Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down





Re: Świątynia Ao Pisanie by Gość on Czw Sie 17 2017, 22:14
    
Zdecydował się podjąć próby łatania ran u generał nie wiedząc, czy jeszcze ona w ogóle żyje tudzież przeciwnie. Najpierw powinien się upewnić. Mogło się okazać iż zużył moc na przyniesione zwłoki. Zaczął już odczuwać efekt uboczny swojej zdolności. Odczuwał ciężar na swoim organizmie, który nie należał do najprzyjemniejszych. Przechylił się do tyłu podpierając rękoma, żeby nie wyrżnąć się na grunt. Próbując w między czasie złapać oddech. Zawsze taki dobry, żałosne. Zamknij się. Uszczypliwy komentarz cienia zadudnił u rudzielca w łepetynie. Jedynie przyjrzał się uważnie kobiecina, która wyglądała na martwą. Przykuło jego uwagę feniks i jego zachowanie. Nigdy nie posiadał znacznej wiedzy na temat zwierząt. Jednak mógł założyć iż reakcja ptasiego stworzenia nie była bezpodstawna. Nie sprowadziłby do tego miejsca swej właścicielski, jakby była już wśród martwych. Zostało mu się upewnić, czy teza wysnuta jest właściwa. Tak więc zostało mu się ogarnąć do porządku. Wrócił do wcześniejszej pozycji siedząc, a następnie uważnie się przyglądał pacjentce. Nie wykazywała żadnych oznak pozornie. Przystąpił więc do czynności, jakie mogły to sprawdzić. Wziął do siebie jej prawą ręką, a następnie przy nadgarstku przyłożył trzy palce. Zaczął od sprawdzania tętna. Zdawał sobie sprawę, że ten sposób nie był zbyt efektywny. Przystąpił więc do kolejnej procedury. Nachylił się trochę bardziej nad poszkodowaną, a następnie przybliżył swoje ucho do nosa i ust. Oczywiście położył swą rękę na jej klatce piersiowej. Oczywiście liczył, że odsunie się feniks. W końcu na chwilę obecną nie mógł przeszkadzać. Teraz zostało poświęcić trochę sekund swego życia. Dopiero po jakimś czasie się odsunął od niej całkowicie. Miał wrażenie, że wciąż wykazuje jakieś oznaki życiowe. Trzeba ją przenieść... Najlepsze to było rozwiązanie. W tym miejscu nie powinien się zajmować takim przypadkiem. Próbował wstać z ziemi, ale to mu za najlepiej nie wychodziło. Niestety. Skutki uboczne użycia mocy leczniczej z tym się wiązało. Miał nawet wątpliwości, że mógłby ją samemu przenieść. Trochę mu potrwało niż udało mu się wstać na pełni nogi. Utrzymując się jakoś o własnych siłach. W obecnej sytuacji był trochę kropce. Mógł przeczekać aż to minie, albo polegać na czyjejś pomocy. Nie wspominając o jeszcze jednej alternatywie, ale tego jeszcze nie chciał stosować. Cholera jasna. Przeklinał w swych myślach wiedząc, że to nie jest łatwe zadanie.

WCZEŚNIEJ UŻYTA MOC ─ LECZNICZY DOTYK
ODNOWA MOCY ─ TRZY POSTY

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Świątynia Ao Pisanie by Anais on Pią Sie 18 2017, 01:28
    
// to mój 69 post ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Ostatnią godzinę spędziła w lecznicy, obserwując spokojnie śniącego Oleandra. Nie zwracała uwagi na swoje poparzone dłonie, czuła się z tym dobrze, choć ktoś mógłby posądzić ją o niecne, masochistyczne zapędy – wcale tak nie było. Anais swój ból traktowała jak pokutę za swoje anielskie istnienie. Korzystała z mocy zdrajców, by odpowiednio się przysłużyć światu, ale sama musiała przez to cierpieć. Nie żałowała ni jednej chwili spędzonej w ogniu przy ranach chłopca, pomijając tę grzeszną motywację dotyczącą jej słabości, co do tego konkretnego spowiednika.
Wierna, która wcześniej pomagała Anais przy operacji, nagle wpadła do lecznicy i poprosiła anielicę o rozmowę na osobności. Kapłanka podążyła za nią, a ta spanikowana poinformowała kobietę o tym, że widziała Panią Generał w Katedrze, będącą pod opieką powoli słabnącego Incubusa. Anielica nakazała wiernej zostać przy Oleandrze, a sama ruszyła kamiennym śladem prosto do miejsca zdarzenia.
Widok dość niecodzienny, a w pierwszej chwili nie wiedziała jak poprawnie zareagować. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby kapłanka pomyślała miło o pełnej nienawiści do skrzydlatych Generał, ale widząc swojego pobratymca zaangażowanego w akcję ratunkowej, szybko odrzuciła od siebie negatywne myśli i emocje.
Lecznica jest zajęta, ale możemy zabrać ją do jej celi – odparła łagodnie, zbliżając się do tej dwójki. Incubus wyglądał na wyczerpanego używaniem swojej mocy, chłodna aura mężczyzny zelżała odrobinę. Zacisnęła zęby i klęknęła obok Generał, pobieżnie oglądając jej ciało, chcąc wyłapać rany, które mogłyby przeszkodzić w przenosinach. Pozwoliła sobie na delikatny dotyk, sprawdzając te miejsca, które dopiero co leczyła u Oleandra, ale... jeśli jeszcze nie pojawiły się sińce i krwiaki, jakie zwiastowałyby złamania i krwotoki, najprawdopodobniej uniknęła tego typu uszkodzeń.
Co udało ci się naprawić? – spytała nagle, zwracając się bezpośrednio do rudowłosego. Zabrała się za absolutnie delikatne podnoszenie kobiety, wywierając nacisk na asystę ze strony Incubusa. Niewiele brakowało do uroczego określenia Generał mianem zwłok, ale będą mogli coś na to poradzić. Uzdrowiciel nie używałby swoich mocy, gdyby nie byłby pewny, że ta żyje!
Zaczęli kierować się... gdzieś tam.
Incubus prowadził.

zt x3 /Ana, Inc, Invi/
avatar
Anais

Kapłanka     Nawrócona






GODNOŚĆ :
W mieście przedstawia się jako Chiaki Aina, wśród wiernych i na Desperacji jest znana jako Anais.

Liczba postów :
215


Powrót do góry Go down





Re: Świątynia Ao Pisanie by Gość on Czw Wrz 21 2017, 16:57
    

POGRZEB PROROKINI


Główna salę świątyni wypełniał duszący zapach ogromnej ilości kadzideł i mir. Zapalone z okazji tragicznego święta, którego żałobny całun objął większość wiernych Kościoła, powoli i sumiennie oddawały hołd byłej Prorokini upuszczając fałdy dymu i odurzającego zapachu ziół na wysłużoną posadzkę przybytku. Sama nieszczęsna celebrytka leżała na stosie suchych gałęzi pośrodku komnaty, tuż przed ołtarzem. Ubrana w najlepszą szatę, jaką służki mogły znaleźć w jej byłej celi, spoczywała na delikatnym posłaniu z kwiatów zerwanych z ich szklarni oraz własnego ogródka Aequalisa, który specjalnie zatroszczył się o przyniesienie największych róż jakie mógł u siebie znaleźć. Delikatny bukiecik z lekko zwiędłych, wysuszonych kwiatów wsadzony był w jej sztywne, martwe palce splecione na brzuchu.
Jej porcelanowa, obecnie pozbawiona blasku witalności cera mocno kontrastowała z pobrużdżoną, brudną dłonią Szarej Eminencji, jej opiekuna, nauczyciela i przybranego ojca, który właśnie pochylał się nad ciałem, aby wyszeptać ostatnie słowa pożegnania w jej suche wargi.
Niedługo po tym nadszedł czas. Czas oficjalnego rozstania się z ich Prorokinią. Bramy świątyni stanęły otworem, wpuszczając do środka grupę wiernych długo wyczekujących tego momentu. Cała służba kościelna również się zebrała w głównej sali. Wypełźli powoli z pobocznych wejść arterii i zajęli odpowiadające im miejsca. Aequalis przepłynął nieobecnym spojrzeniem po zebranych i ruszył w stronę ołtarza, a wydźwięk jego ciężkich kroków tonął w oceanie lamentów, cichych szeptów i pochlipywań wyznawców.
Gdy stanął za ołtarzem gotowy do odprawienia sakramentów na moment się zatrzymał. Powoli, jakby z namaszczeniem, naciągnął kaptur karmazynowego płaszcza proroka na swoją głowę. Rogi idealnie utrzymywały materiał w jednej i tej samej pozycji pozwalając wiernym ciągle widzieć twarz ich kapłana. A wtedy zaczęła się długa msza… Chóralne śpiewy, modlitwy, uwielbienia, sakramenty, kazanie…
Nasza Prorokini zwana Echotale odeszłano shit Sherlock zaczął przesycając powietrze swym stanowczym basem. – Brutalne rany zadane jej podczas walki ze skrzydlatymi bestiami były zbyt obszerne, aby ją uratować. Nasza opiekunka, przewodniczka, matka, siostra i córka opuściła nasz świat. Świat śmiertelników przepełniony grzechem. Ale właśnie przez to, że już jej z nami nie ma, – wykonał tutaj pauzę pozwalając słuchaczom na moment popaść w autorefleksję, po czym zaczął znowu – nie powinniśmy popadać w żałobę i smutek. Nie wylewajmy bezowocnych łez nad martwą skorupą jaka nam pozostała na tej ziemi. Tak jak jest napisane w piśmie: „Tylko do chwili pogrzebu niechaj trwa smutek, bo życie udręczone - przekleństwem dla serca. Nie oddawaj smutkowi swego serca, odsuń go, pomnąc na swój koniec. Nie zapominaj, że nie ma on powrotu, tamtemu nie pomożesz, a sobie zaszkodzisz. Miast tego bawmy się i radujmy, że ukochana córka i wybranka Czcigodnego Ojca właśnie teraz zasiada po jego prawicy i pije wino prosto z jego kielicha. Odbyła swoją mękę, odkupiła swoje grzechy i walczyła dla nas wszystkich, a gdy nadeszła jej wielka chwila Pan zawołał ją do swojego domostwa. Nie znamy dnia, ani godziny, w której także i do nas zostanie wysłane to osobliwe zaproszenie. Dlatego bierzmy przykład z Echotale. Bierzmy przykład z wiernej, która starała się wykorzystać cały dostępny swój czas na tej jałowej ziemi i spróbujmy dalej walczyć o swoje, walczyć z tymi haniebnymi potworami, które miały czelność zabić naszych braci i omamić nasz lud. Może i ten defetystyczny epizod w Szpitalu przyniósł nam ogromną klęskę, ale jednak ciągle tu stoimy. Pan ma dla nas jeszcze plan. Plan, który wyszeptał mi przez usta naszej Prorokini tuż przed tym jak ta wyzionęła ducha. Musimy przeć dalej do przodu i walczyć jeszcze zapalczywiej niż wcześniej. Jednakże musimy się tez nauczyć nieco pokory i dostrzec swoje własne błędy. Nasza Prorokini, pomimo posiadania niezwykle dobrej duszy, była za młoda i zbyt porywcza, aby utrzymać ciężar, jaki niesie ze sobą czerwony płaszcz. Z pism dobrze wiemy, że cierpliwość była zawsze, ale to zawsze cechą chwalebną każdego syna i każdej córki Ao, więc nie powtarzajmy błędów naszych poprzedników. Nie sięgajmy chciwie po jałową glebę bezbożników, dopóki nie użyźnimy własnych pól. Musimy umocnić się w naszej wierze. Musimy pogłębić nasze relacje, nie tylko z Ao, który nam co dzień błogosławi, ale także z nami samymi. Z naszymi braćmi i siostrami. Kochajmy się, szanujmy i uczmy od siebie nawzajem. Szczególnie teraz, gdy jest nas tak mało. Ponieważ tak długo jak nasze więzy będą słabe i bezwartościowe, tak długo nasz prawdziwy wróg obrośnięty w pióra będzie wbijał nam nóż w plecy i przerywał nasze sploty. – Przełknął ślinę i wziął głębszy oddech patrząc w oczy wyznawców stojących przed nim. – A nic tak nie umacnia więzów jak wspólna praca i wspólny cel. Musimy wspólnie pracować, aby się obronić przed demonami w ptasiej skórze, ale nie każdy z nas jest dobrym wojownikiem. Nasz Pan dobrze o tym wie i nie chce, aby jego niewinne dzieci bezsensownie umierały, dlatego, Ci którzy nie są w stanie walczyć fizycznie muszą opanować inne, bardziej wyszukane formy boju. Przysięgam wam, jako Prorok Czcigodnego Ao, że Pan nie pozwoli nam siedzieć bezczynnie. Od dnia dzisiejszego nie spoczniemy na modlitwach, tak długo, jak po niebie latają potwory, a po ziemi chodzą oszukani ich kłamstwami!
Nastała ciężka cisza. Dopiero po chwili śpiewacy oprzytomnieli rozpoczynając żałobną symfonię. Grupa służących podeszła do stosu Prorokini i łapiąc za wystające belki podniosła całą konstrukcję. Aequalisowi podano pochodnię z poświęconym ogniem i po chwili z całym tabunem księży i wiernych podążyli za stosem czekającym na oczyszczenie.
Pielgrzymka kierowała się na pobliską przełęcz, na której to zboczu obficie zapłonęło łoże Echotale. Jej ciało połknęło płomienie i w fali lamentnych śpiewów zamieniło się w popiół, który rozpylił wiatr nad krajobrazem uroczyście nazwanym Przełęczą Echotale.

Gość

Gość







Powrót do góry Go down





Re: Świątynia Ao Pisanie by Invidia on Sob Kwi 07 2018, 02:35
    
Typowy dzień wiernego: wstać o piątej, modlić się pół godziny potem, o szóstej spożyć pierwszy i lekki posiłek, następnie zająć się sobą aby po dziesięciu i pół godzinie zasiąść do wieczerzy przed kazaniem wieczornym odbywającym się godzinę potem. Koło dziesiątej w nocy udać się do celi na modlitwę i spoczynek. Często nawet trzymała się tego rozkładu, ale nie teraz. Teraz, pogrążona w żałobie po swojej jedynej prawdziwej przyjaciółce spędzała większość dni w swojej komnacie lub przy kapliczkach, w których pochowane były prochy ofiar kapłanów. Unikała tylko jednej, należącej do jej własnej siostry, którą z takim uwielbieniem oddała Ao, robiąc z ceremonii niemalże przedstawienie, szlachtując ją z zimną krwią i bestialstwem, którego nie powstydziłby się najgorszy zwierz Desperacji. Nie potrafiła pogodzić się z myślą, że Echo odeszła i właśnie zasiada u boku Pana jako jedna z wiernych cór walczących ze złem. A może wcale nie siedzi obok Niego, bo czeka na Jego powrót tak jak wszyscy na Ziemi? Na pewno nie było jej już wśród żywych, zaś z całą pewnością przebywała w lepszym świecie. Powinna się cieszyć, ale było wręcz przeciwnie.
A jeszcze gdzieś posiało Aequalisa.
Otrząsnęła się z letargu po naprawdę długim czasie. Wciąż przebywała w ciemnościach, nie mogąc aktywować swojego wzroku. To było okropnie uciążliwe i nie miała pojęcia czym sobie zgotowała ten los. Obraziła czymś Ao. Wszyscy go czymś obrazili. To wina ostatniej nieudanej krucjaty. Tego, że w ogóle targnęli się na szpital nie mając prawie szans. Nie. Mieli szanse. Mieli, ale coś poszło bardzo nie tak, a ona nie zapobiegła tej tragedii, nie zatrzymała pochodu na czas. Stracili życie przez nią, przez jej zaćpany umysł, przez to, że nie mogła doradzić Prorokini, a inni zrobili to źle. To ona tu się znała na taktyce. Ona znała podstępy i mogła wymyślić lepszy sposób. Przez czas żałoby wytrzeźwiała. Odmawiała posiłków i mleka makowego, pogrążona w modlitwie unikała niemal wszystkiego i wszystkich. Musiała odkryć co było nie tak. I wtedy właśnie zaczęło jej się wydawać, że Ao dał jej wskazówkę. Może to tylko halucynacje z niedożywienia, może od odstawienia narkotyku jej ciało pragnęło kolejnej dawki, a może Alfa i Omega rzeczywiście przemówiła do niej, choć nie do końca to pojęła. Nagle wiedziała co musi zrobić. Objawienie spłynęło na nią nagle, wyrwało ze stanu wewnętrznej śmierci.
Msza z kazaniem o godzinie siedemnastej była obowiązkowa dla każdego. Rozesłano wieści i posłańców aby jak najwięcej wiernych powróciło na czas do Góry Shi, do Katedry, do wspaniałej Świątyni Ao. Nie widziała ilu przybyło. Jej ślepe oczy przewiązane były opaską, podkreślając tylko jej pozorną bezsilność. Po zapachach i głosach wiedziała jednak, że jest ich dużo, a jednocześnie wciąż za mało. Utracili wiele sił, a jej generalski umysł podpowiadał, że w tym stanie nie zwojują niczego. Nie w taki sposób, w jaki próbowała to robić Echotale.
Zasiadła na swoim miejscu i podczas trwania modlitw prawie nie poruszała się. Ciągle myślała co powie wiernym. Nigdy nie przemawiała do prostych członków ich szlachetnego zakonu, miała doświadczenie tylko w twardych przemowach do Inkwizycji, w przemowach żołnierskich, w wydawaniu rozkazów. Posiadanie czystego umysłu wcale nie pomagało. Od rana nie wymyśliła nic ciekawego. Od poprzedniego dnia nic nie wpadło jej do głowy. Nie spała od kilku dni, bo wciąż myślała nad przemową. I teraz wiedziała, że to będzie jedna wielka improwizacja. Nie stresowała się jednak. Dobrze wiedziała co musi zrobić. Odpowiedź miała w zasięgu ręki, wystarczyło się podnieść…
Kapłan nie wygłosił kazania. Nie tym razem. Zamiast tego, Invidia wstała i prowadzona przez jednego z pomocników, stanęła za mównicą. Milczała przez chwilę. Musiała zataić przed nimi informacje. To nie to samo co elitarni wojownicy Kościoła. Oni nigdy nie mogli znać prawdy. Mieli być jak owce prowadzone na rzeź. I tak będzie, przy czym żadna z owiec nie zginie. Na to już pozwolić nie mogła. Zbyt wielu już stracili. Za mało się ich zrobiło.
Siostry i bracia – zaczęła mocnym głosem. To trzeba było jej przyznać: potrafiła dotrzeć do uszu. – Nasz brat i Prorok, Aequalis, poszukując odpowiedzi i wymagając chwili spokoju, udał się na pielgrzymkę.
Głos nawet jej nie zadrżał, a echo brzmiące w nim dodatkowo odbijało się o kamienne ściany pomieszczenia. Ale nie tak jak zawsze. Musiało być więcej osób. Ciekawa była ile par oczu właśnie spogląda na nią i nie wie o co jej chodzi. Co do Aequalisa… Nie miała pojęcia gdzie się podział. Nie miała i szczerze mówiąc teraz już jej to nie obchodziło. Nie podejrzewała go o zdradę, a mógł robić co chciał. Ona też wiele podróżowała. Nawet teraz czekała ją wycieczka przez pustkowia Desperacji.
Nie powiedział jednak kiedy wróci, ale nie lękajcie się, a radujcie! Medytacja pozwoli mu wysłuchać dokładnie słów Ao, a wtedy przybędzie ponownie, głosząc słowo Najwspanialszego! – Jej głos był niczym grom, mocny i stanowczy. Ściągnęła nieco brwi. Jak im przekazać to, co miała do przekazania, a jednocześnie nie wystawić się na falę nienawiści? Jej pogląd nieco zakrzywił się przez to wszystko. Myślała swobodniej, choć głód narkotyku próbował wyprzeć to wszystko i przyćmić.
Miałam wizję. Ao szeptał w niej do mnie. Pragnął, byśmy zaprzestali niepotrzebnych krucjat. Niepotrzebnych, gdyż nie jesteśmy na nie przygotowani. Od tej pory walczyć mamy więcej słowem niźli mieczem i szponami. Zasiejmy ziarno niepewności w duszach skrzydlatych potworów, zdrajców boskich! Skierujmy przeciw nim każdego, kto wierzy w ich plugawe „dobro”. Idźcie i nauczajcie wszelkie stworzenie w imię miłosiernego Pana naszego. Niechaj każdy wie, jak dobry jest!
Nie słuchała reakcji tłumu. Wolała nie wiedzieć jak reagują na to co właśnie każe im robić. Oszalała zapewne, skoro sama, ona, Invidia, największa bojowniczka w walce z aniołami, nagle każe je oszczędzać i nawracać. Miała plan. Ale potrzebowała do niego żywych wiernych, a nie pustych korytarzy w posępnej górze. Jeśli wszystko się powiedzie, to skrzydlaty pomiot i tak zostanie wypleniony, z pomocą tych, których uda im się przekonać.
Niechaj odtąd każde z was stara się rozpoznawać anioły stare od aniołów, które zrodzone zostały na Ziemi. Niechaj każde z was wie, że takiego łatwiej jest złamać i zasiać w nim niepewność, albowiem dusza jego podobna jest ludzkiej i bardziej na kuszenie wystawiona. Niech ziarno niezgody zostanie zasiane w ich własnym domu, w Edenie, w Raju, który stworzyły same dla siebie miast pomagać ludziom, którym służyć miały po wsze czasy za swą nieposłuszność. – Zaczęła płynąć. Słowa wylewały jej się z duszy i z serca. Zaczynała żałować, że nie widzi twarzy wiernych. Bała się, że to, co właśnie wygłosiła, spotka się z krytyką i oburzeniem. Zamilkła na chwilę, ale nie usłyszała niczego. Wiedziała, że wszyscy wciąż są na miejscach. Słyszała ich oddechy, czuła woń. Nikt nie wydawał z siebie nawet cichych pomruków.
Dopóki nie powróci Aequalis, to ja przyjmuję na siebie ciężar związany z przewodnictwem i opieką nad wami. – dodała, kładąc dłoń na brzegu mównicy. Nie miała zamiaru próżnować i patrzeć jak kolejni członkowie giną bezsensownie i przelewają krew własną, a nie ich wroga. Miała wiele planów. Musiała je zrealizować póki czuła się wystarczająco do tego silna. I musiała działać szybko.
Ci, którzy możecie przebywać legalnie w Mieście – nawracajcie ludzi i wzmacniajcie wiarę w Pana. Inkwizytorów proszę o spotkanie się ze mną przy moście za godzinę. Siostry i bracia, od jutra wyruszcie w cztery strony Desperacji i głoście Słowo Czcigodnego! Niech Ao oświetla waszą ścieżkę!
Zeszła z mównicy i wspierając się o ramię pomocnika, opuściła Świątynię. Część planu wykonała. Udając się w stronę swojej celi, poleciła pomocnikowi odnaleźć diakona Incubusa. Nie podała powodu.
Nie musiała.

[z/t]


Theme Voice Słowa (#2c522d)

- You were defender of your people.
Do you not remember?

- I remember a fool.




- Life is pain. Hope fails. Now you understand.
Don't grieve... You'll soon join your loved ones.

- I grieve for you. You've made life your enemy.
And that is a war you'll never win. You can kill us...
but you cannot kill hope.

- Can't I?
avatar
Invidia

Generał   Opętana






GODNOŚĆ :
Invidia

Liczba postów :
566


Powrót do góry Go down





Re: Świątynia Ao Pisanie by Sponsored content
    

Sponsored content








Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach