Strona 6 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 16.11.17 21:43
Zęby błysnęły w szerokim uśmiechu, kiedy poczuł na szyi chłód ostrza skalpela. W oczach pojawiło się szaleństwo, które zachęcało jego „gościa” do dalszego działania. Nie wycofał się, wręcz przeciwnie, pochylił się nieznacznie w jego stronę, delikatnie napierając na narzędzie, nie przejmując się rozcinaną powoli warstwą skóry.
- No dalej, Jakie. Na co czekasz? – wyszeptał uśmiechając się jeszcze szerzej. Przy kostkach zaczęła gromadzić się już gęsta mgła, gotowa pochłonąć wyższego mężczyznę, gdyby zaszła taka konieczność. Krew w żyłach buzowała, umysł powoli szalał podsycany naturalnymi instynktami.
No dalej, na co czekasz!
Niestety, ostatecznie do niczego nie doszło, ku rozczarowaniu ciemnowłosego. Musiał obejść się jedynie smakiem, chociaż zapowiadało się na zajebistą imprezę. Westchnął ciężko, przechylając głowę w bok i wodząc znudzonym wzrokiem gdzieś obok ramienia mężczyzny. Zero zabawy.
- Ej, ej. Nie porównuj się do mnie. Moja twarz jest zbyt piękna. – parsknął kręcąc jedynie głową. Czasami jego arogancja i narcyzm wylewała się uszami, chociaż sam Jinx uważał to za zupełnie naturalną rzecz.
Słysząc warunki jakie postawił mu Pies, wybuchnął niekontrolowanym, wręcz szyderczym śmiechem, jakby Jakyll opowiedział naprawdę zajebistej treści kawał. Doprawdy, ty tak na serio, Jakie?
- Chyba się trochę zapominasz, doktorku. Twój skalpel go nie tknie. Nie pozwolę ci na to. Jeżeli chcesz młodego, to musisz najpierw mnie przekonać, i bynajmniej nie mam na myśli słów. Spróbuj, Psiaku. A jak nie, to spieprzaj. Na Desperacji jest co najmniej pięciu lekarzy, którzy lubią paprać się w takich sprawach, więc pewnie udam się do któregoś z nich – pomachał ręką przed nosem, jakby próbował odgonić wyjątkowo natrętną muchę.
Czar „dobrego” nastroju momentalnie rozpłynął się, kiedy dziewczyna otworzyła usta i zaczęła pieprzyć głupoty, na które źrenice mężczyzny nieznacznie się zwęziły. Wyminął Jakylla i skierował ciężkie kroki w jej stronę, nie wypowiadając ani jednego słowa. Znalazłszy się przy niej, odepchnął Hiro na bok, by mu nie przeszkadzał, posyłając przy tym w jego stronę krótkie spojrzenie pełne r o z c z a r o w a n i a.
Taka z ciebie kurwa Hiro, że musisz się kleić do każdej laski w tym burdelu?
Prychnął pod nosem, łapiąc dziewczynę za szczękę, możliwe, że zbyt boleśnie jak na tak drobne ciało, i szarpnął ją bliżej siebie.
- Zważaj na słowa, mała, bo kurewsko nie masz pojęcia, co chrzanisz. – nie czuł jakiejś dogłębniejszej potrzeby wyjaśnienia, dlaczego Hiro wyglądał jak pierdolony wieszak na ubrania i że tak naprawdę teraz nad tym pracują. Co nie zmieniało faktu, że samozwańczy król Desperacji bardzo nie lubił, jak obce osoby wpierdalają się w nie swoje sprawy.
Chwila
Wpatrywał się w jej twarz, obnażając przy tym ostrzegawczo kły, a czas jakby zatrzymał się w miejscu. I jeżeli Jekyll postanowiłby zareagować podchodząc do niego, tym razem Sheba nie zamierzał się ani ograniczać ani też powstrzymywać. Wystarczyło, żeby mężczyzna znalazł się w odległości dwóch metrów od ciemnowłosego wymordowanego, a z jego pleców wystrzeliłyby kościste szpikulce, celując wprost w lekarza. Niech nikt się nie wtrąca. Do jego miejsce, i jego „konwersacja”.
- Hoh. Urosłaś, Nayami. – odezwał się nagle, puszczając jej szczękę I położył dłoń na jej głowie, którą czule poczochrał.
Tak, już wiedział skąd ją zna. Już tak.
Odwrócił się w stronę Jekylla, wyciągając paczkę papierosów. Wciąż pozostawała kwestia, po którą tutaj przyleźli.
- Nie dam wam wszystkiego, skoro sami od siebie nic nie przynieśliście. – mruknął odpalając papierosa i zaciągając się dymem nikotynowym, którego przez moment przytrzymał w płucach, czując przyjemne uczucie drapania.
- Mogę wam dać teraz małą część tego. Reszta jak przyniesiecie moją część. – uniósł wzrok wbijając go wyczekująco w jasnowłosego.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 19.11.17 0:27
Nie panował nad tą sytuacją. Nie, żeby kiedykolwiek panował nad jakąś inną, ale obecna kompletnie nie mieściła mu się w głowie. To jakby podnosił ręce i oberwał w brzuch. Więc zmienił taktykę i chciał przyblokować cios kolanem, ale nagle huknięto go w skroń. Czegokolwiek nie zrobił, jakiegokolwiek ruchu nie wykonał – obrywał. Starał się nadążyć za tempem rozgrywki, ale im dłużej się toczyła, tym głupszy był. Domyślił się, że się znają – między nimi wyczuwalne były spięcia niemożliwe do wytworzenia przez dwójkę nieznajomych. Shirō nie był jednak w stanie sprecyzować, na czym dokładnie polegała ich relacja. Nienawiść? Walka o dominację? Przymrużył mocniej ślepia. Przyjaźń? Odegnał od siebie natłok nieuformowanych myśli. W obecnej chwili mogli się nawet rzucić sobie do gardeł – byle ten temat się skończył.
Byle było spokojnie, wychrypiał w myślach, zaciskając palce na ubraniu obejmowanej dziewczyny. Choć była od niego niższa, prezentowała się jakoś lepiej. Doznał tego uczucia tuż po tym, jak jej ramiona oplotły się wokół jego ciała i przygarnęły je do siebie. Dobijało się do niego natrętne przeświadczenie, że gdyby teraz postanowiła wzmocnić ścisk, usłyszałby chrupnięcie kości – i nic nie mógłby na to poradzić.
Irracjonalne, skoro to on do niej podszedł, ale nie myślał o zagrożeniu, bo większe oblegało dwójkę uzbrojonych wymordowanych. Wtedy oni byli niebezpieczni. A teraz?
- Do reszty was popieprzyło czy co?
Spiął się, odchylając gwałtownie głowę. Mina mu się nie zmieniła, ale obrzucił ją spojrzeniem i gdyby takie gesty dało się usłyszeć, na pewno przy uchu Nayami rozległby się szmer słów. „Nie rób tego”. Bo naprawdę nie warto. To zbyt duże ryzyko. Zbyt wiele masz do stracenia, żeby...
Poczuł, jak imadło zakleszcza się na jego ramieniu. A potem nagle uderzył w ścianę, prawdę mówiąc, nawet nie będąc zaskoczonym. Gdzieś w głowie odbijały mu się mimowolnie zasłyszane słowa - … przynajmniej trzy próbki krwi... kóry obejmujący czarn... o pakietu możesz..., ale nic go to nie obchodziło. W tym momencie zacisnął pięści i stanął prosto, ignorując pulsujący ból w barku.
Chciał się na niego wydrzeć. Kazać mu przestać. Wyjść poza linię bezpieczeństwa i pokazać, że nikogo nie ruszają jego mięśnie i ostre zęby – bo w tym momencie zachowuje się jak kompletny dupek i nic go nie usprawiedliwia. Jak nigdy dotąd pragnął pokazać mu, że upadł nisko. O wiele niżej niż większość dziwek, które klękały z błogim uśmiechem przed facetami i udawały, że lubią to, co robią.
Ale nawet się nie ruszył.
Mięśnie drżały. Serce tłukło w piersi. W gardle ściskało. A jednak nie wykonał żadnego kroku. Stchórzył w momencie, w którym zobaczył, jak wielka bestia pochyla się nad jedną z niewielu życzliwych mu osób. Duma rzucała się naprzód jak uczepiony łańcuchem pies, ale instynkt nakazywał zostać na miejscu. Nakazywał bycie posłusznym i uległym, bo tylko wtedy ochroni własną skórę.
Przepraszam. Przepraszam. Przepraszam.
Wbił wzrok w zadrapane deski podłogi.
Naprawdę mi przykro, ale co ja mogę? Gdybym go zaatakował, wściekłby się. A wtedy zabiłby wpierw mnie, a potem ciebie.
Myśli galopowały przez umysł bez żadnych hamulców. Shirōyate zacisnął czarne palce na przeciwległym ramieniu i odwrócił głowę na bok. Zwiesił ją, aż jasne włosy nie rzuciły cienia na twarz, przysłaniając wciąż otwarte, wpatrzone w podłogę oczy. Do diabła, nie mógł się ruszyć! Nie potrafił zrobić kroku ani teraz, ani przy Liselotte, ani nigdy wcześniej, jakby wraz z wagą spadała mu również odwaga.
Zacisnął wargi. Chyba zachciało mu się śmiać. Tak. To prawdopodobnie było to uczcie, gdy człowiek nagle wybucha bezradnym rechotem. Do diabła, co mu spadało? Odwaga? Nie do wiary. Jakim cudem odbierał sobie coś, czego właścicielem nigdy nie był?
„Hoh. Urosłaś, Nayami”.
W głosie Sheby coś się zmieniło; drgnęła jakaś nuta, której wcześniej nie było. A jednak białowłosy nie miał zamiaru zerknąć, jak się sprawy mają. Tu, gdzie stał, a właściwie tu, gdzie został pchnięty, był bezpieczny. To było istotniejsze niż wspomnienie ciepła, jakie go ogarnęło, gdy dotknął ciemnowłosej.

