:: M3 :: Południe




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5   

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Pon Wrz 04, 2017 12:37 am
 — Nie jestem w stanie zrozumieć tego, co tam przeszedłeś.
 Zaśmiał się mimowolnie, szczerze rozbawiony, bo przecież doskonale o tym wiedział. O to przecież chodziło. Któreś z nich musiało wyjść przed szereg. Któreś z nich musiało opuścić bezpieczną piaskownicę; nie po to, żeby uciec. Powodem było wycofanie się i nabranie siły, aby móc wrócić i chronić ich wspólny plac zabaw. Ruuka sam był zaskoczony, jak silnie trzyma się wspomnień o przeszłości — tych wszystkich lat spędzonych na huśtawkach i drabinkach.
 Jakby na to nie patrzeć, całe ich życie, całe ich „tu i teraz”, sprowadzało się do tego, co było dawniej. Historia o breloczku była świeża dla nich obu; Ruuka pamiętał, jak skostniałe miał palce, które zbyt długo trzymał pod lodowatą wodą i że zęby szczękały mu tak mocno, że nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa. Pamiętał jej wrzaski nad głową, to jak starała się go zmusić do odwrotu, nieświadoma jeszcze, że gdy raz się uparł...
 — To było wieki temu, Ylv — mruknął, jakby na odczepnego; jak ktoś, kto chce dorzucić: „było-minęło, zakończmy temat”, chociaż, paradoksalnie, w jego tonie słychać było rozbawienie. Bo te wspomnienia były przede wszystkim przyjemne i ciepłe. Takie też miały pozostać i jedynym warunkiem, aby zachowały aktualną formę, było zapewnienie Miastu bezpieczeństwa.
 Chodziło o fizyczne wsparcie wojska, o rekrutację, wznoszenie się na coraz wyższe szczeble, na coraz bardziej rozwinięte funkcje, które pozwolą mu zapanować nad całą tą chorą sytuacją. Nie celował aspiracjami w konkretne stanowiska i nie chciał być nikim ważnym; starczyłoby mu obycie i kontakty.
 — Brakowało mi...
 Ruuka nie odrywał spojrzenia od ekranu telewizora nie dlatego, że nie interesował się Ylvą i tym, co miała zamiar zrobić — ale dlatego, że był do tego w stu procentach przyzwyczajony. Podświadomie przygotowywał się na każdą jej reakcję, od wybuchu złości, po depresyjny płacz, choć bez wątpienia druga opcja była najrzadszą z możliwych. Nie ukrywał jednak, że w jej towarzystwie nie przejawiał, i chyba nigdy nie zacznie, pokładów niezdecydowania lub lęku; była mu znana na tyle, aby nie czuć niebezpieczeństwa. Z łokciem opartym o brzeg łóżka mógł więc spokojnie oglądać film i słuchać jej jednocześnie; zmysł wzroku ograniczając do obrazu fabuły, a słuch do jej słów.
 — Brakowało mi ciebie.
 Na monitorze jedna z głównych bohaterek starała się wyrwać z ciasnego uchwytu nożyc ogrodniczych, które coraz bardziej oddzielały jedną część jej ciała od drugiej. Wrzeszczała przy tym w niebogłosy; a jednak Kyouryuu tego nie zarejestrował.
 — Na to przyjdzie jeszcze czas. Przecież wrócę.
 Czy spodziewał się również tego, że ukradnie odstawione „na moment” lody? Zdecydowanie tak. Tym jednak razem pokusił się o to, żeby oderwać spojrzenie od drastycznej sceny i spojrzeć na rudowłosą z miną rozdrażnienia. Z miną pod tytułem: „jak mogłaś?”. Między Bogiem a prawdą, że nie chodziło mu jednak o kradzież lodów.
 — Przypomnę ci, że nie jesteś jeszcze pełnoletnia. Alkohol powinien być ostatnią rzeczą, która przyjdzie ci na myśl.
 — Zresztą...
 Miał już właśnie wrócić do oglądania filmu — kodowania w umyśle przynajmniej obrazów scen — kiedy padły kolejne głoski; kiedy padły zdania, które wydawały mu się abstrakcyjne i bezsensowne, bo jeśli którekolwiek z ich dwójki myślało racjonalnie, to właśnie on. Pewnie, zdarzało mu się tracić nad sobą panowanie — ale to jemu pierwszemu? Bywały tematy zbyt prowokujące, by je wyminąć bez słowa. Ale alkohol? Czy kiedykolwiek popełnił błąd po paru głębszych?
 — Oboje wiemy, że gdybym zrobił coś głupiego, dowiedziałbym się o tym jako pierwszy. Portale internetowe pękałyby od moich zdjęć i komentarzy całej szkoły. Przecież pamiątkowałaś wszystkie problematyczne sceny, nie? — Ten kwas na języku... to pewnie efekt przypomnienia sobie jednej ze szkolnych akcji, w której Ylva grała rolę zatwardziałego paparazzi. Ręka chłopaka opadła na policzek, a potem paznokcie przesunęły się lekko po jego szczęce; aż po szyję. — Jestem aż ciekaw, co za zawód sobie upatrzyłaś, z tym swoim zabawowym charakterem.

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 539
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Sro Wrz 06, 2017 11:05 pm
To nie miało najmniejszego znaczenia.
Mogło być wieki temu, ale pamiętała o tym. Pamiętała prawie o wszystkich ich wspólnych przygodach. Zarówno tych miłych, wesołych, jak i negatywnych. Ale pamiętała. Dlatego też to nie miało najmniejszego znaczenia ile czasu minęło. Zresztą, lubiła właściwie zdecydowanie większość wspomnień z chłopakiem. Przynosiły ze sobą uczucie ciepła rozlewającego się w jej klatce piersiowej. Za nic na świecie nie chciała tego stracić.
Zjadła ostatnią porcję skradzionych lodów, po czym odstawiła gdzieś z boku na podłodze puste opakowanie, przecierając palcami kąciki ust, zgarniając ostatki czekoladowo miętowej słodyczy.
I tak czuję wewnętrzne gorąco
- Wiem, że wrócisz. – mruknęła wpatrując się w szklany ekran telewizora, chociaż już dawno temu zgubiła wątek, uciekają myślami w zupełnie inną stronę.
- Nie zmienia to faktu, że brakowało mi ciebie. Twojego śmiechu, docinek, obecności.- uśmiechnęła się lekko, podkurczając palce u stóp, po czym westchnęła ciężko, gdy temat zboczył na tory tego, co chciała robić w przyszłości. Do pewnego momentu był to dość problematyczny dla niej temat, z racji niezdecydowania.
- Kiedy ostatnio rozmawiałam z Mikim, nadal nie wiedziałam. Miki stwierdził, że jeszcze mam czas, ale z drugiej strony za parę miesięcy kończę szkołę, więc wypadałoby już ustalić jakiś plan na przyszłość. Ale nadal nic nie przychodziło mi do głowy, chociaż miałam parę pomysłów. Rozważałam pracę w przedszkolu. Potem w kwiaciarni, z Mikim. Później myślałam o pracy w szpitalu, ale jako pielęgniarka. Mimo to nie czułam, żeby to było to. Ale… – wyprostowała się i odwróciła, wpatrując w niego błyszczącymi z poekscytowania oczami.
- Ale już chyba wiem, Ruuchan. Skoro ty będziesz walczył za nasze bezpieczeństwo, to ja zadbam o to, byś bez względu na wszystko miał miejsce, do którego będziesz mógł wrócić. A ja zawsze będę tam na ciebie czekała, hehe. – zaśmiała się drapiąc palcem po policzku, zdając sobie sprawę, jak jej słowa mogły zabrzmieć.
- No, w każdym razie pamiętasz sklep Maurycego, dwie przecznice od nas? Od dwóch lat nie ma już tam sklepu. Myślę, że będzie idealne miejsce na kawiarnię. – znowu się zaśmiała, spoglądając uważnie na przyjaciela, oczekując jego reakcji, a przede wszystkim chcąc usłyszeć jego zdanie. Bo ze wszystkich osób, którymi się otaczała, to właśnie najbardziej słowa Ruuki chciała poznać.
Ale jej uśmiech, którym promieniała momentalnie został starty z ust. Oderwała swoje spojrzenie od niego, marszcząc przy tym delikatnie brwi.
Skąd ta irytacja?
- Nie jestem aż taką plotkarą, wiesz? – oburzyła się i wzruszyła delikatnie ramionami.
- Nie o wszystkim chcę gadać. Zwłaszcza, kiedy zrobiłeś coś głupiego I jednocześnie dotyczy też I mnie. – spojrzała kątem oka na jego profil, przesuwając spojrzeniem po jego nosie, policzkach, a wargach kończąc. Wargach, które….
- Robisz bardzo głupie rzeczy, kiedy jesteś pijany, panie Ruuka. Także proszę mi tutaj nie zarzucać takich rzeczy, że to ja mogę coś zrobić, pff.
Bardzo, BARDZO głupie rzeczy

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Pon Wrz 11, 2017 9:18 pm
 Nie skrzywił się, choć irracjonalna igła zazdrości dostatecznie głęboko wbiła się między jego żebra, by nie mógł tego zwyczajnie zignorować, ale dawno temu dostrzegł już tę zależność — gdy Ylva wspominała o jakimkolwiek innym znajomym, wewnątrz odzywał się lęk przemieszany z rozdrażnieniem. Nie tyle nie chciał, co nie potrafił wyeliminować przeświadczenia, że zbyt łatwo nawiązywała kontakty z innymi; nawet jeżeli zazwyczaj były to znajomości luźniejsze i niegroźne. Naturalny talent pozwoliłby jej jednak w niedługim czasie ewoluować większość relacji w bardziej zażyła — i co do tego nie miał żadnych wątpliwości.
 A on?
 Minął kolejny miesiąc w szkole wojskowej i jedyną osobą, do której otwierał gębę, było jego odbicie w lustrze, gdy się golił. Różnili się. Co do tego nigdy nie miał wątpliwości i chociażby dlatego tak łatwo było mu przyswoić informację o planach Harakawy.
 — Może to połączysz? — Trybiki w głowie pracowały pełną parą, nawet jeżeli ton nie wykazywał szczególnego zainteresowania — lata spędzone ramię przy ramieniu przyzwyczaiły, a przynajmniej powinny przyzwyczaić, Ylvę do tego, że zabarwienie głosu Ruuki rzadko pokrywało się z jego faktycznymi odczuciami. A teraz, gdy za każdy przejaw nadwyżki emocji dostawał w twarz od sierżanta-wuefisty, Kyouryuu stał się jeszcze bardziej zamknięty. Mimo tego oczy mu błyszczały. — Lubisz dzieciaki i masz do nich dryg. Może wprowadzić do kawiarni jakieś kursy? Pieczenie ciast, dekorowanie babeczek?
 To zawsze brzmiało lepiej niż „pracowanie z Mikim, Ruuchan”. Byłoby to też przede wszystkim łatwiejsze niż praca pielęgniarki — Ylva nie miałaby tak częstego i tak intensywnego kontaktu z chorymi i rannymi. Być może z nim samym, gdy wróg okaże się silniejszy, zwinniejszy i o lepszym refleksie.
 Zaraz.
 Ciemnowłosy niemal drgnął.
 Nie była aż taką plotkarą?
 — A pamiętasz, jak mieliśmy po 10 i 11 lat i wjechałem na rowerze do rzeki? Przypomnij sobie, kto rechotał najgłośniej i kto tym  rechotem ściągnął nad rzekę pół Miasta-3. Albo ten motyw, jak miałaś mi pomóc z Linoe i byłem już o krok od wyznania jej tego, co czuję, ale w ostatniej sekundzie zahaczyłem stopą o kamień albo coś innego i wywaliłem się prosto na nią? Miała siedem szwów i nienawidzi mnie do teraz. Założę się też, że zdjęcie tego upadku dalej jest w twojej komórce. — Nagle się uśmiechnął. — Chociaż potem wzięłaś mnie na lody. Po Lin byłem załamany, ale tobie jakoś udało się to zmienić.
 Nie pierwszy raz, co?
Ta. Musiał przyznać, że miała swój urok, chociaż czasami zachowywała się jak lekki przygłup z ADHD i właśnie w takich etapach nie umiał nad nią zapanować. Żywego huraganu nie dało się okiełznać tak łatwo. Skąd więc dzisiaj w niej tyle spokoju?
 — Robisz bardzo głupie rzeczy, jak jesteś pijany, panie Ruuka.
 — O, czyżby? Droga pani Harakawo — nabrał poważnego tonu dżentelmena. Oparł wtedy dłoń na podłodze i przechylił się do dziewczyny, aż nie znalazł się wystarczająco blisko, by zostało to uznane za co najmniej niestosowne. Pierwszy raz odwrócił też wzrok od ekranu i, obróciwszy głowę, spojrzał prosto na rudowłosą.
 — Zapewniam, że pamiętam wszystko, co robiłem kiedykolwiek pod wpływem alkoholu. Skąd więc te podchody? Może chce mi pani przypomnieć któryś z incydentów? Z ręką na sercu, że niczego się nie wyprę. Wstyd mi już niegroźny. — Moment pauzy. — Robili nam badania. — Przemówił normalnym głosem. — I mamy grupowe prysznice. Na tym świecie nie ma już nic, co mnie zażenuje.

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 539
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Czw Wrz 21, 2017 10:44 pm
Odwróciła głowę w stronę telewizora, chociaż tak naprawę nie spoglądała tam. Parsknęła cicho pod nosem, po czym roześmiała się cicho, odczuwając nagły przypływ ulgi. Od kiedy tylko pamiętała, chłopak zawsze potrafił spojrzeć ze stoickim spokojem na wiele spraw. Kiedy ona panikowała i gorączkowała się, latając po pokoju i gwałtownie wymachując na wszystkie strony rękoma, on siedział i spokojnym głosem potrafił przywołać ją do porządku, przedstawiając wiele możliwości i dróg wyjścia z danej sytuacji. Był momentami jak woda przy jej ognistym temperamencie. Dlatego też lubiła go słuchać. I chociaż z pozoru zdawała się w ogóle nie brać pod uwagę jego rad, tak naprawę trzymała je głęboko w sobie i liczyła się z jego zdaniem.
I w tym momencie powrócił jej Ruuka.
- Połączyć… – powtórzyła przechylając głowę nieco na bok, po czym gwałtownie spojrzała na niego z oczami tak błyszczącymi, jakby ktoś zapalił dwa świąteczne światełka.
- A! Tak! Połączyć! Mogłabym urządzać kursy robienia różnych smakołyków! I mogłabym otworzyć taką świetlicę! Wiesz, czasami rodzice nie mają gdzie zostawić dzieci, muszą załatwić jakieś sprawy, a w godzinach popołudniowych przedszkola są już pozamykane, więc mogliby tam zostawiać dzieciaki! Mogłabym nauczać je też innych rzeczy. O, a na tyłach zrobiłabym mały ogródek z roślinami, co prawda potrzebowałabym do tego zgody władzy, ale myślę, że nie byłoby z tym problemu! – złapała się za policzki cała rozentuzjazmowana i podniecona perspektywą kawiarenki-świetlicy, gdzie naprawdę mogłaby się sprawdzić. No i wreszcie miała perspektywę na przyszłość, na którą najzwyczajniej w świecie się cieszyła. Nie musiała iść do nudnej i szarej pracy w jakimś biurowcu. Nie musiała chodzić w dopasowanej, ołówkowej spódniczce i śnieżnobiałej, dobrze uprasowanej koszuli, która gniotłaby ją w wielu miejscach. Taka przyszłość o wiele bardziej jej odpowiadała. No i Ruuka odwiedzałby ją. Stworzyłaby miejsce, do którego zawsze mógłby wrócić.
- Ruuchan! – rzuciła się na niego, obejmując I wtulając swój policzek do jego - Jesteś genialny! Dziękuję! – po chwili go puściła, zupełnie zapominając na chwilę o swoim niedawnym postanowieniu, by trzymać się na dystans. Była zbyt radosna. I nie chciała, by ta chwila pękła jak mydlana bańka.
I nawet wypominanie chłopaka nie zniszczyło jej dobrego nastroju. Wręcz przeciwnie. Jeszcze bardziej go pogłębił.
- Oj no, weź. – mruknęła, drapiąc się po lewym policzku.
- Nie powiesz mi, że to nie było zabawne! I dobrze wiesz, że nie mogłam skasować tamtego zdjęcia. Nigdy więcej nie widziałam u ciebie takiej miny, jak wtedy. Ale nikomu go nie pokazałam, prawda? Prawda! – dodała to takim tonem, jakby za ten wyczyn należał jej się co najmniej złoty order.
A potem chłopak zaczął ponownie drążyć temat tamtej nocy, a Ylv wiedziała, że coraz ciężej będzie jej zachować to wszystko dla siebie. Zwłaszcza, kiedy, tak ładnie pachniał, znalazł się tak blisko, z tym błyskiem w oku, z tym uśmiechem.
- Badania? Badali cię… – zniżyła wzrok w okolice jego bioder, a w powietrzu zawisło nieme „tam”. Zakryła sobie usta w szoku, ale jej brwi ściągnęły się w charakterystycznym dla niej żartobliwym „tonie”.
- Opowiedz mi o tym kiedyś
Ale to było na tyle unikania odpowiedzi. Czuła podskórnie, że chłopak nigdy nie odpuści. I będzie wracał do tego, i wracał, i wracał. Dlatego też spoważniała i odetchnęła cicho, rozluźniając mięśnie.
- Pamiętasz jak dwa lata temu, w wigilię wpadłeś do mnie? Siedzieliśmy u mnie i oglądaliśmy maraton świątecznych horrorów. Piliśmy wtedy. – zaczęła spokojnie, zadziwiająco doskonale pamiętając każdy szczegół z tamtej nocy Najdrobniejszy. Choć przecież i ona była wtedy pod wpływem alkoholu.
- Bardzo się spiłeś, Ruu, ale kontaktowałeś. Żartowałeś, jak zawsze. A w pewnym momencie przysunąłeś się i… – zacisnęła usta w wąską linię, odwracając głowę w bok. A potem dokończyła, choć jej usta ledwo poruszyły się. Miała wrażenie, że wreszcie jakiś niewidzialny ciężar spadł z jej ramion. Tylko po to, by przyjąć następny.



Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Pon Paź 02, 2017 8:06 pm
 Nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji z jej strony, chociaż była ona do niej podobna. Cóż, którąkolwiek perspektywę wziąć pod uwagę, to Ylva stanowiła w ich duecie pierwiastek energii — była adrenaliną w organizmie, podczas gdy Ruuka najtrafniej sprawdzał się w roli... czego? Stabilnej góry lodowej? Czymkolwiek by jednak nie był, gdy tylko rudowłosa rzuciła mu się na szyję, parsknął cicho w jej ramię i lekko klepnął dłonią w talii, jakby przekazywał tym gestem pokrzepienie dla zbyt aktywnego dziecka — no już, spokojnie.
 Zdawał sobie jednak sprawę, że czegokolwiek nie zrobi, nie zatrzyma huraganu, jakim była. Kiedy się odsunęła i zaczęła wspominać o badaniach, mimowolnie powiódł spojrzeniem tam, gdzie sama spojrzała, jednocześnie przy tym przytakując; bo czy to nie oczywiste? Poza tym w wojsku nie ma czasu na wstyd, dlatego jakiekolwiek badania w jakichkolwiek okolicznościach nie mogły przyprawić go o zażenowanie. Gdyby potknął się już na starcie, nie byłby w stanie dobiec do mety na polu walki.
Chociaż cięższą batalię musisz stoczyć teraz.
 Usłyszał te słowa głosem swojej matki i jak raz zaklął cicho, bo jej uwaga była słuszna. Temat, który z początku wydawał mu się aż śmiesznie niepotrzebny, przeskoczył na dziwne tory...
 „A w pewnym momencie przysunąłeś się i...”.
 Patrzył, jak jej usta zaciskają się, gdy jego własne lekko się rozchyliły; zaskoczony zamarł z opadniętą szczęką, choć jego oczy były nad wyraz poważne, jakby do ostatniej sekundy nie zgadzały się ze słowami Ylvy i nie chciały pokazać po sobie zdziwienia — bo czego tu się dziwić, skoro żartowała? A jednak kolejne sekundy mijały, a jej mina nie ulegała zmianom; nie dostrzegł drgnięcia ust tuż przed wybuchem prześmiewczego śmiechu, nie dostrzegł w jej oczach chytrości z cyklu: „no dalej, Ruu, nabierz się”, nie dostrzegł dosłownie niczego.
 W pewnym momencie po prostu się przysunął i...
 — I co? — mruknął nagle, krzywiąc się lekko pod nosem. Kyouryuu nie tyle nie rozumiał, co najwidoczniej nie chciał zrozumieć wagi problemu i, co tu kryć, im dalej przeciągała się cisza między nimi, tym bardziej wyglądał na zaskoczonego; ale nie tym, że to stało się na wigilii. Nie tym, że przekroczył linię, jakiej wtedy nie mógł przekraczać. Nawet nie tym, że Ylva tak długo trzymała to w sobie. Był szczerze zdumiony, że jej to przeszkadzało. — Źle ci, bo dwa lata temu się do ciebie przystawiałem?
 Wsunął palce na kark i jakby na to nie patrzeć, stał się nagle rozluźniony, bo aż do tej chwili był pewien, że całość przybierze o wiele gorszy obrót — tymczasem okazało się, że problemem było takie głupstwo. Faktycznie niezbyt to pamiętał, przecząc swoim poprzednim słowom, ale nawet jeśli — był skory się do tego przyznać i, co więcej, zrobiłby to bez zająknięcia, gdyby Ylva okazała się na tyle zdesperowana, aby przyprzeć go do muru i podetknąć mu pod usta dyktafon. No bo co to za sztuka? Przecież...
 — I tak ci się podobam, nie? — Słowa okazały się nadzwyczaj lekkoduszne, jakby opowiadał o pogodzie albo nowo wydanej grze, która zaintrygowała innowacyjnym sterowaniem.
 Ruuka z zasady nie żałował swoich decyzji, ale tym razem coś nakazało mu się uspokoić, bo choć przywykł do ich niezbyt poważnych rozmów, tak obecnie poczuł się co najmniej nietaktowny. Nieco tępy uśmieszek zniknął z jego ust; zastąpił go bardziej przymilny, ale sensowniejszy grymas; unosił jeden kącik i spoglądał na nią błyszczącymi oczami, oczekując reakcji, na którą sam mógłby odpowiedzieć.
 — Mój błąd. To musiało być trudne, co? Na krótką chwilę zaczęło się układać tak, jak chciałaś, żeby było — wszystko po to, bym nagle wytrzeźwiał i powrócił do rzeczywistości. Rozumiem, dupek ze mnie. Na szczęście nie mam zamiaru powielać tamtej sytuacji i jeżeli nadal czujesz się wykorzystana to zrób to, co kobiety robią w takich chwilach najlepiej. — Uniósł nieco podbródek, przechylając głowę o milimetr w prawo, by odsłonić policzek. Uśmiech nie błąkał się już na jego wargach, jednak w tęczówkach pojawiały się co rusz błyski prowokujących kurwików. — Po prostu to, co sprawi, że będziemy kwita.
 Chciał przede wszystkim, aby wszystko między nimi było jasne — i bezbolesne. Jeżeli tamta sytuacja, która, o cholera, zdarzyła się dobre dwa lata temu i dla Ruuki dawno przestała mieć tak wielkie znaczenie, dla Harakawy wciąż stanowiła coś na wzór kości stojącej w gardle... to dlaczego nie rozwiązać tego teraz? Wydawało się to o wiele lepszą perspektywą, niż blokada w krtani przez następne dziesięć lat, a między Niebem a Ziemią, że to najniższy próg w statystykach dotyczących długości ich relacji.

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 539
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Pon Paź 02, 2017 10:52 pm
To nie tak!
Chłopak był w błędzie. Co prawda zareagował inaczej, niż początkowo mogła zakładać, ale jego słowa na chwilę wprawiły ją w niemą konsternację. Uniosła rękę i nerwowo ogarnęła parę rudych kosmyków za ucho, spoglądając z uwagą na Ruukę. Musiała mu jakoś to wyjaśnić, żeby nie było żadnych niedomówień pomiędzy nimi. To najgorsze, do czego mogłaby dopuścić.
- Posłuchaj, to nie tak. – pokręciła delikatnie głową I już otwierała usta, by kontynuować, kiedy….
”I tak ci się podobam, nie?”
Kiedy….
”… ci się podobam, nie?”
K I E D Y
”…. Podobam, nie?”
- A! – wywaliła wskazujący palec w jego kierunku, czując, jak momentalnie robi się czerwona aż po same koniuszki uszów.
- To nie fair! Proszę zaprzestać wykorzystywania tego na moją szkodę, panie Ruuka! Tak nie wypada! To normalnie chwyt poniżej pasa! – jęknęła rozgorączkowana. Nie wierzyła w to, co usłyszała. Miała tylko głęboką nadzieję, że to było jednorazowe nawiązanie do jej uczuć. W innym wypadku będzie musiała ukręcić mu łeb przy samej dupie. Jeszcze ktoś nieproszony mógłby to dosłyszeć, przykładowo chociażby jej własna matka. Oczami wyobraźni widziała, jak ta już rezerwowała salę na weselę, zaciągała córkę do sklepu po suknię ślubną i planowała jej dni płodne, bo przecież skoro jest mąż, to i dzieci muszą być. Ylva złapała się za głowę i jęknęła, próbując wyrzucić to wszystko z umysły. Przecież to byłaby istna tragedia. Armagedon. Musiałaby wyjechać do innego miasta, by skryć się przed chorymi zapędami jej matki. A zapewne nie tylko jej, bo mam Ruuki pewnie bardzo chętnie pomagałaby swoje koleżance z sąsiedztwa. Dlatego też Ruuka kategorycznie nie mógł nigdy więcej wspominać o tym.
- Nie chodzi o to, Ruuka. – mruknęła już nieco podirytowana kiedy wyczuła kpinę w jego głosie. Daj mi powiedzieć, a nie, ciągle mi przerywasz.
- Tak, bardzo trudne. Wiesz, bo każda dziewczyna po prostu marzy o tym, by facet, na którym im zależy zaczął się dobierać po pijaku, kiedy ledwo kontaktuje i trzyma się na nogach, zamierza podlać roślinę swoim moczem , ślini się i do tego potem zasypia i chrapie tak głośno, że cały dom się trzęsie. No normalnie istne marzenie. – prychnęła pod nosem, krzyżując ręce na klatce piersiowej i spoglądając na niego spod byka. Naprawdę tak to widział? Naprawdę sądził, że jest zła o to, że przestał albo że nie wyszło? Za kogo on ją miał.
Na pewno tak jest, Ylv?
Tak. Tak?
- Zapomniałeś. Zła jestem o to, że zapomniałeś. I że byłeś pijany. – to, że Ruu był pierwszy, dziewczyna już przemilczała. Tego nie zrozumie. Nie przeszkadzało jej w żadnym stopniu, że to był ON. Tylko…
- Dobra! Nieważne, haha. Było, minęło, co nie? – wyszczerzyła się do niego, chcąc przeskoczyć na zupełnie inny temat, jak to miała w zwyczaju. Chociaż w większości rozumieli się bez słów, to jednak bywały tematy i rzeczy, gdzie mieli zupełnie odmienne spojrzenie. Ale przynajmniej nigdy razem się nie nudzili.
”Po prostu to, co sprawi, że będziemy kwita”
- Jesteś pewien? Nie zamierzam się powstrzymywać, Ruuchan. – powiedziała z zadziwiającą powagą, jak na nią. Co prawda zamierzała już na stałe porzucić ten temat, ale skoro chłopak tak uparcie go wiercił, i sprawę przedstawiał w ten, a nie inny sposób…
Wyciągnęła dłoń w jego stronę i położyła ją lekko na wystawionym policzku chłopaka, sama przysuwając się do niego bliżej. Na tyle blisko, że ich oddechy przez krótką chwilę stały się jednością, a odległość od ich warg dzieliły ledwo zauważalne milimetry. Serce biło jej jak oszalałe. Miała wrażenie, że chłopak z takiej odległości na pewno je usłyszy.
Co sprawi, że będziemy kwita, co?
- Ruuchan… – a potem zabrała dłoń z jego policzka I pstryknęła go w czoło, prostując się i śmiejąc.
- Głuptas, ahahahaha. Jesteśmy już kwita. Wystarczy, że już wiesz. To jest wystarczające. Tak. – pokiwała głową. Dla dziewcząt takie z pozoru błahostki jak pierwszy pocałunek miały ogromną wagę. Ruu może tego nie zrozumieć, ale dla niej, wszystko było już dobrze. No, prawie.
Odwróciła się bokiem i zsunęła niżej, opadając na jego klatkę piersiową, gdzie czuła jego bijące ciepło. Przyjemne, ego.
- Zostań na noc. – wiedziała, że miała się do niego nie zbliżać, ale chociaż ten jeden, ostatni raz. Potem znowu zniknie. Znowu rozpłynie się na długie tygodnie, pozostawiając po sobie chłód samotności. Dlatego też chciała tak posiedzieć, blisko niego. Ten ostatni raz. Tak było dobrze.
- Hehehe. – zachichotała.

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Czw Paź 05, 2017 7:56 pm
 Uśmiechał się do niej cały czas, a kiedy spanikowała, kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej, choć Ruuka miał wrażenie, że nie było to możliwe. Czy go to bawiło? Cóż, odrobinę. Może dlatego, że nigdy nie widział jej w takim stanie. Do diabła, zażenowana Ylva? Gdzie jego komórka i aplikacja z aparatem? Im jednak dalej brnęła w tę gierkę, tym kąciki zsuwały się na dawne, neutralne miejsce, aż wreszcie po pozytywnej aurze nie został ślad.
 Oddech miał równy i spokojny, kiedy się do niego zbliżyła; słyszał ciche uderzenia i przez plątaninę myśli przemknęło ulotne pytanie, czy to jego własne serce, czy jednak rytm Ylvy dobiegający z wielkiej oddali. Miało to jakiekolwiek znaczenie? Źrenice zwęziły się, a wzrok dziwnie wyostrzył. Siedział do niej bokiem, ale twarz i ramiona miał zwrócone do niej przodem; jedną ręką opierał się zresztą o podłogę, aby zachować względną równowagę. Nie zdawał sobie nawet sprawy, jak bardzo ułatwił jej tym zadanie.
 To lekkie muśnięcie jej dłoni na policzku...
 A potem chłód.
 Dość tego.
 Nim zdążyła się odsunąć, złapał ją za szczękę, palce zakleszczając na jej policzkach tak, by unieruchomić żuchwę w miejscu i nie pozwolić jej na odchylenie głowy. Przytrzymał ją blisko siebie; tak blisko, jak sama była w stanie się przysunąć, a potem na domiar złego pochylił się odrobinę. Teraz faktycznie dzieliło ich mniej niż milimetr i gdyby ktoś postanowił wsunąć cienki papier między ich wargi, prawdopodobnie miałby z tym problem. Ale to jeszcze nie było to. Mogła poczuć jego oddech na ustach i zobaczyć każdą jaśniejszą plamkę w ciemnych tęczówkach, jednak nie można było tego nazwać pocałunkiem — mimo wszystko jej nie dotknął. Był tylko blisko. Cholernie blisko, ale nie wystarczająco blisko.
 Oczy wpatrywały się w nią spod przymrużonych powiek; analizowały i doszukiwały się nowych impulsów wysyłanych z zewnątrz. Uderzy go? Zacznie się szarpać? Podda się sytuacji? Miał wrażenie, że w takich chwilach ciało Ylvy przestawało funkcjonować wedle jej rozkazów — najchętniej odepchnęłaby go od siebie i zwyzywała albo przewróciła oczami i wybuchnęła śmiechem, jednak coś podskórnie zawsze zmuszało ją do zatrzymania się i sprawdzenia granicy — co będzie dalej? Do czego jesteś w stanie się posunąć, Ruu? Właśnie takich pytań doszukiwał się w jej spojrzeniu, chociaż osobiście nie był pewien odpowiedzi.
 Rozluźnił odrobinę uchwyt palców, ale nie wypuścił jej — bo może tym razem się nie zatrzyma. Może postanowi nagle skorzystać z okoliczności i wyrwie się z pułapki? Kyouryuu ściągnął mocniej brwi, aż między nimi pojawiła się głęboka zmarszczka.
 — Słuchasz mnie? — Z jakichś przyczyn to pytanie wydawało mu się szalenie istotne. Harakawa miewała momenty, w których niespodziewanie reagowała... nie tak, jak powinna. I to głównie dlatego, że żyła w „swoim świecie”. W świecie, w którym musisz wybuchać chichotem, gdy wewnątrz organy ściskają się jak wyżymana ściera. — Dobrze. Bardzo dobrze. Słuchaj uważnie, bo powiem to tylko raz. — Z każdym kolejnym słowem jego usta delikatnie, prawie niewyczuwalnie muskały wargi Harakawy; lekko ocierały się, kiedy powoli wypowiadał zdania; — Właśnie przez takie idiotyzmy nigdy nikogo nie znajdziesz, Ylv, bo nikt nie bierze cię na serio. Żaden błyszczyk i nowe perfumy nie załagodzą tych sytuacji. Sytuacji, kiedy niespodziewanie hukniesz konkubenta w twarz, bo przerazisz się własnych emocji i postanowisz wszystko obrócić w kawał, a przecież oboje wiemy, jak działa twój mechanizm obronny.
 Wyswobodził ją wreszcie, nie odsuwając się jednak, jakby obecna pozycja nie sprawiała mu żadnego dyskomfortu, choć przygarbione plecy i nieco pochylona do przodu głowa faktycznie nie należały do najdogodniejszych ustawień ciała. Nie pozwolił sobie również na to, aby odwrócić od niej spojrzenie.
 — Nie chcę cię pouczać, ani tym bardziej zmuszać do zmiany. Staraj się być tylko szczersza. Znam cię od kiedy pamiętam, a jednak niczego nie zauważyłem. Inni tym bardziej nie dostrzegą. Nie możesz przecież całego życie spędzić...sama. Przesunął językiem po dolnej wardze, nagle zdając sobie sprawę, że zaschło mu w gardle. Parsknął bezradny pod nosem i wyprostował się, wsuwając palce w krótkie włosy. Nie musiał ich odgarniać do tyłu. Ręka mimowolnie ześlizgnęła się aż na kark. — ... na takim zakłamaniu. Koniec końców nikogo to nie bawi. Tobie chyba najbardziej nie do śmiechu.

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 539
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Sro Paź 11, 2017 11:39 pm
W pierwszych sekundach wystraszyła się bliskości Ruuki. Chłopak był tak blisko, tuż obok, a jednocześnie czuła, że był nieosiągalny. Poza jej zasięgiem i dłońmi. Po chwili zacisnęła mocniej powieki, kiedy pozbawione światła spojrzenie przeszywało ją na wylot i odkrywało wszystkie sekrety jej duszy.
Położyła dłonie na jego klatce piersiowej i lekko naparła na niego, w ostateczności nie drgnęła nawet o parę milimetrów, jakby jego bliskość wyssała z niej całą siłę. Przecież o to ci chodziło. Chciałaś go mieć blisko siebie, Ylv.
Nie, nie w ten sposób. Nie należał do niej. I nigdy nie będzie.
Gdzieś w okolicach żołądka poczuła nieprzyjemny uścisk. A słowa wypowiadane przez niego, tylko bardziej pogarszały sprawę. Czuła się, jakby dolewał kwasu i jadu do jej krwi, wyżera od środka, przeistacza się w jakąś pieprzoną bestię, która zaraz ją pożre, tylko po to, by po chwili zwymiotować ją. A najgorsze w tym wszystkim było to, że Ruuchan mówił prawdę. Ale o takiej prawdy Ylva nie mogła się dostosować. Nie mogła. Bała się, że wtedy wszystko straci. J E G O straci.
Uchyliła wreszcie powieki, ale twarz chłopaka widziała jak przez mgłę. Dolna warga zaczęła niebezpiecznie drżeć, a po policzkach wreszcie zaczęły szybko spływać okrągłe łzy, które spotykały się przy jej brodzie, by połączone skończyć swoje życie wsiąknięte w materiał spodenek. Próbowała coś powiedzieć, ale jej usta nie potrafiły nic z siebie wydać, w obawie, że zamiast słów, Ruu spotkałby się jedynie z żałosnym jękiem. Wreszcie odsunęła się od niego parę centymetrów i odwróciła tyłem. Nie mogła pozwolić, by chłopak widział ją w takim stanie, zapłakaną, nawet jak próbowała ukryć łzy za dłońmi. Prawie nigdy przy nim nie płakała. Zdarzyło jej się może raz czy dwa za dziecka, a potem jak zginął jej ojciec. Potem nauczyła się ukrywać swoje uczucia za uśmiechem. Tak było łatwiej. Nikt nie pytał. Nikt się nie martwił. Myślała, że i w ten sposób Ruu nie będzie się martwił, choć przecież potrafił już przejrzeć ją na wylot, zajrzeć pod maskę uśmiechu. Ale i tak nie umiała płakać przed kimkolwiek, nawet przed nim. A może zwłaszcza przed nim.
- Ja… chciałam być tylko przy tobie, Ruu. – wreszcie się odezwała, chociaż jej głos był nieco zniekształcony przez łykane łzy wielkości groszku.
- Nie mogłeś niczego zauważyć, bo nie chciałam ci na to pozwolić. Zostawiłbyś mnie wtedy…. Ja od początku wiedziałam, że to nie ma sensu. Że ty… że ty nigdy… Ale nie przeszkadzało mi to. Bo przy tobie byłam szczęśliwa, bo przy tobie mogę być sobą. Wiedziałam jednak, że gdy się dowiesz, to odejdziesz, bo nie będziesz chciał mnie ranić. Nigdy nie będziesz mój, ale nie przeszkadzało mi to. Wystarczyło, że możemy spędzać razem czas i że jesteś obok. To mi wystarczyło… ale prawda jest taka, że nie jestem szczera nawet sama ze sobą. Bo każdy twój dotyk i bliskość mnie rani. Każdy twój oddech, ruch, spojrzenie. Bo w twoich oczach jestem tylko kumplem, siostrą. Ale wiesz… mimo wszystko nie chcę cię stracić. I jeżeli cena naszej dalsze przyjaźni to moje życie w kłamstwie, to jestem gotowa za to zapłacić. Bo bez ciebie… – zamilkła nagle, zaciskając mocniej drżące usta. Czuła się… naga. I roznegliżowana ze wszystkich swoich uczuć przed nim. Do tego właśnie dążył?
- Przepraszam za to. Zaraz się uspokoję. – zaczęła intensywnie przecierać czerwone od płaczu oczu, choć łzy wciąż nie chciały lecieć.
W tym momencie pragnęła tylko jednego. Żeby to wszystko okazało się jedynie mało zabawnym snem. I żeby za moment się przebudzić.[/b]

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 5 z 5 Previous  1, 2, 3, 4, 5   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: M3 :: Południe