Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Shane on 31/3/2017, 16:30
Słowa anioła wywołały w nim przyjemne łaskotanie. W duchu parsknął śmiechem na podejrzenia, które uświadomiły mu jak wielka jest między nimi przepaść.
Uważasz, że cię prześladuję? To ty podążasz za mną jak cień — głos miał niski, spokojny. Podobno kiedyś koił. Obecnie przerażał.
Obserwował reakcję Tyrella i przysiągłby, że widział zmieszanie. Przerażenie. Czyżby faktycznie miał tak złe o nim zdanie, a każde najmniejsze przejawy dobroci odbierane były jako fałszywe intencje?
Cofnął dłoń, jednak nadal nie odstępował od niego, zabierając mu przestrzeń osobistą. Wytarł palce z maści w spodnie, które tak spodobały się Tyrellowi.
To, że ty uważasz, że łączą cię z kimś więzy, nie znaczy, że dla drugiej ze stron jest tak samo. Możesz równocześnie mieć i niemieć.  — Coś o tym wiesz, prawda? — No tak, bo przecież w tym waszym Edenie uczą was jak postępować z nami — podopiecznymi. Chociaż w naszym przypadku nie wiem kto kim się bardziej opiekuje, Tyrell — Miałeś przestać, Shane. Ani przez chwilę nie potrafisz przestać pluć jadem. Zawsze twoje musi być na wierzchu?
Syknął w myślach na własne zachowanie. Otwarł usta, aby coś powiedzieć, zrehabilitować się, jednak wówczas drzwi zaskrzypiały. Cedna. Spojrzał na byłą partnerkę ze spokojem bursztynowego morza. Pani inżynier rzuciła mu praktycznie kable pod nogi, a on omiótł wężowisko beznamiętnym wzrokiem. Odsunął się, dając złapać oddech Tyrellowi. Chłopak zapewne tylko czekał aż rudzielec zniknie z zasięgu jego ręki.
Ty chyba masz już dość, Flądro  — mruknął i podszedł do kobiety. Podniósł jej podbródek palcami, przyglądając się zmęczonym oczom. Zapewne przeholowała i to nie na żarty, ale czy on miał jeszcze na nią jakikolwiek wpływ? Wątpił. Nie puszczając jej brody, spojrzał na Tyrella.
Rozwieście te kable, daj jej proszki na sen i oddeleguj do pokoju. Mashiro zaniesie ją. Musi wypocząć na imprezę. Ty też doprowadź się do porządku. — zarządził. Nie miał ochoty się powtarzać. Wyminął Cednę i jej pomagiera. Musiał zobaczyć czy ich barman przygotował wystarczającą ilość alkoholu, aby mógł zalać mordę na wesołej stypie.

[zt]





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Gość on 31/3/2017, 17:18


Kable jej pełzły po podłodze, głowę boleśnie rozpierał nadymający się coraz bardziej balon od środka, w oczy wbijane były szpilki, a tu jeszcze klonowisko aniołów zaczęło w okrutnie głośnym tonie coś pieprzyć równocześnie z czego nawet Cedna nie miała pojęcia o czym dokładnie mówili. Brzmiało to jak echo jednego zdania, ale każdy bliźniak zmieniał kolejność słów i nakładający się na siebie dźwięk jedynie rozmazywał słowa w nielogiczny bełkot, który Aomame postanowiła zignorować próbując za wszelką cenę skupić resztki swojej świadomości, aby ogarnąć halucynacje.
Wtem usłyszała głos rudego, który automatycznie wywołał w niej prychnięcie rozbawienia i udekorowanie zmęczonej twarzy zadziornym uśmieszkiem. Podniosła wyzywający wzrok na wilka w ubraniu i podparła się pod boki. - Co ty! Ja to mogę jeszcze tak z cały tydzień! - Rzuciła zanim palce Pradawnego nie podniosły jej podbródka. Wielki, mokry nos futrzaka sterczał jej przed twarzą, a duże, bursztynowe ślepia patrzyły na nią tajemniczo. Cedna miała jednak problemy z zahamowaniem powagi i z jej ust wymsknął się duszony śmiech. - Pffffffggghahahha, nie no. Żałuj, że siebie teraz nie możesz zobaczyć, Wszarzu, hahaha. - Złapała jego dłoń i ją opuściła z dala od swojej twarzy kompletnie nieprzejęta nagła bliskością. - Spokojna twoja rozczochrana, skarbie. Aż za dobrze wiem co mam robić. - Poklepała go po klacie, zanim jeszcze zdążył ją wyminąć.
Następnie przerzuciła wzrok na Tyrella, gdy zostali sami w pokoju. Prawdę mówiąc na Tyrella stojącego przed nią. Po chwili przerzuciła spojrzenie na tego obok... i tego opierającego się o biurko... i tego kucającego przy biurku... - Dobra... pytanie... - Przeleciała palcem po klonach. - W jaki sposób mogę odróżnić Tyrella od halucynacji Tyrella? - Spytała chyba za bardzo rozbawiona własną sytuacją w jakiej się znajdowała, ale nawet nie czekając na odpowiedź złapała za pierwszy z brzegu kabel i zaczęła go przeciągać pod ścianę. Mashiro wziął dwa inne kable robiąc podobnie po drugiej stronie.
- W sumie, nie wiem czy jest to na tyle ważne... w jaki sposób mógłbyś mi pomóc, kiedy i tak dobrze radzę sobie sama. - Dodała chcąc oprzeć się o ścianę, ale obliczenia odległości nie były idealne w jej własnym świecie przemęczenia co wyskutkowało upadkiem ramieniem na autentyczną ścianę. Syknęła, szybko się pozbierała i zaczęła wwiercać kable w ścianę prowadząc je po złączeniach, przez strategiczny środek, po sufit, gdzie już Mashiro pomógł jej się dostać, a tam zamontowała pierwszą lepszą żarówę jaką miała.
- W sumie, Tyrell, chyba nigdy nie mieliśmy okazji bycia sam na sam - Wspomniała uśmiechając się do niego równie zaczepnie. - No nie licząc Mashiro tutaj. - Poklepała androida po głowie, gdy siedziała mu ciągle na ramionach, a on postanowił całą sprawę przemilczeć z kompletnie pokerową twarzą. - Jeśli rzeczywiście masz jakieś dobre prochy na sen to chyba z chęcią z nich skorzystam. Odwdzięczę ci się czymś dobrym, hehe. Rozumiesz, cierpię na insomnie, nie? Więc skoro jesteś medykiem to chyba tam ogarniasz jakie to ma skutki. - Zeskoczyła z pomagiera i zaczęła się zajmować innymi kablami do innych strategicznych punktów oświetleniowych, tak samo jak wmontowanie przełączników, oraz potencjalnych gniazdek, gdyby coś cię chciało podłączyć.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Tyrell on 31/3/2017, 20:41
Nie wiedząc kiedy opuścił wcześniej skrzyżowane dłonie na torsie i powędrował wzorkiem za Shanem. Miał ochotę już odpowiedzieć mu, że Eden jest mu tak obcy jak mydło w płynie, ale zdążył się powstrzymać, bo spokojny, turkusowy wzrok zatrzymał się na ich dwójce. Skóra pod jego lewym okiem drgnęła.
  — Imprezę?
  Wydusił w końcu, kiedy drzwi za Pradawnym się zamknęły. Wzrok wcześniej ujęty na dobrze zbudowanym ciele zawisł bezmyślnie w powietrzu. Przez chwile wydawało się, że Tyrell wpatruje się we framugę drzwi. Jakie to zabawne. Przecież ta, jakże interesująca formacja mogłaby przecież wydać mu się niesamowicie fascynująca, zważywszy na fakt, że u siebie w pokoju nie widział czegoś podobnego już chyba od miesięcy.
  Wsunął dłonie w głębokie kieszenie i obrócił się bokiem do Cedny. Wciąż stał przed nią pół nagi, jednak kompletnie nie wykazał tym faktem zażenowania. Kobieta i tak wydawała się być w stanie nieważkości co nie poprawiało jego psychicznego komfortu biorąc pod uwagę kable które wzięła chwilę potem w dłonie.
  — W sumie, Tyrell, chyba nigdy nie mieliśmy okazji bycia sam na sam.
  — Niespecjalnie. Czerpałbym z tego spotkania więcej przyjemności, gdybyś je stąd wzięła. — Odruchowo spojrzał na przewody, które zaczęła rozkładać po pokoju. — Po co one?
  Nie było go na Smoczej Górze kawał czasu, nie do końca orientował się wiec w tym dziwacznych zachowaniach, które zdołał zauważyć już u tej dwójki.
  — To ten przeklęty wilk, tak? On znów coś wymyślił?
  Zawiesił znudzony wzrok na jej postaci, by chwile potem znów z dystansem spojrzeć na ziemię, ostrożnie odsunął się na bezpieczną strefę przechodząc parę kroków z dłońmi w kieszeniach. Zatrzymał  się przy czymś wyglądającym jak skrzynia. Kucnął na palcach i otworzył wieko zaczynając przebierać rzeczy Pradawnego.
  — Odwdzięczysz się czymś dobrym?
  Przez chwilę mogło się wydawać, że kącik jego ust zadarł się ku gorze.
  — Refleks.
  Obrócił się w jej stronę, jedną ręką rzucając jej małe pudełko, a drugą przytrzymując wieko. Leki jakie jej podał musiał wyciągnąć z kieszeni, ale zrobił to tak szybko, że odpowiedź nie wydawała się tak oczywista.
  — Wystarczy, że weźmiesz te kable i dasz mi wyjść. Tym posłużysz się najbardziej — powiedział ze swoim stoickim spokojem. Spędzenie tu wieczności go nie satysfakcjonowało. — Mam alergie na elektryczność. — To wydusił później kiedy zainteresowany wyszperał jakaś parę czarnych, luźnych spodni i popielatą koszulkę z krótkim rękawem. Podniósł się i zaczął rozpinać zamek swoich dżinsów, nadal nieskrepowany, ignorując obecność Cedny. Opuścił stary, brudny materiał do kostek i zachwiał się. Podskoczył na jednej nodze ze trzy razy, nim zdołał oprzeć się jedną ręką o ścianę. Potem przeciągnął ubranie przez obie nogi i rzucił na ziemię. Zaczął wciągać nowe. Wzrokiem wciąż śledził poczynania Cedny.
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Gość on 31/3/2017, 21:29

- Aah, no impreza. Nic nie wiesz, Tyrell? Szykuje się ogromna, smocza impreza! - jej oczy nagle rozbłysły niesamowitą ekscytacją, kiedy wypowiadała te słowa. - Ku chwale mej zajebistości... ekhm... znaczy z okazji rozprowadzenia elektryczności po całej bazie! - Wyjaśniła bardzo wesoło, gdy tak przypinała kolejne metry kabli do struktur płaskich. Uśmiechnęła sie nieco maślanie. - Ten rudy wszarz wpadł na genialny pomysł, co rzadko mu się zdarza, aby urządzić porządną bibę jak tylko skończę rozprowadzać cały prąd po całej Wieży. Światło, ogrzewanie, ciepła woda i te sprawy ahhh. No i tak wędruję po pokojach z kablami... tylko parę mi zostało chyba... ale no teraz mamy prąd wszędzie! - Sama już niezbyt wiedziała, gdzie była ani kiedy co się wydarzyło. Pojęcia czasu i przestrzeni w jej wyczerpanym umyśle zaczynały się powoli zacierać pozostawiając ją z chaosem wizji podobnych do tych ze snów, ale parła dalej do przodu. Z pomocą Mashiro, który nadzorował, aby za wszelką cenę przypadkiem nie przywierciła sobie dłoni zamiast kabla.
Niespecjalnie przejmowała się Tyrellem. Cóż... Tyrellami. Nie wiedziała, na którego patrzeć, chociaż od czasu do czasu pokój Rudego wracał na krótką chwilę do normalności zostawiając jej jednego anioła na wizji, ale jednak. Stała przy pobliskiej ścianie przymocowując resztę kabli, aż usłyszała słowo "refleks" zmuszające ją do zareagowania. Sama sądziła, że poruszyła się szybko, ale w rzeczywistości obróciła głowę w spowolnionym wręcz tempie przez co dostała pakunkiem w twarz. Zanim jednak opadł na ziemię, Mashiro zdążył go złapać w locie i przeanalizował podarunek, po czym popatrzył z pobolewaniem na Hydre.
- Oczekujesz refleksu od kobiety, która ma za sobą 162 godziny i 12 minut prac przerywanej zaledwie 6 godzinami i 48 minutami przerywanego, niespokojnego i płytkiego snu. - jego sztuczny wzrok, aż wymawiał słowa bitch, please.
Cedna jedynie pomasowała swój twarz i zauważyła, że to lekkie zaledwie muśnięcie w buzię nieco ją otrzeźwiło, bo zniknęły już klony anioła.
- Alergia na elektryczność? Hah, dobre Tyrell, kupuję to. - zaśmiała się do siebie kończąc z pomocą Mashiro swoje prace, po czym ruszyła do wielkiej torby jaką jej android taszczył ze sobą. Miała tam kilka szklanych butelek, w których przelany był zarówno jej alkohol jak i pewien tonik, który kiedyś podarował jej klient, gdy wspomniała o swoich problemach ze snem. Ten mocny napar, pachnący podobnie jak bardzo gorzkie piwo, ale w smaku słodkie jak kompot, miał w sobie jakiś nowy rodzaj narkotyku, który rzekomo wypełniał człowieka niesamowitą ekstazą równocześnie go rozluźniając przez co wszelkie jego życiowe problemy czy obawy znikały kompletnie na parenaście dobrych godzin. Nie usypiało to człowieka. Dodawało mu wręcz energii. Cedna popijała to sobie w bardzo niewielkich ilościach, gdy tylko jej halucynacje nie dawały już za wygraną, a taki łyczek tego narkotyku pobudzał ją i wzmacniał wystarczająco, aby mogła dalej pracować. Jednak nigdy jeszcze nie wypiła całej butelki. Niestety, na nieszczęście Tyrella, wszystkie butelki Aomame wyglądały identycznie i nie miały żadnych etykiet. Smolista wyciągnęła pierwsza lepszą. Popatrzyła na nią pod światło, aby sprawdzić czy to nie tonik, ale nie była w stanie stwierdzić... stwierdzając, że to na pewno zwyczajnie jej alkohol podeszła do chłopaka wyciągając przed niego prezent z szerokim uśmiechem. - Proszę cię bardzo, chłoptasiu. Na koszt firmy. Najwyższej klasy produkcja, smak zwala z nóg!
- Nasza robota już tutaj skończona. - Oświadczył na koniec Mashiro zbierając wszystkie narzędzia.
- Ah! Cudownie! No, - wsadziła mu w ręce butelkę czy tego chciał czy nie chciał. - Spróbuj! Nie zabije cię to. Powiesz mi potem jak ci smakowało. - Puściła mu zalotnie oko i machnęła ręką pomagając cyborgowi zebrać swoje rzeczy, a na koniec wychodząc z pokoju.

[ZT]





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Tyrell on 31/3/2017, 22:02
"Ten rudy wszarz wpadł na pomysł. Genialny pomysł. Aby urządzić sobie..." Słowa trafiały do niego jak pojedyncze strzały z dubeltówki. Puścił się ręką ściany i zaciągnął pas nowych spodni. Uchylił usta, aby zaprzeczyć jej ekscytacji, ale nim się obejrzał, ta znalazła się tuż przy nim trzepocząc powiekami z szerokim zadowoleniem na twarzy. Tyrell bardzo ostrożnie naciągnął kącik ust w przymuszonym uśmiechu, kiedy w dłoniach poczuł coś zimnego. Jakieś naczynie.
  — Spróbuj! Nie zabije cię to. Powiesz mi potem jak ci smakowało
   Uświadomił sobie, że trwał tak naprawdę długo. Drzwi zdążyły się za nią zamknąć, a on nadal stał z butelką w dłoni patrząc się w miejsce, w którym znikła — w drzwi, które zaryglowały mu wszelką ucieczkę z tego miejsca.
   Bardzo powoli spojrzał na rozłożone kable. Potem na butelkę. Uniósł ją wysoko, tak samo jak wcześniej zrobiła to Cedna. Płyn przelewał się w niej gładko.
  Usiadł na łóżku Shane'a i oparł przedramiona o kolana; palcami trzymał szyjkę naczynia, które zawisło mu miedzy nogami. Patrzał na nie dłuższą chwilę. Ile mógł tu tkwić nim Shane wróci i ogarnie ten cały elektryczny syf i pozwoli mu wyjść? A co jeśli nie wróci? Zastukał palcem w zakrętkę.
  "Impreza. Tez mi coś", pomyślał i odkręcił kurek. Ten odskoczył z głuchym brzękiem. Uniósł darowany trunek i zatopił w nim usta. Przez chwilę czuł dziwny nieprzyjemny gorzkawy smak, ale nie odsunął warg. Zacisnął mocno powieki, krzywiąc się, jednak żwawo wlewał zawartość butelki w swoje gardło. Co mu w końcu pozostało? Po ostatnim łyku, przetarł usta wierzchem dłoni, odrzucił pustą butelkę gdzieś w bok, a potem... a potem zagięła się wszelka czasoprzestrzeń.

— zt.
avatar





Tyrell
Hydra     Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Tyrell. Kiedyś Sora.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Shane on 22/4/2017, 10:46
[Tydzień później — po imprezie]



Przez całą drogę praktycznie milczeli. Yenewelia była cicha i najwidoczniej przerażona opuszczeniem jaskini. Nie dziwił jej się. Podążała ślepo za obcym mężczyzną, który obiecał jej schronienie. Znajdywała się w podbramkowej sytuacji, w której mogła liczyć tylko na rudzielca.
Shane próbował dowiedzieć się czegokolwiek podczas ich wędrówki, jednak dziewczynka wydawała się być nieufna. Odpuścił. Zamierzał dać jej nieco czasu i przestrzeni na oswojenie się z nowym życiem.
Droga zajęła im dwa dni, podczas których zatrzymywali się wielokrotnie, a często on sam, brał ją na barana i szedł.
W końcu ujrzał znajome, niedostępne muru organizacji. Przekroczył je i tak jak spodziewał się, nikogo nie spotkał po drodze. Wszyscy rozeszli się niczym mrówki, wracając do swoich obowiązków. Całe szczęście.
Szybkim krokiem przedostał się do swojego pokoju. Yena akurat spała na jego plecach, kiedy położył ją na łóżku i bezszelestnie zamknął drzwi. Siadł na starym krześle, które zaskrzypiało pod jego ciężarem. Odchylił głowę w tył, zamykając oczy. Nie wiedział kiedy usnął.

— Shannon — Twardy, a jednocześnie kojący męski głos, próbował go obudzić. Uchylił wolno oczy, a wtedy zobaczył miodowe tęczówki i ciemne włosy oraz zarost. Nie wiedział kim był ten mężczyzna, ale czuł, że powinien. Zakuł go żal. Dziwny irracjonalny żal oraz smutek.
Wpatrywał się w niego zaspanymi oczami, poruszając wargami, z których nie wydobywał się żaden dźwięk. Zamknął je z powrotem. Cisza. W powietrzu unosił się zapach potu i wilgoci. Ubranie przywarło do niego niczym druga skóra.
— Ma gorączkę. — Delikatny i kobiecy głos. Koił go. Podobnie do dłoni, która przesunęła się po jego mokrym czole.
— Leki powinny niedługo zacząć działać. Śpij, synku — powiedział mężczyzna i przerzucił spokojnym ruchem część jego włosów na drugą stronę.
Zamknął znowu oczy. Posłuchał go. Po prostu poszedł spać.

Sen. Otwarł gwałtownie oczy, wpatrując się w podrapany sufit. Kilka kropel stoczyło się po jego skroni. Był przemęczony.
Wyprostował się, a wówczas zobaczył, że Yenewelia już nie śpi.
Jak znalazłaś się na Desperacji? — zapytał. Musieli do czegoś zacząć. A patrząc na zerowe doświadczenie z dziećmi Shane improwizował. Zapalił papierosa i obserwował ją. Była drobna i krucha. Musiała nabrać ciała, inaczej szybko zaczną ją dopadać różne choroby. W końcu była człowiekiem na terenach skażonych wirusem.





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Yenewellia on 26/4/2017, 20:56
Ocknęła się. Dobiegły ją stłumione dźwięki bębnienia deszczu o kamienne ściany, ale to nie ten dźwięk ją obudził. Śniła, że nawiedziły ją stwory, takie jakich w życiu nie widziała. Miała wrażenie, że czają się przy jej śpiącym ciele i wpatrują się w nią czerwonymi oczami. Gdzieś za ścianami rozległ się głośny, doniosły grzmot. Chwile siedziała na łóżku. Zimny, wilgotny materac, który wydawał się nigdy się nie ocieplić. Włókna materiału zamrożone przez dziesiątki lat. Obróciła powoli głowę w kierunku ciemnej postaci siedzącej na krześle oddalonym kilkanaście kroków dalej. Prawie się wzdrygnęła, widząc długi, smolistych cień, prawie zlany w ciemnościach pokoju. Przespała cały dzień? Próbowała znaleźć wzrokiem okno — bezskutecznie. Przeszył ją wewnętrzny lęk, że znów znajduje się w tej ciemnej jaskini, która otaczała ją grafitowymi, lodowatymi ścianami. Objęła się rękoma za ramiona. Stary koc zasłaniał jej tylko uda. Nic tylko chłód. Ten który zaznała już wcześniej. Przywarł do jej ciała na stale. Długa postać nie poruszyła się. Dziewczynka ostrożnie odsunęła koc na bok, uświadamiając sobie dopiero teraz, że przez cały ten czas ściskała Kou za łapę. Przysunęła go do piersi i zeskoczyła na ziemie. Nie rozległ się nawet najmniejszy dźwięk. Ostrożnie ruszyła do mężczyzny. Jej źrenice zaczynały widzieć kształty w ciemności. Wykonała kolejny ruch. Bardzo ostrożny i bardzo cichy. Stanęła naprzeciw rudowłosego przyglądając się mu uważnie. Badawczo sunęła wzrokiem po wyraźne zarysowanej szczęce i rudych włosach. Wyglądał jakby spał i to najpewniej robił. Śnił. Powieki drgały mu co jakiś czas. O czym mógł śnić?
  Nachylona tak blisko wzdrygnęła się gdy ten się poruszył i otworzył oczy. Automatycznie cofnęła się, prostując, ale nie uciekła na koniec pokoju. Wciąż stała przy nim. Kou dotykał łapą ziemi.
  — Jak znalazłaś się na Desperacji?
  Długo nie uzyskiwał odpowiedzi. Wytarła nos wierzchem dłoni. Włosy miała poplątane, w ich kołtunach zaczepione były skrawki liści i ziemi. Wydawać się mogło, że zaskoczyło ją to pytanie, choć jej duże źrenice podkreślone jasnymi cieniami pod powiekami wyrażały chęć odpowiedzi na to pytanie. Bała się samotności. To był strach, przed utrata kolejnej osoby, którą zna. Jakkolwiek.
  — Polowaliśmy — jej delikatny głosik przeciął cisze. Ramiona wcześniej spięte teraz opadły luźno w bluzce. Wzrok uciekł w podłogę. — Pomagałam tacie, bo nie chciałam być sama. Uczył mnie wszystkiego. Lubiłam to. Lubiłam tu być.
  Spojrzał na swojego pluszaka, podniosła go łapiąc w obie dłonie.
  — Kto to najemnicy? Dobrzy ludzie? Pomogą mi?
  Uciekła wzorkiem w bok, kiedy tylko napotkała w odpowiedzi jego bursztynowe tęczówki, jednak nie wycofała się. Nadal trwała tuż przed nim, wzrokiem błądząc po pustym stole. Całą drogę zastanawiała się nad tym co usłyszała, ale była zbyt zmizerniała i wyczerpana płaczem, aby dociekać.
avatar





Yenewellia
Desperatka
GODNOŚĆ :
Yenewellia.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Shane on 28/4/2017, 11:28
Sny niczym pijawki przywarły do niego, wysysając wszelką nadzieję i chęci do życia. Zmęczony uchylił powieki kiedy wręcz niesłyszalne kroki zbliżyły się w jego stronę. Nie było to to zagrożenie.
— Pomagałam tacie, bo nie chciałam być sama. Uczył mnie wszystkiego. Lubiłam to. Lubiłam tu być.
Nie skomentował tego.  Nie była to odpowiednia pora, aby dziewczynka przeszła szkolenie. Na początku musiał się skupić na jej dożywieniu i zaaklimatyzowaniu się, wolno wdrążając podstawowe umiejętności bojowe. Sam pomysł trenowania jej wydawał się mu być szalony i porównywalny do końca świata. Absurd.
— Kto to najemnicy? Dobrzy ludzie? Pomogą mi?
Nie miał siły jej okłamywać. Nie miał ochoty mydlić jej oczu. Prawda prędzej czy pójdzie wyjdzie na jaw.  Oczywiście nie zamierzał jej wysyłać ponownie samej na Desperacje, jednak Yen musiała być świadoma środowiska w jakim będzie żyć.
Najemnicy nie mają dobrej sławy. Wykonujemy przeróżne zlecenia za wartościowe dla nas rzeczy: wyżywienie, broń — wszystko co ma znaczenie w przetrwaniu, ale raczej nie określiłbym nas jako dobrych ludzi — odparł spokojnie, spoglądając jak trzyma za łapę pluszowego misia. Shane nie poruszył się z miejsca. Siedział niczym marmurowy posąg, który nie chce spłoszyć ptaszka. — W najemnikach znajdą się też jakieś dobre osoby, ale nie możesz tak wszystkich postrzegać. Wykonujemy tu brudną robotę. Nawet... zabijamy. — W głównej mierze zabijacie, Shane.
Zagłuszał własny rozsądek, który podpowiadał mu ostrożność w kontakcie z tą małą.
Jednak oni są nieważni. Zajmę się tobą — Nie wiedział ile razy się już powtarzał w ciągu ostatnich dni. Czemu ciągle o tym przypominał? Chciał ją uspokoić? Czy wychodziło mu to? Wątpił. Znał się na wychowaniu tak samo jak na balecie, czyli wcale.
Chodź tu do mnie — chrząknął spokojnie, a kiedy Yena zbliżyła się dostatecznie blisko, złapał za skołtunione kosmyki. Wyglądały fatalnie i wątpił, że uda mu się je okiełznać w pełni profesjonalnie. Próbował. Starał się, ale za nic nie dało się rozczesać zaschniętych kołtunów. Sięgnął po nóż.
Nie bój się — poinstruował ją. Odwrócił ją plecami do siebie i nadal siedząc na krześle, złapał za jej włosy i jednym pociągnięciem ściął je.
Podniósł się i wziął ją na ręce, niosąc do łaźni. Niewielkiej, mało przytulnej łaźni, gdzie stała pusta bala i kilka natrysków. Nalał Yenewelli wody, która swojego czasu w końcu stała się ciepłą wodą, dzięki wynalazkom Ced.
Wskakuj do wody i wyszoruj, gdybyś czegoś potrzebowała będę za drzwiami — Zostawił szare mydło i potargany ręcznik, wychodząc za drzwi. Siadł niczym pies, opierając się plecami o ścianę i nie wierzył w to co się działo. Przetarł twarz dłonią, nasłuchując czy dziewczynka weszła do wody.
Szalone myśli krążyła ciągle z tyłu jego głowy. Przypominały mu o fatalnych decyzjach, przez które wiele osób straciło życie. Nie chciał kolejnego ducha zwisającego mu nad głową co noc. Chociaż, teraz uspokoiły się. Przestał spoglądać w wypalone oczodoły czarnych postaci uwieszonych na suficie i dyszących wprost na jego twarz. Demony wiły się niczym meduzy. Owijały się rękami wokół jego szyi, odbierając każdy głębszy oddech, aż w końcu nie budził się zalany potem.
Pokuta. Prześladowały go w formie pokuty. Jednak ona nie kończyła się. Nie wybaczyli mu. A może to on sam nie potrafił sobie wybaczyć?





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Yenewellia on 29/5/2017, 21:03
Nawet zabijamy.
  Nie odezwała się. Wydawać się mogło, że wszystko co miało zostać powiedziane już zostało uniesione w gęstniejące powietrze smoczego pokoju. Kiedy zawołał ją, ruszyła bez zastanowienia. Nawet nie pomyślała, aby mógł mieć wobec niej złe intencje, a chyba powinna po usłyszeniu takiej szarej, okropnej prawdy.
  Obróciła się równie machinalnie. Twarde palce mężczyzny przeczesały jej poklejone włosy z niewiarygodną subtelnością, jak dłonie człowieka, który dotykając jedwabiu boi się, ze go zniszczy. Na krótką chwilę jej zamroczony ze snu umysł przywołał pewien popołudniowy letni dzień. Siedziała wtedy na ganku, a słońce ogrzewało jej blade nogi, które teraz osłonięte do kolan były brązową, przewiewną sukienką. Uwielbiała siedzieć w ogrodzie i przyglądać się tętniącemu życiu za płotu. Kiedy złapał za nóż, trawa w jej wspomnieniach poszarzała a rozbujana huśtawka zaczęła się zatrzymywać. Obróciła na chwile głowę posyłając mu lekko zdezorientowana spojrzenie. Przez moment mogło mu się wydawać, że widzi w nich lęk.

  A potem skierował ją do łaźni. Weszła do pomieszczenia ostrożnie jak na osobę, która wcześniej nie wykazywała strachu przed nieznajomym. Rozejrzała się po ścianach, śledząc zielonymi tęczówkami parę natrysków gdzieś na końcu pokoju. Kiedy misa zapełniła się wodą, spojrzała na Shane'a jakby ten znał odpowiedzi na jej kołaczące się w głowie pytania. Szare mydło i kawałek materiału. Wpatrywała się teraz w te przyrządy jak w przedmioty, które dawno uleciały z jej pamięci.
  — Będę za drzwiami.
  Dźwięk kroków. Drzwi zaskrzypiały, a dziewczynka obróciła szybko głowę, jakby sama myśl, że zostanie tu sama pożarła jej umysł. Rude włosy zatańczymy wokół piegowatej twarzy. A potem trzask i cisza. Gdzieś dalej upadła tylko kropla wody na zimną podsadzkę.
  Yen rozebrała się, rozdygotana weszła do środka i usiadła. Wychudła, brudna i naga. Obejmowała się za ramiona. Jedyne świtało wydobywało się z małej zakurzonej żarówki. Uniosła głowę i na nią spojrzała. Syczała elektrycznością.
  — Nareszcie ciepło.
  Zmoczyła swoje ciało i włosy. Jej skóra parowała, jakby dymiła. Mokrymi palcami zaczepiła o kocówki włosów, teraz znacznie krótszych. Czuła się niezręcznie, brakowało jej czegoś z czym żyła wiele lat; uparcie przeczesywała włosy, jakby w poszukiwaniu tych kolejnych centymetrów, ale bezskutecznie. Sięgnęła po mydło i namydliła ręce. Próbowała opłukać włosy, ale nie miała zbyt wiele możliwości swobodnego ruchu. Już po paru próbach wepchnęła dłonie w wodę, by po chwili objąć nimi kolana. Rozejrzała się na boki. Wydawało się jej, że szum wody, wydaje z siebie potworne głosy. Jak te, które słyszała w grocie i które musiały należeć do złych istot. Te zimne ściany ją przytłaczały. Nie chciała być tu sama. Nie…
  — Shane.
  Jej dziewczęcy głos był tak zdławiony niepewnością, że ledwie wydostawał się spod szczeliny w drzwiach.
  — Możesz na chwilę wejść? — Cisza. — Umyjesz mi włosy?
  Nie mogła przecież przyznać, że boi się tu być; że nie chce tu być, że nie chce znowu poczuć się jak wtedy w tej grocie. Zamknięta. I sama.
avatar





Yenewellia
Desperatka
GODNOŚĆ :
Yenewellia.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Nathair on 30/5/2017, 18:49


Dzień dobry. Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji Ingerencji Losu.

Coś zaskrobało.
Jakby czyjeś pazury zaorały szkolną tablicę, wywołując ból uszu I zębów. I chociaż odgłos był stłumiony, to niewątpliwie dochodził zza ściany. Po chwili zapadła niepokojąca cisza, tylko po to, by potężne huknięcie wbiło w powietrze drobinki pyłów i kurzu, migoczące w słabym świetle.
A potem znowu coś zaskrobało. Złośliwie. Bezczelnie. Irytująco. Tuż, tuż.







Even if I just imagine, darkness falls in time
These aligned streets are so deep
I forgot how I even got here in the first place


avatar





Nathair
Anioł Stróż
GODNOŚĆ :
Nathair Colin Heather, pierwszy tego imienia, zrodzony z burzy, król Edenu i Desperacji.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Shane on 3/6/2017, 21:17
Siedział pod drzwiami, obracając między palcami starą, srebrną monetę. Na jego oko pochodziła z Hiszpanii, jednak nie dałby sobie głowy obciąć czy aby na pewno znalazła się w jego kieszeni przypadkiem, czy może wygrał ją w podrzędnej spelunie, stawiając w zastaw swoje najcenniejsze rzeczy. Rzeczy, które nie miały praktycznie żadnej wartości pieniężnej, a jedynie sentymentalną. Głupią, naiwną otoczkę wspomnień, którymi karmił się i na nowo starał się je zapomnieć. A potem przychodziła bezsenność, w którą brnął coraz dalej i pewniej, zatracając się w czarnym morzu mar oraz zmor, łapiących go za kostki i starających się pociągnąć go znaczniej niżej niż był obecnie. Zmęczony wzrok przelatywał po brudnej, popękanej posadzce, która wołała o pomstę do nieba. Zniszczone mury przypominały mu odbicie własnej spękanej duszy. Duszy, której chyba już nie miał...
Zamyślony przesuwał spojrzeniem po rozdrapanych ścianach, o których odchodził żałośnie tynk, a który odkrył spore wyżłobienia w murze. Głębokie na długość palca wskazującego i pochłaniające wszelkie robactwo. Westchnął ciężko, opierając potylicę o ścianę, o którą opierał się plecami. Przymknął powieki, pozwalając sobie na chwilę nieuwagi oraz rozluźnienia. Spięte ramiona nagle mimowolnie opuściły się, swobodnie wspierając się o kolana mężczyzny. Koniuszkiem języka przeciągnął po spierzchniętych ustach. Suchość. Chciał się napić. Potrzebował Jacka. Nawet jego nędznej podróbki. Chciał odpocząć i normalnie zasnąć.
Shane.
Usłyszał nagłe ciche, dziewczęce wołanie. Wydawało mu się, że jest to kolejny omam jego bezsenności. Kolejne dręczące doznanie słuchowe, które kroczyło tuż koło niego od kilku lat nieustannie wraz z przewidzeniami, depcząc mu po piętach. Kurewstwo. Pieprzone kurewstwo.
Umyjesz mi włosy?
Yenewelia. Dawno nie mył nikomu włosów, poza sobą. Nie wiedział, czy potrafił się zająć kimkolwiek. Ledwo potrafił trzymać siebie w ryzach, aby nie spuścić ze smyczy swego najgorsze oblicza i pokazać światu potwora, i bezwzględnego mordercę. A może nim był tylko starał się sam siebie oszukiwać na chama próbując zrobić z kogoś, kim nie był?
Wstał. Ciężko i niechętnie. Wszedł do łaźni, wolno zbliżając się do napełnionej po brzegi wody bali. Spojrzał na brudne włosy Yen i wpatrywał się nieco tępym wzrokiem, jakby nie wiedział, co ma zrobić.
Ocknij się.
Uklęknął na kolana i nabrał w złączone w łódeczkę dłonie wody. Polał dziewczynce włosy, aby nieco je zwilżyć. Brud spływał po jej jasnych ramionach oraz łopatkach niknąc pod taflą wody. Namydlił dłonie szarym mydłem i wsunął palce w o dziwo miękkie włosy. Szło mu to dość pokracznie i najpewniej Yena, gdyby potrafiła, zrobiłaby to sama lepiej. Starał się nie szarpać za bardzo krótkich kosmyków. Nowa fryzura, którą sam jej wystylizował. Fryzjerem nie mógłby być, mimo że włosy wyglądały na pierwszy rzut oka na proste.
Przypominasz mi kogoś — powiedział po długiej ciszy. Oboje nie byli zbyt rozmowni. A może jedynie on? Zważając na sytuację, w której znalazła się mała, wcale nie dziwił się jej markotności i małomówności. — Znaczy, kogoś kogo kiedyś znałem. Chyba — dodał w końcu, wracając na chwilę myślami do kobiety, którą widział, będąc w kasynie kiedy Tyrell go opatrywał po walce z potworem. Podobno nikogo poza nimi nie było, jednak on wiedział swoje. Widział ją i czuł, że ją zna. Zbyt dobrze.
Ile masz w ogóle lat? — Spłukał jej włosy wodą. Wnet usłyszał dziwne szmery. Dzięki ponadprzeciętnemu słuchowi od razu wychwycił początkowe, praktycznie niesłyszalne chrobotanie. Zmrużył oczy, ale wówczas huknęło. Wyprostował się, wstając. Dźwięki były podejrzane, nie mogły należeć do dzikiej bestii, gdyż takie nie miały prawa się dostać do środka kamiennej, niezdobytej twierdzy. Musiało to być coś małego...





Wyrwałem się z obławy tej, schowałem w jakiś las.
Lecz ile szczęścia miałem w tym, to każdy chyba przyzna.
Leżałem w śniegu jak nieżywy długi, długi czas.
Po strzale zaś na zawsze mi została krwawa blizna.
avatar





Shane
Pradawny    Opętany
GODNOŚĆ :
Shane.


Powrót do góry Go down


Re: Pokój nr 66 [Pokój Shane]

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Powrót do góry

- Similar topics