myśli nadal krążyły mu po głowie, ale były nieuchwytne, szybkie, bezsensowne. Łapał jedną i ściskał, ale przypominało to chwytanie płatków śniegu — po rozprostowaniu palców nie trzymał już niczego.
Naraz poczuł ścisk na ramionach. Od razu otworzył ślepia i wbił spojrzenie w twarz Jinxa. Patrzył w jego usta. Jak wypowiadał słowa, na które nikt nie miał wpływu. Jak dyktował warunki, które i tak zostaną spełnione — bo jeśli chciał, by to ciało nauczyło się obrony... z pewnością tak się stanie. Mimo rozegranego przedstawienia niewiele się zmieniło — zasady wciąż były takie same. Sheba był tutaj władcą. Dyktatorem. Jemu przyszło wykonywanie rozkazów i jego zachcianek. Mógł się rzucać, ale kolejny bunt zapewne skończyłby się identycznie. Ponownie wylądowaliby w cichym pomieszczeniu, ponownie dostrzegałby napięte w irytacji mięśnie na twarzy mężczyzny.
Denerwuję go, wyłapał wreszcie jakąś myśl. Była tak oczywista, a jednak jej brzmienie wystarczyło, by chłopiec spuścił potulnie wzrok. Długie białe rzęsy rzuciły cień na jego policzki.
— Mur? — Ton Jinxa zabrzmiał jak kpina, a postawa, jaką przyjął Hiroki, przywodziła na myśl czyste skruszenie, choć w rzeczywistości sam nie wiedział, co czuje.
Był zmęczony i to jedyne, co do czego miał pewność.
Słuchanie obietnic wykańczało go jeszcze bardziej. Delikatne muśnięcie, jakie odczuł na rozgrzanej skroni wywołało gwałtowny dreszcz. Mały, elektryczny impuls przemknął wzdłuż kręgosłupa, wprawiając drobne ciało w drgnięcie. Chciał odtrącić jego rękę. Kazać, by go wypuścił. Dławił się tym tak długo, aż pomyślał, że zaraz oszaleje. Gdyby palce Sheby nagle, samowolnie nie oderwały się od jego ramienia, być może znów rozpocząłby się spektakl.
Broń upadła z łoskotem.
„... prawda?”.
Była jak odpowiedź na dopiero zadane pytanie. Jakby mu zaprzeczył. W głębi miał wrażenie, że czas rozciąga się do niebotycznych rozmiarów, w rzeczywistości wahał się tylko chwilę. Musiał się wreszcie przełamać. Ruszyć z miejsca.
Wysunął jedną z dłoni i na oślep wyciągnął ją przed siebie. Opadła na splot słoneczny Sheby. Muskała jego nagą skórę lekko i niepewnie, jakby próbował zachować między nimi odległość grubości papirusu, ale przy każdym wdechu mężczyzny pierś przylegała do czarnych opuszek, a potem odsuwała się od nich przy wydechu.
Hiroki złapał powietrze, niemal jak topielec. Potem postąpił krok do przodu, przylegając czołem do torsu wymordowanego. Ręka zsunęła się na brzuch poziomu E, a drugą dłoń oparł o jego biodro. Drżała jakby długo stał na zimnie. Nie odsunął jej. Przycisnął mocno do ciała Jinxa, wbijając poobgryzane paznokcie w jego skórę.
Aż do teraz krztusił się wizją, że mógłby dotknąć tego drapieżnika. Tracił dech, opadał z sił na widok rąk, które mogłyby go chwycić i pchnąć na łóżko. Albo ziemię. Które siłą rozchyliłyby uda i zaczęły rozpinać spodnie. Chwilę potem czuć byłoby tylko ból i upokorzenie.
Nie. Nie. Nie.
Stał blisko, kryjąc twarz, parząc gorącym oddechem blizny przecinające pierś mężczyzny. Trwało to niedługo, pewnie kilka sekund, po których cofnął się, przesuwając stopę w tył.
Zacisnął gwałtownie wargi. Nie płakał, ale miał wrażenie, że grunt pod stopami zaczyna drżeć. Że znajduje się w windzie, której liny nagle się oderwały; że wszystkie wnętrzności podchodzą mu do góry, gdy tak spadał i spadał, i spadał...
Dotknij mnie.
Palce dłoni, które zawisły luźno wzdłuż tułowia, nagle zacisnęły się w pięści. Sprawiał wrażenie kogoś, kto ma zamiar sprostać trudnemu wyzwaniu bez przygotowania. Zdany na łaskę i niełaskę szczęścia.
