:: Eden :: Las Życzeń




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next   

Środek lasu.    Pisanie by Fucker on Czw Sie 25, 2016 11:56 am



Bo za mało lasu w tym edeńskim lesie. Zielona roślinność rozciąga się dookoła, a gęste korony drzew rzucają przyjemny cień w upalne dni, dzięki czemu jest tu znacznie chłodniej niż w innych miejscach. Można napotkać tu dużo zwierzyny, która znalazła sobie doskonałe schronienie, biorąc pod uwagę, że anioły rzadko zapuszczają się tak daleko, choć bez wątpienia jest to miejsce, w którym można trafić na całkiem przydatną roślinność.

------------------------------------------

Niski, gardłowy pomruk przemknął pomiędzy drzewami, jakby sugerował nadchodzącą burzę. Chociaż niebo nie zwiastowało jakichkolwiek oznak kiepskiej pogody, ktoś znajdujący się w lesie mógłby odnieść mylne wrażenie, nie mając wglądu na jego błękit. Pośród wszechobecnej zieleni można było poczuć się, jak w klatce bez wyjścia, jednak przechadzający się tam Grimshaw bynajmniej nie czuł się stłamszony dziwnie klaustrofobiczną przestrzenią. Ani też niezrażony faktem, że jeszcze jakiś czas temu byłby doskonałym celem dla zamieszkujących Eden aniołów, które wbrew wszystkim plotkom, wcale nie były skłonne do ciepłego przyjmowania wszystkich w swoje wcale nie tak skromne progi. Jakby nie patrzeć, to miejsce diametralnie różniło się od zubożałej natury Desperacji.
Wielkie cielsko,  porośnięte czarną sierścią, co rusz ocierało się o gałęzie drzew, szeleszcząc liśćmi. Nic nie wskazywało na to, by zależało mu na dyskrecji, nawet jeśli sprowadził go tu jedynie głód, a zwierzyna bywała płochliwa. Nos bestii poruszał się, pochłaniając zapach świeżego, leśnego powietrza, w którym próbował doszukać się śladów czyjejś obecności. Smoliste uszy wykręcały się na wszystkie strony, próbując uchwycić jakikolwiek szelest, szmer czy trzask łamanej gałęzi. Długi ogon oplótł pień drzewa, by zsunąć się z niego luźno, gdy wymordowany skręcił w inną stronę, zmieniając trasę. Chociaż polowanie trwało, nie spieszył się, jakby pewność siebie nie pozwalała na dopuszczenie myśli, że coś mogło się nie udać.
Zawsze musisz wygrywać, co?

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5363

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Nathair on Pią Sie 26, 2016 2:26 am

Wiatr ponuro prześlizgnął między drzewami, poruszając gałęziami I zrzucając na ziemię martwe liście, zapowiedź nadchodzącej jesieni. Co prawda słońce muskało promieniami, ale to była tylko kwestia czasu, aż wreszcie przegra pod naporem ciężkich, zbliżających się chmur. Jednakże póki co panowała idealna pogoda na spędzenie czasu na zewnątrz. Spacery, pikniki, romantyczne schadzki zakochanych pod cudownym niebem i bialutkich jak owieczki chmurkach. Ewentualnie na polowaniu i rozszarpywaniu gardzieli ofiary.
W Edenie panowała zupełnie inna atmosfera. Nie tylko ze względu na bogactwo roślinności czy też zwierzyny, ale również na panujący spokój, wręcz senną ciszę. Od czasu do czasu w oddali odbijał się dźwięk jelenia bądź innego drobnego ssaka. Czasami jakaś mała, puchata wiewiórka przeskakiwała nad głową przemierzającej las bestii, bądź różnobarwny ptak przysiadał na gałęzi i spoglądał na nowego przybysza.
Aczkolwiek chodź barwy dźwięków otaczały Grimshawa, to jednak jego oczom umykały sylwetki potencjalnych ofiar. Jakby wyczuły, że na ich teren wkroczyło niebezpieczne stworzenie i skryły się w niedostępnych miejscach. Albo po prostu droczyły się ze zmysłami wymordowanego, pozwalając na złapanie tropu, który parę chwil później rozpływał się w powietrzu.
Albo ktoś lub coś nie pozwalało mu na to.
Sekundy wlokły się nieubłaganie, przeistaczając w minuty. Ciężkie i nieprzyjazne. A te z kolei w godzinę. I kiedy zdawało się, że nawet edeński las został pozbawiony zwierzyny, cichutki szept niesiony wiatrem prześlizgnął się tuż przy uchu wymordowanego.
Wiem kim jesteś…. Jesteś…. Jesteś….
Wiatr zaszeleścił, a parę złotych liści opadło na solisty grzbiet pantery.
Nie powinno cię tu być… być… być…
Gdzieś z boku ziemia zaskrzypiała.
Odejdź stąd… stąd… stąd…
Z lewej strony boku Ryana coś się poruszyło, niczym cień. Dopiero po chwili srebrne tęczówki mogły zorientować się, że w odległości niecałego metra od niego porusza się w leniwie… drzewo.
Nie, to nie było drzewo.
Ent.
Król Lasu.

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12119
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Fucker on Pią Sie 26, 2016 10:29 pm
Gdy w pobliżu coś zaszeleściło, instynktownie obrócił łeb w bok, licząc na to, że ujrzy umykającą mu sylwetkę jakiegoś zwierzęcia. Zwyczajni mieszkańcy lasu nie mieli większych problemów z poruszaniem się po gęstym lesie, jednak wymordowany miał to na uwadze już od samego początku. Nagle jednak zatrzymał się gwałtowniej, a para uszu na zwierzęcym łbie zamarła wraz z resztą ciała, gdy poza szelestem liści, śpiewem ptaków i szumem wiatru, wychwyciły coś, co bynajmniej nie pasowało do środowiska, w którym przebywał.
Głos.
Jednak nie był to ten głos, który dzień w dzień wtrącał się w niemalże każdy aspekt jego życia. Ten był zupełnie obcy i przede wszystkim docierał z zewnątrz. Grimshaw odruchowo otrzepał się, gdy spadające liście otarły się o jego grzbiet, by mieć pewność, że żaden z nich tam nie pozostanie. Chociaż  srebrzyste ślepia zwróciły swoje spojrzenie w stronę, po której prawdopodobnie znajdowało się źródło dźwięku, z początku niczego nie dostrzegł – las wyglądał tak samo, jak zawsze i wydawał się nie mieć przed nim żadnych tajemnic.
Może głód ci nie służy?
Uniósł jedną z przednich łap, usłyszawszy skrzypnięcie. Dopiero ono naprowadziło jego wzrok we właściwie miejsce. Chociaż poruszające się drzewo było niecodziennym widokiem, Jay nie odczuł nawet cienia niepokoju, a zasłyszane wcześniej nakazy zdawały się nie mieć żadnej siły sprawczej. W ciągu całego swojego życia słyszał już o wielu istotach, które zamieszkiwały zarówno Desperację, jak i Eden, jednak z większością z nich nie miał bezpośredniej styczności, a to powinno go w jakiś sposób niepokoić. Niemniej jednak chłodne spojrzenie śledziło ruchy leśnej bestii bez szczególnego poruszenia, a w zwierzęce ślepia wkradł się błysk gotowości. Końcówka czarnego ogona drgnęła, zanim ten całkiem zastygł w bezruchu. Forma, w której obecnie się znajdował, uniemożliwiała mu mówienie, jednak język ciała potrafił zrobić swoje – Król Lasu mu przeszkadzał, jednak wciąż mogli dojść do porozumienia, a przynajmniej obejść się bez wchodzenia sobie w drogę. Decyzja należała do niego, a jakakolwiek by nie była – Rottweiler nie zamierzał zrezygnować z dzisiejszego polowania.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5363

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Nathair on Nie Sie 28, 2016 7:31 pm
Wiatr ponownie poruszył liśćmi, choć w aktualnym położeniu istnienie wiatru stawało pod znakiem pytania. Król Lasu zatrzymał się i powoli odwrócił w stronę bestii nawiedzającej jego las. Nie poruszył się więcej, a jego obecność wydawała się jedynie iluzją, która bawi się ze zmysłami Grimshawa. Gdyby nie zastygła kora, która ułudnie przypominała ludzką twarz, można powiedzieć, że tak naprawdę stał przed nim potężny klon. Nic więcej.
Wiem kim jesteś…. Jesteś… jesteś…..
Zaszeleścił koroną drzew, posyłając bordowe liście pod stopy wymordowanego.
Odejdź… odejdź… odejdź… To mój las… las… las….
Cichutki trzepot skrzydeł przerwał tę nienaturalną ciszę. Mały, barwny ptaszek nieznanej rasy przysiadł na jednej z wielu gałęzi stworzenia i spojrzało zainteresowane na smolistego potwora, nie okazując jakiegokolwiek strachu.
Czego chcesz… chcesz…. Chcesz…
Gruby konar poruszył się powoli z charakterystycznym skrzypieniem dla starych drzew, gdy go unosił. Ptaszek zeskoczył na niego i podreptał parę razy w miejscu, wydając z siebie ciche piski.
Już i tak zniszczyliście… zniszczyliście…. Mój las ostatnio…. Ostatnio…. Ostatnio….

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12119
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Fucker on Nie Sie 28, 2016 8:31 pm
Chociaż Grimshaw miał przed sobą Króla Lasu, rozmowa z nim wydawała się przekraczać pojęcie zdrowego rozsądku. W oczach wymordowanego nadal był tylko potężnym kawałkiem drewna, w które ktoś tchnął życie i prawdopodobnie tylko przypadkiem dostała się tam dusza samozwańczego władcy, który na domiar złego nie robił nic innego poza ciągłym powtarzaniem tej samej mantry. Może jednak nie do końca zasługiwał na swoje miano?
Uniesiona wcześniej łapa, ciężko opadła na ziemię, a w srebrzystych tęczówkach zawitał dość ostentacyjny błysk zwątpienia, który nie był naturalnym widokiem, jeśli chodziło o zwierzęta. Ent miał do czynienia z kimś o wiele bardziej rozumnym i to na tyle, by duma nie pozwalała mu otworzyć pyska do czegoś, co równie dobrze mogło być wytworem jego wyobraźni – nie byłby to zresztą pierwszy ani też ostatni raz.
Może cię rozumie?
Pierwsze podejście oblał.
Opętany wypuścił ciężko powietrze przez pysk i obrócił się bokiem do stworzenia, przez cały czas śledząc go kątem oka. Pierwszy krok, który postawił przed siebie, świadczył zresztą o tym, że nie zamierzał dłużej zabawić w jego towarzystwie. Głuchy pomruk oznajmił  Drzewcowi, że nie powinien wchodzić mu w drogę i zająć się swoimi sprawami. Jay nie przyszedł tu zresztą bawić się w podpalacza albo niechlujnego biwakowicza. Na ten moment stał się nieodłączną częścią łańcucha pokarmowego, trafiając na sam jego początek. Nie sądził, by polujący na zające lis także uchodził za niszczyciela.
Gałęzie trzasnęły pod jego łapami, gdy leniwie zaczął oddalać się od leśnej bestii, choć przez cały czas miał na uwadze jego obecność. Bądź co bądź królowi mogło nie spodobać się to mało królewskie traktowanie – wtedy szarooki wolał być gotowy.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5363

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Nathair on Nie Sie 28, 2016 8:44 pm

Ent nie odezwał się już. Zastygł. A przynajmniej tak to wyglądało. Może rzeczywiście był jedynie wytworem wyobraźni? Głupim i paskudnym psikusem, jaki głody umysł wymordowanego postanowił mu sprezentować. Jednakże to, co z pewnością było prawdziwe, to zapach, jaki unosił się w powietrzu, a którego, możliwe, prędzej nie było. Zbyt delikatny, by uznać go za nieprzyjemny, jednocześnie zbyt słodki, by potraktować go za przyjemny. Zdawał się wypełniać każdą możliwą komórkę pantery, łaskotać każdy zmysł, wtapiać się w jego skórę. Ciężkie łapy stawiały kolejne kroki, zwiększając tym samym odległość między nim, a rzekomym Królem Lasu. Ale ten nadal znajdował się w swoim miejscu, w tej samej, zastygłej pozie. Jedynie kolorowy ptaszek, który dreptał niespokojnie na gałęzi wyglądał jak jedyny żywy element w tej niecodziennej scenerii.
Ale Grimshaw postawił o jeden krok za dużo.
Drzewa, które go otaczały pochylił się w jego stronę, swymi rozłożystymi koronami zasłaniając niebieskie niebo i promienie słońca. Odgrodziły swymi konarami drogę przed nim, a gałęziami – drogę po obu bokach.
Król Lasu jednak nadal się nie ruszał.
Ćwir, ćwir, ćwir
Czyżby ptak się zaśmiał?

_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12119
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Fucker on Pon Sie 29, 2016 3:10 pm
Słodki do zemdlenia zapach zaczął wypełniać jego nos, sprawiając, że momentalnie prychnął, wydychając gwałtownie powietrze, jakby to miało pozwolić mu na pozbycie się drażniącej woni. Daremny trud. Zerknął pod swoje łapy, jakby liczył na to, że pod nimi znajdzie jakąś przygniecioną roślinę, która po zgnieceniu uwolniła z siebie niezbyt przyjemny zapach. Jak można było się spodziewać – niczego tam nie znalazł. Za to zerknąwszy ponownie w stronę Króla Lasu, zmarszczył nieprzyjemnie nos, dostrzegając, że jego wędrówka nie poczyniła żadnych postępów. Białe kły nieznacznie wychyliły się z wnętrza pyska, a kiedy usłyszał dźwięk pochylających się w jego stronę i poczuł, jak niektóre gałęzie ocierają się o jego boki, wydał z siebie przeciągły pomruk, który łudząco przypominał warkot.
I tak zakładałeś, że nie pozwoli ci odejść.
Inni musieli mieć powody do niszczenia lasu.
Teraz Grimshaw też je dostał, choć w pierwszym momencie skonfrontował swoje spojrzenie ze spojrzeniem Enta. Wszystko mogło skończyć się dobrze, bez niepotrzebnej dewastacji. Las nie ucierpiałby, gdyby stracił choć jednego jelenia czy inne zwierzę. Władca lasu okazał się być nierozsądny na tyle, że naraził środowisko na niebezpieczny szwank. Chociaż przez liście przedzierały się pojedyncze promienie popołudniowego słońca, a dotychczas wiejący wiatr nie był aż tak chłodny, dookoła zaczęło robić się nieprzyjemnie zimno. Z początku nie wiadomo było, czy była to zasługa zastygłego spojrzenia wymordowanego, który stracił chęć na obchodzenie się z bestią, jak z jajkiem, ale już w ciągu kilku sekund runo zaczęło pokrywać się białym szronem, który z każdym momentem zwiększał swój zasięg i wspinał się po pniach pobliskich drzew, chcąc pokryć je w całości. Jego warstwa robiła się coraz grubsza i płaska. Prawdopodobnie, gdyby inne drzewa były w stanie przemówić, już teraz skarżyłyby się na dyskomfort wywołany dziwnym uczuciem uciskania, któremu towarzyszył też nieprzyjemny mróz, rzecz jasna.
Nie przyszedłem niszczyć. Przeszkadzasz ― to co wydarło się z jego pyska, było jedynie zwierzęcym odgłosem. Zawiesił łeb na wysokości karku, a smolista sierść na ciele, nastroszyła się nieznacznie, gdy oczekiwał kolejnego ruchu Drzewca.
Mógł jeszcze wszystko odkręcić.

MOCE:
Kontrola lodu: 1/3.

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5363

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Nathair on Pon Sie 29, 2016 4:08 pm
Gwałtowne obniżenie temperatury w okolicy z pewnością wypłoszyło wszelaką zwierzynę, oczywiście jeśli takowa tam była. Narastająca, gruba warstwa lodu wżerała się w korę, powoli ją łamiąc, czemu towarzyszyły charakterystyczne dźwięki, ale nawet wtedy drzewa nie cofnęły swych gałęzi, by utorować intruzowi drogę.
A Król Lasu nie ruszał się.
Nie niszczyć… niszczyć… niszczyć…
Mroźne powietrze osłabiło słodkawy zapach, najwyraźniej w samą porę, gdyż już teraz wymordowany mógł poczuć jak żołądek zaczyna ściskać, a on sam odczuwa niebezpieczne mdłości. W końcu potężny Ent poruszył się, posuwając parę centymetrów do przodu. W tym samym momencie, w którym tuż pod wielkimi łapami Grimshawa ziemia pękła, wypuszczając ze swojego łona grube korzenie. Te oplotły łapska bestii z zamiarem uziemienia go w miejscu, zaciskając się dookoła nich z taką siłą, że lada moment były gotowe połamać zwierzęce kości. Ale charakterystyczny dźwięk łamania nie nastąpił, choć korzenie mozolnie poruszały się wyżej, w stronę tułowia i szyi wymordowanego.
Czego chcesz…. Chcesz…. Chcesz…. Mój las… las…. Las…. Czego…. Czego… czego…. Chce ludzka bestia…bestia… bestia….
Ent ponownie się poruszył. Powoli, jak na zwolnionym filmie, irytująco.


Stan Ryana: narastające mdłości.


_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12119
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Fucker on Pon Sie 29, 2016 4:53 pm
„Nie niszczyć...”
To właśnie powiedział, ale – zupełnie tak jak się spodziewał – znalezienie wspólnego języka z Entem było niemożliwe. Dostrzegłszy, że bestia nie zamierzała ustąpić mu drogi, choć jeszcze kilka sekund temu miała taką szansę, Grimshaw uskutecznił odpowiedź atakiem na atak, a kora drzew zaczęła wydawać głośniejsze trzaski w starciu z miażdżącą siłą lodu. W srebrnych oczach opętanego pojawił się przebłysk lodowego błękitu, a bok szyi zaczął pulsować w znajomy sposób, przypominając o tkwiącym tam artefakcie.
Jay gwałtownie zacisnął zęby, wręcz dało się usłyszeć moment, w którym szczęki zderzały się ze sobą, a wszystko to za sprawą nagłego skrętu żołądka. Jego oddech stał się płytszy, jakby przypuszczał, że to właśnie mdlący zapach sprawił, że zaczęło mu się robić niedobrze. Mimo tego zapadająca się pod jego łapami ziemia, odwróciła jego uwagę na tyle, by skupił ją na uchronieniu się przed mocami leśnego króla. Głuchy ryk, który wydarł się z jego gardła, na pewno zdążył już przepłoszyć ostatnie zwierzęta z okolicy, jednak na dobrą sprawę było mu wszystko jedno, kiedy w grę weszła wojna z Drzewcem. Czując oplatające się dookoła jego łap i szyi korzenie, przestał wykonywać jakiekolwiek gwałtowne ruchy, które mogłyby zadziałać na jego niekorzyść. Nie zamierzał wystawić białej flagi i nie było nic dziwnego, że niemalże od razu posłał lodowe kolce ku źródłu tego zamieszania. Te wysunęły się z ziemi, tworząc coś w rodzaju krzywdzącej pułapki, w którą nieuważnie wdepnął Król Lasu. Szpikulce wycelowane zostały prosto w jego ciało, najwidoczniej zamierzając przebić je na wylot.
Nie dało się jednak zapomnieć o grubych pnączach na własnym ciele. Ryan nie urodził się wczoraj i doskonale zdawał sobie sprawę, że w tak podbramkowej sytuacji, stworzenie było w stanie odpowiedzieć atakiem na atak. Dostrzeżenie cieni przemykających po idealnie czarnym futrze było niemożliwe i dobrze, bo Ent nie musiał zdawać sobie sprawy, kiedy te zakradły się pod pnącza, do momentu aż nie zaczęły pęcznieć i napierać napierać na nie z dużą siłą, gdy Rottweiler podjął próbę odepchnięcia ich od siebie.

MOCE:
Kontrola lodu: 2/3
Kontrola cieni: 1/3

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5363

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Nathair on Pon Sie 29, 2016 5:48 pm


Tym, którym w takiej sytuacji powinien ustąpić, był zdecydowanie Grimshaw. Chociażby z powodu włażenia butami do cudzego domu. I choć po Drzewcu nie można było poznać jakichkolwiek emocji, jedno było pewne – nie odpuści i nie ustąpi. Atak Grimshawa okazał się sukcesem. Zresztą, czego innego można było się spodziewać? Komuś, kto poruszał się ze zwolnionym tempie było zdecydowanie ciężko uniknąć większości ataków wymierzonych w jego stronę. Ale czy to dało wygraną bestii?
Bynajmniej.
Lodowe szpikulce bez problemu wbiły się w drewniane ciało Enta. Ich destrukcyjna siła była w stanie powalić dorosłe stworzenie wielkości słonia. Ale Król Lasu stał tam, gdzie do tej pory. Potężna ręka-gałąź uniosła się tylko po to, by po chwili opaść na jeden z lodowych kolców, roztrzaskując go na pomniejsze kawałki. Kolejny krok w stronę pantery.
Chłopcze…. Chłopcze… chłopcze…
Drzewiec potrząsnął głową, a z jego korony opadły nie tylko liście, ale również małe, pomarańczowe kwiatki. Źródło słodkawego zapachu, który z kolei wdarł się teraz brutalnie w nozdrza wymordowanego, wywołując chęć zwymiotowania, zawroty głowy oraz drżenie mięśni.
Nie pozwolę… pozwolę…. Pozwolę…
Cienie skutecznie zrywały korzenie ze zwierzęcego ciała, kiedy tak puchły i odsuwały ustrojstwo od Ryana, ale największym problemem była ich szybkość poruszania się. Pełzły po Ryanie jak małe, uporczywe węże, szukające wolnej przestrzeni ciała. Kiedy udało mu się pozbyć jednego korzenia, kolejny oplatał się wokół ogona, inny z kolei ponownie dookoła łapy, raniąc i przecinając skórę.
Zniszczyć…. Zniszczyć…. Zniszczyć… mój las…. Las…. Las…. Nie pozwolę… pozwolę… pozwolę….


Stan Ryana: wymioty, zawroty głowy, drżenie mięśni, płytkie zadrapania i małe ranki na łapach i ogonie.


_________________

"When the snows fall and the white winds blow, the lone wolf dies but the pack survives"





Nathair
-----------
Anioł Stróż

avatar

Liczba postów : 12119
GODNOŚĆ : Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Fucker on Pon Sie 29, 2016 6:11 pm
Z początku był gotów ustąpić. Już w chwili, gdy pojawił się w lesie, zachowywał się w nieinwazyjny sposób. Już wtedy Ent nie miał żadnych podstaw, by wchodzić mu w drogę, a skoro był w stanie odgadnąć mowę zwierząt, ich intencje także nie powinny być mu obce. W spokoju chciał go zostawić i zwrócić mu spokój, ale najwyraźniej Drzewiec miał względem niego inne plany, które bynajmniej nie budziły w nim neutralnych skłonności, jakie przejawiał kilka minut temu. Wyglądało na to, że jego przeciwnik próbował uprzykrzyć mu życie na wszystkie możliwe sposoby, a wzbierające nudności tylko potwierdzały tę teorię. Momentalnie przestał oddychać nosem, wciągając powietrze pyskiem, jednak brak świeżego powietrza utrudniał pozbycie się nieprzyjemnych odczuć. Mięśnie Grimshawa napięły się gwałtownie, jakby tym sposobem chciał pohamować ich drżenie i nagłe uczucie zamroczenia. Słowa bestii stawały się coraz bardziej drażniące – ciężko było mu dopuścić do siebie świadomość, że miał do czynienia z tak nierozumną istotą, która potrzebowała otwartych odpowiedzi, by pojąć sens jego wizyty tutaj.
Poluję ― wycedził z trudem, a mróz jakby zelżał, chociaż temperatura nadal utrzymywała się na niskim poziomie. Ciężko było mu się skupić, gdy obraz dookoła rozmazywał się, wirował i na nowo odzyskiwał ostrość na przemian. Wciąż jednak nie zamierzał pozwolić mu na zadanie sobie poważniejszych obrażeń. Cienie instynktownie prześlizgiwały się w miejsca, w których Jay odczuł dotyk nowych pnączy, z równą siłą odpychając ich ataki, jednak tym razem zaczęły oplatać się dookoła nich, jakby zamierzały połamać je w kilku miejscach i zapobiec kolejnym ranom, chociaż drobne zadrapania, których się dorobił, nie zrobiły na nim żadnego wrażenia.
Łeb zwierzęcia zawisł niżej, jednak nie była to forma ukłonu. Jego oddech stał się cięższy, a on sam przełykał gromadzący się w pysku nadmiar śliny, chcąc tym samym stłumić nadciągające torsje, chociaż nieprzyjemne mrowienie w okolicy żuchwy nie pozwalało się zignorować.

MOCE:
Kontrola lodu: 3/3 – mróz zelżał
Kontrola cieni: 2/3

_________________



You see this face? This is my face of
NOT GIVING A SHIT.



Fucker
-----------
Rottweiler     Opętany

avatar

Liczba postów : 5363

Powrót do góry Go down

Re: Środek lasu.    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 3 1, 2, 3  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: Eden :: Las Życzeń