Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4   

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Sro Kwi 05, 2017 10:08 pm
Odurzający środek wypełniający jego płuca, spełnił swój obowiązek. Parę głębszych wdechów, a na wiecznie wykrzywionych wargach pojawił się w końcu błogi, wręcz rozleniwiony uśmiech. W połączeniu z przymkniętymi powiekami, Jinx sprawiał wrażenie osoby, która naprawdę wypoczywa i w pełni się relaksuje. Do momentu, aż dzieciak na powrót zaczął mówić. Żeby jeszcze tylko mówił, ale nie. On jawnie prowokował właściciela burdelu. Gówniarz był albo głupi, albo lubił jak się na nim znęca.
- Nie przeginaj. – gardłowe warknięcie padło jak krótka komenda, która zupełnie nie pasowała w tym momencie spokojnego wyrazu jego twarzy. Wsunął drugą dłoń pod swoją koszulkę, odsłaniając bladą, wręcz białą skórę, po której zaczął leniwie się drapać.
- Rozczaruję cię, ale tym razem to nie byłem ja. – parsknął cicho i ziewnął szeroko. - Ale robiłem za akcję ratunkową. Cóż, było dość zabawnie. Wiedziałeś, że anielskie kości łatwiej pękają od wymordowanych? I wydają przy tym nieco inne dźwięki. – usta wykrzywiły się w szerokim uśmiechu prezentując odsłonięty rząd ostrych zębów, kiedy Jinx powrócił do wspomnień stosunkowo niedawno odbytej walki.
- Choć muszę przyznać, że edeńskie kurczaki też potrafią porządnie dziobnąć. – co prawda jego ciało aktualnie było w miarę zaleczone, aczkolwiek czasami czuł ból w boku czy też w plecach po tym, jak jego ciało zrobiło za tarczę dla noży.
- I co ty gadasz? Przecież ja nigdy nie chcę cię zabić. – uniósł się na łokciach a potem do siadu. Zaciągnął się ostatni raz, następnie zgasił skręta w metalowej puszcze po jakiejś konserwie, a która aktualnie robiła za popielniczkę, znajdująca się tuż obok jednej nogi łóżka. Uniósł obie dłonie u górze i przeciągnął się, czując, jak wzdłuż jego kręgosłupa pojedyncze kostki zaczynają strzelać.
- Chociaż przyznam, że byłem pewien, że już dawno stałeś się pokarmem dla wymordowanych I innego robactwa. Patrz jak potrafisz mnie zaskoczyć. – zaśmiał się pod nosem. Naparł stopą na piętę ściągając rozwiązanego glana, z drugim zrobił to samo, po czym wygodniej ułożył się na łóżku, prostując nogi, a głowę położył na kościstych kolanach swojego gościa.
- Opowiedz coś jeszcze. – mruknął sennie, I ziewnął ponownie.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 522

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Renard on Czw Kwi 06, 2017 12:15 pm
Wsparłszy policzek na dłoni, pozwolił sobie na drobną obserwację, skupiając wzrok na twarzy Jinxa. Błogi uśmiech w połączeniu z rozleniwionym wyrazem nie był czymś, co Opętany widywał zbyt często. Dlatego postanowił utkwić ten obraz gdzieś w archiwum pamięci, tak na wszelki wypadek.
"Nie przeginaj."
Jedno z uszu odchyliło się w tył na dźwięk warknięcia. No tak, miał go dziś nie denerwować.
Nawet nie próbuj przepraszać.
Kolejne warknięcie, tym razem rozbrzmiewające we wnętrzu czaszki. I skuteczne na tyle, by zamknął ledwo rozchylone usta. Nabrał powietrza w płuca, zaraz wypuszczając je w ciężkim westchnieniu. Czuł się, jakby wpadł między młot a kowadło. Z jednej strony Jinx, który mógł w każdej chwili skręcić mu kark, a drugiej Rhett, który z pewnością nie omieszkałby narobić katastrofalnych szkód w jego psychice.
"I wydają przy tym nieco inne dźwięki."
Wywrócił oczami, podnosząc się z powrotem do siadu.
- Dogadałbyś się z Rhettem, macie identyczne, chore pobudki - palnął, jak zwykle nie myśląc nad wypowiadanymi słowami. Nawet nie pamiętał, czy właściciel burdelu miał świadomość istnienia wspomnianej osoby.
No kretyn...
- I ty i akcja ratunkowa? To coś nowego, myślałem, że dbasz tylko o swoje tyły - przekrzywił głowę na bok, przesuwając spojrzeniem po całym pomieszczeniu. - Wspomniałeś o podopiecznym, co z nim?
Chwycił skrawek własnej bluzy, miętoląc go w palcach. Nie ze zdenerwowania, zwyczajnie nie wiedział, co zrobić z rękoma.
-  Oczywiście, że nie. Tylko zamordować z zimną krwią, gdy cię wkurzam - machnął ręką, nie wierząc słowom rozmówcy. Właściwie nawet nie miał pewności, czy Jinx pała do niego choć nikłą nicią sympatii.
Zapewne nie. Tu nie można mówić nawet o szacunku.
A Raksha?
A co ona ma do tego?
Lubi mnie.
Ale nie jest Jinxem.
Mruknął pod nosem z drobnym niezadowoleniem. Nie to chciał usłyszeć.
Na szacunek i sympatię musisz sobie zapracować. Szczenięcy wzrok nie wystarczy.
Zgaszenie skręta odnotował z uśmiechem wykrzywiającym usta. Koniec z tym syfem, a paczka z resztą już leżała poza zasięgiem. Drugi raz jej nie poda, bez szans.
- A widzisz! Nie dam się tak łatwo, byłoby ci zbyt nudno - wypiął dumnie pierś, machnąwszy krótko ogonem. Odsunął ręce i zerknął w dół, czując ciężar na udach. Przez chwilę przyglądał się twarzy mężczyzny, raz jeszcze studiując ją centymetr po centymetrze. Zaraz jednak wplótł palce w jego włosy, przeczesując je powolnymi ruchami.
- W przeciwieństwie do ciebie Raksha była zadowolona z moich odwiedzin. Czemu kazałeś jej wyjść? Nie przeszkadzała. W każdym razie opowiadała o gimnastyce. Wiedziałeś, że bezproblemowo zrobi szpagat? W dodatku w pozycji stojącej, niesamowite - spojrzał na drzwi, nawijając sobie ciemny kosmyk na palec. Wyjątkowo miłe w dotyku jak na tak szorstką osobowość.
Ha, nieźle.
- I jeszcze jedno. Byłbyś skłonny... że tak powiem, wziąć mnie pod swoje skrzydła? Znaczy, naucz mnie czegoś, podszkol, rozumiesz. Mam pewne plany na niedaleką przyszłość, ale potrzebuję drobnego treningu - przesunął opuszkami po skórze głowy mężczyzny, układając ogon na jego piersi. Przesunął nim raz po materiale koszulki, na tym jednak kończąc poruszanie nim.

_________________


.........



Renard
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 52

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Sro Kwi 19, 2017 12:40 am
Gardłowy pomruk uformował się w krótkie “mhm”, kiedy wymordowany uznał, że niekoniecznie zamierza odpowiedzieć na wszystkie pytania chłopca. Wbrew temu, co mówił, nie interesował go ten cały Rhett czy jak mu tam było. Do tej pory nie miał okazji go poznać, i jakoś niespecjalnie Jinxowi było ku temu spieszno. Choć wiedział o drugiej jaźni Renarda. A przynajmniej słyszał o niej.
- No widzisz. – mruknął leniwie - A jednak taka niespodzianka i zaskoczenie. Potrafię iść na misję ratunkową, jeśli jakiś chuj zagraża komuś, kogo lubię. – rzucił to takim tonem, jakby wcale nie mówił o akcji, gdzie tak po prawdzie mógł stracić życie, a o czymś zupełnie trywialnym, wręcz banalnym. I może właściwie tak było? Jinx jakoś niezbyt przywiązywał uwagę do tego, czy podczas kolejnej bijatyki może stracić zęby, oko czy nawet życie. Ślepo dążył za rozrywką, czymś, co go zaciekawi i zainteresuje. Żył na tej ziemi wystarczająco długo, by widział wiele i gdzieś zgubił radość płynącą z podrzędnych rzeczy. Potrzebował tego. Adrenaliny. Dlatego też przygarnął Hirokiego, mając nadzieję, że ten cholerny dzieciak będzie powiewem świeżości, jakoś sprawi, że Jinx nie będzie taki znudzony.
- Gdzieś się pałęta. – skoro już o nim mowa. Renard nie musiał wiedzieć o nim więcej. I tak mało prawdopodobne, że kiedykolwiek się spotkają. Chociaż… może perspektywa zderzenia ze sobą kogoś w podobnym wieku, sprawiłoby, że Hiroki lepiej zaklimatyzowałby się w Desperacji? Może. Może jednak powinien wziąć pod uwagę taką ewentualność?
Prawie parsknął głośnym śmiechem na wiadomość odnośnie zdolności akrobatycznych jeden z jego kurew. Czasami zastanawiał się, czy Renard rzeczywiście jest taki niewinny, czy po prostu takiego zgrywa w myśl, że nieświadomym lepiej w tym świecie. Aż uchylił jedną powiekę, by spojrzeć na twarz drugiego wymordowanego.
- Oj tak, wiem. Sam widziałem, sam testowałem. – odparł mu zagadkowym tonem, nie spiesząc się z wyjaśnieniami. Jeżeli dzieciak kiedykolwiek zapragnie poznać tajniki dorosłości, możliwe, że, oczywiście jeżeli będzie miał dobry dzień, to poprosi jedną z jego dziewczynek do pokazania mu na żywo swojego szpagatu. W sumie… w sumie byłoby to nawet zabawne przedstawienie. Zwłaszcza, że dzieciak poruszył zupełnie inną, wydawać się mogło, że nieco bardziej ciekawą kwestię.
- Ha? – do pierwszej powieki dołączyła druga, kiedy mężczyzna zmarszczył brwi, nie do końca biorąc na poważnie Renarda.
A jednak. Nie żartował.
Sheba jedynie prychnął i wzruszył ramionami.
- A bo ja wiem? Teoretycznie mógłbym, ale nie widzę w tym żadnego profitu dla siebie. – stwierdził zupełnie szczerze, idąc w popularną myśl, że niczego nie ma za darmo.
- Co mógłbyś mi dzieciaku zaoferować? Chcesz dla mnie pracować? Nawet nie widzę cię w żadnej roli. – ziewnął szeroko ukazując rząd ostrych, spiłowanych zębów.
- Może  jedynie jako goniec. Chociaż też nie wiem jak szybko potrafisz biegać. Negocjuj ze mną. Zaproponuj coś. Zaskocz mnie. Albo zmuś. – na tę jedną, krótką chwilę w jego złotych ślepiach błysnęło rozbawienie, ale nawet i ono zostało gwałtownie stłamszone przez znużenie.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 522

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Renard on Nie Kwi 23, 2017 6:01 pm
"No widzisz."
Odwrócił spojrzenie od drzwi pokoju, przenosząc je na Jinxa. Wysłuchał go grzecznie do końca, ostatecznie tylko kiwając głową na znak zrozumienia. Nie miał nic do dodania, toteż mógł w pełni zająć się przeczesywaniem miękkich kosmyków.
Tak samo nie kontynuował tematu podopiecznego. Cóż, gdyby Sheba chciał coś więcej o nim dodać, to z pewnością by to zrobił. Tak się jednak nie stało, więc Renard nie miał zamiaru naciskać.
Zaczynasz się słuchać, brawo.
Zadowolony pomruk połaskotał płatek ucha, puszczając kilka dreszczy wzdłuż kręgosłupa szczeniaka. Powrócił do wbijania wzroku w nieokreślony punkt, na chwilę jakby tracąc świadomość. Trwało to dokładnie 45 sekund i po ich minięciu zamrugał kilkukrotnie, zapominając, gdzie właściwie jest. Dopiero głos Jinxa naprowadził go na właściwy tor myślenia, choć padające słowa były dla niego kompletnie niezrozumiałe i nie miał pojęcia, o co mogło mu chodzić.
A mówiłem, byś zaczął myśleć.
Ale to ty mnie rozproszyłeś...
Czepiasz się.
"Oj tak, wiem. Sam widziałem, sam testowałem"
Gimnastyka.
Ah!
- Pewnie jest bardziej rozciągnięta od ciebie, hm? Założę się, że nie dasz rady zrobić takiego szpagatu jak Raksha - pokiwał krótko głową, w wyobraźni już mają dwa obrazy dla porównania. Uśmiechniętą blondynę, która bezproblemowo robi wspomnianą figurę i Jinxa, który leże na podłodze, bo tak się powyginał, że aż stracił równowagę. A po szpagacie ani widu, ani słychu.
"Ha?"
Drgnął lekko, lecz bardziej na dźwięk prychnięcia. Oho, niedobrze.
Wysłuchał słów mężczyzny do końca, w głowie układając sobie jako taki plan odpowiedzi. I musiał sam wytężać umysł, bo Rhett ani myślał pomóc. Cóż, on też musiał zostać przekonany co do użyteczności Renarda, nie ma zmiłuj.
- Popatrz na to z innej strony - zaczął, zsuwając opuszki na szyję Wymordowanego - Korzyści nie zawsze przychodzą od razu. Czasami obie strony muszą pracować, by coś zdobyć. W tym przypadku mamy do czynienia z ryzykiem. Ryzykujesz, bo nie wiesz, co wyniknie z tego trenowania. Jednak masz świadomość, że możesz na tym zyskać — na przykład moją pomoc, czy współpracę, gdy już podniesiesz szczebel moich umiejętności o kilka stopni. Coś na pewno wymyślimy - szurnął ogonem, zsuwając go z piersi mężczyzny. Pochylił się wtedy lekko nad jego twarzą, zaglądając w złote tęczówki. - Stracisz co najwyżej trochę wolnego czasu, ewentualnie cierpliwości. Nie brzmi tak źle, co?

_________________


.........



Renard
-----------
Opętany

avatar

Liczba postów : 52

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Czw Maj 11, 2017 11:26 pm
Przyglądał się mu przez chwilę, aż wreszcie jego dłoń uniosła się wyżej i plasnęło wprost w jego czoło, jednocześnie odsuwając dzieciaka od siebie, który w niebezpieczny sposób zaczynał przekraczać granicę przestrzeni osobistej starszego wymordowanego. Sam ciemnowłosy dźwignął się do pozycji siedzącej i przechylił głowę na bok, uwalniając napięcie z mięśni i karku. Nie wiedzieć czemu, ale słuchanie go, oraz ogólnie rozmowa jakoś go wymęczyła. Dłoń powędrowała na kark, który zaczął leniwie pocierać, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem, aż wreszcie odwrócił się i usiadł bokiem do swojego gościa, który sam wprosił się na jego włości.  
- Korzyści mówisz… – powtórzył zanim, jednocześnie wsuwając do lewego ucha małego palca, by zacząć nim się drapać, co jedynie dodało mu bardziej ospałego wizerunku.
- Czyli mówisz mi, że mam brać w ślepo. Kochanie, jakbym brał ślepo bez jakiejkolwiek iskierki zysku na horyzoncie, to nie byłoby mnie tutaj, gdzie aktualnie jestem. – wymruczał nieco zrezygnowanym tonem. Skoro Renard już na wstępie nie potrafił, albo i nie chciał w żaden sposób zareklamować swojej osoby, co byłoby potencjalną zachętą dla Jinxa, był dał coś z siebie za darmo, a dopiero w późniejszym czasie mógł zebrać plony i owoce swojej pracy, to już teraz mogli zmienić temat, bo nie było o czym rozmawiać. Znajomy czy też nie, Jinx był osobnikiem „biznesu”. O ile tak można nazwać kogoś żyjącego na Desperacji i prowadzącego burdel wśród całego tego tałatajstwa.
- Mam kasę, mam ludzi od ochrony, mam dziewczynki a I chłopców się znajdzie dla amatorów pedalstwa, pachołka mam… właściwie wszystko mam. A ty nawet nie potrafisz mnie jakoś przekonać do swojej osoby. – przyglądał mu się uważnie. Próbował wychwycić każde drgnięcie mięśnia jego twarzy, wygięcie ust, zmrużenie oczu czy poruszenie brwiami. Cokolwiek, co zdradzałoby to, co właśnie czuje i siedzi w jego głowie. No Renard, jak bardzo ci zależy, co?
- Po prostu… – tym razem to on przechylił się nieznacznie w jego stronę - Musisz mnie przekonać, że warto inwestować w ciebie w ciemno. Póki co tego nie zrobiłeś. - uśmiechnął się do niego, po czym pstryknął w czoło i podniósł się. - Zastanów się nad tym. - dodał po chwili, po czym wsunął dłonie do kieszeni spodni i opuścił pomieszczenie, zostawiając chłopaka z przemyśleniami.

| zt |

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 522

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Jinx on Wto Paź 10, 2017 11:28 pm
Przez 4 długie dni dał mu spokój. Nie forsował go, dawał mu odpocząć, wciskał mu na siłę cztery razy dziennie posiłki. Musiał nabrać sił, by nie paść po pierwszym dniu treningu. Inaczej zdechnie, prędzej czy później. I tyle będzie z niego pożytku.
Dzisiaj poprosił Lidkę, by zaprowadziła chłopaka do tego pokoju, gdzie uprzednio poodsuwano wszystkie meble, które mogłyby im zawadzać. Sam dołączył do niego jakieś piętnaście minut, zamykając za sobą cicho drzwi, by żadne dźwięki z zewnątrz nie rozpraszały ich.
- Nim zaczniemy… – powiedział cicho już na wejściu, kierując swoje kroki w stronę chłopaka.
- Łap. Lidka nie będzie się już zajmować tym szczurem. – mruknął rzucając w stronę Hirokiego jego kromstaka, którym przez cały ten czas, gdy dzieciak chorował, opiekowała się Lidka. Ale skoro młody potrafił stanąć już o własnych nogach, to i swoim szczurem mógł się zająć.
- Dobra. Od początku. Na dziewięćdziesiąt procent nigdy nie będziesz silny. – powiedział wprost, powoli sięgając za materiał koszulki i jednym ruchem zdjął ją z siebie, rzucając niedbale gdzieś w bok na podłogę.
- Co prawda mógłbyś nabrać nieco masy mięśniowej, ale nie sądzę, że kiedykolwiek będziesz silniejszy ode mnie. – odchylił lekko głowę, wyciągając zza paska spodni nóż. Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech.
- Fizycznie. Dlatego w twoim przypadku skupimy się na czymś innym, czym możesz wygrać. Szybkość i zręczność. Oraz to. – uniósł dłoń, w której trzymał sztylet i postukał się palcem w skroń - Spryt. To są twoje bronie, więc na tym polegaj. – podszedł do niego uderzając bosymi stopami o chłodną posadzkę, podając mu nóż o lekko zakrzywionym ostrzu. Następnie wycofał się na odległość paru kroków, nie spuszczając swojego wzroku z młodego wymordowanego.
- Zagrajmy, Hiro. Zaatakuj mnie. Jeżeli mnie zranisz, wygrywasz. – obie dłonie schował za plecy, gdzie splótł palce. Jego złote tęczówki zdawały się jarzyć płynnym złotem podsycane fascynacją i ekscytacją nauki dzieciaka, który krył w sobie tyle potencjału. A wystarczyło, żeby po prostu odpowiednio go nakierować, poprowadzić.
- Nie użyję mocy. Nie mam żadnej broni. Nie mogę użyć żadnej z rąk. Wystarczająco daję ci fory? Ach, tak. To gra, więc musi być nagroda. Pomyślmy, hm. – zamyślił się, na moment uciekając spojrzeniem w bok, a potem go olśniło.
- Jeżeli wygrasz, spełnię jedną twoją zachciankę. Nie, inaczej. Zrobię co tylko będziesz chciał, zgoda? Jeżeli tak, atakuj.

_________________



Jinx
-----------
Właściciel Burdelu Poziom E

avatar

Liczba postów : 522

Powrót do góry Go down

Re: Pokój 404    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics