:: Eden :: Las Życzeń

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Akela on 10/9/2018, 21:56
// Przejmujemy, bo nie mamy gdzie się wpieprzyć //

Przesunął koniuszkiem języka po dolnej wardze. Nawet powietrze tutaj smakowało inaczej. A tfu, przeklęty Eden i jego mieszkańcy. Innowiercy, plugawe, zakłamane istoty. Ale Akela miał już plan. Planował to od bardzo dawna, ale nigdy nie otrzymał bezpośredniej zgody od poprzedniego proroka. Tłamsił go i jego zapędy. Zamykał wewnętrzne demony w złotej klatce, kusił Akelę dniem, w którym wreszcie go wypuści. Niestety, dzień ten nigdy nie nastąpił, ale Akela zdołał sam wyrwać się ze złotych szponów zamknięta. Wyciągnął rękę po koronę, która nałożył na swoją głowę i teraz był sam sobie panem. W końcu może robić to, co chciał od dawna. W końcu mógł spalić to plugawe miejsce. Eden, a tfu.
Szedł z dumnie uniesioną głową, bez krzty lęku w sercu. Szedł w jednym kierunku, po cel, który sobie obrał. W towarzystwie wiernych nie miał czego się lękać, nawet, jeżeli stąpał po obcej ziemi. Już niebawem wszystko będzie płonąć a cały świat upadnie u jego stóp. On, ten kłamca i zdrajca padnie u jego stóp. Nawet go nie poznawał. Ale nie szkodzi. Prędzej czy później ujrzy w jego oczach prawdę, choć wtedy będzie już za późno.
Spojrzał na wysokie, piękne drzewa.
Zabawne, że anioły żyły w tak pięknym miejscu, a zamykały swoje złote bramy wymordowanym, którzy musieli żyć w ubóstwie i nędzy, trawieni przez zarazę wirusa X. Położył dłoń na szorstkiej korze. Jeszcze trochę, cierpliwości. Siłą otworzy bramy dla innych, wpuści ich do środka, by żyli w dostatku. Małymi krokami osiągnie cel.


Uwaga! Przy Akeli zawsze towarzyszy 4 NPC skrytych w cieniu
avatar





Akela
Prorok     Opętany
GODNOŚĆ :
Noah Caleb O'Harleyh


Powrót do góry Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Heikala on 15/9/2018, 11:49
Nie czuła się w tej okolicy dobrze. Przyzwyczajona do skrajnych warunków Desperacji, która wymaga od człowieka codziennej walki o przetrwanie nie mogła uwierzyć, że miejsce takie jak to istnieje. Była jak bezdomny wpuszczony do rezydencji milionera, obracała głowę w zachwycie i zastanawiała się jak wynieść stąd wszystkie kosztowności. Świerzbiły ją ręce, trącała łokciem niesforne gałązki, drapała paznokciami po wilgotnej korze i kopała czubkiem znoszonego obuwia kwitnące rośliny.
 Wszystko podobało jej się tak bardzo, że chciała to zniszczyć.
 Wysuszony na ogniu robak pękł pod naciskiem jej zębów. Na Desperacji nie istniało coś takiego jak smakołyk, dlatego musiała robić je samodzielnie. Wabiła robaki słodkimi truciznami, a potem łapała je, piekła na ogniu i zjadała tak jak w mieście zjadało się słonecznik, czy chrupki ziemniaczane. Odgłos odgryzanej główki wielkiego świerszcza nie miał nic wspólnego ze smakowitymi dźwiękami i przywodził na myśl raczej obgryzanie paznokci.
 — Daleko jeszcze? — jęknęła pakując sobie do buzi trzy prażone robale. — Bolą mnie nogi.
 Była raczej niepozorną osobą. Niska i z widoczną nadwagą dziewczynka, na oko trzynaście lat. Blizny na ciele i podkrążone oczy dodawały jej nieco lat, ale i to nie zmieniało faktu, że prezencja miała raczej wątpliwą. Nie przejmowała się więc tym, że idzie środkiem jakiejś wydeptanej drogi nie próbując nawet ukrywać swojej obecności. Spodziewała się, że jeżeli dostrzegą ją anioły, uznają za zagubioną dziewczynkę, jeżeli nieprzychylne potwory... cóż, na to też miał swoje sposoby. Mlaskała beztrosko idąc śladem Akeli. Patrzyła na jego plecy i krzywiła się nieznacznie.
 Był ambitny, a ambicja wymagała dużego nakładu energii. Heikala nie miała dużego nakładu energii i nie miała również ambicji. Była tu po prostu dlatego, że obiecał  możliwość zaspokojenia swoich destrukcyjnych zapędów.
 Kopnęła w wystający z ziemi pień i natychmiast tego pożałowała. Palce pod butem zabolały.
 — Kiedy będziemy na miejscu? Nie podoba mi się tutaj, — Zawyła jak dogorywający struś i zacisnęła palce na bambusowej rurce swojej dmuchawki. Skończyły się prażone świerszcze i znowu nie miała czym zapełnić ust.