|| Ten post absolutnie nic sobą nie reprezentuje. Keep scrolling.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jekyll on 19.11.17 16:34
No dalej, Jakie. Na co czekasz?
Nie udzielił mu odpowiedzi na te pytanie, mimo iż takowa ukształtowała się w jego umyśle w formie dwuznacznego podtekstu. Marna próba prowokacji Lechera nie powiodła się, gdyż w przypadku Dr ludzkie pojmowanie rzeczywistości nigdy nie zostało przejęte przez zwierzęcy instynkt. Stłumił go w sobie, aby zachować resztki człowieczeństwa, chociaż wykrzywiony do granic możliwości kręgosłup moralny i rozszarpane na strzępy wyrzuty sumienia zaprzeczały temu na każdej płaszczyźnie jego życia. Czyny, których się dopuścił na potrzeby prowadzonych przez siebie trwających długie lata badań już dawno obdarły go z tego przywileju. Poza tym był świadom fizycznych predyspozycji burdel-taty i nie miał zamiaru z nim w tym zakresie rywalizować. Z brakiem odpowiedniego warsztatu w tym kierunku, a także z ciałem niewyposażonym w mięśnie był na przegranej pozycji.
Tak piękna jak morda Wilczura — zironizował, bo krzywy ryj kurwiarza zdecydowanie kłócił się z jego poczuciem estetyki i w jakimś stopniu upodabniał go do przywódcy psiej hałastry. — Najwyraźniej nasze poczucie humoru osiągnęło ten sam poziom— skwitował krótko. Doskonale wiedział, jakie argumenty przekonywały niewyżytych drani jego pokroju, ale nie miał zamiaru zniżać się do poziomu padających przed nim na kolanach kurw. W ramach zademonstrowania swojej wyższości intelektualnej na tej ograniczonej do prymitywnego pojmowania rzeczywistości istocie, odrzekł: — Właśnie, Jinny — kolejny przydomek, który wpadł mu do głowy, bo akurat przypomniała mu się ich nocna libacja z ginem w roli głównej — lubią, ale czy to słowo jest gwarancją jakości? — zainteresował się, zerkając Lecherowi prosto w ślepia, wyzywająco. — Obydwaj dobrze wiemy, że łatwiej jest zabić, niż uratować czyjeś życie.
Jeśli chodziło o umiejętności medyczne, Jekyll posiadał wysokie mniemanie o swoich, jednakże miało one swoje potwierdzenie w doświadczeniu, a także dokonaniach, o czym niższy od niego o parę centymetrów mężczyzna przekonał się na własnej skórze. Pracując w tym miejscu, nie raz dokonywał rzeczy niemal niemożliwych, by wyszarpać ze szponów choroby jego pracownice bądź pracowników, a czasem jego samego, gdy wracał z głębokim ranami. — Weź to…
Głos Nayami, niczym porywisty, mierzwiący włosy i odsłoniętą skórę wiatr, przeszył powietrze i odbił się od pustych ścian pomieszczenia. Sprawił, że serce w jekyllowej piersi zabiło mocniej, obijając się boleśnie o żebra. Sparaliżowany na ułamek sekundy, zerknął kątem oka na Nayami, po czym na jego ustach ukształtował się grymas przypominający uśmiech.
Czy ja kiedyś skrzywdziłem kogoś na twoich oczach? —zapytał, niby to z wyczuwalną naganą w głosie, niby to z rozbawieniem, lecz to pierwsze zdecydowanie dominowało w tonie głosu. — Nie zabiorę mu wszystkiego na raz — obiecał jej, ale najprawdopodobniej te słowa do niej nie doleciały, gdyż jej opiekuńczy tatuś, w akcie złości, dobrał się jej do skóry, aby zademonstrować swoją władzę. Bernardyn z reguły nie mieszał się w konflikty rodzinne na żadnym szczeblu i w tej materii nie miał zamiaru zmieniać swojego światopoglądu, nawet jeśli przynależność do gangu zobowiązywało go do takowych.
Przemieszczając zręcznie skalpel między palcami, z nikłym zainteresowaniem prześledził przez chwilę ich wymianę zdań, po czym skierował swoje kroki w stronę porzuconego na pastwę swoich wewnętrznych lęków organizmu z genotypem pandy wielkiej. Stanął tuż przed nim, opierając wolną dłoń o skrawek ściany tuż na wysokości jego prawego policzka. W odsłoniętym oku Jekylla pojawił się szaleńczy błysk. Otóż, kiedy przejechał tępą stronę skalpela po linii obcej szczęki, w jego głowie ukształtował się prostej konstrukcji plan godny jego lisiej natury.
Rozbierz się — rozkazał, lecz po chwili zdał sobie sprawę, że ówże słowa mogły być źle zrozumiane. Zwłaszcza w tym miejscu. Postukał przyrządem chirurgicznym po wystającym barku pandy, z nietypową dla siebie delikatnością, by tym sposobem nie dostarczyć mu kolejnego powodu do marnej próby scalenia się ze ścianą. Kolor jego skóry i tak był niemalże identyczny, jak jej. — Chcę cię zbadać — dodał w ramach uściślenia.
Latorośl właściciela burdelu miała racje. Dziecko było wyraźne wychudzone i w obecnym stanie, z powodu braku potrzebnych do regeneracji energii wartości odżywczych, układ immunologiczny zapewne był osłabiony i narażony na każdą z możliwych infekcji. Dlatego też pobranie próbek z jego organizmu w tej chwili byłoby marnotrawstwem cennego materiału genetycznego. Miał zatem nadzieje, że ten fetyszysta nie wykorzystał smarkacza na tle seksualnym i nie przekazał mu żadnej z chorób wenerycznych, która w łatwy sposób przyśpieszyłaby proces jego śmierci.
W takich warunkach panda szybko zdechnie. Są wyjątkowo delikatnymi stworzeniami, a tobie tego brak — zwrócił się tym razem do Lechera, choć jego wzrok zawiesił się na podbitych przez czarne plamy oczach dzieciaka. — Postawię go na nogi, a ty w ramach zapłaty i zawartej z Chrisem umowy dasz nam tego towaru, tyle ile potrzebujemy — zasugerował. — Interesuje nas przede wszystkim zaopatrzenie medyczne i kuchenne — dodał, zanim Lecher rozwarł wargi, by coś powiedzieć, chociaż ta kwestia zaczynała go coraz mniej interesować, bo o to stał przed nim jeden z ciekawszych odkryć ostatnich paru miesięcy, a może nawet roku.


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Insomnia on 21.11.17 0:28
Spodziewała się, że jej słowa nie wywołają aplauzu ani nawet zgody, nawet ze strony tego, którego tak zaciekle broniła. Łatwiej było dać się odepchnąć, schować się w kącie i nawet nie patrzeć na to, co się dalej stanie. Łatwiej było udawać, że nie jest się częścią wydarzeń, wycofać się z kręgu zainteresowania i jakby zniknąć, choć przecież zniknąć naprawdę się nie dało. Nie miała mu tego za złe; o nic jej nie prosił, odezwanie się było jej własną decyzją i brała za nią pełną odpowiedzialność. Nawet gdyby próbował ją powstrzymać, nadal zrobiłaby to samo. Impuls, by przerwać jakoś bezsensowne i coraz bardziej nasycone agresją rozmowy był zbyt silny, nawet jeśli teraz ryzykowała zwrócenie tych wszystkich negatywów w swoją stronę. I tak odnosiła wrażenie, że w dowolnej konfiguracji stron konfliktu i tak znalazłaby się na wygranej pozycji, bez względu na to, gdzie by wylądowała.
-Zważaj na słowa, mała.
- A ty uważaj, kogo lekceważysz, bo nie masz pojęcia z kim się szarpiesz - syknęła wściekle, cedząc słowa przez zaciśnięte zęby. Świdrowała Jinxa nieustępliwym spojrzeniem i zamierzała to robić tak długo, aż w końcu klikną mu odpowiednie przekładki w mózgu i zacznie łapać, kogo tak właściwie wpuścił pod swój dach. Ins nie była nawet pewna, kiedy ostatni i czy w ogóle się widzieli. Nie potrafiła przywołać takiej sceny spośród wspomnień, więc może była wtedy za młoda, by móc to jeszcze pamiętać. Tak czy inaczej ktoś, kto nie miał dwóch latek poprzednim razem, kiedy się spotkali, powinien wreszcie połączyć fakty. A fakty były takie, że tuż pod palcami miał DNA w połowie zgodne ze swoim własnym.
- Myślałam, ze już na to nie wpadniesz - rzuciła z przekąsem, wywracając wymownie oczami. I oto on, wzorowy tatuś. Przypomniał sobie imię, a więc chyba własnie osiągnął swój szczyt dobrego rodzicielstwa. Nayami nie spodziewała się po nim już niczego więcej; ale już to, że chociaż ją rozpoznał, dawało pewną satysfakcję.
- Czy ja kiedyś skrzywdziłem kogoś na twoich oczach? - padło ze strony Bernardyna, na co wymordowana natychmiast wybuchnęła krótkim, przytłumionym śmiechem. Spojrzała na niego z politowaniem, powstrzymując wstrząsające nią raz po raz rozbawienie.
- Tak! Moją matkę, kiedy odebrałeś poród zamiast oderwać mi główkę. - Zaśmiała się znów, przyciskając wierzch dłoni do ust. Po wymuszeniu kilku spokojnych oddechów uspokoiła się wreszcie, choć wciąż szczerzyła zęby jak głupia.
Oparła rękę luźno na biodrze. Zaczynała odnosić wrażenie, że wydelegowanie Jekylla do zadania transportowego było dość ryzykowne; o wiele bardziej zainteresował się potencjalnym obiektem badań niż odebraniem zaopatrzenia, a jak widać żadne słowa ze strony dziewczyny nie odnosiły zbyt dobrego skutku w przywołaniu go do porządku. Pozostawało liczyć na to, że napotka na odpowiedni opór i odpuści sobie krojenie młodego, bo Ins nie uśmiechało się po raz kolejny przebijać z moralizującą gadką.
Zerknęła w stronę jasnowłosego chłopaczka, próbując wyczekać moment, kiedy wreszcie podniesie wzrok z podłogi. Po części wyczuwała, co determinuje jego zachowanie, ale jednocześnie nie potrafiła go do końca zrozumieć. Stał w bezruchu, pozwalając na to, by inni dyskutowali o jego losie; by obcy ludzie przerzucali się argumentami i propozycjami na temat tego, co z nim zrobić, a on nie odezwał się ani słowem. Bał się? Komukolwiek by się nie sprzeciwił, zawsze miał w tym pomieszczeniu chociaż jednego sojusznika. A jednak, nadal wolał przemilczeć swoje zdanie, swoje interesy i czekać, aż reszta podejmie decyzję. Dla Nayami to było nie do pojęcia i może dlatego tak uparcie starała się dać mu jakiś bodziec, sprowokować go do odezwania się we własnym imieniu.
Próżne jednak starania, skoro jak widać za o wiele lepsze uważał patrzenie się w podłogę.


