:: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Go down


Re: Apartament nr 1062

Pisanie by Havoc on Wto Paź 30, 2018 1:58 am
Wsłuchując się w jego słowa, obandażował zranioną stopę. Krew przestała lecieć, a głębokość rany nie wymagała konsultacji z igłą i nicią, zresztą nie sądził, że w tych osobliwych okolicznościach mógłby skupić się na takiej precyzyjnej czynności. Dawno nie miał okazji, aby wypróbować swoich umiejętności w tym zakresie. Ostatnim razem złamany nadgarstek był zmuszony konsultować z lekarzem z krwi i kości, bowiem zdawał sobie sprawę z powikłań, jakie mogły wyniknąć w przypadku przemieszczenia się złamania.
  — Źle mnie pan zrozumiał — odrzekł, gdyż zdawał sobie sprawę z różnic rasowych, chociaż jednocześnie wrażenie, że mężczyzna niewątpliwie już dawno przypiął mu łatkę ignoranta, ale nie w niezrozumieniu tkwił problem. Otóż Havoc nie chciał ukazać mężczyźnie swojej bezsilności, która z pewnością powinna nim zawładnąć po tym, jak ujrzał go w swojej wannie. W końcu był słabą, ludzką istotą, ale... Nie był osobą, którą łatwo dało się zastraszyć. Na przestrzeni lat swojego życia pojął na czymś polegała egzystencja ze silniejszymi od siebie osobnikami, a spotkał ich na swojej drodze wręcz niezliczoną ilość, z jednym z nich dzielił kilkanaście lat dach nad głową. Wiedział, że jeśli ukaże im swój strach, zademonstruje pakiet swoich słabości, to będzie skończony, dlatego nie mógł do tego dopuści i dlatego z jego ust padły kolejne słowa, który miały na zadanie zasiać w nieznajomym ziarenko wątpliwości. — Jednakże któż powiedział, że jestem człowiekiem? Jest pan absolutnie pewny, co do mojej przynależności rasowej?
  Nadal nie zaszczycił go chociażby ulotnym spojrzeniem, zbyt skupiony na wykonywaniu obecnej czynnością. Uwiązał solidnie bandaż, po czym ułożył rzeczy w apteczce, aby zaprowadzić w niej wcześniejszy porządek.
  — To prowadzisz całkiem ciekawe życie.
  Kącik warg zadrżały, gdy skonfrontował stopy z zimnym podłożem, ale nie ułożyła się na nich żadna odpowiedź. Ciekawe nie chodziło w parze z tym, co przytrafiało mu się przez kilka ostatnich miesięcy. Wolał unikać takich wrażeń, ale też wcale nie miał zamiaru się ich wypierać, czego doskonałym dowodem był stojący nieopodal mężczyzna imieniem Pride'a. Byli do siebie podobnie - obaj przepełnieni dumą, gdyż żaden nie chciał odpuści, aż do tego momentu. Nie spodziewał się, że jego gość zrezygnuje z ciepłego łóżka, ale jednak cuda się zdarzały. Kiedyś. Havoc był pewny, że stoi za tym jakaś intryga, ale nie miał zamiaru o nią pytać. Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Zapamiętaj te słowa, ktoś mu kiedyś powiedział. I dotąd je pamiętał.
  — Cieszę się, że okazał mi pan odrobinę zrozumienia — zapewnił, ale nie zademonstrował zadowolenia, które bezwątpienia się w nim narodziło. Podszedł od mebla. — Halk dotrzyma panu towarzystwa, gdyż to byłoby bardzo nieuprzejme z mojej strony pozostawiać gościa samemu sobie — stwierdził, odkładając apteczkę na powrót do szuflady, po czym obrócił się w stronę swojego (nieproszonego) gościa i uczynił ku niemu kilka wyważonych kroków, przez co naruszył jego przestrzeń osobistą. Minimalnie, ale z premedytacją. Pozbawione skrupułów oczy skonfrontował z tymi, którym nie brakowało werwy. Na ustach Havoca ukazał się uprzejmy uśmiech. — Wolałbym, aby nie stała mu się z tego powodu krzywda. Nie zwykłem nadużywać przemocy, jednakże nie mam ku temu żadnych skrupułów, jeśli ktoś wystawi moją cierpliwość na próbę. Ufam, że rozumie pan moje stanowisko w tej sprawie i zostanie ono w pełni uszanowane. — Trudno było ocenić czy zaserwował mu groźbę, czy prośbę, gdyż ton wypowiedzi nie był podszyty żadną emocją, ale na pewnie nie żartował. Nie po to dołożył wszelkich starań, by rottweiler przyswoił sobie wszystkie możliwe komendy, by teraz stracić go z rąk kogoś pokroju intruza.
  Obdarzył go ostatnim spojrzeniem, po czym zrezygnował z kontaktu wzrokowego na rzecz odwrócenia się do niego plecami i zmieniania położenia. Poruszał się jak zaprogramowana do tej czynności maszyna. Był precyzyjny, a przy tym oszczędny w ruchach. Jakby doskonale wiedział, ile kroków dzieli go od znajdujących się kawałek dalej schodów. Odliczał je w myślach, chociaż nie musiał. Faktycznie  wiedział.
  Jeden. Drugi. Trzeci.
  Zerknął przez ramię na swojego gościa, wykonując czwarty.
  — Dobranoc — wypowiedział z pewną dozą... rozbawienia, a przynajmniej czymś, co mogło nim być, gdyby nie fakt, że takowe rzadko mu towarzyszyło.
  Palce napotkały kontakt, chociaż jej właściciel nie pofatygował się, by takowy namierzyć wzrokiem. Znał na pamięć rozmieszczenia wszystkich mebli, elementów deklaracji i urządzeń w tym domu. I nic nie było w stanie go zaskoczyć, o ile przybysz zza muru nie postanowi przewrócić salonu do góry nogami, a miał przeczucie, że byłby zdolny do tego aktu.
  Halk podreptał za swoim panem, ale w przeciwieństwie do niego nie pokonał ani jednego stopnia. Usiadł tuż pod schodach, nie odrywając czujnego spojrzenia od ciemnego zarysu sylwetki. Mike Havoc nie musiał wydawać mu żadnego polecenia. Dobrze wiedział, jak została przydzielona mu rola tej nocy, gdyż nie była to pierwsza noc tego typu. I pewnie nie ostatnia.
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 1062

Pisanie by Pride on Wto Lis 06, 2018 2:38 pm
Pride przemilczał wszelkie cisnące się na jego usta komentarze. W tym momencie jego myśli zaprzątnięte były pozbyciem się gospodarza z salonu. Zmienił swoje plany dość szybko, co w postępowaniu lekarza było dość częste. Rzadko kto potrafił za nim nadążyć. Jego myśli wylatywały dawno do przodu, błądząc po orbitach najskrytszych i najczarniejszych czeluści jego umysłu.
Havoc - tak jak podejrzewał Niklas - szybko zmył się na piętro. Uzyskawszy sferę komfortu psychicznego, zaszył się na górze, co niesamowicie ucieszyło blondyna.
Pies nie interesował go. Miernota siedziała u dołu schodów, świdrując go wzrokiem, na co on mu podobnie odpowiedział.
Wstał z sofy, kierując swoje kroki do kuchni i buszując w niej. Sprawdzał co gospodarz miał w lodówce, co w szafkach. Narobił bałaganu, jednak wcale nie dlatego, że był fleją, a dla samej złośliwiej idei. Jeśli ktoś oczekiwał od zielarza czegoś na kształt wdzięczności, mógł okazać się bardziej naiwnym niż dziecko oczekujące świętego Mikołaja.
Okruchy po chlebie walały się po blacie, jak zarówno co po ziemi. Lodówka również w szybkim tempie została opróżniona, a jej większa część spakowana do jakiejś torby. Podróż po mieście nie wydawała się daleka, jednak chyba uwarunkowane było to przyzwyczajeniem. Na Desperacji zazwyczaj zabierało się ze sobą dobytek życia, prowiant. Nigdy nie wiadomo było czy wróci się do tego samego miejsca kolejny raz.
Wrócił na sofę, kładąc się na niej czujnie. Nasłuchiwał stukotu pazurów o posadzkę, jednak tych nie było nigdzie słychać. Najwidoczniej kundel siedział wiernie u schodów, pilnując swojego właściciela. Pride mógł spokojnie przespać się, jednak na niezbyt długo.
Zwlókł się po paru godzinach i po prostu opuścił mieszkanie. Zabrał jedynie ze sobą dodatkowo ciepły sweter, a następnie cicho opuścił królestwo urzędnika.
Pozostawił po sobie jedynie odręcznie napisaną karteczkę: Do zobaczenia. Jego pismo było ładne, lekko pochylone do przodu z zaokrąglonymi literkami.


[z tematu]

avatar





Pride
Opętany     Lekarz
GODNOŚĆ :
Pride & fałszywe nazwiska.


Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 1062

Pisanie by Havoc on Wto Lis 06, 2018 11:56 pm
Post będzie. Potem.

_zt
avatar





Havoc
Informator
GODNOŚĆ :
Havoc, Mike Havoc.


Powrót do góry Go down


Re: Apartament nr 1062

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 8 z 8 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Powrót do góry

- Similar topics