Strona 3 z 12 Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 23/4/2016, 02:15
Przytuliła do siebie szklankę. Zamerdała zawartością. Znowu jej się przyjrzała, jakby była jakimś wyjątkowo interesującym okazem popękanego, wyszczerbionego szkła. O jaka duża rysa. Taka zgrabna i wiotka, a jednak widoczna. Temat godny zgłębiania i rozpisania, gdyby nie to, że sytuacja na to zbytnio nie pozwalała. Zacisnęła wargi, zła, że jej twórcze rozmyślania są co rusz przerywane. Spojrzała na znajomego gościa nieopodal, a po chwili patrzyła jak z krzesłem biegnie jakby miał  motorek w czterech literach, miedzy Kenem i Wartakusem, by dopchać się... właściwie gdzie? Gdzież to on z tym krzesłem tak gna, jak dzika loszka podczas rui? A zresztą czy to ważne? Przejechała palcem wokół wyszczerbienia szklanki. Kręciła palcem i kręciła, znów myślami odpływając w siną dal. Krzesło łupnęło koło niej na podłogę zaburzając względny spokój.  Zerknęła, a tam świdrujące spojrzenie Alfonso wwiercało się w jej przymglone tęczówki. To co wydawało mu się czarnymi jak węgiel soczewkami z bliska tak naprawdę było poszarzałymi, pomarańczowymi wręcz tęczówkami, prawie niewidomej wiecznej.  
Taki chuj.
Uniosła brwi w niemym zapytaniu: Stary, co ty odpierdalasz? Wpierdol? Każdy się tłukł, może on też szuka wrażeń, a że Śnieżka jest zajęty, to może chce dostać w papę do niej?
- Czy ja wiem, czy takiej żywej, Alfonso. – odpowiedziała grzecznie, acz nadal miała to nieme zapytanie w oczach.
- Kojarzysz mówisz? – uśmiechnęła się pod nosem, a palce obróciły szklankę dookoła, zostawiając na blacie mokre ślady ocieplającego się alkoholu. – Mnie czy moje cycki? – nie umknęło jej to zerkanie w jej mokry przez Warta biust. No i gdzie jej odszkodowanie za koszulkę do jasnej ciasnej? Zerknęła na Wartakusa, którego oczy zaczęły świecić jakąś dziwna aurą, a pentagram czy inna gwiazda pożerała tęczówki. Nie, nie. To było zbyt dziwne. Powróciła toteż do Alfonso licząc, że zimna obojętność Wartakusa powstrzyma go od rozwalenia barowego przybytku. Zaraz. Czy ona właśnie usłyszała, że ma odświeżyć Alfonso pamięć? Uraczyła go szerokim uśmiechem.
- Nie. – uśmiech zgasł. – Słoneczko, co było, to było. Zniknąłeś na szmat czasu, wszystko uległo zmianie. – mrugnęła znacząco. Jeszcze się przekona ile się zmieniło i ile się zmieni. Krzesło nieopodal zaszurało głośno, podniesiony ton głosu Kena drażnił uszy tak jak cisza ze strony Śnieżki. Jak pies myśliwski puszczony ze smyczy, Wartakus przymierzał się do kolejnego ataku mentalnego.  Skupiła na nich swoja uwagę, tak jak chyba wszyscy obecni w barze.
- Homo? – zawtórowała Alfonso bardzo zaskoczona, a drgające wargi zwiastowały jej zbliżający się wybuch niepohamowanego śmiechu.
- Co? Hobo? – wykrztusiła, starając się nie rozśmiać. Tak bardzo się starła trzymać fason. Ale zdradliwe wargi tańczyły jak dzikie ostatkami sił powstrzymując cisnącą się na wargi salwę. Wystarczyło jedno spojrzenie. Zerknięcie Wartakusa w ich stronę. Tak znaczące i tak… niedorzeczne. Jej otwarta dłoń uderzyła blat baru z głośnym plaśnięciem. Po chwili znowu. I znowu. Śmiech wyrwał się z jej piersi, znajdując upragnione ujście, a ręka namiętnie waliła w drewno.
- Co to było, Śnieżka? No nie mogę. – śmiech powoli zaczynał cichnąć, ale opanowanie go zajęło jej jeszcze dobrą chwilkę. – I co to za bożonarodzeniowa gwiazda w Twoich oczach? – choć nadal zachowała zabawny ton, ostra nuta wkradła się podstępnie między wierszami. Coś było na rzeczy, coś co jej nie grało, ciężko to określić, ale… O, pieniądze.
Masz za swoją koszulkę. Chyba, że na nowe stringi też ma m Ci dać?
Wyciągnęła zgrabnie dłoń i pochwyciła banknoty z czułością dawno nieodwiedzanej kochanki. Zanim je jednak wzięła, zadowolona przejechała opuszkami palców po ich jedynej w swoim rodzaju, fakturze pieniędzy, a wzrok wbiła w Wartakusa. Obrazić się czy nie? Oto jest pytanie, a nie jakieś szekspirowskie frazesy o sensie życia.
- Skoro nalegasz. – uśmiechnęła się zawadiacko. Skoro wredna bestia stawia? Aż żal odmawiać, prawda? - Jak dają to bierz, jak bija to uciekaj. Jakoś tak to szło.
Kolejne specjały Hashimy wylądowały na blacie, a głuchy dźwięk, opadającego nań talerza, niemal zadźwięczał w jej uszach i przeszedł do żołądka, skąd sok zapragnął znaleźć ujście. Jak on mógł to jeść? Pokręciła głową niedowierzająco. Odwróciła wzrok w stronę twórcy Hobo gry, łapiąc za postawioną przez niego kolejkę.
- No Alfonso czy jak masz Brunecie na imię. Za twoje zdrowie, żeś przeżył i jeszcze umiesz oddychać. – nie czekając na innych wypiła na hejnał, że po prostej linii z baru tej nocy nie wyjdzie. Fun, fun, shit fun.
A co się stało z Kenem? Jak padł, tak legł i nie wstał póki co. Jakoś nikt nie poszedł w jego kierunku i nie wyciągnął pomocnej spluwy to jest ręki.


Ostatnio zmieniony przez Mercedes dnia 23/4/2016, 15:22, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Ucięło mi dość ważne słowo.~)





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 23/4/2016, 14:02
Uśmiechnął się szyderczo gdy zobaczył jak Merc się śmieje.
-Koocham wkurwiać ludzi.-wymamrotał do siebie cichutko pod nosem. Złapał za szklankę po czym duszkiem wydoił całą jej zawartość.
Wnet usłyszał zwrot Mercówny do Ball'a.
- Co to było, Śnieżka? No nie mogę. –
I zaczął się śmiać szyderczo:
-Śnieżka? Hahaha! Gdzie masz swoich siedmiu mężusiów? Heh.-Rozweselił się jeszcze bardziej iż wiedział, że pewnie go wkurwia.-Ciekawe.-mruknął po chwili.-Przecież biały oznacza czystość. To co ty wieczna dziewica czy jak? Hah!-powiedział po czym rzucił szyderczy uśmieszek w jego stronę. Przypomniał sobie jak to kiedyś wędrując po pustyni napotkał jakąś dziouche. Dość ładna była.-To było z jakieś dwa latka temu.-nieświadomy powiedział. Tsaa, ale oczywiście jak jakaś laska na pustyni nie może być pierdolonym zombie mutantem. Prawie mu pytonga odgryzła szmata jebana. Przejebał jej szczękę nożem na pół po czym jak była jeszcze ledwo żywa wyciągnął strzałę o bardzo ostrym i ząbkowanym grocie i wsadził jej w każdą dziurkę w jej ciele tak aby zdychała jak najbardziej boleśnie. Uśmiechnął się przypominając sobie jej zmasakrowane ciało.
Wnet usłyszał głosik wyglądającej na około 30 lat Śnieżynki: - Najpierw coś mówisz, a potem myślisz? Na dodatek wycofujesz się głupią gadką, o jakiejś grze.
Uśmieszek nie zniknął z jego twarzy lecz z kieszeni w środku bluzy wyciągnął tę samą strzałę którą zajebał tamte gówno na pustyni. Bawił się nią kręcąc nią sobie prawą dłonią. Strzała przekoziołkowała z palca do palca dając fajnie wyglądający efekt.
-Gadka głupia na tyle żeby przegrzać twoje zwoje mózgowe. Zakładam iż nie wiesz praktycznie nic ciekawszego o świecie przed wirusem.-Powiedział wskazując strzałą na Śnieżynkę. -Po zatem w mojej popierdolonej bani mi nie siedzisz więc łaskawie przymknij mordę gdy gadasz o moich myślach, bo najpewniej byś wyjebał się w kosmos i spadł dwa dni później z deszczem jakbyś w ogóle tam zajrzał.-powiedział uśmiechając się i pukając się lekko strzałą o głowę. -A tak na przyszłość. To te pentagramy dają słaby efekt. Może wypracuj coś lepszego? Na przykład rozbłyskujące białym blaskiem tatuaże. Śnieżynko.-powiedział wskazując strzałą na tatuaże Białaska.
Zaobserwował jak Śnieżka daje kasę Mercównie.
Wnet usłyszał słowa Merc: - No Alfonso czy jak masz Brunecie na imię. Za twoje zdrowie, żeś przeżył i jeszcze umiesz oddychać. –
Przerzucił strzałę w lewą dłoń i prawą złapał za szklankę, która jeszcze pełna stałą tuż obok pustej którą kilka minut temu wydoił.
-Zdrowie moje i wasze! Abyście przeżyli razem ze mną!-powiedział po czym dostawił szklaneczkę do ust i jednym ruchem ją przechylił wypijając jej zawartość.
-Ahh. Dobra wódka. Dobraa.-powiedział oblizując się wręcz po wódeczce. Odstawił szklankę po czym rozpoczął swą mowę: -A tera słuchajcie. Tak naprawdę złych zamiarów czy jakiegoś innego gówna do was nie mam i mieć nie będę. Polubiłem was. A osoby, które lubię dożywają długich lat.-powiedział wskazując na Hashima i uśmiechając się. -A ty Ballantine. Nie bierz wszystkich moich głupich tekstów do serca. Część z nich to po prostu moje filozjofie.-powiedział miło się uśmiechając!
-A interesy jak idą? Jakieś ciekawe zlecenia ostatnio dają ludzie i nieludzie czy tylko same chujostwa?-zapytał znowu bawiąc się strzałą i jeżdżąc jej grotem po prawej ręce.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on 2/5/2016, 20:20
Ugryzł kawałek mięsa, przeżuł i połknął.
Całkowicie zignorował durne paplanie Alfonso, mógł go zabić kilkukrotnie, zrobiłby to pewne gdyby nie okoliczności.
Położył kawałek mięsa z powrotem na talerz.
- Hipokrytom być to gorsze niż bycie idiotą, jak bardzo to boli Alfonsie? Jeśli ty niby wiesz dużo o świecie sprzed apokalipsy, to musiałbyś mieć więcej niż 900 lat. Zakładając gdzie jesteś teraz, musisz być smutnym człowiekiem, żyjąc tyle lat, a będąc na tak żałosnym stanowisku.
Jego artefakt nadal był widoczny na jego oczach. Spojrzał tym razem na Mercedes.
- Moje "gwiazdki bożonarodzeniowe" są twoją soczewką, tylko miliard razy bardziej skuteczne.
Rzucił do wiecznej od niechcenia. Był zniesmaczony całą sytuacja, w zasadzie to miał ochotę rozkurwić każdemu łeb, ale jakoś odwodził się od tego pomysłu.
Wrócił do swojego jedzenia i ignorowania Alfonsa. Nieśpiesznie przeżuwając kawałek mięsa.
Czuł się głupio, nie to nie to. Czuł się zażenowany faktem, że siedzi otoczony krytycznym poziomem zdebilenia.
Był najprawdopodobniej nieliczną osobą w Drug-on, która skończyła kilka szkół i w zasadzie była zbliżona wykształceniem do naukowców S.SPEC.
A jak skończył, lub z kim musiał skończyć jak jest teraz?
Siedzi obok dwóch, bezsensownie jarających się torturowaniem, osób i musiał słuchać ich gadki.
Nie potrafił także zrozumieć fenomenu Alfonso. Raz zachowuje się zaczepnie, a zaraz się przymila.
Szczerze denerwowało to Ghoula, ale nie dawał po sobie tego poznać, jakby jeszcze mógł.

Ballantine skończył jeść i odsunął od siebie talerz. Rzucił parę groszy na ladę i odsunął się od niej.
Zaczął iść w stronę wyjścia.
[z/t]


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 10/5/2016, 12:23
Śmiechom nie było końca.
Mercedes razem z Alfonso co chwila wybuchali śmiechem. Jak nie jedno przez drugie to jednocześnie. Ale doskonale wiedziała, że Ballantine jest już na krawędzi swojego poczucia humoru, a niewidzialna żyłka na czole pulsuje coraz szybciej. Ale było już za późno by się zatrzymać. Dobijali Wartakusa coraz bardziej. Zanim Śnieżka zmieni zdanie schowała pieniądze do kieszeni. Choć pieniądze na Desperacji przydają się tylko w barach, to Merc raczej przeznaczy to na przekupstwo mechanika w M-3 by zdobyć części o jakich się Desperatom nawet nie śniło. Wersja dla prasy: kasa na stringi.
Parsknęła pod nosem nie mogąc uwierzyć, że mężczyźni są tacy naiwni nawet w żartach. Przyjrzała się jednemu jak i drugiemu. Rozbawienie zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Spojrzała na Wartakusa spod na wpół przymkniętych powiek. Tylko usta zaciśnięte w kreskę, wskazywały, jak zezłościła ją jego uwaga. - Moja soczewka to mój wynalazek, sama zadecyduję o tym czy jest mniej skuteczna, czy też bardziej. – Odwróciła wzrok i zapatrzyła się w bar Hashimy, nie zwracając uwagi na nic konkretnego. – Sama ją zrobiłam, wiadomo, że jest zajebista. - wyszeptała z zachwytem i nutą samouwielbienia. Aż złapała za szklankę i upiła łyk, bo za taki geniusz należy, chociaż prowizorycznie, wypić. Szybko jednak myśli zaczęły zaprzątać sprawy organizacyjne. Na co Wartakus akurat w tym momencie musiał opuścić lokal. Pożegnała go uniesionymi w zdziwieniu brwiami po czym machnęło nań ręką.
- Jutro wróci. Albo za tydzień. Normalna akcja. – Zdążyła przywyknąć do tego faktu. W takim razie tylko Alfonso padnie jej ofiarą. Choć, jak przed chwilą usłyszała i on chce wiedzie kilka kwestii o bieżących interesach – Słuchaj różnie to bywa. Najczęściej pokrzywdzeni wymordowani, a czasem też SPEC. Ciągną się ostatnio te zlecenia i ludzie nie wracają od dłuższego czasu. Prawie wszyscy są w terenie tłukąc się Dogsami czy też ogarniają własne sprawy. - Pchnęła szklankę w stronę barmana i uraczyła Alfonso spojrzeniem. - A Ty? Dorwałeś jakieś zlecenie?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 11/5/2016, 13:36
Usłyszawszy wyzwisko śnieżynki skierowane w swoją stronę tylko szyderczo się uśmiechnął. Odchylił ciepko krzesło do tyłu po czym powiedział: -Me miserum propter stultitiam tuam(Smutno mi z powodu twojej głupoty łacina)-
Oczywiście uważny Alf zwrócił uwagę na gadanie o soczewce.
-Założę się, że śnieżek sam swoich gwiazdek nie zrobił. Więc podniecać się czym nie ma.-Nim zdążył dokończyć śnieżka wstał od stolika.
Odprowadził białasa oczami po czym powiedział:
-A temu co znowu? Tłumaczyłem już, że lubię sobie pośmieszkować.-rzucił pytającym wzrokiem na Merc. Po chwili usłyszał odpowiedź robiąc zniesmaczona minę.
No chuj zapomniał o strzale i zrobił se kuku. Bo jak tak jeździł to skupiony był tylko i wyłącznie na gadce. Nie zauważył że strzałę wbijał coraz mocniej w swoją twardą skórę i srutututu. Z podłużnej rany wypłynęła "blada" a niemal biała krew.
-Nosz kurwa.-powiedział oblizując swoim długim jęzorkiem swoją krew. Mlasnął lekko po czym stwierdził: Eeee tam. W smaku się nie zepsułem.
Uśmiechnął się lekko psychicznie po czym wysłuchał dokładnie Merc.
-Ależ oczywiście! W drodze do baru napotkałem tablicę zleceń i znalazłem jedno tak ciekawe, że aż postanowiłem je zagarnąć.-powiedział wyjmując z kieszeni zwitek papieru i ruchem ręki przesunął wszystko ze stołu aby zrobić miejsce dla tej kartki. Rozłożył ją na płask kładąc na stole.
-Czytaj.-powiedział podsuwając kartkę do Merc.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 12/5/2016, 12:37
Przejechała ręką po twarzy i zmierzwiła spalone słońcem włosy. Wolałaby urodzić się w lepszych czasach, ale życie nie wybiera. Z długim ociąganiem zerknęła na zlecenie. Przypatrywała mu się dłuższą chwilę beznamiętnie. Widząc jednak, kto jest nadawcą, a kto celem, nie potrafiła ukryć zdziwienia. Zerknęła na Alfonso marszcząc brwi. Zlecenie było nie tyle co niecodzienne, co raczej niepokojące.  W milczeniu czytała każdą linijkę, a palce dotychczas luźno trzymające blat zaczęły wystukiwać nerwowy rytm. Upewniwszy się, że niczego nie pominęła, przeczytała raz jeszcze.  Przygryzła dolną wargę do krwi. - Ale się dzisiaj schleję. – Nic dodać, nic ująć ze strony wiecznej. I tak źle i tak niedobrze. Nie zamierzała się nawet kryć z tym, że czuje zlecenie do odrzucenia. Wielka szkoda, bo nagroda sowita, ale obejść się ze smakiem będzie trzeba.
- Hashima, kolejeczkę dla nas. To chwilę potrwa. – machnęła na barmana i rozsiadła się wygodniej na krześle. Przybrała oficjalną pozę, wyprostowana z nogą założoną na nogę. A powaga skutecznie rozwiała wiecznie jej towarzyszące rozbawienie, nawet w głosie. - Patrząc na ostatnie wydarzenia… no niestety, ale Drug-on nie przyjmie zlecenia. Jak bardzo chcesz możesz je zrobić na własną rękę, jednakże nie otrzymasz od organizacji wsparcia. – postukała palcem w kartkę - Porywanie się na nie samemu, jest jak bilet w jedną stronę. Nie mamy środków na taką akcję. Możesz iść z pozwoleniem do Pradawnego, jeżeli moja odpowiedź Cię nie zadowolą – uśmiechnęła się posępnie – Oczywiście, jeżeli wiesz gdzie się teraz znajduje. – Sama chciałaby to wiedzieć.  – Pytania? – spytała, rozluźniając się trochę.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 12/5/2016, 16:55
Uważnie wysłuchał Merc. Patrząc jak jego krew sączy się z rany i spływa na stół. Schował strzałę po czym zbadał wzrokiem wszystkie gesty i minki Merc. I znowu w jego główce narodziła się myśl zakiszenia ogóra. W każdym razie zastanowił się chwilę po czym spojrzał Merc prosto w oczy i powiedział: -Ależ dlaczego mówisz tak oficjalnym tonem? Nie to nie.-Tu się uśmiechnął.-W końcu z taką Damą jak ty raczej się kłócił nie będę.-Powiedział.
Wnet do stolika podszedł Hashim z tacą na której znajdywała się flaszka wódki oraz dwa kieliszki. Hashim postawił na stoliku flaszkę no i kieliszeczki obok Alfa i Merc. Alf szepnął do Hashima: -Masz to co zawsze?-.
Hashim odpowiedział przytakującym skinieniem głowy po czym wyszedł na zaplecze. Za jakieś cztery bądź pięć minut wrócił z miseczką pełną... Kostek lodu.
-Wiesz... Ufam ci. I polubiłem cię. Bruderszaft?-zapytał podnosząc kieliszek w górę pytającym gestem.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 12/5/2016, 17:36
Starała się nie zwracać uwagi na zabawę Alfonso grotem strzały. Próbowała nie patrzeć na krew ściekającą jasną stróżką na blat. Nie wiedzieć czemu denerwował ją ten widok. A może fakt, że nie próbuje zahamować krwawienia. Zabawne, bo swoje ofiary wykrwawiała na śmierć, a w przypadku swoich… poruszało ją to. Gdy tylko skończyła swój oficjalny wywód miała ochotę odetchnąć z ulgą. Co za dużo powagi, to nie zdrowo, nie cierpiała tego aspektu swojej pracy. Sięgnęła do kieszeni, ale nie miała tam nic poza kopciuchami i  szmatą do wycierania obsmarowanych rąk.
Lepsze to niż nic. – z tą myślą zapaliła sobie, a szmatę walnęła na rękę Alfonso. Niczym troskliwa aczkolwiek brutalna mamuśka przetarła ją kilka razy, jeszcze się jej chłop wykrwawi i co będzie? – przynajmniej tak sobie to tłumaczyła. Odpowiedź mężczyzny tak ją zaskoczyła, że papieros niemal uciekł jej z ust.
- A-aha rozumiem. – odparła głupkowato, a po chwili uraczyła go szerokim wyszczerzem – Dobra, dobra Czaruś ze mnie taka dama jak ze Śnieżki calineczka. – parsknęła powracając do wycierania jego rany. Wtem przyszedł barman z kieliszkami. Mercedes udawała, że nie widzi jego badawczego spojrzenia, jakie jej posłał i niemego pytania: Kto za to wszystko zapłaci?!
- Nie będę ci dalej matkować. Łapaj Czaruś szmatę i trzymaj na ranie dopóki nie przestaniesz krwawić jak zarzynana świnia. Stół brudzisz. – Śmiała się, ale nutka groźby również się wkradła. W końcu nie po to oddała mu swoja cudowną szmatę, by jej teraz odmawiał, prawda? Hashima przyszedł ponownie z... kostkami lodu. Po co im lód? Spojrzała na Alfonso ciekawa czy powie. Kipnęła na podłogę, potem ponownie, trzeci raz nie musiała, bo Hashima przyniósł się nakrętkę od słoika z wymalowanym napisem: popiołka.
Wiesz... Ufam ci. I polubiłem cię. Bruderszaft?
Przyjrzała mu się uważnie, wypuszczając niespiesznie kłęby dymu. Dym wił się w górę i rozpływał w powietrzu. Podjęła decyzję. Zgasiła stanowczo papierosa po czym sięgnęła po kieliszek
-  Bruderszaft! – wykrzyknęła z szerokim uśmiechem. – A potem może opowiesz, co tam się u ciebie działo przez te lata gdy zniknąłeś?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 13/5/2016, 12:19
Obserwował tylko jak szmata prosto z kieszeni Merc ląduje na jego ręce. Uśmiechnął się lekko po czym zobaczył jak Wieczna kiepa wyjmuje i go palić zaczyna. Osobiście Alf palić nie lubił, no chyba że cygaro albo coś w ten deseń. Chociaż kiedyś palił trawkę, ale źle się to skończyło dla wszystkich wokół niego. Alf własnie powrócił do tych wspomnień... Przeszły go dreszcze i zatrząsł się niczym profesjonalna striptizerka dyndająca swymi bimbałami.
-Drugiego takiego czarusia jak ja nie ma nigdzie hehe.-powiedział szczerząc się, a w myślach przeklinając i podniecając się zarazem, że dzioucha mądra ale nie puszczalska lubi takie ostre hehe.
Wnet zobaczył jak to troskliwa Mercówna wyciera jego bladą krew.
-Hmm.- warknął.-Troskliwa jesteś.-powiedział uśmiechając się.
I tu znowu mu się coś przypomniało. Bo miał kiedyś taką troskliwą dziouchę. Ale oczywiście jak to wszystko w pojebanym życiu Alfa coś się ewidentnie spierdoliło. Ponieważ z tamtą dziouchą robił wszystko. Zakochani byli. Dzieci chcieli mieć, ba nawet wziąć ślub! Co się staneło? Jakichś dwóch typków z chujwiejakimimocami napierdalało się w miasteczku w którym sobie Alf z tą swoją Meredith mieszkał. Jeden miał ze dwa metry a drugi z dwa i pół i jak jeden wypierdolił drugiego to rozpierdoliła się i chałupa i Mere. Alf oczywiście tak się wkurwił, ale to tak się wkurwił że ich na części pierwsze porozpierdalał. A potem się najebał...
A wracając do teraźniejszości...
Alfonso zauważył, że Merc przestała wycierać jego krew. Uśmiechnął się tylko po czym wytarł krew ze stolika i położył chustę na nim.
-Nie wiem czy dane było ci słyszeć, ale ja hmm... Lubię krew, ból itp. Po zatem zaraz się zregeneruje.-powiedział po czym spojrzał na ranę która już się zrastała.-Widzisz? hehe.-
Wnet usłyszał: -  Bruderszaft! –... – A potem może opowiesz, co tam się u ciebie działo przez te lata gdy zniknąłeś?
-Skoro bruder to bruder. A opowiadać to mam tyle, że kilka dni by zeszło. Ale skoro chcesz to z chęcią.-powiedział susząc swoje ostre ząbki. Oczywiście  z nimi też historyjka jest.
Podniósł kieliszek w górę i wystawił swoją prawą rękę tak aby Merc mogła z nim bruderszafta wypić.
Po chwili powiedział klasycznie: -Redovar.-





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 6/6/2016, 19:03
Mercedes nie lubiła widoku krwi, wolała patrzeć jak ofiara się nią krztusi tak długo, aż wyzionie ducha. Masakracja zwłok to nie jej bajka, woli powolne zabijanie z dużą dozą agonalnych krzyków. Dlatego ani razu jej nie złapano, bo nie było dowodów. Dziwna krew Alfonso wywołała u niej wzdryg jak i chęć pozbycia się jej ze stołu. Śmierć przez wykrwawienie to bardzo szybkie pozbycie się kłopotu, za szybkie. Więc może to był zwykły odruch, by Alf się jeszcze pomęczył? Słysząc warknięcie zatrzymała się po czym wbiła mu przez szmatę paznokcie w rękę, przebijając materiał.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo potrafię być troskliwa. – uśmiechnęła się drapieżnie po czym zwolniła uścisk. Mercedes od lat żyjąc wśród wymordowanych bardzo się wyczuliła na ich zwierzęcą walkę o dominację. Kochała ryzyko i nienawidziła być gorsza. Uparła się zatem, by wytrzeć krew nawet jeżeli by protestował, niespiesznie dopalając papierosa. Widziała, że się nad czymś zamyślił, olała to. W końcu każdy czasem odpływa i nie potrzeba mu do tego żadnych dragsów. Może tak było z Alfem? Sama była kiedyś na swój sposób ćpunem. Brała wszystkie leki jakie jej tylko do ręki wpadły, popijając wódką byleby pozbyć się bólu jaki przysparzała jej choroba. Nie pomogło. Przemiana w łowcę też nie pomogła. Przynajmniej przestała ślepnąć i widzi całkiem, całkiem. No prawie.
- Lubisz krew, czy raczej patrzeć jak ofiara się wykrwawia? – spytała zaciekawiona, uśmiechając się chytrze. Przyjrzała się pobieżnie jego ręce – Szybko się regenerujesz. –  Rany już się zasklepiały. – Nic dziwnego, ze tniesz się jak dziki. Bólu też nie odczuwasz? – parsknęła, myśląc czy przylepić już Alfonso łatkę czarusia masochisty. Szybko jednak spoważniała, wciąż się lekko uśmiechając. Zgarnęła z twarzy kilka długich brązowych kosmków z twarzy, przeczesując je powoli za ucho. – Taro. – splotła swoje ramię z jego i mrugnęła porozumiewawczo.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 9/6/2016, 09:08
Alf zobaczył jak Mercówna wbija mu w ranę swoje pazurki. Zrobił tylko swoją typowa minę "o co kurwa chodzi?", czyli podniósł swą prawą brew w górę, a lewą nieco w dół. Uśmiechnął się tylko i powiedział: -No właśnie widzę jak bardzo.-
Obserwował szmatę, która zmieniła swój kolor na blado-czerwony. Pomyślał, że właśnie spotkał osobę, która jest praktycznie tak samo psychopatką jak i on. Uśmiechnął się psychicznie patrząc prosto w jej oczy.
-Uwielbiam krew... Uwielbiam ból... Uwielbiam kiedy ofiara krzyczy... Uwielbiam kiedy traci nadzieje... Uwielbiam torturować... Robić to co robili mni...-przechylił lekko a zarazem psychicznie głowę patrząc się na Mercówne.-Wykrwawianie... Litry... Za mało... Uwielbiam sprawiać jak najwięcej bólu. Wszystko na żywca... Wyrywać kończyny, narządy... Śmierć... to przyjemność to...-uniósł głowę w górę wywracając zakrwawionymi oczami-błogosławieństwo, a zarazem przekleństwo. Lecz śmierć jest piękna. A gdy ty umrzesz i zmartwychwstaniesz to zrozumiesz na czym naprawdę polega śmierć. I że odbieranie życia jest jedną z najpiękniejszych rzeczy jakie są na tym świecie... Niestety gdy przechodzisz do zadania. Najważniejszy jest cel. Jak najszybsze zabójstwo ścierwa. Czasem po cichu czasem rozpierdol. Lecz gdy dojdziesz do celu... A masz go zabić.-tu uśmiechnął się bardzo psychicznie patrząc na Mercównę-Wtedy delektujesz się każdą stróżką krwi, każdym oddechem zbliżającym do śmierci i każdym krzykiem.-skończył potrząsając lekko głową i opanowując się.
Spojrzał na swoją ranę, która już się zrosła. Słysząc: – Szybko się regenerujesz.
-Każda blizna to symbol. Każda szrama to pamiątka. Po prostu czasami robię to by pamiętać o kimś wspaniałym i ważnym.-powiedział tym razem z pełną powagą.-Co do bólu... Jestem do niego przyzwyczajony. Oswoiłem się z nim tak bardzo, że jest dla mnie praktycznie niezauważalny.-powiedział lekko się uśmiechając.
Wypił zawartość kieliszka jednym duszkiem po czym powiedział:-Bardzo mi miło.-





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 3 z 12 Previous  1, 2, 3, 4 ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics