Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Insomnia on 3/12/2017, 17:46
    
Czy tylko mi te zmiany frontów przypominają "Rzeź" Polańskiego?
- Uważaj co mówisz, Kyllie - odwarknęła, zakładając ręce na piersi i mierząc Bernardyna złośliwym spojrzeniem spod przymrużonych gniewnie powiek. - I do kogo mówisz. - Złoto błysnęło ostrzegawczo na okręgu tęczówek, kiedy zacisnęła jedna z dłoni w pięść, aż chrupnęło. Tylko ból powstrzymywał ją w tej chwili od gwałtownych reakcji, choć wiedziała, że prawdopodobnie złamała sobie któryś z paliczków. Miała to gdzieś; i tak wyleczy się lada moment, a chwila zwierzęcej satysfakcji nie była warta późniejszych konsekwencji. Wyżycie się na samej sobie było najszybszą i najprostszą metodą utrzymania w ryzach złości, którą wywołały w dziewczynie lekceważące słowa medyka. Na dobrą sprawę pomogła im wszystkim, bo to dzięki jej interwencji chłopak się choć trochę uspokoił. Minimalnie, ale zawsze. To dawało nadzieję, że jeśli jeszcze trochę się postara, ostatecznie dojdą do wystarczającego poziomu współpracy. Jekyll mógł tego nie doceniać, ale popełniał błąd. Nie wierzył, że odrobina uprzejmości może wiele spraw ułatwić i oszczędzić wszystkim zarówno nerwów, jak też marnowania energii na czcze przegadywanki.
Otoczyli jasnowłosego niczym profesjonalny sztab; z blondynem w roli lekarza prowadzącego, Ins jako pielęgniarką asystentką, a ojciec wymordowanej robił chyba za opiekuna pacjenta.
Zabawne.
Ale udało się. Została dopuszczona do pomocy i zamierzała z tego skorzystać - zrobić tyle po swojemu, ile będzie w stanie. Nie mogła siedzieć bezczynnie, toteż kiedy Hiroki wreszcie przełamał się i przystąpił do rozbierania, ostrożnie złapała za materiał bluzy, pomagając mu pozbyć się odzienia. Trzymała mocno, toteż kiedy ją puścił, ubranie znalazło się w rekach dziewczyny. Odruchowo wywróciła je na prawą stronę i złożyła schludnie w kostkę, podczas gdy mężczyźni wymieniali się kolejnymi uprzejmościami.
Nie przeszkadzała podczas wykonywania badań, stała tylko tuż obok chłopca, przyciskając do piersi ciepłą jeszcze bluzę. Spoglądała to na pacjenta, to na lekarza, upewniając się, że nie ma miejsca nic niepokojącego. Obiecała wystąpić jako obrończyni sprawiedliwości i choć była przekonana, że Jek raczej nie odwali niczego głupiego, musiała wiarygodnie odegrać swoją rolę. Choćby po to, by dodać młodszemu odwagi i zafundować mu choć trochę więcej poczucia bezpieczeństwa. Tylko tyle mogła zrobić.


avatar
Insomnia

Kundel     Opętana






GODNOŚĆ :
Nayami Leather

Liczba postów :
854


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Jinx on 8/12/2017, 23:42
    
Dzisiaj musiał być naprawdę wyjątkowy dzień, że wykazywał się aż taką cierpliwością. Do każdego znajdującego się tutaj w Sali. I chociaż palec wskazujący prawej dłoni systematycznie uderzał o ramie lewej ręki, kiedy miał je skrzyżowane na klatce piersiowej, wciąż nic nie mówił, ani też nie ruszył się ze swojego miejsca. Ale wszyscy bogowie świadkami, że jeszcze parę chwil ociągania się szczeniaka, a był gotowy podejść do niego i siłą zerwać z niego górną część garderoby. Byle tylko Jekyll zaczął już go badać. W końcu im szybciej zacznie, tym szybciej skończy, załatwią co mają załatwić i wreszcie sobie pójdą.
Cierpliwość ciemnowłosego wreszcie została nagrodzona, gdy ta rozdygotana galareta wreszcie postanowiła dostosować się do poleceń. Mięśnie Jinxa delikatnie rozluźniły się, a plecy wygodniej oparły o chłodną ścianę. Znużone spojrzenie przemknęło po wystających łopatkach owleczonych papierową skórą, po żebrach, ciemniejszych plamach na plecach. Wydawało się, że oprócz nagłej i niebezpieczne utraty masy ciała nic się nie zmieniło. Żadnych nowych zmian, żadnych kolejnych plam.
Wciąż pozostawali w martwym punkcie.
- Wątpię, by pamiętał. – odezwał się nagle, prześlizgując wzrokiem po ramieniu chłopca, gdzie odszukał Jekylla, tym razem śledząc jego każdy ruch, każde dygnięcie I pociągnięcie ścięgnami.
- Do niedawna był pewien, że wszyscy jesteśmy popierdoleni, a wymordowani I Desperacja to jedynie jakiś wytwór masowych halucynacji. Ale kto wie, może jednak w cudowny sposób amnezja zniknie i wszystkie wspomnienia powrócą? – zapytał nieco zaczepnie, jednocześnie kpiąco. Dzieciak, chociaż zapewne nieświadomie, coraz bardziej odkrywał w sobie dryg do manipulacji i bawienia się słowami w taki sposób, by wychodziło na jego, i żeby uzyskiwał odpowiedzi na swoje pytania, chociaż bywały nadal momentami, że zakrywał uszy na prawdę, brodząc po pas w kłamstwach, które sobie wmawiał.
Z drugiej strony, gdyby go dobrze ukierunkować, mógłby wykorzystywać tę umiejętność świadomie, nie tylko na swoją korzyść, ale też i na jego.
Możliwe, że wtedy dług zostałby wreszcie spłacony.
- Długo ci to jeszcze zajmie, doktorku? – odezwał się wreszcie zniecierpliwiony, przechylając głowę lekko w boku. Coraz bardziej odczuwał wewnętrzną potrzebę udania się do swojego pokoju, gdzie mógłby jebnąć się na łóżko i pogrążyć w śnie. Właściwie kiedy to ostatnio spał? Ale tak porządnie?
- Nayami. – tym razem skierował swoje słowa bezpośrednio do dziewczyny, chociaż wzrok nie zerwał kontaktu z Jekyllem i plecami Hirokiego.
- Zamknij się. Przestań kozaczyć. – mruknął, dopiero teraz spoglądając na nią. Nieważne, czy w jej żyłach płynęła jego krew, czy też nie. To w tym momencie nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Każdy w tym pomieszczeniu był traktowany na równi. No, prawie.



Your first mistake was thinking that I'm one of your sheeps


Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma
avatar
Jinx

Mastiff       Poziom E






GODNOŚĆ :
Servant of Evil

Liczba postów :
811


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Shirōyate on 16/12/2017, 00:50
    
Tak. Dzisiaj musiał być naprawdę wyjątkowy dzień.

Stał ze wzrokiem wbitym w przestrzeń. Nie wykonywał zbędnych ruchów, jakby całkowicie się wyłączył, choć klatka piersiowa unosiła się i opadała w wymuszenie spokojnych cyklach, a powieki raz za razem zamykały się i otwierały, próbując rozgonić gorące łzy wciąż ciskające mu się do oczu. Na prośbę rzekomego doktora w natychmiastowym odruchu zacisnął mocniej usta, aż wargi nie pobielały do koloru twarzy, ale zaraz zdał sobie sprawę, że nie ma to żadnego znaczenia. Jeżeli nie spełni polecenia on albo Jinx to na nim wymuszą. W niesprawiedliwym świecie nie miał co liczyć na sprawiedliwe rozwiązania – przynajmniej to do niego dotarło dzisiejszego popołudnia, chociaż sama perspektywa... Uciął myśl, nabierając tlenu do płuc; słyszał i czuł serce tuż przy swoich uszach, w skroniach, w palcach, podbrzuszu.
Było inne wyjście?
Jakiekolwiek?
J A K I E K O L W I E K?
Zwracając spojrzenie na Jekylla był pewien, że nic innego nie wchodziłoby w grę, dlatego napięte szczęki wreszcie się rozwarły; Hiroki pokazał komplet zębów, jeszcze niezniszczonych przez warunki Desperacji. Nie wytknął języka, ani nie otworzył szeroko buzi – zrobił to, czego oczekiwano, na tyle, na ile było to konieczne, a jedynym objawem nieposłuszeństwa było niewypowiedzenie „a”. Ciszy nie zmącił również po tym, jak padło pytanie z wywiadu środowiskowego, choć coś w zastygłej pozie białowłosego się zmieniło. Nie drgnął, ani nie zmienił postawy, ale było to coś innego, co wyczuwało się szóstym zmysłem.
Dotychczas patrzył na Jekylla lękliwie, jak małe futerkowe zwierzątko pochwycone przez szpony jastrzębia. Jastrzębia, który nie zwarł jeszcze pazurów, ale sytuacja była przecież przesądzona i tak drapieżnik, jak i ofiara, doskonale o tym wiedzieli – ale teraz w spojrzeniu chłopca można było dostrzec przebłysk powagi. Jak został zarażony? Historia bardziej złożona niż zadrapanie przez zwierzę z zoo? Dlaczego oni wszyscy stale na to naciskają? Dlaczego nie dociera do nich, że to niemożliwe? Nierealne?
Gardło mu się ścisnęło, poczuł na języku cierpki smak żółci.
Przepraszam, ale nie wiem o czym pan...
Zastopował. Głos mu nie drżał, w porównaniu do dolnej wargi, choć wszystko wskazywało na to, że starał się trzymać gardę i nie rozbeczeć jak trzylatek. Uniósł jedną z dłoni i przycisnął ją do wilgotnego policzka, brudnymi opuszkami przeciągając po twarzy, by choć trochę zmyć pozostałości po wybuchu, jaki zaprezentował minutę temu. Głos Sheby niósł się tymczasem po pomieszczeniu; niski, warkliwy, niepodlegający dyskusji, nawet jeśli kpiący i niedbały. To, jak przedstawiał odpowiedź sprawiło, że nawet gdyby w umyśle Hirokiego tlił się przebłysk ze zdarzenia o którym mowa, pewnie i tak by się do tego nie przyznał. Minimalnie się cofnął, przenosząc ciężar ciała na pięty; lewe kolano drgnęło, kiedy postanowił zmusić nogę do odsunięcia się, ale szurnął stopą o deski podłogi może o dwa centymetry, kiedy Jekyll wsunął patyczek między wargi od razu kładąc go na języku. Ręka, która jeszcze przed momentem ścierała łzy, teraz zacisnęła się na nadgarstku doktora, ale chwyt był słaby i nieznaczący – członek DOGS strzepnąłby jego dłoń byle jakim machnięciem, choć Hiroki zaciskał palce całym pokładem siły.
Zęby zacisnęły się nagle na smukłym kawałku drewna, a głowa odwróciła w bok.
Było mu niedobrze.
Chaotyczne myśli tłukły mu się po czaszce, wirowały, osłabiały. Co miał zrobić? CO MIAŁ ZROBIĆ, ŻEBY PRZESTAŁ? Wycofał się, wycofał, wycofał, wycofał, mimowolnie zbliżając do Jinxa, choć Bóg świadkiem, że był ostatnią osobą, którą chciał mieć teraz za swoimi plecami – odruch był jednak automatyczny, wszystko po to, by odsunąć gwałtownie głowę od lekarza i wreszcie wypluć szpatułkę na podłogę. Od razu przycisnął rozcapierzone palce do warg i skulił ramiona, wolną ręką sięgając za siebie; chciał dotknąć ściany, by lepiej się o nią oprzeć, ale zamiast tego dotknął materiału okrywającego jedną z nóg Jinxa.
Dłoń odskoczyła, jakby co najmniej doświadczyła ognia. Sam Hiroki obrócił się raptownie, wbijając spojrzenie w twarz właściciela burdelu.
Nie potrafił więcej z siebie wykrztusić – wszystkie myśli czmychały na boki jak karaluchy, w których skupisko ktoś wrzucił kamień. Chciał dodać, że wszystko jest już dobrze, że to wina choroby, że zaraz dojdzie do siebie i będzie przydatny, i naprawdę się poprawi, i będzie jadł wszystko z talerza, ale niech to się wreszcie skończy, niech oni już idą albo niech zostaną, a on wyjdzie – bez znaczenia. Bez znaczenia, byle to przerwać i nigdy do tego nie wracać. Nigdy.
Podniósł dłonie, zakrywając nimi oczy.
Będziesz do końca życia błagać, prosić, płakać i korzyć się.
Ciało go nie słuchało.
Co ja ci takiego zrobiłem?
Wyszeptał w przestrzeń, mocniej przyciskając ręce do twarzy.
avatar
Shirōyate