Inaczej niż „on”. Bo jeżeli jest coś, co mógłbyś dla mnie zrobić... to sprawić, by twój dotyk nie był tak obrzydliwy. Zniechęcający. Sam fakt, że trzymałeś wcześniej pistolet tymi rękoma...
Urwał, bo reszta była oczywista.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 7/2/2018, 00:02
Ten jeden, jedyny raz, zapragnął siedzieć w głowie chłopaka. Do tej pory chciał poznać zawartość jego myśli tylko dlatego, że ułatwiłoby to nie tylko komunikację między nimi, ale i koegzystencję. Teraz jednak był cholernie ciekawy. Tych wszystkich mrocznych zakamarków, demonów, które spały głęboko skryte przed blaskiem rzeczywistości. Gdyby tylko mógł wsunąć głęboko swoje zachłanne pazury i utorować dla siebie drogę.
Nie ruszył się. Nawet nie drgnął, kiedy dzieciak go dotknął. Nie odepchnął go, chociaż przez moment przeszła mu taka myśl przez głowę. Skoro on przez cały ten czas starał się na każdej płaszczyźnie trzymać go na dystans, to z jakiej racji on miał go dopuścić do siebie? Bo dzieciak odnalazł w sobie pod wpływem chwili odrobinę pewności siebie?
Ale ostatecznie nie odepchnął go od siebie. Ale też nie aprobował jego poczynań. Szczęka zacisnęła się mocniej, jakby w ten sposób chciał utrzymać na krótkiej smyczy ostre zębiska, tylko czekając na dogodny moment, by rozszarpać to delikatne i słabsze ciałko. Dzikie spojrzenie drapieżnika obserwowało uważnie każdy jego krok, ruch, tylko czekając na jego potknięcie, a wyimaginowany język oblizywał się na  samą myśl o zbliżającej się uczcie. Wskazówki Chronosa zwolniły, a świat wstrzymał oddech, gdy rozgrzane czoło skonfrontowało się z zimną skórą poziomu E. Powieka Jinxa drgnęła, a lewa dłoń uniosła się. Opuszki palców musnęły ledwo zauważalnie niesforne i samotne kosmyki. Ostatecznie jednak dłoń zawisła nad jego głową, jak młot kata.
Nie, za wcześnie, pomyślał gorzko. Palce zacisnęły się w pięść, a ręka na powrót opadła wzdłuż ciała wymordowanego. Czekał. Wciąż czekał, odnajdując w sobie z zaskoczeniem nowe pokłady cierpliwości, o które niegdyś nawet siebie nie podejrzewałby. I nawet gdy źródło gorąca wycofało się, on miał wrażenie, że w pewien sposób został naznaczony tym ciepłem. Chociaż zapewne stało się to wiele miesięcy wcześniej, w zimowy wieczór, w ruinach. Wtedy też po raz pierwszy poczuł ciepło oddechu na swojej szyi, kiedy postanowił przygarnąć bezdomnego szczeniaka.
Hej, wierzysz w czerwoną nić przeznaczenia?
Górna warga nieco drgnęła, na pół sekundy obnażając jeden z kłów, kiedy cicha prośba dzieciaka przeszyła jego myśli. Nie odpowiedział, a przynajmniej nie od razu, uważnie mu się przyglądając, jakby z jego twarzy mógł odczytać potrzebne odpowiedzi. Wreszcie lewa dłoń uniosła się, wsuwając na rozgrzany od niedawnych łez policzek.
Czy ty wiesz o co prosisz? Zdajesz sobie z tego sprawę?
- Nie wszystko zostało stworzone od samego początku. – powiedział cicho, wsuwając kciuk na policzek, pod jego okiem, i potarł delikatnie skórę.
- Niektóre rzeczy potrzebują czasu. Powolnego, wydającego się bez końca, jak morska otchłań. – dłoń powoli przesunęła się wyżej, wsuwając w te cholernie nienaturalnie miękkie kosmyki.
Chcesz dotyku dłoni skąpanych we krwi i życiu wielu, czasami niewinnych istot. Czy naprawdę tego chcesz, dzieciaku? Czy naprawdę jesteś pewien, że te dłonie są lepszym wyborem niż dłonie t a m t e g o?
- Nauczę cię. Sprawię, że nie będzie obrzydliwy. Ale nie teraz. W swoim czasie. Ale to zrobię. – obiecał cicho, chociaż ciężko było mu zgadnąć, na ile jego obietnice w oczach dzieciaka są prawdomówne. Czas pokaże.
Wreszcie zabrał rękę i wskazał dłonią w stronę porzuconego ubrania.
- Ubierz się. Pójdziemy coś zjeść. Musisz jeść minimum trzy razy dziennie. A potem… – spojrzał na niego uśmiechając się zawadiacko.
- Chcesz udać się na spacer po terenach Desperacji?




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 12/2/2018, 01:26
Stres dopiero z niego spływał. Nerwowe odruchy, choć rzadsze, wciąż raz za razem targały ciałem, ale twarz na powrót ściągnęła się w zastygłym wyrazie. Beznadziejna obojętność — najlepsze określenie. Mięśnie się wygładziły, nos przestał marszczyć, kąciki ust w ogóle nie drżały. Wykuty z głazu, beznamiętny, niezdolny do rozumienia tego, co targało teraz Jinxem — tym był teraz. Dokładnie tym.
A przecież wewnątrz sam się gotował. Nie pojmował sytuacji, jaka miała miejsce. Nie rozeznał się w tym, co miał na myśli Sheba, gdy jednak go nie odtrącił. Gdy jego ręka wsunęła się na policzek. Hiroki, z przerażeniem wewnątrz siebie (a biernością emocjonalną na zewnątrz), wpatrywał się prosto w twarz mężczyzny. Nie dawał po sobie niczego poznać, choć ledwo trzymał się na nogach. Dławił się lękiem, który go ogarnął. Dławił się głównie tym, że dotyk Jinxa był niewymuszony, stanowczy, ale inny. Niekoniecznie przyjemniejszy. Na razie niemożliwy do zaszufladkowania.
Czarne palce drgnęły. Kusiło, aby podnieść dłoń i dotknąć jego ręki, jednak powstrzymał się, gdy poczuł kolejny ruch. Palce wymordowanego przesunęły się wyżej, dotarły do białych, zmierzwionych od szarpaniny kosmyków. Shirōyate ponownie spuścił wzrok. W sytuacjach takich jak ta, większość przegryzłaby dolną wargę w zdenerwowaniu. Jemu przyszło tylko czekać.
Istnieje droga, która doprowadzi go do odpowiedzi? Do sedna całej sprawy? Zrozumienia, z czym ma do czynienia? Pewnie nie. Pewnie Jinx na zawsze pozostanie zagadką. Układanką bez zbyt wielu elementów. Shirōyate zdał sobie sprawę, że bezsilność była równie męcząca co wybuch gniewu, jaki nim wcześniej targnął.
— Ubierz się.
Dotyk jego ręki zniknął, a to otrząsnęło Hirokiego z rozmyśleń. Opuścił brodę i spojrzał na siebie, dopiero zauważając, że faktycznie wciąż jest rozebrany. Skóra naciągnięta na kości pokryta była gęsią skórką. Zapadły brzuch unosił się tylko o milimetr przy słabych wdechach. Jak miało się w nim zmieścić jedzenie? I to w trzech porcjach?
Żółć zaczęła podchodzić mu do gardła, gdy mało pewnym krokiem ruszył w kierunku szmyrgniętej na bok bluzy. Podniósł materiał. Ciężki. Nigdy wcześniej nie zwracał na to szczególnej uwagi, ale teraz w roztargnieniu zdał sobie sprawę, że bluza, która nie powinna ważyć tony, wydawała mu się napakowana kamieniami. Przecisnął tkaninę przez głowę i zakrył wątłą sylwetkę, naciągając fałdy za dużego ubrania na swoje ciało.
Słabnę. Naprawdę umieram.
I to tylko dlatego, że nie chciał jeść zbyt dużo przez ostatnie parę tygodni? Wystarczyło małe zaniedbanie, by doprowadzić do sytuacji, w której ubranie się... zacznie stanowić prawdziwe wyzwanie? Nonsens. Nie mogło być aż tak źle.
Prawie nie słyszał Jinxa, choć starał się skupić na jego słowach. W głowie szumiała krew i zagłuszała większość wyrazów, jakie przeciskały się przez usta drugiego wymordowanego. O wewnętrzne ścianki czaszki Hirokiego obijały się ciągle te same stwierdzenia: słabnę. Umieram. Naprawdę tak może być?
Wypuścił powietrze przez nos. Nie. To na pewno kwestia tego... tego przedstawienia. Emocjonalność zawsze go męczyła. Teraz również organizm mógł się poczuć wyczerpany i nie było w tym niczego zaskakującego — od lat nie pozwolił sobie na tak wielkie zużycie energii. Aktualnie płacił cenę za wybuch. To wszystko.
To go trochę uspokoiło. Przytaknął po chwili na propozycję Sheby.
Możemy pójść tam teraz... a zjemy później, zaproponował, obrzucając pomieszczenie ostatnim spojrzeniem. Raphael kuliła się w rogu i nie chciała podejść, choć Shirōyate pochylił się i wyciągnął rękę w jej stronę. Szybko odpuścił. Nie zdawał sobie pewnie sprawy, że widziała przed sobą nie właściciela, a śmierć. Prawdziwą śmierć, która tylko trochę pachniała jak jej właściciel.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 23/2/2018, 01:19
Przyglądał mu się przez chwilę, jak słaniał się na nogach, zataczał, prawie osuwając na ziemię. Był tak wychudzony, że Sheba miał wrażenie, iż to tylko kwestia paru nieostrożnych ruchów, by kości przebiły cieniutką skórę i połamały się jak suche zapałki. To była tak naprawdę kwestia paru, może parunastu dni, aż zupełnie zniknie z oczu. I chociaż w głowie tłoczyły się sprzeczne myśli względem smarkacza, nie zamierzał do tego dopuścić. Nie do jego śmierci z tak głupiego powodu. Mizerniał, ale miał szansę nabrać na sile. Ale żeby tego dokonać, wpierw musiał przybrać na wadze. Musiał zacząć odpowiednio się odżywiać. Dlatego też jego słowa skwitował pobłażliwym uśmiechem. To była absurdalna propozycja, i Hiro znając Shebę już na tyle, powinien znać odpowiedź.
- Chodź. – polecił krótko, kierując się w stronę wyjścia, puszczając go przodem, chociaż już na korytarzu go wyminął, obejmując prowadzenie.
Zbliżało się późne popołudnie. Nawet nie wiedział, kiedy czas uciekł mu przez palce. Zupełnie zatracił rachubę czasu, do tego nieustające pulsowanie w skroniach wrzucało go na skraj wytrzymałości.
Odgłos bosych stóp zakłócał niemal świętą ciszę, jaka panowała o tej porze na korytarzach burdelu. Jeszcze z dwie godziny, może i trzy, kiedy przytułek cielesnych rozkoszy wypełni się spragnionymi chwilowego ciepła. Sheba wreszcie skręci w drugi korytarz, a potem przeszedł przez stary, drewniany łuk, docierając wreszcie do Sali, która pełniła rolę prowizorycznej jadalni.
- Siadaj. – wskazał brodą w stronę jednej z podrapanych, drewnianych ław, a sam zniknął w drugim pomieszczeniu na dosłownie parę minut. Wrócił po chwili niosąc drewnianych półmisek, z którego parowało. Postawił go przed jasnowłosym i podsunął bliżej niego, podając mu łyżkę oraz kładąc obok miski dwie kromki chleba.
- To jakaś zupa. Nie wiem dokładnie co w niej jest, ale chyba zrobiono ją na bazie chyba fasoli z puszki. Nie musisz wszystkiego jeść. Powiedzmy, że zjesz połowę i kromkę chleba. Nie spiesz się. – powiedział cicho, nie zamierzając odpuszczać, nawet jeżeli dzieciak zacznie płakać czy z jednej strony rzygać. Hiro musiał zrozumieć, że robił to dla niego, dla jego zdrowia i dobra. Musiał zmusić się do jedzenia. Jasne, nie od razu spore porcje, ale małymi krokami.
Złote spojrzenie zlustrowało go, aż wreszcie zatrzymało się na jego bosych stopach. Zdecydowanie nie mógł tak wyjść ubrany w mróz.
- Jaki masz rozmiar stopy? Wygląda dość mizernie. W moich butach utoniesz, ale może od Lidki coś się znajdzie. – mruknął bardziej do siebie, niż do niego. Musiał go dokładnie opatulić wszystkim, czym mógł, by nie ryzykować kolejnej choroby. Bo kolejnej choroby nie przeżyje.




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 23/2/2018, 12:21
To było do przewidzenia. Jinx rzadko kiedy szedł na kompromis. Nie trzeba było znać go na wylot, żeby zdać sobie sprawę, że jak raz się na coś uprze, tak nie odpuści. Hirokiemu na samą myśl ścisnął się żołądek, a kwaskowata żółć podeszła do gardła. Sam niesmak powodował odruchy wymiotne, a zmieszanie go z jakimkolwiek jedzeniem...
„Jinx, ja wcale nie jestem głodny, wiesz?”
„To tylko zmęczenie, przez tę scenę, nic więcej”.
„Przysięgam, że już nie będę tak naskakiwał, tylko nie wmuszaj tego we mnie. Umowa stoi? Może tak być?”
„Wpierw spacer, to lepszy pomysł. Jedzenie może poczekać...”
Bezlitosne skrzypnięcie starych drzwi dało jasną odpowiedź — nie. Usta chłopca rozchyliły się, ale żałosne stęknięcie nie sięgnęło uszu wyższego wymordowanego. Pozostało w krtani, gniecione przez niezadowolenie i obawy.
A wraz z pierwszym postawionym krokiem aktywował się zegar. Shirōyate słaniał się na nogach ze wzrokiem wbitym w bose stopy i próbował wymyślić coś, dzięki czemu przymusowa kolacja zostanie przełożona na później. Najlepiej na jutro. Do głowy przychodziły mu jednak zbyt wielkie banały — Jinx nigdy by się na to nie nabrał, a nawet jeśli, z łatwością wykonałby do nich kontrę.
Tym sposobem hol okazał się dla Hirokiego o wiele za krótki, trasa zbyt prosta i zbyt szybko przebyta. Tuż przed wejściem do jadalni na moment się zawahał. Naprawdę pomyślał o ucieczce. Desperackiej, zajęczej ucieczce, w której i tak zostanie dorwany, ale...
… ale zyska przynajmniej dwie minuty więcej.
— Siadaj.
Miał wrażenie, że wzrok Sheby stał się materialny. Czuł się niemal tak, jakby na twarzy położono mu dwa ciężkie kamienie, które wcześniej wyjęto z paleniska i które teraz przeżerały się przez skórę, tkanki i docierały do napiętych kości. Szczęki białowłosego były zwarte — gdzieś wewnątrz wciąż kłębiło się szczeniackie przekonanie, że jeśli zaciśnie zęby, to może nic się w niego nie wmusi...
Tym bardziej, że jedzenie cuchnęło. Ciche stuknięcie spodu misy o blat zadziałało jak impuls, po którym srebrne ślepia młodszego wymordowanego przekierowały się na zawartość naczynia. W innych okolicznościach zapomniałby o zasadach savoir vivre i rzucił się na danie, żeby wreszcie zaspokoić wilczy głód. Teraz spoglądał na zupę z błyskiem odrazy.
Po łyżkę sięgał całą wieczność.
— Jaki masz rozmiar stopy?
Sztuciec zatrzymał się w powietrzu.
Trzy.. — głos Hirokiego na sekundę zamilkł kompletnie; w zakamarkach umysłu nie mógł znaleźć odpowiedzi, a przecież była banalna, była taka pospolita... Trzydzieści osiem — wymamrotał wreszcie, wbijając łyżkę w gęstą masę. Wnętrzności ponownie ścisnęły się jak gąbka, a na język podszedł żrący posmak.
Dokładnie wtedy w Hirokiego uderzyło przekonanie, że coś jest nie tak. Zaatakowany przez setki nerwowych przepływów danych na krótką chwilę znów znieruchomiał, ze spierzchniętymi ustami w lekkim zaciśnięciu.
Ja... w ogóle nie urosłem — zaczął niepewnie, nakładając jedną bosą stopę na drugą. Czuł zadrapania, jakich nabawił się, gdy szurał nimi po nierównych deskach, czuł zimno, które zebrał z podłogi. Nie to jednak sprawiło, że jego ciałem wstrząsnął dreszcz. Puzzle zaczynały do siebie pasować, niespiesznie dostrzegał oczywistości, które dotychczas mu ulatywały. Powieki drgnęły, jakby w ostatniej sekundzie powstrzymał się przed mocnym zaciśnięciem ich. Zaczynam zapominać. Beznamiętny ton nie pasował do wulkanu emocji, który wybuchł w piersi białowłosego. Pod żebrami wzmocnił się ścisk. Gubię dni — drążył, rozglądając się po stole, jakby czegoś na nim szukał. Jak długo już tu jestem? Dlaczego nikt po mnie nie przyszedł do tego czasu? Dlaczego stale tu siedziałem? Jakim prawem nie widziałem świata zewnętrznego przez tyle miesięcy? Wstrzymał dech. Tyle lat? Chyba długo. Dlaczego nie urosłem? Ślepia znieruchomiały. Patrzył na rękę obejmującą łyżkę. Palce w kolorze ebonitu zaciskały się tak mocno, że powinny mu pobieleć knykcie, ale...
Wbił wzrok w twarz czarnowłosego.
Czy ja się w ogóle zmieniłem? — Znał odpowiedź na to pytanie, przeczuwał je, choć nie spoglądał w lustra i nie oceniał odbicia w zakurzonych szybach.
Więc skąd ta nadzieja?
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 24/2/2018, 19:53
Oho? Czyżby wreszcie pojawiały się pierwsze szczeliny na murze, który zbudował dookoła swojej własnej, małej utopii? Do tej pory miał wrażenie, że walczy z wiatrakami, kiedy usilnie próbował wpajać mu zasady rządzące na Desperacji oraz odnośnie jego przekleństwa, którego brzemię przyszło mu teraz nosić. Ale nic do niego nie docierało, AK grochem o ścianę. Nie musiał nic mówić, widział to w jego beznamiętnym spojrzeniu. Najwidoczniej wystarczyło poczekać. Tygodnie, miesiące, a nawet lata, by prawda wreszcie zaczęła do niego docierać. Zabawne, że zaczęło się od głupiego pytania odnośnie numeru stopy.
- Nie. – odparł wreszcie, chociaż ciężko było przypasować jego odpowiedź do konkretnego pytania. Z drugiej zaś strony… zaskakująco pasowało do każdego. Wyciągnął z kieszeni pogniecioną paczkę papierosów i przejechał chłodną opuszką po nieregularnym kształcie opakowania, wpatrując się w nie z pozbawioną jakiegokolwiek wyrazu twarzą.
- Już nigdy nie urośniesz. – dodał po chwili wyciągając papierosa, którego zaczął leniwie obracać w palcach, jakby zastanawiał się, czy w ogóle warto go zapalić. Tak samo jak czy warto ponownie tłumaczyć dzieciakowi.
- Niestety, ale zostałeś uwięziony w ciele nastolatka. Szkoda, bo nie zaznałeś życia z perspektywy posiadania męskiego ciała. Zostałeś zamknięty na pewnym etapie swojego życia. Brutalnie. – wargi nieco drgnęły, w ledwo widocznym uśmiechu.
- Ale choć początkowo może wydawać się to więzieniem, wcale tak nie musi być. – dodał, odchylając się na krześle, które niebezpiecznie zaskrzypiało.
- Nie urośniesz, ani stopa ci nie urośnie. Nawet za rok, pięć lat, dwadzieścia, sto czy pięćset. Oczywiście o ile będziesz miał tyle szczęścia, by tyle przeżyć. – wreszcie przekręcił głowę, by na niego spojrzeć. Z tej perspektywy wydawał się naprawdę kruchy. Tak bardzo, że nawet podmuch mógłby go zdmuchnąć. Zabawne. Do tej pory nie odnajdował w sobie jakichkolwiek zapędów ochronnych. Nawet nie interesowały go jego własne dzieci. Ale patrząc na tę fajtłapę, czuł, po prostu chciał, by mu się udało. Żeby dożył wielu lat. I żeby nic mu nie groziło.
Czyż nie jest to kpina losu? przemknęło mu przez umysł z namacalną drwiną.
Zaiste, jest.
- Możesz jedynie nabrać na masie. Zmieniać długość włosów. I najważniejsze… – uniósł prawą dłoń, a następnie pstryknął go lekko w czoło.
- Tutaj możesz wiele zmienić. Wygląd niekoniecznie jest ważny. – dodał, wpatrując się w niego przez moment, aż wreszcie parsknął pod nosem, wyraźnie rozluźniony.
- Chociaż komuś z tak przystojnym ryjem jak mój nie przystoi sprzedawać takich złotych myśli – wymruczał pod nosem pocierając wierzchem dłoni brodę.
- Nieważne. Jedz, to w tym momencie się liczy. Nim wystygnie – wskazał brodą w stronę miski, wreszcie odpalając papierosa.




"Go to Hell!"
Oh honey, where do you think I came from?

Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 8 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry

- Similar topics