:: M3 :: Południe




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next   

Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Czw Kwi 21, 2016 2:45 am
Harakawa

Jeden z wielu domów, który znajduje się przy mało uczęszczanej uliczce. Charakterystyczną cechą tego osiedla są domki przy domkach. Budynek jest średnich rozmiarów z jednym piętrem, gdzie znajduje się pokój Ylvy oraz jej młodszego rodzeństwa oraz łazienka. Na parterze rezyduje jej matka, obok znajduje się przestrzenny alon oraz jadalnia połączona z kuchnią oraz kolejna łazienka. Układ domu jest typowo japoński, a konstrukcja została dodatkowo wzbogacona o dwa balkony oraz wyjście z salonu do ogrodu utrzymanym w typowo japońskim klimacie. Całość otoczona jest niewielkim murkiem, co skutecznie odgradza dom od reszty.

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Czw Kwi 21, 2016 3:10 am
Ciszę w domu rozdarł głośny krzyk kłótni oraz odgłos trzaskania szkła. Właściwie była to codzienność przez ostatnie parę dni, kiedy Ylva usilnie próbowała przekonać jednego ze swoich młodszych braci, żeby udał się do dentysty. Ale Keita w przeciwieństwie do młodszego brata nie zamierzał się tak łatwo poddać i nim dziewczyna wróciła ze szkoły, chłopiec zdążył już zabarykadować się w łazience. I najwyraźniej nie zamierzał jej opuszczać aż do momentu, kiedy wybije godzina czwarta po południu, czyli termin ich wizyty.
- Keita, do cholery jasnej! – warknęła uderzając otwartą dłonią o drewniane drzwi, a następnie szarpnęła za klamkę, ale ta, jak można było się spodziewać, nawet nie drgnęła. Za to żyłka irytacji na skroni dziewczyny już tak.
- Nieładnie tak mówić! – krzyknął chłopak z łazienki, co dodatkowo wywołało salwę irytacji w rudowłosej.
- Ale przetrzepię ci skórę jak cię dorwę w swoje ręce, Keita! – zamachnęła się po czym kopnęła w drzwi, co, niestety, okazało się tragiczne w skutkach dla jej nogi, bo już po sekundzie złapała się za stopę i zaczęła ją rozmasowywać. Uniosła głowę, kiedy kątem oka dostrzegła ruch z prawej strony.
- Kira. Idź ubrać już buty. Zaraz wychodzimy. – powiedziała do drugiego z bliźniaków. Czemu Keita nie może brać przykładu z drugiego brata i po prostu też być normalnym, grzecznym dzieckiem? Kira przesunął pytające spojrzenie na drzwi łazienki, po czym ponownie spojrzał na siostrę.
- Idź. Zaraz go wyciągnę. – dodała siląc się na spokojny ton. Drugi z chłopców odwrócił się na pięcie i pomaszerował na dół, zostawiając walczące rodzeństwo.
No tak. Jaki normalny dzieciak nie odezwał się słowem od roku, wygląda na wiecznie znudzonego i takiego, który najchętniej z zimną krwią wymordowałby swoją rodzinę? Keita przynajmmniej jest ekspresyjny. Czasami aż za bardzo. Ylva postawiła z powrotem stopę na podłodze i spróbowała innego zagrania. Nabrała powietrza w płuca i oparła się dłonią o drzwi, siląc się na tak miły głos, jak to było tylko możliwe w jej wykonaniu.
- Keita… jak wyjdziesz, to potem pójdziemy na pizzę!
- Nie chcę! – spokojnie Ylv, to tylko dziecko.
- I lody. Te twoje ulubione w kształcie dinozaura!
- Nie chcę!
- Ruuchan pójdzie z nami… – no dalej, dasz radę wyciągnąć go z tej…
- Sama sobie z nim idź na lody! - … przeklętej….
- A potem będziesz jeszcze grubsza, niż już jesteś! – bardzo. Cholernie. Przeklętej.
- Dlatego nigdy nie znajdziesz sobie chłopaka! - …. Łazienki.
- O ty mały szczurze! Niech no ja cię dorwę! Rodzona matka cię nie pozna! – krzyknęła dziewczyna i uderzając ciężko o podłogę stopami wpadła do swojego pokoju niczym huragan. Doskoczyła do drewnianej skrzyni i podniosła wieczko, gdzie zaczęła grzebać i wyszukiwać różne przedmioty, które wyrzucała za siebie na podłogę.
- JA nie znajdę chłopaka? Że niby gruba jestem? O ty mały gnojku… JAKBYŚ CHCIAŁ WIEDZIEĆ, TO JUŻ ZNALAZŁAM CHŁOPAKA! Taki mądry a boi się dentysty! HA! Ale będę się z niego potem śmiała. Tygodniami. I WCALE NIE JESTEM GRUBA! Miesiącami! O, jest! LEPIEJ MÓDL SIĘ DO BOGÓW O WYBACZENIE, BO JAK CIĘ ZARAZ DORWĘ! – podniosła się i wyszła z pokoju ściskając w dłoni… łom. Ylva. Czemu trzymasz w pokoju łom? Wsunęła narzędzie w szparę między drzwiami a ścianą i zaczęła napierać, chcąc dostać się do środka.

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Czw Kwi 21, 2016 3:56 am
Wiesz, że o siedemnastej Momo ma koniec zajęć... ─ Harumi oparła się ramieniem o ścianę, przyglądając, jak brat wciska bosą stopę w but. Nawinęła sobie czarny kosmyk na palec. ─ I jak tym razem się spóźnisz, to opiekunka własnoręcznie wciśnie ci kij od szczoty prosto w ten twój...
Wiem.
Złapał za torbę.
Ale ktoś musi iść z Keitą do dentysty, a Ylva go nie wyciągnie.
Harumi zmrużyła mocniej ciemne ślepia i spuściła na moment wzrok na torbę.
Dlatego bierzesz śróbokręt?
Otworzę tym drzwi. Na bank zabarykadował się w łazience albo w swoim pokoju.
Mhm. ─ Nieprzekonana, splotła ręce na piersi. ─ O siedemnastej, Ruu.
Jezu, wiem. Przestaniesz mi matkować? ─ Zarzucił na grzbiet ciemną kurtkę i przyjrzał się siostrze. Stała lekko skulona na samym końcu korytarza. Wydawała się jeszcze mniejsza, niż była w rzeczywistości, choć dzieliły ich tylko trochę ponad dwa lata różnicy w wieku. Gdyby nie więzy krwi, pewnie uznałby ją za całkiem ładną. Włosy do ramion zawsze miała zadbane i tak czarne, że zawsze zlewały się z tłem nocnego nieba. Jasna karnacja, szczupłe ramiona, tylko lekko zaokrąglone biodra i jasnoróżowe usta. Prawie jak płatki wiśni. Zacisnęły się nagle w zamyślonym geście i to przywróciło go do rzeczywistości.
Dobra ─ mruknął poddańczo, unosząc dłonie na wysokość barków. ─ Po prostu zbastuj. Wiesz, że wrócę.
Harumi stała jeszcze dłuższą chwilę kompletnie nieruchomo, aż wreszcie, nie unosząc głowy, przeciągnęła po nim pogardliwym spojrzeniem, odwróciła się na pięcie i wsunęła w głąb domu.

---------------------------------

Zamknął za sobą drzwi do domu rodziny Hamasakawa. Nie dziwił się, że nikt nie przyszedł mu na spotkanie ─ zakładał, że matka Ylvy nadal wtulała się w kanapę, a Kira szurał nogami w poszukiwaniu swoich butów. U Ruuki nie obyło się bez standardowego, raczej automatycznego, niż wzbudzonego faktycznym szacunkiem: „przepraszam za najście”, po którym ściągnął buty w przedpokoju i wszedł głębiej w gardło korytarza. Nie musiał się specjalnie patyczkować ─ głośna kłótnia rodzeństwa prowadziła go sama.
Oni się nie zmienią.
Na samą myśl kącik ust prawie uniósł mu się ku górze. Zdusił to jednak, wspinając się po schodach z rosnącym zirytowaniem. Przypomniało mu się, że naprawdę się spieszył i żadne zagrywki nie były w stanie przeszkodzić mu w dobiegnięciu pod przedszkole Momoji na czas. Tym razem nie mógł jej zawieść, dlatego bezszeletnie pokonał naraz dwa ostatnie schodki i wypadł na płaski korytarz.
Ylva zdążyła tylko wsunąć łom w szparę między framugą a drzwiami, gdy na jej ramię opadła ciężko dłoń Ruuki.
Stop.
Daj spokój ─ wychrypiał do jej ucha, zsuwając się ręką wzdłuż jej ramienia, aż nie dotarł do ściskajacych narzędzie palców. ─ Rozwalisz drzwi. ─ Złapał ją wcale nie delikatnie i powoli zaczął rozprostowywać szczupłe palce przyjaciółki, aż wreszcie wyjął łom z jej chwytu i oparł go o ścianę.
O co się znowu żrecie, hm? ─ Uniósł brew i oparł się o ścianę, tuż przy linii drzwi. Spojrzał wtedy na drewno, jakby mógł pokonać jego formę i dostrzec przykucniętego przy wannie Keitę. Przecież każde dziecko bało się „tych” wizyt. Tym, co nie sprawiło, że z irytacji Ruuka wyrwałby drzwi razem z zawiasami było banalne stwierdzenie, że Keita walczył na swój sposób ─ a to było godne pochwały tak czy inaczej.
Cześć, Keita!
Odpowiedziała mu cisza. Zerknął wtedy na Ylvę, ale była to kwestia sekund, aż z drugiej strony nie dobiegł ich przytłumiony głos młodszego brata dziewczyny.
Cześć.
Dentysta, co?
Oparł dłoń na klamce. Nie nacisnął na nią jednak, po prostu trzymał.
Otworzysz mi?
Nie!
Pójdziemy potem na pizzę.
Nie chcę!
Dalej. Nie mam cholernego czasu.
I lody. Te, które najbardziej--
Przestań! ─ Głos Keity zmienił się prawie w pisk. ─ Przestańcie gadać to samo!
Wzrok Ruuki trafił na Ylvę. Nie musiał nic mówić. Po co, skoro spojrzenie mówiło samo za siebie? Bo od kiedy stosowali te same sztuczki? I od kiedy był tak bardzo zniecierpliwiony każdym, najdrobniejszym szczegółem?
Rany, co się ze mną dzieje? Potarł wierzchem ręki policzek i odkleił się od ściany.
Ale wiesz, że jak nie wyjdziesz dobrowolnie, to wejdę przez okno?
Nie!
Dzieci były prawie jak karabin samopowtarzalny. Nie, nie, nie, nie...
Jesteś za gruby!
O ty mały... ─ Wciągnął powietrze, opierając płasko dłoń o drzwi. Spokojnie, Ruu. To tylko dzieciak. Przecież masz cierpliwość do dzieciaków. Zachowujesz zimną krew przy Harumi, nawet przy Momoji. Niby czemu nie miałbyś dać rady Keicie?
Bo to narwana bestia.
Nie bardziej niż Ylva. A ją pacyfikujesz.
Ruuka nagle wyprostował plecy. Przez chwilę mielił to zdanie w myślach, dokładnie analizował każdy skrawek pomysłu, aż wreszcie, bardzo powoli, obrócił głowę i zerknął przez ramię na Ylvę.
Wie, że jak tam wejdę, to już po nim?
Czuł serce bijące mu nawet w skroniach. Nie był zdenerwowany, a jednak huczało mu jak narwane, próbując wydostać się przez jakiekolwiek przejście, przepchnąć przez którykolwiek kanał. Keita milczał i Ruuka miał wrażenie, że naprawdę rozważa poddanie się, ale w końcu oboje ─ Ylva i Ruuka ─ usłyszeli szelest zasłanianych zasłon przy wannie i było już wiadome, że Keita zabarykadował się w kolejnym bunkrze.
Swoją drogą ─ zaczął, przyklękając na kolano. Zsunął wtedy pas torby z ramienia i otworzył zamek błyskawiczny. Ręka wygrzebała śrubokręt, który przytknął do pierwszej ze śródek. ─ Wydaje mi się, czy ci się przytyło, Ylv?
Keita parsknął.

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 519
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Czw Kwi 21, 2016 8:21 pm
Pierwszy dźwięk trzasku nawiedził pomieszczenie, ale na tym stanęło, kiedy Ruuka podszedł do dziewczyny niemalże bezgłośnie, prawie jak kot przemykający na miękkich opuszkach małych łapek.
”Daj spokój”
Ylva prawie krzyknęła i podskoczyła w miejscu, a przez jej kręgosłup przebiegło stado małych mrówek. Tylko bogowie wiedzieli jakim cudem utrzymała w dłoni łom, zaciskając na nim jeszcze mocniej swoje palce. Odwróciła powoli głowę w jego stronę łypiąc na niego spod burzy rudych włosów, czując, ja serce niebezpiecznie kołacze w jej klatce piersiowej, jakby uwięziono tam rozszalałego ptaka, który właśnie podjął ostateczną walkę o wolność.
- Ruuchan. Chcesz żebym umarła na zawał serca w wieku szesnastu lat? – jęknęła oskarżycielsko, powoli odsuwając się na dwa kroki, robiąc tym samym miejsce przy drzwiach. Skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i oparła się o ścianę, tak samo, jak zrobił to chłopak, tylko że naprzeciwko niego.
- Jeśli kiedyś umrę, przysięgam że będę cię nawiedzać. Zostanę twoim prywatnym poltergeistem. I będę widziała wszystko, co robisz, kiedy jesteś sam w pokoju. – zachichotała złośliwie przyciskając dłoń do ust, jakby obawiała się, że Keita albo Kira ją dosłyszą. Mimo to już po chwili spojrzała na chłopaka wzrokiem pełnym podziękowania. Prawda była taka, że od czasu śmierci ich ojca, Ylva przestała radzić sobie z młodszym bliźniakiem. Keita stał się nieznośny. Wdawał się w bójki, miał niewyparzony język i szukał tylko momentu to głośnego zademonstrowania swojego buntu. Brzmi znajomo, co? Widać było jak na dłoni, że chłopakowi brakowało męskiej ręki. I chociaż rudowłosa dwoiła się i troiła, żeby młodym niczego nie brakowało, niejednokrotnie przyodziewając rolę ojca, a nawet matki, to koniec końców polegała na najprostszych czynnościach. Ale był Ruuka. Ruuka, który właściwie już jako ostatni miał jako taki wpływ na jej brata. W końcu dzieciak od lat był w niego zapatrzony. A od kiedy zostali we trójkę, to właśnie on stał się w pewnym sensie jego idolem. Oby to jego zapatrzenie w tym momencie na coś się przydało.
Kiedy spojrzenie ciemnych tęczówek spoczęło na dziewczynie, ta jedynie rozłożyła obie ręce w geście bezradności. To nie była jej wina, że Ruuka wpadł na ten sam pomysł, co ona.
- Już mu to proponowałam, Ruuchan. – westchnęła cicho i pokręciła głową. - Normalnie jest gorzej uparty jak osioł. SŁYSZYSZ KEITA? JESTEŚ JAK ŚMIERDZĄCY OSIOŁ! – krzyknęła w stronę drzwi, na co chłopczyk po chwili pospiesznie dodał.
- A ty jesteś głupia!
- Aaaa trzymaj mnie Ruuchan bo zaraz wyważę drzwi i go normalnie uduszę. I będziesz musiał odwiedzać mnie w więzieniu. – jęknęła dziewczyna i ponownie zamachnęła się nogą, by przywalić w drzwi, ale w ostatniej chwili powstrzymała się, kiedy Ruuka zaproponował wejście przez okno. I riposta Keity.
- Pffffttaahahahha – parsknęła śmiechem, ostentacyjnie oglądając chłopaka od góry do dołu. - No powiem Ci Ruuchan, że coś w tym jest. – mruknęła rozbawiona. I chociaż humor jej dopisywał, to tak po prawdzie nie było jej do śmiechu. Gonił ich czas i jak tak dalej pójdzie, to rzeczywiście Keita wygra tę małą batalię. Zapadła cisza, a dziewczyna wpatrywała się w Ruukę z dziwnym wyrazem twarzy.
Szur
- Nooo. Teraz to już chyba wie. – westchnęła cicho, przyglądając się poczynaniom chłopaka. W nim i jego magicznym śrubokręcie ostatnia nadzieja. I wszystko potoczyłoby się dobrze, gdyby nie… ”Swoją drogą…” Nie, Ruuka, nie mów tego. ”Wydaje mi się, czy Ci się przytyło, Ylv?” No i powiedział. Dziewczyna wciągnęła głośno powietrze, a jedna powieka niebezpiecznie drgnęła.
- Ruuchan. Właśnie wydałeś na siebie wyrok. – powiedziała, po czym nie minęła nawet sekunda, jak dopadła chłopaka. Znalazłszy się za nim, objęła go jednym przedramieniem i zacisnęła na wewnętrznej stronie łokcia drugiej ręki, którą zgięła i przycisnęła mocno do siebie. Choć sam chwyt wyglądał na iście żywcem wyciągnięty z telewizji sportowej i wyglądał groźnie, to prawda była taka, że nie mógł nic a nic zrobić chłopakowi.
- Ja przytyłam?! Ja?! To tobie wylewają się boczki ze spodni. Mam idealną wagę licealistki! Zresztą, nawet jeśli przytyło mi się trochę to tylko dlatego, że nadal rosnę! Normalnie uduszę cię i zakopię w ogródku, poczym będę przychodzić na twój grób i jeść nad tobą twoje ulubione dania! Ha! Tak chamsko, a ty nie będziesz mógł nic zrob— – zamilkła, kiedy śrubka upadła na podłogę z cichym stukotem, a zaraz za nią powędrowała klamka. Drzwi skrzypnęły lekko, uchylając się nieznacznie. Ylv puściła Ruukę, choć wciąż zaciskając jedną dłoń na jego ramieniu podniosła się nieco, a raczej przechyliła i oparła swoim ciałem o plecy chłopaka i pchnęła nieznacznie drzwi do przodu. Te bez jakiegokolwiek oporu otworzyły się jeszcze bardziej, odsłaniając jasne kafelki, szafki, toaletę…
- HA! UDAŁO CI SIĘ! – Ylva wyrzuciła obie ręce do góry w geście zwycięstwa - Jesteś najlepszym otwieraczem drzwi, jakiego znam! – dodała, po czym nachyliła się i złożyła krótki, ale miękki pocałunek na jego policzku. Nie czekając na to, że Keita mógłby ponownie wyślizgnąć się z jej szponów, dźwignęła się i wparowała do łazienki, od razu kierując swoje kroki w stronę chłopca, który zaciskał swoje palce na krawędzi wanny. Keita i Kira wyglądali jak dwie krople wody. Mali, bardzo chudzi o bladej skórze i kruczoczarnych włosach. Z tą różnicą, że ten pierwszy miał je rozwiane jakby dopiero co z łóżka wstał, a ten drugi ładnie uczesane, proste i przycięte. Ale tym, co najbardziej rzucało się w oczy, to były ich oczy. Równie jasnobłękitne jak Ylvy.
- NIGDZIE NIE IDĘ! – zapiszczał chłopak wtulając się w wannę, nawet w momencie kiedy Ylva złapała  go w pasie i zaczęła ciągnąć w swoją stronę.
- Idziemy! Nie ma zmiłuj się!
- Puszczaj wredna krowo! >:c
- Jak ty odzywasz się do swojej ukochanej siostry?! – warknęła Ylva, ale chłopiec dalej nie dawał za wygraną. Z tym, że Ylva również.
- Jak pójdziesz, to będziesz mógł przez całą wizytę siedzieć na kolanach Ruuchana. – cisza. Keita przestał wierzgać jak opętany, któremu potrzebny byłby egzorcysta. Dziewczyna powoli postawiła go na podłogę, a chłopiec odwrócił się do niej przodem i pociągnął cicho nosem.
- Będę?
- Oczywiście, że tak. Prawda, Ruuchan? – Ylva odwróciła się w stronę ciemnowłosego, a jej fryzura po szarpaninie wyglądała praktycznie tak samo jak Keity. Proszę, Ruu. poruszyła bezdźwięcznie ustami, doskonale wiedząc, że chłopak ją zrozumie.

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Czw Kwi 21, 2016 10:36 pm
„Właśnie wydałeś na siebie wyrok.”
Nie, Ylv.
Wyrok wydałem na siebie dokładnie 10 lat temu, kiedy po raz pierwszy się spotkaliśmy. WTEDY zapadła klamka.
Chłopak zacisnął lekko usta, ale nic nie powiedział. Zachowanie powagi było pierwszym stopniem do sukcesu ─ przynajmniej tak sobie wmawiał, rzetelnie znęcając się nad kolejną śrubką. Całość konstrukcji była przecież banalna, a on niejednokrotnie musiał wyciągać którąś z młodszych sióstr z wiecznie klinującej je łazienki, by potem oberwać mokrym ręcznikiem w twarz i zdejmować go w akompaniamencie ucieczki bosych stóp.
Nikt nigdy jednak nie próbował...
Ylv ─ charknął marudnie, kiedy dziewczyna założyła mu dźwignię, zmniejszając dopływ tlenu do płuc. Co prawda nadal uparcie wykonywał swoją robotę, bo uwziął się, a to oznaczało, że wyjmie Keitę z tego cholernego pomieszczenia, choćby miał robić podkop śrubokrętem, ale na pewno robił to już mniej efektownie. Drgnął mu dodatkowo jakiś mięsień na twarzy na całe to gadanie o... ─ CO MI WYCHODZI? ─ warknął, odwracając nieco głowę, tak, że oparł się policzkiem o jej ciało. ─ To mięśnie! W dodatku wyrobione w trudach godzinnych treningów, w brutalnych warunkach atmosferycznych i z trenerem, który drze się bardziej niż stare prześcieradło! I ja też nadal rosnę, ty mała...
Pk.
Metalowy dźwięk upadku, nagły wdech Ruuki, błysk w oczach Ylvy.
Wszystko poszło o wiele łatwiej, niż się początkowo zakładało, co? Prawie powiedział to na głos, ale, mimo rozchylonych ust, to nie jego głos rozległ się w pomieszczeniu.
A może po prostu zabrakło mu języka w gębie.
No już, wiem ─ burknął w końcu, odchylając głowę w przeciwną do dziewczyny stronę, jakby spodziewał się, że na jednym, krótkim, przelotnym buziaku się nie skończy i zaraz obsypie go całym legionem pocałunków, najpewniej takich, które zostawiają po sobie bordowy ślad szminki nie tylko na kołnierzyku. Mimo wszystko trochę żenujące, co? Jakbym był w friendzone. Oderwał jednak szybko spojrzenie od ściany i ponownie utkwił je w dziewczynie, która wparowała do łazienki jak tornado, aż zaszeleściły wszystkie powywieszane ręczniki. Ruuka podniósł się, przesuwając uniesionym ramieniem po policzku i przyglądał się przez moment temu zagorzałemu starciu. Gdyby nie dała rady, przyjdzie kolej na niego. Do tego czasu naprawi drzwi, bo znając życie, gdyby pozostawił to w obecnym stanie, za kilka godzin Ylva wysyłałaby mu już sygnał. Coś między „Keita wlazł do łazienki”, „Wsypano mi zielony barwnik” a „Zamorduję cię!”.
Śrubokręt sprawnie obracał się wokół własnej osi, wciskając w głąb drewna następną śróbkę, aż w końcu...
Prawda, Ruuchan?
Tak, tak. ─ Pierwsza zasada stosowana przy rodzeństwie Harakawa: nigdy nie mów nic na odczepnego. Odsunął narzędzie od drzwi i przykucnął przy przytarganej pod nie torbie. Wrzucił niedbale śrubokręt do środka i jednym szarpnięciem zamknął ekwipunek. ─ To drobiazg.
Nawet nie wiesz o czym mowa.
Nie muszę. Jestem pewien, że wychwalają moją genialną robotę domowego inżyniera. Z ironicznym grymasem podniósł się z kucek i omiótł spojrzeniem wciąż nieprzekonanego do końca Keitę. Widać jednak, że chłopak dotarł do stadium, w którym zaczyna się przełamywać. I może nie minie mu to tak szybko, ale tak czy inaczej ─ czas był mocno uszczuplony.
Serio, Ylv? ─ Uniósł nagle brwi w zaskoczeniu. ─ Serio ostatnia osoba, która ubierze buty, stawia wszystkim pizzę?
Co?
Co? ─ Keita otworzył buzię, ale kiedy dostrzegł, jak noga „starszego brata” przesuwa się do tyłu w charakterystycznym, kreskówkowym manewrze, wyplątał się z siostry i puścił biegiem na korytarz.
Mówi się zawsze, by dzieci nie biegały po schodach.
Cóż, Keita praktycznie z nich zeskoczył.
Mógł sobie złamać rękę.
Mógł się potknąć i uderzyć głową o kant.
Mógł się poślizgnąć i nieforutnnie upaść.
Wiesz o tym?
Ruuka zarzucił ramię torby na bark. Oj, wiedział.
Będę musiał dokupić pizzę na wynos dla Harumi i matki ─ rzucił, ruszając korytarzem do schodów. Słychać było jak Keita dopada do swoich butów i w roztargnieniu zaczyna je ubierać. ─ Swoją drogą, idziemy na autobus? Bo jak tak, to przedrzwonię do Harumi, żeby podrzuciła mi szybko kartę... ─ Wyciągnął już nawet telefon z kieszeni. ─ Gdzie w ogóle mieści się ten... no wiesz?
Dentysta?
Nie chcę przypominać Keicie.
A, i jest jeszcze jedna sprawa...

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 519
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Czw Kwi 21, 2016 11:55 pm
To było niesamowite, jak Ruuka potrafił obchodzić się z dziećmi. No, przynajmniej w stosunku do jej niesfornego rodzeństwa. Z wymalowaną ulgą spoglądała za znikającym Keitą, sama przekraczając próg łazienki, kierując się w stronę schodów. Zatrzymała się jednak na ich szczycie, kiedy usłyszała pytanie chłopaka.
- Tak będzie najszybciej I tak straciliśmy już sporo czasu na batalię z drzwiami. – powiedziała zgarniając swoją skórzaną torbę, którą wcześniej przygotowała i zostawiła na piętrze. - Ewentualnie metro, ale tu też będziesz potrzebował karty. A może Haru-chan też będzie miała ochotę iść z nami na pizzę? I co z Momo-chan? – zagadnęła przerzucając sobie przez ramie torbę. - A, Ruuchan! Poczekaj! – krzyknęła do niego i doskoczywszy do chłopaka, złapała go za ramie, po czym delikatnie odsunęła na bok. W jej spojrzeniu pojawił się dziki błysk, kiedy pierwsza noga stanęła na schodku.
- Ohoho, czyli kto ostatni ten stawia piz—Wooo! – słowa utonęły w krzyku zaskoczenia I nuty przerażenia, kiedy w pośpiechu zbiegania noga dziewczyny poślizgnęła się a ona upadła na schody, lądując na swoim tyłku i zjechała kilka stopni na dół, na pół piętro. Dopiero w momencie, kiedy wreszcie się zatrzymała, wydała z siebie jęk bólu.
- Obiłam sobie chyba tyłek.
- Ahahahah, siostra, ale ty głupia jesteś! Dlatego nigdy nie znajdziesz sobie chłopaka! – zapiszczał rozbawiony Keita, wskazując palcem na siostrę i zanosząc się głośnym śmiechem. Kira jedynie posłał spojrzenie w ich stronę, ale bardzo szybko stracił zainteresowanie otoczeniem i powrócił do tego, co lubił najbardziej. Układanie kostki Rubika.
- Zamknij się, Keita! Znajdę! Znaczy się, już nawet znalazłam! – jęknęła Ylva, kiedy podnosiła się i zbierała z ziemi, masując obolałe pośladki, kolejne schody pokonując już z ostrożnością, by ponownie nie zlecieć.
- A ty nawet nic nie mów! – wystrzeliła oskarżycielsko palec w stronę Ruuki cała czerwona z zażenowania, wiedząc doskonale, że zaraz poleci salwa kpiący komentarzy. Komentarzy, które zapewne będą trwały do końca dnia.
Skrzyp
Z pomieszczenia obok wysunęła się szczupła, wręcz przerażająco chuda kobieta. Niegdyś o płomiennych włosach, teraz niedbale wypłowiałe i związane w luźny warkocz, o wystających i odznaczających się niezdrowo kościach policzkowych i cieniach pod oczami. Owinęła się szczelniej kocem i spojrzała na Ylvę, wymuszając słaby uśmiech.
- Wychodzicie?
- Tak, zabieram bliźniaków do weterynarza. Znaczy się, no, wiesz. Mówiłam. – kobieta skinęła głową i spojrzała na Ruukę, poszerzając nieznacznie uśmiech.
- Ruuka. Ależ ty wyrosłeś. Prawdziwy przystojny młodzieniec z ciebie. Pewnie nie możesz odgonić się od dziewczyn. – powiedziała, kiedy w tle rozgrzmiał śmiech Ylvy, która właśnie ubierała buty, wyjątkowo unikając siadania na tyłku.
- Mamo, mamo! Idziesz z nami? – Keita podbiegł do matki i złapał ją za rękę. Ta jedynie pogłaskała malca po głowie i pokręciła głową.
- Nie tym razem, kochanie. Może kiedy indziej. Zmęczona jestem. – wyswobodziła się z uścisku dziecka, skinęła głową w stronę Ruuki, prosząc jeszcze, by pozdrowił swoją mamę, po czym wyszła z korytarza kierując się do łazienki. Ylva westchnęła ciężko, wbijając swoje spojrzenie w Ruukę.
- W sumie na górze chciałeś chyba jeszcze coś powiedzieć? – zagadnęła, a drzwi do domu otworzyły się, kiedy Keita wybiegł.
- Keita! Kurtka!

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Pią Kwi 22, 2016 11:12 pm
„Tak będzie najszybciej.”
... yjdziesz przed dom. W dolnej szufladzie. Tylko nie tykaj Aisaki! ─ syknął do telefonu, który przytknął do ucha jeszcze nim Ylva dokończyła zdanie. ─ Tak, tak, pod notatkami z Baccano! Oczywiście, że rozgryzłem. Za kogo mnie masz?
„...chciała iść z nami?”
Słyszysz? Ylv się drze, że cię pragnie... Mhm... Jasne... To przekażę jej, że trójkąty  cię nie interesują. Po prostu się streszczaj. Momo mnie... ─ Parsknął nagle, tłumiąc śmiech w cichym chichocie. ─ Dokładnie. Dobra, będę leciał.
I nie tylko on, skoro Ylva rzuciła się na schody, jakby dostrzegła na ich końcu świecący neonem skarb. Komórka Ruuki wydała z siebie ciche piknięcie, po którym trafiła pojedynczym, byle jakim ruchem do przedniej kieszeni spodni.
Ale wiesz, że i tak...
BACH!
I Chopin.
Powieki Ruuki drgnęły, a usta poruszyły się, wymawiając bezgłośnie „auć”. Nawet ramiona mu nieco podskoczyły przy trzasku spadającego na schodki ciała, choć nie wyglądało na to, by się szczególnie tym przejął. Najprawdopodobniej mogła nawet wyskoczyć przez okno z czternastego piętra, a on spokojnie zjechałby windą, wyszedł przed wieżowiec i wyciągnął ją z tnących krzaków, wspominając coś o tym, że za głośno wrzeszczała i że następnym razem powinna wypaść z dwudziestego.
Przecież Ylva tak czy inaczej była betonowa.
„A TY NAWET NIC NIE MÓW.”
Uniósł dłonie w obronnym geście, uśmiechając się pod nosem. Nie miał zamiaru, poważnie. Zresztą, na niektóre sytuacje nie ma się słów. W końcu i tak Ruuka stawiał ─ był tutaj jedynym, który zarabia w codziennej robocie, a nie miał zamiaru dodatkowo nadwyrężać funduszy rodziny Harakawa. Nie dlatego, że dziewczyna nie wygrzebałaby kilkuset jenów na opakowanie Hawajskiej, ale dlatego, że męska duma prędzej by mu siadła na piersi i zaczęła przyduszać ciężarem podczas snu, niż pozwoliła normalnie funkcjonować.
Ruuka.
Hm? ─ Podniósł wzrok i zerknął w kierunku nowego głosu. Rzadko go słyszał; jeszcze rzadziej widział osobę, do którego należała. Było to na tyle niekontrolowane, że gdy dostrzegł cień dawnej pani Harakawy, w pierwszej sekundzie miał ochotę pokonać ostatnie schodki i ruszyć do wyjścia.
W końcu nie wierzył w duchy.
Prędko się jednak zreflektował, przybierając bardziej rozsądną mimikę twarzy.
Twierdziła, że dziewczyny się za nim uganiają?
A... tak. ─ Zaśmiał się nerwowo, podnosząc głowę po krótkim ukłonie. Może Ylva wybuchnęła gromkim śmiechem, aż dom zatrząsł się w posadach, ale palce Ruuki mimowolnie uniosły się i przesunęły po policzku, na którym nadal czuł dotyk jej ust. Wiedział, że to niemożliwe, by inni dostrzegli zarys pocałunku na jego skórze, ale i tak miał wrażenie, że pozostawiono na niej dosłownie kontrastującej barwy ślad, który wszystkich informował o tym, co się stało.
Boże, co za głupota.
A, mama też panią pozdrawia! ─ rzucił jeszcze, nim drzwi nie zamknęły się za zszarzałym monstrum matki Ylvy i bliźniaków. Zniknęła z cichym skrzypnięciem drzwi łazienki, pozostawiając po sobie to nieznośne uczucie przegranej. Nawet jeśli nie była to jego sprawa ─ bo nie była ─ miał w sobie coś, co nakazywało mu czuć się współodpowiedzialnym za brak widocznej poprawy i pani Harakawy.
... na górze chciałeś coś powiedzieć?
Ocknął się, mrugając szybko, a potem spojrzał na Ylvę.
Tak. No. ─ Odchrząknął, podchodząc do ustawionych w przedpokoju trampek. Oparł się biodrem o ścianę i zaczął batalię z pierwszym butem. ─ Może powiem ci później, wiesz...
KEITA!
… właśnie.
Zawiązał sznurówki i wyszedł za Ylvą, Keitą i Kirą, zamykając za sobą drzwi.
Poprawił wtedy pas torby i zerknął na dom tuż obok domu Ylvy. Harumi stała w samych klapkach na wiosennym zimnie i czekała na resztę, ściskając w dłoniach pomarańczowy portfel z Vulpixem.
Zaraz wrócę. Nie, Keita. ─ Złapał dzieciaka za kołnierz i odsunął do tyłu, podając go Ylvie. ─ Ty zostajesz.
Ale... ─ Chłopiec nabrał powietrza do buzi i spojrzał na Ruukę zimnymi oczami. ─ Też chcę...
Stary, ale ona nie chce.
Nie odpowiadając mu podszedł szybko do Harumi, która wepchnęła mu w ręce portfel z kartą i nie rzuciwszy nic na odchodnym weszła z powrotem do domu. Jeszcze nim naparła dłonią na drzwi, kątem oka przeciągnęła po sylwetce Keity, jakby do ostatniej chwili miała się między nimi zawiązać jakaś „nić porozumienia”.
Chodźmy ─ pogonił ich Kyouryuu, chowając pomarańczowy portfel do torby.



Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 519
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Sob Kwi 23, 2016 2:35 am
Keita naburmuszył się nieznacznie, kiedy nie pozwolono mu podejść do młodszej siostry chłopaka. A przecież miał jej tyle do powiedzenia! Jednakże ostatecznie usłuchał i ruszył obok Ylvy, zaczepiając i łapiąc praktycznie za każdą wystającą gałązkę krzaków. Kira w przeciwieństwie do swojego brata szedł raczej powolnym i spokojnym krokiem, aczkolwiek kiedy skręcili w kolejną uliczkę, zrównał krok z Ruuką i uniósłszy swoją małą rączkę, niepozornie wsunął ją pomiędzy kciuk a inne palce dłoni jasnowłosego chłopaka i zacisnął ją na nich, nawet nie spoglądając na niego. Zresztą, i tak nie było co ukrywać, że młodsze rodzeństwo rudowłosej pała wyjątkową sympatią do przyjaciela ich siostry. Właśnie, skoro mowa o Ylvie…. To przez całą drogę na przystanek buzia wręcz nawet na chwilę się nie zamykała.
- No mówię Ci Ruuchan. Melody jest zawsze tak napuszona, że jej w jej żyłach płynie angielska krew, I do tego rodu jakiegoś tam szlacheckiego, że kiedy idzie to praktycznie przesuwa tym swoim kinolem po suficie. – parsknęła dziewczyna pod nosem, zręcznie lawirując między tematami, bombardując chłopakami coraz to różniejszymi nowinkami. - A, w przyszłym tygodniu rozpoczyna się emisja tego nowego serialu, na który czekałeś. Możemy spotkać się u mnie albo u ciebie i razem oglądać. W ogóle widziałeś, że przy Złotych Alejach otworzyli nową cukiernię? Musimy tam koniecznie zajrzeć! Ponoć mają najwspanialsze wiśniowe bułeczki w caaaałym mieście! – zrobiła ruch dłońmi zakreślając ogromny, niewidzialny okrąg, chcąc tym samym podkreślić znaczenie jej słów. - Ruuchan? Słuchasz mnie? Oczywiście, że nie! – uniosła dłoń i złapała chłopaka za ucho i lekko pociągnęła w swoją stronę.
- Pójdziesz na tę randkę z Uruką? Tą, której zdjęcie ci wysłałam? Wiesz, że jesteś dość popularny w mojej klasie? W sumie już chyba z trzy dziewczyny wypytywały mnie o ciebie. Haaaa…. I zgadnij co im odpowiedziałam. – mruknęła z dzikim uśmieszkiem i błyskiem w oku, aczkolwiek Ruuce nie było dane szybko dowiedzieć się informacji, z jakimi Ylva podzieliła się z klasowymi koleżankami, gdyż właśnie nadjechał ich autobus. Było trochę zamieszania, zwłaszcza, kiedy Keita wbiegł do środka nie czekając na nikogo, na co Ylv wydarła się za nim na pół autobusu. Ostatecznie posadziła bezpiecznie Keitę przy oknie, a obok Kirę, sama stanęła przy nich i uniosła rękę, by złapać się rurki umiejscowionej nad nimi. No, intencje miała dobre, ale jej wzrost najwidoczniej uznał, że na staraniach powinno się skończyć. Palce musnęły powietrze, a opuszki natrafiły na chłodny metal dopiero w chwili, kiedy stanęła na palcach. Jednakże takie rozwiązanie w ogóle nie wchodziło w grę, dlatego też dziewczyna znalazła inne, o wiele praktyczniejsze rozwiązanie. Kiedy autobus ruszył, a Ruuka złapał się rurki, Ylva przysunęła się bliżej niego i złapała go za… przedramię. Przynajmniej ma czego się trzymać i prawdopodobieństwo wyrżnięcia zębami przy skręcie czy też hamowaniu było zmniejszone.
- Keita. Siadaj na tyłku, bo wyrżniesz. – dziewczyna skarciła młodszego z braci, który klęczał na fotelu rozglądając się po autobusie. Ostatecznie usiadł na miejscu, a Ylva wykorzystując chwilę spokoju wyciągnęła telefon z kieszeni i zaczęła coś przeglądać.
- Ruuchan. Coś ci pokażę, czekaj. Ale to głupie! – parsknęła śmiechem a jej drobnym ciałem nieco zarzuciło na boki przy skręcie. Raz w lewo, raz w Ruukę uderzając go biodrem, choć rudowłosa zdawała się tym w ogóle nie przejmować.
- Cholera, nie mogę tego znaleźć, mhh. I co tam chciałeś mi powiedzieć A, właśnie. Za miesiąc przyjeżdża moja babcia w odwiedziny. Wiesz, ta nieprzyjemna, która jest upierdliwa jak wrzód na tyłku. Poudajesz przez dwa, góra trzy dni mojego chłopaka, co? – uniosła spojrzenie na niego i przez krótką chwilę milczała. Dostrzegłszy jednak ruch ze strony swojego brata, ponownie go skarciła, że ma siadać na dupsku.
- Znasz ją. Nie da mi żyć. – sapnęła przewracając oczami. - Znowu będzie dawała te swoje gadki, że pannica w moim wie—KEITA, DO CHOLERY JASNEJ! – Keita spojrzał na siostrę po czym prędko dodał.
- Ale tam był pan, który masował dwóm paniom pupy!
- … co – Ylva jak na zawołanie spojrzała na boki w poszukiwaniu ewentualnego zboczeńca, ale jak na złość niczego nie zauważyła. Niczego podejrzanego.
- Widziałeś coś, Ruuchan? Hm, Ruuchan, miałeś kiedyś… masowany tyłek w autobusie? No przyznaj się. – mruknęła złośliwie Ylva i puściła jego przedramię, żeby dźgnąć go parę razy pod żebra.
- A może ty gustujesz w takich, co? Wiesz, że mi możesz powiedzieć.

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Pon Kwi 25, 2016 1:19 am
Przechodząc przez jezdnię, Ruuka natrafił na baczne spojrzenie wiecznie wyprostowanego mężczyzny z nikłym asortymentem włosów na głowie, który prowadził swojego miniaturowego, wiecznie wyszczekanego i noszącego się chyba nawet bardziej od Melody psa rasy chichuachua ─ co zawsze Ruuce brzmiało jak tępy śmiech hieny i z tym właśnie wiązał tę niezbyt sympatyczną parkę. Zresztą, pan Mirawa był jakieś pięciokrotnie większy od niego i stawanie naprzeciwko tego człowieka nawet Ruukę, który w Japonii uchodził za wysokiego jak na standardy, przyprawiało o nowe kompleksy. Jak zawsze o godzinie piętnastej trzydzieści wyprowadzał swojego śmiercionośnego szczekacza. Człowiek, który codziennie wychodził o tej samej porze. Według niego można było ustawiać zegarki.
Teraz jednak świadczyło to o tym, że mieli mniej niż pół godziny, by przeinstalować się z domu Ylvy do dentysty. Przyspieszył więc kroku, sięgając jeszcze ─ na wszelki wypadek, gdyby pan Mirawa miał obsuwę ─ po telefon, ale nie zdążył podświetlić ekranu, jak poczuł nowy „ciężar” na swojej ręce. Ramię automatycznie opadło nieco w dół, a on sam przekręcił głowę, zerkając na Kirę. Chłopiec nawet na niego nie łypnął spode łba, co przy jego minie byłoby równie przerażające, co pożądane.
No mówię ci, Ruuchan!
Chłopak zgiął dotychczas luźno zwieszone palce i ujął o wiele mniejszą dłoń brata przyjaciółki. Był jak blondynka na rozdrożach. Nie potrafił się przystosować do sytuacji, by iść, trzymać Kirę i jeszcze notować, co paplała do niego Ylva. Próbował co prawda zatrzymywać przy sobie najważniejsze informacje, ale zwykle, gdy chciał już na coś odpowiedzieć, dziewczyna zanosiła się jeszcze większą falą plotek ze szkoły albo nowinek spod sąsiedzkiego zlewu. Za każdym razem z równym zaangażowaniem.
Tak, wiesz... ─ Usta drgnęły w następnym słowie, ale...
... obejrzeć u mnie albo u ciebie!
To ty chciałaś obejrzeć ten serial, przemknęło mu z rozbawieniem przez głowę, bo choć Ylva wychodziła z siebie, stawała obok i biegała dookoła obu braci, to jednak w tym momencie Ruuka był pewien, że idzie z trójką, nie z dwójką dzieciaków.
Chociaż?
Zerknął na Kirę, który nie przerywał miarowego spojrzenia, nie zmienił mimiki twarzy, Ruuka miał wrażenie, że nie mrugnął od kiedy wyszli z domu. Chryste, dzieciaku, mrugaj! To równie ważne co...
... Uruką? Tą, której...
Oderwał wzrok od chłopca i zerknął niepewnie na Ylvę. To jasne, że nie chciał iść. Poza tym miał już plany wobec innej dziewczyny, ale gadatliwość przyjaciółki i pewność, że jeśli nie wciśnie się w „fajne ciuchy” nadające się na „randkę” to Ylva będzie pierwszą, która te ciuchy obwiąże mu wokół gardła i zamieni randkę w pogrzeb.
Ciężkie życie.
Pójdę. Pogadam z nią w poniedziałek.
Żeby wybić jej wszystko z głowy.
I zgadnij, co im odpowiedziałam!
No?
Pisk autobusu.
Nie czekając na pociągnięcie tematu rzucili się w prędki wir biegu z przeszkodami, skrupulatnie omijając wszystkich pełznących przechodniów. Wpadli do wnętrza pojazdu w sekundzie krótszej niż tyknięcie wskazówki zegara. Ruuka praktycznie czuł, jak drzwi za nim zakleszczają się, zamykając ich w gardle tego ogromnego, przesiąkniętego zapachem potu i zakupów potwora.
Serio chcesz, żebym poszedł na randkę z Uruką? ─ Złapał się za pręt nad swoją głową i uniósł brew, gdy poczuł na ramieniu palce dziewczyny. ─ Ruuka i Uruka? Trochę przykre. Chyba, że Uruka to jej nazwisko. Jakbym je przejął byłbym...
Ale to głupie!
Ylv, to ty mnie nie słuchasz ─ fuknął marudnie, choć przywykł już do tego, że dziewczyna nie potrafiła przełknąć wodospadu słów, wypluwając kolejne z częstotliwością AKM. Często właśnie tym ratowała sytuacje, gdy kolejny raz znajdowała go opartego o ramę huśtawek. Sama siadała na jednej z nich i wprawiając zabawkę w ruch, opowiadała o łapaniu gwiazd, chodzeniu po dachach, ześlizgiwaniu się z rynien, wszystkim tym, co towarzyszyło im lata temu, a co zostawili za sobą pogrzebane brudami „dorosłości”. Czasami żal było tych chwil spędzonych w cieple zachodzącego słońca z zimnymi szklankami napoju stojącymi na stoliku za ich plecami.
Czarne spojrzenie spoczęło na dziewczynie, gdy dostrzegł błysk odbitego promienia na czerwonym pierścionku.
Nadal to masz? ─ wymamrotał tak cicho, że wątpliwe, by w szmerze tłumu dało się to usłyszeć. Zacisnął lekko usta i odwrócił wzrok an Kirę. Ich spojrzenia spotkały się na moment, nim chłopiec nie odwrócił twarzy na bok, wyglądając przez okno na betonową dżunglę poplątanych znaków drogowych.
Zamrugał na wzmiankę o ciotce. Babce. Zresztą...
Znowu? ─ Tym razem do pierwszej brwi dołączyła druga. Jeśli miał zacząć walczyć... to szybko się poddał. ─ Jasne. Nie pierwszy raz, nie?
Jakby na to nie patrzeć ─ pół rodziny Kyouryuu i drugie pół od Harakawy pchało ich spychaczem na ślubny kobierzec. Matka Ruuki była zresztą przygotowana na taką ewentualność i gdyby podobny bohomaz w ogóle przeszedł mu przez gardło, tylko by wstała, podeszła do szafy i wylała z niej wszystkie przygotowane ciuchy, których nigdy wcześniej nie widział na oczy, a które kisną tam już zapewne od czasów przedszkolnych.
Niektórzy mieli swój własny scenariusz na cudze życia.
A, co do tego, co miałem ci...
Zagłuszyła go.
Ylv, do cholery. Zbastuj!
I jaki, u licha, tyłek?
Wyciągnął nagle szyję i rozejrzał się wkoło w poszukiwaniu ty-... typa, który byłby tym parszywym zboczeńcem. Ylva coś jeszcze żartowała, ale w tym samym momencie autobus wjechał w ostrzejszy zakręt i reszta jej zdania utonęła w bełkocie.
Czekaj ─ rzucił naprędce, odrywając twarz dziewczyny od swojego torsu. Zmarszczył nieco brwi, sondując teren jak wysunięty ponad linię wody peryskop. ─ Trzymaj się siedzenia, zaraz wracam. EJ, TY! ─ warknął ponad tłumem, urywając brutalnie wiele rozmów. Niektórzy zerknęli w jego kierunku z zaskoczeniem, sądząc, że to do nich się zwrócił. Ciemne spojrzenie było jednak utkwione tylko w jednym punkcie. Mężczyzna jako jedyny nie odwrócił się przodem do przepychającego się przez ściśnięte personifikacje sardynek Ruukę. Chłopak dopadł jednak do niskiej postaci i złapał ją za ramię, szarpnięciem obracając przodem do siebie.
Ty. ─ Warkot wprawił cząsteczki powietrza w drżenie. Mina jednak zmieniła się nie do poznania, kiedy dostrzegł twarz „nieznajomego”.
Kojarzę go, przemknęło mu mgliście przez myśl, gdy łapał faceta za połę koszuli.
Jakiś problem? ─ syknął niższy o głowę, tęgi mężczyzna. ─ Koleś?
Ha, jak sądzisz...
Małe rodzynki oczek wpatrywały się w niego zza kwadratowych okularów z zaskoczeniem wymieszanym z faktyczną złością. Jedna z dziewczyn obrzuciła go zresztą podobną wiązanką uczuć.
Pewnie Ruuka dokończyłby zdanie, gdyby dziewczyna z prychnięciem nie wbiła mu paznokci w nadgarstek.
No? Jakiś problem?!
Słucham? ─ Osłupiały zerknął na ciemnowłosą, obrzucając ją niemal zaskoczonym spojrzeniem. Chwyt na koszuli „nieznajomego” poluzował się wraz z przypływem nowej siły od pomalowanych na neonową zieleń pazurów. ─ Przecież...
Och, dajże spokój! ─ syknęła wściekle, odrywając szarpnięciem rękę od torsu mężczyzny. Palce Ruuki śliznęły się jeszcze po powietrzu, nim sam wyrwał się z uchwytu.
To niepoważne.
Jesteśmy dorosłymi ludźmi, dzieciaku.
Ruuka zmarszczył brwi.
Moment. Chyba sobie żartujecie.
Dziewczyna przewróciła oczami, biorąc się pod boki. Autobus zakołysał się na boki, gdy kierowca wcisnął pedał gazu.
Skąd! ─ mruknęła warkliwie, wykrzywiając usta w dzióbek. ─ Zresztą, ta twoja laleczka też jest niczego sobie.
Laleczka?
Mężczyzna spojrzał na wyższego od siebie chłopaka z taką ironią, że mógłby nią ścinać dęby.
No ta z którą stałeś, Jezu.
Po autobusie rozniosło się zbiorowe „ooooo!” w różnych tonacjach i przelało aż do samego kierowcy, gdy padł huk ciosu. Mężczyzna zachwiał się i wpadł na pionową barierkę od razu przytykając rękę do szkarłatnego policzka.
Coś ty..?

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 519
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Ylva on Wto Kwi 26, 2016 1:17 am
To było ich rutyną. Ona gadała, on udawał, że słucha. Prawdą było, że Ylva wiedziała o tym. Wiedziała, że nie wszystko to, co opuszcza jej usta trafia bezpośrednio do chłopaka. Ile to razy przyłapywała go na tym? Niezliczenie. Ale nigdy jej to nie przeszkadzało. To była cząstka Ruuki. Każdy jego ruch, każde jego zachowanie, każdą myśl – znała go. A przynajmniej tak się jej wydawało.
Parsknęła cicho pod nosem, przechylając się nieznacznie w drugą stronę kiedy autobus wchodził w zakręt. Ruuka też ją znał. I powinien doskonale znać jej zdanie na ten temat.
- Ruuchan. Przecież wiesz, że nie puściłabym cię z byle kim na randkę. Podpuszczałam cię, głupolu. Uruka może jest ładna, chociaż chyba nie mnie to oceniać. Ale podoba się chłopakom w klasie. Ale nie zna cię. W ogole. – rzuciła szczerząc się w szerokim uśmiechu, jakby zrobiła chłopakowi naprawdę  świetny kawał i lada moment zza siedzeń w autobusie miałaby wyskoczyć ekipa z „Ukrytej Kamery” radośnie krzycząc: MAMY CIĘ!
- Ruuchan zasługuje na jakąś wyjątkową dziewczynę, która będzie akceptowała cię całego I dostrzeże to, jaki jesteś naprawdę. A nie na pierwsze lepsze babsztyle. To musi być ktoś specjalny! – dodała i odwróciła głowę spoglądając przed siebie, na mijane budynki i drzewa, kołysząc się nieco na boki jakby w rytm jakieś piosenki. Taka była prawda. Wiedziała, że nie ma prawa dyktować Ruuce z kim i jak ma się spotykać, ale nie zamierzała dopuścić do powtórki sytuacji sprzed lat, gdzie chłopak w złej osobie ulokował swoje niewinne uczucia. Choćby miała postawić na szali ich przyjaźń, nie chciała dopuścić do ponownego rozdrapania zabliźnionych ran pozostawionych na sercu i umyśle jej przyjaciela.
- Hm? – jeżeli nawet dosłyszała pytanie odnośnie pierścionka, to skutecznie nie dała tego po sobie poznać. A odgłosy miejskiego autobusu skutecznie pomogły jej w zatuszowaniu. Kolejne pokłady uwagi poświęciła mu dopiero w chwili tej ‘tajemniczej sprawy’, którą chłopak miał jej do przekazania, a o której nie mogła się dowiedzieć już w chwili opuszczenia jej domu, bo ciągle coś im przeszkadzało. Tak, jak i teraz.
- Ruuchan? – zapytała cicho, nie spuszczając z niego nawet na drobne sekundy swojego spojrzenia, jakby chciała go zatrzymać swoim spojrzeniem. Nie rozumiała o co chodzi. Przez moment zastanawiała się, że być może chłopak dostrzegł w tłumie kogoś znajomego i chce się przywitać, ale twarz, jaką zapamiętała nim wzrok napotkał jego plecy nie dawał jej spokoju.
Akcja w autobusie nabrała niebezpiecznego tempa. Ylva, jak na mangową heroinę typu shoujo przystało, powinna stać i chronić swą piersią dzieci, czekając aż jej rycerz w lśniącej zbroi odegra szlachetną walkę, by ostatecznie zwyciężyć. Tylko, że ona nie była żadną heroiną. A Ruuka nie był rycerzem. No i nie miał lśniącej zbroi, a to go już na starcie dyskwalifikowało. Kiedy padł pierwszy cios, dziewczyna już przeciskała się przez kłębiące się coraz ciaśniej tłumy, opychając ich od siebie używając przy tym prastarej formy walki na łokcie. Ale nie zdążyła. Nie na tyle, na ile chciała. Mniejszy mężczyzna zdążył już się zerwać z miejsca i z przekleństwem na ustach zamachnął się, uderzając Ruukę prosto w twarz, posyłając go na jakąś kobiecinę, która pisnęła w przerażeniu.
- No wstawaj ty złamany kutasie! – krzyknął mężczyzna, który zapewne poczuł jak w jego żyłach zaczyna wrzeć adrenalina. Jego dziewczyna uśmiechnęła się tryumfalnie i wskazała paluchem wprost w Ruukę.
- To spotyka tych, którzy wciskają swój nochal w nie swoje sprawy. A następnym razem to ja ci przywalę, jak będziesz nam pr— – jej słowo utonęło w głośnym warknięciu Ylvy, która dopadła do Ruuki, który z pewnością już się dźwigał. Złapała go mocno za przedramię i pociągnęła lekko w swoją stronę.
- Ruu! Nie warto! Zostaw Ich! – krzyknęła starając się dobić do umysłu chłopaka.
- Ty, mała, pilnuj lepiej swojego chłopaka, bo inaczej-
- Och stul swój spalony ryj. Ruuchan jest dobrze wychowany i pewnie nie podniesie ręki na dziewczynę, nawet takiego szmatławca jak ty, ale ja mogę go wyręczyć naprostuję twój uśmiech jak powiesz jeszcze jedno słowo więcej. Jeżeli macie ochotę na wsadzanie sobie łap w majtki, to róbcie to w nocnych kursach, kiedy w autobusie nie ma dzieci i osób zgorszonych waszym zachowaniem. – syknęła mrużąc niebezpiecznie oczy. Dziewczyna wciągnęła mocno powietrze przez nos i spojrzała na niskiego mężczyzny, który wyciągnął rękę w stronę Ylvy, by złapać ją za ubranie, ta jednak wyciągnęła rękę przed siebie i pokiwała palcem.
- Nie radzę. A wiesz czemu? Bo kierowca właśnie rozmawia przez telefon. Z pewnością z policją, która właśnie tu zmierza. – mężczyzna znieruchomiał i wpatrywał się przez moment w rudowłosą, potem powędrował wzrokiem ponad jej ramie, zapewne chcąc upewnić się, czy Ylv mówi prawdę. Skrzywił się nieznacznie na purpurowej twarzy, ostatecznie obarczając ciężkim spojrzeniem Ruukę.
- Nie skończyliśmy. Policzę się z tobą. Mam pamięć do twarzy, chłopcze. Dorwę cię. Ciebie i twoją sunię. – mężczyzna podszedł do drzwi i nacisnął na guzik, który zwolnił blokadę. Jego koleżanka przyglądała się przez chwilę Ylvie jadowitym spojrzeniem, po czym pospiesznie podążyła w ślady swojego towarzysza.
- Ruuchan. Też spadajmy. – dziewczyna odsapnęła I nie puszczając chłopaka nawet na sekundę, odwróciła się na pięcie I krzyknęła  na cały autobus, nie przejmując się innymi. I tak byli już w centrum uwagi i wszystkie oczy były zwrócone w ich stronę, pomijając już szepty i telefony w ruch, które zostały nakierowane na ich dwójkę.
- KEITA. KIRA. WYJAZD Z AUTOBUSU! – bliźniaki, którzy oglądali wszystko z przerażeniem, pospiesznie zerwali się ze swoich siedzeń. Biorąc pod uwagę ich mikroskopijne wymiary o wiele łatwiej było prześlizgnąć się pomiędzy ściśniętymi pasażerami. Ylva upewniwszy się, że jej rodzeństwo jest bezpieczne, sama pociągnęła mocniej Ruukę za sobą i wyskoczyła z autobusu.
- Chodźcie. – rzuciła do rodzeństwa idąc przed siebie przez dwie dłużące się minuty, aż wreszcie popchnęła chłopaka by przysiadł na murku kwietnika.
- Krwawisz. Mam gdzieś chusteczki. Czekaj. – szarpnęła za swoją torbę i zaczęła pospiesznie w niej grzebać. Keita pociągnął nosem i po chwili zaniósł się głośnym płaczem. Jedynie Kira wciąż pozostawał niewzruszony, jakby całe zajście w żaden sposób nie dotyczyło jego najbliższych.
- Keita? – Ylv zaprzestała swoją czynność w chwili, kiedy już wyciągnęła opakowanie z torby. Podeszła do brata i przykucnęła przy nim, kładąc dłoń na jego głowie i poczochrała go czule.
- No już, nie bój się Keita. Już po wszystkim.
- A-ale Ruuniichan…a-ale k-krew…[/color]
- To tylko zadrapanie. Zaraz wytrzemy i będzie po wszystkim. No już, nie bój się, okej? – przywołała uśmiech na twarzy, choć w jej spojrzeniu czaiło się coś innego, coś, co poniekąd nie należało do niej.
- Sama się boisz. – Keita pociągnął głośno nosem i prychnął.
- Hm? Nie boję się przecież.
- To czemu ręce ci się trzęsą? – dopiero kiedy Keita zwrócił na to uwagę, Ylva zauważyła, że rzeczywiście jej dłonie drżą nieposłusznie. Wzięła jeden głębszy wdech i rozejrzała się dookoła. Bingo.
- To dlatego, że bardzo, ale to bardzo potrzebuję batona w białej czekoladzie. Ruuchan też za swoją odwagę. A ty, jako już duży chłopak, chcesz nam pomóc, prawda? – Keita ostatni raz pociągnął nosem po czym pokiwał energicznie głową, jakby momentalnie zapomniał o tym, że jego ukochany ‘braciszek’ wdał się w bójkę.
- Widyisz ten sklep? O, ten. Tak. Pójdziesz do niego I kupisz mi i Ruuchanowi po batonie. Sobie i bratu możesz po lizaku. I butelkę wody. Pamiętasz? Masz tu pieniądze. Pamiętaj, to baaaardzo ważna misja. Dasz radę? Zuch chłopak. – wyciągnąwszy z torby portfel szybko wcisnęła malcu kila monet do małej rączki. Ten spojrzał na nią z błyskiem w oku i ponownie pokiwał głową.
- Kira. Pilnuj brata. - dodała Ylva prostując się I odprowadzając spojrzeniem braci, którzy skierowali się w stronę sklepu stojącego od nich zaledwie parę metrów. Przynajmniej kupiła sobie parę minut spokoju. Teraz może zająć się Ruuką. Właśnie, co do niego….
Podeszła bliżej i złapała go za szczękę po czym odchyliła głowę nieco do tyłu.
- Nie znam się, ale nos nie wygląda na złamany. – powiedziała cicho naciągając na dłoń rękaw swetra po czym bez jakiejkolwiek krępacji zaczęła wycierać krew z twarzy chłopaka, zdając sobie sprawę, że zacznie się rzucać jak kot wrzucony do wody.
Zapomniałaś, że masz chusteczki?
Och. No tak. Szybko wcisnęła je w dłonie Ruuki po czym podparła się o swoje biodra i zmarszczyła niebezpiecznie brwi.
- Co ci w ogóle strzeliło do tego durnego łba, co?! Czemy go uderzyłeś? Mogłeś ucierpieć o wiele bardziej! – krzyknęła na niego zdając sobie sprawę z dwóch bardzo istotnych rzeczy. Po pierwsze, Ruuka NIGDY nie podniósł na nikogo ręki. Nie na poważnie. Nikogo nie uderzył. To jego zazwyczaj szarpano jak byli dziećmi i to ona stawała w jego obronie. Nie, inaczej. Nigdy nie widziała bijącego się Ruuki. To było zupełnie coś nowego, coś, jak nowo okryte tereny, po których musiała stąpać z nadzwyczajną ostrożnością.
Oj Ylv, Ylv. Czy naprawdę znasz go aż tak?
Po drugie. Wystraszyła się. Naprawdę się wystraszyła, choć tak naprawdę wiele razy widziała go krwawiącego. Być może był to wpływ pierwszego faktu, ale efekt końcowy był, jaki był. Wystraszyła się, że…
Odetchnęła ponownie i objęła jego ramiona, przyciągając go do siebie i przytuliła.
- Jesteś najgłupszą trąbą, jaką znam! Idiota! Kretyn! – syknęła pod nosem.
Cmok, cmok
Odsunęła chłopaka od siebie, spoglądając powoli w bok, gdzie Keita właśnie udawał całusy .
- Buzi, buzi. Uhuhuuhu – zaćwiergotał kpiąco. Dziewczyna dopadła do niego i zacisnęła palce w żelaznym uścisku na jego szczęce.
- Ktoś tutaj chce, żebym powiedziała Ruuchanowi w kim się podkochujesz. – zagroziła złośliwie, na co Keita zaczął zaprzeczać spanikowany. Nie, żeby Ruuchan już nie wiedział. Kira podszedł do Ruuki i położył na jego kolanach batonika i butelkę wody, po czym po prostu usiadł obok niego i złapał go za kciuka, za którego lekko go ścisnął.
- Ruuchan. Jak myślisz? Powinnam ci powiedzieeeeeć? – Ylv spojrzała na chłopaka I uśmiechnęła się w ten sposób, który przypominał, że lepiej nie zachodzić jej za skórę.

_________________




Ylva
-----------
Uczennica

avatar

Liczba postów : 222
GODNOŚĆ : Ylva Isabelle Harakawa

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Kyōryū on Sro Maj 04, 2016 2:09 am
Splunąłby, gdyby nie znajdowali się akurat w autobusie. Fakt. Rzadko się denerwował. A już na pewno do tego stopnia, że pękała żyłka i w ruch szły pięści. Zresztą, w tym wypadku nie spodziewał się rewanżu - co było idiotycznym błędem, który mógł być popełniony wyłącznie przez osobę zwyczajnie niedostosowaną do takiego stylu życia. Huk więc wpierw rozległ się wokół, a dopiero potem dotarło do niego, że cios padł na jego szczękę. Ironiczne, co? Grawitacja jeszcze raz dała mu ulgi i choć zachowanie równowagi graniczyło z cudem, udało mu się nie tylko utrzymać na nogach, ale ponownie dopaść do oponenta. Ciepło spłynęło na usta i brodę, gardło ścisnęło się z gniewu, a ramię, które zdążyło się już wyluzować, na nowo napięło mięśnie.
Stop.
Szarpnął się jeszcze, blokowany przez nagły chwyt. W pierwszym odruchu omal nie odepchnął do siebie Ylvy, ale jej głos dotarł do niego prędzej niż impuls szybkiego wyrwania się z klatki, jaką ustanowiły palce dziewczyny. Odciągany do tyłu stawiał czynny opór do czasu, aż nie przebiła się do niego ta lżejsza część ego.
„Nie warto.”
Przesunął językiem po dolnej wardze.
Owszem. Warto.
Gdybyś w ogóle wiedziała, co oni...
Mimo butności zaangażowanie w walkę malało. Cofnął się jeszcze o krok, czując jak w lędźwie wbija mu się oparcie jednego z krzeseł autobusu. Całe to zajście, cała ta wymiana  zdań, całe to cholerne przedstawienie w darmowym teatrze było chore. Przyglądał się nieustannie plującemu kwasem mężczyźnie, gotów włączyć się do gwałtownie urwanej walki i - tym razem - nie spuścić gardy. Miał milczeć tak długo, aż drzwi nie umożliwiłyby im wypadnięcia na świeże powietrze, jednak sam ton mężczyzny doprowadzał go do furii.
- … i twoją sunię.
- Chamie - sarknął, podjudzony tanim chwytem.
Tym razem wyszarpnął się z uścisku dziewczyny, ale drogę zagrodził mu jakiś inny mężczyzna. Czarny wzrok Ruuki padł na jego stanowczą twarz i być może to było kubłem lodowatej wody.
- Nie warto - powtórzył twardo nieznajomy, przyglądając się uważnie, jak postawa Ruuki eliminuje bojowe ułożenie. - Po prostu nie.
- Jasne.
Ylva złapała go ponownie za przedramię, a on, tym razem już bez żadnego samozaparcia, podążył w ślad za nią, wierzchem dłoni dotykając nosa. Z ust od razu wydobył się cichy syk, prędko wymieszany z szumem wiatru, jaki buchnął na nich po wyjściu z autobusu.
Dał się poprowadzić przez chodnik, pomiędzy ludźmi, którzy mimowolnie zawieszali na nich oko o kilka sekund za długo, a potem usadowił się na marmurowym kwietniku, łapiąc w dwa palce - wskazujący i kciuk - płatki nosa. Miejsce uderzenia pulsowało tępym bólem, ale nie było to coś, przez co wezbrałaby w nim panika. Krew przestanie lecieć, wystarczy chwilę poczekać.
Zimny okład na kark, minuta na oddech.
Rozstawił szerzej nogi, by nie zabrudzić ubrań i pochylił się odrobinę do przodu, ze znużeniem spoglądając na kilka owalnych plam pomiędzy swoimi butami.
Wydobrzałby szybciej, gdyby nad uchem nie trajkotała mu Harakawa. I gdyby Keita nie zaniósł się głośnym płaczem, w drżeniu łykając własne łzy. Posłanie go do durnego sklepu było jednym z najlepszych pomysłów, na jakie kiedykolwiek zdobyła się Ylva. Problem w tym, że szybko zburzyła podziw, jaki narodził się w Ruuce, bo musiała - oczywiście, jakże inaczej? - zacząć wtrącać swoje trzy grosze do rozmowy. Z sykiem wyszarpał szczękę z jej uścisku, zagłuszając przy tym diagnozę pani doktor. Dotknął obolałej szczęki palcami i starł nadmiar krwi z brody, starając się...
O, właśnie.
Czemu to było tak pewne, że dojdzie do podobnej sceny?
- Uspokój się - wychrypiał zbolałym tonem - nie dlatego, że faktycznie go bolało. Był zmęczony, a tłumaczenie tego wszystkiego zajęłoby im zdecydowanie za dużo czasu. Tego z kolei nie mieli w ogóle. - Jest okej. Za bardzo dramaty-
… ujecie.
Kiedy jego głowa opadła na klatkę piersiową dziewczyny, brew drgnęła w zażenowaniu, a on sam oparł dłoń o jej biodro, chcąc odchylić się i uwolnić z tego nieziemskiego uścisku.
- Ylv, decho, czuję wbijające mi się w twarz drzazgi, kiedy...
Cmok. CMOK.
Zabrzmiało, jakby zassał usta w tubie do odkurzacza. A jednak sprawnie nakierował głowy Ylvy i Ruuki ku sobie, wykrzywiając wargi starszego chłopaka w czymś, co wyglądało jak nadpsuta sinusoida. I ty, Brutusie, przeciwko mnie? Kiedy już wszystko się wygładziło, a powietrze przestało drżeć od cząsteczek warkotu, musiał zjawić się taki mały krasnal - nie, żeby były inne krasnale - i zacząć sobie dopowiadać.
Żeby to chociaż miało prawo bytu, syknął w myślach, podnosząc rękę, by wytrzeć jeszcze raz nos. Palce nie dotknęły jednak twarzy. Zatrzymały się w połowie drogi, pochwycone przez mniejszą dłoń drugiego z braci, co zmyło rozdrażnienie z twarzy Kyouryuu, zamieniając je na zaskoczenie. A potem na coś w rodzaju wdzięczności.
- Dzięki. - Podniósł baton i obrócił go nazwą do góry, zerkając na nią przelotnie. - Myślisz, że jakbym to zachomikował i zostawił na później to...
- Ruuuchaaan.
- Hm? - Obrócił się do Ylvy, zerkając z błyskiem w oku na spanikowanego Keitę. - A UWAŻASZ, ŻE TO MA ZE MNĄ JAKIŚ ZWIĄZEK?
- Wcale nie ma! - jęknął Keita, chwytając Ylvę za brzeg koszulki. Szarpnięciem próbował zwrócić jej uwagę na siebie; słowem - zrobić cokolwiek, byle przestała porozumiewać się z Ruuką za pomocą samych spojrzeń. - No daj spokój, no!
- A może nie chce mi powiedzieć... - Ruuka nonszalancko przymrużył ślepia, odchylając się na murku na tyle, by lepiej dostrzec twarz Keity. - Bo wstydzi się tego, co sobie pomyślę?
- A wcale, że nie!
Głos Keity nabrał ostrości, choć oczy nadal były okrągłe jak u zlęknionego jelonka. Zaciskał palce na swetrze siostry, zawzięcie próbując zboczyć z tematu.
- Ja się wcale nie podkochuję!
- Mnie możesz powiedzieć. - Powaga wcisnęła się w jego ton, kiedy pokiwał głową. - Naprawdę.
- Ale nie chcę, no!
- Boisz się mnie?
- No nie!
- Przecież bym cię nie odrzucił.
- Właśnie! - Keita nagle zatrzymał się, zamrugał i zerknął nieprzytomnie na Ruukę. - Co?
- Mówię, że bym nie wyśmiał twoich uczuć...
- … czego..?
- ... do mnie.
- ... do kogo?
- Nie jestem jakimś homofobem czy coś. Wiadomo. Panda. Czarny, biały i Azjata.
- Panda? - Keita pokręcił głową. Zachowywał się, jakby wypił o dwa piwa za dużo, bo nagle cofnął się chwiejnie, zerknął na Ylvę i znów wrócił do Ruuki. - Że... że ja w tobie?
Kyouryuu oparł policzek o uniesione ramię.
- A co? Nie jestem jednak w twoim typie?
Z tym rozwalonym ryjem nie był żadnym typem.
- Ty? Ja? - Keita potykał się o słowa, aż wreszcie wybuchnął niepohamowanym chichotem, który szybko wyrósł w ryk śmiechu. - Hahahah! Ale głupie! Siostra, zepsułaś Ruuchana i jest taki jak ty!
Ale nim Ylva zdążyłaby zareagować - zapewne zacząć miotać kwietnikami i słupami za nazwanie jej głupią - ponad śmiech Keity wybiło się prychnięcie. Tak głośne, jak strzał z broni.  
- Widzisz?
Keita oprzytomniał na tyle, by dotykając palcami oczu, by pozbyć się łez, zerknąć na „brata” i dać tym samym znak, że go słucha.
- Głupie to było, nie? - Podniósł się powoli z murka, zaciskając palce na dłoni Kiry. Obrócił się, by spojrzeć na Keitę z góry. - Teraz widzisz, jak to jest, gdy ktoś snuje na twój temat takie bzdury.
- Ale ja cię serio nie kocham - burknął Keita.
- Ja twojej siostry też nie.
Chłopiec nabrał powietrza ze świstem i przetrzymał je, nadymając policzki. Brakowało tylko tupnięcia nogą, ale na to było już za późno. Ruuka pociągnął za sobą Kirę i ruszył chodnikiem, dotykając jeszcze wierzchem ręki obolałego nosa.
- Szybciej. Tylko tracimy czas.
- I bardzo dobrze - bąknął Keita, wykrzywiając usta.
Nie chodziło przecież tylko o dentystę, choć bez wątpienia umówione spotkanie w gabinecie było teraz priorytetem. Gorzej, że z nosa ciekła mu Niagara w kolorze szkarłatu, a stawienie się w przedszkolu Momoji - do którego i tak miał wstęp tylko wtedy, gdy nieprzerwanie trzymał ręce na wysokości ramion w obronnym geście, bo w innym przypadku natychmiastowo bywał zbesztany przez wszystkie przedszkolanki po kolei (z jakichś powodów go nie znosiły) - miało być priorytetem po priorytecie.
Powinien był sobie wreszcie sprawić jakiś talizman. Przecież można było takie kupić wszędzie i to za marne pieniądze... a kto wie? Może serio przynosiły szczęście? Pokręcił nagle głową, wyzbywając się tego pomysłu - przynajmniej na chwilę obecną. Odsunął wierzch ręki od twarzy i wyciągnął ją w kierunku Ylvy. Dwa kroki dalej zaczepił palcem wskazującym o jej mały palec i uniósł porozumiewawczo brew.

_________________





Kyōryū
-----------
Rekrut

avatar

Liczba postów : 519
GODNOŚĆ : きょうりゅう るうか

Powrót do góry Go down

Re: Dom Harakawa    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 5 1, 2, 3, 4, 5  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 :: M3 :: Południe