Opętany






Liczba postów :
651


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Jekyll on 17/12/2017, 03:57
    
Niedaleko pada jabłko od jabłoni, przemknął mu przez myśl, kiedy ta gówniara próbowała mu zagrozić, choć jej słowa nie przyniosły zamierzonego skutku. Wszedł między wrony i, niezależnie od własnych upodobań, czy też walorów artystycznych, musiał krakać jak one. Praktykował to od chwili, kiedy jego nogi skonfrontowały się ze stałym gruntem pod postacią desperackiej ziemi.
Interwencje adwokata skomentował niezgrabnym uśmiechem, gdyż ten smarkacz faktycznie nie był w stanie udzielić mu zadowalających odpowiedzi. Pieprzony szczęściarz. Szczerze mu zazdrościł tej niewiedzy. Sam wolał nie pamiętać niektórych epizodów ze swojego życia, a te niestety na trwałe ulokowały się w jego pamięci i czasem stawały mu przed oczami w formie koszmarów, z których budził się zalany potem, z niemym krzykiem, bo jego ściśnięte struny głosowe nie były w stanie wyprodukować żadnego dźwięku. Wtedy, w ramach rehabilitacji skołatanych nerwów, w ruch szła butelka ponętnej zawartości w postaci alkoholu, w której umiejętnie topił smutki, a jej magiczne właściwości łatały plamy w dziurawej psychice i leczyły jej skaleczenia, wykazując się w tej materii lepszymi chirurgicznymi zdolnościami od posiadanych przez Bernardyna.
Prychnął pod nosem, zerkając na Lechera jak na karalucha. Typ jego pokroju nie był w stanie pojąć, czym aktualnie było te wcześniej pozbawione właściwiej funkcji pomieszczenie. Przekształciło się ono we medyczne sanktuarium, w którym Doktor próbował wyleczyć te pokonane, wynędzniałe przez dwie choroby ciało.  
—  Te pomieszczenie pełni teraz rolę pokoju medycznego. Mam cię z niego wyprosić, fetyszysto? — zapytał, zajęty badaniem dzieciaka, który wykazał opór w każdej kategorii, jakby celowo przeciąg tej proces. Nie chciał współpracować, a Dr był wyjątkowo przeczulony na nieposłuszeństwa w takiej kategorii i wykazywał się małą tolerancją na jakikolwiek akty sprzeciwu ze strony pacjentów, których w stopniowo szybko sprowadzał do parteru, ale kiedy ta mała pierdoła wypluła patyczek, cienki lód, po którym stąpał, rozpadł się na kawałki.
Jekyll zacisnął mocno szczękę i zazgrzytał zębami ze złości.
Profanacja.
Dłoń przecięła powietrze z zamiarem skonfrontowania się z miękkim policzkiem nieletniego Wymordowanego, który najprawdopodobniej już do końca swojego marnego życia pozostanie w takiej nędznej formie, zdany na łaskę i niełaskę silniejszych od siebie osobników. Ostatecznie jednak zawisła kilka milimetrów nad skórą, muskając ją zimnym, porywistym ruchem powietrza, a po chwili ją wycofał.
Atmosfera zgęstniała.
Trochę szacunku do medycyny, szczylu — warknął przez zaciśnięte zęby, wbijając zielone oczy w posturę szczeniaka. Paliły się w nich iskry. Złości i niechęci, które stopniowo przeobrażały się w furię. Furię, która przyćmiła w pewnym stopniu zdrowy rozsądek, ale nie wypleniła go do reszty. — Zapchaj mu gębę pikantnym żarciem, to przejdą mu te humorki i brak apetytu — wydał werdykt, zatrzaskując wieko apteczki.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar
Jekyll

Bernardyn     Opętany






GODNOŚĆ :
Dr Jekyll

Liczba postów :
2452


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Insomnia on 31/12/2017, 21:24
    
Na swoje imię przywołane przez ojca, zerknęła na niego z ukosa, a potem tylko wywróciła nieznacznie oczami. Dobra. Gówno ją w sumie obchodziło to wszystko. Cały precedens zaczynał się niemiłosiernie dłużyć, a ją sytuacja coraz bardziej drażniła. Według planu mieli dostać się do burdelu, zorientować w sytuacji i przynieść to, co właściciel był im w stanie na chwilę obecną zaoferować. Tymczasem z docelowo krótkiej wyprawy zaczynała się robić nużąca konsultacja lekarska, gdzie właściwie nikt nie chciał ze sobą współpracować. Ins podjęła co prawda próbę znalezienia jakiegoś kompromisu, naprawdę starała się przekonać chłopca, żeby się ogarnął i przestał robić cyrki, ale najwyraźniej niewiele to dało. A nie była tym typem, któremu chce się powtarzać dwa razy i latać za szczylem, który nic sobie z tego nie robi. Chce się drzeć, wypłakiwać oczy i stawiać opór? A proszę bardzo. Niech tak robi, ale z pełnym pakietem następujących po tym konsekwencji. Jeśli ktokolwiek miał się w to mieszać, to na pewno nie Nayami.
Obiecuję. Z ręką na sercu - przemknęły jej przez głowę własne słowa sprzed kilku minut. Zgrzytnęła mimowolnie zębami, piorunując jasnowłosego chłopaczka wzrokiem. Cholerny maluch, cholerny instynkt rodzinny, cholerna ona sama. Nie lubiła nie dotrzymywać słowa, nawet rzuconego dość bezmyślnie, tylko po to, by tym cichym przekupstwem sprowokować pacjenta do współpracy. Ale skoro podziałało raz, może podziała i drugi - chociaż na chwilę. W momencie, w którym Jekyll stracił cierpliwość, sprawa była już raczej przesądzona i z badania nici, ale z jakiejś niewyjaśnionej przyczyny Nayami, choć zdecydowanie zezłoszczona, nie umiała zostawić dzieciaka samemu sobie w takim stanie. Wystarczyło półtora kroku, by znalazła się tuż obok młodego wymordowanego, którego ostrożnie otoczyła ramionami. Twarz miała tuż za jego uchem, co pomagało w komunikacji przyciszonym głosem.
- Szszszsz, spokojnie - szepnęła miękko. - Oddychaj. Wdech i wydech. Nie ma się czego bać, pamiętasz? Obiecałam ci. Już po wszystkim. Tylko się już nie bój, no. Wszystko będzie dobrze.
Starała się mówić na tyle cicho, by uspokajające słowa docierały tylko do chłopaczka. Niepotrzebna jej była żadna widownia w owym precedensie, który w pewnym sensie w ogóle do niej nie pasował. Nie troszczyła się o obcych. Nie miała cierpliwości do płaczków. Podjęła tylko ostatnią próbę.


avatar
Insomnia

Kundel     Opętana






GODNOŚĆ :
Nayami Leather

Liczba postów :
854


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Jinx on 6/1/2018, 03:30
    
Uwaga, post jest dość chujowy, więc przepraszam za jakość, ale nie chcę dłużej blokować kolejki.

Wpatrywał się w jasną czuprynę chłopaka, bez większego wyrazu na twarzy. Jakby cała ta sytuacja w żaden sposób go nie dotyczyła. Jakby stał obok, i oglądał naprawdę kiepski film, albo wyjątkowo żenujące przedstawienie teatralne. Ciężko było stwierdzić o czym Jinx teraz tak naprawdę myślał. Ale jedno było pewne. Cokolwiek siedziało w jego głowie w tym momencie, nie wróżyło niczego dobrego.
Rozumiał, że Shiro miał traumę z dzieciństwa wywołaną tym, co mu zrobiono. Naprawdę to rozumiał i próbował tolerować, ale nie rozumiał skąd u niego ten cholerny napad paniki. A przede wszystkim ten brak wiary w… niego. Czyż niejednokrotnie mu udowadniał, że w burdelu nikt nie ma prawa go tknąć? Że jest tu bezpieczny, a to, co inni robią to tylko i wyłącznie dla jego dobra? Tak, jak teraz. Znowu inwestował w tego niewdzięcznego gówniarza, znowu był stratny, tylko po to, żeby ten zaszczany szczyl trząsł się jak galaretka, robiąc widowisko tylko dlatego, że miał go obejrzeć lekarz. Jasne, Jekyll nie należał do idealnego obrazu medyka ze swym pokrętnym charakterkiem, ale wciąż był lekarzem. Lekarzem, którego o pomoc poprosił. A ten zakochany glut nawet tego nie widział, robiąc z siebie ofiarę?
Ostre, wypiłowane zęby błysnęły w krzywym i zniesmaczonym uśmiechu, kiedy zaczął odczuwać rezygnację i naprawdę zaczął się zastanawiać czy dobrze zrobił, gdy zabrał go w tamtą pamiętną noc.
Za co ty mnie tak nienawidzisz, Hiro?
Tak, był zadufany w sobie. Uważał, że jeżeli komuś poda pomocną dłoń, to należy mu się wdzięczność. Może nie uwielbienie, ale cholerną wdzięczność. Nieważne, że wszystko, co robił, nie było bezinteresowne. Nawet, jeżeli coś z pozoru takie się wydawało, to w rzeczywistości widział w tym swoje korzyści.
Co ja ci takiego zrobiłem?’
Z gardła wydobyło się ciche warknięcie. Odepchnął się od ściany i pokonując te kilka nieszczęsnych kroków, znalazł się tuż za plecami niższego wymordowanego. Ciężka i wyjątkowo chłodna dłoń opadła na wychudzone ramie, które zdawało się, że nawet od delikatnego dotyku może rozsypać się w drobny mak. Pochylił się nieco, na tyle, by jego usta znalazły się na wysokości ucha jasnowłosego.
- A ja? Cóż takiego ci zrobiłem? – zapytał chłodno, nie patrząc na niego. Czyż nie dałem ci dachu nad głową? Nie przygarnąłem pod swoje skrzydła, gdzie masz ciepło w dupę, jesteś bezpieczny i masz co jeść? Czyż nie zapewniam ci podstawowych środków do higieny, opiekę medyczną i naukę o miejscu, w którym nie przeżyłbyś nawet dnia?
Wyprostował się, przenosząc spojrzenie na medyka Psów, wciąż nie zmieniając swojego oblicza, gasząc zadziorny błysk w oku.
- Poczekajcie. – polecił krótko, odwracając się na pięcie I wychodząc z pomieszczenia, pozostawiając ich samych na pewną chwilę. Początkowo nie zamierzał zostawiać Hiro samego z nimi, chcąc dać mu poczucie bezpieczeństwa. Ale dla niego nie miało znaczenia czy był obok czy też nie. Wciąż panikował a w chwilach strachu lgnął do Nayami. Skoro tak, niech nadal do niej lgnie.
Powrócił po kwadransie, pozostawiając uchylone drzwi.
- Za drzwiami czeka Heba. Zaprowadzi was do magazynu, gdzie towar będzie do odbioru. Dwa koce, trzy puszki z mielonką, pięć bandaży i pół litra spirytusu to odkażania ran własnej roboty. Do tego dwie igły, pół słoika soli i pół słoika cukru. Na razie tyle dostaniecie. – zakończył odsuwając się, robiąc im przejście. Spojrzał krótko w stronę Jekylla jednocześnie dając mu do zrozumienia, że w tym momencie wszelkie negocjacje zostały zakończone.
Był zły. A w tym stanie dobijanie interesów nigdy nie kończyły się dobrze.



Your first mistake was thinking that I'm one of your sheeps


Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma
avatar
Jinx

Mastiff       Poziom E






GODNOŚĆ :
Servant of Evil

Liczba postów :
811


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Shirōyate on 6/1/2018, 21:45
    
Przyciskał ręce do twarzy, jakby ten zabieg był w stanie odciąć go od świata zewnętrznego, wszystkich ludzi z litością patrzących na jego poczynania, od atmosfery, która gęstniała tak bardzo, że przybrała już niemal materialną formę. Nie poruszył się, choć poczuł chłód i usłyszał nagły świst powietrza – mógł się tylko domyślać, że kilka centymetrów dzieliło go od nowej dawki bólu, tym razem fizycznego.
„A ja? Cóż takiego ci zrobiłem?”
Klatka piersiowa młodego wymordowanego uniosła się gwałtownie, a potem opadła w kolejnym drżącym wydechu. Nie odpowiedział, choć myśli tłukły mu się w głowie jak pociski odbijane niezliczoną liczbą rykoszetów. Gdzieś wewnętrznie znajdowało się pragnienie, by wyrzucić to wszystko z siebie, ale wciąż słabnące siły tylko odwodziły go od tego pomysłu. Pierwszy wybuch absolutnie nic nie dał, a im dalej szedł w zaparte, tym z większą irytacją na niego spoglądali.
Nie opierał się za to, gdy poczuł na ciele szczupłe ramiona dziewczyny; być może miało to jakiś związek z podświadomą pewnością, że dotyk, jaki teraz miał miejsce, pochodził od niej, a nie od któregoś z mężczyzn. Rozgrzane czoło oparło się od razu o jej ramię, a ręce, które dotychczas odgradzały go od brutalnej rzeczywistości wylądowały na koszulce członkini gangu. Czarne palce wczepiły się w materiał na jej plecach, kiedy przylegał ściślej do Nayami.
Cały ten czas odsuwał od siebie pewność, że naprawdę wyjdą; burdel opuści nie tylko rozwścieczony „lekarz”, ale również dziewczyna. Pozostanie mu zmierzyć się z konsekwencjami, których nie chciał doświadczać, ale które były nieuniknione. Co za abstrakcja. Prawie się zaśmiał na myśl, że kilka minut temu jedynym marzeniem, jakie chodziło mu po głowie, było zniknięcie nieznajomych z budynku, a teraz zrobiłby równie wiele, żeby zatrzymać ciemnowłosą przy sobie.
Trzask drzwi wywołał drgnięcie. Uniesiona ramiona i przygarbione plecy nagle zmieniły swoje położenie. Słabe mięśnie straciły na sile, przestał już wkładać resztki energii w obejmowanie Nayami, jakby zdawał sobie sprawę, że jeśli nie zrobi tego z własnej woli, to Jinx prędzej czy później postanowi użyć twardej ręki, aby go do tego zmusić.
Srebro tęczówek kontrastowało z zaczerwienionymi białkami, choć pod powiekami nie znajdowały się już łzy. Hiroki zacisnął mocno zęby, patrząc gdzieś w bok.
avatar
Shirōyate

Opętany






Liczba postów :
651


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Jekyll on 6/1/2018, 22:51
    
Jekyll był cokolwiek obojętny na jednostronną wymianę zdań pomiędzy Lecherem i jego nową zabawką, która jeszcze parę chwil temu wzbudzała w Bernardynie zawodową fascynacją. W tej chwili takowa przekształciła się w zgliszcza, gdyż doktor nie miał w zwyczaju marnować czasu na kogoś, kto nie potrafił nawet w minimalnym stopniu wykazać się współpracą.
Kiedy Jinx spojrzał w jego stronę, ich oczy skonfrontowały się ze sobą w formie krótkotrwałego kontaktu wzrokowego. Z ust Doktora nie padło żadne potwierdzenie, w kwestii handlu dogadywał się z właścicielem burdelu bez słów. Skinął głową, po czym zacisnął delikatnie palce wolnej ręki  na ramieniu stojącej nieopodal dziewczyny.
—  Czekam przy wyjściu — rzucił w jej kierunku, gdyby ta chciała pożegnać się z ojcem, albo też zostać z Hirokim jak na wzorową matkę miłosierdzia przystało. Wycofał dłoń i opuścił pomieszczenie, niemalże całkowicie ignorując w nim obecność jeszcze innego istnienia - bachora wyposażonego w genotyp Pandy Wielkiej.
Przywitał się z dobrze znaną mu Hebę i, wdając się z nią w krótką, niezobowiązująca rozmowę, udał się wzdłuż korytarza, wprost do magazynu, gdzie znajdował się zebrany przez handlarza towar. Przejrzał pakunek, aby zweryfikować, czy jego zawartość zgadzała się ze wcześniejszym ustaleniami, pożegnał się z kobietą i udał w kierunku wyjścia z sprzedającego rozkosz budynku, razem z latoroślą jego właściciela, która dołączyła do niego w między czasie.

_zt

Ode mnie to tyle. Uznaję, że dalsza część transakcji przebiegła bez zakłóceń.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar
Jekyll

Bernardyn     Opętany






GODNOŚĆ :
Dr Jekyll

Liczba postów :
2452


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Insomnia on 8/1/2018, 13:56
    
A więc jednak - udało się. Przynajmniej tyle mogła sobie przyznać, że jeśli chodzi o okiełznanie strachu jasnowłosego chłopaczka, poradziła sobie z tym całkiem nieźle. Ogólnie nie miało to już zbyt wielkiego znaczenia, bo wizyta w burdelu dobiegała końca, a młody wymordowany nie był w żaden sposób skorym do współpracy pacjentem, ale przynajmniej obyło się bez dalszej histerii. Tyle była w stanie zrobić i chyba tyle musiało ją usatysfakcjonować, bo w końcu działała w stu procentach na wyczucie, nie wiedząc ani z kim ma dokładnie do czynienia, ani jak należy się za niego zabierać. Tak naprawdę mały płaczek mógł się okazać krwiożerczą bestią, która rozszarpałaby jej gardło za samą próbę podejścia bliżej! Ale koniec końców do niczego strasznego nie doszło. Chyba. A nawet jeśli, Nayami to raczej nie dotyczyło, bo inaczej by zauważyła. Uznała więc, że może sobie dać plusa za wzorowe zachowanie.
- No, mały, nie ma się co mazgaić - szepnęła mu jeszcze, delikatnie przebiegając dłonią po jasnych włosach pandy. - Będzie dobrze. Tylko no, weź się w garść. Twardym trza być, nie miętkim - dorzuciła na koniec akcent humorystyczny, choć nie liczyła na zbytnie rozbawienie ze strony wymordowanego. Co jak co, ale mistrzem stand-upu to ona nie była, ale może chociaż zapamięta sobie jej słowa. Byłoby trochę żal, gdyby taki miły chłopaczek spędził resztę żywota trzymany za kark przez jej ojca, do końca życia pomiatany i zależny. Chociaż kiedyś żałowała, że nie ma z Jinxem bliższych relacji, na chwilę obecną nie zamieniłaby się z jasnowłosym za żadne skarby. Myśl o tym, że miałaby zachowywać się tak jak on, była przerażająca.
Kiedy właściciel burdelu wrócił, dla Nayami był to wyraźny sygnał, że będą się zbierać. Wypuściła młodego z objęć i pomachała mu jeszcze na pożegnanie, nim skierowała się w stronę drzwi, doganiając Jekylla. Ojcu rzuciła tylko przelotne spojrzenie, niewyrażające żadnych szczególnych emocji, może jedynie pewne wahanie. Zaraz jednak zniknęła na korytarzu, a kiedy już dokonały się wszystkie ostateczne ustalenia, z ulgą przekroczyła próg burdelu, wydostając się wreszcie na zewnątrz. Nie wątpiła, że nie zamierza wracać tam w najbliższym czasie.

[zt]


avatar
Insomnia

Kundel     Opętana






GODNOŚĆ :
Nayami Leather

Liczba postów :
854


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Jinx on 9/1/2018, 01:14
    
Wreszcie.
Wreszcie dźwięk, na który czekał. Cisza.
Milczał nawet po tym, jak drzwi słodko trzasnęły, poruszone przez ostatniego, nieproszonego gościa. Wiele słów cisnęło mu się na język, przy jednocześnie chęci zadławienia ich wszystkich dla siebie. I nie dlatego, że niektóre mogły boleśnie wbijać się w to wątłe ciało. Ale dlatego, że czuł się zmęczony. Dzisiejszym dniem. Gośćmi, załatwianiem spraw i Hirokim, przez którego ponownie wyszedł na frajera. Dlaczego aż tak bardzo brnął w to gówno, roztaczając opiekę nad tym niewdzięcznym gnojkiem?
Ciężkie powieki opadły ukrywając złote spojrzenie. Powinien zrobić to, co robił do tej pory. Pozbyć się niepotrzebnego problemu. Balastu.
Czy aby na pewno tym był? Balastem?
Sam już nie wiedział. Zabrał go, bo miał dostarczyć mu powiewu świeżości w te długie, monotonne życie. Miał go rozbawić, zaciekawić. A zamiast tego dostawał ciągle wiadro pełne gorzkiej trucizny, która sączyła się w jego żyłach.
Jesteś słaby, Jinx’
Śmiech Mike rozbrzmiał w jego głowie. Tak, musiał przyznać, że im dalej  to brnął, to tym bardziej stawał się słaby. Bo pomógł jednemu szczylowi.
No dalej Sheba. Zrób to. Skręć mu kark. Pozbądź się. Przecież o tym myślisz od jakiegoś czasu. Zawsze o tym myślisz, kiedy coś nie idzie po twojej myśli. Kiedy ten przeklęty smark znowu się buntuje z tym swoim bezwyrazem na ryju.
Nie. To byłoby zbyt proste.
- No dalej. Biegnij za nią. – odezwał się nagle dziwnym, zachrypniętym głosem, jakby ten w żaden sposób nie należał do niego.
- Jeszcze ją dogonisz. Przecież tego chcesz, prawda? Opuścić to miejsce, najlepiej w towarzystwie jakieś dziewczyny, do której tak chętnie się migdalisz jak kotka podczas rui. – prychnął pod nosem, zaciskając jedną dłoń w pięść.
- Zastanawiałeś się chociaż przez chwilę, że może ona jest czymś gorszym, niż ja? – dopiero teraz pozwolił sobie na odwrócenie i stanięcie bokiem do chłopaka, odwracając głowę, by spojrzeć na niego. I chociaż jego twarz wciąż nic nie wyrażała, jakby założył lodową maskę, to czujne oczy uważnie mu się przyglądały, śledząc każde drgnięcie mięśnia jego twarzy, poruszenie kącikiem ust, mrugnięcie.
- Nie. Nie pomyślałeś. – odpowiedział wreszcie, odchylając nieznacznie głowę w tył.
- Bo w tym pokoju widzisz tylko jednego potwora. – usta poruszyły się w kpinie, chociaż ton pozostawał suchy.
- Biegnij więc do niej. Z nią będziesz bezpieczniejszy. Z nią będziesz szczęśliwszy. Nim się rozmyślę.



Your first mistake was thinking that I'm one of your sheeps


Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma
avatar
Jinx

Mastiff       Poziom E






GODNOŚĆ :
Servant of Evil

Liczba postów :
811


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Shirōyate on 10/1/2018, 00:43
    
Poszli. Nie patrzył na nią, gdy machała na pożegnanie i być może dlatego trzask drzwi odgradzających go od Nayami był tak absolutny. Hirokiego ścisnęło w gardle. Strach, dotychczas objawiony w formie nagłej histerii, teraz ponownie sięgnął jego oczu, nawet jeśli twarz nie wyrażała zbyt wiele. Nie wiedział co zrobić ze wzrokiem pełnym lęku.
Spojrzeć na niego? Unikać, przygotowując się na najgorsze?
Skrzyżował ramiona na nagiej klatce piersiowej, tępo wpatrując się w zadrapania na podłodze. Prawdopodobnie kiedyś, może nawet tydzień temu albo wczoraj, ktoś starał się przeczołgać po tych deskach. Ale Jinx chwycił go za nogę, pasek od spodni albo kark i zaczął odciągać od wyjścia. Paznokcie wbiły się wtedy w drewno i takim sposobem powstały krzywe zarysowania.
Oczy Shirōyate przekierowały się na własne paznokcie. Z nerwów obgryzał je do krwi i dopiero teraz zdał sobie z tego sprawę. Jeżeli będzie chciał uciec to nawet tak dramatycznie beznadziejny chwyt się nie uda. A ucieczka będzie zapewne pierwszym instynktownym manewrem, jaki szarpnie jego ciałem, kiedy Jinx wreszcie się wścieknie.
Bo kolejny raz nie miał zamiaru go posłuchać.
Stał pod ścianą jak uczeń karany reprymendą przez zawiedzionego nauczyciela. Jakaś część naprawdę chciała stąd wybiec. Być może dogoniłby Nayami. Może nawet zgodziłaby się, żeby jej towarzyszył. Ale wbrew wszystkiemu pozostał na miejscu. I milczał.
Dłonie mu drżały. Z napięcia zacisnął palce w pięści, pragnąc się uspokoić, ale im dłużej panowała cisza, tym ciężej było zabrać się do tego, co nieuniknione. Czas od zawsze był jego wrogiem. Nie spodziewał się jednak, że teraźniejszość okaże się większym katem niż przeszłość.
Zacisnął zęby.
Moja mama dużo pracowała.
Słowa brzmiały gładko, bezproblemowo. Apatycznie, ale bez zacięcia i wahań, jakby miał zamiar przedstawić prognozę na następny weekend.
Na początku pilnowała mnie jej przyjaciółka. Matka jej płaciła. Ale potem poznała jednego faceta. Potem on się wprowadził. Potem odwołała przyjaciółkę. Potem zaczęły się uśmiechy i dużo rozmów. Dużo gestów. Kiedy oglądałem telewizję zawsze zajmował miejsce obok i zachęcał, żebym siadał mu na kolana. Pytał co chcę zjeść na kolację. Wiesz, miałem siedem lat. Osiem. To chyba nic dziwnego? Był miły, tak to wyglądało. Czekał aż pójdę spać, bo nie znosiłem zostawać sam w pokoju, a matki nigdy nie było. Dużo mi czytał, trochę opowiadał, zadawał pytania, a ja... wtedy nie mogłem mówić tak jak teraz, ale nauczył się mojego języka, dobrze mu szło. Nie wiem kiedy to się zaczęło. Może pierwszego dnia, kiedy stanął w drzwiach otoczony świergotem matki. Może dwa lata później. A może sobie to wymyśliłem.
Kącik ust zadrżał, na moment sprawiając, że twarz przybrała kpiarski wyraz.
Bałem się, kiedy zaczął do mnie przychodzić. To irracjonalnie, bo ja niczego się nie obawiałem. Wtedy byłem jednak przerażony. Po tylu latach ciszy wszystko huczało mi w głowie. Za pierwszym razem się wyrywałem. Za drugim, piątym, setnym. Potem przestałem. Jaki to miało sens? Komu miałem powiedzieć? Zaśmiał się drętwo, marszcząc lekko brwi. Co ja pierdolę? Nie mogłem mówić, nawet gdybym chciał. Bo widzisz. Moja matka była z nim... inna. Lepsza. Sądzę, że naprawdę go kochała. Imponował jej. Schlebiał. Robił wszystko to, co robiłby ojciec, gdyby żył. Jak miałem drugi raz pozbawić ją tego szczęścia? Wbrew temu, co o mnie sądzisz, faktycznie mi na niej zależało. Zaciskałem zęby, robiłem dobrą minę do złej gry. Z dnia na dzień stawało się to coraz... trudniejsze. Nie jadłem, nie spałem, nie mogłem spać, za często o nim myślałem. Nieustannie łapałem się na tym, że byle szmer w holu wyrywa mnie do pionu. Obsesyjnie szukałem jakiejś ucieczki, pretekstu, żeby tym razem nie kazał... żeby się po prostu odwalił. Myłem zęby godzinami, żeby za moment mnie zawołał i wkładał tego obszczanego chuja po samo gardło. Doszło do tego, że złamałem sobie nogę, by nie mógł mnie rżnąć przez prawie trzy tygodnie. To były najszczęśliwsze ferie, jakie przeżyłem. Wiesz co jest w tym wszystkim najzabawniejsze? Że nie potrafiłem go znienawidzić. Okłamywał moją matkę, nauczycieli, sąsiadów. Głaskał mnie czule po głowie, by pod wieczór, gdy zostawaliśmy w domu sami, szarpać mnie za włosy, bylebym sprawniej mu obciągnął. Ale z drugiej strony sprawiał, że ludzie się uśmiechali. Sam nie wiem. Że byli zadowoleni. Robił wszystko to, czego ja nigdy nie potrafiłem. Uniósł spojrzenie na Jinxa; w srebrnych tęczówkach pojawił się błysk powagi, gdy zadzierał brodę, by móc na niego zerknąć pod skosem. Ironia losu. Twój gówniarz, którego tak chroniłeś przed bandą zasranych pomyleńców, zna się na fachu lepiej od większości dziwek w burdelu. Ten mężczyzna... doktor – uściślił – miał rację. Będę wiecznie się korzyć, błagać, płakać... Do końca życia na kolanach, bo tylko klękając zaserwuję ci zadowolenie, którego ani razu dotychczas nie sprawiłem. Potem zwymiotuję. Będę rzygał tak długo aż zadławię się żółcią. Ale byłbyś o wiele bardziej usatysfakcjonowany z nowego towaru na sprzedaż niż... Znów spuścił wzrok, tym razem wbijając oczy w przeciwległą ścianę. Pokręcił głową, mocniej splatając ramiona na wychudłym torsie.
Nie chcę tego. Sheba, nienawidzę wszystkiego, co mi zrobiono, ale nie nadawałem się do niczego ponad to. Zostawiłby ją, gdybym komukolwiek powiedział. Na początku sądziłem... to takie głupie, ale po pewnym czasie przywykłem do twoich humorów. Byłem święcie przekonany o swojej nietykalności. Może nawet naiwnie myślałem, że ochronisz mnie przed chorym światem. Że mimo twojego charakteru, ciągłych przekleństw i rękoczynów, zostałeś mi zesłany, bo zapłaciłem wystarczającą cenę przez wszystkie lata, gdy bezprawnie mnie... Znów się zaśmiał. Suchy ton poruszył w parsknięciu kościstymi ramionami. Nawet teraz nie chce mi to przejść przez gardło. Widocznie faktycznie lepiej przełykam niż wypluwam. Oparł się plecami o ścianę. Jeszcze chwila. Ostatnie słowa. Nabrał wdechu. Ale mogłem cię błagać dalej, a i tak byś go nie odciągnął. Przecież nie chciałem wiele. Tylko żeby dał mi święty spokój. A ta dziewczyna? Nie pójdę za nią. Świetnie zdajesz sobie z tego sprawę. Bo dlaczego miałbym pójść? Wszędzie czeka mnie dokładnie to samo, a skoro tak, to co za różnica, czy stąd wybiegnę, czy zostanę? Zmieni się tylko plener, warunki nie. Poddaję się. Nie jestem tobą. Nie zniosę każdego ciosu, jaki zostanie wymierzony. Za którymś razem po prostu się nie podniosę. Mógłbyś mi w tym pomóc, wiesz? Jesteś wściekły. Z naszej dwójki ja jestem dziwką, ale to ty zostałeś wykorzystany. To wystarczający powód, byś skręcił mi kark? Przymknął powieki. Albo zastrzelił?
avatar
Shirōyate

Opętany






Liczba postów :
651


Powrót do góry Go down





Re: Pokój 404 Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 7 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach