Strona 2 z 12 Previous  1, 2, 3, ... 10, 11, 12  Next

Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on 13/3/2016, 14:20
Wszyscy, włączając w to wesołego barmana, wpatrywali się z podziwem kiedy wieczna wlewała ciemny trunek do gardła, no prawie wszyscy. Ballantine kończył swoją potrawkę i nawet nie zwrócił uwagi na całe to zamieszanie.
Podniósł tylko wzrok gdy dziewczyna zasugerowała, że kolejny kieliszek pójdzie na jego koszt. Były łowca spojrzał na nią krytycznie i gdyby nie usta, które były wypełnione po brzegi mięsem, to skomentowałby to  I może frytki do tego?
Mimo wszystko przełknął bez słowa ostatni kawałek mięsa Lopterosa. Odsunął do Hashimy puste półmiski.
Pociągnął łuk piwa i odłożył je na blat.
W tym samym momencie kiedy szkło zetknęło się z blatem, Wieczna zaczęła dzióbać palcem w jego policzek. Jej paznokieć zagłębił się w jasnej cerze Łowcy pozostawiając po sobie niewielki ślad. Ballantine rzucił jej krytyczne spojrzenie, lecz ona nie przestawała i zaczęła unosić jego kącik ust w górę i dół, tworząc na jego twarzy teatralny sztuczny uśmiech. Zadała mu przy tym pytanie; Tak właściwe, to czy Ty się czasem uśmiechasz?
Ballantine chwycił ją za nadgarstek. Uścisk nie był mocny, stanowczy, lecz nie bolesny. Jego usta, kontrastujące na śnieżnobiałej cerze, lekko się uniosły.
- Nie. Nie potrafię. - jego słowa były psute, zimne i suche, jak chłodne zimowo powietrze na pustyniach desperacji - Nie czuję kompletnie, żadnej potrzeby aby taką czynność czynić. - Jego sposób mówienia idealnie pasował do Desperacji, sam Ghoul pasował do jej postaci, gdyby stworzyć jej ludzki odpowiednik. Zimny, bez emocji, biorący i specjalnie nie dający nic od siebie; karcący za każdy najmniejszy błąd.
Ballantine puścił dłoń Taro.
- Hashima, płace! - rzucił nagle do barmana, gdy ten przyszedł spojrzał z uśmiechem na białowłosego.
- Razem to będzie... sześć i pół koła. - rzucił zadowolony staruszek.
- Mam, cztery i pół. Więcej nie dam. - w głosie Ghoula było słychać, chłodny ton nie znoszący sprzeciwu.
Uśmiech barmana znikł na chwilę, ale zaraz wrócił.
- Niech stracę i  tak często tu bywasz.
Ballantine włożył dłoń do kieszeni spodni i wyjął z nich zwinięte banknoty. Rzucił je Hashim'ie.
Chwycił kufel i upił z niego kolejny łuk.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 29/3/2016, 20:12
To było bardzo zabawne. Już myślała, że Wartakus bardziej nabierze się na jej wstawienie. Chyba nie była dobrą aktorką. Dziabała go w polik zafascynowana rysującym się półuśmiechem. Choć może lepiej by niektóre mięśnie nieużywane pozostały.
- Taa. Właśnie widzę, że z uśmiechem Ci nie do twarzy. – poczuła uścisk jego dłoni na swoim przegubie, nie oponowała. Po chwili zabrała rękę i chwyciła za szklankę.
- Dobry ten Twój wynalazek chociaż trzepie tylko na chwilę. – już przestała odczuwać jakiekolwiek skutki Czarnego Jacka. Przeklęty metabolizm. Już myślała, że jej przyjemnie zahuczy w  głowie, a tu tylko babskie fochy i radosne wystawianie cierpliwości kumpla od kufla. Tak. Zaczęła już Śnieżkę uznawać jako kompana do picia czy mu się to podoba, czy nie. W tym czasie barman postawił przed nią kolejną kolejkę Jacka.
- No to w końcu na czyj to będzie koszt? – zapytał.
- Milczenie oznacza zgodę więc Śnieżka stawia swój specjał. - przygarnęła do siebie trunek - Dzięki Hashima-chan. – z tymi słowami uniosła kieliszek w  jego stronę i wypiła za zdrowie i popyt barmana.
Ototot w lewo. Ups tututu w prawo i nagle jakiś Smok zatoczył się na plecy Wartakusa. Oparł się na nim chwilę kompletnie nie dostrzegając z czyich pleców robi sobie podpórkę. Mercedes w tym czasie mierzyła się wzrokiem z Hashimą, który próbował wymusić na niej cofniecie końcówki „-chan” z imienia. Kobieta uśmiechnęła się w jego stronę szeroko i miała widocznie dobry ubaw ze starego Smoka. Chwilowo nie przejmowała się pijanym jegomościem niemal leżącym na Wartakusie.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on 31/3/2016, 22:57
Siedział teraz i sączył złocisty trunek drobnymi łykami z kufla. Zerkał od czasu do czasu na przekomarzającą się z Hashimem Taro i zabawnie zakłopotaną twarz staruszka.
Wrzawa w barze rozkręciła się na dobre i miejsce, w którym siedział z Mercedes było teraz jednym z najcichszych, bo mógł ją jeszcze usłyszeć bez specjalnego nachylania się w jej kierunku.
Jednak nie zdołał usłyszeć nadchodzącego pijanego smoka. O jego obecności zorientował się chwilę przed tym gdy ten się niemal położył na Ballantinie.
Facet szukał tego na czym właśnie leżał swoimi nieobecnymi oczyma. W końcu po chwili pijackiego obłędu jego para oczu zatrzymała się na zimnym spojrzeniu Ghoula.
- Złaź cipo.
Ten wręcz podskoczył, i to był jego błąd. Odskakując od białowłosego zatoczył się i resztka zawartości jego kufla wyleciała w większości na Żmija, dodatkowo rozbryzg raził także Wieczną.
Ballantine w spokoju dopił resztę swojego piwa, jednak była to cisza przed burzą.
Pijany smok złapał równowagę i patrzył na mokrego Ghoula, który stał teraz przednim trzymając wciąż swój kufel.
W jednej chwili rozległ się świst.
Ballantine rozbił szklany kufel na głowie Smoka, a szkło posypało się na posadzkę. Ze skroni poszkodowanego poleciała stróżka krwi.
- Padlina - warknął widocznie podpity - Ty cholerna pijacka padlino.
Czarny but zatoczył łuk i zagłębił się w ciele biedaka na ziemi.
Czy była to furia? Raczej nie, twarz byłego łowcy nadal była niewzruszona. Jedynie bordowe tęczówki jakby zapłonęły wściekłością.
Gdy Ball skończył napastować smoka swoim desantem, a wrzawa znowu zaczęła wzbierać na sile. Usiadł na swoim miejscu.
Ktoś ściągnął zakrwawionego i nieprzytomnego Smoka gdzieś dalej, by nie leżał na samym środku przejścia.

- Hashima, spiryt! - warknął do barmana.
Starzec spojrzał niepewnie na białowłosego. Mimo wszystko po chwili podał mu niepewnie zaczętą butelkę spirytusu.
Częściowo zdarta etykiety informowała o 95% alkoholu w tym trunku.
Ball odkręcił nakrętkę i wlał palący trunek do gardła.
- Niedługo zostanę AA i będą mnie zbierać stąd każdego wieczoru, potrzebuje więcej takich szumowin - rzucił jakby do siebie, jakby do Taro i Hashimy.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 9/4/2016, 14:10
Może na samym początku powinna jakoś zareagować? Zamiast tego śmiała się z barmana i pozwoliła by akcja rozkręciła się niczym ruska ruletka. Ci, co obstawiliby na czerwone mieliby za co postawić wszystkim obecnym kolejeczkę. Pierwsza krew miała okazję polać się tego wieczora. Pijany smok zatoczył się do tyłu i chlupnął na nich gorzałą. No serio? Wzniosła oczy do góry nader zirytowana. Jak nie ryba w cyckach to niemal miss mokrego, cuchnącego podkoszulka, JEJ pięknego podkoszulka.
- Po prostu piańknie. – oparła się o blat, a palcami sprawnie rozmasowywała czoło. Wartakus tymczasem wstał i spojrzał na Smoka z góry. Chyba powinna jakoś zareagować. Palce zjechały niżej częściowo zakrywając usta i nos. Kufel poleciał na łeb i roztrzaskał się dookoła. Wściekły Hashima zaczął klnąc, a Taro przesunęła palec wskazujący na oczy. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Może jednak powinna… się ruszyć? Smok leżał na ziemi, a Śnieżka z wyjątkowym ożywieniem desantował go butem jak sprzątaczka szmatą podłogę. Potarła oczy.
- A taka piękna była dziś pogoda. – Zaczęła zastanawiać się nad tym jak spędziła ów dzień. Ciekawie, oj ciekawie. Zjadła coś, groziła, bujała się po Desperacji, znów coś zjadał i… zawitała tutaj. To był doprawdy piękny dzień.
- No już Słonko starczy, bo nic z niego nie zostanie. – Postanowiła zadziałać. Tak. Spokojnie odezwała się do Wartakusa zmęczonym głosem, przekrzykując krzyki Hashimy. Może siedziałaby tak dalej, gdyby starzec nie nachylił się pod bar i nie wyjął sztucera, celując w lejących się mężczyzn. Choć widać było, kto wygrał ów pojedynek.
- Zabieraj mi tę pukawkę sprzed nosa zanim wyląduje Ci ona ta gdzie słońce nie dochodzi. – złapała jego broń za lufę i przyszpiliła barmana wzrokiem. To nie był żart. W tym czasie Wartakus zdążył usiąść. Mercedes za to wstała z miejsca i podeszłą do żywych zwłok Smoka. Kopnęła lekko butem. Oddychał ale z trudem. Skoncentrowała się na soczewce i obejrzała jegomościa z góry na dół. Kilka pękniętych żeber, złamany nos, krwawiąca głowa i krwotok wewnętrzny.
- Weźcie go do katakumb. Noc tam spędzona szybko go otrzeźwi. - Złapała pierwszego lepszego gościa za ramię i przyciągnęła bliżej za szmaty.
- Twój kumpel. Ty go pilnujesz. Weź sobie kocyk i naładowaną spluwę, w katakumbach jest chłodno - uśmiechnęła się szeroko – oraz niebezpiecznie. – wypowiedziała ostatnie słowa z cichą pieszczotą.
Powróciła do swojego kompana, mając nadzieję, że nie będzie musiała i jego wysłać do podziemi za wybryki tuż pod jej nosem.
- W spiryt lecisz? – zaskoczona aż się skrzywiła czując smród gorzały.
- Tak, będą cię wynosić za fraki do tuneli za takie akcje narwańcu. – mamrotała pod nosem w odpowiedzi sadowiąc się na stołku. – Jakbym co robić nie miała. Tłuką się dwa ochleje, a potem myślą,że po nawalance wrócą do ciepłego łóżeczka. Prycza w więzieniu i heya. Gnij w  lochach do poranka, a kac niech morduje do wieczora. – stękała zła, a ręka przysunęła do siebie szklankę. Ale ona była pusta... Hashima nie będzie miał dzisiaj lekko.
W barze gwar na nowo ogłuszał zmyły. Wszystko wróciło do normy. Przynajmniej do czasu, aż rozgadane towarzystwo nie zaczęło podawać sobie pieniędzy z zakładu jaki wykwitł podczas tej bójki. A może ona była ustawiona?
- Hej Ballantine? - zawołał, siedzący nieopodal kominka słusznej postury mężczyzna. - Nieźle się dziś na tobie obłowiłem. Dzięki. - roześmiał się na koniec, podliczając palcami zebrane banknoty.
Taro pobieżnie spojrzała na Wartakusa i Hashimę. Nie wiedziała, który jak zareaguje, ale barman ścisnął mocniej wycelowany w górę sztucer.
Czy Mercedes już wspominała, że to był taki piękny dzień?





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on 9/4/2016, 20:47
Kolejna porcja spirytusu wlała się do szklanki w iście artystycznym stylu, zataczając łuk po brzegach szklanki.
- Jedynie tym potrafię się upić - rzucił do Taro - Wszystko inne trawię i usuwam z organizmu w ciągu pięciu minut. Spirytus potrzebuje półgodziny. Dodatkowo wiem kiedy przestać, więc możesz być spokojna. Stres piękności szkodzi, co najmniej tak mówią.
Rzucił krótkim wykładem, ale chyba każdy lubi posiadać bezsensowne informacje, o kimś innym, prawda?
Patrzył się podle w trunek, który został wlany mu do szklanki. Bordowe tęczówki odbijały w sobie naczynie i ręce Łowcy.
Żądza krwi, która zażyła się jeszcze kilka minut temu w bordowych ślepiach, nagle wygasła. Wzrok ponownie miał chłodny, pusty i bez uczuć. Taki miał pozostać do końca wieczoru, taki był plan... chyba.
Gdy białowłosy miał już wlewać w siebie kolejna porcję spirytusu, gdy nagle ktoś zwrócił się w jego kierunku.
Ball przez chwilę nie wiedział, o co chodzi temu facetowi. Jedno było pewne, komentarz był zbędny.
Ghoul postawił szklankę na blacie.
- Myślisz, że kim ty jesteś? - chłód jego słów stał się wręcz namacalny - Myślisz, że masz jakiekolwiek prawo używać mojego imienia? - ciągnął dalej - Czy myślisz, że możesz używać mnie jak jakiegoś psa do walk?
Żmij sięgnął ręką pod blat do kabury i wyraźnie ją odpiął.
- Oddasz mi 3/4 tego co masz i powiesz kto jeszcze obstawiał. Jeśli odmówisz, spokojnie nić Ci nie zrobię, ale nie obiecuje, że idąc przez pustynie... - dziwną ciszę przerwał szczęk naciąganego kurka Berrety - ...nie zrobisz sobie nagle drzemki.
Przekaz był jasny, nawet głupi by zrozumiał. Co do samego Ballantine'a, był teraz jakby w transie, przez całą swoją mowę nie spojrzał nawet na chwilę na smoka przy kominku.
To miał być spokojny wieczór, chyba. Może jeszcze taki będzie.
Ghoul sięgnął po szklankę i wypił jej zawartość.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 10/4/2016, 21:45
Merc obróciła głowę w stronę Wartakusa, który dzielnie znosił jej narzekania. Tylko na sam koniec, słysząc, że złość piękności szkodzi odruchowo palce powędrowały po facjacie w poszukiwaniu zmarszczek czy innych niepokojących oznak stresu.
- Jest dobrze. Póki co mam wszystko na miejscu. – nienaturalna dla niej powaga wkradła się w jej słowa, ale to w końcu chodziło o jej twarz.
- Wiesz, ja cię nie będę zbierać, jak się upijesz. Serio. Będziesz tu siedział, dopóki nie wytrzeźwiejesz. – Kopsnęła szklankę w stronę Hashimy. Niech się zajmie nalewaniem drinka, a nie swoim sztucerem.
Wyczuł, co zamierzała mu przekazać i odłożył potulnie broń, zerkając co rusz na jegomościa podliczającego pieniądze.
No i się zaczęło.
- Śnieżka, czekaj. – wyrwało jej się trochę za głośno. Kolejna awantura? Znowu? Czy może być jeszcze ciekawiej? A no możliwe. Ale co ma teraz zrobić Taro? Wartakus natomiast wyciągnął spluwę i chyba nie była ona tylko na pokaz…
Wzięła do ręki szklankę i wypiła całą zawartość.
- Trzymaj Hashima, interesy wzywają. – pchnęła szklankę (specjalnie) trochę za mocno przez co barman musiał lecieć ją łapać. To było dobre szkło, bo było jedną z nielicznych szklanek w jego asortymencie, toteż wystrzelił jak z procy i zgrabnie chwycił ją w locie.
- Jakie ¾? A moja bluzka? Chyba nie myślisz, że cała kasa pójdzie dla Ciebie, kiedy ktoś jest mi winien odszkodowanie. – nie patyczkując się sięgnęła ręką za plecy i wyjęła Grubą Bertę z kabury.
Tymczasem podliczający pieniądze Smok uśmiechnął się niemrawo w stronę Wartakusa.
- Mogę Cię nazywać jak mi się podoba. Barman może, a ja nie? To jest dyskryminacja. Nie zamierzam Ci oddać moich pieniędzy.
Mercedes wycelowała w stronę Smoka.
- Połowa dla mnie, połowa dla ciebie, a dla niego nic. Deal? – zwróciła się do Ballantine’a szczerząc się od ucha od ucha. Szybki zarobek i powiedzmy, że uczciwy. Sprzedane! Ona w to wchodzi. Pytanie czy Wartakus zechce się podzielić?
Smok wstał od stołu i schował pieniądze do kieszeń spodni.
- Może zagrajmy o te pieniądze? – Perspektywa dwóch wysoko postawionych Drug-onów przeciwko niemu, wcale nie napawała go optymizmem.

Nowy NPC:

Kłopotliwy hazardzista. Obstawi nawet własną matkę w zakładzie o to, kto ma większego. Awanturnik, podrzędny najemnik o niskich notach w statystyce zleceń przez zbyt duży alkoholizm i zamiłowanie do hazardu.
Pseudonim  poważny: Ken | Swojska ksywa: Kartofel (przez ogromniasty nos)





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 12/4/2016, 17:20
Alfonso po piętnastu latach powrócił z... eee tak. No i gdzie mógł zawitać w pierwszej kolejności? Do baru oczywiście. Otworzył drzwi, które zaskrzypiały jakby siedział na nich jakiś murzyn z brzuchem wyjebanym w chuj i ciut ciut. Przelazł przez próg, bacznym wzrokiem rozejrzał się swoimi zakrwawionymi ślepiami po czym z wielką gracją jak na niego  stojąc plecami do drzwi zahaczył o nie swą prawą nogą i spektakularnie je zamknął. Zdjął z twarzy białą chustę ukazując swoją bladą od wirusa twarz. Poprawił swoją ponętną grzywę i stwierdził pod nosem patrząc na ławy:
-Praktycznie nic tu się nie zmieniło. Ławy stoją tak jak stały heh.-
Spojrzał jeszcze ukradkiem na to co dzieje się przy jednym ze stołów. Uwagę jego oczu przykuły wystające stringi panny z kaburą na plecach. Na jej towarzysza spojrzał tylko przez chwilę.  Alf stwierdził iż czas aby przywitać się ze starym przyjacielem, który w dłoniach dzierżył stary sztucer. Włożył ręce do kieszeni bluzy po czym krokami długimi, przy tym kiwając się z lewej do prawej podszedł do barmana.
-Hashim.-wydał z siebie swoim pół poważnym głosem. Zatrzymał się tuż przed barem po czym spojrzał swymi oczyma na starego i zdjął kaptur. Stary barman trochę zmieszany podrapał się po głowie opuszczając giwerę w dół. Po chwili jego oczy wręcz powiększyły się z zaskoczenia.
-Alfonso? Przyjacielu! Myślałem, że już nie żyjesz!-powiedział uradowanym głosem. Po czym podał mu rękę. Alfonso odwzajemnił uścisk dłoni.
-Tak tak. Kope lat stary.-powiedział uśmiechając się.
Alf usiadł sobie przy stołku barowym zakasając rękawy do łokci i ukazując swój tatuaż oraz zdejmując z pleców łuk i kołczan ze strzałami.
Spojrzał na dupcię brązowowłosej po czym wywrócił oczami wręcz na drugą stronę już wyobrażając sobie pewne rzeczy.
-Ej ty.-powiedział Hashim klepiąc Alfa po ramieniu.-Może się czegoś napijesz i opowiesz mi gdzie byłeś te... eee Czterna... Piętnaście lat?-
Oczy Alfonsa powróciły na swoje miejsce i wręcz promieniały z radości.
-Wódki! Nalej wódki! Starego dobrego niebiańsko-słowiańskiego wywaru tworzonego przez największych artystów historii! A jeszcze lepiej jakbyś miał bimberku pędzonego według starej polskiej receptury! Takie trunki mogę uznać za cudowny wynalazek historii hehe.-powiedział znowu rozpływając się w marzeniach. Hashim wyciągnął zza baru szklaneczkę po czym zalał ją do pełna i podał Alfowi.
-Dzięki.-powiedział.-Ale ty wiesz, że sam pić nie będę!-dodał uśmiechając się od ucha do ucha. Barman odwzajemnił uśmiech po czym wyjął zza lady drugą szklaneczkę i nalał wódki do połowy.
-Twoje zdrowie przyjacielu!-powiedział unosząc szklankę nad głowę w geście stuknięcia szkła z przyjacielem.
-Za twój powrót.-powiedział Hashim także unosząc szklaneczkę. Szkło wydało charakterystyczny dźwięk. Alf oczywiście łyknął całą zawartość dość dużej szklanki jednym duszkiem. Barman trochę wolniej i na dwa łyki ale też podołał.
Alf przybliżył głowę trochę bliżej barmana po czym trochę cicho powiedział:
-A tamci to kto? Bo wiesz ja wszystkich mogę nie pamiętać, a niektóre twarze to dla mnie tu zupełnie nieznajome.- (Tu liczę na to merc słonko, że mi coś tym Hashimem o was opowiesz xd)
Spoiler:




Ostatnio zmieniony przez Alfonso dnia 16/4/2016, 01:14, w całości zmieniany 1 raz





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on 14/4/2016, 20:37
Ballantine nadal wpatrywał się w pustą szklankę. Resztki trunku ściekały po jej ściankach i zbierały się na dnie.
Był zły? Trudno powiedzieć, w jego przypadku mówienie, o tego typu rzeczach jest czymś względnym. Zwyczajnie nie dało się tego określić, nawet po tonie jego głosu. Jedyne co można był wywnioskować, to jak bardzo poważny jest.
Czekał na reakcję smoka, jednak Taro była szybsza. Białowłosy poniósł ku niej spojrzenie, lecz zaraz wrócił do szklanki.
Tym razem do głosu doszło główne źródło sporu. Westchnął jedynie na jego słowa.
- Czy ty uważasz, że jesteś w sytuacji, gdzie masz możliwość targowania się? - nie wiadomo czemu chwycił berettę wiecznej i pokierował ją w dół.
- Barmana znam długo, Ciebie nie znam prawie wcale. Widzę jedynie skorupę człowieka, bydło, a słysząc moje imię w twoich wysmarowanych gównem ustach, przyprawia mnie o mdłości.
Odwrócił się na stołku w kierunku smoka.
- Mogłem Cię zabić w momencie kiedy otworzyłeś to szambo, zwane twoimi ustami, ale tego nie zrobiłem. Uznaj to za akt łaski. Zasady... Drug-On nie zabija innego Drug-On'a. Nie dbam o to. Możesz nazywać siebie Smokiem. Dla mnie jesteś jedynie przeszkodą, kolejną kreaturą, która zawadza mi swoją egzystencją
Ghoul wstał z własnego stołka, ziewając przy tym dość teatralnie. Ukradkiem spojrzał także na nowo przybyłego Smoka, wyglądało, że znał dobrze Hashima więc jakimś szczylem nie był. Jednak teraz miał coś innego do zrobienia.
W pewnym momencie przymknął oczy, a następnie otworzył je.
Na tęczówkach powstał zarys pentagramów, a same oczy zaczęły wydawać lekką niebieskawą poświatę.
Przyjrzał się uważnie postaci Ken'a. Wydział go teraz jako zlepek liczb i statystyk. Był niczym więcej, a zlepkiem informacji.
- Wymordowany; Opętany; kod genetyczny wymieszany z jaszczurką; zniszczona wątroba; uzależniony; na tyłku ślad po ugryzieniu, ludzki; problemy w stawie biodrowym lewej nogi...
Były Łowca rozłożył ręce, jakby ze współczucia.
- Wiem o tobie wszystko, jak uderzyć by zabolało, jak strzelać byś czuł ból, ale nie zdechł. Znam każdy możliwy wstydliwy sekret twojego ciała, a ten ślad po ugryzieniu na tyłku nie jest jedyną rzeczą, która powstała raczej w żenujących okolicznościach, na przykład ten ślad po zębach na penisie.
Nie wiadomo skąd nagle znalazł się obok Kartoflanego smoka. Położył mu rękę na barku.
Zacisnął dłoń, jednocześnie chwytając Ken'a. Byłoby to niczym, gdyby nie fakt, że wymordowany miał niedawno uraz w tym miejscu.
- Jesteś tak niezdarny, czy masz takiego pecha? Twoje kości są w opłakanym stanie, jakbyś łamał je co chwilę. Masz chyba z 58 śladów po złamaniach.
Wymordowany chwycił Ghoula z nadgarstek i ścisnął, pewnie oczekiwał jakiejś reakcji, ale siwowłosy cmoknął tylko z niesmakiem.
- Ty naprawdę chcesz umrzeć.
Jednak po tych słowach stał nadal nad smokiem wpatrując się w niego chłodno. Oczekiwał, że może Taro zechcę się nim zabawić, a on sam wróci do kieliszka.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 16/4/2016, 22:15
Nagle do „starej” przyszedł jej stary bywalec. Hashima powitał smoka nie ukrywając swojej radości, że po tylu latach, ta smocza morda znów do niego zawitała. Przez chwilę zapomniał o akcji rozgrywającej się pod jego nosem pochłonięty rozmową z Alfonso.
- Ja już tyle opowieści naopowiadałem pod Twoją nieobecność. Aż żal, że tyle Cię ominęło. Nie piję za barem, ale z Tobą się napiję stary druhu. Musisz ode mnie wszystko usłyszeć, no i dobrze wyglądasz jak na kogoś, kto zaginął na szmat czasu. – rozgadał się po tej niegroźnej kolejeczce. Po chwili wyjął szmatę z fartucha i począł pucować bar przybliżając się do nachylającego się Alfonso.
- Ach. Nie pamiętasz pewnie. Toż to mała Mercedes. Była windykatorem niecałe 19-lat temu. Młode toto było jeszcze 20 lat na karku miało i szalało jak dzikie po Desperacji. A dzisiaj jest wieczną zastępcą. Wiesz prawa ręka. Kiedyś to ja dyrygowałem jej…. a teraz… ona mi. – pokiwał smętnie głową po czym machnął szmatą w stronę Wartakusa.
– A to Ballantine. Nasz jeden z najlepszych killerów, choć jego metody zabijanie są za szybkie, wiesz? Tu tortur trzeba, a on załatwia wszystko i wszystkich na raz. – zamiłowanie Hashimy do tortur i znęcania się nad ofiarą jest starą śpiewką barmana, którą męczy wszystkich słuchaczy nawet tych niechcących słuchać.
– Tak szats prast – szmata poleciała w jego ręce na boki wydając charakterystyczny odgłos plaskacza.
Tymczasem Mercedes zaaferowana ciągiem dalszym poprzedniej akcji celowała do Kartofla. Szybko Wartakus odsunął ją od sporu zniżając jej broń. Nie, to nie. Naburmuszona odwróciła się w stronę baru i pomachała Hashimie na nowo szeroko się uśmiechając. Barman cicho westchnął po czym odsunął się od Alfonso sięgając po alkohol, przez co Taro zauważyła go w tym momencie.
Znam go? A Powinnam? Zmarszczyła brwi w głębokiej zadumie. Ta twarz brzmi znajomo. Może…
- Te Słonko. Ja Cię skądś kojarzę. To ty nie jesteś przypadkiem Alfonso? – wypaliła nie wiedząc do końca czy tak się rzeczywiście jegomość zwał. Była niecałe 3-4 lata w Drug-on, kiedy niespodziewanie zniknął. Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk stawianej obok szklanki i przybierająca na sile rozmowa Wartakusa z Kenem. Warknęła cicho. Ani chwili spokoju. Przewróciła oczami. Co tu się dzieje.
- O matko Śnieżka. Proszę, nie brudź podłogi i nie zabijaj swojego. Fuuj, oszczędź szczegółów. Wiesz to, że możesz zajrzeć mu do majtek nie zdejmując ich, nie znaczy, że musisz mówić o tym innym.
Zamiast pobić go czy cokolwiek zrobić - czekał. Zrozumiała, o co mu chodzi i uśmiechnęła się perfidnie w odpowiedzi.
- O nie, nie - zaśmiała się głośno -  Nie. Nie, nie. Teraz? – żachnęła się wygodniej sadowiąc na stołku, a szklankę przysunęła do siebie – Teraz sam się z nim baw. Ale jak zabijesz, to sprzątasz i śpisz w katakumbach. – ostatnie słowa niemal wymruczała. Taka kusząca perspektywa odmarzających kończyn i czyhających bestii, jest godna polecenia. Choć nie wiedzieć czemu dużo ludzi bardzo odbierało ją negatywnie. Może to dlatego, że kto raz tam za długo posiedział już nigdy nie wrócił… a jeżeli mu się udało, nie był już taki sam. Leniwy uśmiech obiecywał Wartakusowi, że czeka go wiele śmiercionośnych przygód jeżeli przegnie tego wieczora.
- To na czym skończyliśmy? – wróciła z niewinnym pytaniem do Alfonso i upiła łyk trunku, zerkając jeszcze czujnie na Wartakusa czy zechce się przyłączyć, czy też woli dokończyć pogawędkę z Kenem. Który to niemal ze strachu odlatywał, a pot oblewał czoło.
- Ach tak. Zapomniałabym. Kartofel, masz przesrane.
Ken zbladł  i popatrzył na Wartakusa niemal ze strachu posiniały.
- Dam Ci 10-procent. – Ale nadal walczył.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Gość on 17/4/2016, 01:18
-Heh. Tooortury... Rozpruwanie, wyrywanie kończyn, ucinanie palców, zgniatanie jajeczek, wyrywanie oczu, ahh...-powiedział Alf wręcz rozmarzonym głosem. Wnet z zamyślenia wyrwał go głos Mercedes. Odwrócił głowę z pytającą mimiką twarzy. Obejrzał Merc od butów idąc w górę i podziwiając jej przepiękne nóżki chwileczkę zatrzymując się na różowych wystających stringach, potem idąc jeszcze wyżej spojrzał na "bombowce" robiąc bardzo szczęśliwego lenny face'a i ruszając brwiami. Potem spojrzał na jej twarzyczkę. I zobaczył jej czarne jak smoła oczęta. Wstał i z w ciągu dwóch susów przeszedł z prędkością 666 kremówek/s łapiąc za krzesło i stawiając je przy stoliku niewiasty i siadając na nim, a przy okazji chyba zahaczył krzesłem o jedną z nóg tego całego Kena czy jak mu tam.
-O. Pardon.-Powiedział po czym rozpiął swą czerwoną bluzę odsłaniając czarną koszulkę z napisem "Fuck You Easy Rider" po czym oparł się na oparciu krzesła niczym jakiś król. Chwilę później lekko przybliżył się do dziewczyny wpatrując się w jej czarne oczy. Po chwili zrozumiał, że ma soczewki. Nie zniechęciło go jednak to i ruszył na podbój. Spojrzał na dwóch chłopów z czego ten blady, białowłosy trzymał tego siwego za nadgarstek. Alf oczywiście wykonał taktowny znak brwiami:"O co tu kurwa chodzi?". Po chwili wyobraźnia Alfonsa zaczęła rozpalać silnik. Wyobraził sobie, jakieś homo-niewiadomo zabawy tych dwóch panów. Odsunął lekko krzesło od nich przysuwając się do Merc.
-Co do tematu. Tak to ja. Alfonso w swojej własnej i Żywej osobie.-powiedział uśmiechając się do dziewczyny.
-Wybacz mi nieco mego zakręcenia, ale mam prawo nie pamiętać wszystkiego co działo się jakieś 15 lat temu.-tu na chwilkę się zatrzymał.-Aleee... Ciebie moja droga skądś kojarzę!-stwierdził powstrzymując się od wpatrywania w jej dekolcik.
-Jakbyś mogła mi oooodświeżyyć pamięć to bym bardzo wdzięczny był heh.-powiedział po czym znowu spojrzał na dwóch panów.
-Wiecie co. Ja to muszę kilka głębszych wypić jeżeli wy tutaj będziecie zabawiać się pan...owie w te swoje homo zabawy...-
powiedział wstając i idąc do baru. Pokazał dwa palce w drodze do baru. Hashim wyciągnął dwie szklaneczki po czym nalał do nich wódeczkę. Alf wziął szklaneczki i podziękował skinieniem głowy i uśmieszkiem Hashimowi.
-No bo wy panowie to...yyy Para tak?-wracając niepewnie stwierdził. Usiadł na swoim krześle ze swoją szklaneczką w prawej ręce a tą z lewej postawił dla brązowowłosej. Stuknął palcem w szkło, które wydało wręcz piękny dla jego uszu dźwięk. Wnet debil zrozumiał co właśnie palnął.
-O kurwa heheheh...-powiedział odkładając szklankę na stół i drapiąc się po głowie bardzo zakłopotanie.
-Eeee... Wcale nie chodziło mi o homo. Nienienienieeeee... Mi chodziło o... O HOBO! Taką grę! Kiedyś była...-Zakłopotany stwierdził iż jakoś musi wyplątać się z sytuacji więc podbiegł do baru i praktycznie wyszarpując szklaneczki z rąk Hashima sam nalał tam wódki z prędkością mudzina biegnącego do otwartej willi jakiegoś bogatego grubaska podbiegł do stolika i postawił dwie szklaneczki po stronie panów.
-Wiecie co? Lepiej się napijmy i wszystko będzie dobrze!-Powiedział po czym wychlał całą zawartość szklaneczki, leciutko cmokając ustami niczym prawdziwy koneser. Powrócił jednak myślami do dwóch panów przygotowany już na to, że może dostać w mordę za to co powiedział. Ale oczywiście niczym rasowy dreso-debil musiał się zakłopotanie szczerzyć próbując rozweselić jakoś obrażonych osobników.





Gość
Gość

Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Wartakus on 19/4/2016, 19:38
Ballantine stał teraz obok Ken'a, który uporczywie ściskał jego nadgarstek.
W tle słyszał rozmowę Taro z tym nowym - w sumie to starym - typem. Jego ton głosu i sposób mowy. Ghoul wiedział już, że to typ osoby której nie cierpi. Gada, a mało robi. Coś mówi, a potem się wycofuje i tak miało być w tym przypadku.
Nagle usłyszał głos Kartofla.
- Dam Ci 10-procent.
Oczy Łowcy spoczęły na Smoku. Jasnoniebieski pentagram rozświetlał jego bordowe tęczówki.
Ball pociągnął rękę i wyrwał ją z uścisku Ken'a. W głowie szykowała mu się, godna dyktatora, przemowa. Jednak gdy miał już otworzyć usta usłyszał ten irytujący głos ". Ja to muszę kilka głębszych wypić jeżeli wy tutaj będziecie zabawiać się pan...owie w te swoje homo zabawy...". Momentalnie zamknął lekko rozwarte usta.
- Dziesięć procent, pies Cię za tyle nawet nie wyrucha. - fuknął.
Wziął nagle zamach i kantem wyprostowanej dłoni uderzył z impetem w Kartofla. Dzięki swojemu artefaktowi wycelował prosto w połączenie nerwowe i jednocześnie sprawił tym, że Ken opadł bezwładnie na podłogę.
Zaraz po tym oskubał go do suchej nitki z tego co miał, każdego możliwego grosza.
Splunął na śmiecia i wrócił do stolika, przy którym Merc prowadziła "gorącą" dyskusję z Alfonso.
Spojrzał na bruneta. Cmoknął z niesmakiem na niego widok.
- Najpierw coś mówisz, a potem myślisz? Na dodatek wycofujesz się głupią gadką, o jakiejś grze.
Usiadł na stołku obok wzdychając.
- Hashim jeść! Tylko coś taniego. - rzucił do barmana.
Zaraz wyjął kilka banknotów i podał je Mercedes.
- Masz za swoją koszulkę. Chyba, że na nowe stringi też ma m Ci dać?
Chciał się droczyć? Chyba przy wiecznej dostał jakiegoś syndromu niewyparzonej gębb, ale w sumie to chyba dobrze. Może nauczy się być śmieszkiem.
Po chwili zjawił się Hashima, z półmiskiem suszonego mięsa, wątpliwego pochodzenia.
Jednak białowłosy się nie wahał i zaraz zaczął przeżuwać plaster suszonego mięsa.


~Głos~

#663366
Mokry sen Wartakusa:

Deus Vult:
avatar





Wartakus
Żmij     Dezerter
GODNOŚĆ :
Ballantine "Ghoul" Buraddo


Powrót do góry Go down


Re: Stara stołówka - Bar.

Pisanie by Sponsored content





Sponsored content

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 12 Previous  1, 2, 3, ... 10, 11, 12  Next

Powrót do góry

- Similar topics