:: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4




Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down



Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Pon Mar 28, 2016 8:09 pm
Przestronny oraz jasny apartament składający się z dwóch poziomów. Parter stanowi jedno duże pomieszczenie utrzymany w stonowanych barwach, z którego można wydzielić kuchnię, salon i jadalnie. Widne pomieszczenie, dzięki dużym oknom wychodzącym na zachód. W skład salonu wchodzi jeszcze niewielka przestrzeń, mogąca śmiało nosić miano gabinetu, gdyby została oddzielona; znajduje się tam biurko (dostrzec można na nim maszynę do pisania zdradzającą pokraczny gust jednego z współlokatorów), wygodny fotel, duży regał z książkami, którego półki wypełniali obaj właściciele oraz komodę, na której dumnie leży gramofon, między meblami wciśnięte są rozlatujące się w rękach skrzypce. Wyrafinowany styl połączony z nowoczesnym, szczerze nie pasujący do dwóch mężczyzn, którzy ów apartament zamieszkują, wyraźnie kłóci się z ich nieco stereotypowym patrzeniem na świat. Na piętrze znajduje się wyjątkowo duża oraz ciemna w porównaniu do reszty pomieszczeń łazienka i mała sypialnia, w której dominuje łóżko, pozostawiając niewiele przestrzeni, wypełnionej przez dwie szafki nocne, komodę i pojemną szafę wnękową. Pokój ten jest utrzymany w jasnym tonie, podobnie jak pierwszy poziom lokalu.
Własność Havoca.


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Nie Lip 30, 2017 7:47 pm, w całości zmieniany 4 razy



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 597
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Gość on Pon Mar 28, 2016 9:18 pm
Wojsko było jego życiem, codziennością, którą przyjmował z chłodnym zadowoleniem, bo mimo zamiłowania do munduru, musiał męczyć się również z ludźmi. Niczym zaskakującym nie było na pewno to, że coraz częściej jedyne co czuł na widok przeciętnego człowieka to czysta niechęć, podsycana każdym bezsensownym słowem rzucanym w jego stronę. Lata wspinania się po szczeblach kariery w wojsku, wcale nie uchroniły go od głupoty ludzkiej. Dalej musiał się z tym mierzyć i walczyć z poczuciem odpowiedzialności za nowy oddział jaki mu polegał, a który czasami w jego oczach miał więcej wad niż zalet. Półtora roku na stanowisku Generała i każdy kolejny dzień wzbudzały odruch wymiotny, wraz z pojawieniem się myśli, że znów będzie musiał rozdrabniać się nad każdą możliwością, która może pójść nie tak. Chociaż koniec końców i tak pozostanie jedna opcja, której nie przewidzi, a która się wydarzy. Tęskno mu było za grupą, która podlegała mu wcześniej i dotąd prychał na wspomnienie słów, które ponoć argumentowały powód zmiany jaką zarządzono.
Dzisiejszego dnia miał naprawdę kryzys jeśli chodzi o nadszarpnięte nerwy i głównie przez to pałał żądzą mordu na każdej osobie, która stanie mu na drodze i tylko wkurzy go bardziej, jakimś źle rzuconym słowem czy gestem wykonanym w nie odpowiednim momencie. Wyciszyła go dopiero wieść o planowanym wysłaniu ludzi poza M-3 co również znaczyło, że będzie musiał ruszyć swój tyłek i wynieść się też poza mury na czas akcji, by pokierować tą bandą. Był chyba jedną z niewielu osób, reagujących pozytywnie na wiadomość o opuszczeniu bezpiecznego miasta. Nie mniej, nie przejmował się tym, jak jego podejście do ryzyka jest odbierane przez pozostałych, ważne, że jemu było dobrze w tym. Uniósł wzrok na apartamentowiec, przed którym teraz stanął, podrzucił w ręce kluczyki do mieszkania. Czuł w kościach, że tam znajdzie osobę, która nie przyjmie dobrze wiadomości o ryzykownym wypadzie, a na domiar złego popsuje jego w miarę dobry humor, utrzymujący się już którąś godzinę. Przekręcając klucz w drzwiach, wypuścił powietrze z płuc i pewnie otworzył drzwi, przygotowując się na atak tego cholernego kundla, który był pupilem Havoca. Nic się jednak nie stało, co trochę zbiło z tropu Kurtza.
- Mike? - rzucił w przestrzeń, zatrzaskując za sobą drzwi i wchodząc głębiej do mieszkania. Nikogo jednak nie było, co przyjął wręcz z zadowoleniem. Miał chwilę by się ogarnąć, a później gdy ten jego lipny partner wróci, będzie mógł zająć się nim, by poprawić sobie humor jeszcze bardziej. Zanim jego samotność została zakłócona, zdążył wziąć prysznic, by zmyć z siebie cały ten parszywy dzień oraz zrobić sobie coś do jedzenia. Przełknął akurat ostatni kęs, gdy do środka wpadł pies.- Zabierz to paskudne bydle ode mnie – warknął, widząc jak psisko już leci w jego stronę, ale na szczęście dla Dana, kundel był na smyczy jeszcze i musiał się zatrzymać. Wstawił talerz do zlewu, dopijając jeszcze wodę ze szklanki. Dopiero teraz skupił swoją uwagę na Havocu, mierząc go wzrokiem, jakby dla upewnienia, że nie zaszła żadna zmiana w mężczyźnie. Podszedł bliżej, niwelując całkiem dystans by zaraz przycisnąć swoje wargi do miękkich ust w ostrym pocałunku.- Gdzie się znów szlajałeś, cieciu? - prychnął, przesuwając dłońmi po jego bokach, łapczywie chcąc jego bliskości, chociaż nigdy nie powiedział by tego na głos.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Wto Mar 29, 2016 12:57 am
Wybrał się z psem na spacer do parku. Zresztą to nie była żadna nowość. To była ich codzienna trasa wieczorami. Rytuał, a gdy nie był spełniony, Mukuro miał wrażenie, że jest jego ciało jest przesiąknięte brudem, a on sam wówczas czuł przeraźliwą pustkę, teraz jednak była zastąpione przez coś innego, ukłucie w lewej piersi, tam, gdzie powinno znajdować się serce. On już dawno jednak przestał myśleć w tych kategoriach, w końcu organ pompujący krew nie odpowiadał za czucie czegokolwiek.
Mike posiadał siódmy zmysł, konkretyzując kobiecą intuicję, która czasem pomagała, a czasem utrudniała. Pierwszą oznaką nienormalności było światło palące się w oknach mieszkania, które poprawnie politycznie powinno być puste. Fakt, że zgasił wszystkie żarówki w domu, nie mógł zostać poddany żadnym wątpliwością. Zawsze sprawdzał to dwa razy, nawet jeśli zniecierpliwiony Halk skakał po nim, maniony naturalną potrzebą wypróżnienia się. Kolejny raz pojawiła się w nim chęć znalezienia mu opiekuna na czas, gdy sam nie mógł się nim zająć, zawężając przestępczość w mieście, paradoksalnie nużącym go coraz bardziej. Mdliło go na sam widok znajomych ulic, a gdy przekraczał próg siedziby S.SPEC czuł jak ostatni posiłek podchodzi mu do gardła. Wmawiał sobie, że to etap przejściowy, że to przez to, że znów nieco podupadł na zdrowiu i stracił na wadze. Trzy kilogramy w ciągu niecałych pięciu dni, rekord, który został przez niego odnotowany w kajeciku.
Zazwyczaj odległość na odpowiednie piętro pokonywał za pomocą schodów, by z psiny mogły opaść ostatnie pokłady energii, ale wiedziony myślą, że nie będzie sam dzisiejszej nocy, wyjątkowo skorzystał z windy. Oczywiście nigdy nie przyznałby się przed samym sobą, a co dopiero przed kimś, że wyraźnie odczuwał brak charakterystycznego ciepła, które nie raz zakleszczało się na jego szyi, dusiło, zabierało ostatnią szansą na złapanie oddechu, pozostawiając na bladym ciele dobitnie odznaczające się siniaki. Zerknął w ślepia pupila, a ciche westchnienie przecięło duszne powietrze. Nie mógł jednak pozbierać plątaniny myśli, bo po chwili winda, z charakterystycznym, pojedynczym dźwiękiem, powiadomiła go, że wjechała na odpowiednie piętro. Wyszedł, a rottweiler ruszył za nim, tuż przy nodze. Przynajmniej temu nie mógł zarzucić niewierności. Nawet był w stanie zaakceptować jego słabość, gdy na horyzoncie pojawiła się wyjątkowo atrakcyjna suczka. Nawet on posiadał prymitywny wachlarz potrzeb, a to że były na poziomie tych kurtzowych, to już inna sprawa. Nie mógł go za to winić. Był psem.
Uspokój się — mruknął niezadowolony, gdy Halk znacznie przyśpieszył, zaraz warując w oczekującym geście przy drzwiach opatrzonych znajomym numerkiem. W pierwszej chwili Havoc chciał wyciągnąć klucze, ale w konsekwencji skapitulował, zdając sobie sprawę, że żołnierz od siedmiu boleści miał problem z tym, żeby zamykać drzwi, czując się bezkarnie i bezpiecznie wszędzie, a już na pewno w czterech ścianach własnego dobytku. Pchnął drzwi, a te odpuściły od razu.
Zmarszczył nos na widok znajomych wojskowych butów porozrzucanych bez ładu i składu na progu mieszkania. Nie lubił syfu który był notorycznie pielęgnowany przez Dana. Doprowadzał go nim do szału, ale jeśli myślał, że Mike dotknie coś takiego śmierdzącego, brudnego i spoconego, i odłoży na miejsce, do grubo się mylił. Obszedł je szerokim łukiem i usiadł na sofie. Rozsznurował sznurowadła, ociągając się przy tym dostrzegalnie. Zesunął buty z nóg, ściągnął płaszcz i zawiesił go na wolnym wieszaku. Zwyczajowe rękawiczki nadal zostały na jego dłoniach i nie miał zamiaru ich ściągać przez najbliższe parę minut, gdy to źródło zarazków postanowiło zademonstrować, że jeszcze żyje. Właściwie to coś, co czasem z nim sypiało, miało sporo szczęście. Gdyby złamało obietnicę, blondyn dopadłby go nawet w ostatnim kręgu piekła i skopał dupsko do nieprzytomności w akcie zemsty za niedotrzymanie danego słowa.  
Nie skomentował w żaden sposób wątpliwego komplementu, który padł pod adresem zwierzaka. Wiadomo, że w hierarchii jego ważności to Halk uplasował się na pierwszy miejscu. Kurtz mu do pięt nie dorastał swoją arogancją, brakiem taktu i podstawowych zasad dobrego wychowania. Havoc z tego tytułu obiecał sobie, że zaopatrzy się w kij i będzie go lał po tych niecierpliwych paluchach, gdy wykażą się zbyt wielką nadgorliwością i zawędrują tam, gdzie w danym momencie nie powinny. Ktoś w końcu musiał nauczyć go dyscypliny, ogłady, skoro rodziciele żołnierza zawiedli.
Miło, że jaśnie pan generał przypomniał sobie drogę do własnego mieszkania — zironizował na "dobry wieczór", mimo że nie wiedział tego człowieka od dwóch dni, ciągle zabiegany, ignoruj smsy, prowokacyjne zaproszenia do gabinetu mężczyzny. Odsunął twarz, jakby pod nos podłożono mu smrodliwe łajno, gdy usta wojskowego zetknęły się z jego własnymi. Cierpliwie czekał aż skończy, nie odwzajemniając tego gestu i w odruchu bezwarunkowym odepchnął go od siebie, choć bezskutecznie, rzecz jasna. Szamotanie się też nie miało najmniejszego sensu. Ten dominujący osobnik był za silny, a Havoc nie chciał dorobić się nowych, mało atrakcyjnych ozdób na swoim ciele, które zawsze cierpiało w kontakcie z tym plantem.  Syknął nieco rozdrażniony tym, że nie miał żadnych szans. — Umyj ręce, to pomyślę, czy mam ochotę na twój dotyk — wysyczał przez zaciśnięte zęby, bo nic go nie rozstrajało bardziej niż Kurtz, który łaskawie - po prawie tygodniu - przypominał sobie, że ma dach nad głową. Rzucił mu chłodne, odrobinę pogardliwie spojrzenie. Momentami zachowywał się jak bezpańskich kundel. — Generałowi przystoi dobierać się od osoby, która jest wyraźnie niechętna na jego towarzystwo? — zapytał z wyczuwalnym jadem w głosie, bo w zasadzie mógł tylko zgadywać, gdzie ten palant podziewał się, gdy nie wracał na noc, ale jednocześnie starał się odpychać od siebie tę wiedzę, świadom, że miała tragiczny wpływ na jego psychikę. — Na pewno znajdzie się na to parę paragrafów.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 597
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Gość on Wto Mar 29, 2016 2:06 am
Ich relacja nigdy nie była prosta i coraz częściej zahaczała o toksyczną, która w sumie nie wykańczała żadnego z nich. Przynajmniej nie w stopniu, który faktycznie przeszkadzał by któremuś, jeśli patrzeć na to, że tkwią ze sobą już któryś rok z rzędu. Dan nie raz miał ochotę zacisnąć palce na smukłej, bladej szyi Mike i potrzymać aż ten przestanie się szarpać oraz odda ostatni oddech, ale mimo wszystko ani razu tego nie robił, a częściej mścił się na tym palancie, robiąc rzeczy, które wiedział ze denerwują Havoca. Tak było w pewnym sensie i tym razem, gdy przychodząc do domu porzucił buty na wejściu, chociaż mógł to zgonić po prostu na zmęczenie i nie przywiązanie uwagi do tego co zrobił po wejściu. Dziś nie chciał awantur, dlatego w głowie układał plan jak załagodzić sytuację, bo w końcu nagrabił sobie poważnie.
Tydzień bez pojawiania się w chacie, nie przejdzie gładko bez konfrontacji. Do tego miał świadomość, że ten cholerny pedant nie będzie chętny do dotknięcia go. To jednak nie przeszkodziło w doklejeniu łap do raczej mało męskiego, a zdecydowanie smukłego ciała Mike.
Skrzywił się słysząc ostry komentarz już na starcie. Ah, właśnie dostał najlepsze potwierdzenie, że najbliższe kilka minut lub godzin będzie ciężkie, a jego w najgorszym wypadku czeka nocka na kanapie bo w łóżku zabraknie dla niego miejsca.
- Cały czas pamiętałem drogę tutaj, ale miałem za dużo do roboty by wracać ciągle – odparł sucho, starając się panować nad zirytowaniem, które ten tu osobnik wzbudzał w nim nazbyt często.- Nie wkurzaj się o byle bzdety, nikogo nie zaliczyłem przez ten czas... więc po tygodniu przerwy, chyba coś mi się należy, hm? - zacisnął palce mocniej na jego biodrach, pewnie już zostawiając ślady na skórze partnera.
Westchnął rozdrażniony, gdy mężczyzna nie zareagował tak jak powinien na pocałunek, a tym samym subtelne zaproszenie do lepszej zabawy. Złapał go za przód koszulki, zaciskając mocno palce na materiale i przytrzymując go blisko siebie.- Mike, przez większą część dnia miałem chujowy humor, nie doprowadzaj mnie do ostateczności teraz – wycedził. Szarpnął nim, by zbliżył się mocniej, zaczynał zdradzać gwałtowność wpisaną wręcz w charakter.- Po przyjściu polazłem wziąć  prysznic, ty mały, głupi pedancie, bo wiedziałem, że będziesz się rzucał od razu i pierdolił od rzeczy o niechęci do dotknięcia mnie nawet palcem, przez swoje głupie urojenia – zassał powietrze do płuc, by się trochę opanować. Powstrzymał się przed puszczeniem go, gdy ten nagle wyleciał mu z tekstem co mu przystoi będąc generałem.- Generałowi nie, ale mi już tak – warknął, pochylił głowę, muskając wargami ucho Havoca.- I osoba do której się dobieram, jest zwyczajnie marudna... ale wystarczy ją ugłaskać by się zamknęła i zaczęła współpracować – dodał, nieco boleśnie łapiąc w zęby płatek ucha młodszego mężczyzny.
- Gdzie planujesz to zgłosić? Ewentualnie kto ci uwierzy? - prychnął, jedna z jego dłoni zacisnęła się na pośladu Mike. Mógł być nie wiadomo jak wkurwiony na tego ciecia, ale jednak nie potrafił długo trzymać łap z dala od niego. Już taki tydzień bez Havoca, dokuczył mu na tyle, że teraz nadrabiał i nie zamierzał przestać.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Wto Mar 29, 2016 4:48 am
Havoc miał coraz częściej ochotę wyjść, zatrzasnąć drzwiami i nie wrócić, lecz ta pokusa kłóciła się z jego nastawieniem do życia, dlatego nadal dzielnie znosił humory partnera, czasem traktując go jak powietrze dla poprawy własnego samopoczucia, choć to graniczyło z cudem. Upartość Dana była niezachwiana i niejednokrotnie przyprawiła go o zawroty głowy. To taki typ, z którym się nie zaczyna, bo można na tym źle skończyć, o ile oczywiście nie jest się Mike'm Havockiem, który nie miał zamiaru się biernie przyglądać jak ten szatan w ludzkiej skórze zabawia się z jego ciałem. Nie był jego dziwką, by ten mógł sobie wpadać od czasu do czasu, zabawić się i zaginąć na kolejne parę dni, choć toteż była kwestia sporna, biorąc pod uwagę fakt, w jakich okolicznościach się spotkali. Prawda była jednak taka, że Mukuro coraz bardziej męczył się w tej relacji, ale też nie wyobrażał sobie, by mogła się skończyć, i szczerze wątpił, że ten zaborczy typ się na to zgodzi bez poniesienia poważnych konsekwencji. Za dużo o nim wiedział, posiadał zbyt wiele mocnych argumentów, by zatrzymać go przy sobie, aż nie znajdzie sobie innego chłopca do dręczenia. Blondyn znalazł się w wręcz beznadziejnej sytuacji, a im bardziej w nią brną, tym bardziej się w niej zatracał, tak jakby został wrzucony do oceanu z kamieniem uwieszonym u szyi i mimo usilnych starań wypłynięcia, nie mógł tego dokonać, czując jak zostaje spychany na samo dno, odbicie się do niego też wykraczało mocno poza jego umiejętności. Przez wdzierające się do uszu ciśnienie wody i brak tlenu, tracił powoli przytomność, a świadomość się z niego ulatniała. Mniej więcej te same uczucie targało nim, gdy ich dwa silne charaktery ścierały się ze sobą i nie mogli dojść do żadnego porozumienia. A przegięcie w jedną albo drugą stronę powodowało jedynie wybuchy gniewu u Kurtza i głębokie rozdrażnienie u Havoca.
Nie rozśmieszaj mnie, Kurtz. Jeśli przyszedłeś tu tylko po to, by mnie, jak to mówią prymitywy twojego pokroju, zaliczyć, wyjdź stąd i nie pokazuj mi się na oczy. Jeszcze dziś będziesz mógł pozbierać swoje osobiste rzeczy z ulicy. — Prychnął, jak rozjuszony kocur, a raczej kotka, bo tyle w nim było męskości, ile w generale subtelności.
Chłodne, zblazowane spojrzenie nadal było wbite w te skrzące się energetycznymi kurwikami oczy, które pożerało pragnienie. Wiedział jak działa na tego typa, ale teraz nie miał zamiaru tego wykorzystywać, mimo że czasem mu się to zdarzało. Wypuścił ze świstem powietrze. Niby, dzięki HSANowi, nie czuł tego, jak Dan się teraz zabawił, ale przecież był świadom tego, co ten typ wyprawia, mimo wyraźnego sprzeciwu. Świadom, że ten palant nie rozumie słowa "nie" wyrażonego w jakimkolwiek języku, czuł jak irytacja wypełnia go coraz bardziej.
Celowo mówię po szwabsku, żebyś nawet ty, istota posiadająca intelekt ameby, mógł zrozumieć kierowane do ciebie słowa, ale skoro nie chcesz po dobroci, zmuszasz mnie do sięgnięcia po ostateczny argument — rzucił chłodno, demonstrując swoją bierności, gdy ramiona opadły bezwładnie. — Puść mnie, Kurtz — powiedział, wyprostował się, sztywniejąc, by jeszcze dobitniej podkreślić swój brak zaangażowania i znikome zainteresowane dzisiejszymi gierkami. — Marzę jedynie o ciepłej herbacie z cytryną, bo zaraz czeka mnie praca, więc nie utrudniaj tego — kontynuował, rzecz jasna kłamiąc, bo, mimo że jego profesja oznaczała się swego rodzaju elastycznym wymiarem godzin, który czasem przeciągał się do nocy przez brak efektywności w dziennych działaniach, dziś nie musiał zarywać przez to nocki, co było równoznaczne z tym, że chciał się wyspać. Potrzebował snu, bo od trzech dni rzadko to robił. A teraz snuł się jak widmo, cień człowieka.
Nie jestem tu po to, by zaspokajać twoje potrzeby, Kurtz. Gardzę nimi, więc, z łaski swojej, nie dotykaj mnie dziś. I przypominam, że moim największym zwierzchnikiem jest dyktator. Nie jestem częścią wojska.
Palce prawej dłoni zahaczyły o przyczepioną do paska spodni kaburę, w której trzymał broń, naładowaną i gotową do użycia. Nie miał z nim żadnych szans, jeśli chodzi o kwestię siły, dlatego musiał sobie radzić na swój własny sposób, mniej lub bardziej przyzwoity, sprawiedliwy.
Halk zaczął ujadać w kącie, wyraźnie niezadowolony zachowaniem generała.
Nawet pies jest przeciwko tobie — zwrócił mu delikatnie uwagę, sugerując, że rottweiler nie będzie stał i przypatrywał się obojętnie, jak ten robi krzywdę jego właścicielowi. Już parę razy ostre zębiska pupila Mukuro wbijały się do ramienia Kurtza. Wojskowy miał szczęście, że Mike szczepił regularnie zwierzę, choć z drugiej strony, ten typ od dawna był zarażony zaawansowaną wścieklizną.
Skoro jesteś wykończony pracą, idź spać — podsunął cierpko. — Nie pamiętasz rozkładu pomieszczeń? Mam przypomnieć, gdzie mamy sypialnie?



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 597
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Gość on Wto Mar 29, 2016 3:53 pm
Ciężko było powiedzieć, czy gdyby Mike postanowił usunąć się z życia Dana to czy sam Kurtz zatrzymywałby go uparcie. Sam Dan nie potrafił już konkretnie określić na ile Havoc był mu potrzebny w życiu, ale na pewno tracić go nie chciał jeszcze. Po tylu latach chyba przyzwyczaił się do obecności tego pedanta w swoim mieszkaniu, otoczeniu i w samym łóżku, które z kolei już rzadko było przez niego zajmowane z różnych powodów. Praca wymagała od niego więcej poświęcenia niż dotąd, stąd coraz więcej rys pojawiało się na relacji jego z Mike, ale nie zamierzał już tłumaczyć się z tego. Zbyt często powtarzał się w ostatnim czasie i jeśli blondyn dotąd tego nie pojął to nie było szansy, aby stan rzeczy zmienił się w najbliższym czasie.
Parsknął ostro, ledwo dusząc w sobie śmiech.
- Nie tylko po to przyszedłem, ale byłoby miło, gdybyś chociaż raz współpracował na tej płaszczyźnie – burknął na wzmiankę o zaliczeniu. Nie było co ukrywać, że Kurtz prawie na okrągło pożądał tego idioty, ale oczywiście przez humorki pana informatora, najczęściej mógł sobie tylko pomarzyć o jakimkolwiek szybkim numerku przed pracą, po robocie lub w jej trakcie. Teraz nawet miał cholerny dowód, że nic z tego nie będzie. Wyższy próg bólu u mężczyzny, czasami tylko wkurwiał bardziej generała, który nie raz musiał ostro przegiąć by usłyszeć syk bólu lub przekleństwo, których akurat oczekiwał. Nie było co ukrywać, że w naturze Kurtza leżały nieco sadystyczne zapędy, gdy zbyt długo chodził zły.
Spiął się odrobinę, słysząc o ostatecznym argumencie, jak on nienawidził takich zagrań u Mike. W takich chwilach najbardziej chciał zapoznać swoją pięść z policzkiem tego palanta. Puścił go dopiero teraz, widząc już, że nie ma najmniejszej szansy zmienić zdania swego partnera.
- Proszę bardzo, nie będę ci nic utrudniał – prychnął sucho, jeszcze nie zwiększając dystansu między nimi. Wykrzywił wargi w paskudnym uśmiechu, chociaż wszelkie kurwiki w oczach, zgasły już chwilę temu.- Oczywiście, gardzisz nimi... jak wszystkim związanym ze mną w ostatnim czasie – rzucił gorzkim tonem, tracąc na agresji już zupełnie. Zerknął na dłoń Havoca, która powędrowała do kabury, przeniósł wzrok na twarz mężczyzny, zdradzając wręcz niedowierzanie. Ten typ, serio sięgał po broń przy nim.- Dawaj, wyciągnij broń... strzel, co ci szkodzi – parsknął, kręcąc lekko głową. Spojrzał przelotnie na ujadającego psa.- On nigdy nie był po mojej stronie, więc to nic zaskakującego – mruknął pod nosem. Ile razy już miał ochotę zastrzelić tego kundla, aż dziwne, że za każdym razem powstrzymywał się przed tym, chociaż z dwa czy trzy razy, miał już palce na spuście i wystarczyło tylko pociągnąć.
Skupił się z powrotem na gościu stojącym przed nim.
- I najwyraźniej tylko tyle mi pozostaje – przyznał ponuro na wzmiankę, ze powinien iść spać, skoro jest zmęczony.- Jesteś tak samo bezużyteczny jak ten kundel i następnym razem nie popełnię już tego błędu, wracając tutaj – skrzywił się, ale faktycznie tak planował. Nie mówiąc już nic, zostawił faceta w spokoju, idąc do sypialni. Sen może faktycznie przyda się i nie będzie musiał patrzeć na tą naburmuszoną księżniczkę i jej pchlarza.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Sro Mar 30, 2016 1:55 am
Mike wsłuchiwał się  w jego słowa ze średnim zainteresowaniem, acz odwrócenie się tyłem do rozmówcy kłóciło się z jego zasadami, zwłaszcza, jeśli ówże osoba pełniła mimo wszystko znaczącą rolę w jego życiu, a jej chaotyczne czyny były tragiczne w skutkach dla wyraźnie poddanego na zranienia ciała. Nawet jeśli traktował Kurtza dość protekcjonalnie, w minimalnym stopniu darzył go szacunkiem, w innym wypadku nigdy nie pojawiłaby się między nim jakakolwiek, rozwijana  zbiegiem lat więź. Havoc wbrew pozorom rzadko dawał się komukolwiek dotykać, musiał być ku temu dobry powód, a to, że Danowi przysługiwało do tego prawo, było doskonałym świadectwem, że ten prostak skrywał pewną nie byle jakość, która do pewnego stopnia zauroczyła Havoca.
Dałeś mi milion powodów, by gardzić tobą — zauważył, słusznie zresztą. Sam, Mike, mimo że cechował się pewną dwulicowością, nigdy nie popełnił karygodnego występku podchodzącego pod zdradę, nie licząc niewinnych flirtów, które pojawiły się raczej z konieczności, niż rzeczywistych chęci na nie. Zaś jego przysłowiowa druga połówka łamała kodeks moralny na każdym kroku, a Mukuro zdecydowanie nie miał zamiaru być dla niego jednym z wielu, którzy z miłą chęcią rozstawali przed nim nogi. Już dawno przestał się parać zawodem kobiety, w tym wypadku może i mężczyzny lekkich obyczajów, paląc za sobą mosty zamierzchłych czasów. Poniekąd właśnie dlatego znalazł się w odległym od miejsca urodzenia M-3. — Trochę pokory, Kurtz. Wyciągnę w odpowiednim czasie. W końcu obiecałem, że to z moich rąk zginiesz. Nie mam w zwyczaju łamać danego słowa, przecież doskonale o tym wiesz — odparł, mrużąc oczy, bo bez wątpienia słowa generała potraktował zbyt personalnie, jakby właśnie został mu wymierzony policzek. Z tym wyjątkiem, że zamiast skórnego pieczenia, poczuł coś na wzór rozczarowania, acz mowa ciała nie ukazała tego. Nadal stał wyprostowany, sztywny, sztyletując chłodnym spojrzeniem mężczyznę grzebiącego ostatnie szanse na złagodzenie ich konfliktu.
Przewrócił oczami na groźby, który zostały w jego stronę skierowane i przewrócił oczami, bo chyba nie musiał alegorii ameby przypominać, jak sprawnie był skracany żywot jego utrzymanek w charakterze kochanków. Żaden nie był na stanie, choć za to akurat Dan powinien być mu wdzięczny. Strzegł ich prywatność, a także tego, by preferencje seksualne Kurtza nie ujrzały światła dziennego. Sadyzm w najczystszej postaci. Tak określał jego zabawy, zagrywki, które stosował. Blondyn dziwił się, że szatyn nie zaaplikował sobie w domu kącika tortur, chyba ta możliwość po prostu umknęła jego uwadze, a informator nie był tak miły, by mu ją podsuwać, wiedząc, że źle się to skończy.
Drogę do wyjścia znasz. Pomóc ci w pakowaniu? — zapytał, zerkając na niego z typowym dla siebie dystansem, jakby to, że Kurtz mógł zniknąć z jego życia, nie robiło na nim żadnego wrażenia. Umiejętność tłumienia i gromadzenia w sobie wszystkich emocji opanował do perfekcji, czasem przez to pojawiała się wydma na sumieniu, ale eliminował ją przerośniętą dumą i ego podobnych rozmiarów. Odprowadził go kątem oka do samych schodów, a potem, słysząc zderzające się z oszkloną powierzchnią kroki, upewnił się, że się oddala.
Zerknął niepewnie na czajniki bezprzewodowy, aż w końcu się przełamał. Nalał do niego wodę i ustawił na odpowiednią temperaturę, cierpliwie czekając, gdy ten wyda z siebie charakterystyczny dźwięk sygnalizujący skończenie swojej pracy. Choć tak naprawdę Havoc nie miał ochoty na herbatę. Jedyne, na co miał chęć, to ciepłe lóżko, ewentualnie rozgrzane ciało partnera, które doskonale spełniało się w roli poduszki, dopóki nie zostawał sprowadzony do parteru przez szorstkie, błądzące po jego ciele dłonie. Wzdrygnął się na samą myśl, charakteryzując się ostatnim czasu pewnym statycznym aseksualizmem, mimo że do bycia impotentem brakowało mu zbyt wiele, by faktycznie nim się stać.
W między czasie zdjął psu i szelki, i smycz, konfrontując swoją dłoń z jego wielkim łbem. Czarna sierść lśniła w sztucznym świetle kusząco; zanurzył w niej twarz, wąchając charakterystyczną woń wiosennego powietrza, którą przesiąkły włoski.
Waruj — polecił Halkowi, co oznaczało mniej więcej to, że pupil kładł się na fotelu w salonie, na ulubionej miejscówce Kurtza poza łóżkiem, i zasypiał, jednocześnie zachowując stałą czujność.
Mike koniec końców wyciągnął brutalnie wtyczkę z kontaktu, by unicestwić pracę czajnika. Zdjął rękawiczki, odkładając ją na stół w kuchni, lecz w innych okolicznościach wylądowałyby w komodzie gdzie jej odpowiedniczki, bo Havoc bez wątpienia mógł się pochwalić ich sporą kolekcją. Różniły się kolorem i materiałem, by mógł je dobrać tak, by komponowały się z noszonymi aktualnie przez niego ubraniami, które zaś były zależne od jego humoru i widzimisię. Wdrapał się po tych samych stopniach na górę, co generał w swojej całej rozciągłości i zerknął do sypialni. Nocna lampka paliła się jeszcze, a Dan coś zawzięcie czytał, dlatego Mike zrezygnował z zapalania światła, by nie rozdrażnić mężczyzny. Podszedł do szafy, wyciągnął z niej piżamę nieskładającej się z bokserek i flanelowej koszuli, a zaraz ruszył do łazienki, zostawiając drzwi nieco uchylone, bo nie przepadał za małymi, ciasnymi pomieszczeniami, a łazienka utrzymana w ciemnym tonie nie napawała go optymizmem. Czuł się w niej jak w norze, do których czasem zaglądał w ramach pracy. Jedną ze świeżych blizn, która zdobiła jego kark, zdobył właśnie w takich okolicznościach, gdzie, tracąc na chwilę czujność, poczuł zimne ostrze na swojej skórze i nie zdążył błyskawicznie zareagować. Miał nadzieję, że ten uszczerbek na zdrowiu nie zostanie zarejestrowany przez Kurtza.
Wziął szybki, tradycyjnie chłodny prysznic, na przekór wszystkiemu i wszystkim (poniekąd samemu sobie również), a zwłaszcza generałowi, żyjąc w złudnym przekonaniu, że niska temperatura ciała ochłodzi jego zapędy. Wytarł się solidnie w ręcznik, założył piżamę, ubrania z dziś wrzucając do kosza na pranie, z którego już powoli się wysypywało. Po zarejestrowaniu tego faktu, obiecał sobie, że najpóźniej pojutrze znajdzie chwilę czasu, by pójść do pralni.
Wrócił niechętnie do sypialni. Lampka zgasła, więc pojawiła się znikoma radość podsycana perspektywą, że ten palant poszedł w końcu spać. Położył się po prawej, należącej do niego stronie wielkiego dwuosobowego łóżka, który śmiało mógł pomieścić co najmniej trzy istnienia, i, obróciwszy się plecami do mężczyzny, wtulił się w poduszkę. Chwilę potem tymczasowe rozlśnienie jednak zniknęło, kiedy wraz z chaotycznym oddechem Dana przyszła świadomość, że ten palant wcale nie śpij. Zanurzył dłoń pod materac, by upewnić się, że zapasowa broń, o której Kurtz nic nie wiedział, tam była i odetchnął ze znaczącą ulgą. Najwyraźniej zmysł wyczuwania niebezpieczeństwa przez generała stępił się, a Havoc nawet w godzinach odpoczynku nie tracił czujności, bo przecież silne ramiona mężczyzny nigdy nie będą w stanie zapewnić mu pełnoprawnego rozluźnienia i wygody, bo myśl, do czego zdolny był ten furiata, tkwiła w nim zbyt głęboko.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 597
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Gość on Sro Mar 30, 2016 6:13 pm
Nienawidził opanowania Mike, gdy sam się wkurzał i tracił panowanie nad własnymi nerwami. Widok spokojnej, wręcz znudzonej jego osobą postaci, napędzał wściekłość, która kurczowo się go chwytała i nie zamierzała łatwo ustąpić. Na szczęście dla mężczyzny, jak i samego Kurtza, prochy jakie przyjmował coraz częściej, skutecznie go otępiały, a dzięki temu mimo działania na granicy między logiką, a złością potrafił wycofać się zanim będzie za późno. Nie mniej im częściej musiał ścierać się z Mike, tym bardziej miał dość i w pewnym stopniu, raniło go to, że partner nim gardzi, że mówi to tak otwarcie. Fakt, nie był typem bez skazy czy wady, a raczej miał ich więcej niż pozytywów w charakterze, plus sama wierność nie była nigdy jego mocną stroną. Często robił skok w bok, gdy nudził się danym kochankiem, jednak przy Havocu to się dość zmieniło... głównie nie nudził się, ten blond włosy gnojek, dostarczał aż za wiele rozrywki, okazując się równie nie ustępliwy jak sam Dante. Niestety, często też tworzył wręcz nieznośny dystans, co już skłaniało Kurtza do znalezienia sobie kogoś na noc czy dwie. W takich chwilach całą winą obarczał Mike, chociaz mogło to być głupie zagranie.
- Pokory? Nie wymagaj za wiele – parsknął. Zawsze wręcz pogardliwie spoglądał na mężczyznę, gdy słyszał obietnicę, że to On będzie tym, który zdejmie z tego świata generała. Mogło być w tym dużo racji i tylko czas mógł pokazać jak faktycznie będzie, czy to pocisk wystrzelony przez pozornie najbliższą mu istotę, popchnie go do samego Piekła.
Nie raz już zastanawiał się, jakby faktycznie wyglądał moment w którym postanowiłby spakować swoje rzeczy i raz na zawsze usunąć się z bliskiego otoczenia Mike. Czy któryś ugiąłby się i dał za wygraną, byle nie pogrzebać tych kilku lat? Czy jednak byliby zbyt dumni na złamanie się? Jak na razie wolał tego nie sprawdzać, słabo było wynieść się z własnego mieszkania i nie mieć planów na najbliższe kilka dni, lokum to zawsze była istota sprawa. W końcu generałowi nie wypadał spać gdziekolwiek z powodu sprzeczki w chacie.
Idąc na piętro, czuł na sobie spojrzenie blondyna, tak było chyba zawsze gdy Dan się wkurwiał, a Mike i tak nie uginał, trzymając się swojego zdania. Śmiesznym było to, że ten popapraniec w najczystszej postaci, słuchał się zakazów faceta, który fizycznie był słabszy od niego. Mógł wziąć siłą to czego chciał, ale jednak nigdy nie posunął się aż do takich działań. Chyba za bardzo szanował kochanka, czego i tak na co dzień nie było widać za bardzo, a już tym bardziej dla postronnego obserwatora.
Zdjął ubrania, pozostając w samych bokserkach. Zgarnął z komody teczkę z kilkoma rozpiskami, które wziął z pracy. Niby powinien uważnie się z tym zapoznać, bo informacje były przydatne, jednak nie bardzo umiał się skupić. Opierając się plecami o wezgłowie łóżka, wertował kartki, lecz myślami ciągle krążył koło wyjątkowo irytującej go osoby. Zerknął przelotnie na Mike, gdy ten przylazł w końcu do sypialni. Nie powiedział ani słowa, lecz cień uśmiechu zamajaczył na jego wargach, kiedy Havoc nie zapalił mocniejszego światła. Widać, pewne rzeczy wiedzieli już podświadomie. Gdy współlokator zniknął w łazience, Dan walczył z chęcią przeszkodzenia mu w braniu prysznica. Często tak robił, lecz raczej w momentach gdy nie skakali sobie do gardeł.
By nie dać się tej chęci, odłożył teczkę i zgasił światło. Jeśli uda mu się zasnąć, może dziś już nie pogorszy sytuacji. Był już na granicy snu, kiedy materac ugiął się, a partner połozył obok niego. Odwrócił się powoli na drugi bok, spoglądając na plecy mężczyzny. Powstrzymał prychnięcie, bo instynkt samozachowawczy Havoca chyba dziś nie działał albo Dante się mylił.
Przysunął się do niego powoli z wyuczoną przez lata czujnością, aby w razie czego zablokować jakiś niespodziewany gest. Objął go w pasie, przywierając torsem do jego pleców.
- Mike, cholero jedna – wyszeptał, musnął wargami jego szyję. Wsunął jedną z dłoni pod koszulkę kochanka, dotknął zimnej skóry.- Nie umiem trzymać łap z daleka od ciebie, po tym tygodniu. Współpracuj trochę, kocie – wymruczał. Jeśli agresją nic nie zdziałał, mógł zawsze spróbować innej metody... gorzej jeśli to nie zadziała, bo wtedy wiedział, że trafi go szlag.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Sro Mar 30, 2016 11:16 pm
Musiał naprawdę być zmęczony, że nie poczuł zbliżającego się zagrożenia ze strony partnera. Przecież znał te zagrywki i wiedział, że najgorszym błędem było odwrócenie się do niego plecami. Ten gest zawsze działał na tego kolesia jak zaproszenie do zabawy. Mógł pierwsze sprawdzić, czy wojskowy śpij, ale jego zmysły były otępiałe, a mózg, pracujący na pełnych obrotach od tygodnia, przestał współżyć z instynktem samozachowawczym i zdrowym rozsądkiem, który chyba skorzystał w ostatnim czasy z urlopu bezterminowego i wyjechał na wakacje. Wzdrygnął się machinalnie, gdy poczuł wyraźny ciężar znajomego ciała, ale oprócz ledwo dostrzegalnego zmarszczenia brwi, na jego twarzy nie pojawiła się żadna zmiana świadcząca o rozdrażnieniu, czy też irytacji. Ni to senne, ni to zblazowane spojrzało zostało wbite w przestrzeń przed nim. Przez panujący w pomieszczeniu mrok żaden stały punkt odniesienia nie zasługiwał na jego uwagę. Widział zaledwie majaczący kształt mebli, dzięki srebrzystej poświacie, która wpadła przez pokaźnych rozmiarów okno. Wypuścił ze świstem powietrze. Temu prostakowi nawet nie chciało się zasunąć katar, a przecież wiedział, że w ten sposób najłatwiej było wyprowadzić z równowagi Havoca, który czuł się obnażony z prywatności i godności, gdy ten nieproszony gość w charakterze księżyca zerkał im nachalnie w okno. Być może to zboczenie zawodowe, a być może hipokryzja, ale gdy czuł na sobie czyjeś spojrzenie, wybudzały się w nim prywatne lęki gromadzone na przestrzeni lat. Jego myśli krążyły w jednym kierunku, podsuwając mu przytłaczające scenariusze, które w najgorszym wypadku sprawiały, że ciało zostało atakowane przez fale nieprzyjemnych, zimnych dreszczy w pakiecie z drżącymi dłońmi.
Nie chcę — powiedział krótko i poruszył ramionami w kierunku mężczyzny, by łokieć mógł się skonfrontować z jego twarzą i zdzielić go nim boleśnie w policzek. — Puść mnie, Kurtz, to może jutro obudzę się w lepszym nastroju — podsunął, świadom jednak, że nie będzie w stanie zablokować chęci Dana, które zostaną zrealizowane tak czy siak, bo ten typ, jeśli nie potrafił czegoś zrobić na drodze dyplomacji, zdobywał to siłą.
Odnalazł jego dłoń, która zetknęła się z jego skórą i złapał za nią mocno, acz wiedział, że ten pokaz siły nie wzbudził w generale nic poza śmiechem. Próba powiększenia przestrzeni osobistej skończyła się na tym, że Havoc znalazł się na krawędzi łóżka z odchyloną szyją, na której pojawiały się niechciane ślady.
Kurtz— wypowiedział jego imię, niemal krzycząc szeptem, co zdecydowanie kłóciło się z jego wcześniejszą podstawą — mogę odgryźć ci język, jak tam bardzo pragniesz pocałunków — syknął przez zaciśnięte zęby, gdy jego wyczuwalne próby buntu nie przynosiły pożądanego rezultatu, a szorstka dłoń Kurtza zabłądziła tam, gdzie zdecydowanie nie powinna. Palce powędrowały pod materac i skonfrontowały się z obowiązkowo naładowanym pistoletem.
Nie miał złudzeń, że mężczyzna załapie "subtelną" aluzję i da sobie spokój na dziś. Był wyraźnie napalony, zresztą nawet tego nie ukrywał. Zapowiadała się naprawdę ciężka noc, a Havoc był gotów nawet spać na kanapie, byle jak najdalej o tego popaprańca, który widocznie chciał dziś za wszelką cenę zmusić Mike'a do ostateczności.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 597
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Gość on Sro Mar 30, 2016 11:53 pm
Uważał na każdy ruch mężczyzny, starając się przewidzieć wszystko co ten zamierza zrobić, chociaż w większości i tak było to niemożliwe. Mike był tym typem człowieka, który zawsze umiał zaskoczyć Kurtza, obojętnie jakby starał się temu zapobiec. Lubiący kontrolę nad wszystkim, tracił ją ciągle w towarzystwie tego faceta i stawało się to coraz bardziej irytujące, zwłaszcza, że nie mógł nic zrobić z tym. Widział jak blondyn porusza ramionami, gotów już na to że coś się wydarzy, ale i tak zarobił w policzek z łokcia. Przeklną pod nosem, łapiąc go za przedramię może trochę za mocno, szybko jednak rozluźnił uścisk dłoni, gdy pojął, że zostawi kolejne sińce na tym delikatnym ciele.
- Może? Nie wierzę ci, jutro będziesz dalej wielce obrażony i wątpię by spokojna noc coś w tym zmieniła – stwierdził poważnie. Zdusił w sobie parsknięcie, gdy poczuł mocniejszy chwyt na ręce, nie było to nic co spowodowałoby, potrzebę wycofania się. Zamiast tego splótł na moment palce ich dłoni, trzymając Havoca pewniej przy sobie. Wywrócił oczami, czego w mroku pokoju nie było widać, gdy chłopak odsunął się, wyraźnie próbując odzyskać dystans. By pokazać mu jak bezsensowne to działanie, przycisnął usta do szyi Mike, tworząc po chwili, wyraźną malinkę na bladej skórze.- Walczysz... i nie zdajesz sobie sprawy, że to tylko bardziej zachęca? - szepnął mu do ucha, owiewając je ciepłym oddechem. Wsparł się na łokciu, mając teraz lepszy widok na niego, ale drugą ręką dalej nie wycofał się spod koszulki kochanka.
- Nie wątpię, że możesz to zrobić, ale jaki to ma sens – cmoknął go w kącik ust, zmuszając go do odwrócenia głowy w swoim kierunku. Powoli przestawał się hamować, nie myśląc o tym, że pogorszy sytuację, zbyt wielką miał chęć by podokuczać Havocowi, a przy tym samemu zyskać na tym. Dłoń, która dotąd błądziła po torsie, zsunęła się w dół do gumki bokserek blondyna, które zaraz zostały nieco zsunięte.- Wkurzasz się, gdy mnie nie ma, ale stroisz fochy, gdy wracam i chcę ciebie... coraz ciężej cię zrozumieć -  składał powolne pocałunki na szyi Mike, nie ryzykując pocałunku w usta, skoro usłyszał, że ten może odgryźć mu język. Nie chciał ryzykować, że ten wpadnie na jeszcze głupszy pomysł.
Przez to czym zajmował się teraz, nie zwracał uwagi na to gdzie sięga Havoc ani nawet nie był świadom broni będącej ciągle w zasięgu rąk tego nafochanego blondasa. To mogło go zgubić, ale nic nie mógł na to poradzić.



Gość
-----------
Gość



Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Havoc on Czw Mar 31, 2016 1:52 am
Syknął, bo mimo iż nie towarzyszył temu ból, domyślał się, że ten prostak znów go oznaczył, jak swoją własnością w postaci krwiaka, który, przez powolny proces gojenia się skóry Havoca, zniknie dopiero po tygodniu, a nawet dwóch. Znów czekało go wymowne noszenie golfów bądź szalików, mimo że perspektywa wiosny zbliżała się nieuchronnie, zwiastując skoki temperatury nawet do piętnastu stopniu w cieniu. Nienawidził jak wojskowy wykorzystywał swoją znaczącą przewagę fizyczną, ani to, jak korzystał z tego, że na skórze Mukuro zbyt szybko pojawiały się defekty w postaci siniaków, a podczas konfrontacji z Danem istniało zerowe prawdopodobieństwo, że nie pojawią się żadne, nawet najmniejsze ślady użytkowania w strukturze jego ciała. Z tego też tytułu zazgrzytał zębami ze złości.
Udowodnij mi na papierze, że nie złapałeś żadnego syfu, a wezmę pod uwagę twoje potrzeby — sarknął, mocno podirytowany uporem mężczyzny. Co prawda mógł ustąpić w nagrodę zostając łagodniejszy seks, ale przecież nie był tu po to, by spełniać zachcianki osobnika, który nie dorastał mu do pięt w sposobie rozumowania świata. Póki co nie występowała u niego potrzeba bliskości, toteż nie miał zamiaru się do niej zmuszać, ani tym bardziej ulegać, czy nawet dostosowywać się. Reakcje ciała wyraźnie było po jego stronie; nie pobrzmiewało ekscytacją, dominowało w nim zmęczenie i chęć wyspania się.
Dłoń kolejny raz zacisnęła się na tej kurtzowej, by odwieść go od pomysłu zabłądzenia do jednego z najbardziej newralgicznych miejsc, do których niepośpiesznie zmierzała.
Nie będę się powtarzał, Kurtz. Zaraz potraktuję twoje działania jak napaść na tle seksualnym — ostrzegł go, mimo iż wiedział, że ta groźba nie miała żadnego zastosowania i pokrycia w rzeczywistości, a na tego człowieka po prostu nie działała. Gdy w końcu dopiął swego i, spinając się po strzeblach kariery, zyskał stopień generała, czuł się bezkarny, być może właśnie dlatego racjonalne myślenie się zatarło w momencie, gdy generał postawił na swoim, ignorując próby buntu. Palce Havoca zacisnęły się na rączce pistoletu. Wyciągnął go spod materaca, jednocześnie odchylając bardziej szyję, by Kurtzowi ułatwić do niej dostęp na rzecz uśpienia jego czujności, która zawsze gdzieś się tam tliło i, choć ta chwilowa uległość mogła sprawić, że mężczyzna nabierze podejrzeń, Mike kompletnie o to nie dbał, wiedząc, że ten prostak myśli teraz narządem rozrodczym, prymitywnymi pobudkami, a nie lewą półkulą mózgu.
Obrócił się w kierunku partnera i wycelował w jego ramię lufą. Chłodny wzrok w kolorze wypłowiałego błękitu wbił w te, w których paliły się psotne iskry. Drżenie rąk ustało w momencie, gdy wskazujący natrafił na spust, a potem się na nim zacisną. Odgłos wystrzału zabrzęczał w uszach i przeciął powietrze tuż nad ramieniem Kurtza, a pocisk niefortunnie zderzyło się z oszklonymi drzwiami. Mike zadrżał ledwo wyczuwalnie, gdy lustro rozbiło się na drobny mak i skonfrontowało się z podłogą, potęgując hałas w akompaniamencie szczekającego Halka, który właśnie wbiegł na schody, kierując się do sypialni mężczyzn.
Informator nie miał też żadnych wątpliwości, że to, co właśnie się wydarzyło, było słyszalne w mieszkaniu pod nimi, a może nad nimi także, a potencjalne skargi jak zwykle trafią do niego, bo przecież pan generał był bez skazy, zresztą, kto by odważył się go zaczepiać o taką błahostkę, jak zakłócenie ciszy nocnej.
Uparcie utrzymywał z nim kontakt wzrokowy. Dan musiał mieć pełną świadomość, że Havoc strzelił w ramach ostrzeżenia, bo gdyby chciał go postrzelić, zrobiłby to z wyrafinowanym spokojem, który towarzyszył mu z przerwami od kilku lat, mimo że wiedział, że jego działania były najprostszą drogą do rozjuszonej bestii, która nadal uśpiona, tkwiła w szwabie.
Bądź grzecznym chłopcem i odsuń się, Kurtz. Następnym razem nie spudłuję — obiecał przez zaciśnięte zęby, gdy cierpliwość wyraźnie wysiadła, a na jej miejscu pojawiło się rosnące w oczach rozdrażnienie wymieszane z chęcią trwałego uszkodzenia kochanka.



Havoc
-----------
Informator

avatar

Liczba postów : 597
GODNOŚĆ : Havoc, Mike Havoc.

Powrót do góry Go down

Re: Apartament nr 1062    Pisanie by Sponsored content



Sponsored content
-----------



Powrót do góry Go down


Strona 1 z 6 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next   

   

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 :: M3 :: Centrum :: Apartamentowiec C4