avatar





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 23.11.17 0:11
Zabrał dłoń z głowy dziewczyny, nie czując potrzeby na kolejny komentarz. Nigdy nie był wylewną osobą i nie było co ukrywać, że niekoniecznie przywiązywał uwagę do swojego potomstwa. Wiedział, że ma ich sporo, ale większość albo zginęło na Desperacji, albo było skrzętnie ukrywane przez ich matki. A coś takiego było na rękę wymordowanemu. I tak nie zajmowałby się nimi. Miał inne sprawy na głowie, nieważne jakby brutalnie to nie zabrzmiało, to były o wiele ważniejsze rzeczy, niż jego dzieci.
W przypadku tej młodej sprawa przedstawiała się odrobinę inaczej. Jeszcze jak była szczenięciem, które nic nie rozumiało, została zaciągnięta do niego i przestawiona. Po długich rozmowach i sporach z jej matką uznali, że najlepiej będzie jak zostanie pod patronem DOGS. I tak też się stało. Możliwe, że sprawa przedstawiałaby się nieco inaczej, gdyby sam nadal zasilałby szeregi buntowników z Desperacji. Ale tak nie było. Cóż, takie życie, czyż nie?
Uniósł dłoń i podrapał się leniwie, przesuwając spojrzenie po Jekyllu, kiedy ten się poruszał, nie chcąc spuścić go z widoku nawet przez moment. Tak się składało, ze mu nie ufał, w żadnej materii. Oprócz jego medycznych zdolności. Wiedział, że jeżeli na coś się uprze, to zrobi wszystko, by to zdobyć. Na jego nieszczęście tym razem swoje lekarskie żądze zawiesił na Hiro, którego nigdy nie dostanie. Bez znaczeniu na cenę, jaką zaproponowałby.
- No proszę, nie sądziłem, że nasz wspaniały doktorek jednak będzie chciał się targować. – zaśmiał się sucho, krzyżując obie ręce na klatce piersiowej. Nie obdarzył swoim spojrzeniem dzieciaka. Był na niego zły. Miał żal, i jeżeli skupiłby teraz na nim swoją uwagę, zapewne w niedługim czasie pękłby, co nie mogłoby mieć dobrych skutków, zwłaszcza dla niego. Nawet jego wystraszona postawa, którą prezentował przed nimi, nie była w stanie go skruszyć. Nie tym razem.
- Nie zapędzaj się tak, rycerzu. – I chociaż ciało samo pchało się do przodu, by ponownie odgrodzić go od dzieciaka, tym razem pozostał w miejscu.
No dalej gówniarzu. Szukaj bezpiecznej przystani w obcych ramionach. Jesteś w tym dobry
- Młody dopiero wylizał się z zapalenia płuc. Wcześniej chorował na Matołka. To naturalne, że wygląda, jak wygląda – tu posłał krótkie spojrzenie w stronę dziewczyny, niemo nawiązując do jej wcześniejszych zarzutów.
- Dostaniecie nieco więcej pożywienia I medykamentów, nie wszystkie, ale nieco więcej w zamian za coś na odporność dla niego. I może jakieś witaminy. I na apetyt. Nie chce jeść, chociaż wciskam w niego siłą łyżki. – powiedział uchylając delikatnie górną wargę w cichym warknięciu.
- Tylko tyle na tę chwilę mogę wam zaoferować. W sumie to I tak wiele jak dla kogoś, kto przychodzi z zupełnie pustymi rękami, prawda? – nie oczekiwał odpowiedzi na ostatnie pytanie, ale w ten sposób zaakcentował, że negocjacje z jego strony są skończone. Nie kwestionował, że DOGS nie wywiąże się ze swojej umowy, ale nawet i ich obowiązywały pewne zasady. Jinx nie mógł pozwolić, by ktokolwiek wszedł mu na głowę w sprawach biznesu. Nawet oni. A jeżeli doktorek jednak odmówi, no cóż, będzie trzeba poszukać jakiegoś innego, kto zapewni temu smarkaczowi nieco odporności. I zaś w dupę będzie przez niego. Mały, cholerny niewdzięcznik.



"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 24.11.17 3:13
„Rozbierz się”.
Zdawało się, że jego i tak jasna karnacja nie mogła stać się jaśniejsza, a jednak na dźwięk tych słów  pobladł do odcienia kredy i nogi się pod nim zarwały. Gdyby nie oparł się plecami o ścianę, przylegając do niej tak ciasno, jakby chciał się z nią scalić, z pewnością upadłby boleśnie na kolana tuż przed Jekyllem. Był w stanie wytrzymać wiele, trzymając w garściach strzępki psychiki. Potrafił zacisnąć zęby i nie drgnąć o milimetr, kiedy ostrze lawirowało po jego skórze, niebezpiecznie przypominając, że jeden nieostrożny ruch, a może zostać przypadkiem dźgnięty. Zapanował nad emocjami mimo bliskości, jaką nałożył nieznajomy, choć jaskrawa lampka alarmowa rzucała ostre, czerwone światło na tę sytuację. Zniósłby pewnie jeszcze kilka innych niedogodności. Wyłączając tę jedną.
Nie... – dźwięk, jaki rozległ się w umysłach wszystkich obecnych, brzmiał jak jęk z niskobudżetowych horrorów. Teraz już nawet nie udawał, że da radę. Dłonie trzęsły się jak w febrze, więc zacisnął palce na materiale bluzy jaką miał na sobie. Może, ale tylko może, gdyby odważył się jednak spojrzeć na ciemnowłosą, zdobyłby się przynajmniej na ucieczkę od tego mężczyzny, ale oczy zniknęły za powiekami i już nic nie widział prócz tego, co podsuwał mu umysł.
Na kilka krótkich chwil czas się dla niego zatrzymał. Grunt bezlitośnie trzaskał pod ciężarem, aż wreszcie zarwał się, wrzucając go w otchłań bez dna, bez ścian, bez żadnego kierunku. Runął w czarną pustkę jak ciężki kamień; prosto w sam środek wspomnień, które tak usilnie starał się od siebie odpychać, ilekroć tylko o sobie przypominały. Skąd ta nagła ostrość? Te obrazy tak realne, że był w stanie je usłyszeć i poczuć? Znajomy zapach wody kolońskiej, lekkie szurnięcie nieogolonej brody o podbrzusze, upokarzające gorąco na udach i widok sufitu, kiedy było już po wszystkim, a on tylko łapał żałośnie oddech, wrzeszcząc i wrzeszcząc, i wrzeszcząc, choć żaden ton nie wychodził poza obręb jego głowy.
„Chcę cię zbadać”. To zdanie dotarło do niego z opóźnieniem, ale nawet ono nie było w stanie wyrwać go ze świata, w którym pokój stawał się celą pełną jego rąk i oddechu, i ust, i zębów, i języka, i... Hiroki uchylił nagle powieki i spojrzał przed siebie; dostrzegł kawałek obojczyka wystającego zza koszulki i kątem oka wychwycił błysk, jaki przemknął po ostrzu, kiedy ręka Jekylla się poruszyła. Nieprzerwane spadanie. Forma przybliżona do stanu, w którym lada moment świadomość ma opuścić ciało; w którym wiesz, że zemdlejesz, ale jednocześnie nie możesz się poruszyć, bo organizm już przestaje funkcjonować, już wyłącza wszystkie swoje mechanizmy, aby pozwolić na restart. Co miał zrobić? Co, u licha, miał zrobić w takiej sytuacji? Zagryzł dolną wargę, nagle uderzony przez rzeczywistość. W jednej chwili obraz prysnął, ale widma przeszłości wciąż brzmiały echem; gasło ciepło na brzuchu i zapach perfum, ale wciąż były, wciąż znajdowały się nieodpowiednio blisko...
Wtedy właśnie odwrócił głowę. Szare, wilgotne spojrzenie odnalazło Jinxa, który stał gdzie go postawiono i recytował warunki umowy – słowa praktycznie nie brzmiały. Poruszał ustami, może nawet sklejał sensowne zdania, ale Shirōyate nie zważał na to tak, jak zważałby, gdyby Jekyll nie przestąpił linii.
Weź go ode mnie! – warknął, podnosząc głos do krzyku, który jak pocisk huknął w czaszkach wszystkich obecnych.

DLUZEJ NIE WYTRZYMAM!!!

Rozbierz się.
Chcę cię zbadać.
Nie, nie, nie, nie.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jekyll on 26.11.17 16:28
Głos Pandy wibrował w powietrzu, pobrzmiewał w jego uszach, czaszce, jednakże był pewny, że żadne z wypowiedzianych przez niego słów, mimo poruszających się z ust, nie przedarły się przez młode gardło.
Wycofał dłoń ze skalpelem.
Telepatia? — mruknął pod nosem, przesuwając spojrzeniem po wychudzonej, wołającej o pomoc sylwetce. — Będziesz do końca życia błagać, prosić, płakać i korzyć się? — Wygiął usta w sardonicznym uśmiechu. — Wyćwicz język. Uklęknij. Zrób mu loda — zadrwił. — Zwykły krzyk może okazać się nie wystarczający na dalszym etapie waszej znajomości.
Coś za coś. Bezwzględne prawo, które nie zmieniło się ani trochę od upadku cywilizacji, a jedynie zyskała na aktualności. Jekyll był niemal pewny, że, jeśli dziecko nie wykaże się predyspozycjami, zostanie wreszcie porzucone jak zepsuta zabawka, którą znudził się właściciel. Cierpliwość Lechera pękała jak pokrywający tafle jeziora, nękany przez odwilż lód. Zerknął nań przez ramię, bardziej skupiony na tym, co miał do powiedzenia mężczyzna, niż jego własność.
Zapalenie płuc. Matołek. Brak apetytu. To tylko potwierdza moje przypuszczenia, Jinny — stwierdził, przez chwilę ignorując protesty, do których nieoczekiwanie zmusił się obiekt, zapewne wysilając przy tym sparaliżowane przez strach mięśnie. Ustosunkował się do nich dopiero po chwili. — Wiem, że w tym miejscu słowo „rozbierz się” nasuwa jedną myśl, ale ja to nie on. Nie jestem pedofilem i nimfomanem. Jestem doktorem. Nie mam zamiaru wykorzystać cię na tle seksualnym. Żal na to mojego czasu i pieniędzy. Zresztą przecież słyszałeś, nie? Lecher na to nie pozwoli. Prędzej wbije mi ten nóż między oczy, wdłubie i spenetruje mózg, a ma w tym zakresie doświadczenie. Jest lepszy od neurologów — odparł oschle do dziecka, pierwszy raz zwracając się do niego w sposób bezpośredni, w sposób, który w jakiś sposób ocierał się o troskę. Bo jak mógłby jej nie okazać takiemu niecodziennemu zjawisku? Jeśli chciał jego DNA do badań, musiał utrzymać go przy życiu. Na parę miesięcy. Na rok. — Serio chcesz być do końca życia kulą u nogi tego popierdolonego typa? — Złapał smarkacza za podbródek i uniósł go na poziom własnych oczu, by wymusić na nim kontakt wzrokowy. — W obecnej kondycji fizycznej możesz co najwyżej czyścić mu podeszwy butów językiem — stwierdził, niemal natychmiast zwalniając uścisk. W pewnym momencie zarysował mocniej paznokieć o jego skórę, by zdobyć chociaż miligramowy skrawek próbki w postaci naskórka.
Wyprostował się, rzucając mu pogardliwie spojrzenie, po czym obrócił się na pięcie i stanął twarzą w twarz z właścicielem burdelu.
Zanim skomponuję mu mieszankę witamin, naprawdę muszę go zbadać. Zobaczyć w jakiej kondycji jest jego ciała. Muszę określić co może przyjmować, a co nie, co obciąży jego organizm, a co go odciąży. Ale jak widzisz - jest przerażony i nie chce współpracować — odparł, niemalże oskarżycielsko, całą winą za zarówno stan zdrowia, jak i ten psychiczny obiektu zrzucając na barki Lecheta.
Dla Dr Jekylla rachunek był prosty. Smarkacz nie chciał się rozbierać, czuł wstręt przed dotykiem, a takowy, w złych zamiar bolał przez całe życie.
Jeśli nie wzmocnimy jego układu odpornościowego, nie przeżyje zimy. Jesteś do niego przywiązany, nieprawdaż? — Uśmiechnął się pogardliwie, chociaż trudno było wywnioskować, do kogo takowa jest adresowana, do Lechera, a może do siebie lub ich obydwóch. Zanotował w głowie kolejne podobieństwo. Niepotrzebne przywiązanie. — Będziesz pluł sobie w brodę, że nie zrobiłeś wszystkiego, co w twojej mocy.Mówisz to z własnego doświadczenia, Jekyll?
Właściciel rzadkiego genotypu najprawdopodobniej nie przetrwałby podróż z miejsca do miejsca. Jego ciało było słabe po walce z dwiema chorobami. Nie miał apetytu. Być może kolor jego skóry nie kwalifikował jego przynależności gatunkowej, ale również anemię. W końcu mogą pojawić się problemy z krzepliwością krwi i wiele różnych dolegliwości. Umierał każdego dnia, mimo długowiecznego.
Chciałbym przejrzeć asortyment medyczny, który posiadasz i który możesz nam na dzień dzisiejszy zaoferować — oświadczył, tym samym wyrażając chęć przejęcia oferowanego przez Lechera towaru. Wynegocjował i tak o wiele więcej, niż się spodziewał. Równie dobrze mogli wrócić do kryjówki z pustym rękami, marnotrawiąc czas.


Ostatnio zmieniony przez Jekyll dnia 30.11.17 15:16, w całości zmieniany 1 raz


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Insomnia on 28.11.17 1:20
Głos huczący w głowie sprawiał całkiem interesujące wrażenie.
Nayami lubiła interesujące rzeczy i osoby, stąd więc choć początkowo postrzegała chłopaczka jako uroczego i nieco dziwnego, tak twarz zyskał nieco w jej oczach. Stawał się czymś więcej niż dzieciakiem skulonym za - o ironio - jej ojcem, miał już coś ciekawego do pokazania. Wiele by dała, by móc mu teraz zadać setki pytań na temat tego, jak zdobył taką zdolność i jak ona działa, ale nie mogła tego zrobić z przyczyn oczywistych. Co wcale nie oznaczało, że utracił ledwie co zyskanego plusa. Wręcz przeciwnie, zupełnie niezamierzenie zaskarbił sobie sympatię dziewczyny, choć w innej sytuacji mógłby nawet stać się jej obiadem.
Wyłapała spojrzenie ze strony Jinxa i ściągnęła brwi, przybierając nieco podejrzliwy wyraz twarzy. Nie miała jednak powodów, by mu nie wierzyć; wystarczyło zaś jedno spojrzenie w stronę chłopaczka, by przekonać się, że musiał w ostatnim czasie przeżywać znaczne kłopoty ze zdrowiem. Skoro jednak tak, powinien chyba chcieć wydobrzeć, nie? Tak by pewnie myślała Ins na jego miejscu. Ale młody rzeczywiście miał jakiś specyficzny sposób odbierania świata, bo wyglądał tak, jakby miał zaraz wykorkować. No jasne, Kyllie nie był najsympatyczniejszym typem i dla kogoś obcego mógł się wydawać trochę straszny, ale już chyba było dosyć jasne, że teraz planuje pomóc chłopakowi, a nie kroić go na kawałki. Mógłby wreszcie zacząć współpracować, wtedy wszystko poszłoby sprawniej.
Plan wyklarował się dość szybko.
Przemaszerowała przez pokój sprężystym krokiem, zatrzymując się dopiero naprzeciwko jasnowłosego chłopca. Panowie mogli w tym czasie przedyskutować sprawę zaopatrzenia, handlu i innych tego typu mało fascynujących rzeczy, co pozwalało dziewczynie na chwilę spokojnej rozmowy z pandzim wymordowanym, o ile ten będzie skłonny do dania jej szansy.
- Ej, ksz ksz - zaczęła łagodnie, próbując złapać kontakt wzrokowy. Chłopak był od niej odrobinę wyższy, co wydawało się nieco dziwne, bo sprawiał wrażenie o kilka lat młodszego.
- Ja wiem, jak to wygląda i że brzmi okropnie i w ogóle - zaczęła, po czym kiwnęła lekko głową, wskazując na pozostałych mężczyzn. - Ale chcemy pomóc. Gdybyś dał się zbadać, Jek wymyśli coś, żebyś był zdrowszy. Byłoby super, nie?
Uśmiechnęła się, chcąc wzbudzić w chłopaku choćby odrobinkę pozytywnego myślenia. Szanse miała mierne, ale nie zamierzała poddawać się zbyt szybko. Miała przeczucie, że odrobina dobrego podejścia, przede wszystkim kobiecej ręki, może tutaj zdziałać cuda.
- Przypilnuję go, żeby nic złego ci nie zrobił. Obiecuję. Z ręką na sercu. - Dla potwierdzenia swych słów przybrała uroczystą minę i położyła dłoń w okolicach mostka, z uporem godnym lepszej sprawy dopatrując się cienia akceptacji w okolonych czernią oczach pandy.


avatar





Insomnia
Kundel     Opętana
GODNOŚĆ :
Nayami Leather


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jinx on 01.12.17 1:08
Zamarł w bezruchu, kiedy w jego głowie rozbrzmiał krzyk dzieciaka. Powoli, jak w zwolnionym tempie, klatka po klatce, przeniósł spojrzenie w jego stronę. Śmiech rozsadzał mu krtań, choć z jego gardła nie wydobył się żadne dźwięk. Proszę, proszę. A jednak potrafił wydawać z siebie coś więcej, aniżeli ciche i żałosne pojękiwania. Potrafił „krzyczeć” targany strachem i emocjami. A jednak posiadał jakiekolwiek emocje.
Niczym zaintrygowane zwierzę przechylił głowę w bok, nawet na chwilę nie spuszczając swojego spojrzenia z jego rozdygotanej sylwetki. Powoli sunął wzrokiem po nim, po jego wąskich ramionach, wystających obojczykach spod za dużego materiału ubrania, zaciśniętych pięściach. Wychwytywał wszystko, z czym na co dzień próbował się schować i kryć, pod maską chłodnego zobojętnienia.
Jak trwoga to do Boga, co, Hiro?
Nie ukrywał, że odczuł wewnętrzny ścisk pełen satysfakcji. Chorej, szczeniackiej satysfakcji, że zwrócił się o pomoc do N I E G O. Miał ochotę podroczyć się, przetrzymać go dłużej, zabawić się jego kosztem w ramach kary za poprzednie jego zachowanie. Zwłaszcza, że w pomieszczeniu chyba wszyscy tylko oprócz niego zdawali sobie sprawę, że nikt nie ma prawa położyć na nim swoich łap. Nikt.
Ostatecznie jednak ruszył w ich stronę, wciąż milcząc i nie spuszczając z niego spojrzenia, pozostawiając na później jego „karę”, kiedy już będą sami. O tak, wymyśli coś takiego, o czym smarkacz zdecydowanie nie zapomni. Zatrzymał się przed nim, przyglądając się jego twarzy z beznamiętnością w oczach, tak bardzo sprzecznej z chaosem, który grzmiał wewnątrz niego.
- Rozbieraj się. – polecił krótko, nie zamierzając wdawać się w wyjaśnienia, że nikt go nie tknie I nie zerżnie w dupę. Nie przy nim, nie na jego warcie. Chociaż musiał przyznać, że nieco go ubodło brak zaufania szczyla. I że zapomniał o jego słowach parę miesięcy temu.
- Wystarczy góra, spodnie zostaw. – dodał, wreszcie unosząc rękę I kładąc na jego głowie. Poczochrał go, mijając dzieciaka i zabrał rękę, stając za nim. Oparł się o ścianę krzyżują ręce na klatce piersiowej, przenosząc wzrok na doktorka. Nic więcej nie mówił do dzieciaka, mając nadzieję, że ten zasmarkany szczyl zrozumiał aluzje i niemy przekaz, że w razie co jest za nim. I zdąży zareagować na cokolwiek, co mu nie podpasuje.
- Jekyll. – odezwał się ściągając na siebie uwagę jasnowłosego, uśmiechając się przy tym krzywo.
- Cóż to? Zdaje się, że właśnie powiedziałeś mi komplement. Normalnie jestem wzruszony. – parsknął, kładąc dłoń na swojej klatce piersiowej.
- Jeszcze się przyzwyczaję do tej twojej miłej osłony. Chociaż jest obrzydliwa. – mruknął, ostatecznie zrywając z nim kontakt wzrokowy.
- Zbadaj go, to będziesz mógł.




"Go to Hell!"

Oh honey, where do you think I came from?



Theme 1 || Theme 2
Wilcza forma || Mglista forma

"I know that you like big tits, but won't a big cock also do?"
avatar





Jinx
Mastiff       Poziom E
GODNOŚĆ :
Servant of Evil


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Shirōyate on 01.12.17 2:22
Nie mógł uwierzyć w to, co się działo. Jeszcze chwilę temu trzymał się po prostu swojej roli. Mógł się wcielić w przypadkowy asortyment wnętrza, jakąś kanapę albo krzesło, mógł się równie dobrze scalić ze ścianą i nie robiłoby to nikomu różnicy. Jeszcze kilka minut wstecz był pewien, że stąd wyjdzie; że Jinx go wyrzuci na zbity pysk, byle porozmawiać z nieznajomymi, dopiąć na ostatni guzik jakieś zastałe interesy, jak zawsze zresztą, a on będzie mieć chwilę na odpoczynek. Ale teraz? Teraz spojrzenia wszystkich skierowane były na niego równie brutalnie, co ostrza szabli wysunięte przez reprezentantów różnych nacji. Po głowie wciąż tłukły się słowa, które wywrzeszczał. Żołądek ściskał go niemiłosiernie, oczy wpatrzone były w Jinxa i ten coraz mniej oczekiwany wyraz pojawiający się na twarzy wymordowanego - prawdopodobnie to, te jego złote ślepia pełne gniewu, rozczarowania i rozbawienia, sprawiły, że Shirōyate zrozumiał swoje położenie.
„Będziesz do końca życia prosić, błagać...” - Zaczerpnął tchu, przyciskając nadgarstek do ust. Głos nieznajomego dobijał się do niego jak para pięści uderzająca o stare, spróchniałe drzwi. „Płakać i korzyć się” - i wcale nie usłyszał tu pytania. „Wyćwicz język. Uklęknij”. Nogi miał jak z waty. Jakby cała krew odeszła z żył i pozbawiła go czucia, jednocześnie przypominając, że jeśli nie będzie mieć nad nimi władzy... to naprawdę upadnie. Podłoga z hukiem przyjmie kolana, a on zastygnie w żałosnej pozie, z rękoma na cudzych udach i suchością w ustach.
„ZRÓB MU LODA”.
O Boże, nie.
Tym razem słowa równie dobrze mogły nie wybrzmieć w ogóle. Spłoszone spojrzenie Hirokiego uciekło od Sheby i zniknęło za powiekami, kiedy starał się wymyślić najlepszą opcję na ucieczkę. Krzyk nie zadziałał. Jinx się nie ruszył. Nawet nie przeszło mu przez myśl, żeby odepchnąć jasnowłosego dręczyciela. Shirōyate znów nabrał wdechu, siląc się, żeby zatrzymać łzy. Czuł pieczenie i wilgoć w kącikach oczu, ale nie pozwolił sobie na płacz. Dawniej się nie sprawdziło, więc jak teraz miałoby coś wskórać? Jak on, owca odłączona od stada, miałby się sprzeciwić wilkom?
Nagle zacisnął zęby. Poczuł palce wżynające się w szczękę i odwracające mu twarz. Zamrugał kilkakrotnie, chcąc rozgonić gorycz, ale srebrne tęczówki wciąż błyszczały się od paniki i ślepej, wręcz zwierzęcej rozpaczy. Nie spojrzał jednak na Jekylla. Patrzył gdzieś w bok, ściskając w palcach materiał bluzy, znów poddany dotykowi, którego nienawidził i który osłabiał go bardziej niż policzki wymierzone z rozmachu i te cholerne...
„Ksz ksz”.
Kiedy te osoby się zamieniły? Czas zdawał się teraz nieproporcjonalny, niemożliwy do ujarzmienia. Hiroki błądził nieprzytomnie wzrokiem gdzieś w okolicy bioder dziewczyny, ale jej głos był miły i to było głównym argumentem, dla którego palce przestały trząść się jak pod wysokim napięciem. W innym uniwersum, w kompletnie innej przestrzeni, pewnie byłoby mu wstyd za przedstawienie, które rozegrał, jednak teraz jedyne, co go interesowało, to tchórzowska ucieczka. Co musiał zrobić, żeby znów scalić się ze ścianą albo odegrać inną, niewidzialną, nieinteresującą rolę?
„Rozbieraj się”.
Cofnął się.
Te słowa dotarły do niego z intensywnością kuli armatniej przebijającej cienką błonę bębna. Zadarł głowę i spojrzał zaskoczony na Shebę, mocniej przywierając dłońmi do piersi. Pod pięściami czuł walenie serca, które coraz mocniej podchodziło mu do gardła, im dłużej wpatrywał się w niewzruszone oblicze czarnowłosego wymordowanego. Miał ochotę znów się wydrzeć, ale żadne słowa nie przychodziły. Czuł tylko dławiący smak soli na ustach i gorąco na policzkach, kiedy nie był już w stanie utrzymać łez pod powiekami.
Miał wrażenie, że puszczał materiał bluzy całymi godzinami, choć w rzeczywistości nie mogło minąć dłużej niż pięć, może dziesięć sekund. Intensywnie wychwytywał przypadkowe urywki myśli. Gdzie jest teraz dziewczyna? Na ile mu pomoże? Ten mężczyzna jest DOKTOREM. Po prostu się rozbieraj.
Wystarczy góra. Na razie. Spodnie zostaw. Jeszcze.
Targany mdłościami zaczął się niezdarnie rozbierać. Sam już nie wiedział, czy powodem, dla którego robił to tak beznadziejnie, był strach przed tym, że mogli go okłamać, czy to jedynie wina drżących ramion. Przez moment ciężka tkanina przysłoniła mu całą głowę, odsłaniając zapadły brzuch, kościste biodra i część czarnych jak smoła pleców. Łapał wtedy za fałdy ubrania, aż wreszcie nie uporał się z materiałem. Przed chwilą ręka Sheby, szorstka i niedelikatna, dotknęła jego włosów i zmierzwiła je byle jak. Dopiero teraz uświadomił sobie, że to się w ogóle stało, choć właściciel burdelu od kilkudziesięciu sekund stał za nim, z rękoma skrzyżowanymi na torsie, zapewne nie pamiętając o tym geście.
Poczuł się kompletnie przegrany, kiedy upuścił bluzę u swoich stóp i odsłonił ciało.
Wyćwicz język, mały. Będziesz do końca życia błagać, prosić, płakać i korzyć się.
avatar





Shirōyate
Opętany

Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Jekyll on 03.12.17 2:12
Obecność smarkuli, tej zakichanej obrończyni uciśnionych, w tym momencie była balastem, gdyż była kolejną osobą, zaraz po tym snobistycznym dupku, nie wykazującym chęci podzieleniem się fragmentami ciała smarkacza, która będzie wnikliwie przyglądać się wykonywanym przez niego czynnością. A Jekyll nie lubił być rozliczany ze swoich usług, ponieważ w jego skromnej opinii były perfekcyjne.
Potrzymaj go za rękę, ale się nie wtrącaj. Bo przez przypadek mogę być mała delikatny, a tego nie chcemy, prawda, meliso na skołatane nerwy? — warknął, tym samym zdradzając swoje niezadowolenie. Jak małe dziecko, któremu zabrano ulubioną łopatkę z piaskownicy. — Twoja wiedza z zakresu medycznego ogranicza się zapewne do anatomicznej budowy kobiecego ciała — syknął pod nosem, przelewając w tę wypowiedź wyważoną porcję jadu. Jaki ojciec, taka córka. Medycyna pod kątem genetyki zawsze była dokładna.
Zrobił jej niechętnie miejsce obok siebie, choć wolałby, aby przestrzeń między nim a Pandą nie była skrępowana przez obecność tych dwóch medycznych półgłówków.
Nie przyzwyczajaj się, wystarczy ci już jedno. Moja dobroć cię porzuci i nie wypisze żadnej recepty na otarcie łez. — Otworzył apteczkę. Przyjrzał się jej zawartości, po czym wyciągnął ostatnią parę jednorazowych rękawiczek. Naciągnął je na palce i dłonie, by w taki o to sposób zadbać o swój własny komfort, gdyż nie miał gwarancji, że ten gnojek nie jest zarażony jakimś świństwem, a on miał uraz do takowych nieoczekiwanych niespodzianek, po tym jak zaraził się nieświadomie wścieklizną. — To jednorazowy przerzut komplementów. Po prostu umiem być obrzydliwie przekonywujący, jeśli mi na czymś zależy, Jinny. — Rzucił mu przelotne, ale także wymowne spojrzenie, a swoją pewność siebie wzmocnił delikatnie zarysowanym uśmiechem na ustach.
Zanim wykonał swój ruch, przyjrzał się dokładnie wychudzonej sylwetce, badając wzrokiem jej strukturę. Odznaczające się na bladej skórze czarne plamy coraz bardziej go fascynowały, lecz tym razem nie sięgnął po nie. Zamiast tego, znów skonsultował się z zawartością ekwipunku, wyciągając z niej mały, drewniany patyczek. Przygotował też foliowy woreczek, który podprowadził z magazynu. Ugiął nogi w kolanach i pochylił się, by znów wyrównać swój wzrost z pacjentem.
Otwórz szeroko usta i powiedz "a" — zażądał, w międzyczasie, naciskając punkty za i przed uszami chłopca, by tym samym sprawdzić stan migdałów. —
Kiedy gówniarz wykonał jego polecenia, przyjrzał się najpierw jego zęby, a potem przyłożył patyczek do języka, sięgając drugą ręką po swoją małą latarkę, gdyż światło w pomieszczeniu nie było zbyt intensywne, by wspomóż wzrok doktora w wykonywaniu tej czynności.
Zadam ci parę pytań. Potraktuj to jako wywiad środowiskowy na linii lekarz-pacjent — odparł, krzywiąc się, kiedy ciężki wzrok kurwiarza zaczął penetrować jego dłonie i rozliczać go z każdego ruchu, nawet wykonanego przez najmniejszy palec u ręki. — Pamiętasz w jakich okolicznościach doszło do twojego zarażenia? Zadrapała cię chora panda w Zoo, a może to bardziej złożona opowieść? — zainteresował się, a w jego głosie pojawiła się nutka zaciekawienia, Liczył na pełną grozy historię, bo dawno takowych nie słyszał. Jego życie przepełniała rutyna.
Zajrzał mu do ust, by zweryfikować ewentualne zmiany jakie mogłyby tam zajść na skutek obniżonej odporności.  Wcześniejsze dolegliwości zostały skuteczne wyleczone, ponieważ nie dostrzegł żadnych przebarwień na podniebieniu, czy też gardle. Wielkość migdałów też nie wzbudzała w nim żadnych podejrzeń.
Pokaż język. Chcę zobaczyć w jakim jest stanie, a potem możesz zaspokoić ciekawość starego człowieka — odparł, choć określenie „stary człowiek” mógł zabrzmieć groteskowo w jego ustach, ale wcale takie nie było.
Wycofał patyczek z jego ust i włożył go do uprzednio przygotowanego woreczka. Wymaz z narządu mowy też był bardzo ważnym materiałem genetycznym, czyż nie?


Exitus acta probat.
UWAGA! Jekyll ma trudność z zapamiętywaniem imion, więc zwykle nadaje anglojęzyczne przydomki.
avatar





Jekyll
Bernardyn     Opętany
GODNOŚĆ :
Dr Jekyll


Powrót do góry Go down


Re: Pokój 404

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 6 z 9 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Powrót do góry