#498C77 | Głos
avatar





Heikala
Generał     Poziom E
GODNOŚĆ :
Heikala


Powrót do góry Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Jahleel on 19/9/2018, 12:51
// Ja tu tylko odhaczam posta MG, zatem inny czas.

Praca. Praca, praca, praca. I jeszcze więcej pracy. Miał tyle niedokończonych spraw, że po powrocie z Desperacji - miesięcznym! - nie wiedział, w co ręce włożyć. Odkładał te mniej naglące kwestie na bok, zajmował się tymi najświeższymi i wymagającymi natychmiastowej uwagi. W efekcie gromadziła się kupka rzeczy ciążąca jak wyrzut sumienia. Mimo to, bez zawahania odpowiedział na powiadomienie o ognistych psiakach. Kto nadawał się lepiej do owego zadania niż brunet? Kontrolował żywioły wręcz idealne do gaszenia ognia, nie wspominając o wiedzy dotyczącej Desperacji.
Szedł obok Nanaela, zdając sobie sprawę, jak ważne jest dla niego udowodnić swoją przydatność. Anioł ten prawdopodobnie nigdy nie grzeszył pewnością siebie, trzymając się na uboczu i gdy inni opuszczali bezpieczny Eden, aby nieść pomoc, on zamykał się za murami zabudowań. Nie był zły, leniwy czy olewczy. Pomagał z wewnątrz, odnawiając mieszkania i wznosząc nowe budynki. To ważne zadanie. Tak mu powtarzano. Istotne, wszak zmęczone anioły muszą mieć, gdzie odpocząć po wyprawach. Potrzebują stabilnych domów oraz mocnych dachów. Szpitali, stajni i pracowni. Jednak poczucie, iż nie robi bezpośrednio nic dla Desperatów ani swoich braci, zżerało go od lat, osiągając punkt kulminacyjny przy wkroczeniu ognistych kundli do Edenu. Teraz nie chciał chować się za innymi, czekać, aż ktoś rozwiąże problem, a on tylko naprawi zniszczenia. Teraz to Nanael chciał być owym "kimś".
Nie spodziewał się jednak, że jego towarzyszem w tym zadaniu będzie brunet. Do obecności Jahleela miał zgoła ambiwalentny stosunek. Radość, że będzie miał możliwość wykazać się na oczach zwierzchności mieszała się ze strachem, iż ośmieszy się i udowodni mu własną niekompetencję. Nie miał o aniele złego zdania, w najśmielszych snach nie podejrzewał, by Jahleel go wyśmiał albo uznał za nieprzydatnego. Ale cichutki głosik kompleksów sukcesywnie zagłuszał zdrowy rozsądek, podpowiadając co innego. Wszak kto wie, co roi się za nieruchomą twarzą zwierzchności?
Nanael ugryzł się w palec, karcąc sam siebie za takie okropne myśli.
- Nie obawiaj się, nie skrzywdzimy żadnego stworzenia - łagodny głos Jahleela odpowiedział na pytanie Nanaela, wybijając go z czarnych myśli. Brunet wolał nie informować swojego towarzysza, iż psy te potrafią wyjątkowo paskudnie kąsać, zostawiając bolesne oparzenia. I tak już jest zestresowany. Czasem brak świadomości jest lepszy.
- Nie są z natury agresywne względem ludzi. Trzeba je sprowokować, aby zaatakowały. Dodatkowo są ślepe, ale świetnie słyszą. Nie damy rady się doń zakraść - ta garstka informacji była kluczowa dla powodzenia ich misji.
- Władasz ziemią, dobrze pamiętam?
Nanael zabrał palec sprzed ust, by dłoń nie przygłuszała jego wypowiedzi. Chociaż i tak nie odezwał się słowem, zamiast tego skrzętnie kiwając głową.
Nie było trudno dostrzec stres i zawahanie na twarzy anioła. Brunet położył uspokajająco dłoń na jego barku.
- Nie obawiaj się. Wyprowadzimy je bezpiecznie z Edenu - blade palce zwierzchności ścisnęły ramię skrzydlatego, nim zabrał rękę. Budowniczy odetchnął dwa razy, starając się przegnać strach z serca.
- Tak. Oczywiście - przytaknął, mocniej tym zapewnieniem próbując przekonać samego siebie.
Wkrótce dotarli do grupki psów, alarmując stworzenia szeleszczeniem listowia pod stopami. Zwierzęta spięły się, prostując i zwracając niewidzące pyski ku obcym. Uszy drżały delikatnie, nasłuchując.
Jahleel zatrzymał się, chwytając Nanaela za rękę i nakazując mu gestem postój. Za chwilę usłyszeli trzask tworzącego się lodu, gdy zwierzchność wzniosła mur wokół psów. Przezroczysty, zimny i odgradzający ich od drzew oraz samych aniołów. Okrąg na tyle spory, aby nie czuły się uwięzione. Mimo to, stworzenia zbiły się w gromadkę, powarkując oraz sypiąc iskrami z pysków i sierści.
- Czy mógłbym cię prosić o zrobienie wyżłobienia w gruncie? - Jahleel zwrócił się do swego towarzysza, jaki na widok psów stracił resztki udawanego rezonu. Teraz zwyczajnie się bał i przysunął instynktownie bliżej potencjalnie silniejszego sprzymierzeńca.
- Nanaelu? Musimy je wyprowadzić - brunet upomniał się, nie zauważając, aby anioł zamierzał zrobić coś innego poza wbijaniem oczu w bestie.
- A-ah? Tak, tak, już - wyrwany z letargu budowniczy odkaszlnął dwa razy, postąpił krok od postaci zwierzchności i opanował drżenie ciała. Teraz jego kolej.
- Głębokie na półtora metra myślę, że będzie wystarczające. Jeśli się nie uda, starczy na metr. Nie chcemy też zbyt mocno zruszyć korzeni okolicznych drzew. Tą ścieżką. Powoli. Ja będę zabezpieczał je lodem, aby ogień nie osiadł na niczym, ani psy nie wyskoczyły - polecenia padały spokojnie, głos ani na chwilę nie tracił nawet krzty opanowania. Trochę z tego braku wzruszenia udzieliło się również Nanaelowi. Skupił się bowiem na zadaniu, wolno opuszczając psy w zapadlinę i otwierając ją w okop. Nie spieszył się. Dwójka aniołów musiała odnaleźć teraz wspólny rytm, jeden pracując nad tunelem, drugi obudowując go lodem. Zbliżyli się w tym celu niemalże pod sam lodowy mur. Musieli dobrze widzieć, co robią.
Budowniczy skupił się na zadaniu do tego stopnia, iż nie zwracał już uwagi na psy. Wszak zmienianie terenu pod potrzeby aniołów to było coś, co robił najlepiej. Skoro psy są zamknięte za ochładzającą ścianą, nie mają, czego się bać, prawda? Jahleel panuje nad sytuacją.
Nie umie sam powiedzieć, dlaczego przegapił tak oczywisty atak. Może zapatrzył się na prace towarzyszącego mu anioła, może zbyt głęboko zamyślił się na temat tego, jak daleko w Desperację potrzebują wyprowadzić psy, aby nie wróciły. Nieważne. Najistotniejsze, iż dwa ze zwierząt jęły pluć na lodową ścianę płonącą śliną, robiąc wyrwę w murze. Usłyszeli tylko syk parującej wody, zanim przez powstałą dziurę próbował przedrzeć się największy z psów.
Pysk przebił cienki skrawek lodu, kłapiąc szczękami tuż przed ramieniem Nanaela. Pochwycony w szczęki materiał trzasnął, rozdzierając się i odsłaniając nagą skórę. Powstający wykop zapadł się, osuwająca ziemia tylko gorzej spłoszyła psy. Ślepe nie wiedziały, co się dzieje i jęły ujadać, zapalając się. Podmuch wiatru, zerwanego nagle przez Jahleela, uderzył w atakującego basiora, zmuszając go do cofnięcia się. Za chwilę lód zasklepił powstałą dziurę.
Zwierzchność spojrzał jeszcze, czy poza ubraniem nie ucierpiało nic więcej. Na szczęście nie. Skóra Nanaela pozostała nienaruszona.
- Wybacz mi - przezornie wzmocnił jeszcze ściany, jednak to nie uspokoiło budowniczego. Wciąż roztrzęsiony, cofnął się chwiejnie kilka kroków. Potrzebował dłuższej chwili, by się uspokoić. Zdołał tylko pokręcić przecząco głową - nie ma czego wybaczać. Wypadki się zdarzają.
Jahleel bezgłośnie odetchnął. Zbyt wiele na raz chciał zrobić. Tylko czemu to Nanael był bliski zapłacenia za popełnione błędy bruneta? Los bywa złośliwie ironiczny.
- Bardzo chciałbym dać ci teraz przerwę, ale obawiam się, iż nasi przypadkowi goście nie poczekają. Zmuszony zatem jestem cię prosić, abyś kontynuował zadanie. Dasz radę? - Pytanie na dłuższą chwilę zawisło w powietrzu, pozostawione bez odpowiedzi. Chwilę po tym Nanael wziął głęboki, świszczący wdech.
- Tak. Dam radę - postanowił twardo.
Kontynuowali prace, znacznie wolniej i ostrożniej niż do tej pory. Zdołali jednak opanować sytuację, własny strach i zdenerwowanie psów. Chociaż te najgorzej znosiły transport, poganiane subtelnie przez tworzący się za nimi lód, ale też ograniczane wolno powstającym wykopem. Mimo to, jak Jahleel obiecał, fizycznie żadnemu nie stała się krzywda.
Nie wiedział, ile czasu minęło, jak drzewa jęły się przerzedzać. Wkrótce osiągnęli skraj lasu. Pociągnęli jednak tunel dalej, kilkanaście metrów od wyjścia z Edenu, pomiędzy jedną z przełęczy górskich. Tak, aby zmieszane i skołowane psy nie wróciły, zamiast tego wybiegając w Desperację. Uwolnione, zerwały się sprintem przed siebie, poganiane jeszcze chłodem bijącym od lodu. Wkrótce zginęły z pola widzenia.
- Wspaniała robota - Jahleel zwrócił się do Nanaela, kiedy mieli już pewność, że kryzys zażegnany. - Raz jeszcze przepraszam za ubranie.
- To nic takiego - uśmiech rozjaśnił twarz budowniczego. Po tym, jak stres minął, odczuł zmęczenie po użyciu mocy, ale także radość. Spełnienie. Dał radę. Podołał. - Udało nam się! - Odkaszlnął, zanim spróbował nieco pohamować własny entuzjazm. - Dziękuję za wiarę w moje umiejętności - próbował zabrzmieć poważnie, jednak szczęście wciąż przebijało tako w jego postaci, jak i tonie głosu. Wyszło w efekcie nieco karykaturalnie, ale Jahleel nie wątpił, że szczerze. Nie omieszkał jeszcze zmierzwić Nanaelowi włosów, zanim skierowali się ku Rajskiemu Miastu. Brunetowi także przyda się odpoczynek.

zt



When the sky above us fell
We descended into hell
avatar





Jahleel
Zwierzchność
GODNOŚĆ :
Jahleel


Powrót do góry Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Sinner on 2/10/2018, 15:42
Ile razy nie powtarzał to i tak zostawał wplątany w tego typu sprawy... nie był w żadnym stopniu osobą bojową, wręcz brzydził się takowego kontaktu.
Jednak dużego wyboru nie miał tylko z krzywym uśmieszkiem mógł przytaknąć na rozkaz tego pojeba, który został wybrany na proroka. Sinner zasadniczo nie aprobował jego działań, a także tego, że zasiadł on jako przedłużenie ręki Ao, mimo tego nie wychylał się ze swoją niechęcią do tej persony przed szereg, a być może zmieni swoje nastawienie w stosunku do niego.

Mieli spotkać się przy pokaźnych rozmiarów drzewie. Cóż dużo to nie mówi, lecz faktycznie owe drzewo wyróżniało się na tle reszty.
Stojące przy niewielkiej polanie widocznie z koroną wystająca ponad inne drzewa.
Sinner szedł w towarzystwie trójki swoich małych podwładnych i bazyliszkiem, który snuł się nieopodal nich w gęstwinach. Chociaż małych to dość wygórowane stwierdzenie, gdyż sam Polityk nie był wcale dużo od nich niższy.
Przebijając się przez gęstwiny, Akkudo dostrzegł dwójkę członków KNW - Samego Akelę i pulchną dziewczynkę, którą zapewne Heikala, lecz zanim do nich podeszli rozejrzał się jeszcze dokoła i mógł dojrzeć cztery sylwetki, które otaczały ową dwójkę.

Kyūseishu ubrany był w podłużny ciemny płaszcz, widocznie w paru miejscach zszyty i postrzępiony, w prawej dłoni trzymał laskę z ukrytym w niej ostrzu, mimo że nie potrafił walczyć to zawsze lepiej było mieć chociażby widelec niż nic.
Twarz miał skrytą za drewnianą maską wystruganą na wzór pyszczka królika, która została pomalowana miała wapienną farbą z czerwonymi akcentami, a na jej "czole" był wystrugany symbol KNW. Trójka egzorcystów także posiadała zwierzęce maski, wyglądem przyprawiającym ciarki, zwierzęce maski niczym z dziecięcego koszmaru.

Gdy podeszli do Proroka i Generała, Sinner delikatnie się ukłonił i odsłaniając cześć twarzy, z uśmiechem na twarzy rzucił:
- Niechciane dzieci przybyły.

Ekwipunek i opis egzorcystów::


1 - Niewielka dziewczynka, około 13 lat, nosi na twarzy maskę sowy, tak samo zdobioną jak ta Sinnera. Ubrana w pozdzierane czarne bojówki, ciemne poszarpane spodnie i krótki brązowy płaszcz. Używa dwóch sztyletów, które smaruje jadem bazyliszka Sinnera. Jad ma schowany w dwóch małych buteleczkach w niewielkiej torbie przyczepionej do pasa.
2 - Równy wzrostem do Sinnera chłopak około 15 lat. Nosi na twarzy maskę kozła, tak samo zdobioną. Ubrany wręcz identycznie jak Sinner, jedynie płaszcz miał krótszy i zdecydowanie bardziej zużyty. Korzysta z katany i noży do rzucania. W torbie przy pasie ma kilka bandaży.
3 - Niższy od dziewczyny, około 10-12 lat. Czarny polar, poszarpane czarne bojówki i desanty. Nosi maskę lisa, tak samo zdobioną jak inne. Korzysta z łuku z zatrutymi strzałami, strzały są powlekane w jadzie bazyliszka Sinnera i wyciągu z tojadu. Po za łukiem ma sztylet.
avatar





Sinner
Polityk    Opętany
GODNOŚĆ :
Akkudo Kyūseishu - Sinner


Powrót do góry Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Laviah on 6/10/2018, 10:03
POST ODNOSI SIĘ DO POSTA JAHLEELA
Także bawcie się dalej. c:

Nie wszystkie psy, którym zapewniono bezpieczny powrót do domu, zdecydowały się pognać przed siebie. Jeden z nich, choć rzeczywiście z początku biegł za swoim stadem, ostatecznie zatrzymał się na pustkowiu, gdy za jego plecami wciąż wznosiła się Edeńska przełęcz. Przez jakiś czas węszył w powietrzu, wyglądając jak zagubione dziecko – zresztą już na pierwszy rzut oka wyglądał na dość młodego osobnika swojego gatunku. I na nie tak nierozumne stworzenie, za jakie można było go uważać, choć z pewnością gdyby miał więcej oleju w głowie, dalej podążałby za swoimi braćmi.
Tymczasem okręcił się dookoła niczym strzałka kompasu, która miała problem ze wskazaniem podróżnikowi właściwego kierunku, by wreszcie udać się z powrotem ku przełęczy i wpaść w utworzone koryto, którym puściło się biegiem. Zanim dotarł do samego początku wyżłobienia, część lodu zdążyła już stopnieć, dzięki czemu udało mu się wygramolić na porośnięty trawą teren, choć z wyraźnym trudem.
Nie sposób było powiedzieć, co właściwie skłoniło zwierzę do powrotu. To jednak wyraźnie czegoś szukało. Być może zgubiło wcześniej upolowaną zwierzynę albo złapało trop, z którego nie zamierzało rezygnować. Tylko że ten trop podążał właśnie ku Rajskiemu Miastu, a już niebawem miało się okazać, że kończył się w miejscu, do którego udał się Jahleel.

Na przyszłych fabułach możesz zadecydować, co robisz z Psiskiem-ogniskiem. Możesz zawlec go z powrotem na Desperację albo po prostu go zatrzymać. Pies nie wydaje się być agresywny, za to z jakiegoś powodu postanowił się do ciebie przyczepić.


WAŻNE: w obecności Laviaha wszyscy zobowiązani są mówić prawdę. Jeżeli nie posiadasz blokady umysłu, a w poście zaznaczone jest, że moc prawdy jest w użyciu (będę to zaznaczał pod spodem każdego posta), nie ma mowy, by twoja postać skłamała. Nawet jeśli spróbuje, usta zwyczajnie zrobią swoje. Więcej informacji w KP.
avatar





Laviah
Archanioł
GODNOŚĆ :
Laviah. Po prostu.


Powrót do góry Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Marcelina on 17/10/2018, 13:06

sᴏ ʏᴏᴜ ᴄᴀɴ ᴛʜʀᴏᴡ ᴍᴇ ᴛᴏ ᴛʜᴇ ᴡᴏʟᴠᴇs
⠀⠀⠀⠀⠀⠀ᴛᴏᴍᴏʀʀᴏᴡ ɪ ᴡɪʟʟ ᴄᴏᴍᴇ ʙᴀᴄᴋ
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀ʟᴇᴀᴅᴇʀ ᴏғ ᴛʜᴇ ᴡʜᴏʟᴇ ᴘᴀᴄᴋ





INTERWENCJA MG
Wydarzenie z kostek, poziom średni - Heikala, Sinner, Akela

_____________________________

Ten dzień był równie piękny co jego zbliżające się powoli zakończenie. Słońce chyliło się niespiesznie ku zachodowi, zbliżając do linii horyzontu. Ostatnie, ciepłe promyki przyjemnie lizały policzki prorokowi, generałowi, politykowi i pozostałym członkom Nowego Kościoła. Piękno otaczające grupkę niektórych zaskoczyło, innych aż przytłoczyło, odbierając im mowę bądź rozbudzając złość i pewną frustrację wynikającą z niesprawiedliwości świata, w którym dane im było żyć. Oni, mieszkający na niebezpiecznych bezkresach desperacji codziennie walczący o przetrwanie znaleźli się w... raju. W raju, który dostępny był tylko nielicznym - aniołom, wszak ich największym wrogom. Ten fakt tylko potęgował gniew i poczucie tej cholernej niesprawiedliwości!
Otaczający ich las był przytulnym i - choć cichym - to pełnym życia miejscem, pozwalającym na chwile zapomnieć o troskach i zatrzymać się na kilka krótkich chwil. Nikt z przybyłych nie zauważył, że jest obserwowany.
***
Najpierw usłyszeli dźwięk deptanej gałęzi, chwilę później dźwięk ocierania się o zarośla. Człowiek, który wyłonił się zza gęstych krzewów robił to z premedytacją, nawet nie próbując zamaskować swojej obecności. Był w końcu na swoim terenie. - Kim jesteście? - jegomość był wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Lekko zgarbiony, z rękoma zaplecionymi na kości ogonowej, z głębokim kapturem opadającym mu niemal do nosa. Intruzi nie mieli jednak żadnych wątpliwości co do doskonałego widzenia nieznajomego.
Kolejny trzask, szelest liści. Dźwięki dochodziły ze wszystkich stron, a postacie ukryte wśród nich celowo zdradzali swoją obecność.



Myśli - kursywa | Marcelina - #523039 | Mary - #303030

7 DUSZ | VOICE | MIESZKANIE | KASYNO | HISTORIA | M - CHAT
| M A I N T H E M E | x x x x
avatar





Marcelina
Właścicielka Kasyna     Poziom E

Powrót do góry Go down


Re: Środek lasu.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 4 z 4 Previous  1, 2, 3, 4

Powrót do góry

- Similar topics