:: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6   

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Roma on Pon Wrz 04, 2017 7:59 pm
Dźwięk wystrzału i rozsypane odłamki porcelany, które jeszcze jakiś czas temu stanowiły jedną, spójną całość, dotarły do wymordowanego, u którego nad wyraz dobrze wyostrzony zmysł słuchu zarejestrował to zdarzenie.  Satysfakcja. Nie dało się tej emocji zaprzeczyć. Czyżby dostrzegł tę wiązkę emocji w spojrzeniu właściciela domu, który tak intensywnie wpatrywał się w resztki uśmierconego jednym strzałem obiektu? Niewątpliwie.
To było tylko ostrzeżenie. Drugi raz nie spudłuje — na twarzy Romy pojawił się na krótko półuśmiech. Ależ trzymał go za słowo, bowiem już od pierwszego spotkania ich charaktery ścierały się ze sobą, teraz nie było inaczej, choć niezaprzeczalnie Mike Havoc zaliczał się do tych unikatowych jednostek, które doprowadziły Romana do stanu, który był mu od wielu wieków niezwykle daleki, wręcz obcy.
Powtórka z rozrywki, pomyślał, ponownie doświadczając bliższego, acz krótszego i mniejszego w skutkach spotkania pierwszego stopnia z elektrycznością. Szlag jasny, by to trafił. Nigdy tego nie polubi, oj nie istniała na to większa szansa. Był to jednak dla Fafnira wyraźny sygnał, mimo tymczasowego ograniczenia sprawności jego organizmu, że z informatorem S.SPEC jest coś nie tak. Szansa, że ktoś go ubiegł należała do wyjątków, lecz Mike Havoc nie był skupiony na wykonaniu jakiejkolwiek czynności, a na własnym dramacie w postaci naruszenia przestrzeni osobistej i dotyku wymuszonego przez Francuza. To skłaniało Romę do podejrzeń, że nie coś znajdowało się na rzeczy, gdy podczas konfrontacji potrafił skupić się na czymś innym niż na wykonywanej czynności związanej z reakcją. Istniało też ryzyko, że ten posiadał blokadę umysłu, a to akurat Fafnir musiał dokładnie zbadać, by się w tym upewnić. Kto jak kto, ale jasnowłosy elegant wiedział o nim zdecydowanie zbyt wiele, a Smok potrzebował mieć względną, pozornie niedostrzegalną przewagę sytuacyjną, i w najgorszym wypadku posiadać wyjście, w którym namieszałby trwale w pamięci Mike'a Havoca.
Ponadto Roma mógł dokładniej zaobserwować zachowania Mike'a podczas szamotaniny. Prosiłem cię też, Alanie, o opuszczenie tego mieszkania, czego nie potrafiłeś w żaden znany mi sposób uszanować — czy za tę prośbę miał uznać ustrzelenie szpetnego wazonu, który tak go uradował i poprawił mu nieco humor? Przekrzywił nieco głowę w bok, powoli, ostrożnie cofając się o krok do tyłu, tworząc między nimi dystans, tak bardzo pożądany przez informatora, by jeszcze raz pogłaskać czarującego Halka po zadbanej, lśniącej sierści.
Jesteś nie do końca zdrowy na umyśle i masz problem z rejestrowaniem bólu, Mike. Do tego nie masz normalnych, naturalnych odruchów — stwierdził poważnym tonem, nie oczekując dodatkowego potwierdzenia, czy zapewnienia ze strony Mike'a Havoca, zerknął na niego spod ukosa. Kącik jego ust uniósł się nieznacznie, bez większego wyrazu. — Wyłamałem ci ją ze stawu, w normatywnych warunkach powinieneś kwiczeć z bólu — powiedział spokojnie, takim tonem, jakby odkrył coś arcyciekawego. Posłał znaczące spojrzenie jasnowłosemu, powoli odsuwając się od psa, zmierzając ostrożnie do drzwi, by zrealizować długo wyczekiwaną prośbę Mike'a Havoca i pozwolić mu wreszcie odpocząć nerwowo po ich spotkaniu. Fafnir jednak będąc przy celu, nie wyszedł, a zatrzymał się tuż przy nich z ręką trzymaną na klamce. — Ach, zapomniałbym... Sądząc po twojej pensji nie stać cię na utrzymanie tego mieszkania bez współlokatora, który chyba zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach, a drugiego tak zadbanego i elegancko wystrojonego domu na najwyższym standardzie, w którym tak łatwo byłoby utrzymać czystość w M-3 zbyt szybko nie znajdziesz. A chyba doskonale się domyślasz do czego piję, Mike. — dodał już ze swoim dawnym rozbawieniem, by chwilę później zniknąć za drzwiami.

zt

_________________
Kolory czcionek: japoński; francuski; hiszpański; angielski.



Roma
-----------
Fafnir     Opętany

avatar

Liczba postów : 359
GODNOŚĆ : Alan Adrien Sartre/Roman Deveraux.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Nie Wrz 24, 2017 3:38 am
Mike Havoc z góry odrzucił ofertę mężczyzny. Była niekorzystna dla jego stanu emocjonalnego i pedantycznie wyukładanego życia, dlatego też nie skonstruował żadnej odpowiednią na tę okazję odpowiedzi, uważając, że dalsze dyskusje były po prostu niepotrzebne. Spojrzał na swój wygięty pod dziwnym kątem nadgarstek, oceniając pobieżnie jego stan. Alan Sartre miał rację - wyłamał go ze stawów, zatem konsultacja z lekarzem była w tym wypadku najrozsądniejszym z wyborów. Powoli ból z tego wynikający, zaczął się rozpowszechniać po każdej komórce w jego ciele. Jeszcze COŚ czuł. Choroba genetyczna jeszcze nie do końca sparaliżowała jego układ nerwowy, dlatego musiał się liczyć z nieprzyjemnymi w skutkach konsekwencjami.
Kiedy zagrożenie w postaci mężczyzny minęło, o czym został powiadomiony przez dźwięk zamykanych drzwi, odłożył paralizator na swoje miejsce. Przemieścił się do przedpokoju i zamknął je solidnie, by chociaż przez chwilę poczuć się bezpieczny we własnym mieszkaniu, mimo iż wiedział, że ta przeszkoda nie stanowiło dla Wymordowanego żadnego poważniejszego wyzwania. Oparł się plecami o ścianę i przychylił głowę do tyłu - oddech przez nadmierną aktywność fizyczną miał spłycony, serce kołatało mocno w piersi i obijało się o żebra. Czekał aż podstawowe funkcje życiowego w jego organizmie się wyciszą i w końcu postanowił zrealizować jedną z trzech swoich zachcianek. Poszedł zaparzyć swoją ulubioną kawę z dodatkiem pięciu kropel mleka w towarzystwie asekurującego go Halka i nieprzyjemnego ścisku żołądka - mania prześladowcza wróciła.

zt.

_________________

Kolory czcionek:

#333333 — po japońsku; zaznaczam jednak, że w przypadku Havoca jest to łamana japończyzna z wyraźnym akcentowaniem słów, który jest charakterystyczny dla mieszkańców piątki. W tym wypadku lepiej posługuje się językiem pisanym.
#336666 — po niemiecku.
#555555 — po angielsku.
#0E6775 — po francusku.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 664
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Pią Sty 05, 2018 3:07 am
Zapach świeżo zmielonej kawy unosił się w powietrzu. Właściciel zadbanej kuchni pociągnął nosem, aby rozkoszować się tym przyjemnym aromatem, po czym przesunął powierzchnie aneksu kuchennego wilgotną ścierką w celu zlikwidowania śladów po jego użytkowaniu, gdyż utrzymywania porządku w tej części mieszkania w tej chwili było jego priorytetem.
Objął chłodnymi palcami parujący, ciepły kubek. Swój ulubiony, chociaż niewątpliwie nie był cudem ceramiki, a na jego brzegach odcisnęły się zęby czasu w postaci uszczerbków. Powinien go już dawno wyrzucić, ale przyzwyczajenie w tej kwestii robiło swoje. Darzył go sentymentem, lecz wiedział, że ta namiastka wspomnień nie wprowadzi do jego życiu harmonii. Obracał go przez chwilę w dłoni, przypatrując się z uwagą jego zawartości i po raz kolejny zaciągnąć się tą aromatyczną wonią, a po chwili skosztował swojego ulubionego napoju, przyciskając usta do ścianki naczynia. Smak kawy był utrzymany w granicach przyzwoitości. Nie została zaburzona żadnym z używanych przez informatora dodatków, choć w tym wypadku takowy ograniczał się wyłącznie do mleka ryżowego.
Przemieścił się do salonu i położył ostrożnie przedmiot ceramiczny na blat szklanego, niskiego stolika, zerkając w przelocie na kłąb czarnego, lśniącego futra. Halk odpoczywał po długim spacerze, drzemiąc na białym dywanie, dlatego Havoc go nie zawołał. Zapadał się w swoim ulubionym, skórzanym fotelu i przymknął na chwilę oczy, aby rozkoszować się ciszą, która była zakłóca jedynie przez ledwo słyszalny odgłos klimatyzacji i jego synchroniczny oddech. Przez chwilę walczył ze sennością, ale zwyciężył z nią niemalże od razu, gdy znów poczuł intensywny zapach kawy. Złapał za rączkę kubka i opróżnił naczynie niemalże do połowy, powoli, delektując się tym bogatym, pełnym smakiem, po czym znów go odłożył na drewnianą podkładkę i sięgnął po teczkę, w której znajdowały się zdobyte przez niego na przestrzeni ostatnich informacje na temat nielegalnej działalności  - handel narkotykami. Mimo iż narkotyczne działanie ówże prochów były niemal znikome, to i tak zagrażały one reputacji władzy. Trzeba było ukrócić tę działalność przestępczą w zarodku, zanim nie zostało rozpowszechniona po innych dzielnicach miasta. Przejrzał zawartość swoich notatek, uporządkował je w ułatwiającej prace kolejności, po czym wstał, aby przynieść maszynę do pisania. Jutro miał przekazać te informacje dalej, do śledczego, który ostatecznie rozwiąże tę sprawę. Musnął opuszkami palców o klawisze starego, ale nadal wzorowo działającego urządzenia i już po nią sięgnął, jednakże nie zabrał jej z półki. Ta czynność została znieważona przez dzwonek, które rozbrzmiał w jego uszach, alarmując tym samym, że ktoś w tej chwili bardzo pragnął jego towarzystwa. Halk zerwał się z miejsca i zaszczekał ostrzegawczo, jak to pies obronny, podbiegając do drzwi. Zaczął węszyć, ale najwyraźniej nie rozpoznał zapachu, gdyż z jego gardło wypadło charknięcie.
Cicho, Halk — uspokoił psa, podchodzą do frontowego wejścia. Zerknął przez judasza. Na progu jego mieszkania stał dzieciak. Syn sąsiada. Wojskowego, który sumiennie znęcał się nad swoją latoroślą, a przynajmniej takie dźwięki Havoc wyłapywał za ściany, gdy w ciszy i skupieniu pracował.
Otworzył górny zamek i uchylił delikatnie drzwi, obdarzając Alessandro Rodhama nieprzenikliwym, lodowatym spojrzeniem.
Dzień dobry. W czym mogę pomóc? — zapytał. Zabrakło mu cukru w cukiernicy, czy jak? Takowego u Mike Havoca nie znajdzie.
Nie otworzył przed nim drzwi, jakby w obawie, że chłopak go zaatakuje, chociaż tak naprawdę czuł obrzydzenie do bakterii, które ze sobą przyniósł.
Halk włożył łeb przez szparę i zaczął z pedantyczną dokładnością obwąchiwać intruza. Po chwili uznał, że Rodham nie stanowi zagrożenie, bo przysiadł przy nodze swojego właściciela, czekając na instrukcje i dalszy rozwój wydarzeń. Havoc zresztą też, gdyż nie znał celu tej wizyty, wolał jak takowe były zapowiedziane z wyprzedzeniem.

_________________

Kolory czcionek:

#333333 — po japońsku; zaznaczam jednak, że w przypadku Havoca jest to łamana japończyzna z wyraźnym akcentowaniem słów, który jest charakterystyczny dla mieszkańców piątki. W tym wypadku lepiej posługuje się językiem pisanym.
#336666 — po niemiecku.
#555555 — po angielsku.
#0E6775 — po francusku.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 664
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Alec on Pon Sty 15, 2018 5:09 am
W odróżnieniu od swoich rówieśników ostatni dzwonek sygnalizujący koniec zajęć i konieczność opuszczenia szkolnego gmachu nie wiązała się z radosną myślą o powrocie do domu, wręcz przeciwnie. Alessandro Rodham nie zaliczał się do uczniów, którzy lubili przebywać w czterech ścianach zimnego apartamentowca i zwykle przez większość dnia kręcił się po mieście, a także jego okolicach poświęcając swój czas na wszystkie zbłąkane gdzieś zwierzęta. Tym razem nie miało być inaczej. Młody Rodham po dotarciu do domu w trybie niemalże ekspresowym, zważywszy, że za niedługo powinien pojawić się jego surowy ojciec, zamierzał czmychnąć gdzie pieprz rośnie i być na zewnątrz aż do wieczora, która odprowadziłby go niemal jak najlepszy przyjaciel do dużego budynku, który to nie wzbudzał w nim żadnych emocji. Alessandro już dawno temu pokonał własne uczucia, oddając marzenia do utylizacji, jak meble po styczności z tygodniowymi zwłokami, które nie nadawały się do zatrzymania bez ryzyka śmiertelnego zarażenia. Apatia trzymała go mocno w swoich sidłach, a on wcale nie próbował się wyrywać, jak miotająca się zwierzyna — było mu już wszystko jedno. Jakież było jego rozczarowanie, gdy nie mógł znaleźć w kieszeni klucza do mieszkania, a te niedługo potem się przed nim otworzyły i przed nim pojawiła się wysoka postura jego ojca. Młody Rodham ściągnął usta w wąską linię, gdy usłyszał krótki rozkaz tuż przy progu: referat i tylko spojrzał w bok, skinąwszy uprzednio głową, a drzwi niedługo potem — ponownie się zamknęły.
Czuł się w tej chwili jak dzieciak złapany na wyciąganiu pieniędzy z portfela rodzica i zagoniony do kąta. Przez dłuższą chwilę jeszcze tak stal jak słup soli, nim nie skierował się, jakby z ociąganiem do drzwi niejakiego Mike'a Havoca, z którym to jego ojciec miał rozmawiać o tym, że jego syn zawita u niego jakiś tydzień temu w celu zdobycia informacji niezbędnych do napisania pracy o zagranicznych mieszkańcach w M-3 do szkoły. Zadzownił, by nie stać bezsensownie pod drzwiami, choć szczerze liczył, że nie zastanie mężczyzny i będzie mógł sobie pójść, ale to nie było mu dane. Oczom elegancko ubranego, jak zawsze zresztą, sąsiada ukazał się syn Rodhama z klasycznie przydługimi, jasnymi włosami zakrywającymi jedną stronę policzka i opadającymi na zielone oczy. Do tego czarna bluza z kapturem, bez żadnego nadruku, jeansowe spodnie oraz zielone trampki. Szary plecak na ramionach, notatnik i szkicownik w ręku, przyciśnięte do siebie. Wzrok ucznia został zatrzymany na ładnym i zadbanym psie, by dopiero potem obdarzył nim jego właściciela.
Dzień dobry — przywitał się cicho bez większego wyrazu z obojętnym wyrazem twarzy. Zerkał co jakiś czas na psa jasnowłosego rozpraszany poniekąd jego obecnością, odrywając tym samym mało grzecznie wzrok od rozmówcy. — Mój ojciec miał z panem rozmawiać o materiałach do mojego referatu o zagranicznych mieszkańcach w M-3. Ponoć poruszał tę kwestię jakiś tydzień temu, ale liczę, że ta zwłoka w czasie nie zniechęciła pana, aby mi pomóc, ale jeśli tak to zrozumiem. — dodał niemalże tym samym głosem, jakby wypranym z emocji, co mogłoby na swój sposób wydać się dziwne, zważywszy na jego młody wiek. Alessandro nie znał swojego sąsiada zbyt dobrze, nie wydawał się zbyt otwarty, choć zawsze kulturalny i odziany w uprzejmość. Prezentował pewną chłodną klasę, ale widoczny z tej perspektywy dystans nie dawał poczucia, że czuł się poniekąd lepszy, a młody Rodham nie do końca potrafił go rozgryźć. Nie miał go za dziwaka, ale nie zaliczał się do grona ćwierkających i wesołych sąsiadów z ich piętra.

_________________

But you'll never know.




Alec
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 15
GODNOŚĆ : Alessandro Rodham.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Pon Sty 15, 2018 10:23 pm
Mike Havoc planował swój dzień przynajmniej z dwudniowym wyprzedzeniem, nie uwzględniając w swoim misternie skonstruowanym harmonogramie żadnych nieoczekiwanych okoliczności, mimo iż takowe się zdarzały nawet mu, człowiekowi punktualnemu jak szwajcarskim zegarku, lecz niewątpliwie nie tolerował takich nieprzyjemnych niespodzianek. Był poukładany i nie lubił, gdy ktoś zaburzał tej harmonii. Wówczas czuł się nieswojo, a owijająca się wokół jego drobnego ciała, niczym wąż, mania prześladowcza obnażała zęby, pobudzając do życia jego skrywany przed całym światem atak panik, który był porównywalny do obławy, ostrzału, stąd jego dystans, nieufność .
Niespodziewany, niechciany gość miał rację. Arthur Rodham poruszał ten temat i Havoc zgodził się, jednakże o tegoż spotkania minął tydzień z kawałkiem, zatem informator uznał, że pomoc ta straciła swój termin ważności, jak produkt, który zbyt długo przeleżał na półce w sklepie. Westchnął w myślach, acz na jego twarzy nadal towarzyszyła bezemocjonalość.
Owszem, rozmawiał, ale zapewne zapomniał wspomnieć, że preferuje formę umówionych wizyt, gdyż liczba mojego wolnego czasu jest ograniczona. — Ciężar jego spojrzenie spoczął na twarzy Alekssandro. Spojrzał mu prosto w oczy, bez żadnych skrywanych intencji, żałując, że wyraził swoją zgodę na pomoc licealiście. Na jego ustach pojawił się cierpki uśmiech. Nie lubił obcych w swoich skromnych progach i rzadko takowych zapraszał, w obawie przed zarazkami, które znajdowały się na ich ubraniach, butach i każdej części ciała. Zerknął na elektryczny zegarek, w który była wyposażona przepustka, gdyż nie mógł jej zastąpić tradycyjnym, tym spoczywającym na dnie jednej ze szuflad przez obowiązujących go normy w postaci posiadania obywatelstwa w takim charakterze.
Zdjął łańcuszek z drzwi, po czym otworzył szerzej drzwi, aby wpuścić latorośli Rodhama niechętnie do środka. Halka stanął, niby na baczność, nie spuszczając swoich czarnych jak węgiel ślepi ze sylwetki ucznia. Poruszył nosem w celu obwąchania delikwenta, ale nie wyrzucił z siebie żadnego dźwięku, gdyż Mike skonfrontował z jego szorstką sierścią dłoń, w uspokajającym geście.
W ramach współpracy z Arthurem Rodhmem mogę w tej materii zrobić wyjątek, dlatego też zapraszam do środka, jednakże ostrzegam, że mogę zagospodarować maksymalnie trzydzieści minut, gdyż mój grafik dzisiejszego dnia jest wyjątkowo napięty — uprzedził, jakby w nadziei, że ten wycofa się i znajdzie sobie inny obiekt do dręczenia, ale najwyraźniej uczeń liceum nie miał takowy planów, gdyż wszedł do środka, uprzednio szurając butami o wycieraczkę, aby je przeczyścić podeszwy. Havoc nagrodził go za ten gest zarysem uśmiechu, kiedy wpuszczał go do środka.
Proszę zdjąć buty – polecił, w nadziei, że na stopach Alekssandro Rodhama znajdowała się para nienagannie czystych skarpet. Zerkając ukradkiem, jak jego polecenie zostaje posłusznie wykonany, przekręcił klucz w drzwiach dla poczucia własnego komfortu psychicznego, zostawiając go w zamku. Przemieścił się z holu do przestronnego salonu, prowadząc do niego swojego gościa. W między czasie rzucił Halkowi krótką komendą „Waruj” w swoim rodzimym, niemieckim języku. — Jaki charakter ma ten referat i jak mogę ci pomoc na jego łamach, chłopcze? — zapytał, zasiadając w fotelu i gestem zapraszając ucznia, aby uczynił to samo. Pomieszał łyżeczkę zwartość kubka, po czym odłożył ją na spodek i opróżnił jego zwartość do połowy, delektując się głębokim smakiem kawy. Nie zaproponował chłopakowi w ramach gościnności herbaty, ani ciastek, gdyż wolał się skupić na celu jego wizyty, a słodyczy nawet nie posiadał w swoim asortymencie. Czas jaki mu przeznaczył był ograniczony, a Rodham zapewne poczuł się nie swoje, gdyż bladoniebieskie oczy informatora nieustannie przyglądały się intruzowi z należytą uwagą. Halk natomiast usiadł na dywanie, podpierając się na masywnych łapach i, podobnie jak swój właściciel, również obserwował obcą jednostkę, rejestrując jej zapach. — Skoro to referat o obcokrajowcach zamieszkujących M-3, nie miałbyś nic przeciwko, gdybyśmy posługiwali się w trakcie rozmowy językiem angielskim? — zapytał w tymże języku w charakterze testu, lecz Mike Havoc nie miał wątpliwości, że chłopak potrafił posługiwać się w tym języku, gdyż pochodzenie do czegoś zobowiązywało.

_________________

Kolory czcionek:

#333333 — po japońsku; zaznaczam jednak, że w przypadku Havoca jest to łamana japończyzna z wyraźnym akcentowaniem słów, który jest charakterystyczny dla mieszkańców piątki. W tym wypadku lepiej posługuje się językiem pisanym.
#336666 — po niemiecku.
#555555 — po angielsku.
#0E6775 — po francusku.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 664
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Alec on Sob Sty 20, 2018 1:55 am
Całkowita swoboda w podejmowaniu działań oraz ich uprzednie zaplanowanie przez Mike'a Havoca z perspektywy Alessandro była godna pozazdroszczenia, choć stanowiła coś czego nie mógł mieć na wyciągnięciu swej chudej ręki, gdyż nie mógł na takową liczyć ze strony ojca, podcinającego mu stopniowo, acz sumiennie skrzydła. Dziś nie czuł z tego tytułu zupełnie nic, emocje obracające się wokół żalu i poczucia krzywdy odeszły do lamusa. Jego wolność kończyła się w momencie powrotu do mieszkania (nigdy nie nazywał go domem) ze szkoły, gdzie Alec odgrywał rolę ucznia najlepiej jak potrafił, w którym był już ojciec, wówczas bezwzględnie podlegał jego woli, nawet jeśli wiązało się to z wycieńczającą umysł wielogodzinną nauką. Wyjście przed skończeniem narzuconego planu dnia, który Arthur Rodham przewidział dla swego syna skończyłaby się osobistą tragedią chłopaka, choć po ich nieszczęśliwych pasmach można byłoby przywyknąć. Dzisiaj istniała jednak szansa, że po załatwieniu wywiadu z panem Mike'iem Havociem, będzie miał realną szansę się wyrwać i wrócić dużo później, zważywszy na fakt, że nie przekroczył jeszcze progu drzwi, a te nie zostały za nim zamknięte; w głowie Alessandro układało się już kłamstwo doskonałe, którym zamydli oczy swemu surowemu rodzicowi, który mimo wszystko nie wzbudzał w nim, choćby najmniejszej pozytywnej emocji bądź nie przywoływał dobrego wspomnienia. Alec nierzadko postrzegał go jako kulę u nogi, swoiste brzmię, od którego ciężaru jest bezwzględnie uzależniony, nie mogąc pozwolić sobie na nic więcej poza dreptaniem w jednym miejscu.
Nie chciałem pana nachodzić bez uprzedzenia, ale mój ojciec kazał mi niezwłocznie się tym zająć – właśnie teraz — wyjaśnił niemal wypranym z emocji. Dźwięk zdejmowanego po chwili łańcuszka z drzwi, uświadczył go w przekonaniu, że może jednak uda mu się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, mimo twardego tonu jasnowłosego mężczyzny. Alessandro widząc ruch psa, ponownie przeniósł na niego zaciekawione spojrzenie, choć nie zdecydował się na wyciągnięcie ręki, aby go pogłaskać. Kilka pogryzień ze strony skrzywdzonych psów, które spotkał na swojej drodze utrwaliło w nim przekonanie, że to zwierzę musi zaufać mu pierwsze. Kiedy dobiegła go odpowiedź właściciela mieszkania, Alec tylko pokiwał głową na znak, że zrozumiał i zgadza się na narzucone ramy czasowe. Piętnaście minut było mu na rękę, zdecydowanie.
Oczyścił grzecznie podeszwy trampków o wycieraczkę, zanim zdecydował się przekroczyć próg, gdyż elegancki ubiór młodego mężczyzny poniekąd nakazywał mu dopasowanie się do norm, które poświadczyłyby o odpowiednim wychowaniu, które wynosiło się z domu rodzinnego. W rzeczywistości — chłopak przyzwyczajony do wykonywania rozkazów wydawanych przez ojca, w praktyce okazałby się zapewne idealnym okazem na żołnierza, który bez uprzedniego przemyślenia, wykonałby polecenie i rzuciłby się na pole walki, gdzie panował stały ostrzał z broni palnej. Nie dało się zaprzeczyć, iż młody Rodham czuł się spokojniej, gdy tylko usłyszał coś podobnego z ust Mike'a Havoca, mając zarazem pewność nie złamie niechcący zasad panujących w jego bezpiecznych czterech ścianach, choć zapewne Rodham powinien być w ogóle szczęśliwy, że się w nich znalazł, mimo wyraźnej nieprzychylności do najść. Co oczywiste wykonał polecenie bez żadnych dodatkowych słów czy najmniejszego zawahania, pozostawiając zielone trampki w przedpokoju i konfrontując białe skarpetki z wyczyszczoną na błysk podłogą.
Wcześniej ograniczone do minimum zainteresowanie Rodhama przeżyło w salonie Mike'a Havoca widoczny renesans, gdy przebiegł wzrokiem niemal po wszystkich co się w nim znajdowało, a jedynie zakamarki szuflad i to co pozostawało niewidoczne dla oczu na pierwszy, pobieżny rzut, stanowiły dla niego nieodgadnioną zagadkę. Już na tym etapie mógł w szkicowniku dzierżonym w ręku dokładnie, co do najmniejszego detalu, odwzorować na rysunku układ pomieszczenia i naszkicować co gdzie leży.
Temat pracy dotyczy obcokrajowców mieszkających w M-3 — odpowiedział krótko na zadane mu pytanie, a w jego japońszczyźnie dało się dosłyszeć obce akcentowanie, rzucając sąsiadowi krótkie spojrzenie, gdy ten wypijał już zawartość swojej filiżanki. Alessandro w pierwszej kolejności zsunął z ramion plecak, stawiając go obok fotela, który wskazał mu Mike Havoc i dopiero po chwili usiadł na jego brzegu, umieszczając zarówno notatnik, jak i szkicownik na własnych kolanach. Pochylił na krótką chwilę głowę, przesuwając następnie ręką jasne włosy tak, by zakrywały wciąż ten sam obszar jego twarzy. — Chciałbym poświęcić panu cały akapit, o ile nie miałby, pan, nic przeciwko. — mruknął w ramach odpowiedzi, tym razem biegle po angielsku, odwzajemniając uważne, przeszywające spojrzenie jasnowłosego, które było w niego skierowane jak pistolet w stronę przeciwnika. Oczywiście, że Alessandro nie miał nic przeciwko rodzimemu językowi, czuł się w trakcie jego używania o wiele pewniej i nie mówił ciszej, niż zdarzało mu się to przy japońskim. — W jakim języku zwrócił się, pan, do tego psiaka? — dopytał najwidoczniej zainteresowany tą kwestią, która nurtowała go głównie ze względu na to, że nie wyłapał zwrotu skierowanego czworonoga, który teraz usadowiony był na dywanie. — Może jest coś od czego chciałby pan zacząć? W końcu goni nas czas. — dodał poważnym tonem, następnie pochylając się, by wydobyć z przedniej kieszeni plecaka pierwszy lepszy długopis, choć samo to mogło sprawić, że na zakrywanej dotąd części buzi dało się zauważyć fioletowo-żółte zasinienie na policzku po lewej stronie.

_________________

But you'll never know.




Alec
-----------
Uczeń

avatar

Liczba postów : 15
GODNOŚĆ : Alessandro Rodham.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Nie Sty 21, 2018 5:42 pm
Mieszkanie Mike'a Havoca, a raczej jego wyposażenie wzbudzało w gościach skrajne emocje, gdyż maszyna do pisania oraz parę innych dodatków z innej epoki już dawno wypadły z użytku w tym rozwiniętym technologicznie mieście i pełniły rolę zabytków w muzeum, a nie w pełni funkcjonalnych urządzeń, jednakże informator bez nich nie wyobrażał sobie swojego życia. Nawet niemalże zakurzone, upchnięte w kąt, między uginającym się od ciężaru książek z zakresu literatury zamierzchły czasu regałem a komodą, skrzypce, nagryzione przez zęby czasu, które sprawiały wrażenie urządzenia mogącego się rozpaść pod najmniejszym naporem najdrobniejszych palców, produkowały w nieoczekiwanych gościach coś na wzór rezerwy, bo najprawdopodobniej takowe w ich opinii powinny ulec wymianie na nowszy model, ale dla właściciela tych surowo urządzonych ścian, miały wartości sentymentalną. Nawet, jeśli, zapewne nit nigdy nie oskarżałby go o przywiązywanie się do przedmiotów martwych, ale paradoksalnie mógł je zaadresować jedynie do nich, gdyż nie nosiły ze sobą ryzyka w postaci strat moralnych, ani emocjonalnych.
Położył kubek na zadbanym blatu stolika, na którego powszechni przez tyle lat użytkowania nie powstała ani jedna, przykuwająca uwagę rysa, po czym wstał, czując jak panelowe podłogowe uginają się miękko pod ciężarem jego stóp.
Temat referatu przedstawiłeś mi w drzwiach —  przypomniał mu, uśmiechając się do chłopaka z pozorną uprzejmością. — Niestety nie wiem,  jakie informacje chcesz w nim umieści — dodał, gdyż ten temat wydawał mu się ogólnikowi, a on, przez wzgląd na swój własny komfort psychiczny i charakter pracy, którą wykonywał, nie zdradzał zbyt wiele faktów ze swoich życia, gdyż nie było one w żadnym stopniu istotne. Dbał o swoją prywatności, dlatego w aktach SPEC figurował tylko uproszczony, zminimalizowany do zbędnego minimum życiorys, składający się z samych faktów z jego życia, w którego w skład wchodziła data urodzenia i ścieżka edukacji oraz uwzględniona zmiana zameldowania. — Z Halkiem komunikuje się głównie w języku niemieckim, bo sam pochodzą z tamtego rejonu, z M-5. Przeprowadziłem się do tego miasta w ramach międzynarodowego stypendium, refundowanego na łamach współpracy między dwoma edukacyjnymi palcówkami, które zaoferowano mi przez wzgląd za dobre stopnie jeszcze w liceum. W końcu zamieszkałem tutaj na stałe. Po ukończeniu szkoły średniej, studiowałem na wydzielę kryminologii, po otrzymaniu tytułu magistra, podjąłem się pracy w administracyjnym segmencie S.SPEC  — streścił w pigułce swoje życie, podchodząc do obiektu, który był dawnym odpowiednikiem odbiornika radiowego, gramofonu. Umieścił igłę w odpowiednim miejscu, na wkładce i po chwili do jego uszu napłynęły pierwsze dźwięki piątej symfonii Ludwiga van Beethovena.  Na usta informatora wkradł się uśmiech, ale ten nie mógł być widoczny dla Rodhama, gdyż Havoc był odwrócony do niego plecami. Na ułamek paru sekund zamknął oczy, w skupieniu wsłuchując się w utwór, który najprawdopodobniej dla ucznia liceum brzmiała tak obco, jak dla Mike'a współczesna muzyka. W razie, gdyby Alekssandro chciał przerwać tę chwilę zadumy, w ramach przypomnienia o swojej obecności, którą informator wykorzystał w celu wyciszenia zbędnych emocji, uniósł rękę delikatnie w górę, tym bezlitosnym gestem unicestwiając ewentualny potok słów, gdyż w tym momencie nie koncentrował swojej uwagi na gościu.  
Co chciałbyś jeszcze o mnie wiedzieć, chłopcze? — zapytał po zakończonej kontemplacji, zakłócając odbiór klasycznej kompozycji, która ucichła po upływie dwóch minut, mimo iż trwała ponad trzydzieści.
Wrócił na swoje miejsce, w celu złapania kontaktu wzrokowego ze swoimi gościem. Uśmiechnął się w jego stronę pobłażliwe.
Poświęcenie mi całego akapitu w pracy jest zmarnowaniem jej potencjału, ale tego zapewne sam zdążyłeś się już domyśleć — skomentował krótko, skromnie, patrząc mu prosto w oczy. Udzielił mu wystarczająco dużą ilość informacji na swój temat.

_________________

Kolory czcionek:

#333333 — po japońsku; zaznaczam jednak, że w przypadku Havoca jest to łamana japończyzna z wyraźnym akcentowaniem słów, który jest charakterystyczny dla mieszkańców piątki. W tym wypadku lepiej posługuje się językiem pisanym.
#336666 — po niemiecku.
#555555 — po angielsku.
#0E6775 — po francusku.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 664
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 6 z 6 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4